W ostatnich dniach odbył się w Warszawie szczyt bliskowschodni. Niestety przy jego okazji, padło kilka wypowiedzi, które dla Polaków świadomych swojej historii i godności mogą być śmiało uznane za zwyczajnie skandaliczne. Do tej sprawy postanowił odnieść się poseł Sylwester Chruszcz odpowiadając wysokim urzędnikom Izraela oraz Stanów Zjednoczonych, którzy również dopuścili się niefortunnych sformułowań zabierając publicznie głos.

 

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo stwierdził, że Polska nie robi postępów w sprawie restytucji mienia ofiar Holokaustu. Premier Izraela Benjamin Netanjahu wywołał natomiast duże kontrowersje przez wypowiedź o rzekomej kolaboracji Polaków z niemieckimi nazistami. Obydwaj ci politycy po raz kolejny postawili Polaków w negatywnym świetle, choć w dziejach byliśmy jednymi z największych ofiar podczas II wojny światowej.

 

Mikeowi Pompeo oraz Benjaminowi Netanjahu odpowiedział poseł Sylwester Chruszcz będący prezesem stowarzyszenia Endecja. Lider Narodowej Demokracji odniósł się do tych skandalicznych wypowiedzi przypominając sekretarzowi stanu USA o tym, że kwestie o które on się upomina są już rozwiązane, a premierowi Izraela zwrócił uwagę o co ten rzeczywiście powinien się martwić.

 

Zobaczcie sami!

 

 

 

Źródło: Facebook/Sylwester Chruszcz

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

Do skandalicznej sytuacji i słów, które później padły ze strony jednego z polityków totalnej opozycji doszło w Szczecinie. Wiele kontrowersji wywołała tam bowiem kwestia wyboru patrona ronda na prawobrzeżu. 

 

Wybór był pomiędzy dwiema postaciami. Pierwszą, o której nadanie imienia zabiegały środowiska prawicowe i patriotyczne był kapitan Lech Karol Neyman, żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych, który jest określony autorem odtworzenia granicy na Nysie Łużyckiej. Został on zamordowany przez komunistów w 1948 roku. Jego ciało odkryto dopiero w 2018 roku na „Łączce”, gdzie został pochowany bez honorów na jakie zasługiwał i anonimowo jak wielu innych zasłużonych dla naszej Ojczyzny bohaterów.

 

Druga kandydatura to Maria Baranowska-Dohrn. Była ona tłumaczką polskiego pochodzenia, która po poślubieniu Niemca zamieszkała na prawobrzeżu. Jej historia przypada na XIX wiek. Radni „Koalicji Obywatelskiej” oraz „Bezpartyjnych Samorządowców” przegłosowali właśnie tą propozycję, odrzucając tym samym możliwość uhonorowania w Szczecinie kapitana NSZ Lecha Karola Neymana.

 

Najbardziej bulwersująca w tym wszystkim okazała się być jednak wypowiedź jednego z radnych „Koalicji Obywatelskiej”. Marcin Biskupski (PO) bronił tej decyzji na szczecińskiej Radzie Miasta stwierdzając podczas dyskusji, iż „honorujemy Niemców, bo Szczecin ma dłuższą historię jako państwo niemieckie niż jako polskie„. Wielu ludzi wywodzących się ze środowisk patriotyczno-narodowych uznało takie stawianie sprawy za szczególnie skandaliczne. Jak można bowiem pełnić funkcję radnego, mającego dbać o dobro Polaków w Szczecinie, kiedy tak określa się swoje priorytety.

 

Z odsieczą dla radnego Platformy Obywatelskiej ruszyła m.in. „Gazeta Wyborcza”, która w swoim artykule oskarża zwolenników prawicy o hejt wobec Marcin Biskupskiego, z powodu wyboru na patronkę ronda tłumaczki Marii Baranowskiej-Dohrn. Nie poświęcono jednak na łamach GW zbyt wiele miejsca na opisanie odrzucenia jakiej kandydatury bronił w ten sposób radny „Koalicji Obywatelskiej”.

 

Zareagować na zaistniałą sytuację postanowił prezes stowarzyszenia „Endecja”, od lat zaangażowany w środowiska polskich narodowców i mocno związany ze Szczecinem poseł Sylwester Chruszcz. W internecie w ostatnich dniach pojawiło się nagranie, w którym lider Narodowej Demokracji dobitnie odpowiada na tezy radnego Biskupskiego.

 

 

Sprawę zrelacjonował oraz omówił też szczeciński radny wybrany z list Prawa i Sprawiedliwości Dariusz Matecki, znany również ze swojej działalności w prowadzonym przez siebie prawicowym kanale na YouTube.

 

 

Źródło: Radioszczecin.pl ; YouTube/PrawicowyInternet ; Facebook/@endecja

Fot.: YouTube/Marcin Biskupski

 

MB

 

W niniejszym artykule, chcę przedstawić koncepcję racjonalnego, opartego na przesłankach naukowych wyznaczania granic miast i wsi. Takiego ich ustalania, by były one zgodne z, nazwijmy to, urbanistyczną rzeczywistością.

 

Zacząć muszę od tego, że obecne zasady ustalania granic miejscowości opierają się na pewnym błędnym, moim zdaniem, założeniu, iż każdy skrawek powierzchni państwa musi być przypisany administracyjnie do jakiejś konkretnej miejscowości – miasta lub wsi. Prowadzi to do takich absurdów jak na przykład fakt, iż najwyższym punktem Zakopanego jest Świnica – szczyt na granicy ze Słowacją, o wysokości 2301 m n.p.m. Każdy, kto był na Świnicy wie, jaki to absurd. Ze Świnicy do faktycznego Zakopanego daleka droga. Tak więc pierwszym punktem nowej koncepcji zasad delimitacji miejscowości jest rezygnacja z założenia, iż każdy fragment lądu musi być przypisany pod konkretną miejscowość.

 

No dobrze – może ktoś powiedzieć – ale przecież to tylko granice administracyjne. Wiadomo, że granice stref zabudowy, stref zurbanizowanych są inne. No właśnie tak, i dlatego – po co sobie utrudniać życie, sztucznie rozdzielając te dwie rzeczy? Jeśli wprowadzimy granice administracyjne, powiedzmy, mniej więcej zgodne z rzeczywistymi granicami obszarów zurbanizowanych (miasta) lub terenów o zabudowie wiejskiej (wsie), uzyskamy ważne korzyści. Pierwszą, choć może najmniej niektórych przekonującą, jest po prostu życie w prawdzie. Odtąd statystyki, badania pokazujące liczebność i powierzchnię miast i wsi będą faktycznym odzwierciedleniem rzeczywistości. Jaki odsetek ludności kraju prowadzi miejski tryb życia, jak wyglądają trendy jeśli chodzi o migracje na linii miasto-wieś itd. Drugą, ale o tym szerzej nieco później, jest możliwość bardziej skutecznej ochrony środowiska naturalnego.

 

W związku z rezygnacją z zasady, że każdy fragment lądu musi być przypisany pod konkretną miejscowość, należy wprowadzić na poziomie administracyjnym podział na tereny zamieszkane (ekumena) i niezamieszkane (anekumena), względnie można jeszcze wprowadzić kategorię subekumeny, jako rejonu o bardzo niskim zasiedleniu lub intensywnie użytkowanego, ale nie zamieszkanego przez ludzi. W najprostszej koncepcji zarówno ekumeny (czyli miejscowości), jak i anekumeny byłyby zarządzane na poziomie gminy (tutaj oczywiście można dyskutować – celowo nie rozstrzygam tego tematu). Przykładowo: Obecnie małopolska gmina Trzebinia składa się z następujących jednostek:
– miasto Trzebinia
– Bolęcin
– Czyżówka
– Dulowa
– Karniowce
– Lgota
– Młoszowa
– Myślachowice
– Piła Kościelecka
– Płoki
– Psary.
Po proponowanej zmianie składałaby się z dokładnie tych samych jednostek plus, nazwijmy to roboczo, „anekumeny gminy Trzebinia”, zarządzanej przez władze gminy. Anekumena byłaby stworzona poprzez wykrojenie z terenu obecnych sołectw i miasta Trzebinia terenów de facto niezamieszkanych.

 

Kolejnym nasuwającym się tu pytaniem jest: jak więc wyznaczyć te granice? Okazuje się, że odpowiedź stworzyło już państwowe norweskie biuro statystyk Statistisk sentralbyrå. Owa definicja brzmi następująco: zwarty teren zabudowany jest to obszar, gdzie odległości miedzy budynkami wynoszą do 50 m, nie licząc odległości tworzonych przez obiekty infrastruktury miejskiej, takie jak parki czy tereny przemysłowe, a także rzeki; skupiska budynków oddalone do 400 m od zwartego terenu zabudowanego również są wliczane w teren danego obszaru zabudowanego. Ja osobiście dodałbym jeszcze adnotację, że teren do 200 m od granic zabudowy trakuje się jako teren danej miejscowości. W przypadku gdy tereny zabudowy dwóch miejscowości do siebie przylegają (jak np. w rzeczonej gminie Trzebinia miasto Trzebinia i wieś Młoszowa) jest kwestią decyzji lokalnych władz, najlepiej po odpowiednich konsultacjach społecznych lub referendum, czy miejscowości te administracyjnie łączyć, czy nie.

 

Teraz wrócę do kwestii ochrony środowiska. Otóż tereny anekumeny z automatu zostałyby objęte jakąś (nie chcę tu precyzować jak ścisłą) formą ochrony przyrody czy ochrony krajobrazu. Pozwoliłoby to ukrócić możliwość łatwego stawiania budynków na terenach naturalnych. Odpowiednie prawo powinno zachęcać do budowania na terenach przyległych do istniejących już terenów zabudowanych, a zniechęcać, czy wręcz uniemożliwiać, jeśli nie ma ku temu obiektywnych, poważnych powodów, stawianie budynków na terenach dotąd, mniej lub bardziej, dziewiczych. Dzięki temu łatwiej byłoby chronić tereny naturalne przed destrukcyjną ekspansją ludzkiej zabudowy.

 

Teraz przejdźmy do praktyki w wyznaczaniu granic miejscowości. Za przykład wezmę Kraków – miasto w którym mieszkam, więc znam dość dobrze jego fizjonomię.

 

Obecne granice administracyjne Krakowa przedstawiają się w poniższy sposób:

 

Widać, że administracyjne granice miasta nie są (choć i tak w przypadku Krakowa nie jest w tej kwestii najgorzej) spójne z faktycznym obszarem zurbanizowanym. Poniżej przedstawię więc jak powinny, w przybliżeniu, wyglądać prawidłowo poprowadzone granice Krakowa:

 

Powyższa grafika została stworzona „na szybko”. Nie pokazuje ona dokładnie rzeczywistych granic Krakowa, jednak ukazuje ideę, według której powinny być wyznaczane granice miast. Jak widać, nie tylko odcięta została od miasta pewna część terenów zielonych, ale dołączona do Krakowa została np. Wieliczka – miasto, które de facto przestało być już samodzielnym bytem miejskim i stanowi dzielnicę Krakowa, oraz Balice, które przylegając do Krakowa, dzięki lotnisku de facto uzyskały charakter miejski.

 

Dużo gorzej ta sytuacja wygląda w przypadku na przykład Zielonej Góry, gdzie administracyjne granice miasta są kilkukrotnie szersze niż faktyczny teren zurbanizowany. Podobnie w wielu innych miastach i wsiach. Istnieją też na świecie sytuacje odwrotne. Paryż chociażby od wielu lat sztucznie jest utrzymywany w granicach administracyjnych o wiele węższych niż jego faktyczny rozmiar.

 

Chciałbym się teraz zająć tematem problemów i komplikacji, jakie mogą wyniknąć z wprowadzenia opisywanego rozwiązania. Nie będę skupiał się na samym problemie organizacyjnym wyznaczenia i dostosowania nowych granic administracyjnych do faktycznego charakteru terenów. Wiadomo – w pierwszej chwili byłoby pewne zamieszanie, ale niemal co roku modyfikowane są w Polsce granice różnych miejscowości i jakoś nie powoduje to katastrofy.

 

Kolejną rzeczą, która może wzbudzać wątpliwości, jest kwestia możliwego zablokowania rozwoju miast na skutek zbyt radykalnego ograniczenia ich powierzchni. Na ten zarzut mam kilka odpowiedzi.

 

Po pierwsze wokół miast można by, na podstawie stosownego prawa, tworzyć specjalne strefy rozwojowe, gdzie w zrównoważony, racjonalny sposób trwałaby budowa ważnej na przykład z ekonomicznego punktu widzenia infrastruktury, która z istotnych powodów nie mogłaby być postawiona w dotychczasowych granicach miasta. Następnie granice miasta byłyby poszerzane, na przykład z dniem 1. stycznia kolejnego roku, o „dobudowane” tereny. Jako osoba pochodząca z Rzeszowa, którego władze w ostatnich latach często przeprowadzały poszerzenia granic miasta, wiem że nie jest to zadanie ekstremalnie trudne.

 

Po drugie duże miasta mogłyby tworzyć wespół z otaczającymi je wsiami i miastami satelickimi specjalne związki aglomeracyjne, sprzyjające, na podstawie stosownych uchwał czy rozporządzeń, komunikacji i wspólnemu rozwojowi.

 

Po trzecie: przykład z życia. Paryż, który pomimo bezsensownego zduszenia w bardzo wąskich granicach administracyjnych, rozwinął się niesamowicie – weźmy choćby przykład podparyskiej, a de facto paryskiej, dzielnicy La Défense.

 

Podsumowując, za niezbędną uważam zmianę podejścia do kwestii delimitacji miejscowości – rezygnację z założenia, że nie może być terenów nieobjętych granicami jakiegoś miasta lub wsi. W kwestii konkretnych na tym polu rozwiązań daleki jestem od stanowczego wypowiadania się, natomiast jestem przekonany, że zmiana granic miast i wsi w myśl idei, którą przedstawiłem, przyniosła by wiele korzyści. Z pewnością z początku nastąpiło by pewne zamieszanie – gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Jednak ostatecznie doprowadzilibyśmy do sytuacji, w której po pierwsze zwyczajnie granice administracyjne pokryłyby się, przynajmniej w przybliżeniu, z rzeczywistymi granicami miast i wsi, a po drugie sprawniejsza stałaby się ochrona terenów naturalnych przed szkodliwą ekspansją zabudowy. Powstałe „administracyjne anekumeny” stanowiłyby najprostszą, najbardziej podstawową i najpowszechniejszą formę ochrony przyrody.

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

[Uwaga]:

Źródłem grafik przedstawiających zdjęcia satelitarne miasta Krakowa jest serwis Google Maps.

Druga grafika jest zmodyfikowaną przez autora artykułu wersją obrazu pochodzącego z serwisu Google Maps.

 

Fot.: Wikimedia Commons ; Google Maps

Dziś 80. rocznica śmierci Romana Dmowskiego, wielkiego męża stanu określanego „Architektem Niepodległej Polski” oraz najważniejszego ideologa polskich narodowców. Spadkobiercy jego idei ze stowarzyszenia „Endecja” bardzo poważnie podeszli do złożenia hołdu temu wielkiemu Polakowi.

 

Na wniosek Endecji Warszawski Garnizon Wojska Polskiego wystawił przy grobie tego szczególnego dyplomaty oraz ideologa wartę honorową. Udało się to osiągnąć dzięki zaangażowaniu i podjętym działaniom przez posła Sylwestra Chruszcza, pełniącego funkcję prezesa stowarzyszenia Endecja. Taka forma oddania czci pamięci zasłużonemu dla naszej niepodległości politykowi, jest z pewnością ważną inicjatywą w ramach realizowania w sposób godny polityki historycznej.

 

 

To jednak nie wszystko co w ramach upamiętnienia przywódcy Obozu Wielkiej Polski zrealizowali endecy. W dniu dzisiejszym odwiedzili Cmentarz Bródnowski i złożyli wieniec na grobie Romana Dmowskiego w imieniu Narodowej Demokracji poseł Sylwester Chruszcz oraz mecenas Łukasz Moczydłowski z zarządu głównego stowarzyszenia Endecja.

 

Ponad to, kwiaty na grobie współtwórcy Niepodległej Polski złożyć postanowiła również młodsza część struktur stowarzyszenia, działająca jako „Młoda Endecja”. Dobrze, że zarówno osoby udzielające się w środowisku narodowym już od kilkudziesięciu lat oraz młodzi patrioci aktywnie uczestniczący w działaniach Endecji, nie zapominają o tych, którzy swoimi dokonaniami odzyskali dla nas wolność.

 

Zarówno prezes Endecji poseł Sylwester Chruszcz, jak i lider Młodej Endecji Michał Barnaś, wraz z pozostałymi członkami władz stowarzyszenia zachęcają kolejne osoby kochające Polskę i chcące racjonalnego realizowania jej interesów do włączenia się w działania Narodowej Demokracji.

 

 

 

Pamięć Romana Dmowskiego uczcił również prezydent Andrzej Duda. O tym pisaliśmy tutaj:

80. rocznica śmierci Romana Dmowskiego. Prezydent uczcił pamięć wielkiego Polaka [FOTO]

 

Źródło: Facebook/Sylwester Chruszcz ; Facebook/@MlodaEndecja ; Facebook/@endecja

 

MB

 

 

W dniu dzisiejszym mija 80 lat od śmierci Romana Dmowskiego. Był on wielkim mężem stanu, przywódcą obozu narodowego, znakomitym dyplomatą, politykiem, wychowawcą polskich narodowców oraz jedną z tych osób, które odegrały szczególną rolę przy odzyskiwaniu dla Polski niepodległości.

 

Ideolog polskiej myśli narodowej urodził się 9 sierpnia 1864 r. w miejscowości Kamionek nieopodal Warszawy. Skupiał wokół siebie przedstawicieli Narodowej Demokracji, a także Stronnictwa Polityki Realnej. Po wybuchu I wojny światowej, Roman Dmowski wszedł do Warszawskiego Komitetu Narodowego Polskiego, który utworzony został 25 listopada 1914 roku.

 

Dnia 15 sierpnia 1917 r. stanął on na czele zawiązanego w Lozannie Komitetu Narodowego Polskiego, który tworzyli w głównej mierze politycy endeccy. W 1919 r. natomiast, Roman Dmowski wspólnie z Ignacym Paderewskim reprezentowali stronę polską na konferencji pokojowej w Paryżu. 28 czerwca 1919 r., podpisali oni w imieniu Polski Traktat Wersalski. Dmowski zasłynął swoimi umiejętnościami dyplomatycznymi oraz znajomością języków, kiedy objaśniał dlaczego sprawa polska jest tak ważna.

 

Roman Dmowski pełnił mandat posła na Sejm w latach 1919-1922. W 1920 r. wszedł w skład Rady Obrony Państwa podczas wojny polsko-bolszewickiej. Pełnił on również obowiązki ministra spraw zagranicznych w rządzie Wincentego Witosa, a stało się to w 1923 roku.

 

Po przeprowadzonym przez marszałka Józefa Piłsudskiego zamachu majowym, Roman Dmowski zorganizował Obóz Wielkiej Polski, będący strukturą pozaparlamentarną, ale opozycyjną wobec ówczesnych władz rządowych. Był on autorem jej deklaracji ideowej, w której napisał m.in. o konieczności kształtowania dyscypliny społecznej oraz obyczajowej, solidarności narodowej, a także potrzebie utrzymania ścisłego związku pomiędzy państwem, a Kościołem, jako wychowawcą moralnym narodu. Już na początku lat 30-tych Obóz Wielkiej Polski można było określić mianem organizacji masowej. Została ona jednak rozwiązana decyzją rządzących w 1933 roku.

 

Przywódca polskich narodowców zmarł 2 stycznia 1939 roku w Drozdowie koło Łomży. W uroczystościach pogrzebowych tego wielkiego polityka i ideologa udział wziąć mogło nawet około stu tysięcy ludzi.

 

Dziś hołd Romanowi Dmowskiemu składa wiele Polek i Polaków. Dokonują tego nie tylko spadkobiercy jego idei, jak przedstawiciele stowarzyszenia „Endecja”, którzy zadbali o wojskową wartę przy grobie, ale również prezydent Andrzej Duda.

 

– W związku z przypadającą dziś 80. rocznicą śmierci Romana Dmowskiego, jednego z Ojców naszej niepodległości, na jego grobie zostały złożone kwiaty w imieniu Prezydenta RP – przekazano za pośrednictwem strony internetowej prezydenta.

 

 

Źródło: Twitter/@prezydentpl ; polskieradio.pl

 

 

W obecnych czasach, wiele lewicowych środowisk, które same nie gardzą agresją, a nawet nawołują do obalania rządu czy fizycznego przeciwstawiania się przedstawicielom szeroko rozumianej prawicy, niejednokrotnie próbują przedstawiać polskich narodowców jako chuliganów i faszystów. Młoda Endecja po raz kolejny udowodniła, że nie jest to prawda!

 

Dziewczyny i chłopaki z różnych części Polski działający w strukturach młodzieżowej części Stowarzyszenia Endecja, poświęcają sporo swego wolnego czasu na poszerzanie wiedzy, wzajemną wymianą poglądów oraz informacji z zakresu różnych dziedzin, organizowaniem szkoleń czy też pisaniem publicystyki i zabieraniem głosu w mediach. Są to osoby, które przekładając patriotyzm na realne działania zachowując pragmatyzm. Chęć „wykuwania” kolejnych elit dla Polski oraz podejmowanie się spraw ważnych dla lokalnych społeczności to niektóre, ale ważne priorytety w działaniach młodych endeków.

 

Przy okazji Świąt Bożego Narodzenia, postanowili oni jednak na przygotowanym filmiku pokazać nagrane przez nich życzenia. Nie ukrywają oni, że materiał realizowany był ze sporą dozą spontaniczności, ale przy tym chcieli być po prostu szczerzy. Bez wzniosłych sformułowań, ale z uśmiechem przekazali miłe słowa do Polek i Polaków.

 

Tym razem polityka zeszła na dalszy plan, a pojawiły się życzenia wytrwałości oraz sił do rozwijania siebie.

 

Zachęcamy do wysłuchania oraz obejrzenia tego krótkiego, ale z pewnością będącego miłym gestem wobec innych, filmiku Młodej Endecji.

 

 

MB

Nie ukrywam, że partia założona przez Ryszarda Petru, a obecnie kierowana przez Katarzynę Lubnauer nigdy nie budziła mojej sympatii. Jednak jej obecny rozkład jest dla mnie wspaniałą wiadomością nie tylko z tego powodu. Oznacza on bowiem fiasko pewnej koncepcji, jaka zrodziła się w 2015 roku w środowiskach bliskich, umownie mówiąc, „michnikowszczyznie”.

 

Gdy bowiem w 2015 roku Platforma Obywatelska traciła poparcie i widmo porażki z Prawem i Sprawiedliwością w jesiennych wyborach coraz silniej zaglądało w oczy działaczom partii Ewy Kopacz, w środowiskach im sojuszniczych pojawił się następujący koncept. Otóż należało stworzyć nową partię, oficjalnie niezależną od Platformy Obywatelskiej, ale o podobnym programie, która przyciągnie uciekający elektorat wizją lepszej jakości rządzenia. Stwierdzono, poniekąd słusznie, że osoby, które przestały popierać dotychczasową władzę nie tyle zapałały miłością do partii Jarosława Kaczyńskiego, co po prostu straciły zaufanie do włodarzy Platformy. Nowoczesna miała więc przechwycić ten odpływający elektorat i zmobilizować ludzi, którzy odwracali się od PO na skutek jej demoralizacji, do pójścia raz jeszcze na wybory i zagłosowania przeciwko PiS. Na ile ten pomysł wypalił w 2015 roku – nie wiem. Możliwe, że nawet w jakimś stopniu odniósł sukces. Niestety (a właściwie na szczęście) to, co potem wyrabiali politycy Nowoczesnej, z jej charyzmatycznym inaczej liderem, szybko zniweczyło szanse tej partii na powtórzenie choćby względnie dobrego wyniku wyborczego.

 

Obecnie Nowoczesna jest w rozsypce. Sondaże wskazują, że startując samodzielnie, nie miałaby szans na wejście do Sejmu. Jej posłowie dezerterują do PO, która na powrót staje się niekwestionowanym liderem liberalno-lewicowego anty-PiSu. Wszystko wskazuje na to, że na żaden sukces nie może liczyć również najnowsza partia byłego lidera Nowoczesnej – Teraz!

 

Ta sytuacja budzi moją nadzieję, że wyborcy ugrupowań, które weszły ostatnio w skład Koalicji Obywatelskiej, zrozumieli, że wszelkie nowe partie, próbujące udawać lepszą PO, są w istocie wydmuszkami, stworzonymi tylko po to, by przechwycić uciekający elektorat tego ugrupowania. Jest to sytuacja bardzo pozytywna, dlatego, że dowodzi słynnego twierdzenia Abrahama Lincolna, że „można oszukiwać wszystkich ludzi przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas”. A więc wszelkie wpadki, kompromitacje i grzeszki Platformy idą, mam nadzieję, już na konto całej „totalnej opozycji”. I żadne utworzenie nowej partii nie zwiększy już sumarycznego poparcia dla faworytów redakcji z ulicy Czerskiej.

Liczę, że zmiana ta jest trwała, i żadne „polityczne projekty”, jakie być może zostaną przez „totalnych” odpalone przed przyszłorocznymi wyborami nie przyciągną im zauważalnej ilości nowych wyborców. A ponadto mam nadzieję, że żadne potencjalne nowe partie lewicowo-liberalne, czy to Roberta Biedronia, czy to Władysława Frasyniuka, nie odbiorą Platformie Obywatelskiej palmy pierwszeństwa w szeregach „totalnej opozycji”. Lepszy bowiem wróg znany, niż nieznany.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: Wikimedia Commons

 

Konkurs wiedzy patriotycznej o Romanie Dmowskim odbywa się już po raz siódmy. Organizatorzy ogłosili temat, termin i nagrody tegorocznej edycji. Co ciekawe, zmieniła się jego formuła i swoim zasięgiem obejmuje teraz całą Polskę. Zobacz kto i jak może wziąć w nim udział.

 

„Suwerenność to wolność samodecydowania”- oto temat przewodni tegorocznej edycji. Białostocka Fundacja Obowiązek Polski we współpracy z Civitas Christiana i Młodzieżą Wszechpolską już od siedmiu lat organizuje konkurs wiedzy patriotycznej o Romanie Dmowskim, który – jak czytamy na jego wydarzeniu na portalu społecznościowym – „ma promować patriotyzm wśród młodzieży, popularyzować historię Polski, a w szczególności przypominać o wielkim dorobku intelektualnym jednego z najwybitniejszych polskich mężów stanu – Romana Dmowskiego.”. Zbiorowa świadomość społeczna o zasługach dla niepodległości Polski ojca Idei Narodowej jest wciąż niedostateczna, dlatego konkurs i rozwój jego formuły jest szczególnie ważny. Nieprzypadkowo jego odbiorcy to młodzież w wieku szkolnym, która rywalizując o atrakcyjne nagrody, poszerza swoją wiedzę na temat Dmowskiego i jego wciąż aktualnej myśli.

 

Jak wspomniano powyżej, konkurs jest skierowany do uczniów szkół średnich i podstawowych. Polega na napisaniu eseju na wskazany temat na podstawie dzieł Dmowskiego i własnych przemyśleń. To zdaniem organizatorów ma poszerzać horyzonty intelektualne młodzieży oraz promować wiedzę i postawy patriotyczne. Dotychczasowe prace potwierdzają, że mimo młodego wieku, uczestnicy potrafią napisać eseje na wysokim poziomie. Konkurs zostanie rozstrzygnięty na uroczystej gali, zaś termin nadsyłania wypracowań mija 10 grudnia. Tegoroczne nagrody to m. in. laptopy, tablety i literatura. Wydarzenie można śledzić tutaj: Ogólnopolski konkurs wiedzy patriotycznej o Romanie Dmowskim.

 

W tym roku konkurs nawiązuje do setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Roman Dmowski w swoich działach dogłębnie opisywał przyczyny upadku Rzeczypospolitej u krańca XVIII wieku oraz późniejsze zmagania Polaków o wywalczenie z powrotem suwerennej ojczyzny. Po 1918 roku Dmowski wciąż aktywnie uczestniczył w życiu społeczno-politycznym, a nawet zajmował ważne stanowiska publiczne, jak urząd ministra spraw zagranicznych w rządzie Władysława Grabskiego. Po niesławnym Zamachu Majowym poświęcił się oddolnej pracy i budowania obozu narodowego. Miał kluczowy udział przy powoływaniu m. in. Stronnictwa Narodowego czy Młodzieży Wszechpolskiej – wiodących organizacji II RP. Konkurs wpisuje się w styl działania Romana Dmowskiego, który podkreślał wagę wychowania ideowego młodzieży. Patronat nad wydarzeniem objęli: JE Abp ks. Tadeusz Wojda Metropolita Białostocki, Podlaski Kurator Oświaty, Instytut Pamięci Narodowej oraz Wojewoda Podlaski.

 

Bartosz Sokołowski

 

Przy okazji ostatniego Marszu Niepodległości, odbywającego się w stulecie odzyskania przez Polskę, po 123 latach niewoli, wolności, pojawiły się gdzieniegdzie głosy, że powinien być to „marsz wszystkich Polaków”. Śmiem jednakowoż twierdzić, że Marsz Niepodległości nigdy nie był i nie będzie dla wszystkich. I bardzo dobrze!

 

Już sama nazwa wskazuje, że ów marsz, jest formą uczczenia niezależności naszego państwa. Jest sposobem zarówno na pokazanie dumy z naszych przodków, którzy o nią walczyli, radości z tego, że żyjemy w niepodległym narodowym państwie, oraz troski o tejże niepodległości zachowanie. 

 

A więc, wręcz z definicji, na Marsz nie powinni czuć się zaproszeni zwolennicy Unii Europejskiej w formie federacji państw o bardzo okrojonej suwerenności. Czyli, krócej mówiąc, tzw. „federaści”. Zwłaszcza ci biegający na skargi na własny kraj do różnych zagranicznych instytucji. Nie wspominam już nawet o bardziej „odjechanych” ruchach, chcących politycznej unifikacji świata czy uzależnienia na przykład od Rosji.

 

Jednak troska o niepodległość naszej Ojczyzny, to także, siłą rzeczy, dążenie do tego, by działo się w niej jak najlepiej. Na Marsz Niepodległości nie powinni się więc czuć zaproszeni zwolennicy gospodarczej czy medialnej zależności od innych państw, na przykład Niemiec. A tym bardziej osoby za taką zależność odpowiedzialne, zwłaszcza politycy, którzy w tej materii podejmowali niekorzystne dla Polski decyzje.

 

Wreszcie na Marszu Niepodległości nie ma miejsca na promocję ideologii szkodliwych dla naszej (prawdziwej) europejskiej cywilizacji. Nie ma miejsca na promowanie się środowisk LGBT, nie ma miejsca na szerzenie tzw. ideologii gender i agresywnego feminizmu, nie ma miejsca na antyklerykalną propagandę, wreszcie nie ma miejsca na otwarte popieranie legalności aborcji. Nie wspominając już o zakazanych prawnie ideologiach: nazizmie i komunizmie.

 

No i oczywiście nie ma na Marszu Niepodległości miejsca dla prowokatorów. Ludzi, którzy przychodzą nań tylko po to, by skompromitować to piękne wydarzenie. Czy to poprzez spowodowanie burdy, czy poprzez prezentację niestosownych, na przykład rasistowskich, haseł. Osoby takie powinny być jak najszybciej przechwytywane i usuwane ze zgromadzenia.

 

Tak więc, raz jeszcze, Marsz Niepodległości nie jest dla wszystkich. Jest dla osób ceniących naszą, jako narodu, suwerenność. Jest dla osób dumnych z historii naszego kraju. Jest dla osób kochających swoją Ojczyznę. Jest dla osób szanujących naszą kulturę, ze wszystkimi jej elementami, w tym z dziedzictwem wiary chrześcijańskiej. A przede wszystkim jest dla osób, które niezależnie od tego która tradycja: sanacyjna, endecka czy jeszcze inna, jest im najbliższa, chcą manifestować swoje przywiązanie do wartości narodowych w sposób pokojowy.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: Pixabay