Jeden z bardziej cenionych przeze mnie publicystów ukuł kiedyś bardzo ciekawe sformułowanie „porozumienia pod podziałami”. Idea jest prosta. Chodzi o to, że są pewne sprawy, w których mimo ogromnych podziałów jakie występują w naszym społeczeństwie, zgadza się ogromna większość ludzi. Z jakichś jednak powodów aktualny stan prawny w naszym państwie jest w tych kwestiach często niezgodny z wolą tej większości. Przykłady można mnożyć. Nie tak dawno chociażby głośno było o próbach umożliwienia czasowego wyrejestrowania nieużywanego pojazdu. Oczywiście sprawa póki co nie znalazła szczęśliwego finału.

 

Do innych przykładów można zaliczyć: uproszczenie systemu podatkowego, zmniejszenie biurokracji i likwidację wielu bezsensownych przepisów. Z jakichś przyczyn takie zmiany, choć pożądane są przez większość społeczeństwa, nie następują. Dlaczego? Moim zdaniem przyczyn jest kilka.

 

Po pierwsze alienacja i demoralizacja klasy politycznej. Niestety do polityki idą często osoby o, łagodnie mówiąc, niezbyt twardym kręgosłupie moralnym. Gdy obejmą władzę, szybko alienują się względem wyborców i przyjmują myślenie w stylu „no wiadomo, że fajnie by było coś ludziom uprościć, ale budżet się musi dopiąć, biurokraci wyżywić, itd.”.  Łatwo ulegają lobbingowi oraz naciskowi różnych, czasem niewielkich grup, których interesy są sprzeczne z interesem większości Polaków.

 

Po drugie niska świadomość polityczna samych wyborców. Ludzie, nie znając mechanizmów sprawowania władzy, łatwo dają sobie wmówić, że czegoś „się nie da zrobić”, lub zwyczajnie nie zastanawiają się nad tym jak wiele rzeczy w ich życiu można by uprościć, gdyby była tylko ku temu dobra wola polityków. Zamiast tego często dają się „kupić” pustymi obietnicami wyborczymi lub obietnicami tego, co będzie finansowane za jeszcze większe pieniądze z ich własnych kieszeni.

 

Po trzecie wreszcie, stan debaty politycznej, który w Polsce przyjął formę istnej walki plemiennej. Dwie największe polskie partie polityczne (wraz ze swoimi przybudówkami) zwarły się w bezsensownej wojnie, która uniemożliwia jakąkolwiek rzeczową debatę o naprawie naszego państwa. Obie te partie, wytworzyły w swoim elektoracie grupy fanatycznych wyznawców, które – mimo iż nie stanowią łącznie ani połowy społeczeństwa – skutecznie zawłaszczyły sobie główny dyskurs polskiej „debaty”. Nie liczą się w niej konstruktywne propozycje, tylko „kto komu mocniej przywali”.

 

I tym sposobem, mimo niemal powszechnej zgody w narodzie w pewnych kwestiach, przeprowadzanie często bardzo korzystnych uproszczeń w polskim prawie, staje się syzyfową pracą. I tu też jedno z ważnych zadań dla nas – endeków – jest właśnie takie, by ten stan rzeczy zmieniać.

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.:Pixabay

 

Słownik języka polskiego podaje następujące definicje. Prawica – partia polityczna lub organizacja o zachowawczym programie, opierająca się na takich wartościach jak wspólnota narodowa, rodzina i własność prywatna. Lewica – kierunek polityczno-społeczny głoszący hasła sprawiedliwości społecznej, egalitaryzmu i konieczności postępu. Jednak uważny obserwator polskiej czy europejskiej polityki dostrzeże, iż definicje te nie tylko nie wyczerpują istoty współczesnego podziału, ale nawet w pewien sposób go zaciemniają.

 

Pojęcia prawicy i lewicy pochodzą z okresu Rewolucji francuskiej, kiedy to przedstawiciele arystokracji i duchowieństwa, czyli stanów dążących do zablokowania zmian społeczno-politycznych, zasiadali po prawej stronie Zgromadzenia Narodowego, natomiast zwolennicy zmian – głównie sekularyzacji – po lewej. Jednak od tamtych wydarzeń minęło już prawie dwa i pół stulecia, i współczesny podział polityczny nie przebiega już tymi samymi granicami.

 

Spoglądając na polską scenę polityczną i przede wszystkim na to, jak jest ona postrzegana przez większość społeczeństwa, z dwóch wymienionych słownikowych definicji, bliższa prawdzie jest ta dotycząca prawicy. Nie można jednak powiedzieć, że prawica jako ruch społeczny jest przeciwna postępowi. Bynajmniej, prawicowcy argumentują swój program polityczny między innymi (jest tak zwłaszcza w przypadku frakcji wolnorykowej) chęcią zwiększenia dynamizmu rozwoju gospodarczego i naukowego. W tej sytuacji to, co wyróżnia lewicę w jej „postępowości”, to dążenie do „postępu” w dziedzinie obyczajowości. Spowodowało to wykształcenie się tzw. lewicy rozporkowej, czyli frakcji politycznej, której właściwie jedynym obszarem zainteresowania są kwestie obyczajowe i promowanie lewicowej tychże obyczajów wersji. Jej program polityczny ograniczony jest (przynajmniej w przekazie medialnym) do promocji aborcji, związków partnerskich, refundowanej antykoncepcji, nieograniczonego przyjmowania imigrantów itd. Skutkiem tego dziś zdecydowanie to właśnie taki zestaw postulatów kojarzony jest w Polsce ze słowem „lewica”.

 

Jeśli chodzi o kwestie gospodarcze, to niestety przestały być one w naszym kraju ważną osią podziału i punktem dyskusji politycznej. Jeśli jednak sięgniemy do skojarzeń i programów politycznych szczególnie partii pozaparlamentarnych, należy stwierdzić, że prawica oznacza raczej dążenie do niższych podatków, ograniczania świadczeń socjalnych i tworzenie tzw. państwa minimalnego, natomiast lewica to wyższe podatki, większa tzw. pomoc socjalna i bardziej rozbudowany aparat państwowy. Oczywiście od tej zasady istnieją wyjątki. Dla przykładu: największa polska partia nazywająca siebie prawicową jest w kwestiach gospodarczych w istocie socjalistyczna (choć nazywa ów socjalizm „solidarnością”).

 

Uważam niniejszym, że nastał najwyższy czas, aby zrewidować słownikowe objaśnienia omawianych w tym artykule słów, a przynajmniej rozszerzyć owe definicje, dodając uwagi odnoszące się do współczesnej polskiej i europejskiej sceny politycznej.

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

Fot.: Wikimedia Commons

 

W naszej wewnętrznej polityce od kilku lat trwa ciągły spór rządu z tzw. „totalną opozycją”, która w różnorakich sprawach dąży do obalenia obecnego obozu rządzącego ze względu na rzekome łamanie konstytucji i ograniczanie demokracji. Polityka w skali europejskiej natomiast, nadal zmaga się z poważnym problemem masowego napływu migrantów z państw muzułmańskich. Tych właśnie spraw dotyczyła naładowana emocjami dyskusja w jednym z programów na antenie TVP Info.

 

„Młodzież Kontra” to program, w którym młodzi przedstawiciele młodzieżówek partyjnych oraz innych organizacji związanych z polityką zadają pytania zaproszonym do studia gościom (zazwyczaj politykom), jak również toczą spory i dyskusje pomiędzy sobą.

 

W ostatnim odcinku na pytania młodych ludzi odpowiadał poseł Piotr Misiło z Nowoczesnej. W trakcie programu niejednokrotnie pojawiały się emocje oraz ostre wymiany zdań. Tak było np. w temacie dotyczącym programu 500+ czy też finansowania partii politycznych. Przy pytaniu zadanym przez prezesa Młodej Endecji, wywiązała się dyskusja zarówno na temat postrzegania demokracji, Trybunału Konstytucyjnego, jak i też napływu islamskich imigrantów do Europy oraz związanych z tym zjawiskiem problemów.

 

Michał Barnaś (stow. Endecja) zapytał posła Piotra Misiło o jego wizję demokracji i zarzucił mu zaprzeczanie jej podstawowej zasadzie- władzy wynikającej z woli większości. Młody endek zwrócił uwagę, że choć jego ugrupowanie, jak i sam poseł Misiło deklarują „bronienie demokracji” to równocześnie, jest on wbrew woli zdecydowanej większości Polek i Polaków za przyjmowaniem do Polski masowo napływających na kontynent nielegalnych imigrantów, a dodatkowo niedawno stwierdził, że Prawo i Sprawiedliwość powinno zostać zdelegalizowane.

 

Odpowiadając, poseł Misiło skupił się na zaatakowaniu partii rządzącej objaśniając, że jego zdaniem PiS łamie zasadę trójpodziału władzy przy okazji zmian w Trybunale Konstytucyjnym, co w jego opinii stanowi powód do zdelegalizowania tego ugrupowania. Wtedy w dyskusję włączył się przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości Jakub Cieśla. Przypomniał on zaproszonemu do studia posłowi Nowoczesnej, że trybunał którego on broni, za poprzedniego rządu uznał zabranie funduszy Polaków z OFE za zgodne z konstytucją.

 

Chociaż poseł Misiło przyznał, że w jego opinii tamta decyzja była błędna, to jednak nadal uważa, że zmiany dokonywane przez obecny rząd w tej sprawie stanową łamanie zasad działania demokratycznego państwa. Jego zdaniem bowiem, to posłowie ze względu na nie podobające się im wyroki wpływają na wyrzucanie sędziów, konsultując to z ministrami.

 

Michał Barnaś postanowił wrócić do głównej myśli zawartej w jego pytaniu i zwrócić posłowi uwagę na fakt, że często ma on poglądy inne niż większość Polaków. Podał przykład deklaracji posła Misiło ws. jego akceptacji dla przyjmowania imigrantów z Bliskiego Wschodu. Zapowiadał on bowiem ich wpuszczenie, w przypadku zostania prezydentem Szczecina. Lider Młodej Endecji krytycznie ocenił to, że poseł Misiło nie bierze tutaj pod uwagę woli większości obywateli oraz faktu, że w zamachach dokonywanych przez islamistów na zachodzie Europy ginęli też Polacy. To rozpoczęło wymianę zdań na temat tego poważnego problemu.

 

Argumentem gościa programu w tej kwestii był fakt, że w Szczecine ginie w ciągu tygodnia więcej ludzi niż do tej pory ludzi pochodzący z Polski w zamachach. Przedstawiciel Narodowej Demokracji odniósł się do takiego postawienia sprawy mówiąc, że to iż giną ludzie nie jest powodem, aby na śmierć narazić w Polsce kolejne osoby wpuszczając masę migrantów, wśród których mogą być zamachowcy.

 

W opinii Piotra Misiło, źródło ryzyka przedostawania się do państw zachodnich terrorystów wraz z uchodźcami wynika z nieporadności poszczególnych przedstawicieli polskich służb. Michał Barnaś przypomniał, że uchronić ludzi przed atakami terrorystycznymi nie udało się nawet najlepszym służbom na świecie.

 

 

 

Źródło: TVP Info ; Facebook/@MlodaEndecja

O sprawie „Zielonego Przedszkola” w Głogowie stało się głośno po śmierci radnego Pawła Chruszcza. Wiele wątpliwości budziło funkcjonowanie placówki oraz podejrzenia o mającą w niej miejsce korupcję. W przedszkolu dochodziło również do stosowania przemocy wobec dzieci.

 

O niepokojących doniesienia na temat „Zielonego Przedszkola” informował Magazyn Śledczy Anity Gargas. Również teraz, w przypadku postawienia zarzutów dyrektor placówki, informacja o tym pojawiła się na twitterowym profilu programu.

 

Temat ten jest bulwersujący tym bardziej, że do „Zielonego Przedszkola” uczęszczają dzieci niepełnosprawne. To nad nimi znęcać się miała niegdyś jedna z byłych przedszkolanek. Po wyjściu tej sprawy na jaw i zwolnieniu agresywnej kobiety, rozwiązano całą grupę dzieci, co oburzyło w taki sposób potraktowanych rodziców.

 

Do tego przedszkola chodził również Mikołaj- syn lidera dolnośląskiej Endecji Pawła Chruszcza, który jako miejscowy radny zainteresował się tą sprawą. Z czasem okazało się, że wątpliwości co do transparentności w działalności przedszkola oraz jego powiązań z lokalną władzą jest więcej. W związku z tą właśnie aferą, na początku czerwca w Sejmie, miał spotkać się Paweł Chruszcz z Maciejem Wąsikiem, byłym wiceszefem CBA, któremu przekazać chciał dokumenty dotyczące sprawy „Zielonego Przedszkola”. Możliwe też, że nie był to jedyny temat jaki pragnął poruszyć z przedstawicielem służb głogowski radny. Towarzyszyć miał mu wtedy brat- prezes stowarzyszenia Endecja poseł Sylwester Chruszcz. Do umówionego spotkania jednak nie doszło, ponieważ Paweł Chruszcz zaginął 31 maja, a następnego dnia jego ciało zostało znalezione powieszone na słupie energetycznym na terenie jednej z okolicznych gmin.

 

Sprawa śmierci zaangażowanego w sprawy społeczne samorządowca i działacza środowisk patriotycznych nadal nie została wyjaśniona, a wokół niej pojawia się wiele pytań. Paweł Chruszcz tropił kilka poważnych afer. Dla jego znajomych pocieszające mogą być pojawiające się dziś informacje o tym, że wyjaśnianie sprawy „Zielonego Przedszkola” idzie do przodu.

 

 

Jak czytamy w umieszczonym na Twitterze wpisie, w przypadku dyrektor „Zielonego Przedszkola” Kingi M. zarzuty wiążą się z fałszowaniem podpisów pod dokumentami, a także podrabianiem opinii logopedycznej.

 

 

Pytania dotyczące lokalnych spraw, którymi zajmował się tragicznie zmarły Paweł Chruszcz, stawiał podczas sesji Rady Miasta Głogowa prezydentowi Rafaelowi Rokaszewiczowi poseł Sylwester Chruszcz. Było to niedługo po śmierci jego brata.

 

 

 

Źródło: Twitter/@MagazynSledczy ; Twitter/@andradomski ; YouTube/Portal GPI

 

 

Coraz bardziej zauważyć można manipulację słowem, czy to w prasie, telewizji czy w internecie. Manipulacja ta nie jest przypadkowa, ponieważ żyjemy w czasach, w których łatwo szufladkować ludzi po tym jak się ubierają, co jedzą, w co wierzą lub co mówią. W tym artykule chcę skupić się na tym ostatnim. Słowa często świadczą o człowieku, to co mówimy i jak mówimy mocno wpływa na postrzeganie nas wśród innych.  Słowo jest potężne, ma ogromną moc, ma duży wpływa na ludzkie życie i może zrobić wiele dobrego lub złego.

 

Wystarczy rzucić jakieś hasło czy tytuł, aby ludzie wyrobili sobie opinię bez przeczytania całości tekstu lub sprawdzenia jego prawdziwości. Zauważyłem, że wystarczy zrobić mema, w którym ktoś napisze nawet zmyślone słowa, doda zdjęcie rzekomo je wypowiadającego i ludzie w to wierzą, nawet patrioci, którzy powinni znać historię bohaterów nieraz łapią się na takiej manipulacji. To bardzo zła oznaka nieumiejętności segregowania wiedzy i sprawdzania jej prawdziwości, co pomaga manipulatorom w ich zadaniach.

 

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ chciałbym, aby ludzie, moi rodacy przestali wierzyć we wszystko co im się przedstawi i zaczęli analizować oraz sprawdzać, wtedy ludziom czy grupom chcącym sterować myśleniem będzie trudniej osiągnąć swój cel.
Telewizja ma ogromną moc ogłupiania ludzi, a jej możliwości do kłamstwa poprzez nie tylko tekst, ale przede wszystkim obraz są ogromne.  Jednak wszędzie, zarówno w prasie, radiu czy telewizji podstawą jest słowo.

 

Za przykład, nieprzypadkowy, podam FASZYZM. Ideologia ta jest jasno określona i aby o niej mówić/pisać trzeba wypełnić kilka czynników. Określenie to jest szczególnie modne, a także często używane, zwłaszcza w polskiej opinii publicznej.  Używa  go głównie lewa strona polityczna, wypaczając to słowo. Jest ono nasiąknięte negatywnymi skojarzeniami i słusznie, ale manipulacja polega na tym, że używa się go przy byle okazji w każdym momencie, gdzie poglądy nie zgadzają się z lewicowym schematem. Tak samo wypaczono pojęcie nacjonalizmu[1] , które według  „elit” znaczy tyle samo co faszyzm, co oczywiście jest bzdurą.

 

Przejdę tu do konkretnych przykładów myśli nacjonalistycznej. Otóż, nacjonalizm w swoim założeniu  nie jest zły. Nadkłada interes narodu nad inne, ale to jest rzeczą od wieków normalną. Każdy dba o swoją społeczność; grupę, rodzinę etc. i chce by mieli jak najlepiej. Nacjonalizm to nic innego jak troska o „swoich”. Przykładem niech będzie DOM, każdy ma swój, ma swoją rodzinę i dla nikogo nie jest dziwne, że każdy z domowników chce dla drugiego jak najlepiej. Wspiera swoją rodzinę, robi wszystko by osiągała sukcesy, dba o jej finanse, dba o zdrowie i bezpieczeństwo, dba o zasady, które w danym domu obowiązują. Tak samo Polska jest takim domem, w którym każdy Polak dba by ten dom był wewnętrznie i zewnętrznie bezpieczny.

 

Jeżeli ktoś atakuje nasz dom to go bronimy i nie ma w  tym nic dziwnego, tak samo jest z Polską. Jeśli nasi współdomownicy mogą osiągnąć sukces wśród sąsiadów to także ich wspieramy.

 

Wyobraźmy sobie, że zapraszamy gości do naszego domu, każdy  nas chce by byli zadowoleni i czuli się dobrze, ale chcemy by szanowali zasady panujące w naszym domu. Kultura wymaga by tak czynić, jesteśmy u kogoś to dostosowujemy się do gospodarza i szanujemy zasady jakie panują np. ściągamy buty, wyrażamy się kulturalnie, nie wchodzimy i nie otwieramy szafek, nie krzyczymy, nie próbujemy wprowadzić swoich zasad. Tak samo jest z Polską, my Polacy słyniemy z gościnności, ale chcemy aby goście w naszym kraju szanowali  zasady tu panujące: religię, kulturę, historię, prawo.

 

Oczywiście musimy w innych krajach robić to samo (a z tym też różnie bywa).
Dlatego hasło Marszu Niepodległości  z 2015 roku o treści : „Polska dla Polaków. Polacy dla Polski ” nie jest hasłem faszystowskim, a nacjonalistycznym w dobrym tego słowa znaczeniu. Jesteśmy gospodarzami w swoim kraju i jedyne na co liczymy to na dostosowanie się do naszych zasad, tak jak my powinniśmy dostosować się będąc u kogoś. Nikt tutaj nie atakuje cudzoziemców dopóki szanują nasze zasady. Mówić o tym głośno to wcale, wbrew opinii niektórych mediów, nie faszyzm, to zdrowy, polski nacjonalizm.

 

Wszystkie skrajne odłamy nacjonalizmu są w Polsce ZAKAZANE i słusznie. Nazizm spowodował wiele zła i każda próba jego manifestacji musi być gaszona w zarodku, w tym również banderyzm, który przecież, również jest nacjonalizmem, ale tym skrajnym szownistycznym, przez który doszło do ludobójstwa naszych rodaków na Wołyniu i nie tylko. Dlatego nie dajcie się nabrać na hasła o faszystowskiej Polsce, bo Polska pierwsza walczyła z nazizmem i faszyzmem oraz stała się ich ofiarą. Pamiętajcie, że znak Polski Walczącej to nie znak faszystowski, a znak sprzeciwu wobec nazizmu!! Prawdziwy polski patriota nigdy nie będzie faszystą, nazistą ani komunistą.

 

„Polska dla Polaków” to przypomnienie, że jesteśmy narodem mającym swój kraj, swoją tradycję, kulturę, naukę, religię, swoje prawo, jak również zasady i chcemy by każdy je szanował, wtedy my będziemy szanować każdego. Endecja wychodzi naprzeciw i ukazuje prawdziwe oblicze polskiego nacjonalizmu, stwierdza za Romanem Dmowskim, że Polakiem może być każdy kto w sposób rzeczywisty dba o interes polskiego narodu, kto dba o Polskę bez względu na kolor skóry. Ten obraz jest dla lewicy prawdziwym problemem bo zaburza ich narrację o „faszyźmie” w Polsce.

 

Emil Osławski- członek krakowskiej Młodej Endecji, absolwent Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

 

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Nacjonalizm

 

Fot.: Wikimedia Commons

Od ponad 20 lat konsekwentnie maleją zdolności wytwórcze w polskim systemie elektroenergetycznym. Kolejne ekipy rządzące nie podjęły się przeprowadzenia niezbędnych inwestycji odtworzeniowych. W sierpniu 2015 roku krajowa podaż energii elektrycznej (razem z importem) była niewystarczająca do pokrycia popytu. Odbiorcom przemysłowym ograniczono dostawy energii elektrycznej wprowadzając stopnie zasilania.

 

W kolejnych latach nadal należy spodziewać się deficytu mocy produkcyjnych w sektorze elektroenergetycznym. Według szacunków przytoczonych przez Najwyższą Izbę Kontroli, wartość strat społecznych spowodowanych brakiem wystarczających dostaw energii w latach 2020-2030 może wynieść 70 mld złotych [NIK 2015].

Nieprzerwane dostawy energii ważne są nie tylko w celu zapewnienia komfortu odbiorcom, ale przede wszystkim z punktu widzenia konkurencyjności polskiej gospodarki.

Polityka energetyczna Unii Europejskiej (w szczególności pakiet klimatyczno-energetyczny) nakłada na państwa członkowskie obowiązek redukcji emisji dwutlenku węgla (co w praktyce oznaczałoby likwidację elektrowni konwencjonalnych) oraz pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych.

W debacie publicznej wiodąca jest opinia, iż odnawialne źródła energii (OZE) z powodzeniem mogą zastąpić te konwencjonalne. Jednak doświadczenia Niemiec, które forsują rozwój OZE, wskazują, iż źródła te są niestabilne (ich podaż jest zależna od warunków pogodowych) i wymagają bilansowania źródłami konwencjonalnymi.

Analiza procesu integracji OZE w Niemczech powinna ułatwić odpowiedź na pytanie, czy i w jaki sposób rozwijać OZE w naszym kraju.

 

Zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego Polski

Jednym z głównych wyzwań, jakim Polska musi stawić czoła w najbliższym czasie, jest zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego kraju. Ustawa Prawo energetyczne [Ustawa z 10 kwietnia 1997] definiuje bezpieczeństwo energetyczne jako „stan gospodarki umożliwiający pokrycie bieżącego i perspektywicznego zapotrzebowania odbiorców na paliwa i energię w sposób technicznie i ekonomicznie uzasadniony, przy zachowaniu wymagań ochrony środowiska”. Istotnym jego elementem jest „równoważenie dostaw energii elektrycznej z zapotrzebowaniem na tę energię”. Dlatego w celu zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego niezbędne jest planowanie krajowych zasobów wytwórczych w taki sposób, aby były one w stanie pokryć krajowy popyt na energię elektryczną (do jego pokrycia częściowo może przyczynić się także import). Oznacza to konieczność regularnego sporządzania prognoz krajowego popytu na energię elektryczną oraz dostępnych zasobów po stronie podażowej. Zużyte i wycofywane jednostki wytwórcze powinny być na czas zastępowane nowymi źródłami energii.

Przeprowadzane w ostatnich latach analizy dotyczące równoważenia produkcji energii elektrycznej i jej zapotrzebowania, konsekwentnie wykazywały co najmniej ryzyko zagrożenia bezpieczeństwa jej dostaw, lub nawet wyraźną lukę między popytem a podażą w przyszłości. Analizy przeprowadzane były m.in. przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A., Ministerstwo Gospodarki, Urząd Regulacji Energetyki, Najwyższą Izbę Kontroli.

W sprawozdaniu opracowanym przez Ministerstwo Gospodarki (właściwe do spraw energii przed powołaniem Ministerstwa Energii) zawarta jest analiza możliwości pokrycia krajowego zapotrzebowania na moc szczytową w horyzoncie czasowym do 2030 roku [Ministerstwo Gospodarki 2013]. Analiza wykazała duże ryzyko wystąpienia niedoboru mocy wytwórczych w latach 2015-2018. Według informacji ze sprawozdania, dostępność mocy po stronie podażowej wróci do bezpiecznego poziomu dopiero od 2019 roku w wyniku uruchomienia nowych bloków energetycznych. W sprawozdaniu wymieniono szereg działań zaradczych, które powinny tymczasowo przyczynić się do poprawy bilansu mocy w systemie elektroenergetycznym. Są to: redukcja zapotrzebowania odbiorców na polecenie Operatora Systemu Przesyłowego (OSP), operatorski import energii, optymalizacja terminów remontów istniejących bloków energetycznych, dalsze zwiększenie interwencyjnej rezerwy zimnej. Biorąc pod uwagę możliwy potencjał powyższych środków zaradczych oraz oczekiwaną lukę między podażą a popytem, autorzy sprawozdania ocenili ryzyko wystąpienia niedoborów mocy po wdrożeniu wymienionych działań jako nadal realne.

Raport z kontroli NIK „Zapewnienie mocy wytwórczych w elektroenergetyce konwencjonalnej” [NIK 2015] także identyfikuje problem kurczących się zasobów wytwórczych oraz sygnalizuje ryzyko wystąpienia deficytu mocy w szczytach zapotrzebowania w latach 2015-2018. Przesłanką do podjęcia kontroli były „sygnały o rezygnacji z budowy nowych, konwencjonalnych źródeł mocy przez przedsiębiorstwa wytwarzające energię elektryczną”. Uwadze kontrolerów nie uszedł fakt, że w latach 2010-2014 przedsiębiorstwa energetyczne zrezygnowały z budowy 10 nowych jednostek wytwórczych, jako przyczynę swej decyzji podając zbyt duże ryzyko regulacyjne i cenowe.

Niestety, zgodnie z obawami przedstawionymi w raporcie NIK, niedobory po stronie podaży wystąpiły jeszcze tym samym roku, w którym został on sporządzony. W sierpniu 2015 roku polski system elektroenergetyczny znalazł się w bardzo trudnej sytuacji, której konsekwencją były ograniczenia dostaw energii elektrycznej dla odbiorców przemysłowych na obszarze całego kraju. Utrzymujące się przez wiele dni wysokie temperatury spowodowały wzrost popytu na energię elektryczną w kraju (włączenie klimatyzacji w budynkach). Jednocześnie, w wyniku fali upałów wystąpiły znaczne ubytki mocy wytwórczych spowodowane pogorszeniem warunków chłodzenia bloków energetycznych (niski poziom wód w rzekach). W obliczu zaistniałej sytuacji OSP zmuszony był sięgnąć po ostateczny środek zaradczy, jakim jest wezwanie odbiorców do ograniczenia poboru energii. Takie prawo przysługuje operatorowi na podstawie art. 11c ust. 2 pkt 2 ustawy Prawo energetyczne. OSP wprowadził ograniczenia 10 sierpnia, a ponieważ warunki pracy systemu elektroenergetycznego nie poprawiały się, ograniczenia zostały przedłużone do 31 sierpnia 2015 roku [Rozporządzenie Rady Ministrów z 11 sierpnia 2015].

Znaczący jest fakt, iż istniejące wówczas elektrownie wiatrowe nie przyczyniły się do poprawy warunków pracy systemu elektroenergetycznego. Pomimo zainstalowanej w owym czasie mocy farm wiatrowych około 5 GW, ich faktyczna produkcja była bliska zeru z powodu braku wiatru. Sytuacja ta unaoczniła wady odnawialnych, niesterowalnych źródeł, które produkują energię niekoniecznie wtedy, gdy jest na nią zapotrzebowanie.

 

Jak to robią Niemcy?

Źródłem wielu doświadczeń w kwestii integracji odnawialnych źródeł energii są Niemcy. Kraj ten, przeprowadzając transformację energetyczną powszechnie określaną jako „Energiewende”, zamierza wyeliminować elektrownie konwencjonalne z miksu energetycznego i zastąpić je źródłami odnawialnymi. Polityka energetyczna Niemiec zakłada osiągnięcie 80% udziału energii odnawialnej w krajowej konsumpcji energii elektrycznej w 2050 roku [BMWi 2010]. Według Niemieckiego Stowarzyszenia Energetyki i Gospodarki Wodnej (BDEW) udział ten wyniósł 31,5% w 2015 roku [BDEW 2016a].

Często popełnianym błędem przy ocenie powodzenia procesu transformacji energetycznej, jest uwzględnienie jedynie osiągniętego udziału OZE. Nie wolno bowiem zapominać m.in. o poniesionych kosztach, problemach, oraz licznych barierach integracji odnawialnych źródeł (np. technicznych, społecznych). Dopiero wnikliwa analliza może ukazać całościową charakterystykę OZE i pomóc w procesie planowania i rozwoju systemu elektroenergetycznego.

Znaczną część środków przeznaczanych na rozwój OZE w Niemczech stanowią subwencje wypłacane ich właścicielom (bez subwencji projekty byłyby nieopłacalne). Do każdej MWh wytworzonej przez odnawialne źródła w 2015 roku dopłacono kwotę 132 euro (jest to wartość średnia, stawki różnią się w zależności od technologii np. 267 euro/MWh dla źródeł fotowoltaicznych, 49 euro/MWh dla elektrowni wodnych) [BDEW 2016c], podczas gdy cena energii elektrycznej na konkurencyjnym rynku wyniosła w tym samym roku niecałe 31 euro/MWh [BDEW 2016b]. Suma wsparcia wypłaconego OZE w 2015 roku to prawie 22 mld euro, a prognozy na kolejne lata wykazują trend wzrostowy [BMWi 2016].

Integracja odnawialnych źródeł energii wymaga także wzmocnienia i rozbudowy sieci elektroenergetycznej. Inwestycje w latach 2008 – 2016 to ponad 10 mld euro na niemiecką sieć przesyłową i ponad 27 mld euro na sieć dystrybucyjną [Bundesnetzagentur 2016b].

Niestety nawet po przeprowadzeniu tak ogromnych inwestycji, niemiecka sieć elektroenergetyczna nadal nie jest w stanie przyjąć całości energii z odnawialnych źródeł. Problem stanowi niestabilność ich podaży, która jest podyktowana warunkami pogodowymi i nie jest dopasowana do krzywej krajowego popytu na energię. Zdarzają się okresy tak dużej generacji energii odnawialnej, że sieć nie jest w stanie jej odebrać i przetransportować do odbiorców. W 2015 roku podaż odnawialnych źródeł energii została zredukowana na polecenie operatorów sieci o 4,7 TWh (z czego 4,1 TWh to farmy wiatrowe), a za niewytworzoną energię wypłacono wytwórcom odszkodowania w wysokości prawie 315 mln euro [Bundesnetzagentur 2016b]. Bywają także okresy, w których źródła odnawialne prawie wcale nie produkują (brak wiatru i promieniowania słonecznego).

Niestabilność odnawialnych źródeł energii jest obecnie największą barierą ich rozwoju. Pomimo że w ostatnich latach intensywnie rozwijają się technologie magazynowania energii, są to urządzenia pozwalające jedynie na magazynowanie małych ilości energii na krótki okres czasu. Biorąc pod uwagę dzisiejszy stan ich zaawansowania technicznego, w dającej się przewidzieć przyszłości nie należy liczyć na pojawienie się urządzeń mogących zmagazynować wolumen energii wystarczający na pokrycie popytu całego kraju przez okres kilku tygodni (w historii występowały kilkutygodniowe okresy bezwietrznej pogody i jednocześnie słabego nasłonecznienia).

Wbrew powszechniej opinii, że transformacja energetyczna w Niemczech polega na zastępowaniu źródeł konwencjonalnych źródłami odnawialnymi, te ostatnie mają charakter jedynie źródeł dodatkowych. W 2015 roku w niemieckim systemie elektroenergetycznym zainstalowane były elektrownie konwencjonalne o mocy 107 GW oraz źródła odnawialne o mocy 98 GW. Biorąc pod uwagę maksymalne krajowe zapotrzebowanie na moc na poziomie 84 GW należy stwierdzić, że niemiecki system elektroenergetyczny jest dwukrotnie przewymiarowany. Zainstalowano w nim dodatkowo źródła odnawialne, nie likwidując konwencjonalnych. Taka konfiguracja sektora wytwórczego pozwala na zmniejszenie podaży elektrowni konwencjonalnych w okresach wysokiej produkcji źródeł odnawialnych. Natomiast w okresach znikomej generacji źródeł odnawialnych, popyt na energię pokrywany jest przez elektrownie konwencjonalne.

Analizując plany rozwoju niemieckiego systemu elektroenergetycznego do roku 2030, należy zwrócić uwagę na przyszłą konfigurację jego zasobów wytwórczych. Moc zainstalowana elektrowni konwencjonalnych w 2030 roku ma wynosić między 75 GW a 81 GW[1] w zależności od przyjętego scenariusza [Bundesnetzagentur 2016a]. Jest to ilość nadal pozwalająca na pokrycie krajowego popytu, przy ewentualnym wsparciu niewielkim importem w dniach o największym zapotrzebowaniu.

Z powyższych faktów nasuwa się wniosek, że niestabilne źródła odnawialne nie stanowią kompleksowego rozwiązania i nie są w stanie w pełni przejąć roli i zastąpić elektrowni konwencjonalnych. Pozwalają jednak na ograniczenie czasu pracy elektrowni konwencjonalnych i dzięki temu na oszczędność zużywanych paliw (węgiel, gaz) oraz zmniejszenie emisji szkodliwych gazów zawartych w spalinach. Niemniej jednak wystarczająca ilość elektrowni konwencjonalnych zapewniających stabilizację systemu elektroenergetycznego jest warunkiem koniecznym integracji źródeł odnawialnych.

 

Wnioski dla Polski

Planując przedsięwzięcia inwestycyjne w sektorze energetycznym nie należy kierować się paradygmatami bogatych krajów Europy Zachodniej, których wizja polityki energetycznej sprowadza się do walki z globalnym ociepleniem, do nadmiernego promowania odnawialnych źródeł energii, czy niskoemisyjności. Polska polityka energetyczna powinna reagować na problemy i wyzwania, przed którymi stoi nasz kraj.

Deficyty energii, takie jak w sierpniu 2015, sprawiają, że Polska może być postrzegana przez inwestorów jako miejsce nieatrakcyjne do prowadzenia działalności gospodarczej. Najważniejsze jest więc zapewnienie niezawodnych dostaw energii elektrycznej dla polskiej gospodarki. Cel ten mogą zrealizować jedynie stabilne bloki energetyczne, które jednocześnie muszą spełniać restrykcyjne normy środowiskowe. Budowa tego typu nowoczesnych bloków właśnie trwa w kilku lokalizacjach w Polsce, jednak ich ilość jest niewystarczająca (moc zużytych, przeznaczonych do likwidacji w najbliższych latach urządzeń jest większa niż aktualnie budowanych).

Jak pokazuje doświadczenie Niemiec, bez wystarczającej ilości źródeł konwencjonalnych, OZE nie byłyby w stanie samodzielnie zapewnić bezpieczeństwa dostaw energii krajowi. Dlatego w sytuacji deficytu mocy konwencjonalnych w Polsce, nie byłoby rozsądnym działaniem skierowanie dużych środków finansowych na rozwój źródeł odnawialnych. W debacie publicznej zbyt rzadko zauważany jest fakt, że moc zainstalowana źródeł odnawialnych w polskim systemie elektroenergetcznym od lat systematycznie rośnie. Według danych Urzędu Regulacji Energetyki w roku 2016 osiągnęła ponad 8,2 GW (stan na 30.06.2016) [URE 2016], co w zestawieniu z maksymalnym w historii krajowym popytem 26,2 GW (odnotowanym 9 stycznia 2017) [PSE 2017] jest już znaczącą wartością. Pod koniec grudnia 2016 generacja farm wiatrowych w Polsce była tak duża, że Operator Systemu Przesyłowego musiał podjąć środki zaradcze polegające na redukcji o kilaset megawatów podaży elektrociepłowni [Chojnakcki 2017]. W przypadku kontynuacji rozbudowy niesterowalnych źródeł odnawialnych, z pewnością konieczne będzie ich wyłączanie w okresach nadpodaży i wypłacanie odszkodowań (tak jak to już się dzieje w Niemczech). Dlatego priorytetem powinny być źródła odnawialne oparte o biogaz i biomasę. Źródła te należą bowiem, w przeciwieństwie do farm wiatrowym i paneli fotowoltaicznych, do grupy tzw. źródeł sterowalnych. Ich podaż jest stabilna i niezależna od warunków atmosferycznych.

Oprócz dostępności energii, nie bez znaczenia jest również jej cena. To szczególnie ważny parametr w przypadku polskiej gospodarki, która należy do najbardziej energochłonnych w Unii Europejskiej. Z tego powodu jej konkurencyjność jest mocno uzależniona od ceny energii. Dlatego nieroztropna integracja odnawialnych źródeł energii doprowadzi do wzrostu ceny energii i w konsekwencji do pogorszenia konkurencyjności naszej gospodarki.

Przykładem kolejnego problemu, który wymaga pilnej interwencji, jest jakość powietrza w Polsce. Szczególnie uciążliwe jest zjawisko smogu. Jego źródłem jest tzw. niska emisja, czyli pochodząca z emiterów znajdujących się na wysokości poniżej 40 metrów. Rozsądnym działaniem byłoby skierowanie środków finansowych np. na dotowanie domowych pieców, które są mniej uciążliwe dla środowiska niż stosowane obecnie. Także modernizacja lokalnych ciepłowni, a najlepiej przekształcenie tych obiektów w elektrociepłownie z pewnością przyczyniłoby się do poprawy jakości powietrza. Także w dziedzinie transportu ukryty jest ogromny potencjał i możliwości polepszenia jakości powietrza. Pożądane działania to: rozwój elektromobilności i publicznego transportu zbiorowego oraz ograniczenie importu wyeksploatowanych samochodów z Europy Zachodniej.

Problem zanieczyszczenia powietrza w Polsce jest jednym z wielu przykładów, który pokazuje, że Unia Europejska wprowadzając pakiet klimatyczno-energetyczny nie do końca rozumie problemy państw członkowskich. Pomimo że różne kraje borykają się z różnymi problemami, to wszyscy muszą wdrożyć to samo rozwiązanie: zredukować emisję dwutlenku węgla, instalować odnawialne źródła energii. Podczas gdy smog jest przyczyną wielu chorób a nawet przedwczesnych zgonów, Polska zmuszana jest do zaangażowania się do walki z globalnym ociepleniem.

Również źródła odnawialne nie do końca są odpowiedzią na nasze problemy. Dane z Niemiec wskazują, że panele fotowoltaiczne efektywnie wytwarzają energię elektryczną zaledwie 1000 godzin w roku (czyli 11% czasu w roku). Dlatego lepszą użyteczność i większą korzyść dla środowiska naturalnego osiągniemy przeznaczając środki finansowe bezpośrednio na działania poprawiające jakość powietrza.

 

Wnioski

Prawodawstwo Unii Europejskiej nakazuje zwiększanie udziału odnawialnych źródeł energii nie zbadawszy, jakie są techniczne możliwości takiego przedsięwzięcia. Przyjęto założenie, że źródła odnawialne mogą zastąpić konwencjonalne pod względem wszystkich pełnionych przez nie funkcji. Jednak doświadczenia Niemiec rzucają nowe światło na to zagadnienie. Okazało się bowiem, że odnawialne źródła energii wymagają bilansowania ze strony źródeł konwencjonalnych. Pomimo że przyczyniają sie do ograniczenia zużycia paliw kopalnych, to nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa energetycznego poszczególnych krajów. Dlatego zidentyfikowany w Polsce deficyt mocy po stronie podażowej powinien być jak najszybciej uzupełniony nowoczesnymi źródłami konwencjonalnymi. Zastąpienie wyeksploatowanych elektrowni nowymi, spełniającymi nawet restrykcyjne normy środowiskowe UE, będzie miało pozytywny wpływ na środowisko naturalne. Zapewni także bezpieczeństwo energetyczne kraju.

Aby nie powtórzyć popełnionych w Niemczech błędów, należy najpierw inwestować we wzmocnienie sieci energetycznej, a dopiero potem instalować OZE w miejscach, gdzie sieć się do tego nadaje. Takie działanie pozwoli na uniknięcie wypłat odszkodowań za nieprzyjętą do sieci energię.

Polska powinna skupić się na realizacj własnych celów w dziedzinie energetyki, pomimo że nie zawsze są one zgodne z celami UE. Nasze położenie geograficzne i związane z nim mroźne zimy sprawiają, że większą użyteczność mają inwestycje w sektorze ciepłowniczym niż forsowany przez UE rozwój źródeł odnawialnych. Także problem zanieczyszczenia powietrza w Polsce może być rozwiązany poprzez doraźne działania, na króre zabrankie nam środków finansowych, jeżeli zgodnie z zaleceniami bogatych europejskich krajów skierujemy je na rozwój odnawialnych źródeł energii.

 

Tekst pochodzi z 38. numeru kwartalnika „Myśl.pl”.

 

 

Piotr Grądzik- absolwent Politechniki Warszawskiej, specjalista z zakresu sterowania systemami elektroenergetycznymi i  odnawialnych źródeł energii. Doktorant Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Członek Rady Programowej stowarzyszenia Endecja.

 

 

[1] Spadek mocy zainstalowanej ze 107 GW w 2015 roku do 81 GW w 2030 roku zawiera 11 GW mocy elektrowni atomowych, których likwidacja nastąpi w wyniku decyzji niemieckiego rządu podjętej w 2011 roku.

 

Literatura:

BDEW, 2016, Beitrag und Ziele der Erneuerbaren Energien: Anteil des Stroms aus regenerativen Energiequellen.

https://www.bdew.de/internet.nsf/id/3B56E4ECEB91FAF1C12579F4004A3D96/$file/EE-Anteil%20an%20Brutto-Inlandsstromverbrauch%20Entwicklung%201996_2050_EKonzept_KoA2013_o_online_jaehrlich_Ki_24102016.pdf [dostęp: 28.02.2016]

BDEW, 2016, BDEW-Strompreisanalyse Mai 2016, Berlin. https://www.bdew.de/internet.nsf/res/886756C1635C3399C1257FC500326489/$file/160524_BDEW_Strompreisanalyse_Mai2016.pdf [dostęp: 28.02.2016]

BDEW, 2016, Erneuerbare Energien und das EEG: Zahlen, Fakten, Grafiken (2016), Berlin. https://www.bdew.de/internet.nsf/res/FDFDE1F303A781EBC1257F61005AA43C/$file/160218_Foliensatz%20Energie-Info_Erneuerbare%20Energien%20und%20das%20EEG_2016_final.pdf [dostęp: 28.02.2016]

BMWi, 2010, Energiekonzept für eine umweltschonende, zuverlässige und bezahlbare Energieversorgung 28. September 2010, https://www.bmwi.de/Redaktion/DE/Downloads/E/energiekonzept-2010.pdf;jsessionid=215C751A6AB711EC56A7304708A31D95?__blob=publicationFile&v=3 [dostęp: 28.02.2016]

BMWi, 2016, EEG in Zahlen: Vergütungen, Differenzkosten und EEG-Umlage 2000 bis 2017, https://www.erneuerbare-energien.de/EE/Redaktion/DE/Downloads/eeg-in-zahlen-xls.xlsx?__blob=publicationFile&v=8 [dostęp: 28.02.2016]

Bundesnetzagentur, 2016, Genehmigung des Szenariorahmens für die Netzentwicklungspläne Strom 2017-2030, Bonn, http://data.netzausbau.de/2030/Szenariorahmen_2030_Genehmigung.pdf [dostęp: 28.02.2016]

Bundesnetzagentur, 2016, Monitoringbericht 2016, Bonn, https://www.bundesnetzagentur.de/SharedDocs/Downloads/DE/Sachgebiete/Energie/Unternehmen_Institutionen/DatenaustauschUndMonitoring/Monitoring/Monitoringbericht2016.pdf?__blob=publicationFile&v=2 [dostęp: 28.02.2016]

Chojnacki, I., 2017, Rekord generacji wiatrowej. Co to oznaczało dla KSE?, Wirtualny Nowy Przemysł, 05.01.2017, http://energetyka.wnp.pl/rekord-generacji-wiatrowej-co-to-oznaczalo-dla-kse,289234_1_0_0.html [dostęp: 28.02.2016]

Ministerstwo Gospodarki, 2013, Sprawozdanie z wyników monitorowania bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej za okres od dnia 1 stycznia 2011 r. do dnia 31 grudnia 2012 r., http://bip.me.gov.pl/files/upload/26187/PL_MG_DE_sprawozdanie_2011_2012_20130731_SKAN_w_ost_20160713.pdf [dostęp: 28.02.2016]

Najwyższa Izba Kontroli, 2014, Informacja o wynikach kontroli: Funkcjonowanie i bezpieczeństwo elektroenergetycznych sieci przesyłowych, https://www.nik.gov.pl/plik/id,6632,vp,8426.pdf [dostęp: 28.02.2016]

Najwyższa Izba Kontroli, 2015, Informacja o wynikach kontroli: Zapewnienie mocy wytwórczych w elektroenergetyce konwencjonalnej, https://www.nik.gov.pl/plik/id,8459,vp,10547.pdf [dostęp: 28.02.2016]

Urząd Regulacji Energetyki, 2016, Potencjał krajowy OZE w liczbach, Moc zainstalowana (MW), https://www.ure.gov.pl/pl/rynki-energii/energia-elektryczna/odnawialne-zrodla-ener/potencjal-krajowy-oze/5753,Moc-zainstalowana-MW.html [dostęp: 28.02.2016]

Ustawa z dnia 10 kwietnia 1997 r. Prawo energetyczne, Dz.U. 1997 Nr 54 poz. 348

Polskie Sieci Elektroenergetzcyne S.A., 2017, Rekordowe zapotrzebowanie Krajowego Systemu Elektroenergetycznego na moc!, http://www.pse.pl/index.php?dzid=14&did=3250 [dostęp: 28.02.2016]

Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 11 sierpnia 2015 r. w sprawie wprowadzenia ograniczeń w dostarczaniu i poborze energii elektrycznej, Dz.U. 2015 poz 1136

 

Fot.: Pixabay

 

Od śmierci Pawła Chruszcza minęły ponad trzy miesiące. Teraz jednak w tej sprawie, na światło dzienne wychodzą kolejne niejasności dotyczące ostatnich chwil życia radnego z Głogowa. Są wyniki badań toksykologicznych, a dziennikarzom z Dziennika Gazety Prawnej udało dotrzeć się do osoby, która widziała endeckiego działacza prawdopodobnie jako ostatnia ze znajomych, na niewiele czasu przed śmiercią. Tajemniczych kwestii jest jeszcze więcej.

 

Radny z Głogowa był społecznie mocno zaangażowanym działaczem. Interesował się sprawami lokalnych mieszkańców oraz tropił afery dotyczące sporych przekrętów i znacznych sum pieniężnych. Zajmował się między innymi problemem stężenia arsenu w powietrzu nad miastem, sprawą „Zielonego Przedszkola”, w którym oprócz stosowania przemocy miały miejsce też inne podejrzane sytuacje, mogące mieć podłoże korupcyjne, a także śledził niejasne przepływy pieniężne i inwestycje w spółce KGHM. Samorządowiec został znaleziony martwy, powieszony na słupie energetycznym na terenie jeden z gmin nieopodal Głogowa. Było to na kilka dni przed umówionym spotkaniem z byłym wiceszefem CBA Maciejem Wąsikiem. Paweł Chruszcz miał mu przekazać dokumenty dotyczące jednej z badanych przez niego afer, najprawdopodobniej chodziło o sprawę „Zielonego Przedszkola”.

 

Wraz z początkiem sierpnia rodzina zmarłego złożyła wniosek o przeniesienie sprawy z prokuratury legnickiej do poznańskiej. Sporo wątpliwości budzą bowiem powiązania legnickich prokuratorów z władzami miasta Głogowa i tamtejszymi urzędnikami, a także sposób prowadzenia działań przez prokuraturę w Legnicy. Wobec tego wniosku nie była jednak przychylna Prokuratura Krajowa i śledztwo dalej prowadzone jest przez Prokuraturę Okręgową w Legnicy. Teraz najbliżsi Pawła Chruszcza są po raz kolejny zbulwersowani faktem, że o nowych informacjach w sprawie tej tragedii dowiadują się oni z mediów. O sprawie poinformowała portal dziennik.pl.

 

– Po raz kolejny o faktach dotyczących sprawy śmierci brata dowiaduję się z mediów. Nie dostałem informacji ani o wynikach badań krwi, ani o tym, że nie ma zgody na przeniesienie śledztwa do Poznania. Czekamy na uzasadnienie tej decyzji – powiedział dla Dziennika poseł Sylwester Chruszcz (brat tragicznie zmarłego samorządowca).

 

Rodzina i przyjaciele Pawła Chruszcza obawiają się, że prokuratura zmierza do umorzenia śledztwa w tak podejrzanej i dramatycznej sprawie. Wśród kwestii, które ich niepokoją jest m.in. to jak zabezpieczono niedopałki papierosów znajdujące się w miejscu, gdzie znaleziono ciało. Zostały wzięte bowiem do analizy tylko niektóre przypadkowe niedopałki, a nie przebadano ich wszystkich oraz nie sprawdzono na nich obecności DNA różnych osób.

 

Jak podała Gazeta Wrocławska, według ujawnionych ustaleń, wyniki badań toksykologicznych wskazują na brak substancji psychoaktywnych w organizmie zmarłego. Wykryto natomiast obecność promila alkoholu. Zdaniem prokuratury legnickiej wiąże się to z faktem, że znaleziona miała zostać w samochodzie lidera dolnośląskiej Endecji butelka Whiskey, a nagrania z monitoringu miały dowodzić, że zakupił on dzień wcześniej w jednym ze sklepów alkohol.

 

Pojawiają się jednak kolejne pytania i wątpliwości, a jak wskazują bliscy Pawła Chruszcza, nowe ustalenia pogłębiają poziom skomplikowania całej sprawy. Dziennik Gazeta Prawna dotarł nawet do osoby, która jak się okazuje mogła jako ostatnia widzieć radnego przed śmiercią. Co skandaliczne w tej sytuacji, człowiek ten nie został nawet przesłuchany przez prokuraturę.

 

Mowa tu o znajomym Pawła Chruszcza z koła wędkarskiego, który był z nim dzień przed tragedią na łódkach. Co warte przypomnienia, przed rozegraniem się całego dramatu, Chruszcz zapraszał swoich kolegów, aby również w dniu kiedy doszło do tragedii pojechali z nim na łódki, jak również wysyłał mapki z lokalizacją skąd mają go odebrać. Jak się okazało, w tej właśnie okolicy odnaleziono później jego ciało.

 

Dziennik Gazeta Prawna zdołał nawet porozmawiać z tym właśnie kolegą Pawła Chruszcza, który rzeczywiście 30 maja był wraz z nim na łódkach.

 

– Nie wierzę w to samobójstwo do dziś. Paweł był pełen życia i optymizmu. Wszyscy, którzy znali Pawła wiedzą, że nie był samobójcą – wyraził swoją opinię ten właśnie znajomy.

 

Jak zaznacza mężczyzna, dzień przed zaginięciem głogowskiego samorządowca, nic nie wskazywało na zbliżającą się tragedię. Obydwaj panowie umawiali się nawet na kolejny wypad nad wodę.

 

– Wiemy, jak człowiek się zachowuje, gdy coś go gryzie. Ucieka od ludzi, zamyka się w sobie. A Paweł taki nie był. Byliśmy nawet umówieni na następny wypad wędkarski. A tu szok! – Powiedział.

 

Jednak nie tylko kolega z koła wędkarskiego zaliczy się do grona osób, które powinny zostać przesłuchane przez prokuraturę, ale do tego jednak nie doszło.

 

– Nie rozumiem powodów, dla których odmówiono przeniesienia śledztwa do Poznania. Sprawa jest w legnickiej prokuraturze, choć mimo upływu trzech miesięcy nie rozwiano tylu niejasności. Nie przesłuchano wielu osób. W tym tej, z którą Paweł Chruszcz dzień przed śmiercią był na łódce – skomentował taki stan rzeczy Andrzej Radomski, będący przyjacielem zmarłego, a także byłym skarbnikiem powiatu głogowskiego. Również on nie został przesłuchany.

 

Wiele osób od dawna zadaje również pytania dotyczące samej akcji poszukiwawczej prowadzonej po zgłoszeniu przez żonę radnego jego zaginięcia. Została ona bowiem przerwana nocą, a jako oficjalny powód takiej decyzji podano rzekome złe warunki atmosferyczny. Ludzie obserwujący całą sprawę często zwracają jednak uwagę, że w tamtym czasie pogoda nie była zła. Poszukiwania wznowiono rano, jednak ostatecznie ciało zostało znalezione nie przez służby, a kibiców klubu Chrobry Głogów, którego zagorzałym fanem był również sam Paweł Chruszcz.

 

Kolejne pytania rodzi fakt, że w momencie odnalezienia zwłok, zmarły miał założone okulary, które zakładał on jednak głównie do czytania, a na rękach widać było ślady obrażeń. Wątpliwości dotyczą również noża lub nawet dwóch noży, o których mówi się, że zostały znalezione w okolicy słupa, na którym wisiało ciało Pawła Chruszcza. Rany na rękach zmarłego mogły powstać przy użyciu takiego właśnie ostrego narzędzia. Niektórzy tłumaczą, że mogło dojść do próby podcięcia żył za pomocą noża.

 

Kolejną tajemniczą kwestią jest temat samochodu. Najpierw auto miało być bowiem widziane w miejscowości Jerzmanowa. Tam właśnie podjęto początkowo poszukiwania. Później jednak pojazd miał zostać odnaleziony… w innym miejscu, a dokładniej w gminie Pęcław. Tam właśnie znaleziono ciało zaangażowanego społecznie endeka.

 

Przy tak wielu znakach zapytania i tajemnicach, prokuratura stoi na stanowisku, że wciąż prowadzi czynności i stara się wszystkie doniesienia analizować. Oprócz badań toksykologicznych, podjęto też takie kroki jak np. sprawdzenie zapisów monitoringu z trasy, którą prawdopodobnie przemieszczał się przed śmiercią radny.

 

– Czynności te nie dostarczyły dowodów mających tak istotne znaczenie dla śledztwa, że mogłyby przyczynić się „przełomu” – stwierdził prokurator Harasimiuk.

 

Co również niepokojące, pomimo upływu kolejnych miesięcy nadal nie została ustalona konkretna godzina zgonu. Przyczynić się do określenia jej dokładnie mają uzyskane informacje na temat warunków atmosferycznych w dniu, w którym doszło do tragedii.

 

Przesłuchiwani są kolejni w tej sprawie świadkowie. Również były wiceszef CBA Maciej Wąsik, z którym Paweł Chruszcz miał umówione w Sejmie spotkanie został przesłuchany. Fakt jednak, że nie przesłuchano jeszcze m.in. osoby, która mogła widzieć zmarłego jako ostatnia ze znajomych, budzi poważne wątpliwości co do działań prokuratury w tak poważnej sprawie.

 

 

Źródło: Gazeta Wrocławska ; Dziennik Gazeta Prawna ; dziennik.pl

 

 

Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych to organizacja skupiająca kombatantów walczących niegdyś z totalitarną władzą o wolną Polskę oraz spadkobierców i kontynuatorów tradycji narodowego podziemia, dlatego też struktury związku łączą kilka pokoleń.

 

Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych podejmuje różnorakie działania i inicjatywy mające na celu utrzymywać tradycje oraz pamięć o dokonaniach żołnierzy narodowego podziemia. Organizacja działa od 25 marca 1990 roku. W strukturach związku zrzeszeni są oprócz kombatantów Narodowych Sił Zbrojnych, także m.in. dawni żołnierze Narodowej Organizacji Wojskowej, Związku Jaszczurczego, a także Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. W funkcjonowanie struktur związku włącza się także wielu młodych ludzi zafascynowanych życiem i walką narodowego podziemia.

 

W działania Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych od lat angażuje się też poseł Sylwester Chruszcz, będący prezesem stowarzyszenia Endecja. Uczestniczył on m.in. w pracach, których owocem było wpisanie NSZ, podziemia narodowego, a także historii obozu narodowego do podstawy programowej nauczania historii w szkołach publicznych. Poseł Chruszcz był też zaangażowany w doprowadzenie do uchwalenia przez aklamację przez Sejm RP uchwały stwierdzającej w imieniu całego narodu polskiego, że Narodowe Siły Zbrojne dobrze zasłużyły się Ojczyźnie.

 

W dniu wczorajszym odbyło się Walne Zebranie Członków Okręgu Szczecin ZŻNSZ, w którym udział brał m.in. prezes zarządu głównego ZŻNSZ Karol Wołek. Przy tej okazji, lider Endecji poseł Sylwester Chruszcz został wyróżniony przez Prezydium Zarządu Głównego związku medalem pamiątkowym z okazji 75-lecia Narodowych Sił Zbrojnych. Było to wyróżnienie za dotychczasową działalność.

 

 

Dobrze, że zarówno dojrzali, jak i młodzi ludzie w naszym kraju włączają się w działania mające utrzymywać pamięć, jak również tradycje narodowego podziemia. Tym bardziej cieszy ten fakt, kiedy widzimy także w sejmie osoby, którym ideały te nie są obojętne. Gratulujemy!

 

 

Źródło: Facebook ; Wikipedia

W każdym społeczeństwie naturalnie występują, jesli chodzi o zaangażowanie w działalność społeczną czy polityczną, upraszczając, dwie grupy ludzi. Oczywiście są to: zaangażowani oraz niezaangażowani. Część ludzi, czy to ze względu na odpowiednie cechy swego charakteru, czy ze względu na poczucie misji, czy wreszcie czasem ze względu na własne korzyści angażuje się w różnorakie projekty polityczne, organizacje społeczne, ruchy, stowarzyszenia i tak dalej. Jednak chyba w każdym, w tym na pewno w polskim, społeczeństwie ludzie ci stanowią mniejszość. Ba, może maksymalnie kilka procent ogółu. Większość stanowią (i absolutnie nie stawiam tego jako jakiś zarzut) ludzie, którzy po prostu nie czują potrzeby takiego zaangażowania. Ich udział w polityce ogranicza się do oddania raz na kilka lat głosu na wybraną partię czy kandydata oraz, ewentualnie, do wzięcia raz na kilka miesięcy udziału w jakimś marszu czy demonstracji. Obszar zainteresowań takich osób omija zazwyczaj politykę, a jeśli już, to tylko delikatnie o nią zahacza.

 

Jednak – jak się już rzekło – to ci ludzie (choć też niestety nie wszyscy) raz na kilka lat wybierają swoją reprezentację, która w ich imieniu sprawuje w kraju władzę. I tu nasuwa się główne pytanie: co my, jako endecy, czy szerzej, ludzie o poglądach prawicowych i patriotycznych, powinniśmy robić, by te wybory były słuszne. By rządzący dbali o interesy państwa oraz, przede wszystkim, czuli na sobie baczny wzrok świadomego społeczeństwa.

 

Tytułowe pytanie brzmi: racjonalna argumentacja czy marketingowe sztuczki? Od razu pragnę zaznaczyć, że nie wprowadzam tym pytaniem tezy, że jedno całkowicie wyklucza drugie. Chodzi mi bardziej o pewne podejście, które powinniśmy przyjąć, mając do wyboru dwie skrajne koncepcje, które poniżej opiszę.

 

W pierwszej przyjmujemy, że społeczeństwo jest zbiorem racjonalnie rozumujących i patrzących „chłodnym okiem” obywateli. Przy takim założeniu problemem jest tylko niedoinformowanie społeczeństwa. Jeśli jasno wyartykułujemy nasze postulaty i poglądy oraz sensownie je wyjaśnimy, to każdy człowiek dobrej woli w mig uświadomi sobie, że tak naprawdę jest endekiem, prawicowcem czy patriotą.

 

W drugiej zakładamy, że przede wszystkim powinniśmy oddziaływać na emocje, gdyż to one w najwiekszej mierze decydują o wyborach niezaangażowanej politycznie większości społeczeństwa. Taką taktykę, z oczywistych względów, przyjęła lewica. I trzeba przyznać, że całkiem skutecznie im to wyszło, zwłaszcza w zachodniej Europie. „Lewicowa wrażliwość” stała się bardzo wyraźna w filmie, muzyce, promowanym stylu życia. Lewicowe hasła, choć często kompletnie bezsensowne, niosą duży ładunek emocjonalny, który jak się okazuje, dobrze „się sprzedaje”.

 

A więc jaki z tego wszystkiego powinniśmy wyciągnąć wniosek? Jaką taktykę zastosować? Co robić? Te pytania pozostawiam otwartymi, jednak pewne jest to, że z jednej strony jako endecy czy prawicowcy nie możemy odejść od racjonalnej argumentacji jako fundamentu szerzenia naszego światopoglądu, z drugiej zaś jeśli całkiem zapomnimy o tym jak działa marketing, że poglądy, tak samo jak towary na rynku, też czasem trzeba „umieć sprzedać”, to nasza praca nad budowaniem społeczeństwa świadomego i, co ważniejsze, troszczącego się o losy swego państwa, najpewniej nie przyniesie odczuwalnych rezultatów.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: Pixabay