Do warszawskiej prokuratury okręgowej trafiło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez znaną posłankę opozycji. Złożył je Jacek Wrona, były oficer Centralnego Biura Śledczego. Jest to popularny ekspert od spraw bezpieczeństwa, który niejednokrotnie zabiera głos na te tematy w dyskusjach medialnych.

 

Sprawa dotyczy przewożenia w bagażniku ludzi przez dawną posłankę Nowoczesnej Joannę Schmidt. W akcję zaangażowani byli również posłanka Joanna Scheuring-Wielgus oraz poseł Ryszard Petru.

 

W bagażniku samochodu, Joanna Schmidt przewiozła na teren Sejmu dwóch aktywistów organizacji „Obywatele RP. Byli to Wojciech Kinasiewicz oraz Paweł Kasprzak. Wzięli oni później udział w konferencji prasowej zorganizowanej właśnie przez posłów koła poselskiego Liberalno-Społeczni.

 

Jacek Wrona skomentował całą sytuację w mocnych słowach za pośrednictwem Twittera.

 

– Dość już skrajnej nieodpowiedzialności i kpiny z bezpieczeństwa posłów i naszego państwa!! Czas na konkretne kroki i odpowiedzialność dla prowokatorów i nieudaczników!! Wszyscy won!! – Napisał były oficer Centralnego Biura Śledczego.

 

 

Następstwem wczorajszego incydentu jest wprowadzenie przez Straż Marszałkowską większej kontroli samochodów docierających pod Sejm, nawet jeśli kierują nimi parlamentarzyści.

 

To jednak nie była jedyna kontrowersyjna sytuacja przy okazji wczorajszych protestów opozycji totalnej. Przez protestujących został zaatakowany również marszałek senior Kornel Morawiecki, będący legendą podziemia antykomunistycznego. Aktywiści i aktywistki organizacji takich jak „KOD”, „Obywatele RP” oraz „Strajk Kobiet” próbowały uniemożliwić posłowi Morawieckiemu swobodne przejście. Wznoszono też okrzyki: „Będziesz siedział!” i „Zdrajca!”. Potrzebna była interwencja policji.

 

Protesty totalnej opozycji odbywające się pod Sejmem mogą budzić oburzenie, w związku z zachowaniami jakich dopuszczają się uczestniczący w tym przedsięwzięciu ludzi. Wczoraj informowaliśmy o ataku aktywistów „Obywateli RP”, „KOD” oraz „Strajku Kobiet” na marszałka seniora Kornela Morawieckiego. Jak się okazuje to jednak nie wszystkie incydenty z ostatnich godzin.

 

Jak informuje portal tvp.info, najpierw na teren Sejmu próbował dostać się samochód, w którym znajdowali się byli posłowie opozycji: Ryszard Petru i Joanna Scheuring-Wielgus, a także działający w organizacji „Obywatele RP” Paweł Kasprzak oraz Wojciech Kinasiewicz.

 

Straż Marszałkowska pozwoliła posłom jechać dalej, jednakże nie wpuszczono zgodnie z przepisami na teren sejmu aktywistów „Obywateli RP”, którzy nie mieli przepustek. Niedługo potem w stronę Sejmu jechało kolejne auto. Tym razem kierowcą okazała się być inna była posłanka Nowoczesnej Joanna Schmidt. Została ona puszczona dalej. Funkcjonariusze Straży Marszałkowskiej nie przeszukują samochodów parlamentarzystów. To jak się okazało, pozwoliło Joannie Schmidt przewieźć w bagażniku Pawła Kasprzaka i Wojciecha Kinasiewicza.

 

Kiedy samochód był już na terenie Sejmu, na miejsca pasażerskie przesiedli się przewiezieni w bagażniku mężczyźni, a także dosiadła się posłanka Joanna Scheuring-Wielgus oraz poseł Ryszard Petru. Później te osoby wspólnie wybrały się na konferencję prasową. Tak więc wbrew początkowym doniesieniom to Joanna Schmidt, a nie Joanna Scheuring-Wielgus wiozła ludzi w bagażniku

 

Na takiej zasadzie do Sejmu można wwieźć wszystko. Nawet materiały wybuchowe – mówią zaskoczeni takim zachowaniem urzędnicy Kancelarii.

 

Wcześniej Joanna Scheuring-Wielgus zaczepiła w trakcie protestu dziennikarza TVP Info, pytając go o to na jakiej podstawie on tam się znajduje. Kiedy uzyskała odpowiedź, iż posiada on przepustkę, stwierdziła „przecież tu nikogo nie wpuszczają”. Następnie podburzała tłum mówiąc do protestujących: „Ten pan jest z TVPiS!”.

 

Uczestnicy protestu mieli ze sobą baner z hasłem „Wypie… Czas na sąd”. Oprócz odpalenia flar, które często były krytykowane kiedy używali ich patrioci i kibice na marszach czy meczach, na proteście totalnej opozycji dochodziło też do przeskakiwania przez barierki otaczające teren Sejmu.

 

Jak widać na manifestacjach zwolenników opozycji totalnej pojawia się sporo negatywnych emocji, a nawet agresji, tak jak to było w przypadku ataku na marszałka seniora Kornela Morawieckiego. Dziś w Sejmie również może być gorąco, ponieważ odbywa się dyskusja nad projektem ustawy o zmianie ustawy o Sądzie Najwyższym.

 

 

Posłowie opozycji zapowiedzieli bojkot Zgromadzenia Narodowego na Zamku Królewskim w Warszawie, ponieważ – ich zdaniem – w Polsce łamana jest praworządność więc takie spotkania nie powinny mieć miejsca.

 

Jak przyznają posłowie opozycji, świętowanie 550 rocznicy polskiego parlamentaryzmu jest niezasadne podczas gdy łamana jest konstytucja i praworządność. Podnoszą też argument o błędnym określeniu daty. Według źródeł centrum kancelarii Sejmu właśnie w tym roku przypada okrągła, 550 rocznica pierwszych obrad polskiego parlamentu, jednak opozycja powołuje się na inne źródła, według których 500 rocznica była obchodzona w 1993 roku, a więc za rządów koalicji Unii Demokratycznej.

 

Bojkot Zgromadzania Narodowego może w dużym stopniu podważyć autorytet państwa i zaplanowane przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy. Za pośrednictwem Twittera głos zabrał Adam Andruszkiewicz, poseł Wolnych i Solidarnych. W swoim stylu sprawnie wyjaśnił opozycję totalną, sugerując, że to po prostu nie ich zgromadzenie, bo nie odbywa się w Niemczech.

 

„Najlepiej w ogóle zbojkotujcie Polskę i wyjedźcie do Berlina. Będziecie mogli pracować w swej ulubionej roli unijnego lokaja” – ironizuje Andruszkiewicz.

 

 

W poprzednim tygodniu gazeta „Fakt” wydała artykuł na temat posła Stanisława Pięty i jego pozamałżeńskiego romansu. Po publikacjach na temat romansu polityk został zawieszony w prawach członka PiS, zostając posłem niezrzeszonym.
Za dowód romansu dziennik donosił o pozyskaniu od rzekomej kochanki własnej korespondencji z posłem Piętą. Gazeta podawała, że jego kochanka otrzymała od posła między innymi pracę w PKN Orlen.
Sprawa została powiązana przez Wirtualną Polskę z obywatelskim projektem ustawy wprowadzającej „zaostrzony reżim moralny w parlamencie”. Projekt zainicjowany przez byłą żonę posła PiS Mariusza Antoniego Kamińskiego, Annę Kamińską, przewidywał między innymi wykluczenie z parlamentu za zdradę małżeńską.
Swój projekt Anna Kamińska broniła w Sejmie – Człowiek, który dopuszcza się zdrady małżeńskiej, dopuszcza się po prostu zdrady. Czy jest w polskim Sejmie i Senacie miejsce dla zdrajców? Nie!
Projekt nie spotkał się z dużym zainteresowaniem, a niektórzy posłowie wręcz wyraźnie go krytykowali.
Okazało się, jak podaje Wirtualna Polska, że jednym z krytyków był sam Stanisław Pięta. Sprawa wydaje się nieco kontrowersyjna, jednak jak podaje gazeta „Fakt” inni politycy też nie byli przychylni ustawie, dopatrując się w niej braku logiki funkcjonowania.

Poseł Stanisław Pięta został usunięty z klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości – tak wskazuje jego profil z oficjalnej strony internetowej Sejmu. Parlamentarzysta figuruje od dziś jako poseł niezrzeszony. 

 

Na stronie www.sejm.gov.pl każdy poseł trwającej kadencji ma sporządzony profil imienny. Widnieje tam informacja o jego biurach poselskich, aktywności parlamentarnej oraz przynależności partyjnej. Jak zauważyła redakcja Prosto z Mostu, dziś w godzinach południowych status posła Pięty zmienił się na niezrzeszony. To wskazuje, iż został oficjalnie usunięty z klubu Prawa i Sprawiedliwości. Dotychczas Stanisław Pięta był zawieszony w prawach członka odkąd na światło dziennie wyszedł jego skandal obyczajowy.

 

Przypomnijmy: Stanisław Pięta miał uwieźć młodą kobietę a następnie oszukać i porzucić. Obiecywał pracę w PKN Orlen, gościł w pokojach poselskich oraz proponował pełen związek. Niestety poseł pięta ma przy tym żonę i dzieci. Mieszkańcy rodzinnej miejscowości Bielska-Białej są oburzeni sprawą.

 

W weekend na terenie gmachu polskiego Sejmu ma odbyć się Zgromadzenie Parlamentarne NATO. Wśród prowadzącej protest części opiekunów osób niepełnosprawnych jest to okazja do wyniesienia swoich postulatów na poziom międzynarodowy. W Sejmie dlatego też, już dochodzi do eskalacji emocji i nerwowych sytuacji. Po wszystkim w sieci pojawiło się zdjęcie… które okazało się mocno podkoloryzowane.

 

Między protestującymi a Strażą Marszałkowską, której funkcjonariusze są zobowiązani do egzekwowania zakazu wywieszania transparentów na zewnątrz, wydanego przez Kancelarię Sejmu, doszło wczoraj do przepychanki.

 

Protestujący postanowili wywiesić transparent o anglojęzycznej treści, przygotowany przed weekendowymi wydarzeniami, jakie mają się odbyć przy ul. Wiejskiej. W tłumaczeniu napis na transparencie brzmi: „Polskie niepełnosprawne dzieci błagają o godne życie”.

 

Zgodnie z przepisami, interwencję podjęła Straż Marszałkowska, próbując dostać się do okna. Wówczas ze strony protestujących kobiet funkcjonariusze usłyszeli okrzyki takie jak np.: „Niech pan mnie nie molestuje!” czy „Tu jest nasza kuchnia! Proszę stąd odejść!”.

 

Doszło nawet do rękoczynów za sprawą posłanki Joanny Scheuring-Wielgus, która dopuściła się szarpania pełniących służbę strażników. W związku z zaistniałą sytuacją, niektórzy z będących na miejscu niepełnosprawnych zareagowali w gwałtowny sposób na całe zamieszanie.

 

Joanna Scheuring-Wielgus opublikowała w sieci zdjęcie, na którym Iwona Hartwich pokazuje ranę na ręce. Miał być to efekt utarczki ze strażnikami. Zdjęcie szybko rozprzestrzeniło się w mediach społecznościowych. Także w zmienionej, bardziej podkoloryzowanej wersji mającej świadczyć o tym, że obrażenia, które odniosła Hartwich są bardzo poważne. W tej formie na swoim profilu Facebook zamieścił je Ryszard Petru. Zwrócił na to uwagę dziennikarz Polskiego Radia 24.

 

 

W weekend na terenie gmachu polskiego Sejmu ma odbyć się Zgromadzenie Parlamentarne NATO. Wśród prowadzącej protest części opiekunów osób niepełnosprawnych jest to okazja do wyniesienia swoich postulatów na poziom międzynarodowy. W Sejmie dlatego też, już dochodzi do eskalacji emocji i nerwowych sytuacji.

 

Tak stało się właśnie dzisiaj, kiedy doszło do szarpaniny oraz wymiany zdań między protestującym i będących wraz z nimi przedstawicielami opozycji a Strażą Marszałkowską, której funkcjonariusze są zobowiązani do egzekwowania zakazu wywieszania transparentów na zewnątrz, wydanego przez Kancelarię Sejmu.

 

Protestujący postanowili natomiast wywiesić transparent o anglojęzycznej treści, przygotowany przed weekendowymi wydarzeniami, jakie mają się odbyć przy ul. Wiejskiej. W tłumaczeniu napis na transparencie brzmi: „Polskie niepełnosprawne dzieci błagają o godne życie”.

 

Zgodnie z przepisami, interwencję podjęła Straż Marszałkowska, próbując dostać się do okna. Wówczas ze strony protestujących kobiet funkcjonariusze usłyszeli okrzyki takie jak np.: „Niech pan mnie nie molestuje!” czy „Tu jest nasza kuchnia! Proszę stąd odejść!”.

 

Doszło nawet do rękoczynów za sprawą posłanki Joanny Scheuring-Wielgus, która dopuściła się szarpania pełniących służbę strażników.

 

W związku z zaistniałą sytuacją, niektórzy z będących na miejscu niepełnosprawnych zareagowali w gwałtowny sposób na całe zamieszanie.

 

To z pewnością nie był udany dzień dla byłego prezydenta Lecha Wałęsy, który spotkał się z protestującymi w Sejmie matkami osób niepełnosprawnych. Zaprezentował na nim jedynie bufonadę i nie wskazał żadnej propozycji rozwiązania sytuacji wokół trwającej manifestacji. Uwagę przykuło jednak zachowanie Wałęsy już po wyjściu z budynku parlamentu.

 

„Pan mówił o solidarności, więc pytanie, czy ze wszystkimi będzie chciał się pan spotkać. Jest pan prezydentem, może się pan dowolnie poruszać po całym kompleksie” – wskazywał reporter TVP Info sugerując, że przed Biurem Przepustek Sejmu RP znajdują się osoby, które domagają się zakończenia protestu w parlamencie.

 

„Nie unikam żadnych spotkań, gdzie to jest? Czy mnie tam zawiozą, czy mam dojść?” – pytał były prezydent, na co reporter poinformował, że to ok. 50 metrów i można tam dojść.

 

„Kiedyś nawoływał pan do tego, żeby osoby z Solidarności, które protestowały przeciwko wiekowi emerytalnemu, zostały rozgonione, a dzisiaj pan namawia, żeby organizować protesty. Czy to się nie kłóci?” – zapytał towarzysząc w drodze byłemu prezydentowi.

„Niech pan słucha uchem, a nie brzuchem! Proszę pana, oni chcieli rozbić mistrzostwa świata! Żeby zatrzymać szaleńców, rzuciłem coś, co ich zaszokowało! […] Pan jest głupi! Pan jest głupi! Z głupkami się mówi głupio!” – rzucił Lech Wałęsa wyraźnie wzburzony i agresywny.

 

Najwyraźniej były prezydent doskonale zdawał sobie sprawę, że nie spełnił roli, jakiej po nim oczekiwały protestujący w Sejmie rodzice dzieci niepełnosprawnych. Jedyną propozycją jaką zaoferował był… telefoniczny kontakt.

Od wielu dni trwa protest opiekunów osób niepełnosprawnych w Sejmie. Były prezydent Lech Wałęsa postanowił ich dzisiaj odwiedzić.

 

– Zaprosiliście mnie, wezwaliście mnie, więc jestem. Chciałbym wnieść jakiś wkład do waszej walki, ale zanim podejmiemy najmądrzejsze decyzje, musimy trochę porozmawiać. Nie chciałbym wchodzić w wasze szczegóły, bo one są dosyć ogólnie znane. Chciałbym, żeby nie było to wykorzystywane polityczne. Nie należę do żadnej partii, oczywiście wspieram partie, które ma jakieś szanse na rządzenie

– mówił Lech Wałęsa podczas spotkania z protestującymi.

– Próbują was rozgrywać, wymanewrować. Musicie zrozumieć, że paru ludzi dzisiaj u władzy to ludzie, którzy starają się kłócić, przez kłótnie, waśnie pozostać u władzy

– dodał.

– Gdybym ja dzisiaj miał stocznię, był w Solidarności, już dawno by tej władzy nie było. Jakie szkody robią Polskę, jak niszczą nasz dorobek, to się nie mieści w głowie. Trzeba jak najszybciej tych ludzi odsunąć od władzy, ale musimy pamiętać o demokracji. Gdybym był na waszym miejscu, to po pierwsze poprosiłbym np. górników: widzicie naszą krzywdę, widzicie, że coś trzeba tu zrobić? Bądźcie wreszcie solidarni i pomóżcie załatwiać nam problemy. Wiem dzisiaj, jak z wami zwyciężyć, wiem jak pokonać PiS. Dlatego tak mnie niszczą. Wiem, jak błyskawicznie pokonać PiS i to zrobię. Wam się należy i trzeba dać

– mówił Lech Wałęsa podczas spotkania z protestującymi.