W najbliższych dniach można spodziewać się utrudnień podczas przemieszczania się po stolicy. Na terenie Warszawy, wprowadzony zostanie bowiem stopień alarmowy ALFA. Jak poinformował portal rmf24.pl, taką decyzję podjął szef rady ministrów Mateusz Morawiecki.

 

Stopień alarmowy ALFA obowiązywał będzie od najbliższego poniedziałku do piątku. W związku z jego wprowadzeniem, funkcjonariusze służb mogą przeprowadzać niezapowiedziane kontrole miejsc publicznych. Kontrolowane mogą być również pojazdy przemieszczające się w rejonie Stadionu Narodowego oraz Zamku Królewskiego. Dodatkowo trzeba liczyć się z tym, że wiele ulic wokół tych miejsc będzie zamkniętych. Tyczy się to głównie środy i czwartku. Do osób przebywających w Warszawie skierowana jest prośba, aby zwracać szczególną uwagę na ludzi zachowujących się w nietypowy sposób, a także na zostawiane bez nadzoru pakunki i bagaże.

 

Cała sytuacja wiąże się z organizowanym w Polsce szczytem bliskowschodnim. Jego temat wywołuje sporo dyskusji i kontrowersji, ponieważ może on wiązać się z ochłodzeniem relacji z Iranem. Teheran uznał bowiem organizowanie tego szczytu za akt wrogości.

 

Stopień alarmowy ALFA był już w ostatnich miesiącach wprowadzony w naszym kraju. Miało to miejsce przy okazji szczytu klimatycznego w Katowicach. Wówczas obowiązywał on na terenach województwa małopolskiego oraz śląskiego.

 

Jak donosi rmf24.pl, taka decyzja ma charakter prewencyjny, a służby nie otrzymały informacji o ewentualnej realnej możliwości wystąpienia niebezpiecznych zdarzeń czy ataków terrorystycznych.

 

 

Źródło: rmf24.pl 

Fot.: Facebook/@atp997

 

MB

 

Sytuacja ta ma miejsce w Lublinie. Około godz. 12 służby otrzymały informację o ładunku wybuchowym, który ma być rzekomo podłożony na terenie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. 

 

Zdecydowano się na ewakuowanie ludzi ze wszystkich znajdujących się tam budynków podlegających pod KUL. Na miejsce zdarzenia przybyła policja, a także straż pożarna. Studenci wyczekują na zewnątrz dalszego rozwoju sytuacji.

 

Kilka dni temu podobna sytuacja miała miejsce w Toruniu, kiedy alarm bombowy ogłoszony był na terenie Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Jest to szkoła należąca do o. Tadeusza Rydzyka.

 

 

Źródło: kurierlubelski.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

W zeszłym tygodniu informowaliśmy o alarmie bombowym, jaki miał miejsce w leżącym na Dolnym Śląsku Głogowie. Było to we wtorek 10 lipca. Bomba miała być rzekomo podłożona w miejscowym Sądzie Rejonowym. Przed południem, około godz. 11 otrzymano anonimowy telefon, w którym niezidentyfikowana osoba poinformowała, że w sądzie został podłożony ładunek wybuchowy. Nie bagatelizowano tego zawiadomienie i podjęto decyzję o ewakuacji.

 

Z budynku Sądu Rejonowego ewakuowano wówczas kilkudziesięciu pracowników, a także osoby mające uczestniczyć w rozprawach, które zaplanowane były na tamten dzień. W działania zaangażowano specjalną grupę policyjnych pirotechników.

 

Po przeszukaniu pomieszczeń w sądzie, okazało się, że alarm można uznać za fałszywy. Po dwóch dniach, funkcjonariuszom policji udało się zatrzymać sprawcę całego zamieszania. Odpowiedzialny za wywołanie alarmu oraz przekazanie informacji o rzekomym podłożeniu bomby jest 27-latek mieszkający w znajdującym się niedaleko od Głogowa Lubinie.

 

Nie są znane informacje na temat szczegółów co do motywacji mężczyzny, jednak swoim działaniem chciał on zdaniem policji wywołać przeświadczenie, że może dojść do wielkiego zagrożenia dla ludzi lub mienia o szczególnej wartości (w tym przypadku budynku Sądu Rejonowego w Głogowie).

 

– 12 lipca policjanci Wydziału Kryminalnego zatrzymali 27–letniego mieszkańca Lubina. Jest on podejrzany o wywołanie w dniu 10 lipca 2018 roku, fałszywego alarmu i doprowadzenie do utrudnień w funkcjonowaniu Sądu Rejonowego w Głogowie. W wyniku wszczętego alarmu, zarządzono ewakuację wszystkich osób przebywających w budynku sądu. Gmach został przeszukany przez policyjnych pirotechników, którzy nie odnaleźli żadnych ładunków wybuchowych czy niebezpiecznych przedmiotów – poinformował podinsp. Bogdan Kaleta, pełniący funkcję oficera prasowego Komendanta Powiatowego Policji w Głogowie.

 

Zatrzymany 27-latek został objęty dozorem policyjnym, a także usłyszał zarzut wywołania fałszywego alarmu o podłożeniu ładunku wybuchowego. Za ten czyn grozi mu w świetle polskiego prawa kara nawet 8 lat pozbawienia wolności.

 

Warto mieć na uwadze, że poza wywołaniem strachu oraz obaw wśród ludzi, działanie mieszkańca Lubina zaburzyło w tym przypadku funkcjonowanie przez spore utrudnienia i zmiany co do zaplanowanych na 10 lipca spraw.

 

Ta sytuacja to niejedyny problem jaki w ostatnim czasie spotyka miasto Głogów. W ostatnim czasie zaognił się tam konflikt części radnych z zastępczynią prezydenta miasta Bożeną Kowalczykowską, dotyczący sprawy Zielonego Przedszkola, którą zajmował się także tragicznie zmarły samorządowiec i endecki działacz Paweł Chruszcz. Sprawa tej zagadkowej i dramatyczna śmierci również nie została jeszcze wyjaśniona. Dodatkowo od lat problemem Głogowian jest trujący arsen i jego stężenie w powietrzu.

 

W dolnośląskiej miejscowości doszło dziś do nerwowej sytuacji. Wszystko w związku z alarmem bombowym w dolnośląskim mieście Głogów. W ostatnim czasie o miejscowości tej było dość głośno w związku z kilkoma lokalnymi aferami oraz tragiczną śmiercią radnego Pawła Chruszcza.

 

Bomba miała być rzekomo podłożona w miejscowym Sądzie Rejonowym. Przed południem, około godz. 11 otrzymano anonimowy telefon, w którym niezidentyfikowana osoba poinformowała, że w sądzie został podłożony ładunek wybuchowy. Nie bagatelizowano tego zawiadomienie i podjęto decyzję o ewakuacji.

 

Z budynku sądu ewakuowano kilkudziesięciu pracowników, a także interesantów docierających na rozprawy, które zaplanowane były na dzisiaj. Działania na miejscu podjęli funkcjonariusze ze specjalnej grupy pirotechnicznej.

 

– Policjanci z grupy pirotechnicznej przeszukują każde pomieszczenie sądu w poszukiwaniu podejrzanych elementów – przekazywał w trakcie akcji podinspektor Bogdan Kaleta, oficer prasowy KPP Głogów.

 

Alarm okazał się być fałszywy. Rozprawy, które w Sądzie Rejonowym w Głogowie zostały zaplanowane na późniejsze popołudniowe godziny zostały odroczone. Nie są znane dokładne motywy osoby, która poinformowała o podłożeniu bomby, jednak nie jest wykluczone, że ktoś chciał uniknąć swojej obecności na którejś z wtorkowych rozpraw lub nie chciał by odbywała się już teraz.

 

 

W ostatnich dniach lokalne media informowały o sporze pomiędzy częścią radnych a lokalną panią wiceprezydent, której odwołania oni się domagają. Ma to związek ze znajdującym się w Głogowie Zielonym Przedszkolem, w którym dochodziło do znęcania się nad podopiecznym. Dodatkowo są poważne podejrzenia co do korupcji przy okazji funkcjonowania placówki.

 

Wiceprezydent Bożena Kowalczykowska, zarzuca samorządowcom manipulację odpierając ich zarzuty i twierdzi, że w sprawie Zielonego Przedszkola kontaktowała się jedynie ze ŚP. Pawłem Chruszczem, przy czym jej zdaniem nie otrzymywała sygnałów, iż dzieje się tam coś złego. Grupa radnych zarzuca jej jednak, że miała wiedzę na temat incydentów do jakich tam dochodzi,  a na dowód tego mają mieć nagraną jednej z jej rozmów.

 

Zielone Przedszkole i związane z nim problemy to jedna z afer, którą zajmował się endecki działacz- radny Paweł Chruszcz, który prywatnie jest bratem posła Sylwestra Chruszcza (WiS/Endecja). Miał on przekazać w Sejmie byłemu wiceszefowi CBA dokumenty dotyczące zapewne korupcji dotyczącej sprawy Zielonego Przedszkola. Radny Chruszcz zajmował się też lokalnym problemem stężenia arsenu powietrzu oraz problemami narosłymi wokół działania spółki KGHM Polska Miedź. Niestety ciało zaangażowanego samorządowca zostało znalezione w tegoroczne święto Bożego Ciała powieszone na słupie energetycznym w gminie Pęcław, nieopodal Głogowa. Sprawa nadal jest badana i rodzi wiele pytań.

 

W nocy z piątku na sobotę doszło do ataku rakietowego ze strony USA przy wsparciu Francji oraz Wielkiej Brytanii na cele w Syrii. Miała być to odpowiedź na atak chemiczny dokonany w Dumie, z której wypierani są przez wojska Assada rebelianci zrzeszeni w organizacji Armia Islamu. O przeprowadzenie ataku chemicznego, USA oraz ich sojusznicy oskarżają syryjskie władze. Ostatniej nocy jednak znów doszło do alarmu oraz uruchomienia systemu obrony przeciwlotniczej.

 

W nocnych godzinach, lokalne media przekazały informacje o rzekomym ataku rakietowym na syryjskie bazy lotnicze. Zasugerowano również, iż ataku tego dokonało lotnictwo należące do armii Izraela. Przed tygodniem, również wskazywano na izraelskie myśliwce, kiedy zaatakowana miała zostać baza sił powietrznych w syryjskiej prowincji Hims.

 

Jak podało dodatkowo Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, w pobliżu znajdującej się na terenie prowincji Hims bazy lotniczej Szajrat usłyszeć można było silne eksplozje. SANA (syryjska agencja prasowa) poinformowała, że przechwyconych miało zostać wiele rakiet przez obronę przeciwlotniczą. Do sprawy odniosły się również władze w Damaszku określając rzekomy atak „agresją”. Przedstawiciele rządu nie wskazali jednak jednoznacznie kto odpowiadać ma za kolejny atak rakietowy wymierzony w Syrię, choć nieoficjalne informacje wskazywały na izraelskie lotnictwo.

 

– Nic nie wiem o takim zdarzeniu – odpowiedział rzecznik izraelskiej armii.

 

Również przedstawiciel USA zaprzeczył, jakoby amerykańskie wojsko miało dokonać kolejnego ataku na terytorium Syrii.

 

– Stany Zjednoczone nie prowadzą w tej chwili żadnych działań zbrojnych w tym regionie – przekazał rzecznik Pentagonu.

 

Zdaniem niemieckiej agencji dpa, alarm z ostatnich godzin, który w Syrii aktywował system obrony przeciwlotniczej, miał okazać się być tym razem jednak fałszywy. Agencja powołuje się przy tym na syryjskie koła wojskowe. Eksplozje, o których mówiono w relacjach z nocnych wydarzeń w okolicach Damaszku, miały być efektem właśnie uruchomienia systemu obrony przeciwlotniczej, co spowodował fałszywy alarm.