Jak stwierdził na konferencji w Paryżu Jan Tomasz Gross, w czasie II wojny światowej Polacy zamordowali więcej Żydów, niż Niemców. Słowa te wielokrotnie komentował publicysta historyczny Leszek Żebrowski.

 

Działacz zauważa, że ciekawszym rozwiązaniem byłoby odwrócenie całej sytuacji – nie na podstawie „widzimisię”, lecz na podstawie badań i innych materiałów dowodowych. – (…) Że podczas okupacji Żydzi zabili więcej Polaków niż Niemców. I tego można bronić – wyjaśniał publicysta podczas Targów Książki Historycznej.

 

Jak podkreśla historyk, twierdzenia Grossa są jednymi z licznych fragmentów „pisania historii na nowo”. Jak mówi, nie raz jeszcze zetkniemy się z przypisywaniem Polakom zbrodni, których nigdy nie popełniono.

 

Leszek Żebrowski nawiązał także do religii Holokaustu. – Liczba żydowskich ofiar Holocaustu jest szacowana na prawie 6 milionów. Ta liczba obowiązuje, w wielu krajach podważanie tej liczby jest zagrożone sankcjami prawnymi – mówił.

 

– Każdy kto to zignoruje jest nie tylko antysemitą, ale i przestępcą. Więc jakie mogą być badania, jeśli z góry zakreślone takimi narzuconymi ograniczeniami? – dodał publicysta.

 

Źródło: nczas.com
Fot.: Wikipedia
EM

Jak donosi portalowi wPolityce.pl ks. infułat Stanisław Jeż, prof. Grabowski stwierdził, że Polacy nie zrobili nic, co by mogło pomóc w uratowaniu Żydów w czasie Holokaustu. Według niego byliśmy obojętni w stosunku do tego, co się działo się w Polsce.

 

Były rektor Polskiej Misji Katolickiej we Francji, wieloletni duszpasterz francuskiej Polonii był świadkiem konferencji „Nowa polska szkoła historii i Holocaustu” w Paryżu.

 

– Z góry było przewidziane, kto będzie zabierał głos. Jedna pani powiedziała, że w ogóle nie mówi się o Niemcach w kontekście Zagłady Żydów. Szybko jej przerwano – mówi ks.Jeż. – Nie było możliwości, żeby sprostować kalumnie rozsiewane na konferencji. Wytrzymałem cały dzień w czwartek, żeby słuchać tych rzeczy. To kosztowało mnie bardzo dużo emocji i zdrowia. Tam padały kłamstwa za kłamstwami i były kłamstwami poganiane – relacjonuje dalej.

 

Jak mówi kapłan, na zgromadzeniu usłyszał porównanie, że Polacy są jak Tutsi. Ponoć zachowywaliśmy się w stosunku do Żydów jak Tutsi mordujący Hutu w Rwandzie. Jeden z socjologów, pan prof. Szurek sprowadził na zebranie Rwandyjczyka, który próbował porównywać sytuację w Rwandzie do tej w okupowanej Polsce. Ksiądz Jeż, z racji iż jako misjonarz przez osiem lat pracował w Kongo, usiłował zabrać w tej sprawie głos. Pragnął powiedzieć, że sytuacje te są nieporównywalne, jednak nie dano mu dojść do słowa. Jak mówi, „w Rwandzie jest powiedzenie, że kiedy dwa słonie się biją, mrówki są miażdżone”. Wyjaśnia także, że w czasie wojny domowej w Kongo kraje zachodnie walczyły o ropę naftową. W Rwandzie kraje zachodnie biły się o wpływy. Amerykanie i Francuzi wykorzystali niechęć plemienną i uzbroili różne szczepy, żeby je przeciwstawić przeciwko sobie. W ten sposób zniszczyli kraj.

 

– Gross nie mówił w ogóle o swojej książce „Sąsiedzi”. Dał wykład polityczny. Mówił, że za czasów komunistycznych nie można było prowadzić badań naukowych nad Zagładą i Żydzi zostali wypędzeni z Polski w 1968 r. Zakończył wielkim przemówieniem na temat braku demokracji w Polsce. Krytykował zmiany w sądownictwie. Mówił o dyktaturze, która panuje w Polsce – zaznacza kapłan.

 

– Człowiekiem, który wypowiadał się w najbardziej fanatyczny i perwersyjny sposób był pan Jacek Leociak, współtwórcą Nowej Szkoły Poszukiwań nad Holocaustem w Paryżu i pracownik naukowy Polskiej Akademii Nauk. Najbardziej mnie zaskoczyło, że występujący na konferencji pracownicy naukowi PAN opowiadali takie nieprawdziwe historie – dodaje.

 

Ks. Jeż relacjonuje, że opowieści na konferencji sprowadzały się do tego, że Polacy byli głównymi wrogami Żydów. Twierdzono, że bardzo mało im pomagaliśmy, że w okupowanej Polsce ocalało jedynie 2% populacji Żydów, a Polacy wymordowali ich aż 200 tysięcy.

 

– Ogromny nacisk położono na działalność policji granatowej w czasie okupacji niemieckiej. Podkreślano, że to byli Polacy i w imieniu Polaków działali – wskazuje duchowny. – O udziale Niemców w Zagładzie Żydów mówiono jedynie na marginesie – dodaje.

 

– Byłem zdruzgotany słuchając konferencji przez cały dzień. Tak dużo mówili o nietolerancji, a sami pokazali jak bardzo są nietolerancyjni. Z chwilą gdy ktoś chce dać argumenty rzeczowe odbiera mu się głos, albo w ogóle nie dopuszcza się do wypowiedzi. (…) Atmosferę konferencji i postawę prowadzących niech odda jeszcze taki obrazek. Podeszła do mnie paryska Żydówka, pani prof. Wiewiórka. Powiedziała, że z wielką niecierpliwością oczekuje wyświetlenia we Francji filmu „Kler”. – podsumowuje ksiądz Jeż.

 

Źródło: wpolityce.pl
Fot.: pixabay.com
EM

Co drugi Izraelczyk ma negatywny stosunek do Polski. Większość badanych Żydów wie, że Polacy znajdowali się wśród ofiar II Wojny Światowej, jednocześnie aż dwie trzecie uważa, że Polska nie przyznaje się – choć powinna – do współudziału w Holocauście.

 

Sondaż przedstawiono kilku reporterom w czwartek w Ambasadzie RP w Tel Awiwie. Ankieta została przeprowadzona na zlecenie warszawskiego rządu w celu sprawdzenia, co Izraelczycy sądzą o Polsce i Polakach.

 

– Zleciliśmy tę ankietę, ponieważ doskonale wiemy, że stosunki dwustronne są bardzo ważne dla Polski i Izraela – ważniejsze niż stosunki z innymi krajami – powiedział ambasador RP w Izraelu Marek Magierowski.

 

– Chcieliśmy się dowiedzieć, czy musimy coś zmienić w naszej polityce, tutaj w Ambasadzie Polskiej w Izraelu i w polskim rządzie w Warszawie – dodał Magierowski.

 

Wyniki sondażu pokazały, że aż 49 procent badanych Izraelczyków ma negatywny stosunek do Polski (wśród nich większość określiła go jako „raczej negatywny”, a 16 procent jako „zdecydowanie negatywny”).

 

W badaniu zawarto również ciekawe stwierdzenie: „W czasie Holokaustu Polacy byli również ofiarami nazistowskiego ucisku, mimo że ich cierpienia nie można porównać do tragedii narodu żydowskiego„. Z takim sformułowaniem zgodziło się mniej niż 3/4 badanych.

 

Tym samym, aż 67 procent osób podpisało się pod stwierdzeniem, że „Polska niechętnie w pełni akceptuje odpowiedzialność za rolę odgrywaną przez swoich obywateli podczas Holocaustu”. Możemy się jedynie domyślać, że ankietowanym chodziło o „umniejszanie roli Polaków”.

 

Źródło: nczas.com
Fot.: pixabay.com
EM

 

W zeszłym tygodniu Sejm przegłosował poprawkę wprowadzoną do nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Zrezygnowano z zapisów mówiących o możliwości stosowania środków karnych polegających na pozbawieniu wolności oraz grzywny wobec osób przypisujących narodowi współsprawstwo w zbrodniach nazistowskich Niemiec. Argumentowano to faktem, że i tak były one trudne do egzekwowania a powodowały pogorszenie relacji dyplomatycznych nie tylko z Izraelem, ale również z USA. Nadal jednak państwo zachowuje środki cywilno-prawne mogące posłużyć do dochodzenia prawdy oraz rozliczania ludzi szerzących kłamstwa na temat polskiej historii. Nowelizacja ustawy o IPN określa również jednoznacznie rzeź wołyńską ludobójstwem i penalizuje banderyzm.

 

Po uchwaleniu nowelizacji, premierzy Polski i Izraela wystosowali wspólne oświadczenie. Przy jego okazji, Benjamin Netanyahu przyznał, iż antysemityzm stoi na równi z antypolonizmem, a przypisywanie Polakom odpowiedzialności za tworzenie obozów zagłady jest czymś niesprawiedliwym oraz umniejszającym odpowiedzialności prawdziwych sprawców- Niemców. Deklaracja premierów Morawieckiego i Netanyahu oraz polska nowelizacja ustawy o IPN nadal jednak wywołuje sporo kontrowersji, a z krytyką spotyka się zarówno władza w Tel Awiwie, jak i w Warszawie. O uspokojenie napięć w relacjach polsko-izraelskich mocno apelować miały Stany Zjednoczone nawołując do pokojowego zakończenia rozmów obydwu stron.

 

W Izraelu krytycznie do oświadczenia oraz finału rozmów na linii polsko-izraelskiej odniosła się tamtejsza lewicowa opozycja. Netanyahu został skrytykowany dość szybko ow izraelskich mediach kojarzonych ze środowiskiem lewicowym. Premierowi Izraela zarzucano tam zbytnią uległość wobec Polaków. Okazało się jednak, że także część izraelskich środowisk prawicowych ocenia tą sytuację krytycznie traktując deklarację wygłoszoną przez Benjamina Netanyahu wspólnie z Mateuszem Morawieckim niejako jako zdradę.

 

W Polsce także nadal słychać głosy krytyczne wobec polskiego rządu. „Totalna opozycja” atakowała premiera Morawieckiego m.in. za podtrzymanie zapisów dotyczących ukraińskiego nacjonalizmu. Część przedstawicieli prawicy skrytykowało natomiast szefa polskiego rządu, uznając zmiany w nowelizacji za uległość względem Izraela.

 

Teraz negatywnie o uchwalonej nowelizacji oraz oświadczeniu premiera Mateusza Morawieckiego oraz Benjamina Netanyahu wypowiedział się Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Yad Vashem. Jego przedstawiciele uważają, że pomimo wprowadzonej poprawki, w ich mniemaniu nowelizacja ustawy o IPN nadal jest „walką przeciwko historykom i innym badaczom Holokaustu”.

 

W tej sprawie instytut opublikował specjalne oświadczenie. Wspólna deklaracja premierów Polski i Izraela określona jest w jego treści jako zawierająca „wysoce problematyczne sformułowania, które przeczą wiedzy historycznej w tej dziedzinie.

 

Cały tekst oświadczenia Instytutu Yad Vashem znajduje się poniżej.

 

 

 

 

Po uchwaleniu nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, wiele zagranicznych podmiotów zaatakowało Polskę, dodatkowo kłamliwie oskarżając nasz naród o nazistowskie zbrodnie. W Stanach Zjednoczonych, środowiska żydowskie rozpoczęły zbiórkę podpisów, którą chcą wymusić na Białym Domu zerwanie stosunków z Polską, a w Tel Awiwie rozmieszczono billboardy, w ramach kampanii mającej oskarżyć nas o organizacje holocaustu i rzekome próby zakłamania go. Również na Ukrainie doszło w ostatnim czasie do antypolskich incydentów oraz krytyki ze strony tamtejszych władz, ze względu na nazywanie zbrodnie ukraińskich nacjonalistów ludobójstwem dokonanym na Polakach.

 

W odpowiedzi na tą wymierzoną w Polskę propagandę rozpoczęto akcję #RespectUs. Ma ona w zamyśle jej twórców bronić dobrego imienia naszej Ojczyzny i odsłaniać prawdę.

 

– Międzynarodowa kampania przypisywania Polakom współodpowiedzialności za Holocaust to jedno z najbardziej szokujących i skandalicznych wydarzeń najnowszej historii Polski – twierdzą organizatorzy akcji #RespectUS.

 

W ramach kampanii stworzono bardzo mocny i wstrząsający film. Na opublikowanym spocie widzimy zakrwawionego mężczyznę, wyglądającego na ofiarę prześladowań, ze strony któregoś z totalitarnych systemów.

 

Mężczyzna przeprasza różne narody za absurdalne winy jakie próbują niektórzy przypisywać Polakom. Na końcu jednak mówi o tym, że tylko jedno przenika go do głębi… fakt, że jego nikt nie przeprasza.

 

Recytowane przez bohatera na filmie słowa, pochodzą z tekstu utworu zespołu Lumpex’75.

 

 

 

 

 

Ostatnia publikacja jakiej dopuścił się „Washington Times” to kolejne kłamliwe oszczerstwa wymierzone w Polskę. Dziennik zamieścił na swojej stronie internetowej wypowiedź rabina Menachema Levine’a, który opowiada fałszywe słowa o rzekomym udziale Polski w zagładzie Żydów.

 

Tytuł opublikowanego artykułu brzmi: „Dlaczego nowe polskie prawo o Holokauście jest kpiną”.

 

– To kolejna porcja trików granych na milionach zamordowanych Żydów w Holokauście – stwierdza w artykule Menachem Levine, rozpoczynając swoje wywody na temat zmian w polskim prawie.

 

Rabin przytoczył też tweet premiera Morawieckiego, którego treść głosiła, że „Auschwitz-Birkenau to nie jest polskie imię, a Arbeit Macht Frei nie jest polską frazą”. Tutaj Levine wyjątkowo przyznaje, że stwierdzenie „polskie obozy koncentracyjne” jest fałszywe, a obywatele Polski również doznali cierpień podczas nazistowskich rządów Niemiec.

 

Jednakże w innym fragmencie, słowa rabina Levine’a uznać wręcz można za skandaliczne. Sugeruje on bowiem, że „to Polacy umożliwiali nazistowski Holokaust w Polsce. Bez współpracy z obywatelami lokalnymi, czasem biernie obserwującymi i wielokrotnie entuzjastycznie popierającymi, program masowego morderstwa byłby niemożliwy”.

 

Dodatkowo Levine stawia także pytanie o zlokalizowanie obozów zagłady. Sugeruje on, że zostały one stworzone na terytorium Polski, ponieważ to tutaj zakorzeniony był rzekomo antysemityzm.

 

– Naziści wiedzieli, że Polska była antysemicka od wieków i byli przekonani, że Polacy nie będą protestować przeciwko obozom śmierci dla Żydów na ich ziemi – uważa Rabin Levine.

 

Oburzenie wywołuje również dołączona do artykułu grafika. Narusza ona bowiem godność Polskich Symboli Narodowych. Widzimy na niej biało-czerwoną flagę oraz polskie godło, na których zamalowywana zostaje swastyka.

 

Jak zauważył dziennikarz Marcin Makowski, Menachem Levine nie jest historykiem, a rabinem. Nie przeszkadza mu to jednak w napisaniu kłamliwych wobec Polski oszczerstw. W tekście na łamach „Washington Times” stwierdza on również, że „Polacy na pewno nie potrzebowali Niemców, aby nauczyć ich nienawidzić Żydów”. Na potwierdzenie swojej wypowiedzi przywołuje opowieści o rzekomych historiach członków jego rodziny.

 

W Stanach Zjednoczonych rozpoczęto protest oraz zbiórkę podpisów przeciwko wewnętrznej ustawie Polski. Środowiska żydowskie domagają się od Białego Domu zawieszenia stosunków z Polską do czasu odrzucenia ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.

 

Jest to kolejny etap próby uciszenia na arenie międzynarodowej polskiego głosu domagającego się prawdy historycznej i zaprzestania powielania kłamstw na temat rzekomego udziału Polaków w organizowaniu holocaustu oraz tworzeniu obozów zagłady.

 

– Polsko, nigdy nie pozwolimy ci zaprzeczyć Holocaustowi – piszą organizatorzy antypolskiego protestu piszą na stronie neverdeny.org.

 

Całej akcji zbierania podpisów oraz protestowania przeciwko wewnętrznym decyzjom Polski towarzyszy rozpowszechnianie w USA filmu propagandowego, w którym przedstawiciele środowisk żydowskich mówią o „polskim holocauście” stwierdzając, że „za to mogą pójść do więzienia”.

 

Kryzys na linii Polska-Izrael to temat, którym w ostatnich tygodniach żyje opinia publiczna. Głosy krytyki w stronę polskich władz kierują nie tylko izraelscy politycy i przedstawiciele środowisk żydowskich, ale również niektóre podmioty działające na terenie Stanów Zjednoczonych.

 

Polskie władze chcą zakończyć bezkarność w kwestii powielania niepopartych faktami kłamstw na temat rzekomego udziału Polaków w organizowaniu zagłady Żydów oraz niesłusznego oskarżania naród Polski o tworzenie „obozów śmierci”. Postawa Polaków, dążących do obrony dobrego imienia Polski jak widać nie podoba się wielu grupom i interesantom na świecie.

 

Teraz w niesprawiedliwy sposób zaatakowany został premier Mateusz Morawiecki. Wczoraj jego wypowiedź została w mocnych słowach niesprawiedliwie skrytykowana przez izraelskiego premiera Benajmina Netanjahu. W internecie pojawiła się natomiast grafika przygotowana przez amerykańską instytucję, która jak podaje dziennikarz Marcin Makowski na swoim Twitterze, w założeniu została „powołana do edukacji i obrony izraelskich interesów”.

 

Na grafice widnieje lista rzeczy, o które podmiot ten oskarża polskiego premiera. Jej treść oparta jest na zwyczajnej manipulacji faktami.

 

 

 

Przed pomnikiem, który upamiętnia ofiary obozu koncentracyjnego na Majdanku postawiono transparent, na którym widnieje informacja, kto jest odpowiedzialny za Holocaust. Baner został wzniesiony w ramach inicjatywy społecznej.

 

Baner zamontowano na przyczepce i ustawiono na Majdanku w piątek. Mieści się on przed pomnikiem upamiętniającym pokrzywdzonych z obozu koncentracyjnego. Pomysłodawcą transparentu jest prezes Stowarzyszenia Wspólne Korzenie, Zbigniew Wojciechowski. Napisy na czarnym tle informują, kto ponosi winę za Holocaust, a także przypominają, jakiej narodowości były ofiary śmiertelne – donosi serwis lublin112.pl.

 

Napis na banerze brzmi następująco:

 

Majdanek. Niemiecki Koncentracyjny Obóz Zagłady. tu Niemcy od października 1941 roku do lipca 1944 mordowali: Żydów, Polaków, Białorusinów, Romów, Rosjan, Ukraińców.

 

Na początku lutego wojewoda lubelski Przemysław Czarnek rzucił pomysł, żeby zmienić nazwę Państwowe Muzeum na Majdanku na Państwowe Muzeum Byłego Niemieckiego Nazistowskiego Obozu Koncentracyjnego i Zagłady na Majdanku. Tłumaczył, że decyzja ta jest następstwem apeli kombatantów z całego województwa lubelskiego, a także przedstawicieli mediów. Ponadto, wpłynęła na nią także nowelizacja ustawy o IPN.

 

Koncepcja ta spotkała się z reakcją zarówno muzeum, jak i Ministerstwa Kultury. Władze muzeum podkreśliły, że niemiecki obóz koncentracyjny na Majdanku przestał funkcjonować w 1944 roku. Obecnie na tym obszarze działa Państwowe Muzeum na Majdanku. Nazwa i oznakowanie placówki wynika z przepisów prawnych. Termin niemieckie obozy koncentracyjne pojawia się m.in. na ekspozycjach przedstawianych w miejscu pamięci, wydawanych publikacjach czy też materiałach informacyjnych. Ministerstwo Kultury natomiast wydało komunikat, w którym jasno sprzeciwia się inicjatywie zmiany nazwy. Powszechnie używa się sformułowań były niemiecki, nazistowski itp. Podkreślono również, że na portalach internetowych placówek widnieje informacja o ich historii. Ponadto nikt z odwiedzających to miejsce nie powinien mieć wątpliwości co do tego, kto był ofiarą, a kto sprawcą Holocaustu – donosi serwis lublin112.pl.