Robert Winnicki poinformował o złożeniu poważnego zawiadomienia do prokuratury ws. popełnienia przestępstwa przez partię Wiosna. Jak twierdzi poseł, „Biedroń nielegalnie finansuje swoje działania polityczne poprzez wsparcie Instytutu Myśli Demokratycznej, firm prywatnych i z zysków ze sklepu internetowego”.

 

Jak twierdzi Winnicki, lider partii Wiosna wraz ze swoją ekipą, starał się działać w sposób sprytny, nie zwracający na siebie uwagi. Mówi, że członkowie zarejestrowali w połowie ubiegłego roku partię polityczną noszącą nazwę „Kocham Polskę”, która zmieniła nazwę na „Wiosna”. Dodaje, że w sensie prawnym to wciąż to samo ugrupowanie i ten sam podmiot polityczny.

 

 

Poseł powoływał się na zamieszczone w lutym informacje portalu Polskiego Radia, według których z racji funkcjonowania sklepu z gadżetami nawiązującymi do działalności politycznej Biedronia, partii miałoby grozić odrzucenie sprawozdania finansowego przez Państwową Komisję Wyborczą, a także odpowiedzialność karna.

 

Źródło: tvp.info
Fot.: YouTube – Telewizja Republika
EM

Do Prokuratury Rejonowej w Kartuzach i do kartuskiego Sądu Rejonowego trafiła sprawa związana z internetowym hejtem oraz groźbami kierowanymi przez syna burmistrza Żukowa do koleżanki z klasy. Załamana psychicznie dziewczyna zrezydnowała z nauki w żukowskiej szkole, choć dyrekcja zapewnia, że w tej sprawie zrobiono wszystko, aby uczennicy pomóc. 

Nastolatka, pochodząca z Trójmiasta, podjęła naukę w I klasie Zespołu Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących w Żukowie na kierunku technik obrony terytorialnej (tzw. klasa mundurowa). Jak mówiła jej mama – córka marzyła o tej szkole, zdecydowała się na nią, mimo że musiała dojeżdżać na lekcje z Trójmiasta. O sprawie internetowego hejtu, który ją w szkole dotknął, jako pierwszy poinformował portal kartuzy.info, do którego zwróciła się matka pokrzywdzonej.

Dziewczynce nie udało się dostosować do klasy, w której większość stanowili uczniowie znający się jeszcze z gimnazjum – stała się obiektem drwin i szykanowania ze strony części klasy, której przewodzić miał syn burmistrza Żukowa!

Po jej kolejnej nieobecności w szkole „szef” grupy napisał do całej klasy na portalu internetowym: „zap…ć ją k… czerwonym prętem”, „se w kulki leci”, „od razu wypisać ją z paczki na święta i durbaszki”.

Ktoś z klasy podchwycił te wpisy i skierował bezpośrednio do dziewczyny: „Masz przeje…e w ch…”. Inny podjął: „A ona nie ma przeje…e. Przek…e ma. W ch…”. 

Początkowo nikt nie wiedział, kto był głównym prowodyrem w tej sprawie. Dopiero poniedziałkowa sesja Rady Miejskiej w Żukowie ujawniła, kim jest jeden z hejterów. Na sesji sprawę poruszył radny Krystian Gachewicz, kontrkandydat Wojciecha Kankowskiego w ostatnich wyborach. 

„Chciałbym zwrócić się z zapytaniem do pana burmistrza w związku z doniesieniami medialnymi, które opisał portal kartuzy.info” – zaczął Krystian Gachewicz. „Dotyczyły mowy nienawiści, gróźb, nękania i zwyczajnego znęcania się nad jedną z uczennic ZSZiO w Żukowie. Okazało się, że głównym agresorem był syn pana burmistrza. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo takie sytuacje, co ze smutkiem stwierdzam, mają w szkołach miejsce. Ale tutaj uczennica, która padła ofiarą i powinna zostać objęta ochroną i opieką, niestety, była zmuszona do rezygnacji z kontynuacji nauki w tej placówce oświatowej, natomiast jej agresor w mojej opinii został ukarany niespójnie w stosunku do czynu, którego się dopuścił”.

„Jeśli ma pan dzieci, to życzę panu, aby, gdy dorosną, stały się takie, jakby pan chciał” – odpowiadał Wojciech Kankowski. „Ja mam pięcioro. Zgadza się, ten materiał dotyczy mojego syna. Zachował się niewłaściwie i ubolewam nad całą tą sytuacją”.

Jak mówi mówi Marek Kopczyński, prokurator rejonowy w Kartuzach: „Po ustaleniu, że sprawcą jest nieletni, przekazaliśmy sprawę do Sądu Rejonowego w Kartuzach Wydział Rodzinny i Nieletnich. Odtąd sąd przeprowadza postępowanie w tej sprawie”.

Źródło: dziennikbaltycki.pl
fot. Wikipedia Commons
LS


Śledczy badają sprawę finansów Magdaleny Adamowicz, wdowy po zamordowanym prezydencie Gdańska. Na kobiecie ciąży zarzut zatajenia prawdy w zeznaniach podatkowych.

 

Jak podaje Wirtualna Polska, żonie zmarłego już Pawła Adamowicza, podobnie jak i jemu samemu zostały postawione zarzuty podania nieprawdy w zeznaniach podatkowych za 2011 i 2012 rok. Jak wynika z ustaleń śledczych, zataili oni informacje na temat wysokości swoich dochodów i zysków z wynajmu mieszkań. Tym sposobem zmniejszyli należny Skarbowi Państwa podatek o ponad 131 tysięcy złotych!

 

To efekt śledztwa, które rozpoczęło się po zawiadomieniu Pawła Wojtunika, ówczesnego szefa CBA. W 2012 r. gdańskie CBA przeprowadziło kontrolę oświadczeń majątkowych z lat 2007-2012. Po kontroli do prokuratury trafiło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

 

Były prezydent miasta bronił się wtedy, że zarzuty są bezpodstawne. – Prokuratura stwierdziła, że „przestępstwo polegało na ukryciu środków pieniężnych poprzez zatajenie ich na rachunkach bankowych”. Czy można coś zataić na rachunku bankowym? Wydaje się, że w obecnej sytuacji politycznej decydentom tzw. „dobrej zmiany” zależy na mnożeniu wątków i przeciąganiu całej sprawy. Mówiąc językiem potocznym: na „grillowaniu” mnie – mówił Paweł Adamowicz.

 

Źródło: fakt.pl
Fot.: Mateusz Ochocki / KFP
EM

W godzinach porannych w siedzibie Wisły Kraków S.A pojawiła się policja. Ma to związek ze wszczętym przez Prokuraturę Okręgową w Krakowie śledztwem. Dotyczy ono nieprawidłowości, których mogły się dopuścić zarządy Wisły Kraków S.A oraz TS Wisła Kraków.

 

W budynkach klubowych trwa zabezpieczanie materiałów dowodowych. Jak informuje rzecznik krakowskiej policji:

 

Od godzin rannych przeprowadzamy akcję zleconą przez prokuraturę na obiektach Wisły Kraków. Ma to na celu zabezpieczenia materiałów związanych ze śledztwem.

Śledztwo wiąże się bezpośrednio z działaniami zarządów Wisły w ostatnim czasie, w tym z nieudaną nieudaną próbą przejęcia klubu przez Alelega i Noble Capital Partner.

 

/red./

Za: radiozet.pl

Ronaldinho ścigany przez brazylijską prokuraturę! Piłkarska legenda dorobiła się niemałych problemów z prawem. – Kpi ze sprawiedliwości – mówi prokurator Pereira dos Santos. Unieważniono już paszport mężczyzny.

 

O kłopotach byłej gwiazdy futbolu pisaliśmy już wcześniej.  Jego problemy zaczęły się, kiedy sąd skazał go za nielegalną budowę platformy rybackiej w strefie ochronnej nad brzegiem rzeki Guaiba (Brazylia). Władze zastosowały wobec byłego piłkarza karę grzywny w wysokości dwóch milionów euro. Jak się okazało, 38-latek nie był w stanie jej zapłacić ponieważ jego konto było puste.

 

W związku z niemal zerowym stanem konta bankowego mężczyzny, po interwencji urzędu skarbowego, służba policji w Porto Alegre złożyli wizytę Ronaldinho, konfiskując m.in. trzy samochody (Mercedes Benz i dwa BMW), a także dzieła sztuki malarza Andre Berardo.

 

Jak się okazało, jego stan konta nie odpowiada jednak rzeczywistości. W ostatnich miesiącach były piłkarz w celach marketingowych podróżował po takich krajach jak Chiny i Japonia. Wizytę złożył także Europie i Afryce, gdzie promował nową linię butów R10.

 

Brazylijski sąd wydał decyzję o unieważnienie paszportu byłego reprezentanta kraju. Ucierpiał także jego brat, któremu również odebrano dokument. – Wydaje się, że borykamy się z sytuacją, w której oskarżony w oczywisty sposób kpi ze sprawiedliwości sądowej przed brazylijskim i światowym społeczeństwem – mówi prokurator Pereira dos Santos, który oznajmił także, że nie ma szans na cofnięcie unieważnienia paszportu.

 

Źródło: sport.pl
Fot.: Wikimedia Commons
EM

Jak podaje portal fakt.pl, w sprawie skatowanego na komendzie we Wrocławiu Igora Stachowiaka pojawiają się nowe pytania, która mogą być rozstrzygające. Poddawane jest pod wątpliwość czy skatowany był wcześniej duszony, co mogło spowodować jego śmierć? Fakt dotarł do decyzji sądu, który nakazuje zbadać umarzane dotąd wątki. Wśród nich właśnie złamanie prawa przez policjantów podczas przyduszania i rażenia paralizatorem zatrzymanego. Chodzi przede wszystkim o zdarzenia, które działy się jeszcze na wrocławskim Rynku

Przed sądem we Wrocławiu od kilku miesięcy toczy się proces, w którym na ławie oskarżonych zasiada czterech policjantów. Odpowiadają za znęcanie się psychiczne i fizyczne nad Igorem Stachowiakiem. Zarzuty stróżom prawa postawiono dotąd jedynie za część interwencji, które zostały udokumentowane na kamerze z paralizatora.

Według najnowszych informacji, możemy się dowiedzieć, że prokuratura nie dopatrzyła się dotąd złamania prawa przez funkcjonariuszy, między innymi podczas duszenia Igora na wrocławskim rynku w chwili jego obezwładniania.

Warto wspomnieć, że rodzina Stachowiaka od początku sprawy przekonywała, że te zdarzenia również mogły doprowadzić do śmierci ich bliskiego.

Dopiero wczoraj sąd uwzględnił ich argumenty i nakazał ponowne zbadanie sprawy. Jak powiedział tata Igora „Sąd stwierdził również, że powinno się rozważyć, czy nie doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci. Dotąd mówiono jedynie o znęcaniu się nad Igorem. Nareszcie ktoś wysłuchał naszych argumentów”.

Zarówno za znęcanie się fizyczne, jak i za nieumyślne spowodowanie śmierci policjantom grozi 5 lat więzienia.

Źródło: fakt.pl
fot. Wikipedia Commons

LS

Według informacji podanych na portalu tvp.info, Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro oświadczył, że „nie traktuję orzeczenia ETPC ws. ekshumacji jako porażki prokuratury. Prokuratura robiła to, co do niej należy”.  Jednocześnie zaznaczył swoją opinię: „orzeczenie można interpretować jako porażkę prokuratury za czasów PO”.

W czwartek Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że w sprawie Ewy Solskiej i Małgorzaty Rybickiej przeciw Polsce, dotyczącej ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej, naruszono artykuł 8. „Europejskiej konwencji praw człowieka” dotyczący prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Trybunał orzekł też, że Polska ma zapłacić każdej ze skarżących odszkodowanie o wysokości 16 tysięcy euro.

Ziobro, komentując wyrok ETPC, powiedział, że nie traktuje go jako porażki obecnej prokuratury: „Nie traktuję tego rozstrzygnięcia jako porażki prokuratury, ponieważ prokuratura robiła to, co do niej należy, przynajmniej ta prokuratura, która jest w okresie, kiedy ja jestem prokuratorem generalnym”.

„Można to orzeczenie interpretować jako porażkę prokuratury w okresie, kiedy rządziła PO. Wtedy prokuratura nie wywiązała się ze swoich zadań, które nakłada na nią ustawa. Bowiem Kodeks postępowania karnego nie daje możliwości wyboru, ale nakazuje w sposób bezwzględny w każdym wypadku, kiedy dochodzi do zdarzenia mogącego być przestępstwem, przeprowadzić sekcję zwłok osób, które uczestniczyły w tym zdarzeniu” – zaznaczył Ziobro.

Prokurator Generalny dodał, że sekcja zwłok powinna być przeprowadzona niezwłocznie po przewiezieniu ciał ofiar katastrofy smoleńskiej do Polski.

Źródło: tvp.info
fot. Wikipedia Commons

Jak podaje pap.pl, w poniedziałek rzecznik prasowy prokuratury okręgowej prok. Łukasz Łapczyński poinformował, że Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła postępowanie sprawdzające w związku z doniesieniami medialnymi o nadużyciach, do jakich miało dochodzić w Warszawskim Teatrze Akademickim.

Postępowanie sprawdzające prokuratury jest skutkiem materiału „Superwizjera” TVN24 z soboty, z którego wynika, że doświadczony reżyser teatralny, dyrektor Teatru Akademickiego w Warszawie Ryszard A. zapraszał na castingi studentki oraz licealistki i molestował je seksualnie.

Zapowiedział, że na początku prokuratura zwróci się do TVN o przesłanie nagrania wyemitowanego na antenie TVN24 i dokładnie je przebada, co zadecyduje o dalszym toku postępowania w tej sprawie.

W materiale „Superwizjera” TVN24 Ryszard A. został przedstawiony jako ktoś, kto „wyspecjalizował się w wyławianiu studentek, licealistek i modelek, które zaprasza na castingi”, a „metody, które wobec nich stosuje, są wstrząsające”.

Zebrany materiał reporterzy „Superwizjera” przedstawili byłemu prezesowi ZASP-u Olgierdowi Łukaszewiczowi. „Zwrócę się do zarządu głównego ZASP-u, aby wycofał zgodę na próby Teatru Akademickiego pod kierunkiem pana Ryszarda A.” – zapowiedział w reportażu aktor i były prezes, dodając, że „to jest wstyd, że ktoś taki wspiera się autorytetem organizacji aktorskiej o takiej tradycji”.

„Przedstawia się jako polonista, reżyser, zawodowy aktor, wieloletni wykładowca akademicki, asystent wybitnego profesora Jerzego Jarockiego” – poinformowano w „Superwizjerze”. „Jego dorobek aktorski jest mizerny, dlatego swój autorytet buduje, powołując się na znajomości z autorytetami – Gustawem Holoubkiem, Zbigniewem Zapasiewiczem, Tadeuszem Łomnickim oraz władzami Akademii Teatralnej” – komentowano w reportażu TVN24 osobę Ryszarda A.

Po 25 latach istnienia, w czerwcu 2013 r., Teatr Akademicki Uniwersytetu Warszawskiego został zlikwidowany, a Ryszard A. zwolniony. Oficjalnie więc umowa została rozwiązana za porozumieniem stron. Ryszard A. zobowiązał się do zaprzestania używania nazwy uniwersytetu w nazwie jego teatru. Jednak cały czas studenci przychodzą ze świadomością, że jest to Teatr Akademicki UW. Niegdyś nadzór nad nim sprawowali właściwi prorektorzy. Dziś kontrolę nad  całym teatrem sprawuje Fundacja Teatr Akademicki, której prezesem jest Ryszard A. Tym samym jedna osoba posiada pełną kontrolę nad całą instytucją teatru.

W reportażu został ujawniony eksperyment medialny, w którym brała udział jedna z reporterek „Superwizjera” – przed dwa miesiącę uczestniczyła w próbach Teatru Akademickiego. Jej zdaniem, „próby nie miały żadnej merytorycznej wartości i kształtu, za to reżyser pozwalał sobie na coraz bardziej sprośne teksty”.

źródło: pap.pl
fot. Wikipedia Commons

Od śmierci Pawła Chruszcza minęły ponad trzy miesiące. Teraz jednak w tej sprawie, na światło dzienne wychodzą kolejne niejasności dotyczące ostatnich chwil życia radnego z Głogowa. Są wyniki badań toksykologicznych, a dziennikarzom z Dziennika Gazety Prawnej udało dotrzeć się do osoby, która widziała endeckiego działacza prawdopodobnie jako ostatnia ze znajomych, na niewiele czasu przed śmiercią. Tajemniczych kwestii jest jeszcze więcej.

 

Radny z Głogowa był społecznie mocno zaangażowanym działaczem. Interesował się sprawami lokalnych mieszkańców oraz tropił afery dotyczące sporych przekrętów i znacznych sum pieniężnych. Zajmował się między innymi problemem stężenia arsenu w powietrzu nad miastem, sprawą „Zielonego Przedszkola”, w którym oprócz stosowania przemocy miały miejsce też inne podejrzane sytuacje, mogące mieć podłoże korupcyjne, a także śledził niejasne przepływy pieniężne i inwestycje w spółce KGHM. Samorządowiec został znaleziony martwy, powieszony na słupie energetycznym na terenie jeden z gmin nieopodal Głogowa. Było to na kilka dni przed umówionym spotkaniem z byłym wiceszefem CBA Maciejem Wąsikiem. Paweł Chruszcz miał mu przekazać dokumenty dotyczące jednej z badanych przez niego afer, najprawdopodobniej chodziło o sprawę „Zielonego Przedszkola”.

 

Wraz z początkiem sierpnia rodzina zmarłego złożyła wniosek o przeniesienie sprawy z prokuratury legnickiej do poznańskiej. Sporo wątpliwości budzą bowiem powiązania legnickich prokuratorów z władzami miasta Głogowa i tamtejszymi urzędnikami, a także sposób prowadzenia działań przez prokuraturę w Legnicy. Wobec tego wniosku nie była jednak przychylna Prokuratura Krajowa i śledztwo dalej prowadzone jest przez Prokuraturę Okręgową w Legnicy. Teraz najbliżsi Pawła Chruszcza są po raz kolejny zbulwersowani faktem, że o nowych informacjach w sprawie tej tragedii dowiadują się oni z mediów. O sprawie poinformowała portal dziennik.pl.

 

– Po raz kolejny o faktach dotyczących sprawy śmierci brata dowiaduję się z mediów. Nie dostałem informacji ani o wynikach badań krwi, ani o tym, że nie ma zgody na przeniesienie śledztwa do Poznania. Czekamy na uzasadnienie tej decyzji – powiedział dla Dziennika poseł Sylwester Chruszcz (brat tragicznie zmarłego samorządowca).

 

Rodzina i przyjaciele Pawła Chruszcza obawiają się, że prokuratura zmierza do umorzenia śledztwa w tak podejrzanej i dramatycznej sprawie. Wśród kwestii, które ich niepokoją jest m.in. to jak zabezpieczono niedopałki papierosów znajdujące się w miejscu, gdzie znaleziono ciało. Zostały wzięte bowiem do analizy tylko niektóre przypadkowe niedopałki, a nie przebadano ich wszystkich oraz nie sprawdzono na nich obecności DNA różnych osób.

 

Jak podała Gazeta Wrocławska, według ujawnionych ustaleń, wyniki badań toksykologicznych wskazują na brak substancji psychoaktywnych w organizmie zmarłego. Wykryto natomiast obecność promila alkoholu. Zdaniem prokuratury legnickiej wiąże się to z faktem, że znaleziona miała zostać w samochodzie lidera dolnośląskiej Endecji butelka Whiskey, a nagrania z monitoringu miały dowodzić, że zakupił on dzień wcześniej w jednym ze sklepów alkohol.

 

Pojawiają się jednak kolejne pytania i wątpliwości, a jak wskazują bliscy Pawła Chruszcza, nowe ustalenia pogłębiają poziom skomplikowania całej sprawy. Dziennik Gazeta Prawna dotarł nawet do osoby, która jak się okazuje mogła jako ostatnia widzieć radnego przed śmiercią. Co skandaliczne w tej sytuacji, człowiek ten nie został nawet przesłuchany przez prokuraturę.

 

Mowa tu o znajomym Pawła Chruszcza z koła wędkarskiego, który był z nim dzień przed tragedią na łódkach. Co warte przypomnienia, przed rozegraniem się całego dramatu, Chruszcz zapraszał swoich kolegów, aby również w dniu kiedy doszło do tragedii pojechali z nim na łódki, jak również wysyłał mapki z lokalizacją skąd mają go odebrać. Jak się okazało, w tej właśnie okolicy odnaleziono później jego ciało.

 

Dziennik Gazeta Prawna zdołał nawet porozmawiać z tym właśnie kolegą Pawła Chruszcza, który rzeczywiście 30 maja był wraz z nim na łódkach.

 

– Nie wierzę w to samobójstwo do dziś. Paweł był pełen życia i optymizmu. Wszyscy, którzy znali Pawła wiedzą, że nie był samobójcą – wyraził swoją opinię ten właśnie znajomy.

 

Jak zaznacza mężczyzna, dzień przed zaginięciem głogowskiego samorządowca, nic nie wskazywało na zbliżającą się tragedię. Obydwaj panowie umawiali się nawet na kolejny wypad nad wodę.

 

– Wiemy, jak człowiek się zachowuje, gdy coś go gryzie. Ucieka od ludzi, zamyka się w sobie. A Paweł taki nie był. Byliśmy nawet umówieni na następny wypad wędkarski. A tu szok! – Powiedział.

 

Jednak nie tylko kolega z koła wędkarskiego zaliczy się do grona osób, które powinny zostać przesłuchane przez prokuraturę, ale do tego jednak nie doszło.

 

– Nie rozumiem powodów, dla których odmówiono przeniesienia śledztwa do Poznania. Sprawa jest w legnickiej prokuraturze, choć mimo upływu trzech miesięcy nie rozwiano tylu niejasności. Nie przesłuchano wielu osób. W tym tej, z którą Paweł Chruszcz dzień przed śmiercią był na łódce – skomentował taki stan rzeczy Andrzej Radomski, będący przyjacielem zmarłego, a także byłym skarbnikiem powiatu głogowskiego. Również on nie został przesłuchany.

 

Wiele osób od dawna zadaje również pytania dotyczące samej akcji poszukiwawczej prowadzonej po zgłoszeniu przez żonę radnego jego zaginięcia. Została ona bowiem przerwana nocą, a jako oficjalny powód takiej decyzji podano rzekome złe warunki atmosferyczny. Ludzie obserwujący całą sprawę często zwracają jednak uwagę, że w tamtym czasie pogoda nie była zła. Poszukiwania wznowiono rano, jednak ostatecznie ciało zostało znalezione nie przez służby, a kibiców klubu Chrobry Głogów, którego zagorzałym fanem był również sam Paweł Chruszcz.

 

Kolejne pytania rodzi fakt, że w momencie odnalezienia zwłok, zmarły miał założone okulary, które zakładał on jednak głównie do czytania, a na rękach widać było ślady obrażeń. Wątpliwości dotyczą również noża lub nawet dwóch noży, o których mówi się, że zostały znalezione w okolicy słupa, na którym wisiało ciało Pawła Chruszcza. Rany na rękach zmarłego mogły powstać przy użyciu takiego właśnie ostrego narzędzia. Niektórzy tłumaczą, że mogło dojść do próby podcięcia żył za pomocą noża.

 

Kolejną tajemniczą kwestią jest temat samochodu. Najpierw auto miało być bowiem widziane w miejscowości Jerzmanowa. Tam właśnie podjęto początkowo poszukiwania. Później jednak pojazd miał zostać odnaleziony… w innym miejscu, a dokładniej w gminie Pęcław. Tam właśnie znaleziono ciało zaangażowanego społecznie endeka.

 

Przy tak wielu znakach zapytania i tajemnicach, prokuratura stoi na stanowisku, że wciąż prowadzi czynności i stara się wszystkie doniesienia analizować. Oprócz badań toksykologicznych, podjęto też takie kroki jak np. sprawdzenie zapisów monitoringu z trasy, którą prawdopodobnie przemieszczał się przed śmiercią radny.

 

– Czynności te nie dostarczyły dowodów mających tak istotne znaczenie dla śledztwa, że mogłyby przyczynić się „przełomu” – stwierdził prokurator Harasimiuk.

 

Co również niepokojące, pomimo upływu kolejnych miesięcy nadal nie została ustalona konkretna godzina zgonu. Przyczynić się do określenia jej dokładnie mają uzyskane informacje na temat warunków atmosferycznych w dniu, w którym doszło do tragedii.

 

Przesłuchiwani są kolejni w tej sprawie świadkowie. Również były wiceszef CBA Maciej Wąsik, z którym Paweł Chruszcz miał umówione w Sejmie spotkanie został przesłuchany. Fakt jednak, że nie przesłuchano jeszcze m.in. osoby, która mogła widzieć zmarłego jako ostatnia ze znajomych, budzi poważne wątpliwości co do działań prokuratury w tak poważnej sprawie.

 

 

Źródło: Gazeta Wrocławska ; Dziennik Gazeta Prawna ; dziennik.pl