W ostatnich latach doczekaliśmy się czasów, kiedy w końcu zaczyna się mówić o przemilczanych wydarzeniach z kart naszej historii oraz przywraca się pamięć o tych, którzy oddali swoje życie za Polskę. Przy tym wszystkim bardzo ważne jest jednak, aby też samemu potrafić wyjść z roli komentatora i aktywnie zaangażować się w szeroko rozumianą patriotyczną działalnosć.

 

Troska o rzeczy, które pozwalają przypominać o polskiej historii oraz wychowywać kolejne pokolenia w duchu miłości do ojczyzny, jest czymś czego mocno powinniśmy wymagać od siebie oraz ludzi z naszych środowisk. Historia naszej ojczyzny jest bogata w chwile zwycięstw i chwały, ale też te przykre, a nawet tragiczne. Wszystkie one powinny jednak wywoływać u nas refleksje będące cenną lekcją na przyszłość dla kolejnych pokoleń mających kierować niegdyś polskim państwem.

 

Zachowanie pamięci o polskich bohaterach, historycznych wydarzeniach, jak również miejscowościach, które niegdyś stanowiły szczególną wartość na mapie Polski wymaga od nas włączania się w pomaganie kresowiakom oraz troski o miejsca, które mają szczególne znaczenie dla naszego narodu. Takim właśnie miejscem bez wątpienia jest Cmentarz Janowski we Lwowie. Bez poświęcania czasu i pieniędzy wielu ludzi dobrej woli w Polsce, zapewne nie dotrwałby on dzisiejszych czasów.

 

Wiosną tego roku w prace restauracyjne na tej nekropolii włączył się prezes stowarzyszenia Endecja poseł Sylwester Chruszcz (WiS), który już od kilkudziesięciu lat angażuje się w inicjatywy narodowe oraz organizacje działające na rzecz dobrego imienia Polski. Parlamentarzysta znany jest jako zdecydowany zwolennik narodowo-demokratycznego sposobu działania, którego nauczał niegdyś Roman Dmowski.

 

W działaniach na Cmentarzu Janowskim zaangażowani byli ludzie z Towarzystwa Miłośników Dziedzictwa Kultury Polskiej „ZABYTEK”, z którym skontaktował się wpierw poseł Sylwester Chruszcz pytając jakie działania można by zrealizować we Lwowie. Ustalono wówczas, że na cmentarzu znajduje się kapliczka z Matką Bożą, która ulega zniszczeniu od kilku lat, a sponsora w tej sprawie ciężko znaleźć. Prezes Endecji zdecydował się więc zaangażować inne osoby. Tak zebrała się grupa osób, która przyjechała do Lwowa i wzięła sprawy w swoje ręce.

 

Renowacja kapliczki, od której w grudniu odpadła już nawet cała boczna ściana, zakończona została zdecydowanym sukcesem. Prezentuje się ona znów pięknie, a jej odnowienie to kolejny ważny krok w celu zachowania polskości na Kresach Wschodnich.

 

Kapliczka zlokalizowana jest na grobowcu rodziny Rutkowskich i Mazurkiewiczów. Jej szczególne znaczenie podkreśla fakt, że znajduje się na początku głównej alei cmentarza. Określana jest jako pewna wizytówka tego tak ważnego dla Polek i Polaków miejsca.

 

Poseł Sylwester Chruszcz zaprezentował na Facebooku efekty tej właśnie renowacji. Serce każdego patrioty może się radować na taki widok. Nie można jednak spoczywać na laurach i zachęcać należy kolejne osoby dla robienia czegoś dobrego dla siebie, dla ludzi wokół, dla Polski…

 

 

Po wyjeździe osób zaangażowanych w wykonanie tej pracy oraz opublikowaniu efekty, w komentarzach pojawiły się komentarze pełne pochwał i radości z powodu tego co udaje się realizować. Wśród nich możemy znaleźć m.in. słowa wdzięczności osób, których członkowie rodziny spoczywają na cmentarzu we Lwowie.

 

Wakacje trwają w najlepsze, a więc i w polityce mamy czas umownego sezonu ogórkowego. Jednak tego roku pojawiają się tematy, które momentalnie potrafią rozgrzać emocje wśród ludzi, którzy jeszcze interesują się politycznym życiem w naszym kraju. Czymś co wywołało poruszenie zarówno na prawicy, jak i lewicy (co ciekawe nie tylko w Polsce) były ostatnie zmiany w zapisach nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Korzystają z okazji, że te emocje związane nieco opadły, pochylmy się nad całym zamieszaniem z rozsądkiem i małą analizą.

 

Wielkim zaskoczeniem były dla wielu Polek i Polaków słowa oburzenia wygłoszone przez izraelską ambasador podczas przemówienia w Oświęcimiu, kiedy to skrytykowała ona podjęte przez polski rząd kroki w temacie odkłamywania historii oraz karania nawet więzieniem za przypisywanie nam winy za zbrodnie nazistowskich Niemiec. Choć nowelizacja ustawy została wówczas przygotowana w szybkim tempie, to temat kłamstw powtarzanych na temat historii naszej Ojczyzny i holokaustu nie jest czymś nowym.

 

Myślę, że z ostatnich lat każdy z nas może przypomnieć sobie ile medialnego poruszenia wywołały słowa byłego szefa FBI Jamesa Comeya, który nie dość iż użył określenia „polskie obozy śmierci”, to nie wyraził również skruchy, kiedy sprawa nabrała rozgłosu wywołując oburzenie polskiego społeczeństwa. Czy ktoś inny przychodzi nam jeszcze na myśl kiedy pomyślimy o głośnym wygłoszeniu kłamstwa na temat historii Polski i jej rzekomych związków z zagładą Żydów? Zapewne wielu wspomni tu Baracka Obamę, który jako prezydent Stanów Zjednoczonych również dopuścił się tak kłamliwego sformułowania godzącego w dobre imię Polski.

 

Z pewnością istnieją ignoranci, którzy „łapią się” na takie krzywdzące dla polskiego narodu słowa. Ciężko się tego nie spodziewać, a aby się w tym utwierdzić wystarczy zapytać na ulicy Amerykanów choćby o to gdzie leży Polska. Tak wielu z nich zapewne będzie miało tu „twardy orzech do zgryzienia”, iż tym bardziej nie wyłapią oni błędu w idących w świat słowach tak ważnych urzędników jak szef FBI czy nawet sam prezydent.

 

Wszystkie te sytuacje pokazują jednak, że są u nas zarówno młodzi, jak i starsi Polacy potrafią w takich chwilach sprawę nagłośnić i solidarnie sprzeciwić się szerzeniu kłamstw na świecie. Fakt, że wygłaszanie tego typu oszczerstw spotyka się z naszym sprzeciwem jest pewnego rodzaju szczęściem w nieszczęściu oraz szansą na uświadomienie osób nie będących w temacie historii oraz świata polityki, których współczesny zachód „produkuje” na potęgę. Czy jednak nie jest to walka z wiatrakami? Może lepszym rozwiązaniem byłoby postawienie sprawy jasno… Przez wprowadzenie przepisów zgodnie, z którymi za takie oszczerstwa można osobę ją wygłaszającą skazać na pozbawienie wolności. Taka wizja to coś co zarówno mnie, jak i wielu patriotów napawa dumą, że w końcu można by postawić sprawę jasno. Stanąć de facto w obronie tamtych Polek i Polaków sprzeciwiających się niemieckiej okupacji w czasie wojny. Czy jednak ktoś w gruncie rzeczy wierzy w fakt, że moglibyśmy ujrzeć na szklanym ekranie prezydenta USA i pozostałych urzędników zza oceanu pokornie słuchających wyroku skazującego ich na pobyt w polskim więzieniu?  Patrząc na geopolitykę oraz otaczające nas w świecie realia, można to określić zwykłą fantazją.

 

Jako osoba reprezentująca endeckie środowisko, zawsze staram się rozważać podejmowane decyzje polityczne rozsądnym tokiem rozumowania. Czy rząd zachował się więc rozsądnie przy całej historii noweli ustawy o IPN, trwającej w naszym kraju już od miesięcy? Nie… Trzeba to przyznać, że tutaj tego rozsądku oraz przewidywania pewnych faktów zdecydowanie zabrakło. Najbardziej ucierpiała na tym jednak nie Polska, ani nasza suwerenność, a partia rządząca. Ciężko więc przeanalizować całą sytuację bez spojrzenia na to jak wygląda obecny obóz rządzący. Zjednoczona Prawica sprawująca dzisiaj władzę w Polsce to tak naprawdę zbiór kilku frakcji, podzielonych według wewnętrznych układów. Cała ta pewnego rodzaju mozaika jest oczywiście spajana przez osobę prezesa Jarosława Kaczyńskiego, jednakże wbrew temu co wielu może pomyśleć, nie wyklucza to tarć pomiędzy tymi grupami i różnic w podejściu do podejmowanych przez rząd decyzji.

 

Nie zagłębiając się w istniejące wśród rządzącej koalicji podziały i potencjalne spięcia pomiędzy frakcjami, zwróćmy uwagę na to co również wydarzyło się przez ostatni rok w polskim rządzie i zbiegło się ze sprawą zmian w ustawie o IPN. Była to zmiana na fotelu premiera oraz reforma rządu. To przetasowanie na najwyższych szczeblach parlamentarnej władzy było zapewne w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego swoistym wyróżnienia pewnych osób, kosztem ambicji innych. Tym bardziej świadczy o tym fakt, że Mateusz Morawiecki wchodził po wyborach do rządu jako osoba nie wywodząca się z partii Prawo i Sprawiedliwość.

 

Temat zmian w ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej oraz przygotowywanie noweli przypadło więc jeszcze na czas rządu premier Beaty Szydło. To wtedy moim zdaniem popełniono pierwsze błędy. Podjęcie kwestii odkłamywania naszej historii to z pewnością coś mogącego przysporzyć PiS-owi większą liczbę elektoratu. Wraz z rozpoczęciem tworzenia nowelizacji, obóz rządzący stanął przed szansą zdobycia przychylności kolejnych prawicowych środowisk poprzez zdystansowanie się od pro-banderowskich ruchów obecnej władzy na Ukrainie. Niejednokrotnie portale społecznościowe obiegało zdjęcie lub film, na którym ze zbulwersowaniem oglądaliśmy jak również na terenie naszej ojczyzny, przedstawiciele ukraińskiej społeczności hołdują zbrodniarzom odpowiedzialnym za brutalne mordy dokonywane na polskich rodzinach. Budziło to dodatkowe zniesmaczenie, ze względu na fakt pomocy jaką imigranci zza naszej wschodniej granicy otrzymują u nas. Wystarczy wspomnieć, że obecnie w Polsce przebywa ponad 2 miliony obywateli Ukrainy. Do końca roku liczba legalnie przebywających u nas Ukraińców przekroczy zapewne już 3 miliony. Postawienie naszego narodu w świetle gospodarza w swoim państwie, poprzez jasne pokazanie jakie są granice i zasady względem czczenie zbrodniarzy pokroju Stepana Bandery jest ruchem, który postrzegany powinien być przez polskie środowiska patriotyczne jako krok rządu w dobrą stronę. Takir właśnie kroki  też poczyniono przy okazji pisania nowelizacji ustawy o IPN, w której określono jednoznacznie zbrodnie dokonywane przez UPA jako ludobójstwo oraz potępiając ideologię banderyzmu. Zapisy te nie zostały zmienione nawet wbrew krytycznym głosom z Kijowa, co może być z pewnością uznane za słuszną postawę polskiej władzy.

 

Nowelizacja w swoim założeniu ma prowadzić jednak też do odkłamywania historii relacji polsko-żydowskich. Jak już wspomniane było w poprzedniej części tekstu, jest to temat obok którego nasze państwo również nie może przechodzić obojętnie, ponieważ oszczerstwa pod naszym adresem świadomie lub nieświadomie wypowiadali ważni urzędnicy za granicą. Układ sił geopolitycznych, w który my znajdujemy się pomiędzy imperialistyczną Rosją a Niemcami, które odgrywają jedną z głównych ról na unijnej scenie.

 

Ze strony UE natomiast co jakiś czas padają ostrzeżenia oraz negatywne opinie wymierzone w polskie państwo. Jest to w dużej mierze spowodowane donosicielstwem przedstawicieli „opozycji totalnej”, która przestała się już nawet liczyć z tym, iż polscy obywatele ucierpią na ich przenoszeniu partyjnych wojenek na arenę międzynarodową. Berlin i Brukselę można określić jako unijny niemilknący głos chcący zepchnąć konserwatywne europejskie rządy na margines. Wystarczy spojrzeć na komentarze wygłaszane przez „unijnych eurokratów” względem nie tylko polskich władz, ale też działań rządu Victora Orbana, czy ostatnio również Austrii lub też Włoch, w których nowy rząd nie zamierza ulegać presji w temacie przyjmowania nadal masowo przypływających do granic Europy imigrantów z krajów arabskich. Konflikt i krytyka z jaką spotyka się Polska trwa już długimi miesiącami. W całym tym sporze co jakiś czas pojawiają się słowa o sankcjach, zamrażaniu finansów czy ograniczaniu naszego głosu na arenie europejskiej. Nie da się zaprzeczyć temu, że takowe ewentualne działania przekładające się na nasz handel, eksport i szeroko rozumianą sytuacją gospodarczą odbiłby się na nas- obywatelach „tutaj na dole”. Co więc powoduje, że unijne władze mimo często tak ostrych i krzywdzących stwierdzeń nadal nie ukarały w znaczący sposób niebędącego im na rękę prawicowego rządu w Warszawie? Z pewnością jest to po pierwsze presja ze strony Węgier oraz mocniej dochodzących do głosu w swoich krajach innych niebędących establishmentowymi ugrupowań, których wsparcie dla polskich władz w zderzeniu z naciskami z Brukseli doprowadzić może do pogłębienia braku spójności w UE. Z drugiej strony, w dużej mierze tym co hamuje zapędy Berlina i części unijnych polityków do bardziej zdecydowanych kroków względem Polski, są nasze relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Można ich praktykę oraz skuteczność w razie konfliktów zbrojnych oceniać subiektywnie w różny sposób. Równocześnie jednak, sympatia wyrażana przez Donalda Trumpa względem rządu w Warszawie wręcz kontrastuje z często humorystycznie komentowanym w sieci jego zachowaniem na spotkaniu z niemiecką kanclerz Angelą Merkel. Aby nie ograniczać się tylko do słów i gestów spójrzmy też na zmiany zachodzące w Sojuszu Północnoatlantyckim związane bezpośrednio z naszym państwem.

 

Wzmocnienie wschodniej flanki NATO jest przez niektórych sceptycznie oceniane, zważywszy na fakt iż rzeczywiście nie można polegać jedynie na sojuszach w temacie obronności. Tego nauczyła nas w gruncie rzeczy historia. Trzeba tu jednak wyjaśnić, że nie w tych zmianach NATO tyle o rzucenie się Amerykanów na ratunek Polsce w razie wymierzonego w nas ataku. Obecność amerykańskich żołnierzy na terytorium RP jest czymś hamującym zapędy innych mocarstw, a przez to stanowi w pewnym stopniu gwarancję naszego bezpieczeństwa. Tu można zadać sobie pytanie, co te amerykańskie oddziały mogłyby zrobić w sytuacji ewentualnej inwazji na Polskę lub uderzenia w polskie miasta rakiet? Owszem, zapewne niewiele. Jednakże kto zdecydowałby się na zaatakowanie kraju, kiedy wiązałoby się to z wyeliminowaniem amerykańskich oddziałów? Taki czyn wiązałby się z presją amerykańskiego społeczeństwa wywieraną na władzy, by ta podjęła także zdecydowane kroki. Taka mentalność w USA jest nadal obecna w polityce. Ta sytuacja przypomina poniekąd posiadanie broni atomowej. Żadne z mocarstw jej nie używa, bojąc się iż zrobi to też inne państwo. Podobnie jest też i w tym przypadku. Zakładając hipotetycznie, że Moskwa podejmuje decyzje o przeprowadzeniu ataku na Polskę, musi wówczas liczyć się z koniecznością przeprowadzenia zbrojnych działań przeciwko armii amerykańskiej. Takie ruchy ze strony rosyjskiej byłyby zupełnie niepoważne zarówno z punktu patrzenia politycznego, jak i też strategicznego. Wystarczy tutaj spojrzeć choćby na zestawienie potencjału sojuszu NATO i Rosji. Nie możemy przy tym ciągle też powielać obaw względem Rosji, zwłaszcza iż ciężko postrzegać Vladimira Putina jako wariata gotowego poświęcić własną ludność w ramach rozpętania wojny z państwami Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jednakże geopolityka to trudna układanka, pełna zmian i nagłych przetasowań. W tej pewnego rodzaju grze trzeba twardo stąpać po ziemi przy okazji podejmowania decyzji oraz dyplomacji. Na dowód tego jak skomplikowana jest to tematyka, wystarczy przypomnieć sobie nagłe przyjazne gesty pomiędzy prezydentami Turcji oraz Rosji, w stosunkowo niedługim czasie od zestrzelenia przez Turków rosyjskiego samolotu. Bagatelizować nie można też zmian w układzie sił na świecie. Jakiś czas temu pojawiły się informacje, że nawet Korea Północna dysponuje rakietami mogącymi w swym zasięgu dotrzeć do Europy środkowej. Te rewelacje miały mieć swoje źródła u agentów niemieckiego wywiadu. Każde takie informacje nie mogą być potraktowane obojętnie, ponieważ jak widzimy ostatnie lata potrafią w światowej polityce zaskakiwać, zarówno pod względem tego „kto z kim”, jak i „kto przeciwko komu”.

 

Polska może w najbliższych latach przy dobrym wykorzystaniu swojego potencjału oraz możliwości nabrać na znaczeniu w strukturach NATO. Niedawno ogłoszono, że w Bydgoszczy powstanie Centrum Gier Wojennych, służące polepszaniu przez ćwiczenia koordynacji wewnątrz sojuszu. Kropla drąży skałę… A cybernetyka to coś co w przyszłych potencjalnych konfliktach spełniać będzie bardzo ważną rolę

 

Warto zwrócić również uwagę na powtarzaną przez prezydenta Trumpa opinię na temat składek wpłacanych przez kraje członkowskie sojuszu. Ma to o tyle duże znaczenie, że jesteśmy w gronie państw przeznaczających na tle innych sporą część PKB na obronność. Słowa o konieczności takiego podejścia padają ze strony głowy państwa, będącego mocarstwem szczycącym się nakładami na obronność o takim poziomie, przy którym marnie wygląda budżet Polski.

 

Oczywiście, nie zamierzam uczynić w tym tekście Stanów Zjednoczonych krajem idealnym, przykładem dla innych państw czy też dozgonnym sojusznikiem państwa polskiego. Typowe dla endeckiego myślenia z resztą jest stwierdzenie, że nie mamy stałych wrogów i przyjaciół, ale mamy stałe interesy. Powiem więcej… Uważam, że zdecydowaną krytykę zasłużyły metody przeprowadzania prób wprowadzania demokracji na Bliskim Wschodzie oraz działania podjęte przez USA przy okazji arabskiej wiosny. Krytycznie oceniałem uznanie przez prezydenta Donalda Trumpa Jerozolimy za stolicę państwa Izrael. Dobrze stało się wówczas, że wbrew pojawiającym się głosom wzywającym do tego, polski rząd nie zdecydował się podjąć taką samą decyzę. Tak samo jak większość państw, Polska zdystansowała się od tak jednoznacznego poparcia wówczas izraelskich władz w kwestii okupacji Palestyny. Nie byłoby to po pierwsze moralne, kiedy spojrzymy na cierpiące palestyńskie rodziny, a po drugie nie miałoby to realnego sensu z punktu widzenia politycznego, zwłaszcza iż USA nie mogło tu liczyć na wielką solidarności na świecie, a decyzja Trumpa dość powszechnie została uznana za co najmniej kontrowersyjną.

 

To wszystko jednak nie zmienia faktu jak ważnym sojusznikiem są dla nas Stany Zjednoczone podczas prezydentury Donalda Trumpa. W czasach kiedy wrak polskiego rządowego samolotu Tupolew nadal znajduje się na terytorium Rosji, a nasze relacje z Kremlem są delikatnie mówiąc nie najlepsze, mamy do czynienia też z ciągłymi atakami ze strony wierchuszki Unii Europejskiej. Dodatkowo w ostatnim czasie spór o sprawy historyczne z Ukrainą również się zaostrzył. W tej całej sytuacji nadszarpnięcie stosunków dyplomatycznych z USA mogłoby odbić się na polskich obywatelach zarówno przez sytuację gospodarczą, jak i też poczucie bezpieczeństwa, tak ważne w okresie licznych problemów oraz kryzysów spotykających Europę.

 

Skłócenie się ze wszystkimi na rzecz dumnie brzmiącego, jednak nie egzekwowanego w praktyce przepisu to nie jest dobra droga, jeśli chcemy długoterminowo pilnować swoich interesów oraz bezpieczeństwa polskich rodzin. Czy wycofywanie się i edytowanie zapisów noweli, o której tyle mówiło się jak ważne jest by została ona uchwalona jest natomiast czymś przynoszącym dobre owoce? Oczywiście nie jest, ale niestety na skutek wcześniejszego pośpiechu rządu Beaty Szydło, było to niestety rozwiązanie nieuniknione, jeżeli chcieliśmy zachować dobre stosunki z Waszyngtonem. A zachowanie ich mieści się zdecydowanie w polskiej racji stanu, w momencie kiedy na linii UE-USA mamy do czynienia z zaostrzeniem relacji na tle kwestii handlowej. Jako Polska mamy tutaj dużo do ugrania właśnie teraz, przy okazji szczytu NATO.

 

Niedawne rozmowy pomiędzy przedstawicielami władz Polski i Izraela zostały podjęte po popsuciu się relacji dyplomatycznych. W dialogu tym sporo rolę odgrywały właśnie Stany Zjednoczone oraz ich presja wywierana na obydwie strony. Amerykańskim władzom zależy na relacjach z Tel-Awiwem. Nie jest tajemnicą jak znaczącą rolę w Stanach Zjednoczonych odgrywają finanse powiązane z ludźmi wywodzącymi się ze społeczności żydowskiej. A to właśnie przedstawiciele środowisk żydowskich podejmowali protesty oraz akcje mające na celu wywrzeć presję na władzach USA w kwestii „ukarania” Polski. W interesie Waszyngtonu nie było tu więc rozgrzewanie konfliktu polsko-izraelskiego. Stąd właśnie apele skierowane do przedstawicieli obydwu stron o zażegnanie sporu. W przypadku Polski i naszej potrzebie bycia tym państwem UE, które będące pod „ostrzałem” Brukseli może liczyć na wsparcie Amerykanów, argumentów jakie padły można się domyśleć. Gdyby nie zmieniono w nowelizacji zapisów o karalności, wówczas nie moglibyśmy liczyć tak optymistycznie na stawianie się prezydenta Donalda Trumpa po stronie Polski w sporach z innymi europejskimi graczami. Wczoraj natomiast to Berlin otrzymał „pstryczka” od amerykańskiego prezydenta podczas jego przemówienia na szczycie NATO odbywającym się w Brukseli. W tym samym przemówieniu, w którym Niemcy zostały skrytykowane przez Donalda Trumpa za ich uległość wobec Moskwy, Polska została pokazana jako przykład. W sytuacji kiedy również Niemcom zależy na utrzymaniu na swoim terytorium bezpieczeństwa zapewnianego przez oddziały NATO, a dla nas bardzo szkodliwa pod względem finansowym oraz obronnym może być współpraca Niemców z Rosjanami w sprawie Nord Stream 2, tego typu jasne deklaracje USA są potrzebne, aby władze w Berlinie oraz unijni urzędnicy nie mogli nas traktować jak „Polaczków”, z których zdaniem nie trzeba się liczyć. Polityka międzynarodowa to trudna gra, w której trzeba twardo stąpać po ziemi i czy tego chcemy czy nie, ona nie opiera się na romantycznych wzniosłych hasłach.

 

Co warte zwrócenia uwagi, również w Izraelu po sfinalizowaniu rozmów z polskimi władzami pojawiają się komentarze różnorakie. Niektórzy określają tam koniec całego zamieszania jako sukces Izraela, a porażkę Polski, ale pojawia się też spora liczba głosów krytycznie oceniających stanowisko rządu w tej sprawie. Na lewicy izraelskiej szybko pojawiły się komentarze, iż Benjamin Netanyahu zrównując antypolonizm z antysemityzmem umniejszył winom Polaków, a zbytnio wyniósł ich zasługi. Także część żydowskiej prawicy uznała izraelskiego premiera za zdrajcę uległego w tym przypadku stronie polskiej.

 

Wróćmy jednak na nasze podwórko… Wypada zadać sobie pytanie, czy gdyby temat pojawił się dopiero późną wiosną, a wprowadzona nowelizacja ustawy o IPN zakładała tak jak teraz po wniesionych zmianach: potępienie ukraińskiego nacjonalizmu, penalizację kultu Banedry i UPA, uznanie wydarzeń na Wołyniu za ludobójstwo oraz wyposażenie polskiego państwa w środki cywilno-prawne, w celu domagania się odpowiedzialności finansowej od osób uchodzących w swoich kręgach za „autorytet”, a wygadujących/piszących bzdury na temat historii Polski oraz holokaustu, to czy wówczas prawa strona polskiej sceny politycznej oraz patriotyczne środowiska nie okrzyknęły by wspólnie wprowadzonych zmian za sukces? Najprawdopodobniej, że tak by się też stało. Teraz jednak okoliczności i terminarz międzynarodowych wydarzeń wymusił na polskich władzach wycofanie się z zapisów, które przygotowali szybko, a później głośno wszem i wobec bronili przedstawiciele rządu. Mądry bywa Polak dopiero po szkodzie… miejmy jednak nadzieję, że dla PiSu będzie to cenna lekcja pokory. Ale nauczmy się też i my wszyscy, by nie zawsze tylko „krzyczeć” na twiiterowych i facebookowych tablicach o zdradzie, a przemyśleć jakie kroki w już niestety często zaistniałych sytuacjach po popełnionych wcześniej błędach, są nie bardzo dobrym rozwiązaniem, ale po prostu lepszą decyzją.

 

Do takiej właśnie refleksji chciałbym zachęcić czytelników. Przykładem takiego myślenia pragmatycznego był słynny „architekt Niepodległej Polski” oraz lider Narodowej Demokracji Roman Dmowski. Właśnie jego podejścia do polityki powinniśmy się uczyć. Takiego, w którym priorytetem nie jest romantyczna, pięknie opieczętowana retoryka, a interesy narodowe, w trosce o które pewne sprawy trzeba przewidywać oraz podejmować niejednokrotnie kroki wymagające od nas schowania dumy, w celu uzyskania lepszych efektów dla dobra Polek i Polaków. Przykładem takiego właśnie działania tego zasłużonego polskiego polityka było zostanie posłem do rosyjskiej Dumy, czyli państwa będącego naszym okupantem. Mimo pojawiającej się krytyki, Dmowski jednak potrafił myśleć samodzielnie oraz przewidywać co przyniesie realny skutek, a co może okazać się tylko pięknym, lecz pustym sloganem.

 

Michał BarnaśRedaktor portalu Prosto z Mostu; student na kierunku Bezpieczeństwo Wewnętrzne (Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie); sekretarz małopolskich struktur oraz członek komisji rewizyjnej stowarzyszenia Endecja; prezes Młodej Endecji.

Paweł Chruszcz, brat posła Sylwestra Chruszcza (WiS/Endecja) był radnym Głogowa, który tropił różnorakie afery związane z lokalnymi sprawami oraz niejasnościami mającymi miejsce w funkcjonowaniu spółki KGHM. Sam pracował również jako Kierownik Centrum Logistycznego w Ruch S.A. co pozwalało mu na poznanie z bliska błędów pojawiających się w spółce miedziowej. Niestety, głogowski radny został znaleziony martwy, powieszony na słupie energetycznym w gminie Pęcław. Prokuratura wciąż bada sprawę tej tajemniczej śmierci.

 

Paweł Chruszcz był również koordynatorem dolnośląskich struktur stowarzyszenia Endecja, a w radzie gminy Głogów zasiadał m.in. w komisji ekologii, zdrowia, sportu i turystyki. Jedną z kwestii, którą od kilku lat się nieustępliwie zajmował był problem stężenia arsenu w powietrzu nad Głogowem. W tej właśnie sprawie zareagowała prokuratura.

 

Jak donoszą lokalne dolnośląskie media, Wrocławska Prokuratura Regionalna skierowała do Najwyższego Sądu Administracyjnego skargę kasacyjną w sprawie zanieczyszczenia powietrza arsenem w mieście Głogów.

 

Prokuratura Regionalna we Wrocławiu wystosowała we wtorek komunikat, w którym poinformowano, że prokurator nie zgadza się ze stanowiskiem jakie przyjął sąd administracyjny, który stwierdził iż działanie nowych instalacji Huty Miedzi Głogów nie przekłada się negatywnie na stan środowiska i nie zagraża życiu oraz zdrowia lokalnych mieszkańców.

 

W treści skargi, prokurator wskazuje m.in. na „nieuzasadnione przyjęcie przez sąd, że eksploatacja nowych instalacji i urządzeń objętych zintegrowanym zezwoleniem nie powoduje przekroczenia standardów emisyjnych, jak również pogorszenia stanu środowiska oraz zagrożenia dla ludzi, podczas gdy od kilku lat Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska odnotowuje przekroczenie dopuszczalnych poziomów substancji szkodliwych dla zdrowia w postaci arsenu”. Taką ocenę zaistniałej sytuacji czytamy w opublikowanym komunikacie prokuratury.

 

Prokurator zauważa też, że Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska od kilku lat odnotowuje przekroczony poziom dopuszczalnej ilości arsenu w powietrzu. W 2017 roku, poziom ten miał zostać przekroczony o 504%. Zdaniem prokuratora, jest to „niepodważalny dowód, że standard jakości środowiska faktycznie nie jest dochowany”.

 

Od kilku lat nad problemem zanieczyszczenia powietrza w Głogowie trwa żywa dyskusja. Istnieją również podejrzenia, że wyniki pomiarów stężenia arsenu mogą być fałszowane. Zawiadomienie w tej sprawie trafiło do prokuratury już w 2015 roku. Jedną z osób mocno zaangażowanych w rozwiązywanie tej sprawy pełnej niejasności był własnie ŚP. radny Paweł Chruszcz. Wciąż nie jest wyjaśnione jakie okoliczności towarzyszyły jego śmierci. Prokuratura bada sprawę pod kątem trzech ewentualnych wątków: samobójstwa, samobójstwa pod presją lub innym udziale osób trzecich oraz zabójstwa z upozorowaniem samobójstwa.

 

Głogowski radny Paweł Chruszcz był prezesem dolnośląskich struktur stowarzyszenia Endecja. Prywatnie to również brat prezesa Endecji posła Sylwestra Chruszcza (WiS). Tropił on afery oraz niejasności związane zarówno z Głogowem, jak i też spółką KGHM. Jego zaginięcie zostało zgłoszone w środę 30 maja br. Dzień później, w Boże Ciało jego zwłoki znaleźli kibice Chrobrego Głogów. Był on powieszony na słupie energetycznym.

 

W sprawie tej tragedii wciąż jest wiele pytań i wątpliwości. Prokuratura bada sprawę pod kątem wątku zabójstwa z upozorowaniem samobójstwa, samobójstwa oraz samobójstwa przy szeroko rozumianym udziale osób trzecich (brana jest pod uwagę również ewentualna presja i przymus).

 

W ostatnich dniach przed swoją śmiercią, Paweł Chruszcz skarżył się na obawy o swoje bezpieczeństwo. Dawał do zrozumienia, że obawia się kogoś komu zaszkodził swoją społeczno-polityczną działalnością. Usunął on także swoje konto z Facebooka. Wśród spraw jakimi się zajmował znajdywały się takie afery jak przemoc stosowana wobec podopiecznych oraz podejrzenie korupcji przy działalności „Zielonego Przedszkola” w Głogowie, stężenie arsenu w powietrzu nad tym dolnośląskim miastem czy też spore sumy pieniężne przepływające poza systemem w spółce KGHM. Miał on spotkać się nawet z byłem wiceszefem CBA Maciejem Wąsikiem w Sejmie, w celu przekazania ważnych dokumentów. Do spotkania niestety nie doszło, ponieważ tego dnia odbywał się już pogrzeb radnego. Sprawa tej tragedii szybko zaczęła być porównywana ze śmiercią posła Rafała Wójcikowskiego, który również zajmował się podejrzanymi sprawami i także stracił życie w okolicznościach, które rodzą wiele wątpliwości.

 

Miesiąc po śmierci radnego Chruszcza właśnie o te kwestie postanowili zapytać wicepremiera Jarosława Gowina (Porozumienie) młodzi ludzie działający w stowarzyszeniu Endecja. Temat ten poruszono podczas ostatniego wydania programu Młodzież Kontra, na którym pojawiła się dość liczna reprezentacja Młodej Endecji.

 

Najpierw z pytaniem o ocenę działań prokuratury, zwróciła się do wicepremiera Adrianna Lipiec z Wrocławia.

 

– Jak pan, jako były minister sprawiedliwości ocenia działania prokuratury w sprawie śmierci radnego Pawła Chruszcza? – zapytała działaczka Młodej Endecji.

 

Odpowiadając, Jarosław Gowin przypomniał, że to nie jest jedyna niewyjaśniona do końca tragedia. Nawiązał on do sprawy śmierci posła Wójcikowskiego. Przyznał, że tragicznie zmarły poseł odwiedził go w niedługim czasie przed śmiercią i wyrażał wówczas obawy o swoje bezpieczeństwo.

 

W dalszej części programu, w temacie śmierci endeckiego działacza Pawła Chruszcza zabrał głos również Michał Barnaś z Młodej Endecji. Lider ME zwracając uwagę na fakt, że giną ludzie mogący posiadać cenne informacje dotyczące poważnych afer zasugerował, że być może należałoby lepiej ochraniać takowych ludzi.

 

– Zginęli nasi znajomi posiadający wiedzę w ważnych sprawach – stwierdził w swojej wypowiedzi Michał Barnaś.

 

Jarosław Gowin mówił w odpowiedzi, że to co lider Młodej Endecji nazywa ochroną może stać się kontrolą, ponieważ nie da się przy każdym polityku i samorządowcu postawić osób mających stanowić ochronę. Michał Barnaś wtrącił jednak, że chodzi o osoby, o których było wiadome, że posiadają one cenną wiedzę dla służb i dawały jasne sygnały dotyczące obaw o swoje życie.

 

 

 

 

Jak uczy historia, czas wielkich klęsk zawsze budzi ogólnonarodową refleksję. Nie ważne czy są one tylko klęskami sportowymi, jak miało to miejsce na piłkarskim mundialu, czy dotyczą one jedynie sfery artystycznej – vide ostatni konkurs Eurowizji, czy też związane są z poważnymi poczynaniami, jak choćby z tymi politycznymi na arenie międzynarodowej. Każdy wymiar publicznego upadku, na ogół uważnie obserwowany przez nie zawsze przychylnych nam przecież sąsiadów, powoduje w nas naturalną frustrację, ale niemal równocześnie potrzebę zdefiniowania przyczyn zaistniałej sytuacji. O ile jednak sprawy boiskowe czy estradowe nie mają w dłuższej perspektywie wartego odnotowania wpływu na geopolityczną pozycję naszej ojczyzny, o tyle potknięcia na płaszczyźnie relacji międzypaństwowych mogą mieć w tym ujęciu bardzo poważne konsekwencje.

 

Niestety okres ostatnich miesięcy to pasmo kilku naprawdę dotkliwych porażek ekipy rządzącej, których bagatelizowanie z punktu widzenia polskiej racji stanu może prowadzić do dalszego spustoszenia, nie tylko na odcinku wizerunku państwa, ale przede wszystkim w obszarze jego już znacząco nadwątlonej suwerenności. Przewrotnie zaczęło się dość optymistycznie – uchwaleniem na przełomie stycznia i lutego 2018 roku długo wyczekiwanej, choć jak się później okazało nie do końca przygotowanej, noweli ustawy o IPN. Co ciekawe, przy jej wielomiesięcznym konsultowaniu najbardziej obawiano się reakcji państwa, którego moc sprawcza – delikatnie pisząc – jest co najmniej dalece nieprzekonująca, żeby nie napisać – żadna. W rozważaniach natomiast kompletnie pominięto – celowo lub przez zaniechanie – możliwą reakcję naszego głównego tzw. “strategicznego sojusznika”, na którego politykę od wielu dekad przemożny wpływ posiada lobby pewnego stosunkowo młodego, acz liczącego się – i to nie tylko na Bliskim Wschodzie –  kraju.

 

Zanim prezydent podpisał rzeczoną nowelizację, w wielu miejscach świata doszło do dywanowych wręcz ataków medialnych na Polskę przeprowadzonych z inspiracji wspomnianych środowisk. Przedstawiciele obozu obecnie rządzącego w kraju nad Wisłą zdawali się być całkowicie zaskoczeni takim obrotem sprawy, a zaskoczenie w polityce, jak powszechnie wiadomo, to rzecz niewybaczalna, a porównać ją można na przykład do braku przygotowania kondycyjnego wśród piłkarzy na mundialu lub wokalnego w gronie festiwalowych wykonawców.

 

I tak oto, raptem w ciągu kilku tygodni niespecjalnie zorientowany w temacie politycznych mistyfikacji polski wyborca zobaczył obraz, który był przed nim umiejętnie skrywany co najmniej od roku 1989. Okazało się bowiem, że w trybie ekspresowym pod pręgierzem zmanipulowanej przez potężne koncerny medialne międzynarodowej opinii publicznej znalazła się Polska – jako kraj rzekomo współodpowiedzialny za holokaust. Wielu z nas zadawało sobie wówczas pytanie – jak to możliwe?

 

Większość zdziwionych stanowili jednak ludzie żyjący od wielu lat w błogim przeświadczeniu, że u boku Wuja Sama i wśród potomków przyjaciół uratowanych z czasów wojennej zagłady, nic złego Polakom przydarzyć się nie może. Jakiż musiał być kolejny etap zdziwienia, kiedy wybrany skądinąd głosami Polonii zza oceanu, nowy energiczny pierwszy Żandarm świata, bez zająknięcia, podpisał kontrowersyjną ustawę Just Act 447 otwierającą de facto drogę do wielomiliardowych roszczeni pewnej grupy sprytnych interesantów. Na tyle sprytnych, że żądających w majestacie prawa stanowionego przez siebie, zwrotu mienia bezspadkowego m.in. po niegdysiejszych obywatelach Rzeczypospolitej.

 

Tymczasem presja wpływowych środowisk narastała. Nie potrafili się tej presji niestety w żaden trwały sposób – pomimo nieustannie deklarowanych szumnych zapowiedzi – przeciwstawić przedstawiciele tzw. “zjednoczonej prawicy”. Nie mogli lub nie umieli tego skutecznie uczynić z wielu powodów. W końcu pod naciskiem obcych mocarstw, wbrew większości polskich obywateli i przy akompaniamencie zagranicznych mediów, nastąpiła w zasadzie bezwarunkowa kapitulacja w kwestii ustawy o IPN. To znaczy pewnie jakieś warunki były, ale stawiali je jak najczęściej bywa w prawdziwej polityce silniejsi – a w tym gronie kolejny raz nie było Polski. Czaru goryczy dopełnił urągający wszelkim normom cywilizowanego parlamentaryzmu ekspresowy tryb procedowania zmian w ustawie o IPN w aranżacji rodem z czasów XVIII wiecznego Sejmu niemego.

 

Patrząc na te poniżające nasz naród wydarzenia, których haniebnym ukoronowaniem był wspomniany dzień 27 czerwca 2018 roku, naszła mnie pewna paradoksalna refleksja. Oto najgorszy w tym przypadku dla Polski nie jest wcale sam fakt uległości tej czy innej partii w gruncie rzeczy wspierającej – w mniejszym lub większym stopniu, oficjalnie lub pokątnie – obce interesy. Największą obecnie tragedią w wymiarze politycznym dla milionów uczciwych Polaków jest brak realnej alternatywy wyboru wobec tych niegodnych, a trwających kolejne kadencje rządów. Polacy zamiast wybierać przedstawicieli, którzy zadbaliby o ich własny narodowy interes, w zasadzie skazani są od czasów okrągłostołowego rozdania głosować na przysłowiowe „mniejsze zło”. A z mniejszego zła, jak wiadomo, nigdy nie będzie większego dobra.

 

Dlatego tak ważną obecnie potrzebą – już nie tyle chwili, co polskiej racji stanu – wydaje się wskrzeszenie w nowym wymiarze organizacyjnym idei Narodowej Demokracji. Odbudowa zdrowej polskiej endecji, która będzie skupiać szerokie środowisko ludzi myślących samodzielnie, a przede wszystkim myślących po polsku i o Polsce, dla których pierwszą i jedyną stolicą pozostanie Warszawa, dla których euro nie oznacza złoty, imigracja nie równa się repatriacji, rozdawnictwo nie jest synonimem pracy, poddaństwo nie jest naturalną formą sojuszu, a serwilizm to nie to samo co pragmatyzm.

 

Apeluję w tym miejscu do wszystkich dobrze życzących Polsce, a w szczególności do liderów szeroko rozumianego środowiska narodowego, do wybitnych publicystów, którzy od lat propagują w swoich świetnych książkach i błyskotliwych felietonach endecką myśl polityczno-społeczną, apeluję do znamienitych ludzi nauki i kultury, którym nie jest obojętny los kraju, piszę do niezależnych przedsiębiorców, ale też do działaczy związkowych, daję to pod rozwagę naszej wspaniałej młodzieży szkolnej i akademickiej.

 

Drodzy Rodacy, może najwyższa pora w 100-lecie odzyskania niepodległości pochować choć trochę swoje własne ambicje lub odstawić osobiste swary dla dobra narodowej sprawy i na początek usiąść przy wspólnym stole obrad – niekoniecznie okrągłym, ale na pewno patriotycznym – aby z pomocą Bożą dać być może początek nowej Narodowej Demokracji?

 

Radny z Głogowa Paweł Chruszcz był społecznie mocno zaangażowanym działaczem. Interesował się sprawami lokalnych mieszkańców oraz tropił afery dotyczące sporych przekrętów i znacznych sum pieniężnych. Prezes dolnośląskich struktur stowarzyszenia Endecja został znaleziony martwy, powieszony na słupie energetycznym.

 

Śmierć samorządowca, który prywatnie jest bratem posła Sylwestra Chruszcza (WiS) będącego prezesem Endecji, wzbudziła oburzenie ludzi w całej Polsce oraz zrodziła wiele pytań na temat tego jak działają polskie służby mające dbać o nasze bezpieczeństwo. Okoliczności śmierci radnego rodzą wątpliwości, a bliscy i znajomi Pawła Chruszcza nie wierzą w to, że mógłby on dopuścić się targnięcia na własne życie.

 

Pogrzeb tragicznie zmarłego endeka odbył się w dzień, w którym zaplanowane było jego spotkanie w Sejmie z Maciejem Wąsikiem, byłym szefem CBA. Miał przekazać mu ważne dokumenty dotyczące sprawy, którą się zajmował. Radny tropił nieprawidłowości zarówno w aferach, w które zamieszani byli lokalni urzędnicy, jak również te dotyczące spółki KGHM. Sporo czasu poświęcił on też problemowi poziomu stężenia arsenu w powietrzu nad Głogowem oraz „Zielonego Przedszkola”, placówki w której dochodziło do znęcenia się nad podopiecznymi, a także miała miejsce afera korupcyjna. Kilka dni przed śmiercią, głogowski samorządowiec stwierdził w rozmowie z jednym ze znajomych „oni mnie zabiją”. Nie mówił jednak o kogo chodzi.

 

W minionym tygodniu PAP oraz media przekazały informacje, jakoby Paweł Chruszcz miał rzekomo samemu kupić pomarańczową linkę w sklepie meblowym oraz szukać w telefonie informacji na temat tego jak się powiesić. Te rewelacje zostały zdementowane, a zaprzeczyła im zarówno rodzina, jak i też prokurator. Zdaniem brata radnego- posła Sylwestra Chruszcza, ta sytuacja pokazuje, że w tej sprawie nadal ktoś mataczy i prowadzi pewnego rodzaju grę.

 

Dziś nowe informacje w tej sprawie przekazał tygodnik „Do Rzeczy”. Dziennikarskie śledztwo w Głogowie postanowił przeprowadzić Wojciech Wybranowski. Dla wielu ustalenia dziennikarza są wstrząsające. Na ramionach Pawła Chruszcza miały zostać zidentyfikowane podejrzane naruszenia tkanki skóry. Te doniesienia potwierdzają wcześniejsze relacje osób, które znalazły ciało radnego. Mówili oni, że zmarły miał poszarpane ręce oraz założone okulary, których nie nosił cały czas, a zakładał raczej głównie do czytania.

 

Tygodnik „Do Rzeczy” przekazał także niepokojące informacje na temat działań policji. Głogowskim funkcjonariuszom od początku zarzucano bierność przy badaniu tej sprawy, co głównie spowodowane było faktem, że ciało znaleźli w Boże Ciało kibice Chrobrego Głogów oraz ludzie z Ochotniczej Straży Pożarnej, a nie głogowska policja. Teraz jak czytamy na łamach pisma, policjanci mieli odmówić podjęcia pewnych konkretnych działań z powodu… RODO. Policjanci z Głogowa mieli z góry zakładać teorie o samobójstwie i odmawiać sprawdzenia skrzynki mailowej zmarłego oraz jego telefonu zasłaniając się ogólnym rozporządzeniem o ochronie danych, znanym powszechnie jako właśnie RODO. Za skandaliczne uznane zostało też niedawne skierowane przez policję z Głogowa do ś.p. Pawła Chruszcza wezwania na przesłuchanie w sprawie dotyczącej jego konfliktu z prezydentem miasta. Zrobiono to bowiem po jego śmierci.

 

Sprawa tragicznej śmierci Pawła Chruszcza jest mocno podejrzana i nie umniejsza tego fakt, że w mediach pojawiają się sprzeczne doniesienia na temat śledztwa. Część z nich bowiem przeczy ustaleniom prokuratury, mówiąc iż ta zakłada przede wszystkim wersje o samobójstwie.

 

W sprawę zaangażował się również premier Mateusz Morawiecki, który zażądał częstych reportów na temat postępów w wyjaśnianiu tej skomplikowanej i wielowątkowej sprawy.

 

 

Ostatnie tygodnie są dosyć trudnym czasem w życiu posła Sylwestra Chruszcza. Brat prezesa Endecji został znaleziony 31 maja powieszony na przekrzywionym słupie energetycznym. Dzień wcześniej żona tragicznie zmarłego Pawła Chruszcza zgłosiła jego zaginięcie. Poinformował on, że jedzie na ryby i poprosił kolegę, aby po niego przyjechał, ponieważ może wypić jedno lub dwa piwa. Niestety później kontakt z nim się urwał.

 

W sprawie śmierci 42-letniego działacza Endecji jest wiele pytań i wątpliwości. Paweł Chruszcz jako radny Głogowa tropił afery, związane ze spółką KGHM, a także takie, w które uwikłani byli dolnośląscy urzędnicy. Nie było tajemnicą, że również z prezydentem Głogowa, radny Chruszcz nie miał dobrych relacji.

 

Przez swoją działalność, Paweł Chruszcz miał wrogów, a stali się nimi ludzie, których niejasne interesy odkrywał. Swoim tropieniem afer zaszkodzić mógł dość poważnie interesom osób związanych z tak poważnym graczem jak spółka KGHM. Natomiast miejscowy spór z prezydentem dotyczył w ostatnim czasie głównie kwestii „Zielonego Przedszkola”. Radny po interwencji ws. pracownicy Elżbiety K., która miała stosować agresję wobec podopiecznych, odkrył kolejne niejasności dotyczące sprzedaży działki mogące stanowić korupcyjną aferę. We wtorek 5 czerwca miał spotkać się w Sejmie z byłym wiceszefem CBA Maciejem Wąsikiem. Niestety tego właśnie dnia odbywał się już pogrzeb endeckiego działacza w Głogowie. Paweł Chruszcz od kilku lat, sumiennie zajmował się również sprawą przekroczenia norm arsenu w powietrzu na terenie Głogowa.

 

Podczas sesji Rady Miasta Głogów, która miała miejsce 18 czerwca, swoje wystąpienie ws. tej tragicznej śmierci, miał brat zmarłego- poseł Sylwester Chruszcz. Zabierając głos, podkreślił jak ważne miejsce zarówno w sercu jego, jak i jego brata znalazło się dla Głogowa, będącego ich „małą ojczyzną”. Prezes stow. Endecja podziękował również w imieniu rodziny za okazane wsparcie w czasie tak trudnych dni.

 

Poseł zwrócił się też z kilkoma pytaniami do prezydenta Głogowa- Rafaela Rokaszewicza. Jest on synem dawnego sekretarza PZPR w Głogowie, który nie miał z radnym Pawłem Chruszczem zbyt dobrych relacji.

 

Sylwester Chruszcz zapytał prezydenta Rokaszewicza o kwestie związane z Zielonym Przedszkolem. Podczas tej sesji, poseł wprost zwrócił się do siedzącego obok prezydenta miasta z pytaniem o nie podejmowanie żadnych interwencji w sprawach, w których dochodziło do poważnych naruszeń, o których to alarmował jego świętej pamięci brat Paweł.

 

– Panie prezydencie, liczę na odpowiedź na piśmie. Liczę na odpowiedź rzetelną, prawdziwą, a nie na kolejne zawiadomienie do prokuratury – powiedział poseł Chruszcz przy okazji swojego wystąpienia.

 

 

 

Paweł Chruszcz angażował się społecznie w wiele inicjatyw oraz patriotycznych przedsięwzięć. Był radnym Głogowa, prezesem dolnośląskich struktur stowarzyszenia Endecja oraz wielkim patriotą, poświęcającym wiele czasu na działalność narodową. Prywatnie jego bratem jest prezes Endecji poseł Sylwester Chruszcz. Aktywność tragicznie zmarłego narodowca koncentrowała się w jego „małej ojczyźnie”. Tropił wiele afer m.in. te związane z lokalnymi urzędnikami, prezydentem Głogowa, jak również spółką KGHM.

 

30 maja, żona radnego zgłosiła jego zaginięcie, a kolejnego dnia (w Boże Ciało), zwłoki Pawła Chruszcza znaleźli kibice klubu Chrobry Głogów, którego zagorzałym fanem był również zmarły tragicznie endek. Dotarli oni do swojego kolegi przed służbami. W nocy z 30 na 31 maja, akcję poszukiwawczą przerwano, argumentując tą decyzję panującymi warunkami. Ciało 42-latka kibice odnaleźli powieszone na przekrzywionym słupie energetycznym w okolicy zalesionego terenu. Odnalezienie zwłok udało się, dzięki wysłanej przez zmarłego dzień wcześniej mapce do jednego ze znajomych. Poszukiwania Chruszcza miały być utrudnione, ze względu na logowanie jego telefonu w różnych miejscach.

 

Sprawa śmierci Pawła Chruszcza niesie ze sobą wiele pytań, zw. na to iż radny zajmował się podejrzanymi sprawami i wyjaśniał afery. Wiązało się to z faktem, że zaszkodził on interesom ludzi, którzy byli winni przekrętów, na których tropy radny wpadał. W ostatnich tygodniach przed śmiercią miał on zachowywać się dość nerwowo. Usunął swoje konto z Facebooka, starał się zabezpieczyć swój majątek, a także często wspominał, że kogoś się obawia. „Oni mnie zabiją” miał powiedzieć nawet w poniedziałek, dwa dni przed swoją śmiercią w trakcie telefonicznej rozmowy z jednym ze znajomych. Osoba, która pierwsza odnalazła zmarłego, relacjonowała iż Paweł Chruszcz miał poszarpane ręce, a także założone okulary, choć nie nosił ich cały czas, a używał głównie do czytania. Prokuratura ustaliła, że przyczyną zgonu było uduszenie. Na jego ciele zaobserwowano tzw. bruzdę wisielczą. Sprawą zajmuje się legnicka prokuratura, a dalsze czynności śledczych są prowadzone.

 

Teraz, kilka tygodni po tragicznej śmierci, do sprawy odniósł się Zbigniew Harasimiuk, będący Prokuratorem Okręgowym w Legnicy. Jak przekazał nadal badane są trzy wątki i teorie dotyczącej tej tragedii. Są to: samobójstwo, samobójstwo pod presją oraz zabójstwo z upozorowaniem samobójstwa. Prokurator powiedział też, że śledczy badają kwestie publicznej działalności radnego Chruszcza oraz to jakimi sprawami się zajmował, w tym również tymi związanymi ze spółką KGHM.

 

– Nie chcę komentować doniesień medialnych, bo to nie nasza rola. Mogę powiedzieć, że w śledztwie brane są pod uwagę trzy główne wątki: samobójstw, samobójstwo pod presją innych osób oraz zabójstwo z upozorowaniem samobójstwa – powiedział prokurator Harasimiuk. Dodał, że analizowana jest m.in. działalność publiczna Chruszcza. W kontekście KGHM wiemy np., że pokrzywdzony interesował się notowanymi w Głogowie przekroczeniami arsenu, wiemy też, że zajmowała go sprawa nieprawidłowości w jednym z przeszkoli w mieście – przekazał prokurator Zbigniew Harasimiuk.

 

Dzień po pogrzebie Pawła Chruszcza doszło do pobicia fotoreportera „Faktu”, który zajmował się sprawą tej tajemniczej śmierci. Według relacji pokrzywdzonego, do napaści miało dojść, kiedy wracał on ze spaceru z psami, a kilku napastników zaczaiło się przy miejscu jego zamieszkania. Zdaniem fotoreportera mieli oni go zwyzywać i krzyczeć, że to „za sprawę Chruszcza”, a uratować go miały jego psy, które szczekaniem zaalarmowały sąsiadów. Zdaniem prokuratury jednak, nie jest to prawda, a mężczyzna pobił się ze swoim sąsiadem, kiedy obydwaj byli pod wpływem alkoholu.

 

 

Koordynator dolnośląskich struktur stowarzyszenia Endecja, wieloletni działacz środowisk patriotyczno-narodowych, a prywatnie brat posła Sylwestra Chruszcz, zginął w ostatnich dniach maja w niewyjaśnionych okolicznościach. Sprawę bada prokuratura. Jako radny Głogowa, Paweł Chruszcz wyjaśniał lokalne afery, a także tropił niejasności w spółce KGHM. Sprawą tajemniczej śmierci interesować ma się również Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

 

Tragedia jaka rozegrała się na Dolnym Śląsku wstrząsnęła ludźmi w całej Polsce. Jest bardzo wiele faktów, które budzą poważne podejrzenia, iż za śmiercią radnego mogą stać osoby pełniące ważne stanowiska. Na pogrzebie endeckiego działacza pojawiły się tłumy ludzi, ponieważ angażował się on w kilkadziesiąt szczytnych aktywności. Uważany był za osobę zatroskaną o potrzeby i sprawy lokalnej społeczności, a także wszystkich Polek i Polaków.

 

Brat tragicznie zmarłego radnego, prezes stow. Endecja poseł Sylwester Chruszcz, jak również wiele osób o patriotycznych poglądach czy dziennikarzy stara się nagłaśniać sprawę, aby okoliczności tragicznej nocy przed Świętem Bożego Ciała zostały do końca wyjaśnione, a osoby odpowiedzialne za śmierć 41-letniego narodowca zostaną ukarane.

 

Cała sytuacja stała się jeszcze bardziej tajemnicza i podejrzana, kiedy dzień po pogrzebie Pawła Chruszcza, doszło do napaści na dziennikarza „Faktu”, który zajmował się tematem tej tragedii oraz starał się ustalać kolejne fakty związane ze sprawą. Kilkoro napastników zaczaiło się na niego wieczorem. Mieli używać określeń wulgarnych wobec reportera oraz stwierdzić, że to „za sprawę Chruszcza”. Pobity mężczyzna akurat był w towarzystwie swoich psów, które swoją reakcją zaalarmowali sąsiadów. Sprawcy ataku uciekli.

 

W ostatnim odcinku programu Młodzież Kontra na antenie TVP Info temat śmierci swojego kolegi ze stowarzyszenia poruszył Michał Barnaś z Endecji. Zapytał on profesora Andrzeja Nowaka z Uniwersytetu Jagiellońskiego czy mając na uwadze tragedię jaka spotkała Pawła Chruszcza, zgodzi się on ze stwierdzeniem, że potrzeba jeszcze wiele pracy oraz poświęconego czasu na wyczyszczenia państwa polskiego z układów urzędniczo-mafijnych, które zakorzeniły się w Polsce od czasów komunizmu.

 

Profesor Andrzej Nowak jest ekspertem w kwestiach związanych z historią Polski oraz Europy wschodniej. Odpowiadając młodemu działaczowi Endecji stwierdził m.in. iż dobrym narzędziem do polepszenia sytuacji na tej płaszczyźnie jest rozsądne wybieranie swoich przedstawicieli w samorządach.