Opis tej dokonanej w tym miesiącu zbrodni szokuje i brzmi wyjątkowo drastycznie. Dla wielu ludzi, ktoś dopuszczający się tego typu morderstwa nie może pozostawać przy zdrowych zmysłach. Policja wciąż poszukuje w tej sprawie człowieka odpowiedzialnego za śmierć dziewczyny. O tych dramatycznych wydarzeniach poinformował Super Express.

 

Tragedia miała miejsce 2 listopada w północno-wschodniej części Ukrainy. 15-letnia Alisa Onyszczuk w drastycznych okolicznościach straciła swoje życie.

 

Dziewczyna planowała tamtego dnia dotrzeć do swojej szkoły w Charkowie pociągiem. Ten miał jej jednak uciec, w związku z czym wybrała drogę przez las. Ta decyzja niestety skończyła się dla niej tragicznie.

 

Matka 15-latki zgłosiła zaginięcie dziewczyny, po tym jak znaleźć miała w lesie but swojej córki, kiedy sama jechała tamtędy rowerem. Zaniepokojona kobieta udała się wówczas najpierw do szkoły, jednak tam tego dnia nie widziano już Alisy. To zdeterminowało jej matkę do zaalarmowania służb.

 

Policja dokonała później makabrycznego odkrycia. Ciało dziewczyny zostało znalezione bowiem w lesie. Obok ofiary znajdować miały się symbole satanistyczne, a twarz 15-latki wysmarowana była krwią. To jednak nie wszystko. Jak podaje Super Express, na drzewie znajdującym się obok miejsca znalezienia zwłok, zawieszone były koguty pozbawione głów.

 

Badania wykazały, że na 15-letniej dziewczynie dokonano brutalnego gwałtu oraz pozbawiono ją życia przez uduszenie. Policja szuka obecnie sprawcy tej strasznej zbrodni, motywowanej najprawdopodobniej satanizmem. Podejrzany mężczyzna jest w wieku 35-45 lat. Był on widziany w okolicy dworca kolejowego, w czasie kiedy Alisa zaginęła.

 

 

Źródło: se.pl

Fot.: Pxhere

 

MB

 

Świat kibicowski w Polsce ma to do siebie, że często można w jego ramach ujrzeć zaskakujące zwroty akcji. Niejednokrotnie zdziwić mogły przełomy w relacjach pomiędzy fanami różnych drużyn, kiedy tzw. zgody zawierane zostały pomiędzy ekipami nie darzącymi się wcześniej sympatią lub konflikty wybuchały pomiędzy grupami kibicowskimi, które przez lata pozdrawiały się z trybun. Zadziwiać mogła też pomysłowość ultrasów przygotowujących oprawy meczowe na polskich stadionach. Jedna z ekip postrzeganych jako najlepsze pod tym względem, ogłosiła właśnie zakończenie swojej działalności.

 

W ostatnich dniach, wśród polskich kibiców piłkarskich dosyć głośno było o wydarzeniach z ostatniego weekendu października. Chuligani identyfikujący się z łódzkim Widzewem przejęli wówczas siedem flag należących do kibiców Lecha Poznań.

 

Następstwem tamtej smutnej dla sympatyków „Kolejorza” sytuacji stało się rozwiązanie ich ekipy ultras działającej jako „Ultras Lech ’01”. Poziom przygotowywanych przez tą grupę opraw, wysoko oceniali nie tylko kibice z Polski, ale również zagraniczni.

 

W internecie pojawił się specjalny komunikat opublikowany w imieniu grup kibicowskich Lecha Poznań. Jego treść brzmi następująco:

 

W związku ze stratą Naszych flag, grupa Ultras Lech ’01 przestaje istnieć.

Na wyjeździe do Częstochowy, na sektorze w obecności wszystkich, osoba odpowiedzialna za działania grupy musiała wyciąć Nasz Święty Herb z ich grupowej flagi i tym samym zakończyła jej działalność.

 

Rok temu, grupa „Ultras Lech ’01” świętował 16-lecie istnienia, w ramach czego zaprezentowała specjalną oprawę. Można ją zobaczyć na poniższym nagraniu.

 

 

Źródło: stadionowioprawcy.net ; YouTube/Peryferia TV

Fot.: Flickr

 

MB

 

Chociaż sport kojarzy się w tak dużej mierze ze zdrowym trybem życia i dbaniem o siebie, to jednak dochodzi przy okazji jego uprawiania czasami do wydarzeń tragicznych. Tak też było w ostatnich dniach przy okazji jednej z walk bokserskich.

 

Włoski pięściarz Christian Daghio przegrał swoją ostatnią walkę przez nokaut i niestety przez odniesione przy tym obrażenia zmarł w wieku 49 lat.

 

Christian Daghio urodził się 4 kwietnia 1969 roku we włoskiej miejscowości Capri. W Tajlandii mieszkał natomiast od trzydziestu lat. Za życia urósł on do roli włoskiej legendy Muay Thai. W tej dyscyplinie sportów walki, aż siedmiokrotnie zostawał mistrzem świata. Jednak od 2015 roku zaczął walczyć już jako bokser. Swoją ostatnią walkę stoczył 26 października br. Walczył tego dnia z Donem Pareuangiem o regionalny pas WBC w wadze półciężkiej. Nokaut miał miejsce w 12. rundzie walki.

 

Włoski pięściarz przyjął na głowę kilka szczególnie mocnych ciosów, po których padł na deski. Po zakończeniu przegranej przez Christiana Daghio walki, został on przetransportowany do szpitala. Przez tydzień znajdował się w stanie śpiączki, ale niestety w piątek bokser zmarł.

 

– Umarł tak jak chciał. Jako mistrz. Chciał walczyć do ukończenia 80 lat. Ring był całym jego życiem. Miał dziewczynę w Tajlandii i pięcioletnią córeczkę, która jeszcze nie wie, że jej ojciec nie żyje – wyjaśnił brat Christiana Daghio.

 

 

 

Źródło: Sport.pl ; YouTube/Sportlism

Fot.: Pixabay

 

MB

 

Człowiek ten stał się legendą polskiego sportu. Teraz od tygodni po raz kolejny musi walczyć o szczególne zwycięstwo. Stawką jest tu bowiem jego zdrowie i normalne funkcjonowanie. Dramat rozpoczął się od wypadku, do którego doszło w Kolonii.

 

Ryszard Szurkowski to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych sportowych reprezentantów naszego kraju w XX wieku. W sumie pięć razy udało mu się zwyciężyć w Wyścigu Pokoju, który był bardzo popularny i chętnie śledzony przez polskich kibiców. W ramach tej imprezy, przejechał łącznie aż 52 etapy w koszulce lidera, a 13 etapów wygrał. Dwukrotnie zdobył też wicemistrzostwo olimpijskie wraz z kolegami z drużyny. Sukcesów miał jednak znacznie więcej. Trzy raz (w tym raz indywidualnie) zostawał mistrzem świata.

 

Teraz 72-letni już Szurkowski znów wierzy w odniesienie zwycięstwa, walcząc w być może najważniejszym wyścigu jakiego musi się podjąć w swoim życiu.

 

Podczas odbywającego się 10 czerwca w Niemczech, a dokładniej na terenie Kolonii wyścigu, Ryszard Szurkowski uległ wypadkowi. W związku z tym przykrym wydarzeniem, kolarz od 13 tygodni leży, walcząc o powrót do normalnego życia. 72-letni sportowiec ma już za sobą skomplikowaną operację twarzy, a także dwie operacje kręgosłupa. Wciąż cierpi on na czterokończynowe porażenie, w związku z czym całe dnie spędza w szpitalnym łóżku.

 

O swojej trudnej historii, Szurkowski zdecydował się opowiedzieć teraz. Do tej pory bowiem, o całym dramacie wiedzieli jedynie jego bliscy. Rozmowa z nim zostanie opublikowana wkrótce przez „Przegląd Sportowy”.

 

– Gdybym jechał dziesięć pozycji dalej, wpadłbym na kupę ludzi i nic by się nie stało. No, ale się stało. Hamowanie było bez sensu, ale musiałem odruchowo zacisnąć klamki, bo nie chroniłem głowy. Walnąłem twarzą w asfalt. Nic więcej sobie nie zrobiłem, nie miałem żadnych zadrapań na ciele. Ale głowa… Jakby ktoś walnął mnie dechą w czapę. Słyszałem trochę trzasku, zgrzytu, widziałem swój kask przed sobą, bo spadł mi z głowy. O dziwo, nie straciłem przytomności – opowiada o swoim wypadku w wywiadzie dla PS legendarny reprezentant polski w kolarstwie.

 

Ryszard Szurkowski pomimo wymagającej czasu i cierpliwości walki o własne zdrowie, jednak nadal nie brakuje mu determinacji. Jak sam mówi nie zamierza się poddawać.

 

– Mam czterokończynowe porażenie. Wszystko dlatego, że zmiażdżyłem rdzeń kręgowy. Podczas wypadku zrobił się na nim mały wylew. To tak zwane uszkodzenie mozaikowe. Mam jednak nadzieję, że dojdę do zdrowia. Ruszam już trochę rękoma, choć lepiej prawą. Gorzej z nogami, dopiero zaczynam poruszać palcami u stóp. Jest lepiej, bo przez dwa miesiące w ogóle niczym nie mogłem poruszyć. Gdybym miał 25 lat, pewnie wszystko działoby się szybciej, a tak… trzeba czekać. Nikt nie wie jak długo, ale nie poddaję się – wyznał w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

 

Rehabilitacja, przez jaką musi przechodzić Ryszard Szurkowski wiąże się z dużymi kosztami. W pomoc legendzie kolarstwa włączyło się „Stowarzyszenie Lion Club Poznań 1990”.

 

 

Źródło: Przegląd Sportowy ; sport.onet.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

Nagranie z rozmowy byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z dawnym premierem Leszkiem Millerem opublikował portal tvp.info. Do tej pory, jak przypomina TVP Info, treść nagrania była znana tylko opisowo, dzięki ujawnionym przez „Wprost” zeznaniom kelnerów. Kiedy sprawa ujrzała światło dzienne, taśmy miały zostać zniszczone poprzez zatopienie ich w Wiśle. Jednak jak podaje portal tvp.info, po kilku miesiącach wyłowili je nurkowie działając na zlecenie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

 

Rozmowa dwóch ważnych w ubiegłych latach polityków, miała zostać zarejestrowana w restauracji Amber Room pod koniec 2013 roku. Były premier i były prezydent na nagraniach, rozmawiają przede wszystkim o sprawie tajnych więzień CIA na terenie Polski. Poruszyli wówczas też temat afery Lwa Rywina oraz komisji śledczej powołanej w celu jej wyjaśnienia.

 

Leszek Miller miał wyrazić wtedy swoje ubolewanie nad faktem, iż w ogóle zgodził się na powołanie tej komisji. Aleksander Kwaśniewski wspomina natomiast, jak ten polityczny błąd dał możliwość Platformie Obywatelskiej oraz rządowi Donalda Tuska wybronić się przed odpowiedzialnością polityczną po wybuchu w 2009 roku afery hazardowej.

 

– …że ja wtedy zgodziłem się na komisję śledczą, na to wszystko, co potem nastąpiło. Jakiś k***a amok. Przecież mogliśmy się na to nie zgodzić, no k**a – wyrażał się nie kryjąc rozgoryczenia, cytowany przez tvp.info były premier.

 

– Aleksander Kwaśniewski: Ale wiesz, przez to jesteś pionierem. Leszek Miller: [śmiech] Czuję się zaszczycony. Aleksander Kwaśniewski: Tusk dzięki temu, dzięki tobie, i za to powinien być ci wdzięczny, mógł ominąć kilka raf… – kontynuowali rozmowę były premier z byłym prezydentem.

 

– Leszek Miller: Przećwiczył to… Aleksander Kwaśniewski: Znaczy za niego przećwiczono. Przecież ja wiem, jak się to odbyło po tej aferze hazardowej. Wiesz jak było. On wezwał Ostachowicza, że ma przeanalizować to wszystko, co Miller zrobił źle. Oni zamknęli się na ileś tam, 48 godzin nie wychodząc i przynieśli pięciopunktowy kwit – dyskutowali wtedy obydwaj panowie, których treść rozmowy opublikował teraz portal tvp.info.

 

– Kwit wyglądał tak: pierwszy – wypier**lić wszystkich, których nazwiska pojawiają się w sprawie, bez żadnych tam… Punkt drugi – powołać komisję śledczą, ale w składzie sterowalnym przez Platformę. Punkt trzeci – wybrać na przewodniczącego najbardziej spolegliwą i pewną osobę, nie bacząc na komentarze prasowe – Sekuła. Punkt czwarty – premier powinien się stawić w momencie, który sam uzna za stosowny i zamęczyć komisję swoimi zeznaniami. Pojawił się i osiem godzin, zdaje się, przemawiał, wszyscy mieli już tak serdecznie dosyć, że błagali, żeby to się skończyło… no ale wiesz, obronił się, a sprawa była między nami mówiąc poważniejsza niż wy, bo ona angażowała tyle osób z rządu, że rzeczywiście ten rząd mógł wylecieć w powietrze – stwierdza na nagraniach Aleksander Kwaśniewski.

 

– Ale widzisz, cieszmy się, że nasi następcy są ludźmi, którzy korzystają z doświadczeń – mówi też Leszek Miller na taśmach, których treść ujawnia teraz portal tvp.info.

 

 

Źródło: tvp.info ; interia.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

MB

 

 

Do niebezpiecznego zdarzenia doszło na osiedlu Na Stoku, znajdującego się na terenie krakowskiej Nowej Huty. Sprawca ataku przy użyciu ostrego narzędzia został zatrzymany. 

 

Sytuacja miała rozegrać się w ostatni piąte na nowohuckim osiedlu. Dopiero teraz jednak o sprawie informują lokalne media. Strażnicy miejscy zostali poinformowani o krwawym ataku, kiedy na komisariat wbiegł świadek zdarzenia krzycząc, że jeden z kierowców taksówki, został pobity na postoju dla tych pojazdów.

 

Strażnicy udali się szybko we wskazane miejsce. Zastali tam dwóch szarpiących się mężczyzn. Kiedy funkcjonariusze zbliżali się, jeden z uczestników szarpaniny wsiadł do środka pojazdu, a drugi czekał obok autem. On okazał się być właśnie kierowcą taksówki. Miał twarz we krwi, ponieważ ugodzono go nożem właśnie w tym miejscu.

 

Jak stwierdził, człowiek siedzący wewnątrz taksówki bez powodu zaatakował go, pobił i zadał kilka ciosów nożem.

 

Jeden ze strażników miejskich, po otwarciu drzwi auta, kazał nożownikowi wyjść na zewnątrz. Ten jednak nie chciał wykonywać poleceń, dlatego został wyciągnięty z samochodu, obezwładniony i zakuty w kajdanki.

 

Dodatkowo, sprawca starał się uderzyć głową jednego ze strażników, kiedy oczekiwano na przyjazd policji. Groził on funkcjonariuszom i zachowywał się w sposób agresywny, pomimo zakutych w kajdanki rąk.

 

Napastnik został ostatecznie przekazany policjantom. Okazał się on być 40-letnim mieszkańcem Nowej Huty. Za dokonany atak stanie przed sądem, a czynności wyjaśniające w tej sprawie prowadzi VII komisariat policji w Krakowie.

 

 

Źródło: dziennikpolski24.pl

Fot.: Flickr

 

MB

 

Zachodnia Europa nadal nie radzi sobie z problemem napływu nielegalnych imigrantów z państw muzułmańskich. Spory kłopot powoduje m.in. we Francji fakt, że ta napływowa ludność nie integruje się w społeczeństwie, a wśród przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu oprócz potencjalnych terrorystów dociera na nasz kontynent też spora grupa przestępców i agresywnych osób.

 

W internecie niejednokrotnie oglądać mogliśmy nagrania przedstawiające nieludzkie zachowanie mężczyzn ze środowiska imigranckiego w krajach zachodniej Europy. Jakiś czas temu pisaliśmy przykładowo o przypadku brutalnego pobicia człowieka pochodzącego z Polski przez ciemnoskórych agresorów. O tej sprawie przeczytacie tutaj:

Polak skatowany przez imigrantów! Drastyczne nagranie [WIDEO]

 

Teraz w sieci, wiele osób zbulwersowanych jest kolejnym filmem krążącym po sieci. Podzielił się nim za pośrednictwem Facebooka m.in. poseł Adam Andruszkiewicz.

 

Na zarejestrowanym materiale widać, jak uzbrojony młody ciemnoskóry człowiek, celuje pistoletem w stronę siedzącej, bezbronnej nauczycielki. Taka bezkarność przedstawicieli mniejszości na zachodzie, powinna już dawno wywołać zapalenie się „czerwonej lampki” w głowach osób rządzących w Unii Europejskiej.

 

– Kolejny film, którego nie zobaczycie w polskojęzycznych mediach. Polka mieszkająca we Francji pokazała mi, jak wygląda codzienność we francuskich szkołach. Uczeń na lekcji wyciągnął broń i zaczął celować w głowę nauczycielce! A Francuzi nadal przyjmują islamskich imigrantów…UDOSTĘPNIJ i pokaż, że my w Polsce ich nie zapraszamy – napisał przy okazji udostępnienia tego niepokojącego filmu poseł Andruszkiewicz.

 

Problem agresji w szkołach ze strony dzieci z rodzin imigrantów to spory problem także na terenie Niemiec. Również stamtąd niejednokrotnie docierały informacje o atakach na rodzimą młodzież ze strony małoletnich przedstawicieli muzułmańskiej mniejszości. Także i z tego państwa, uznawanego przez wielu za wzór demokracji oraz oparcia funkcjonowania na tolerancji, pojawiały się nagrania prezentujące te niepokojące zjawiska. Było tak też w przypadku Sylwestra w Kolonii, kiedy kobiety były masowo napadane.

 

 

Źródło: Facebook/@andruszkiewicz.blog

Fot.: Pexels

 

MB

O przeprowadzaniu ataku przez islamistów poinformowała agencja Reutera, powołując się na relacje osób mieszkających w okolicach, gdzie napastnicy dokonali masakry. Odpowiedzialna za atak jest powiązania z Państwem Islamskim zbrodnicza organizacja Boko Haram, działająca aktywnie na terytorium Nigerii.

 

Krwawej zbrodni, bojownicy z Boko Haram dopuścili się w środowy wieczór. Wówczas z rąk islamistów zginęło co najmniej 15 ludzi. Jak opowiadają mieszkańcy, dziewięć ofiar poniosło śmierć na terenie wsi Bulabrin.

 

We wsi Kofa dokonano po ataku islamistów makabrycznego odkrycia. W zgliszczach jednego z domów znaleziono spalone ciała pięciu osób. Dodatkowo jedna osoba zginąć miała też w obozie dla uchodźców wewnętrznych w znajdującej się nieopodal wsi Dalori.

 

Boko Haram zabiło w ramach swojej działalności już ponad 27 000 ludzi. Organizacja powstała w 2002 roku, głosząc na początku sprzeciw wobec zachodniego stylu życia oraz edukacji. Mniej więcej od 2009 roku, ugrupowanie rozpoczęło zbrojnie starać się przekształcić Nigerię lub jej część w państwo wyznaniowe oparte na radykalnej wersji islamu.

 

 

Źródło: interia.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

Halloween to „święto” budzące wiele kontrowersji. Organizowanie imprez, zabaw w mrocznym, okultystycznym klimacie i mieszanie humoru zaraz przed świętem Wszystkich Świętych, ciężko jest pogodzić osobom wierzącym z radowaniem się wraz z tymi, którzy osiągnęli Zbawienia oraz z zadumą nad grobami naszych bliskich zmarłych. W Stanach Zjednoczonych zabawy halloweenowe są jednak ciągle w skali społecznej bardzo aktywnie praktykowane. W tym roku mogło się to skończyć tragicznie dla pewnego chłopca.

 

Do niepokojącej sytuacji doszło w ostatnich dniach, w miejscowości Galion w stanie Ohio w USA. 5-letni Braylen trafił do szpitala po odbyciu w towarzystwie kolegów tradycyjnych wizyt u okolicznych mieszkańców. Odwiedzając sąsiednie domy pytał ludzi jak wiele innych dzieci w Ameryce „cukierek albo psikus?”.

 

Jedna z osób dała chłopcu słodycze, które jak się okazało naszpikowane były narkotykiem. Dziecko po powrocie do domu  poczuł się źle. Zaraz po tym ciałem 5-latka wstrząsnęły skurcze. Rodzice postanowili zawieźć Braylena do szpitala.

 

Po przebadaniu moczu chłopca, lekarze stwierdzić mieli, że zażył on metaamfetaminę. Dziecko mogło wrócić do domu po około 7 godzinach.

 

– Nigdy nie sądziłam, że coś takiego przytrafi się mojemu dziecku. Na świecie są chorzy ludzie. To przecież mogło się skończyć dużo gorzej – stwierdziła w swoim wpisie na Facebooku mama chłopczyka.

 

Podejrzenia wobec ludzi, którzy dawali chłopcu cukierki padły od razu, ponieważ dostał on drgawek zaraz po powrocie do domu. Miejscowa policja zajęła się tą sprawą. Cukierki zostały przesłane do laboratorium i tam wykryto w nich metaamfetaminę.

 

 

Źródło: rmf24.pl ; Facebook

Fot.: Flickr

 

MB