Trwa piłkarski mundial w Rosji. Polscy kibice w napięciu wyczekują pierwszego gwizdka w jutrzejszym meczu z Senegalem, który będzie pierwszym wyzwaniem dla naszych piłkarzy na tegorocznych mistrzostwach świata. Jednakże nie wszyscy skupiają się na wspieraniu polskich piłkarzy. Gwiazdy kojarzone z sympatiami wobec „opozycji totalnej”, publicznie dopuszczają się krytyki wobec naszej reprezentacji, a nawet kibiców.

 

Takim zachowaniem „wykazała się” znana aktorka Krystyna Janda. Jej postawa jest mocno krytykowana przez wielu internautów oraz osób patriotycznie nastawionych m.in. do sportowych rozgrywek. Janda nie kryje już od dłuższego czasu swojej sympatii wobec „opozycji totalnej” i organizatorów antyrządowych manifestacji, którzy nawołują do obalenia obecnych rządów koalicji Zjednoczonej Prawicy.

 

Kontrowersyjna wypowiedź Krystyny Jandy padła podczas programu na stacji TVN24. W kolejnym wydaniu „Drugie śniadanie mistrzów”, aktorka wyraziła swoją pogardę wobec zachwytu polskich kibiców nad sukcesami naszych sportowców.

 

– Mamy absolutną świadomość, jaką piłka nożna ma siłę i jaki ma wpływ na narody i społeczeństwa. Jednak Polscy kibice przy byle sukcesie dostają zupełnie irracjonalnego obłędu i manię wielkości – wyraziła się w programie Krystyna Janda, krytykując przy tym radość i ekscytacje Polaków przy okazji sukcesów sportowych jakie spotykają nasz naród.

 

Tą wypowiedź oraz zachowanie aktorki skrytykował m.in. znany dawny bramkarz polskiej reprezentacji Jan Tomaszewski. Jego zdaniem aktorka nie zasługuje na zapamiętanie jej nazwiska wśród polskiej społeczności.

 

– Nie wiem skąd biorą się takie głosy. Pani Janda mówiąc te słowa określiła swoją nienawiść do Polski, bo jak to inaczej nazwać? Jeżeli ktoś źle życzy drużynie narodowej to nie wiem o co chodzi. Przecież nasi piłkarze reprezentują całą Polskę, czyli mnie, a nawet panią Jandę. W polskim interesie jest, aby rozsławiać naszych sportowców walczących w Mundialu – skomentował całą sytuację Jan Tomaszewski, wypowiadając się dla „Super Expressu”.

 

Zdaniem zasłużonego dla polskiej piłki bramkarza, tego typu słowa to zupełna kompromitacja.

 

– To tak jakbym życzył, aby kandydujący do Oscara film z udziałem pani Jandy odpadł w przedbiegach. To absurd! Z całych sił na pewno trzymałbym kciuki za tę ekranizację. Dlatego, bo to sprawia, że o Polsce jest głośno i możemy być z niej dumni. Staram się pozostawić to bez komentarza, bo jest to ogromna kompromitacja – stwierdził Tomaszewski.

 

 

 

Paweł Chruszcz angażował się społecznie w wiele inicjatyw oraz patriotycznych przedsięwzięć. Był radnym Głogowa, prezesem dolnośląskich struktur stowarzyszenia Endecja oraz wielkim patriotą, poświęcającym wiele czasu na działalność narodową. Prywatnie jego bratem jest prezes Endecji poseł Sylwester Chruszcz. Aktywność tragicznie zmarłego narodowca koncentrowała się w jego „małej ojczyźnie”. Tropił wiele afer m.in. te związane z lokalnymi urzędnikami, prezydentem Głogowa, jak również spółką KGHM.

 

30 maja, żona radnego zgłosiła jego zaginięcie, a kolejnego dnia (w Boże Ciało), zwłoki Pawła Chruszcza znaleźli kibice klubu Chrobry Głogów, którego zagorzałym fanem był również zmarły tragicznie endek. Dotarli oni do swojego kolegi przed służbami. W nocy z 30 na 31 maja, akcję poszukiwawczą przerwano, argumentując tą decyzję panującymi warunkami. Ciało 42-latka kibice odnaleźli powieszone na przekrzywionym słupie energetycznym w okolicy zalesionego terenu. Odnalezienie zwłok udało się, dzięki wysłanej przez zmarłego dzień wcześniej mapce do jednego ze znajomych. Poszukiwania Chruszcza miały być utrudnione, ze względu na logowanie jego telefonu w różnych miejscach.

 

Sprawa śmierci Pawła Chruszcza niesie ze sobą wiele pytań, zw. na to iż radny zajmował się podejrzanymi sprawami i wyjaśniał afery. Wiązało się to z faktem, że zaszkodził on interesom ludzi, którzy byli winni przekrętów, na których tropy radny wpadał. W ostatnich tygodniach przed śmiercią miał on zachowywać się dość nerwowo. Usunął swoje konto z Facebooka, starał się zabezpieczyć swój majątek, a także często wspominał, że kogoś się obawia. „Oni mnie zabiją” miał powiedzieć nawet w poniedziałek, dwa dni przed swoją śmiercią w trakcie telefonicznej rozmowy z jednym ze znajomych. Osoba, która pierwsza odnalazła zmarłego, relacjonowała iż Paweł Chruszcz miał poszarpane ręce, a także założone okulary, choć nie nosił ich cały czas, a używał głównie do czytania. Prokuratura ustaliła, że przyczyną zgonu było uduszenie. Na jego ciele zaobserwowano tzw. bruzdę wisielczą. Sprawą zajmuje się legnicka prokuratura, a dalsze czynności śledczych są prowadzone.

 

Teraz, kilka tygodni po tragicznej śmierci, do sprawy odniósł się Zbigniew Harasimiuk, będący Prokuratorem Okręgowym w Legnicy. Jak przekazał nadal badane są trzy wątki i teorie dotyczącej tej tragedii. Są to: samobójstwo, samobójstwo pod presją oraz zabójstwo z upozorowaniem samobójstwa. Prokurator powiedział też, że śledczy badają kwestie publicznej działalności radnego Chruszcza oraz to jakimi sprawami się zajmował, w tym również tymi związanymi ze spółką KGHM.

 

– Nie chcę komentować doniesień medialnych, bo to nie nasza rola. Mogę powiedzieć, że w śledztwie brane są pod uwagę trzy główne wątki: samobójstw, samobójstwo pod presją innych osób oraz zabójstwo z upozorowaniem samobójstwa – powiedział prokurator Harasimiuk. Dodał, że analizowana jest m.in. działalność publiczna Chruszcza. W kontekście KGHM wiemy np., że pokrzywdzony interesował się notowanymi w Głogowie przekroczeniami arsenu, wiemy też, że zajmowała go sprawa nieprawidłowości w jednym z przeszkoli w mieście – przekazał prokurator Zbigniew Harasimiuk.

 

Dzień po pogrzebie Pawła Chruszcza doszło do pobicia fotoreportera „Faktu”, który zajmował się sprawą tej tajemniczej śmierci. Według relacji pokrzywdzonego, do napaści miało dojść, kiedy wracał on ze spaceru z psami, a kilku napastników zaczaiło się przy miejscu jego zamieszkania. Zdaniem fotoreportera mieli oni go zwyzywać i krzyczeć, że to „za sprawę Chruszcza”, a uratować go miały jego psy, które szczekaniem zaalarmowały sąsiadów. Zdaniem prokuratury jednak, nie jest to prawda, a mężczyzna pobił się ze swoim sąsiadem, kiedy obydwaj byli pod wpływem alkoholu.

 

 

Piłkarski mundial rozkręca się na dobre, a polscy kibice wciąż w napięciu wyczekują wtorkowe spotkania Polska-Senegal, które będzie pierwszym meczem naszych piłkarzy na trwających mistrzostwach świata. Przygotowania polskich piłkarzy oraz to jak spędzają oni swój czas w Rosji, śledzą dziennikarze i wielu fanów sportu. Ostatnio to gdzie i jak zawodnicy polskiej reprezentacji spędzają czas, postanowiła skomentować Kinga Rusin, dziennikarka i prezenterka z telewizji TVN.

 

Swój kontrowersyjny wpis celebrytka zamieściła na Instagramie. Opublikowała go ona po tym jak polscy piłkarze udali się do delfinarium. Informacja o tej wycieczce pojawiła się jako jeden z komunikatów dla kibiców na temat tego, jak wyczekujący w Soczi na pierwszy mecz zawodnicy spędzają czas wolny.

 

Taki wypad reprezentantów Polski zbulwersował gwiazdę programu „Dzień Dobry TVN”. Twierdzi ona bowiem, że wyjściem do takiego miejsca, piłkarze dali zły przykład młodzieży.

 

– Serio? Nasi piłkarze „relaksowali” się w delfinarium? Jak można relaksować się w delfinarium, wiedząc to, co cywilizowany świat wie już od dawna!? Delfinaria to miejsce powolnej śmierci, w strasznych cierpieniach, jednych z najpiękniejszych, najdelikatniejszych i najrozumniejszych ssaków na Ziemi! To miejsce, gdzie na ich cierpieniu zarabia się kasę! – czytamy na profilu Kingi Rusin.

 

Cały wpis umieszczony został wraz z fotografią, na której widnieją nie żyjące zabite delfiny, wokół których pływa krew. Jak wnioskować możemy z wpisu prezenterki TVN-u, jej zdaniem ta wizyta była zorganizowana dla ‚rozrywki i „relaksu” bezrefleksyjnej gawiedzi’.

 

– A to wszystko dla rozrywki i „relaksu” bezrefleksyjnej gawiedzi! Jaki to przykład dla milionów młodych fanów, dla których nasi piłkarze to prawdziwi bohaterowie i wzór do naśladowania!? – Zadaje pytania w swoim wpisie Kinga Rusin.

 

– W niewoli zamknięte są na kilkunastu metrach płytkiego basenu. W konsekwencji muszą zaprzestać używania swojego kluczowego zmysłu – echolokacji bo ultradźwięki odbite od ścian basenu powodują ich dezorientację i nasilają tylko stres. Pamiątkowe zdjęcie z delfinem na brzegu basenu to dla niego tortura szczególnie kiedy leży na brzegu basenu z ogonem do góry (ulubiona poza turystów). To stan, w którym w nienaturalnej pozycji ma przeciążone wnętrzności. Jednocześnie przeżywa silny stres, gdyż kojarzy się mu to z wyrzuceniem przez morze na brzeg – sytuacją będącą dla niego śmiertelnym zagrożeniem – stwierdza w uzasadnieniu swojej krytyki dziennikarka.

 

 

Do zdarzenia doszło przy ulicy Szczecińskiej. W zlokalizowany tam budynek hotelu wjechał samochód. Kierowca swoim pojazdem rozbił szyby i wjechał do umiejscowionej tam restauracji. Wszystko rozegrało się kilka minut po godzinie 11.

 

Mężczyzna po wjechaniu do wnętrza budynku, a dokładniej w hotelowy hall, zatrzymał się dopiero na stolikach ustawionych w restauracji. Jak się okazało w samochodzie było dwóch mężczyzn.

 

Autem kierował 63-latek, a obok niego jako pasażer znajdował się jego 68-letni znajomy. Kierowca był pod wpływem alkoholu. W wydychanym powietrzu zmierzono ilość alkoholu na poziomie 2,3 promila. To przyczyniło się do zaistnienia tej niebezpiecznej sytuacji. Pod wpływem alkoholu znajdował się również mężczyzna jadący jako pasażer.

 

Mężczyźni poruszali się Volkswagenem Golfem. Samochód przemieszczał się w kierunku ulicy  Św. Teresy od strony ulicy Sianokosy. Kierujący autem 63-latek utracił panowanie nad kierownicą, stało się to na wysokości budynku numer 95. Wówczas doszło do groźnie wyglądającego incydentu i wjechania samochodu do restauracji w miejscowym hotelu.

 

Przy całej sytuacji, nikomu nic się nie stało. Akurat w tym czasie, w pomieszczeniu nikogo nie było, więc doszło jedynie do szkód materialnych.

 

– W restauracji nikogo dziś nie było, ale wszystko było przygotowane na mającą się odbyć jutro konsolację – stwierdził pracownik restauracji.

 

Ustalono, że samochód jechał z dość dużą prędkością. Świadczyć ma o tym fakt, że okno rozbite przez auto, znajduje się ok. 35 cm nad podłożem. Samochód ominął wręcz o centymetry znajdujący się tam betonowy filar. Jeśli by się to „szczęście w nieszczęściu” nie udało, wówczas naruszona mogłaby zostać cała konstrukcja budynku hotelu.

 

Pijany kierowca stracił prawo jazdy po doprowadzeniu do opisanego incydentu. Warto zapamiętać, że za jazdę pod wpływem alkoholu grozi kara do dwóch lat pozbawienia wolności.

 

 

 

 

 

 

Do ataku doszło na południu kraju, a dokładniej w miejscowości Seyne-sur-mer. Kobieta dokonała ataku w hipermarkecie krzycząc przy tym „Allahu Akbar!” (Allah jest wielki).

 

Islamistka rozpoczęła swój atak, kiedy znajdowała się przy kasie w sklepie. Raniła nożem klienta oraz ekspedientkę. Zaatakowane osoby przeżyły, jednak zostały ranne. Sprawczyni została zatrzymana.

 

Informacje na temat tego jak przebiegało całe zdarzenie, przekazał miejscowy dziennik „Nice-Matin”. Te niepokojące doniesienia potwierdził również prokurator Bernard Marchal. W ataku nożowniczki bardziej ucierpiał mężczyzna znajdujący się w hipermarkecie jako klient. Został on dwa razy ugodzony nożem w klatkę piersiową i w wyniku odniesionych ran musi być hospitalizowany. Według prokuratury kobieta była chora psychicznie.

 

– To najwyraźniej izolowany fakt, osoba ze sprawdzonymi zaburzeniami psychiatrycznymi – stwierdził prokurator Bernard Marchal. Jednocześnie nie wyklucza on, iż motywacją był tutaj radykalizm w poglądach sprawczyni ataku.

 

Prowadzone jest już śledztwo w sprawie zajścia w Seyne-sur-mer. Kobieta, która zaatakowała nożem na terenie sklepu nie była wcześniej notowana przez policję.

 

– Istnieje domniemanie zamachu i przestępstwa o podłożu terrorystycznym – zaznacza Bernard Marchal.

 

Badane są jej ewentualne związki z Państwem Islamskim lub innej organizacji terrorystycznej o podłożu islamistycznym. W celu ustalenia kolejnych szczegółów sprawy, podjęto różne działania, w tym m.in. przeszukanie domu kobiety, do którego doszło w godzinach popołudniowych.

 

– Nie wiemy jeszcze, czy te fakty zaliczyć do aktów terrorystycznych. W każdym razie doszło do sterroryzowania człowieka, który niczego się nie domagał. Został on napadnięty przy kasie supermarketu – poinformował prokurator Marchal.

 

We Francji ataki nożowników, które dokonywane były przez osoby motywowane islamskim fundamentalizmem w ostatnich latach zdarzały się często. Charakterystyczny jest przy nich okrzyk „Allahu Akbar!”. Jednak nie tylko te metody przeprowadzania ataku były wykorzystywane przez islamistów na terytorium Francji od czasu wybuchu problemu masowej migracji z Afryki oraz Bliskiego Wschodu. Osoby deklarujące się jako żołnierze ISIS do zabijania przypadkowych osób wykorzystywali też m.in. samochody osobowe i ciężarówki. Spory problem stanowią również dokonywane przez niezasymilowanych imigrantów ataki na tle seksualnym, jak i też nielegalne obozowiska uchodźców. Przy próbach ich likwidacji niejednokrotnie dochodziło do starć z policją.

 

 

 

 

Do strzelaniny doszło na festiwalu sztuki. W czasie jego trwania uczestników zaatakowało dwóch mężczyzn, którzy otworzyli w pewnym momencie ogień do zebranych na tym wydarzeniu ludzi. Jedna osoba nie żyję, są też ranni.

 

Wszystko rozegrało się w Stanach Zjednoczonych na terenie stanu New Jersey. Festiwal sztuki „Art All Night” odbywał się w mieście Trenton. Jest to środkowa część New Jersey. Dwóch napastników miało zacząć strzelać do ludzi ok. godziny 2:45 niedzielnej nocy, kiedy na festiwalu zebranych było ok. 1000 ludzi.

 

Jeśli chodzi o ofiarę śmiertelną strzelaniny, ma nią być jeden z podejrzanych- mężczyzna w wieku 33 lat. Drugi ze sprawców został zatrzymany.

 

W wyniku odniesionych obrażeń aż 20 osób zostało rannych. Jak poinformował Angelo Onofri, będący przedstawicielem lokalnej prokuratury, czworo z nich, ze względu na odniesiony rany postrzałowe jest w stanie krytycznym. Wśród nich znalazł się również 13-letni chłopak.

 

Motywy działania sprawców oraz ich personalia nie są znane.

 

 

Piłkarskie Mistrzostwa Świata w Rosji rozpoczynają się już dziś. O godz. 17 odbędzie się mecz otwarcia, w którym z gospodarzami zmierzą się piłkarze Arabii Saudyjskiej. Spotkanie poprzedzone będzie oficjalnym otwarciem tegorocznego mundialu. Strach wśród kibiców i organizatorów chcą tymczasem wzbudzić dżihadyści.

 

Przez ostatnie kilkadziesiąt godzin na kanał propagandowych, którymi posługuje się Państwo Islamskie zaobserwowano wzmożoną aktywność. Przekazywane treści wzywają zwolenników dżihadystycznej ideologii do wykorzystania piłkarskiego święta w ramach terrorystycznej działalności. ISIS nawołuje do przeprowadzania ataków w Rosji, podczas odbywających się wydarzeń, które śledzi cały sportowy świat.

 

Islamiści z ISIS zabraniali na podbitych terenach prowadzenia oficjalnych rozgrywek sportowych czy też słuchania muzyki nie mającej związku z ich radykalną wersją islamu. To jednak tylko jeden z powodów, dla których piłkarski mundial biorą sobie za cel. Jedną z głównych przyczyn takiego działania jest fakt, jak nośne propagandowo oraz jak głośne stały by się wiadomości o ataku terrorystycznym towarzyszącym wielkiej imprezie masowej, na którą przybyli fani piłki nożnej z całego świata. Dodatkowo dżihadystów do takich praktyk determinuje fakt, że Rosja zaangażowana w wojnę Syrii, na której wspiera siły rządowe prezydenta Bashara Al Asada oraz utrzymuje dobre relacje w regionie z szyickim Iranem, zadała dotkliwe ciosy na terenach zajmowanych przez ISIS. Przez to też stała się jednym z głównych wrogów Państwa Islamskiego, a na terenie Rosji dochodziło już niejednokrotnie w ostatnich latach to ataków przeprowadzanych przez islamskich terrorystów.

 

Groźby ataku w czasie mistrzostw, ludzie związani z kalifatem ISIS publikowali już wcześniej. Były to m.in. plakaty przedstawiające uzbrojonego dżihadystę spoglądającego na Stadion Łużniki czy też taki, który ukazywał ścinanie na murawie boiska Cristiano Ronaldo oraz Leo Messiego.

 

Równocześnie trzeba pamiętać, że wywołanie strachu i paniki to także coś co ta organizacja terrorystyczna chce osiągać. Groźby ze strony ISIS pojawiały się także przed ostatnimi Mistrzostwami Europy. Czy w trakcie tamtych rozgrywek doszło do ataku we Francji? Tak, doszło. Jednakże nie stało się to bezpośrednio w miejscu sportowych wydarzeń. W tamtym okresie, zwolennik ISIS zaatakował nożem rodzinę francuskiego policjanta.

 

W Rosji jak podkreślają eksperci, rozpoczynającym się rozgrywkom towarzyszą spore środki bezpieczeństwa oraz kontrole, bez których nieuprawnione osoby nie przedostaną się na teren stadionu. Miejscowe służby mimo wszystko będą jednak miały sporo pracy, aby zapewnić lokalnej społeczności oraz tłumom kibiców bezpieczeństwo na terenie całych miast.

 

 

Przez ostatnie lata Francja stała się jednym z tych krajów Europy, w których masowa imigracja z Afryki i Bliskiego Wschodu przyniosła szczególnie tragiczne skutki. W zamachach terrorystycznych zginęły tam już setki ludzi, a nie są to jedyne przejawy przestępczości jaka pojawia się u niezasymilowanych przybyszów z państw muzułmańskich

 

Do jednego z największych ataków Państwa Islamskiego przeprowadzonego na terenie Europy doszło w Paryżu 13 listopada 2015 roku. Terroryści zaatakowali wówczas w kilku miejscach na terenie stolicy Francji. Uderzyli m.in. przy stadionie podczas meczu reprezentacji Francji z Niemcami oraz w czasie koncertu wewnątrz sali koncertowo-teatralnej Bataclan. To właśnie tam ma się odbyć koncert, który wywołuje wiele kontrowersji.

 

Na deskach Bataclan wystąpić ma raper, którego treści piosenek nawiązują do propagowania ideologii dżihadystycznych. Występuje on jako Medine i ma algierskie pochodzenie. Jeden z jego albumów nosi tytuł „Jihad”, co również jest samo w sobie uznawane za prowokacyjne. Dodatkowo na okładce tej płyty zamieszczono arabski miecz, z kształtu podobny do maczety.

 

Allach mi wystarczy, nie potrzebuje laickiej republiki! Wszystkich niewiernych ukrzyżujemy – jak na Golgocie – i trafimy dzięki temu do raju!” – Tak brzmią słowa jednej z piosenek, które znalazły się na płycie „Jihad” rapera.

 

Rodziny ofiar zamachu sprzed niemal trzech lat czują się oburzone i wszczęły protest wobec planów organizacji koncertu. Ich zdaniem, występ islamskie fundamentalisty w Bataclan to opluwanie pamięci o ofiarach tamtego ataku. Ich postulaty niektórzy liderzy francuskiej prawicy.

 

Obecne władze w Paryżu jednakże nie planują raczej zablokowania występu Medine’a. Nie zrobił tego również prezydent Emmanuel Macrone. Premier Francji- Edourd Philippe oznajmił natomiast, że nie zamierza „cenzurować artystów”.

 

 

 

 

 

W dniu jutrzejszym rozpoczną się wyczekiwane przez kibiców piłkarskie Mistrzostwa Świata w Rosji. Tymczasem świat obiegła sensacyjna informacja o zwolnieniu selekcjonera reprezentacji Hiszpanii- Julena Lopeteguia, który prowadził kadrę od 2016 roku.

 

We wtorek pojawiły się informacje, że trener podpisał kontrakt na trzy lata z Realem Madryt. Pierwotnie miał on jednak dołączyć do „Królewskich” po zakończeniu mundialu. Dziś jednak na konferencji prasowej zorganizowanej w Krasnodarze ogłoszono, że postanowiono finalnie inaczej i mimo iż do mistrzostw zostają godziny, Lopetegui zostaje zwolniony i nie jest selekcjonerem Hiszpanii.

 

Jak stwierdził Luis Rubiales, pełniący funkcje szefa RFEF (hiszpańskiej federacji piłkarskiej), związek poczuł się w obowiązku podjęcia takiej decyzji, co wynika z podania do wiadomości publicznej informacji o podpisaniu kontraktu Julena Lopeteguia z madryckim zespołem. Całe zamieszanie wywołał fakt, że 22 maja 51-letni trener przedłużył do 2020 roku umowę z RFEF, a pomimo tego trzy tygodnie później ogłosił swoje odejście do „Królewskich”.

 

– RFEF nie może być na marginesie negocjacji z udziałem jednego z jej pracowników i poznać ustalenia pięć minut przed upublicznieniem oficjalnego komunikatu. Są pewne normy zachowania. Prosiłem, żeby niczego nie upubliczniać. Podjęto działania, mimo że prosiłem o wstrzymanie się. Nikt nie jest ponad zasadami, zawsze najważniejsze jest dobro reprezentacji. Nie mogliśmy odwrócić wzroku, zmuszono nas do działania – powiedział Luis Rubiales.

 

Szef RFEF zaznaczały jednak też, że nadal będzie darzył szacunkiem dotychczasowego selekcjonera Hiszpanów.

 

– To dzięki niemu jesteśmy w Rosji. Według mnie to wciąż trener najwyższej klasy, co tylko utrudniło podjęcie tej decyzji. Nie czuję się zdradzony, bo w czasie pracy z kadrą wykonał znakomitą robotę. Nasze relacje zakończyły się uściskiem dłoni – stwierdził.

 

Nie jest nadal wiadome, kto zastąpi Julena Lopeteguia w prowadzeniu Hiszpanii, jednakże jak podkreśla Rubiales, decyzja związku w tej kwestii ma zostać podjęta w taki sposób, aby nie naruszyła zbyt mocno struktury sztabu szkoleniowego.

 

Reprezentacja Hiszpania na mundialu w Rosji znalazła się w grupie B, w której mierzyć się będzie z Portugalią, Marokiem oraz Iranem.

 

Pierwszy mecz hiszpańscy piłkarze rozegrają już w piątek, a zagrają przeciwko Portugalii.