W Krakowie doszło do kolejnej niebezpiecznej sytuacji przy okazji interwencji policji. Zdarzenie miało miejsce we wtorkowe popołudnie, przed godziną 16. O sprawie poinformował portal onet.pl.

 

Niebezpieczne sceny rozegrały się na osiedlu Dywizjonu 303. To tam zatrzymane do kontroli zostało BMW 520 przez policjantów z drogówki. Jak ustalili dziennikarze Onetu, pojazdem kierował 20-letni mężczyzna, a na miejscu pasażera znajdowała się kobieta będąca również w młodym wieku.

 

Funkcjonariusze z patrolu drogówki po zatrzymaniu auta, rozpoczęli rutynową kontrolę. Kiedy 20-latek został poinformowany przez nich, że zostanie poddany badaniom na obecność środków psychoaktywnych, ten zaczął zachowywać się w sposób agresywny. Mężczyzna uderzył policjanta, a następnie zdecydował się uciekać na piechotę.

 

Po niedługim pościgu, funkcjonariuszom udało się powalić 20-latka na ziemię. Ten jednak nadal był agresywny, a przy tym starał się przejąć broń palną jednego z policjantów. Wtedy też, drugi z funkcjonariuszy zdecydował się na oddanie strzału ostrzegawczego. Kolejny padł, gdy zatrzymany próbował po raz kolejny uciekać.

 

Mężczyzna nie reagował na strzały ostrzegawcze, dlatego ostatecznie został postrzelony przez policjantów, po czym trafił do szpitala.

 

Szczegóły całego zajścia wyjaśniają śledczy.

 

 

Źródło: onet.pl ; radiozet.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

To nagranie z gatunku tych, po których każdy z nas może się zastanawiać nad tym kto poniósł w tym przypadku większą porażkę. Ciężko bowiem ocenić czy większy wstyd powinien być to dla Polaków, skoro ich obywatel tak zachowuje się zagranicą czy dla holenderskiej policji, która nie może uporać się z jednym agresywnym mężczyzną.

 

Film ten zyskuje szybko popularność w internecie. Nagrany na nim mężczyzna, demoluje samochody zaparkowane przy ulicy, jednak kilku uzbrojonych holenderskich funkcjonariuszy policji nie może go obezwładnić. Jak widać na zarejestrowanym materiale, agresywny Polak gołymi rękoma jest w stanie odeprzeć próby obezwładnienia go.

 

Na nagraniu słychać mowę polską, jednak jest to niestety wulgarne słownictwo. W pewnym momencie główny bohater nagrania wzywa nagrywającego mężczyznę do pomocy w walce z policjantami.

 

UWAGA! Nagranie jest nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich!

 

 

 

Źródło: Facebook/Othman Aanannaz

 

MB

 

Informowaliśmy dzisiaj o niebezpiecznym zdarzeniu przed Pałacem Prezydenckim. Z kolejnymi minutami wiadomo więcej o okolicznościach tego zdarzenia.

 

Początkowo Służba Ochrony Państwa poinformowała, że zatrzymano mężczyznę, który kierując samochodem osobowym próbował sforsować bramę Pałacu Prezydenckiego. Teraz według medialnych doniesień mających źródło w ustaleniach policji, sytuacja rozpoczęła się w okolicach Placu Piłsudskiego i nie miała nic wspólnego z Pałacem Prezydenckim.

 

Policja przekazała, że kierowca samochodu potrącił funkcjonariusza, kiedy ten chciał go zatrzymać ze względu na jazdę pod prąd.

 

Po potrąceniu policjanta, mężczyzna zaczął uciekać. Kiedy był w okolicy Pałacu Prezydenckiego uszkodził znajdujący się tam pomnik oraz najprawdopodobniej fragment ogrodzenia lub bramy, przed którą został zatrzymany przez funkcjonariuszy SOP. Sprawcą tego incydentu okazał się być 36-latek. Z mężczyzną nie ma logicznego kontaktu. Sprawdzane jest czy nie jest on pod wpływem środków odurzających. Jest on badany w szpitalu.

 

Pojazd, którym poruszał się 36-latek poddany został przeszukaniu. Na nagraniach pokazywanych przez stacje telewizyjne widać załadowane w nim kartony. Nie ma jednak dokładnych informacji na temat tego co w nich się znajdowało.

 

Prezydent Andrzej Duda przebywa obecnie w Davos. Odniósł się on jednak do zaistniałej dzisiaj sytuacji.

 

– To zdumiewająca sytuacja; chcę podkreślić, że pałac jest bezpieczny, dobrze strzeżony; funkcjonariusze SOP dobrze wykonują swoją pracę – zapewnił prezydent.

 

Bardzo prawdopodobne więc, że do incydentu przed bramą Pałacu Prezydenckiego doszło w wyniku utraty panowania nad kierownicą przez mężczyznę uciekającego przed policją po potrąceniu funkcjonariusza. Wciąż jednak ustalane jest czy 36-latek celowo kierował się w stronę Pałacu Prezydenckiego.

 

Potracony policjant doznał stłuczeń. Mówi się, że głównie ucierpiała okolice jego biodra. Jego życie nie jest na szczęście zagrożone.

 

 

Źródło: TVP Info

Fot.: Twitter/@TVPParlament

 

MB

 

Niestety ponad tydzień po śmiertelnym w skutkach zamachu na prezydenta Gdańska Pawła Admowicza oraz serii zatrzymać w związku z pogróżkami kierowanymi do polityków doszło do niebezpiecznego incydentu w stolicy Polski.

 

Nieznany jak na razie sprawca usiłował sforsować bramę Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. Napastnik wykorzystał do tego samochód osobowy. Takie informacje podają w ostatnich minutach polskie media powołując się na doniesienia ze źródeł z Pałacu Prezydenckiego.

 

Warto mieć na uwadze, że podczas przesłuchania, zabójca prezydenta Gdańska Stefan W. stwierdził, że po wyjściu z więzienia udał się w okolice Pałacu Prezydenckiego rozważając wtargnięcie na jego teren w ramach dokonania zamachu.

 

Będziemy informować o kolejnych doniesieniach w sprawie dzisiejszego incydentu.

 

AKTUALIZACJA:

NOWE INFORMACJE na temat incydentu przed Pałacem Prezydenckim!

 

 

Źródła: tvp.info ; wprost.pl

 

 

MB

 

Niepokojące doniesienia zarówno dla fanów piłkarskich, jak i też ludzi zwyczajnie śledzących wydarzenia na świecie. Doszło bowiem do zaginięcia samolotu, na pokładzie którego znajdował się występujący w prestiżowych europejskich ligach piłkarz z Argentyny Emiliano Sala.

 

Samolot zaginął nad rejonem Kanału La Manche w poniedziałkowy wieczór, dokładniej około godz. 21:30 czasu środkowoeuropejskiego. Wtedy właśnie maszyna zniknęła z radarów. Od wczoraj trwa akcja ratunkowa, jednak nie ma póki co niestety informacji o zlokalizowaniu samolotu.

 

Niestety istnieje duże prawdopodobieństwo, że maszyna uległa katastrofie. W akcję poszukiwawczą zaangażowała się również brytyjska straż nabrzeżna. Brytyjczycy skierowali tam dwa ratunkowe helikoptery, chociaż tamten teren nie należy do Wielkiej Brytanii.

 

Jak podała stacja BBC powołując się na informacje straży wybrzeża, warunki pogodowe nie były co ciekawe trudne w poniedziałkowy wieczór. Ocenia się je jako poprawne, choć występowały wówczas opady deszczu, ale nie były intensywne. Nie było również zbyt wietrznie.

 

28-letni Emiliano Sala to 28-letni napastnik. Argentyńczyk jest wychowankiem francuskiego Bordeaux. W 2015 roku przeniósł się do Nantes. Sala trafił w tym sezonie francuskiej Ligue 1 do bramki 12 razy w 19 meczach i został kupiony przez Cardiff City za 17 milionów euro, stając się najdroższym piłkarzem pozyskanym przez ten grający w angielskiej Premier League klub. Kontrakt został podpisany przez zawodnika w ubiegłą sobotę na okres trzech lat.

 

Po dopełnieniu tej formalności wrócił on do Francji w celu zabrania swoich rzeczy i rozpoczęcie przenosin do Walii. Prywatny samolot Piper Malibu z piłkarzem na pokładzie wyleciał z Nantes w kierunku Cardiff, jednak jak pisaliśmy wyżej niestety maszyna zaginęła. Nie przybycie samolotu na miejsce potwierdził również rzecznik prasowy walijskiego lotniska.

 

Nie ma potwierdzonych informacji na temat tego do kogo należał samolot.

 

 

Źródło: przegladsportowy.pl

Fot.:Pxhere

 

MB

 

 

Strzały padły na terenie holenderskiej miejscowości Helmond. W poniedziałkowy wieczór rozpoczęto tam obławę na sprawców. Wiadomo, że na niedługo po strzelaninie został zatrzymany jeden z mężczyzn.

 

Dramatyczne sceny rozegrały się przy ulicy Molenstraat. Niestety kule dosięgły również 15-latkę oraz 2-letnią dziewczynkę. Jak wskazują miejscowe media, były to ofiary przypadkowe. Dziecko było przewożone przez matkę w foteliku dołączonym do roweru. Ranna 15-latka także poruszała się na rowerze, które w Holandii są popularnym środkiem transportu. Poszkodowane trafiły do szpitala

 

Po incydencie policja zdecydowała się zamknąć część ulic, aby usprawnić poszukiwania uczestników strzelaniny. Pierwszy z zatrzymanych został osadzony w areszcie. W poszukiwania sprawców zaangażowano również śmigłowiec. Pracę policji ułatwić miały również zeznania świadków, którzy zapamiętali jakimi samochodami przemieszczali się podejrzani.

 

Elly Blanksma, pełniąca obowiązki burmistrza Helmond przyznała, że jest zszokowana tym co się stało w mieście. Oświadczyła również, że wyraża ubolewania zważywszy na fakt, że w strzelaninie rany odniosły niewinne osoby.

 

 

Źródło: tvp.info

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

 

Sławomir Kowalski ma trzy tygodnie na powrót do ojczyzny. Do tej pory pełnił on obowiązki konsula w Norwegii. Tamtejsze władze zdecydowały jednak o wydaleniu go z ich kraju. 

 

Jak donoszą media w Norwegii, powołując się na rzecznika norweskiego ministerstwa spraw zagranicznych, od polskiego MSZ zażądano odesłania do kraju naszego konsula, po uprzednim odwołaniu go z placówki w Oslo, stolicy Norwegii.

 

Według pojawiających się medialnych informacji mówi się, że stronie norweskiej zależało na tym, by odwołanie polskiego konsula nastąpiło w jak najszybszym czasie.

 

Zarówno norweskie, jak i polskie media przypominają, że Sławomir Kowalski znany był ze swojego zaangażowania w sprawę walki o prawa polskich rodzin, które zgłaszały doznanie krzywdy ze strony Barneverknet, norweskiego urzędu, który jak podaje IAR, ma w założeniu dbać o dobro dzieci. Strona norweska nie potwierdziła, że działalność polskiego konsula na tej właśnie płaszczyźnie przyczyniła się do decyzji o wydaleniu go z Oslo.

 

Informacje o jego aktywnym działaniu w sprawie rodzin niesprawiedliwie potraktowanych przez Barneverknet potwierdzać ma też Chrześcijańska Koalicja Norwegii (KNN).

 

Sławomir Kowalski został dwa lata temu nagrodzony i otrzymał tytuł „Konsula Roku”. Co roku, polski minister spraw zagranicznych wyróżnia w ten sposób szczególnie merytorycznych i zaangażowanych konsulów. Nagradzając Sławomira Kowalskiego, MSZ informował iż jest to „ukłon wobec wszystkich, którzy walczą o polskie dzieci i godność polskiej rodziny za granicą”.

 

Polak pełni obowiązki konsula w Norwegii od 5 lat. Według norweskich dziennikarzy, o planowanym wydaleniu został on poinformowany 18 stycznia.

 

Rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Norwegii Per Bardalen Wiggen stwierdzi, że powodem żądania norweskich władz stało się postępowanie polskiego konsula w kilku sprawach, a w tym także jego zachowanie wobec funkcjonariuszy państwowych, które zdaniem rządzących w Oslo nie spełnia wymogów, które stawia się dyplomatom reprezentującym inne państwo.

 

– To wydarzenie nie wpłynie na nasze dobre stosunki z Polską i polskimi władzami – stwierdził też Per Bardalen Wiggen w oświadczeniu dla prasy.

 

 

Źródło: gazeta.pl 

Fot.: Flickr

 

MB

 

Choć od tragedii jaka rozegrała się w centrum Gdańska minął już ponad tydzień, to jednak kolejne dni przynoszą nowe informacje dotyczące okoliczności zabójstwa prezydenta Pawła Adamowicza. Więcej wiemy też już o sprawcy zamachu- Stefanie W. Teraz wywiadu dla „Dużego Formatu” udzieliła pani Jolanta, jego matka. 

 

Wcześniej z kobietą spotkał się dotychczasowy wiceprezydent Gdańska, który wyznał później, iż bliscy Stefana W. zostali objęci opieką psychologiczną, ponieważ sami również mocno przeżywają to czego dopuścił się jeden z członków ich rodziny.

 

Matka Stefana W. w rozmowie z „Dużym Formatem” ponownie nie kryła żalu ze względu na to co się stało i przeprosiła za to, czego dokonał jej syn.

 

– Jeden z moich synów do mnie zadzwonił: „Mamo, Stefan dźgnął nożem prezydenta Adamowicza i teraz go reanimują”. A syn dowiedział się od kolegi, który oglądał relację z Orkiestry i zatelefonował, by mu powiedzieć. Włączyłam telewizor, już wszyscy o tym mówili, prezydent był właśnie przewożony do szpitala. Zaczęłam płakać, mąż również, mówiliśmy do siebie: „To niemożliwe” – wspomina w wywiadzie pani Jolanta.

 

Co ciekawe, prezydenta Pawła Adamowicza znała matka jego oprawcy. Pani Jolanta przyznaje, że mijając się niejednokrotnie mówili sobie „dzień dobry”.

 

– Pracuję w placówce oświatowej, pan prezydent był u nas kiedyś na rocznicy. Ciepły, dobry człowiek. Nieraz widywałam go na ulicy, w centrum miasta, pewnie szedł do pracy. Mówiliśmy sobie dzień dobry. Gdy pan prezydent był operowany, cały czas myślałam, że z tego wyjdzie. Następnego dnia, w poniedziałek, składałam na policji zeznania i byłam pewna, że okaże się, że już wszystko dobrze – opowiedziała w rozmowie z „Dużym Formatem”.

 

W rozmowie z „Dużym Formatem”, kobieta po raz kolejny podkreśliła, że w jej opinii Stefan nie powinien wychodzić na wolność lub przynajmniej powinien być pod stałą obserwacją. Dlatego też jesienią zaalarmowała policję w tej sprawie.

 

Ale usłyszałam, że nie ma podstaw, że zgłoszą tylko swoje wątpliwości zakładowi karnemu. Nikt się ze mną później nie kontaktował– podkreśliła. Skończyłam resocjalizację, rozumiałam, co się dzieje, ale skoro mój syn został wypuszczony, nie wińcie mnie, proszę, ani moich dzieci. Co mieliśmy zrobić? – Nie kryje rozżalenia całą dramatyczną sytuacją, matka sprawcy ataku w Gdańsku.

 

W wywiadzie nie pominięto też trudnego tematu na temat tego, jak teraz pani Jolanta patrzy na swoje dziecko, które dopuściło się morderstwa w obliczu kamer.

 

– To jest najtrudniejsze. Jako matka wciąż go kocham. Tylko rozpaczam, że zrobił coś strasznego. Tyle osób skrzywdził, prezydenta, jego rodzinę, nas… A ja nadal jestem matką – Wyjaśniła pani Jolanta.

 

To co mówi kobieta jest wyjątkowo poruszające, kiedy ma się świadomość, że starała się ona uniknąć wcześniej wyjścia na wolność syna po to, aby nie doszło do jakiejś tragedii.

 

– To najtrudniejsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić. Urodziłam syna, który zabił człowieka, i muszę z tym żyć. Ale nigdy się go nie wyrzeknę. Będę z tym cierpieniem już do końca życia, choć syna straciłam na zawsze. Na wolności najpewniej już go nie zobaczę – powiedziała we wzruszających słowach.

 

– Po zamachu na prezydenta w nocy wpadła policja, z bronią w ręku, zabrali synów na przesłuchanie – opowiada matka Stefana W. wspominając godziny po ataku na życie prezydenta Gdańska i to jak funkcjonariusze przyszli, aby zabrać na przesłuchanie jej pozostałych synów.

 

Rozmówczyni „Dużego Formatu” przekazała w wywiadzie przeprosiny dla bliskich zabitego prezydenta. Tłumaczyła też, że również jej rodzina cierpi przez to co się wydarzyło przed tygodniem.

 

– Niech nas ktoś zrozumie, on skrzywdził także nas. Tak bardzo bym chciała prosić żonę, dzieci, rodziców oraz brata pana prezydenta o wybaczenie, ale wiem, że proszę o dużo i być może będę musiała na to długo poczekać. Dlatego chciałam tego jedynego wywiadu – żeby dotarły do nich moje słowa: bardzo państwa przepraszam. Bardzo przepraszam za moje dziecko – wyznała.

 

W rozmowie poruszono też temat tego, w którym momencie szczególnie zaniepokoiła się ona zachowaniem swego syna i doszła do wniosku, że należy zaalarmować policję.

 

– W trakcie ostatniego, listopadowego widzenia znów mówił, że wydarzyła mu się krzywda. „Zdrowie mi zniszczyli” powtarzał, i że zrobi coś spektakularnego. Wystraszyłam się. Niektórzy z rodziny nie chcieli go już odwiedzać – wyjaśniła matka Stefana W.

 

W wywiadzie opublikowanym przez „Duży Format”, czytamy też o tym, że kobieta deklaruje iż „miała taką myśl”, aby udać się w poniedziałek i wziąć udział w wiecu poświęconym pamięci zabitego prezydenta Adamowicza lub w środę postawić znicz na placu Solidarności, jednak nie miała na to wystarczającej siły.

 

– Te tłumy ludzi… Nie byłam w stanie zrównać się z tą tragedią. O udziale w pogrzebie nie miałam odwagi nawet pomyśleć – mówiła w wywiadzie.

 

Niedawno w mediach pojawiły się informacje, że Papież Franciszek planuje przekazać różaniec matce Stefanie W., podobnie jak uczynił to wcześniej wobec członków rodziny zamordowanego Pawła Adamowicza. W internecie pojawiają się również niepotwierdzone informacje, że młodszy brat Stefana W. planował zostać duchownym.

 

O ostrzeżeniach, które kobieta kierowała ona jeszcze jesienią do policji pisaliśmy również tutaj:

Nowe informacje o sprawcy zamachu w Gdańsku! Służby wiedziały o planach Stefana W.?

 

Źródło: Gazeta Wyborcza ; „Duży Format” ; rmf24.pl

Fot.: Facebook / YouTube

 

MB

 

Aborcja to nadal temat, który wywołuje wiele kontrowersji i skrajnych emocji. Taka sytuacja nie tylko ma miejsce w naszym kraju, ale niemal na całym świecie. Warto tutaj zaznaczyć, że prawo w Polsce chroni dzieci przed narodzinami zdecydowanie bardziej niż ma to miejsce u naszych europejskich sąsiadów. Wciąż jednak i u nas rocznie setki dzieci giną w wyniku aborcji. 

 

W związku z powyższym, organizacje zajmujące się obroną życia dzieci nienarodzonych nadal mają co robić w naszej ojczyźnie. My natomiast, postanowiliśmy poznać bliżej działalność pro-liferów. Porozmawialiśmy z kilkoma wolontariuszami działającymi w krakowskiej komórce Fundacji Pro-Prawo do Życia, w tym również z panią prezes lokalnych struktur Anną Trutowską. Nie uciekaliśmy od trudnych pytań dotyczących m.in. kontrowersyjnych banerów używanych przez ludzi z tej organizacji na ich akcjach w miejscach publicznych.

 

Zapytaliśmy także zwykłych przechodniów o opinie na temat zarówno samej aborcji, jak i również metod działania obrońców życia. Potwierdził się fakt, że zdania w społeczeństwie są w tych kwestiach podzielone.

 

Reportaż został przygotowany przez Izę Wyżgę oraz Michała Barnasia z redakcji ProstozMostu TV.

 

Zachęcamy do obejrzenia oraz podzielenia się ze znajomymi!

 

 

 

MB