Zagrożenie ataki i zdecydowanie większy nacisk na zachowanie standardów bezpieczeństwa na ulicach miast to rzeczywistość, która stanowi codzienność w niektórych krajach europejskich na przełomie ostatnich lat.

 

Wszystko w związku z faktem, że po rozwinięciu się organizacji Państwo Islamskie oraz masowej migracji do Europy z Afryki i Bliskiego Wschodu, w poszczególnych miejscach na naszym kontynencie zwiększyła się ilość napaści na tle seksualnym, a także doszło do kilku głośnych ataków nożowników czy innych zamachów terrorystycznych.

 

Cała sytuacja może stać się dla zwykłych obywateli jeszcze straszniejsza, kiedy usłyszą o tym o ile więcej dochodziłoby do ataków ekstremistów, gdyby nie udaremnianie części z nich przez służby odpowiadające za bezpieczeństwo. W ostatnich dniach po raz kolejny mieliśmy przykład sytuacji, w której agresor groził przypadkowym ludziom, zw. na różnice religijne.

 

Jak donoszą media, sytuacja miała miejsce w ostatnich dniach minionego tygodnia. We Francji, a dokładniej wewnątrz paryskiego metra, spore zamieszanie wywołał 23-letni Egipcjanin Emad F. Był on uzbrojony w nóż i potrzebna była interwencja służb.

 

Było południe, przed godziną trzynastą. Wówczas na stacji metra Anvers, Emad F. wywołał panikę, Zademonstrował on ludziom znajdującym się wokół niego, że ma przy sobie nóż i groził przeprowadzeniem ataku. Egipcjanin wykrzykiwał, że „zamorduje wszystkich katolików”.

 

Nożownik został na szczęście zatrzymany i nikomu nic się nie stało przy okazji tego zajścia. Jak się okazało, 23-latek był poszukiwany przez francuskie służby. Co warte podkreślania, był on wcześnie karany za zachowania tego typu.

 

Dżihadysta tłumaczył później, iż motywował się faktem, że jest wyznawcą islamu, w związku z czym chce on zabijać innowierców. Stąd też jego pogardliwe słowa o chęci mordowania katolików skierowane do przypadkowych osób.

 

Po tym zdarzeniu, akurat ulice Francji (a szczególnie Paryża) zaczęły być wyjątkowo mocno strzeżone. Na ulice wyszło ponad 100 tysięcy funkcjonariuszy policji oraz żandarmów. W samym Paryżu porządku pilnowało ok. 12 tysięcy policjantów wspieranych przez wojsko. Wszystko ze względu na narodowe święto- Dzień Bastylii oraz finał mundialu, przy okazji którego zorganizowano dużą strefę kibica w centrum stolicy, w pobliżu Wieży Eiffela. Zamieszek i tratowania się ludzi jednak i tak nie udało się uniknąć.

 

Jak się okazuje praca strażników granicznych obfitować może w kuriozalne sytuacje, które u niejednego mogą wywołać nawet uśmiech politowania. Tak było też i tym razem. O sprawie poinformowało Radio Poznań.

 

Relacjami z całego incydentu podzielili się funkcjonariusze straży granicznej pełniący służbę na terytorium obwodu wołyńskiego. Pewni Ukraińcy chcieli dokonać przemytu i w ramach niego przedostać się na terytorium Polski. Wpadli przy tym na dość oryginalny sposób działania, chociaż specyficzne metody stosują oni dość regularnie. Wcześniej już miało miejsce wykorzystanie motolotni, dronów czy też małych samolotów w procederze przemytniczym.

 

Tym razem można śmiało stwierdzić, że ukraińscy przemytnicy poszli krok dalej. Jak poinformowali przedstawiciele straży granicznej, zauważyli oni stemple, umożliwiające pozostawianie na ziemi znaków wyglądających jak ślady łosi. Stało się to w trakcie patrolu prowadzonego nieopodal granicy z Polską. Przedmioty te znajdowały się w pakunku, który zwrócił uwagę ukraińskich funkcjonariuszy straży granicznej.

 

Strażnicy są zdania, że pozostawili to przemytnicy chcący przedostać się do Polski. Stemple te posiadały też specjalne wiązadła, które dają możliwość dołączenia ich do obuwia. Przestępcy dzięki takiemu rozwiązaniu mogli unikać pozostawiania po sobie śladów butów przy okazji przekraczania granicy polsko-ukraińskiej.

 

Organizatorzy przemytu z Ukrainy do Polski, zazwyczaj próbują szmuglować wyroby tytoniowe. Choć metoda z wykorzystaniem imitacji kopyt łosiów i pozostawianie takowych śladów jest dość tanim pomysłem, to i tak oceniany on jest jako najoryginalniejszy z wykorzystywanych przez przestępców zajmujących się przemycaniem. To zdarzenie wprawiło strażników w niemałe zdziwienie, kiedy otworzyli oni paczkę z tak specyficzną zawartością

 

 

 

Informowaliśmy dzisiaj o wzmożonych patrolach na francuskich ulicach podczas trwającego weekendu. W samej stolicy Francji, porządku pilnowało ponad ok. 12 tysięcy funkcjonariuszy. Policję i żandarmów wspierało wojsko, a w gotowości były również służby medyczne. Wszystko w związku z organizacją strefy kibica przy Wieży Eiffela, dzień po drugiej rocznicy zamachu w Nicei.

 

Zaplanowano, że pomimo gigantycznej liczby przybyłych do centrum Paryża kibiców, każdego chcącego wejść do Fan Zone-y należy skontrolować ze względów bezpieczeństwa. Z góry przewidziano, że w strefie kibica zjawi się ok. 90 tysięcy ludzi chcących oglądać mecz na ogromnym ekranie zamontowanym na Wieży Eiffela. Szacunki te okazały się nie być przesadzone. Przeceniono raczej przy tym możliwości organizacyjne oraz podmioty odpowiedzialne za bezpieczny przebieg wydarzeń.

 

Bramki prowadzące do strefy otworzony o godz. 13. Jak się jednak okazało, policjanci nie mogli nadążyć z przeprowadzaniem kontroli przybywających ludzi, więc podjęli ryzykowną decyzję o wpuszczeniu części kibiców bez uprzedniego sprawdzenia ich. Strefa wypełniła się fanami piłki już po ok. godzinie. Wówczas doszło wtedy do dramatycznych wydarzeń na Polu Marsowym.

 

Tłum ludzi postanowił wedrzeć się na teren fan-zoney przewracając przy tym barierki oraz przerywając kordon pilnujących porządku policjantów. Doszło też do tratowania się ludzi nawzajem oraz starć z policją, kiedy służby porządkowe podjęły interwencję.

 

Pomoc musiała być udzielana zarówno osobom poszkodowanym przy okazji zamieszek, stratowanym, jak i mdlejącym. 20 osób zostało lekko rannych w wyniku dzisiejszych zajść.

 

Dzisiejszy finał piłkarskich Mistrzostw Świata został rozegrany w Moskwie. Po dobrym meczu, Francuzi pokonali drużynę Chorwacji 4-2. Cały świat jednak wyraża wielki szacunek i podziw wobec Chorwatów, którzy nie byli typowani na uczestników choćby półfinału.

 

 

Obecnie na ulicach francuskich miast, bezpieczeństwa i porządku strzeże ok. 110 tysięcy funkcjonariuszy policji oraz żandarmów. Taka sytuacja wynika z faktu, że 14 i 15 lipca to z kilku powodów ważne daty we Francji. 

 

O zaostrzeniu środków bezpieczeństwa poinformował szef ministerstwa spraw wewnętrznych Francji Gérard Collomb.

 

Wszystko będzie gotowe, aby Francuzi mogli cieszyć się świątecznymi chwilami w spokoju, mimo zagrożenia terrorystycznego, które pozostaje na wysokim poziomie – powiedział minister Collomb.

 

Szczególne kroki w celu zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom podjęto w związku z odbywającym się co roku 14 lipca we Francji świętem narodowym, a także finałem Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej, w których Francja zmierzy się w Moskwie z drużyną Chorwacji. Dodatkowo ludzie nadal mają w pamięci to co stało się podczas świętowania 14 lipca dwa lata temu. Wtedy to wówczas w tłum ludzi wjechał ciężarówką zamachowiec działający w imieniu Państwa Islamskiego, który zabił 87 osób, w tym dwie młode Polki. Sprawcą okazał się być 31-letni Tunezyjczyk Mohamed Lahouaiej-Bouhlel.

 

W 2016 roku, po zamachu sporo oskarżeń padało wobec służb odpowiadających za bezpieczeństwo. Argumentowano to faktem, że terrorysta został wpuszczony na terenie obchodów po tym jak poinformował przy okazji kontroli, że w ciężarówce wiezie lody.

 

Dziś, dzień po drugiej rocznicy tamtego ataku oraz kolejnych obchodach Dnia Bastylii, w Paryżu zorganizowana ma być duża strefa kibica. Fani oglądać mają finał mundialu na ekranie umieszczonym na konstrukcji Wieży Eiffela. Okoliczności tego wydarzenia oraz fakt, że w jednym miejscu zgromadzić się może nawet ok. 90 tysięcy ludzi, wymaga zachowania szczególnych środków bezpieczeństwa.Wszystkie osoby chcące dostać się na teren „Fan Zone-y” będą musiały zostać skontrolowane.

 

W stolicy Francji porządku pilnować ma podczas trwającego weekendu około 12 tysięcy funkcjonariuszów policji oraz żandarmów. Są oni wspierani przez liczbę ok. 2 tysięcy żołnierzy, którzy prowadzą patrole w ramach operacji Sentinelle. W Paryżu w gotowości ma być obecnych na ulicach również ok. 3 tysięcy ratowników medycznych. Wojsko i policja w stolicy stały się czymś normalnym od początku 2015 roku. W związku z zamachami patrole żołnierzy już nie dziwią Paryżan.

 

Państwo Islamskie wzywało swoich zwolenników do przeprowadzania ataków podczas trwania tegorocznych piłkarskich Mistrzostw Świata. Od zeszłego roku islamiści z ISIS straszyli swoimi działaniami m.in. poprzez publikowanie propagandowych plakatów, na których prezentowali dżihadystę na tle stadionu Łużniki czy też sceny ścinania znanych piłkarzy.

 

 

To największe zmasowane naloty na tamte tereny od lat. Armia izraelska przeprowadziła bombardowania w Strefie Gazy. Według informacji mających swoje źródło po stronie palestyńskiej, zginęli dwaj nastoletni chłopcy przebywający w czasie ataków na placu zabaw.

 

Przeprowadzone w sobotę przez siły powietrzne Izraela naloty oceniane są jako największe od 2014 roku. Ze strony izraelskiej póki co nie słychać zbytnio konkretnych komentarzy wobec doniesień o dwóch zabitych nastolatkach oraz rannych, którzy odnieśli obrażenia w wyniku wczorajszych bombardowań.

 

 

Zdaniem Izraela przeprowadzono ataki na 40 celów znajdujących się na terytorium Strefy Gazy. Miały to być m.in. centra logistyczne, tunele oraz kwatera batalionu ugrupowania Hamas, zlokalizowana na terenie miejscowości Bajt Lahija w północnej części Strefy Gazy.

 

– Izrael postanowił podjąć zdecydowane działania przeciwko agresji ze strony Strefy Gazy – poinformował przedstawiciel izraelskiego rządu.

 

Przekazano również, że zginęły dwie osoby, a trzy zostały ranne. Inne źródła podają jednak informacje o „wielu rannych” i sądząc po zdjęciach oraz nagraniach publikowanych w mediach społecznościowych, wydają się te doniesienia być niestety zdecydowanie bardziej prawdopodobne.

 

 

 

Według strony izraelskiej, naloty zostały przeprowadzone w celu powstrzymania bojowników Hamasu próbujących tunelami przedostać się na tereny izraelskie oraz w odpowiedzi na ataki moździerzowe i rakietowe. Doszło do nich jednak ze strony palestyńskiej organizacji, w odpowiedzi na piątkowe wydarzenia, kiedy w wyniku ostrzału prowadzonego przez siły izraelskie 25 osób zostało rannych, a 15-letni Palestyńczyk stracił życie. Nie ma natomiast informacji o ofiarach po stronie izraelskiej przy okazji działań Hamasu.

 

W sobotni wieczór, strona palestyńska poinformowała o zawieszeniu broni, które nastąpiło w wyniku porozumienia na linii Izrael – zbrojne ugrupowanie w Strefie Gazy. Ta decyzja ma położyć kres krwawym scenom do jakich w ostatnich godzinach doszło na granicy enklawy palestyńskiej oraz terenów zajmowanych przez Izrael.

 

Ludność palestyńska od lat domaga się i walczy o możliwość powrotu na ziemie swoich przodków. Zostali oni wygnani przez ludność żydowską przy okazji powstania państwa Izrael okupującego tamte ziemie. Palestyńczykom pozostały tereny Strefy Gazy oraz część ziem na Zachodnim Brzegu. Strona izraelska prowadzi patrole na wodach Morza Śródziemnego w celu zahamowania przemytu broni do Strefy Gazy, a także utrzymuje blokadę morską tej enklawy.

 

Pod koniec ubiegło roku, prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump uznał sporną Jerozolimę za stolicę Izraela. Ta decyzja wywołała kolejną falę protestów ze strony Palestyńczyków oraz sprzeciw wielu ludzi na całym świecie.

 

Oficjalnie ogłoszono zakończenie wojny trwającej już od 20 lat. Przywódcy obydwu państw będących stronami w przypadku tego konfliktu złożyli swoje podpisy formalnie rozpoczynające czas pokoju. Te wydarzenia określane są jako szansa na przełom przynoszące dobre owoce w tamtym regionie świata.

 

Zwaśnionymi krajami przez ostatnie 20 lat były Etiopia oraz Erytrea. Ta antypatia przekładała się też jednak na sytuacje na terytorium innych państw Afryki.  Przykładowo podczas wojny jaka miała miejsce w Somalii, Etiopia wspierała tamtejszy rząd, który mógł liczyć na pomoc również z zachodu, w tym od Stanów Zjednoczonych. Erytrea wówczas udzielała wsparcia grupom islamistów, próbujących obalić władze w Somalii.

 

– Państwa były w stanie „bez wojny, bez pokoju” od 2000 roku. To wtedy podpisano pakt pokojowy w Badme, w którym oskarżono Erytreę o wywołanie konfliktu. Jej przywódcy nie chcieli jednak zgodzić się z takim postawieniem sprawy – skomentowała telewizja BBC, opisując sytuację panującą w ostatnich latach między Erytreą a Etiopią.

 

Chociaż konflikt nie obfitował w ostatnim czasie w wybuchy i ofiary, to jednak przez lata mieszkańcy Erytrei żyli w strachu przed wojną. Narodowy werbunek do wojska prowadzony był nawet wśród młodych chłopców. To też powodowało, że wiele osób emigrowało z kraju.

 

Teraz w ramach aktu pokoju wznowione zostaną relacje dyplomatyczne oraz handlowe pomiędzy zwaśnionymi dotychczas państwami. Swoje podpisy Isajas Afewerki, będący prezydentem Erytrei oraz premier Etiopii Abiy Ahmed złożyli swoje podpisy kończące konflikt podczas szczytu w Asmarze. To spotkanie w stolicy Erytrei było pierwszym, podczas którego przywódcy tych dwóch krajów przebywali w jednym pomieszczeniu.

 

Zważywszy na fakt jakie oddziaływanie na rejon miał konflikt pomiędzy tymi afrykańskimi państwami, wielu w ostatnich wydarzeniach widzi szansę na rozpoczęcie etapu pozytywnych zmian w tamtej części Afryki.

 

 

Kilku obywateli Ukrainy zorganizowało na terytorium naszego kraju grupę przestępczą. Swoje ofiary traktowali w wyjątkowo brutalny sposób. Wymowne i symboliczne dla niektórych jest również to, skąd dokładniej pochodzili gangsterzy.

 

Grupa działała na terenie województwa lubelskiego. Jak przekazał Lech Wieczerza, szef Prokuratury Rejonowej w Chełmie, gang Ukraińców odpowiedzialny jest za dokonanie dwóch napadów w miejscowościach Okszów i Ochoża-Kolonia, do których doszło w maju, a także napadu w Chełmie, a dokładniej na osiedlu Słoneczna, którego grupa dokonała w czerwcu.

 

Napastnicy charakteryzowali się wyjątkowym brakiem litości przy okazji znęcania się nad ofiarami. Kiedy włamali się nocą do danego domu, obezwładniali oni oraz krępowali mieszkających tam ludzi. Takie osoby były poddawane torturom, które wymusić miały na nich wydanie kosztowności, a także pieniędzy.

 

– Podtapiali w wannie, przypalali żelazkiem i lokówką – wymienił Lech Wieczerza opisując sposoby działania przestępców z Ukrainy.

 

Podczas jednego z napadów, włamywacze wtargnęli do domu przez otwarte drzwi. W innych przypadkach wtargnęli oni włamując się przez drzwi na tarasach. Wśród rzeczy jakie gangsterzy zabierali swoim ofiarom, oprócz gotówki były też: monety kolekcjonerskie, sztućce czy biżuteria.

 

Ta złożona z obywateli Ukrainy grupa przestępcza została rozbita przez polską policję w ubiegłym miesiącu. Zatrzymano wówczas czterech mężczyzn w wieku 17, 18, 20 oraz 35 lat. Decyzją sądu, osoby te zostały aresztowane na okres trzech miesięcy. Usłyszeli oni zarzuty rozboju z użyciem niebezpiecznych narzędzi w powiązaniu z zagrożeniem życia napadniętych ludzi. Jeden z podejrzanych miał uczestniczyć we wszystkich napadach. Każdy z nich jednak w którymś uczestniczył. Wszystkim grozi nie mniej niż trzy lata pozbawienia wolności.

 

Według informacji policji, zatrzymani Ukraińcy pochodzą z obwodu wołyńskiego.

 

Tajemnicza mogiła została odnaleziona na warszawskim Mokotowie. W masowym grobie znajdowały się szczątki ośmiu osób. Zostaną one zbadane pod kątem zachowanego DNA.

 

Mogiłę odnaleźli specjaliści z Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej. Zajmują się oni właśnie poszukiwaniem tajnych miejsc spoczynku ludzi, którzy padli ofiarą zbrodniczych totalitaryzmów. Ten znaleziony na Mokotowie grób, znajdował się na terenie dawnego więzienia.

 

Obok ludzkich szczątków, które w ramach przeprowadzenia identyfikacji zostaną poddane badaniom genetycznym, znaleziono też takie przedmioty jak np. krzyż, medalik czy inne rzeczy osobiste.

 

– W wyniku naszych prac na terenie dawnego więzienia przy ul. Rakowieckiej na Mokotowie ujawniliśmy masowy grób, a w nim szczątki ludzkie należące do co najmniej ośmiu osób – przekazał prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej, który odpowiada w nim za kierowanie pracami Biura Poszukiwań i Identyfikacji.

 

Jama grobowa została znaleziono nieopodal ówczesnego pawilonu śledczego nazywanego „Pałacem Cudów”. Oprawcy z Urzędu Bezpieczeństwa (UB) dokonywali tam takich praktyk jak np.: nieludzkie brutalne przesłuchania, po których więźniowie jak się zwykło mawiać w „cudowny sposób” przyznawali się nagle do stawianych im zarzutów. Pawilon ten oznaczony był literą S, co oznaczać miało „specjalny”. Postawiono go na przełomie lat 1949-1950.

 

Jak jednak uważa  prof. Szwagrzyk, pochowane w zbiorowej mogile osoby to ofiary Niemców z roku 1944. Ich zamordowanie z rąk nazistów miało mieć według oceny profesora miejsce przy okazji Powstania Warszawskiego.

 

Obecnie przeprowadzane przez specjalistów z Instytutu Pamięci Narodowej prace archeologiczno-ekshumacyjne zakończą się najprawdopodobniej już w tym tygodniu. Działania podejmowane przez IPN, służyć mają odnajdywaniu oraz identyfikacji ofiar totalitaryzmu komunistycznego, ale też żyjących w czasach wcześniejszych ludzi zamordowanych przez Niemców.

 

Na początku Powstania Warszawskiego, Niemcy rozstrzelali łącznie około 600 ludzi, a ich ciała zakopali na terenie więzienia. Choć szczątki tych ofiar były ekshumowane po zakończeniu wojny, to jednak zdaniem Instytutu Pamięci Narodowej, nie zostało to wówczas przeprowadzone w należyty sposób oraz z odpowiednią starannością.

 

W więzieniu na Mokotowie dochodziło do brutalnych scen zarówno podczas wojny, jak i w czasach komunizmu. Teraz powstaje tam Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL.

 

Przy okazji wybuchu poszkodowanych zostało 12 osób, które przetransportowano w związku z odniesionymi obrażeniami do szpitala. Do eksplozji doszło w stosunkowo niedalekiej odległości od lotniska w Kairze.

 

Trwają wakacje, a więc też ruch turystyczny jest duży. W czasach, kiedy duża liczba państw zmaga się z zagrożeniem terrorystycznym warto zachować standardy bezpieczeństwa oraz ostrożność podczas przemieszczania się.

 

Informacje na temat eksplozji w Kairze oraz liczbie poszkodowanych przekazała MENA, oficjalna agencja prasowa powołująca się w tym przypadku na źródła w służbach bezpieczeństwa. Przyczyny oraz okoliczności wybuchu są badane.

 

Pierwotnie pojawiły się doniesienia, że doszło do wybuchu zbiornika zawierającego paliwo lotnicze. Informacje te jednak zdementowano i nie została ta wersja oficjalnie potwierdzona. Nie jest wykluczone, że doszło tutaj do kolejnego zamachu terrorystycznego.

 

Jak przekazał pułkownik Tamer al-Rifai, rzecznik egipskiej armii, eksplozja miała miejsce na terenie fabryki chemicznej- Helipolis for Chemical Industries. Zlokalizowana jest ona niedaleko portu lotniczego znajdującego się w północnej części miasta Kair.

 

Jak stwierdził również rzecznik, najprawdopodobniej do zaistnienia eksplozji przyczyniła się wysoka temperatura. Przekazał też, że nie było w całym zdarzeniu zagrożenia dla lotniska oraz jego funkcjonowania. Potwierdziło to również Junis al-Masri, pełniący urząd ministra lotnictwa cywilnego. Choć atak terrorystyczny nie jest wykluczany, to mógł to być też przypadkowy wybuch.

 

Chociaż płk al-Rifai nie potwierdził kto jest właścicielem fabryki w której doszło do eksplozji, to jednak zdaniem agencji Reutera stanowi ona własność egipskiego wojska. Reuter powołuje się tutaj na informacje mające być pozyskane w źródłach związanych ze służbami bezpieczeństwa.

 

W Egipcie nadal trwają zmagania służb w ramach zwalczania z ekstremistyczną partyzantką, której bojownicy walczą na spornych terenach półwyspu Synaj.