Dnia wczorajszego, około godziny 14:20 doszło do incydentu, w którym nieznani jak dotąd sprawcy ostrzelali dom Janusza K. we wsi Prusy pod Krakowem. Nie jest to pierwszy zamach na tzw. „Bokserka”. Mężczyzna ten to znany, groźny przestępca, powiązany z „gangiem Marchewy”.

 

Jak informuje tvn24.pl, przed domem gangstera pojawił się mężczyzna w średnim wieku i skłonił przestępcę do wyjścia na zewnątrz. Chwilę później skierował w jego stronę karabin maszynowy, oddając serię strzałów. Mimo iż strzelec zdołał uciec, po chwili pojawił się drugi samochód, z którego wykonano kolejną serię. O dziwo nikomu nic się nie stało, a w wyniku ataku ucierpiały jedynie drzwi i okna mieszkania.

 

Funkcjonariusze ustalają dokładny przebieg wydarzeń, a pirotechnicy zabezpieczyli ślady po ataku. Jak na razie służbie policji nie udało się zatrzymać winnych strzelaniny. Mając na uwadze dobro sprawy, nie chcą także komentować wydarzenia.

 

W swojej „karierze” gangstera, „Bokserek”  dorobił się wyroków za wymuszenia i rozboje. 4 lata temu, w jednej z krakowskich restauracji, na wpół rozebrany wymachiwał maczetą przed gośćmi lokalu. Pod koniec października 2016 został napadnięty w Mysłowicach, gdzie dotkliwie go pobili pseudokibice dwóch drużyn piłkarskich.

 

Źródło: wiadomosci.wp.pl
Fot.: pxhere,com
EM

Sytuacja miała miejsce w centrum miasta, a dodatkowo rozegrała się w biały dzień. Taksówkarz oraz jego samochód padł ofiarą agresora, który zaatakował przy użyciu kija bejsbolowego. Sprawcą okazał się być 28-latek, zatrzymany później przez policję. O sprawie poinformował m.in. portal eska.pl

 

Do ataku na taksówkarza doszło kilka dni temu. Wszystko zaczęło się od tego, że na taksówkę zaczął nerwowo trąbić kierujący samochodem marki audi 28-latek. Kierowca taksówki zaniepokojony tym zachowaniem, pomyślał iż trąbiący chce wymóc na nim zatrzymanie się.

 

Kiedy taksówkarz zjechał na pobocze, z audi wysiadł 28-latek, a następnie podbiegł on do taksówki, szarpiąc jej kierowcą oraz uderzając go w twarz. Po tym akcie agresji wrócił do swojego auta, a następnie odjechał.

 

Zaatakowany mężczyzna postanowił poprosić o szybką pomoc oraz poinformować miejscową policję o zajściu, w którym chwilę wcześniej brał udział, a także samemu ruszył za audi, aby nie stracić go z pola widzenia. Kiedy jednak agresywny kierowca zauważył, że ten podąża zanim, znów zaatakował taksówkarza. Tym razem wysiadł jednak uzbrojony w kij bejsbolowy. Zniszczył nim szyby w pojeździe oraz karoserię, a następnie zaczął uderzać 32-letniego taksówkarza. To właśnie zarejestrowane zostało na filmie, który obecnie zyskuje popularność w sieci.

 

Po dokonaniu tej napaści, napastnik starał się uciec, jednak został obezwładniony i zatrzymany na miejscu przez przybyłych tam funkcjonariuszy policji z krakowskiego oddziału prewencji. Poszkodowany trafił natomiast do szpitala.

 

Sprawca ataku tłumaczył podczas przesłuchania, że jego zachowanie było spowodowane zdenerwowaniem ze względu na to, że kiedy nad ranem wracał z pracy, kierowca taxi nie ustąpił mu pierwszeństwa.

 

 

Kiedy policjanci udali się do mieszkania zatrzymanego w celu przeszukania, doszło do jeszcze jednego incydentu. Partnerka 28-latka w nerwach próbowała wyrzucić do toalety ostrą amunicję. Kobieta została również zatrzymana, a za poplecznictwo grozi jej do 5 lat pozbawienia wolności. Jej partnerowi w związku z zarzutami uszkodzenia ciała, zniszczenia mienia, a także posiadania amunicji bez wymaganego zezwolenia, grozi 8 lat więzienia. Zgodnie z decyzją sądu, na wniosek prokuratury, 28-latek trafił do aresztu na okres trzech miesięcy.

 

 

Źródło: eska.pl ; YouTube/ESKA INFO

 

MB

 

Czy przedstawiciele grup chuliganów powinni być dopuszczani do piłkarzy podczas treningów oraz mieć wpływ na decyzje podejmowane w klubie? Tego typu pytań pojawiało się już wiele. W ostatnim sporo na ten temat mówiło się przy okazji zamieszania wokół Wisły Kraków. Klub ten zmagał się ze sporymi kłopotami finansowymi, przez które zagrożona była nawet możliwość występowania nadal w najwyższej klasie rozgrywkowej. Przy okazji, dla wielu bulwersujące stało się, jak duży wpływ na zarządzanie klubu mieli przedstawiciele gangu nazywanego „Wisła Sharks”.

 

Spekulacje, a także dyskusje na temat powiązań Pawła M. ps. „Misiek” i innych członków grupy przestępczej z władzami Wisły Kraków, w dużej mierze wywołał reportaż przygotowany przez dziennikarzy „Superwizjera”. W ramach kontynuacji tego tematu, udostępniono też nagranie zarejestrowane przy okazji jednego z treningów „Białej Gwiazdy” kilka lat temu.

 

Trening ten miał miejsce 5 grudnia 2015 roku. Był to dzień przed meczem z warszawską Legią, z którą Wisła od lata zaciekle rywalizuje, a kibice obydwu klubów delikatnie mówiąc nie darzą się sympatią. Był to zarazem czas, kiedy drużyna „Białej Gwiazdy” nie zachwycała swą grą. Na koncie miała wyjazdową porażkę w Poznaniu z „Kolejorzem” oraz przegrane derby z największym rywalem- Cracovią.

 

Wtedy własnie grupa mężczyzn, w liczbie około trzydziestu osób przybyła na trening, aby krzykiem i swoistą demonstracją siły zmotywować piłkarzy do gry. Jak się okazało przybyli tam ludzie z „Wisła Sharks”, a wraz z nimi znalazł się tam m.in. Damian Dukat, który później wszedł do zarządu Wisły Kraków, a także inni przyszli działacze klubu, tacy jak Robert Szymański i Łukasz Kwaśniewski.

 

Jak wskazuje nagrany materiał, najwięcej pretensji i zarzutów było wówczas kierowanych pod adresem Krzysztofa Mączyńskiego, reprezentanta Polski występującego podczas mile zapamiętanych Mistrzostw Europy w 2016 roku.

 

Podczas konfrontacji, do której doszło podczas tego feralnego treningu, Mączyński w nerwowej atmosferze dyskutował m.in. z wspomnianymi Szymańskim oraz Kwaśniewskim. W wymianie zdań uczestniczył też wówczas Artur Szpiczakowski, który obecnie jest prezesem Stowarzyszenia Kibiców Wisły Kraków.

 

– Przy okazji wyjaśniłem sobie też moje nieporozumienie z Krzysztofem Mączyńskim, jakie wynikło między nami przy okazji akcji marketingowej – powiedział Łukasz Kwaśniewski, rozmawiając na temat tamtej sytuacji z reporterem „Superwizjera” Szymonem Jadczakiem. Damian Dukat, jak również Artur Szpiczakowski mieli odmówić mu komentarza w tej sprawie. Natomiast Robert Szymański choć pierwotnie zabrał głos, miał później nie zgodzić się na publikację jego wersji wydarzeń.

 

 

Warto mieć jednak na uwadze, że podobne sposoby na zdeterminowanie piłkarzy do gry, stosowane były już wcześniej na polskich stadionach. Kiedyś w specjalnie przygotowane koszulki, kazali ubrać się podczas treningu zaniepokojeni walką o utrzymanie fani Górnika Zabrze. Niejednokrotnie w Ekstraklasie zdarzało się też odbieranie koszulek po meczu piłkarzom za porażki, które zdaniem kibiców hańbiły ich ukochane kluby.

 

O spekulacjach na temat wpływów członków „Wisła Sharks” na krakowski klub pisaliśmy również tutaj:

To gangsterzy pogrążyli klub? Kolejne spekulacje wokół Wisły Kraków

 

Działania policji doprowadziły w ostatnich latach w Małopolsce do rozbicia struktur największych grup przestępczych opartych na środowisku pseudokibiców. Zaistniałą lukę w Krakowie starają się wypełniać nowe grupy chuliganów. Pisaliśmy o tym także w poniższych artykułach:

Młodociani chuligani przejmują przestępczy rynek? Nowe bojówki chcą zasłynąć brutalnością

Kraków: Porachunki młodocianych chuliganów! Nożownicy pochwalili się nagraniem z ataku [FOTO]

 

 

Źródło:  gol24.pl ; TVN ; Twitter/@SzJadczak

Fot.: Flickr

 

 

 

Policjanci na służbie spotykają się niejednokrotnie z dziwnymi sytuacjami. Kolejne nietypowe zdarzenie miało miejsce w Krakowie. W późny poniedziałkowy wieczór, do funkcjonariuszy podszedł mężczyzna z nietypowym pytaniem. To w dalszym rozwoju sytuacji pomogło w zatrzymaniu handlarza narkotyków.

 

Policjanci pełnili akurat służbę po cywilnemu w rejonie ulicy Powstańców. Podszedł do nich wówczas w godzinach wieczornych człowiek z pytaniem czy „mają coś dla niego”. Jak się okazało, mężczyzna pomylił funkcjonariuszy z dilerami narkotyków. Informacje o tym zdarzeniu przekazała małopolska policja.

 

Funkcjonariusze po zachowaniu mężczyzny wywnioskowali, że w pobliżu zapewne przebywa prawdziwy diler. Takie podejrzenia okazały się słuszne. W znajdującym się nieopodal pojeździe znajdował się 34-latek oczekujący swojego klienta. Policja wylegitymowali go, a następnie przeszukali jego samochód.

 

W trakcie przeszukania, odkryto pod przednim fotelem 21 woreczków foliowych zawierających mefedron. Narkotyki zostały zabezpieczone przez policję.

 

Jak poinformowała małopolska policja, mężczyzna czekający w samochodzie został zatrzymany. Ma on przedstawiony zarzut posiadania środków odurzających.

 

 

Źródło: Interia.pl

Fot.: Flickr

 

MB

 

Wraz z początkiem 2019 roku zamknięto siłownię znajdującą się w budynku Towarzystwa Sportowego Wisła. Do tamtej pory prowadził ją „Misiek”. Teraz przyszedł czas na kolejnego właściciela, który pragnie ją reaktywować.

 

Tylko przez kilka dni nowego roku udało się poprowadzić siłownię, bowiem kobieta, która podjęła się zarządzania obiektem, szybko zrezygnowała. Od tamtej pory TS Wisła poszukiwał chętnego, który przejmie kontrolę nad siłownią.

 

Wreszcie znalazł się nowy właściciel. Jak się okazało, będzie nim Zbigniew Gowin, syn wicepremiera i Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Jarosława Gowina. Otworzy on budynek pod znaną marką Platinium, nad którą władzą sprawuje bowiem Bartosz Gibała, brat krakowskiego radnego Łukasza Gibały. Dochody z tej działalności mają wspierać rozwój młodych zawodników TS Wisła.

 

– Chcemy, żeby było przyjazne dzieciom, osobom niepełnosprawnym, ludziom starszym. Mamy nadzieję, że dzięki tej zmianie uda się też nawiązać współpracę z miastem przy tworzeniu nowej koncepcji dla klubu – wyznał nowy właściciel siłowni, Zbigniew Gowin.

 

Źródło: wsporcie24.pl
Fot.: flickr.com
EM

W czwartek nad ranem w okolicy ulicy Bieżanowskiej w Krakowie doszło do napadu na bankomat. Obecnie policja zajmuje się szukaniem sprawców. Nie wiadomo ile pieniędzy zniknęło.

 

Według ustaleń dziennikarzy RMF FM, sprawców było dwóch.

 

Obecnie w okolicach dzielnicy Bieżanów można spodziewać się utrudnień – na miejscu pracuje policja.

 

Jak informuje MPK, są też problemy z kursowaniem autobusów i tramwajów. Śledczy zablokowali bowiem ulicę Teligi.

 

 

Źródło: krknews.pl
fot. Wikipedia Commons
LS

W niniejszym artykule, chcę przedstawić koncepcję racjonalnego, opartego na przesłankach naukowych wyznaczania granic miast i wsi. Takiego ich ustalania, by były one zgodne z, nazwijmy to, urbanistyczną rzeczywistością.

 

Zacząć muszę od tego, że obecne zasady ustalania granic miejscowości opierają się na pewnym błędnym, moim zdaniem, założeniu, iż każdy skrawek powierzchni państwa musi być przypisany administracyjnie do jakiejś konkretnej miejscowości – miasta lub wsi. Prowadzi to do takich absurdów jak na przykład fakt, iż najwyższym punktem Zakopanego jest Świnica – szczyt na granicy ze Słowacją, o wysokości 2301 m n.p.m. Każdy, kto był na Świnicy wie, jaki to absurd. Ze Świnicy do faktycznego Zakopanego daleka droga. Tak więc pierwszym punktem nowej koncepcji zasad delimitacji miejscowości jest rezygnacja z założenia, iż każdy fragment lądu musi być przypisany pod konkretną miejscowość.

 

No dobrze – może ktoś powiedzieć – ale przecież to tylko granice administracyjne. Wiadomo, że granice stref zabudowy, stref zurbanizowanych są inne. No właśnie tak, i dlatego – po co sobie utrudniać życie, sztucznie rozdzielając te dwie rzeczy? Jeśli wprowadzimy granice administracyjne, powiedzmy, mniej więcej zgodne z rzeczywistymi granicami obszarów zurbanizowanych (miasta) lub terenów o zabudowie wiejskiej (wsie), uzyskamy ważne korzyści. Pierwszą, choć może najmniej niektórych przekonującą, jest po prostu życie w prawdzie. Odtąd statystyki, badania pokazujące liczebność i powierzchnię miast i wsi będą faktycznym odzwierciedleniem rzeczywistości. Jaki odsetek ludności kraju prowadzi miejski tryb życia, jak wyglądają trendy jeśli chodzi o migracje na linii miasto-wieś itd. Drugą, ale o tym szerzej nieco później, jest możliwość bardziej skutecznej ochrony środowiska naturalnego.

 

W związku z rezygnacją z zasady, że każdy fragment lądu musi być przypisany pod konkretną miejscowość, należy wprowadzić na poziomie administracyjnym podział na tereny zamieszkane (ekumena) i niezamieszkane (anekumena), względnie można jeszcze wprowadzić kategorię subekumeny, jako rejonu o bardzo niskim zasiedleniu lub intensywnie użytkowanego, ale nie zamieszkanego przez ludzi. W najprostszej koncepcji zarówno ekumeny (czyli miejscowości), jak i anekumeny byłyby zarządzane na poziomie gminy (tutaj oczywiście można dyskutować – celowo nie rozstrzygam tego tematu). Przykładowo: Obecnie małopolska gmina Trzebinia składa się z następujących jednostek:
– miasto Trzebinia
– Bolęcin
– Czyżówka
– Dulowa
– Karniowce
– Lgota
– Młoszowa
– Myślachowice
– Piła Kościelecka
– Płoki
– Psary.
Po proponowanej zmianie składałaby się z dokładnie tych samych jednostek plus, nazwijmy to roboczo, „anekumeny gminy Trzebinia”, zarządzanej przez władze gminy. Anekumena byłaby stworzona poprzez wykrojenie z terenu obecnych sołectw i miasta Trzebinia terenów de facto niezamieszkanych.

 

Kolejnym nasuwającym się tu pytaniem jest: jak więc wyznaczyć te granice? Okazuje się, że odpowiedź stworzyło już państwowe norweskie biuro statystyk Statistisk sentralbyrå. Owa definicja brzmi następująco: zwarty teren zabudowany jest to obszar, gdzie odległości miedzy budynkami wynoszą do 50 m, nie licząc odległości tworzonych przez obiekty infrastruktury miejskiej, takie jak parki czy tereny przemysłowe, a także rzeki; skupiska budynków oddalone do 400 m od zwartego terenu zabudowanego również są wliczane w teren danego obszaru zabudowanego. Ja osobiście dodałbym jeszcze adnotację, że teren do 200 m od granic zabudowy trakuje się jako teren danej miejscowości. W przypadku gdy tereny zabudowy dwóch miejscowości do siebie przylegają (jak np. w rzeczonej gminie Trzebinia miasto Trzebinia i wieś Młoszowa) jest kwestią decyzji lokalnych władz, najlepiej po odpowiednich konsultacjach społecznych lub referendum, czy miejscowości te administracyjnie łączyć, czy nie.

 

Teraz wrócę do kwestii ochrony środowiska. Otóż tereny anekumeny z automatu zostałyby objęte jakąś (nie chcę tu precyzować jak ścisłą) formą ochrony przyrody czy ochrony krajobrazu. Pozwoliłoby to ukrócić możliwość łatwego stawiania budynków na terenach naturalnych. Odpowiednie prawo powinno zachęcać do budowania na terenach przyległych do istniejących już terenów zabudowanych, a zniechęcać, czy wręcz uniemożliwiać, jeśli nie ma ku temu obiektywnych, poważnych powodów, stawianie budynków na terenach dotąd, mniej lub bardziej, dziewiczych. Dzięki temu łatwiej byłoby chronić tereny naturalne przed destrukcyjną ekspansją ludzkiej zabudowy.

 

Teraz przejdźmy do praktyki w wyznaczaniu granic miejscowości. Za przykład wezmę Kraków – miasto w którym mieszkam, więc znam dość dobrze jego fizjonomię.

 

Obecne granice administracyjne Krakowa przedstawiają się w poniższy sposób:

 

Widać, że administracyjne granice miasta nie są (choć i tak w przypadku Krakowa nie jest w tej kwestii najgorzej) spójne z faktycznym obszarem zurbanizowanym. Poniżej przedstawię więc jak powinny, w przybliżeniu, wyglądać prawidłowo poprowadzone granice Krakowa:

 

Powyższa grafika została stworzona „na szybko”. Nie pokazuje ona dokładnie rzeczywistych granic Krakowa, jednak ukazuje ideę, według której powinny być wyznaczane granice miast. Jak widać, nie tylko odcięta została od miasta pewna część terenów zielonych, ale dołączona do Krakowa została np. Wieliczka – miasto, które de facto przestało być już samodzielnym bytem miejskim i stanowi dzielnicę Krakowa, oraz Balice, które przylegając do Krakowa, dzięki lotnisku de facto uzyskały charakter miejski.

 

Dużo gorzej ta sytuacja wygląda w przypadku na przykład Zielonej Góry, gdzie administracyjne granice miasta są kilkukrotnie szersze niż faktyczny teren zurbanizowany. Podobnie w wielu innych miastach i wsiach. Istnieją też na świecie sytuacje odwrotne. Paryż chociażby od wielu lat sztucznie jest utrzymywany w granicach administracyjnych o wiele węższych niż jego faktyczny rozmiar.

 

Chciałbym się teraz zająć tematem problemów i komplikacji, jakie mogą wyniknąć z wprowadzenia opisywanego rozwiązania. Nie będę skupiał się na samym problemie organizacyjnym wyznaczenia i dostosowania nowych granic administracyjnych do faktycznego charakteru terenów. Wiadomo – w pierwszej chwili byłoby pewne zamieszanie, ale niemal co roku modyfikowane są w Polsce granice różnych miejscowości i jakoś nie powoduje to katastrofy.

 

Kolejną rzeczą, która może wzbudzać wątpliwości, jest kwestia możliwego zablokowania rozwoju miast na skutek zbyt radykalnego ograniczenia ich powierzchni. Na ten zarzut mam kilka odpowiedzi.

 

Po pierwsze wokół miast można by, na podstawie stosownego prawa, tworzyć specjalne strefy rozwojowe, gdzie w zrównoważony, racjonalny sposób trwałaby budowa ważnej na przykład z ekonomicznego punktu widzenia infrastruktury, która z istotnych powodów nie mogłaby być postawiona w dotychczasowych granicach miasta. Następnie granice miasta byłyby poszerzane, na przykład z dniem 1. stycznia kolejnego roku, o „dobudowane” tereny. Jako osoba pochodząca z Rzeszowa, którego władze w ostatnich latach często przeprowadzały poszerzenia granic miasta, wiem że nie jest to zadanie ekstremalnie trudne.

 

Po drugie duże miasta mogłyby tworzyć wespół z otaczającymi je wsiami i miastami satelickimi specjalne związki aglomeracyjne, sprzyjające, na podstawie stosownych uchwał czy rozporządzeń, komunikacji i wspólnemu rozwojowi.

 

Po trzecie: przykład z życia. Paryż, który pomimo bezsensownego zduszenia w bardzo wąskich granicach administracyjnych, rozwinął się niesamowicie – weźmy choćby przykład podparyskiej, a de facto paryskiej, dzielnicy La Défense.

 

Podsumowując, za niezbędną uważam zmianę podejścia do kwestii delimitacji miejscowości – rezygnację z założenia, że nie może być terenów nieobjętych granicami jakiegoś miasta lub wsi. W kwestii konkretnych na tym polu rozwiązań daleki jestem od stanowczego wypowiadania się, natomiast jestem przekonany, że zmiana granic miast i wsi w myśl idei, którą przedstawiłem, przyniosła by wiele korzyści. Z pewnością z początku nastąpiło by pewne zamieszanie – gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Jednak ostatecznie doprowadzilibyśmy do sytuacji, w której po pierwsze zwyczajnie granice administracyjne pokryłyby się, przynajmniej w przybliżeniu, z rzeczywistymi granicami miast i wsi, a po drugie sprawniejsza stałaby się ochrona terenów naturalnych przed szkodliwą ekspansją zabudowy. Powstałe „administracyjne anekumeny” stanowiłyby najprostszą, najbardziej podstawową i najpowszechniejszą formę ochrony przyrody.

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

[Uwaga]:

Źródłem grafik przedstawiających zdjęcia satelitarne miasta Krakowa jest serwis Google Maps.

Druga grafika jest zmodyfikowaną przez autora artykułu wersją obrazu pochodzącego z serwisu Google Maps.

 

Fot.: Wikimedia Commons ; Google Maps

W poniedziałkowy wieczór doszło do niebezpiecznej sytuacji w Krakowie, a dokładniej przy ulicy ulicy Mogilskiej. Padły tam strzały w stronę ludzi przemieszczających się komunikacją miejską. Ucierpiała co najmniej jedna osoba.

 

Ulica Mogilska biegnie w dość bliskiej odległości od centrum stolicy Małopolski. To właśnie tam, między przystankiem Cystersów a Rondo Mogilskie po godzinie 21 doszło do strzelaniny. Celem sprawcy lub sprawców stały się tramwaje i ludzie nimi podróżujący.

 

Wiadomo, że co najmniej jedna osoba została ranna w wyniku rozbicia szkła tramwajowych szyb. Nie ma jednak póki co dokładniejszych informacji na temat tego niebezpiecznego zajścia.

 

Ruch tramwajowy w stronę Nowej Huty na tej trasie został wstrzymany. Nie ma oficjalnych informacji na temat motywów działania sprawców. Zdołali oni jednak uciec i są poszukiwani przez małopolską policję. Ludzie przemieszczający się obecnie komunikacją miejską przez Kraków proszeni są natomiast o zachowanie ostrożności. Nie wiadomo jaką bronią dysponują osoby odpowiedzialne za atak na krakowską komunikację miejską.

 

– Nie wiemy jeszcze, z jakiego typu broni strzelali sprawcy. Nikt nie został zatrzymany – powiedział Polskiej Agencji Prasowej Mateusz Drwal z zespołu prasowego małopolskiej policji.

 

Strzały padły w kierunku tramwajów linii 52 oraz 73.

 

Do podobnej sytuacji w Krakowie doszło w marcu 2017 roku, kiedy w okolicach przystanku Korona ostrzelano tramwaj przy użyciu wiatrówki.

 

[AKTUALIZACJA]:

Według wstępnego rysopisu przygotowanego przez policję, sprawcy to jeden mężczyzna wysoki i łysy oraz drugi o krępej budowie ciała. Niestety, poszkodowany w wyniku strzelaniny pasażer tramwaju ucierpiał, gdyż w jego oko trafiły odłamki szkła.

 

Źródło: Facebook ; Interia.pl

Fot.: Pxhere

 

MB

W Krakowie doszło do kolejnej niebezpiecznej sytuacji przy okazji interwencji policji. Zdarzenie miało miejsce we wtorkowe popołudnie, przed godziną 16. O sprawie poinformował portal onet.pl.

 

Niebezpieczne sceny rozegrały się na osiedlu Dywizjonu 303. To tam zatrzymane do kontroli zostało BMW 520 przez policjantów z drogówki. Jak ustalili dziennikarze Onetu, pojazdem kierował 20-letni mężczyzna, a na miejscu pasażera znajdowała się kobieta będąca również w młodym wieku.

 

Funkcjonariusze z patrolu drogówki po zatrzymaniu auta, rozpoczęli rutynową kontrolę. Kiedy 20-latek został poinformowany przez nich, że zostanie poddany badaniom na obecność środków psychoaktywnych, ten zaczął zachowywać się w sposób agresywny. Mężczyzna uderzył policjanta, a następnie zdecydował się uciekać na piechotę.

 

Po niedługim pościgu, funkcjonariuszom udało się powalić 20-latka na ziemię. Ten jednak nadal był agresywny, a przy tym starał się przejąć broń palną jednego z policjantów. Wtedy też, drugi z funkcjonariuszy zdecydował się na oddanie strzału ostrzegawczego. Kolejny padł, gdy zatrzymany próbował po raz kolejny uciekać.

 

Mężczyzna nie reagował na strzały ostrzegawcze, dlatego ostatecznie został postrzelony przez policjantów, po czym trafił do szpitala.

 

Szczegóły całego zajścia wyjaśniają śledczy.

 

 

Źródło: onet.pl ; radiozet.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB