Akcja o nazwie „Marsz dla Życia” kojarzy się głównie z radosną rodzinną atmosferą, troską o bezbronnych oraz manifestowaniem tego, że każde życie jest ważne od poczęcia do śmierci. Agresywne ataki na tę inicjatywę ze strony przedstawicieli lewicy pokazują, jak dużo jest w tym środowisku hipokryzji.

 

Marsz promujący tradycyjny model rodziny i sprzeciwiający się zabijaniu dzieci nienarodzonych został zakłócony przez aktywistów środowiska LGBT i skrajnej lewicy w Berlinie. W tegorocznym pochodzie idącym przez stolicę Niemiec, udział wzięło ok. 6 tysięcy osób. Uczestniczyli w nim również tacy duchowni jak m.in. arcybiskup Berlina Matthias Heinrich czy też abp Heiner Koch.

 

Próby blokowania marszu oprócz środowisk LGBT i anarchistycznych ugrupowań, organizowali również przedstawiciele takich partii politycznych jak Zieloni i SPD. Zarzucają oni bowiem przeciwnikom aborcji… bycie „przeciwnikami praw człowieka”.

 

Zakłócanie „Marszu dla Życia” przerodziło się w pewnym momencie w zamieszki. W związku z tym interwencję podjęli funkcjonariusze służb. Z nimi wówczas starli kontrmanifestanci. Niemiecka policja aresztowała kilkoro z nich.

 

 

Źródło: doRzeczy.pl ; YouTube/Ruptly

Fot.: Pxhere

 

Gorąco w Warszawie! Nie tylko za sprawą pięknej pogody, ale także starcia dwóch grup, o skrajnie odmiennych poglądach politycznych. Antifa i Obywatele RP próbowali zablokować legalny marsz środowisk odwołujących się do narodowych socjalistów. Zaatakowano także dziennikarza „DoRzeczy”, Wojciecha Wybranowskiego.

„Przemaszerujemy ulicami Warszawy by wszyscy usłyszeli i zobaczyli nasz sprzeciw przeciwko wyzyskowi, kapitalizmowi oraz łamaniu praw pracowniczych. Hasłem tegorocznego Marszu jest „Praca, Naród, Sprawiedliwość” – zapowiadali „Szturmowcy” w wydarzeniu na Facebooku.

W trakcie relacji na żywo, którą prowadził Wojciech Wybranowski widać jak dwie zamaskowane osoby stojące obok Magdaleny Lempart atakują dziennikarza. Całą sytuację widać tutaj.

 

Rozruchów nie widać końca. Opanować sytuację próbuje ponad dwa i pół tysiąca żandarmów, wraz z oddziałami szturmowymi. Co najmniej jeden z funkcjonariuszy został ranny w głowę.

 

Zamieszki te są kolejnym problemem jaki w ostatnich miesiącach dotyka Francji. W ostatnim czasie dochodzi tam do strajków m.in. w lotnictwie i na kolei, a na ulicach wielu francuskich miast odbywały się protesty przeciwko reformom przeprowadzanym przez prezydenta Emmanuela Macrona. Dodatkowo we Francji wciąż istnieje zagrożenie zamachami terrorystycznymi przez działalność skrajnie islamistycznych osób, a przykładowo na przedmieściach Paryża czy obozowiskach dla uchodźców, takich jak słynna „dżungla” w Calais dochodziło do licznych starć imigrantów z siłami bezpieczeństwa.

 

Teraz jednak zamieszki wywołały ugrupowania skrajnie lewicowe. Francuska policja próbuje poskromić agresję anarchistów i radykalnych ekologów. Starcia mają miejsce niedaleko Nantes. Lewicowi aktywiści i bojówkarze sprzeciwiają się budowie lotniska nieopodal Notre-Dame-des-Landes. Stworzyli oni także w tamtej okolicy nielegalne obozowisko, w którym rozmieścili namioty oraz zbudowali szałasy.

 

Francuskie władze nakazały znajdującym się tam osobą opuścić nielegalnie zajmowane miejsce i to wówczas stało się pretekstem do wywołania zamieszek przez przedstawicieli skrajnej lewicy. Zazwyczaj zamaskowani, a nawet w ubrani w maski przeciwgazowe protestujący palą opony oraz obrzucają butelkami z benzyną pojazdy francuskiej policji. Ta zaś odpowiada gazem łzawiącym oraz granatami ogłuszającymi.

 

Żandarmów wspierają oddziały antyterrorystów, jednak opanowanie sytuacji okazało się nie być zbyt łatwe.

 

Ataki przeprowadzono w godzinach nocnych. Jak przekazały we wspólnym oświadczeniu prokuratura oraz policja po jednym z ataków, użyto koktajli mołotowa, a niektóre z nich wpadły do środka budynku przez otwarte okno.

 

W czwartkową noc miejsce miało podpalenie meczetu w Stuttgarcie. Obyło się wówczas bez ofiar. Po ataku tym, Gokay Sofuoglu- przywódca tureckiej społeczności potępił zachowanie sprawców ataku i sytuację w Stuttgarcie określił „aktem terroru” oraz „nieludzką zbrodnią”.

 

W nocy z soboty na niedzielę, zaledwie kilka godzin po tym, gdy policja poinformowała o rozpoczęciu śledztwa ws. incydentu w Stuttgarcie, został podpalony kolejny turecki meczet. Tym razem do ataku doszło w stolicy kraju- Berlinie.

 

Straż pożarna otrzymała zgłoszenie o pożarze w meczecie na terenie Berlina około godz. 2. O godz. 3:30 akcja była już zakończona, a płomienie ugaszone.

 

Co ciekawe, wśród komentarzy pojawiają się sugestie i podejrzenia, że ataków nie dokonały ugrupowania nazistowskie czy prawicowe, a przedstawiciele ludności kurdyjskiej lub wspierająca ich skrajna lewica i bojówki powiązane z takimi ugrupowaniami jak antifa. Wskazywać ma na to fakt, że zaatakowano meczety tureckie.

 

[Poniżej nagranie z jednego z takich ataków.]

 

 

1 marca w Polsce to Narodowy Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych. Tego dnia w wielu miastach upamiętnia się bohaterów stawiających antykomunistyczny opór sowieckiemu totalitaryzmowi. Jednakże nie wszyscy planują oddawać tego dnia hołd osobom poświęcającym życie dla wolnej Polski.

 

Środowiska lewicowe planują protestować przeciwko upamiętnianiu żołnierzy NSZ i innych bohaterów antykomunistycznego podziemia. Na 1 marca, swoją manifestację w Warszawie zapowiedziała skrajna lewica. Organizatorem marszu mającego rzekomo upamiętniać ofiary wyklętych jest „Studencki Komitet Antyfaszystowski”.

 

Marsz wyruszyć ma o godz. 17  z ul. Marszałkowskiej 21. Manifestacja rozpocznie się więc pod budynkiem Instytutu Pamięci Narodowej.

 

– Nasz przemarsz rozpoczniemy pod budynkiem IPN – instytucji winnej ogromu podłych kłamstw oraz konfabulacji, która poddaje się politycznej presji tam, gdzie jest miejsce wyłącznie na rzetelną pracę naukową i refleksję. Skończymy zaś na Rakowieckiej 37, gdzie ma się rozpocząć marsz narodowców — pogrobowców przeklętej idei „uświęconej Ojczyzną zbrodni”, której dopuścili się niektórzy z czczonych dziś „żołnierzy wyklętych” – ogłosiła organizacja „Studencki Komitet Antyfaszystowski”.

 

Przedstawiciele skrajnej lewicy sugerują zabranie na ich manifestację czarnych flag, kojarzonych z antyfaszystowskimi bojówkami.

 

Oczywiście przez stolicę przemaszerować ma również patriotyczny marsz upamiętniający Żołnierzy Niezłomnych. Jego blokadę zapowiedziała już znana z zamieszek i protestów totalnej opozycji przeciwko przeprowadzonym przez obecny rząd zmianom organizacja „Obywatele RP”. To skrajnie lewicowe ugrupowanie planuje swoją blokadę na godz. 18:30 przy ul. Rakowieckiej 37.

 

Czy niestety na ulicach Warszawy dojdzie do starć pomiędzy ludźmi chcącymi uczcić pamięć o Żołnierzach Wyklętych a antifą i „Obywatelami RP”?