Jak podaje portal RadioMaryja.pl, powołując się na komunikat tureckiego Ministerstwa Sprawiedliwości, w Turcji aż 2 tysiące osób otrzymało wyroki więzienia, w tym około 1,5 tys. dożywotniego pozbawienia wolności, pod zarzutem udziału w nieudanym puczu z lipca 2016 roku.

171 z 287 procesów sądowych odbytych przed tureckimi sądami w sprawie próby przewrotu, przygotowanego według tureckiej policji przez zamieszkującego Stany Zjednoczone Ameryki tureckiego kaznodzieję Fethullaha Gulena.

Abduhamit Gul, minister sprawiedliwości w Turcji, podał w czwartkowym wywiadzie telewizyjnym dokładne dane dotyczące zakończonych spraw sądowych w sprawie nieudanego zamachu stanu, jak podaje radiomaryja.pl ” 2 140 osób skazanych, w tym 1 500 na dożywotnie więzienie oraz 631 na kary od jednego miesiąca pozbawienia wolności do 20 więzienia”.

Według informacji podanych przez ministra aż 1478 osób zwolniono bez orzeczenia winy.

Przypominamy, że podczas próby zamachu stanu (noc z 15 na 16 lipca 2016 roku) zginęło 250 osób. Tureckie władze podjęły starania ukarania wszystkich uczestników i współorganizatorów puczu.

20 lipca 2016 roku rząd ogłosił stan wyjątkowy w  wyniku którego ponad 140 tys. osób zostało zwolnionych z pracy lub zawieszonych.

Organizacje broniące praw człowieka oskarżają tureckie władze o wykorzystywanie stanu wyjątkowego do wyciszenia krytyki publicznej rządu.

Do skandalicznej sytuacji doszło przy okazji towarzyskiego meczu Turcji z Tunezją. Zdecydowano w pewnym momencie o przerwaniu meczu, ze względu na zachowanie jednego z piłkarzy. Spotkanie zakończyło się remisem 2-2.

 

Osobą, która miała na boisku dopuścić się niesportowego zachowania był turecki napastnik- Cenk Tosun. Zawodnik został wyrzucony z murawy za wykonanie gestu podrzynania gardła w stronę jednego z zasiadających na trybunach kibiców. Była to 59. minuta spotkania.

 

Jak podaje angielski „Dailymail”, takie zachowanie Tosuna miało zostać uprzednio sprowokowane. Mówi się, że na trybunach miał zostać zaatakowany jego ojciec. Jednakże media w Turcji mówią o racy, która miała zostać rzucona w samego piłkarza.

 

Ukaranie tureckiego zawodnika czerwoną kartką łatwo całej sytuacji nie zakończyło. Tosun nieustępliwie próbował przedostać się bliżej kibica, w stronę którego wykonywał gesty i nie opuszczał boiska. Rozwijała się awantura.

 

Kilka minut po tym jak swoje groźby wystosował Turek, sędzia zdecydował o przerwaniu spotkania, zakończonego remisem.

 

 

Co najmniej 4 osoby zginęły, a 3 odniosły obrażenia w wyniku strzelaniny, do której doszło na uniwersytecie Osmangazi w Eskisehirze w Turcji. Sprawcą był pracownik naukowy uczelni. Został już aresztowany przez policję – donosi agencja AP.

 

Zgodnie z ustaleniami lokalnych mediów, ofiarami również byli pracownicy uniwersytetu (zastępca dziekana, dwóch wykładowców i pracownik administracyjny) – informuje rmf24.pl.

 

Według Agencji EFE, która powołuje się na anonimowe źródła uczelni, podaje, że napastnik wtargnął do gabinetu dziekana, którego w tym czasie tam nie było. Zastrzelił zatem zastępcę dziekana wraz z pracownikiem administracji, po czym opuścił pomieszczenie i zabił dwóch wykładowców. Jak wiadomo, świadkami zdarzenia byli studenci. Sprawca wyszedł następnie z budynku i został zatrzymany przez funkcjonariuszy.

 

Napastnikiem był pracownik tureckiej uczelni. W przeszłości osądzał niektórych współpracowników o to, że popierają muzułmańskiego kaznodzieję Fethullaha Gulena – tak twierdzi rektor uniwersytetu, profesor Hasan Gonen. Jak dodaje, motywem działania sprawcy był spór napastnika z dziekanem.

 

Jak powiedział profesor, dziekan przypuszczalnie był głównym celem napastnika. Sprawca to Volkan Bayar, doktorant tego uniwersytetu. Gonen poinformował także, że wobec Bayara toczyło się dochodzenie na uczelni dotyczące oskarżeń, które wcześniej kierował do niektórych pracowników uniwersytetu – donosi rmf24.pl.

 

 

Państwo będące w strukturach, z drugą, największą po USA armią NATO nie podejmie żadnych działań przeciwko Rosji.

 

„Turcja nie podejmie żadnych działań przeciwko Rosji. […] Obecnie panują pozytywne i dobre stosunki między Turcją a Rosją, w związku z czym Turcja nie planuje podejmowania żadnych decyzji przeciwko Rosji – powiedział wicepremier Bekir Bozdag po wydaleniu kilkudziesięciu rosyjskich dyplomatów z Europy i Stanów Zjednoczonych.

Wśród ofiar są niestety również dzieci. Trójka rozbitków została uratowana przez grecką straż przybrzeżną, czworo innych natomiast uznanych jest za zaginionych. Do akcji wysłano dodatkowo dwa helikoptery.

 

Jak na razie wiadomo o 15 ofiarach śmiertelnych, wśród których ma być czwórka dzieci. Byli to imigranci, których niewielkich rozmiarów łódź przewróciła się na morzu. Podejmowali oni właśnie próbę przedostania się z Turcji na tereny Grecji. Według relacji uratowanych rozbitków, łącznie na łódce znajdować się miało 21 osób.

 

Jest to największa tragedia do jakiej doszło w tym miesiącu na Morzu Śródziemnym. Setki imigrantów próbują co tydzień przedostać się w ten sposób do Europy. Często osiadają oni następnie na terenie greckich wysp.

 

Tego problemu nie rozwiązuje porozumienie obowiązujące od 2 lat, które w założeniu ograniczać miało napływ ludzi przez Turcję do państw Unii Europejskiej.

 

 

– Ci, którym udało się uciec, uratowali się, inni spłonęli żywcem  – opowiedziała kobieta, której udało się przeżyć całe to dramatyczne zdarzenie w rozmowie z turecką agencją prasową Anatolia.

 

Jak poinformowała agencja Anatolia, w wypadku życie straciło co najmniej 13 osób, a 20 zostało rannych w wypadku, do którego doszło w prowincji Corum, położonej w północno-wschodniej części Turcji.

 

Doszło tam do zderzenia ciężarówki z autokarem jadącym do miasta Tokat ze Stambułu.

 

Wśród ofiar wypadku miały być również dzieci, a ciężarówka biorąca udział w całym zdarzeniu miała mieć zagraniczne tablice rejestracyjne. Takie są doniesienia prywatnej agencji prasowej Dogan.

 

Zdaniem kobiety, która przeżyła ten wypadek, wszystko rozegrało się w czasie, kiedy większość pasażerów autokaru spała. Nastąpić miała eksplozja, przy której wybite zostały wszystkie szyby, a następnie pojazd stanął w płomieniach.

 

Do wypadków na tureckich drogach dochodzi niestety dość często. Jak informuje turecka telewizja publiczna, w 2017 roku życie straciło tam w wypadkach 3530 ludzi.

 

Na fotografiach widać szkielet strawionego przez płomienie autokaru.

 

 

 

 

Podczas lądowania maszyny na lotnisku w Turcji, jej pasażerowie przeżyli szok. Samolot pasażerski linii Pegasus Airlines po zjechaniu z pasa startowego zawisł na klifie.

 

Samolot lądował w Trabzonie (nad Morzem Czarnym), a na jego pokładzie znajdowało się 162 pasażerów.

 

Piloci nie zdołali zatrzymać maszyny po przyziemieniu. Ta najpierw przemierzyła cały pas startowy, by później zsunąć się na urwisko.

 

 

Samolot utknął w błocie i nie stoczył się na szczęście do morza, dzięki czemu nikt nie zginął. Przeprowadzona została sprawna ewakuacja członków załogi i podróżnych, z których kilkunastu zostało rannych.

 

Wciąż nieznane są przyczyny incydentu.

 

Sprawcy ataku na zawodnika pozostają na wolności. Piłkarzowi udało się przeżyć, choć jak sam twierdzi, niewiele brakowało by stracił życie na miejscu zamachu. Teraz piłkarzowi towarzyszy ogromny strach o swoje bezpieczeństwo. W związku z całą sytuacją, część lewicowych polityków domaga się od władz sprawdzenia jakie tajne organizacje oraz służby działają w kraju i mogą zagrażać bezpieczeństwu konkretnych osób o określonych poglądach.

 

Do zdarzenia doszło w Niemczech na autostradzie A4. Celem ataku był piłkarz Deniz Naki. Jest to zawodnik pochodzący z Turcji, jednakże znany jest ze swoich prokurdyjskich poglądów. Urodził się on w kurdyjsko-tureckiej rodzinie. Przez wielu ludzi w Turcji, Deniz Naki postrzegany jest jako wróg państwa, zw względu na krytyczną postawę wobec decyzji i  polityki prezydenta kraju Recepa Erdogana.

 

Do samochodu, którym przemieszczał się piłkarz oddano strzały w niedzielną noc, na fragmencie autostrady między Akwizgranem a Kolonią. Początkowo lokalna policja wolała nie podawać do opinii publicznej personaliów kierowcy. Teraz Naki sam opowiada o całym zdarzeniu oraz dużym strachu jaki mu towarzyszył.

 

– Natychmiast się schyliłem i zatrzymałem samochód na pasie postojowym. Potwornie się bałem – opowiada piłkarz w rozmowie z „Die Welt”.

 

Czarny samochód kombi, z którego oddano strzały, szybko po całym zdarzeniu odjechał z miejsca niebezpiecznego zdarzenia. Jak przekazał rzecznik policji, prokuratura w Agwizgranie przejęła śledztwo zw. na podejrzenie usiłowania zabójstwa. Sam Naki twierdzi, że liczył iż może dojść do ataku na jego życie, ale nie spodziewał się takiej sytuacji na terenie Niemiec.

 

– Jeden pocisk trafił samochód między oknami, drugi w pobliżu opony. Na szczęście nie we mnie. Byłem świadomy, że coś takiego może się wydarzyć, ale przecież nie w Niemczech – powiedział Naki.

 

Warto wspomnieć, że piłkarz został skazany w 2017 roku w Turcji, na karę 18 miesięcy pozbawienia wolności  w zawieszeniu za „sianie terrorystycznej propagandy” na rzecz zdelegalizowanej w kraju kurdyjskiej partii PKK.

 

Zdaniem zawodnika, za atak odpowiedzialne mogą być tajne służby. Stwierdził, że w ostatnim czasie nie otrzymywał żadnych konkretnych pogróżek, jednak w sieci ciągle wylewane jest na jego osobę mnóstwo hejtu.

 

 

 

 

Jak podaje agencja Belga, parlament w Turcji powołał komisję w celu przeprowadzenia śledztwa dotyczącego przypadków islamofobii w kilku państwach Unii Europejskiej.

 

Posłowie skupią się na krajach, gdzie według nich przejawy islamofobii są najbardziej nasilone. Są to Niemcy, Francja, Austria i Belgia. Władza turecka zamierza domagać się od nich zezwolenia na dokonanie śledztwa. Komisja podejmie działania 9 stycznia.

 

Koncepcja tureckiego prawodawstwa jest reakcją na wypowiedzi rasistowskie Austriaków na informację, że pierwszym dzieckiem urodzonym w 2018 roku w Wiedniu jest dziewczynka o tureckich korzeniach.

 

To nie pierwszy przypadek zarzutów ataków na wyznawców islamu przez obywateli Austrii. Pod koniec czerwca skrytykowano inicjatywę ówczesnego szefa MSZ, Sebastiana Kurza, która dotyczyła zamknięcia muzułmańskich przedszkoli. Jego pełnomocnicy uznali tę deklarację za niedopuszczalną.