W dniu wczorajszym zakończył się mundial, który przez miesiąc rozbudzał emocje kibiców na całym świecie. W niedzielnym finale, Francja pokonała zespół Chorwacji 4-2 i została kolejnym mistrzem świata w piłce nożnej. To co wydarzyło się jednak w kraju nad Sekwaną wciągu wczorajszego dnia oraz nocą jest krytycznie komentowane przez media z różnych stron globu.

 

Miniony weekend stanowił pewną kumulację szczególnych wydarzeń we Francji. Odbywały się obchody Dnia Bastylii, który jest tam świętem narodowym, była to też druga rocznica zamachu terrorystycznego w Nicei, a dzień później w związku z finałowym meczem mundialu, zorganizowano strefy kibica. Największa mieściła się w Paryżu, gdzie ogromny ekran zamontowano na Wieży Eiffela. Porządku przez ostatnie dwa dni pilnowało ponad 100 tysięcy ludzi na ulicach francuskich miast. W samym Paryżu miało to być ponad 12 tysięcy funkcjonariuszy policji oraz żandarmów wspieranych przez wojsko.

 

Niespokojnie zaczęło się jeszcze przed meczem. Bramki paryskiej strefy kibica otworzono o godz. 13, jednak policjanci nie nadążali z kontrolowaniem przybywających ludzi. Postanowiono część fanów wpuścić bez sprawdzenia ich. Z góry zakładano, że w tamtym miejscu znaleźć się może nawet 90 tysięcy ludzi chcących obejrzeć mecz i się nie pomylono, ponieważ teren strefy wypełnił się ludźmi już po godzinie. Wtedy też tłum ludzi przewrócił barierki i przerwał kordon policji doprowadzając przy tym do tratowania się nawzajem. Niektórzy ludzie mdleli również przy upalnej pogodzie i napierającej masie osób. Policja podjęła interwencję w związku z czym doszło do zamieszek. W funkcjonariuszu rzucano różnorakimi przedmiotami, takimi jak np. kamienie czy butelki.

 

Sytuacja jednak wyglądała jednak bardzo niebezpiecznie jeszcze przez godziny po ostatnim gwizdku sędziego. Przez Francję przeszła fala negatywnych emocji oraz karygodnych zachowań. W Paryżu palono i dewastowano auta, a także napadano na sklepy oraz bary, które plądrowano.

 

Przykładem takiej sytuacji jest to, co stało się po meczu w rejonie samych Pól Elizejskich. Tam to wówczas, grupa ok. 30 osób ubranych w większości w maski narciarskie, dopuściła się splądrowania jednego z lokalnych sklepów, filmując przy tym całe zdarzenie. Napastnicy wynosili stamtąd butelki z szampanem i winem.

Niedaleko dalej, doszło do przewrócenia i zniszczenia samochodu. Była to ta sama aleja, przy której znajduje się splądrowany przez 30-osobową grupę sklep. Walki z policją oraz ogólne demolowanie miast trwało nawet jeszcze po zmroku. Sceny takie nie miały bynajmniej miejsca jedynie w Paryżu. Niespokojnie było też w Lyonie, Grenoble czy Rouen. Sytuacja miała zostać opanowana dopiero w późnych godzinach nocnych.

 

 

 

Nie jest to pierwszy raz w ostatnich latach, kiedy Francja musi zmierzyć się z falą zamieszek. Podobnie było też, kiedy drużyna francuska wywalczyła awans na mundial. Do starć z policją dochodzi również przy okazji protestów ludzi nie zadowolonych z rządów prezydenta Macrona, w których udział biorą też skrajne ugrupowania lewicowe, takie jak np. antifa.

 

Jak widać nie tylko, zagrożenie zamachami terrorystycznymi ze strony islamistów jest jedynym problemem w zachowaniu porządku i bezpieczeństwa we Francji.

 

Informowaliśmy dzisiaj o wzmożonych patrolach na francuskich ulicach podczas trwającego weekendu. W samej stolicy Francji, porządku pilnowało ponad ok. 12 tysięcy funkcjonariuszy. Policję i żandarmów wspierało wojsko, a w gotowości były również służby medyczne. Wszystko w związku z organizacją strefy kibica przy Wieży Eiffela, dzień po drugiej rocznicy zamachu w Nicei.

 

Zaplanowano, że pomimo gigantycznej liczby przybyłych do centrum Paryża kibiców, każdego chcącego wejść do Fan Zone-y należy skontrolować ze względów bezpieczeństwa. Z góry przewidziano, że w strefie kibica zjawi się ok. 90 tysięcy ludzi chcących oglądać mecz na ogromnym ekranie zamontowanym na Wieży Eiffela. Szacunki te okazały się nie być przesadzone. Przeceniono raczej przy tym możliwości organizacyjne oraz podmioty odpowiedzialne za bezpieczny przebieg wydarzeń.

 

Bramki prowadzące do strefy otworzony o godz. 13. Jak się jednak okazało, policjanci nie mogli nadążyć z przeprowadzaniem kontroli przybywających ludzi, więc podjęli ryzykowną decyzję o wpuszczeniu części kibiców bez uprzedniego sprawdzenia ich. Strefa wypełniła się fanami piłki już po ok. godzinie. Wówczas doszło wtedy do dramatycznych wydarzeń na Polu Marsowym.

 

Tłum ludzi postanowił wedrzeć się na teren fan-zoney przewracając przy tym barierki oraz przerywając kordon pilnujących porządku policjantów. Doszło też do tratowania się ludzi nawzajem oraz starć z policją, kiedy służby porządkowe podjęły interwencję.

 

Pomoc musiała być udzielana zarówno osobom poszkodowanym przy okazji zamieszek, stratowanym, jak i mdlejącym. 20 osób zostało lekko rannych w wyniku dzisiejszych zajść.

 

Dzisiejszy finał piłkarskich Mistrzostw Świata został rozegrany w Moskwie. Po dobrym meczu, Francuzi pokonali drużynę Chorwacji 4-2. Cały świat jednak wyraża wielki szacunek i podziw wobec Chorwatów, którzy nie byli typowani na uczestników choćby półfinału.

 

 

W niedzielę rano na olsztyńskiej plaży o niemal nie utopiły się dwie młode dziewczyny. Dwudziestoparolatki wydobył spod wody policjant, choć w chwili zdarzenia po cywilnemu, uprawiający nieopodal rugby. Gdyby nie jego interwencja, kobiety najprawdopodobniej utopiłyby się. 

 

Do zdarzenia doszło w niedzielę rano, gdy dwie młode dziewczyny zniknęły na dłuższą chwilę pod poziomem wody. Na szczęście nieopodal trenowali sportowcy z Warmińsko – Mazurskiego Okręgowego Związku Rugby. Mężczyźni przygotowywali się do zawodów rodzinnych w ramach dnia ojca. Tonące dziewczyny zobaczył z zawodu policjant Henryk Pach, który bez namysłu rzucił się na ratunek.

 

Zauważyłem, że jedna z dziewczyn już całkowicie zniknęła pod wodą, a druga jeszcze próbowała utrzymać się na powierzchni. Zrzuciłem buty i po chwili byłem w wodzie. – opowiada w rozmowie z olsztyńskim oddziałem Telewizji Polskiej Henryk Pach. Policjant uratował najpierw jedną, a następnie wrócił po drugą dziewczynę.

 

Po chwili wytchnienia obie kobiety wróciły do siebie bez uszczerbku na zdrowiu. Tacy policjanci zdobywają serca Polaków.

Powołując się na portal Niezależna,  policja w Hiszpanii wraz z Europolem i organami ścigania w Rumunii oraz Portugalii rozbiła międzynarodową grupę przestępczą, powiązaną z chińskimi firmami.

Gang wbrew obowiązującemu prawu wprowadzał na teren Unii Europejskiej towary produkowane w Chińskiej Republice Ludowej.

Komenda Główna Policji w Madrycie poinformowała w piątek, że w trakcie operacji prowadzonej na terenie Hiszpanii, Portugalii i Rumunii, zatrzymano łącznie 13 członków gangu.

Akcja pod kryptonimem Alquimia obejmowała także zabezpieczenie przez policję dokumentacji dotyczącej nielegalnego handlu. Jak podaje niezalezna.pl „towary te były wprowadzane do obrotu w kilku krajach Unii Europejskiej” oraz „prokuratura zarzuca zatrzymanym również udział w organizacji przestępczej, pranie pieniędzy, a także oszustwa podatkowe i inne nadużycia o charakterze gospodarczym, w tym unikanie płacenia ceł”.

Funkcjonariusze przeprowadzając akcję, znaleźli około łącznie 8 milinów euro w gotówce na terenie 23 posesji należących do członków gangu. Pieniądze miały być pakowane w kartony po sprzęcie elektronicznym i obuwiu.

Akty śledztwa szacują defraudację dokonaną przez przestępców związanych z chińskimi firmami na kwotę około 40 milinów euro.

Hiszpańska policja podtrzymuje, że 75 procent swojego utargu gang przekazywał na konta chińskich spółek.

Śledztwo w sprawie nielegalnego handlu towarami chińskimi na terenie europejskich krajów prowadzone jest już od kwietnia 2017 roku.

 

Śmierć radnego Głogowa i działacza narodowego Pawła Chruszcza wciąż pozostaje niewyjaśniona. W ostatnim czasie internet obiegły nowe informacje, choć zostały zdementowane przez posła i brata zmarłego, Sylwestra Chruszcza. 

 

Paweł Chruszcz miał szukać w internecie wskazówek jak dokonań samobójstwa przez powieszenie – takie informacje pojawiły się w sieci. Podobno sam kupił także linę na której później zawisło jego ciało. Poseł i brat zmarłego Pawła, Sylwester Chruszcz, stanowczo dementuje te doniesienia w wywiadzie dla portalu „Wirtualna Polska”. Jak czytamy na wp.pl: „To bzdury wyssane z palca. Jakieś dziwne przecieki, które nie znajdują odzwierciedlenia w rzeczywistości.” – stwierdza parlamentarzysta. Od samego początku zapowiadał, że dołoży starań by wyjaśnić sprawę śmierci Pawła. Prokuratura również nie potwierdza tych doniesień. Aktualnie trwa śledztwo w trzech kierunkach. Śledczy biorą pod uwagę samobójstwo lub samobójstwo pod presją osób trzecich, a nawet zabójstwo z upozorowaniem samobójstwa. Sprawa jest w toku, jednak rodzina Pawła Chruszcza wyklucza celowe odebranie sobie życia. Są zdania, że z racji swojej niewygodnej działalności, członka ich rodziny spotkało zabójstwo.

 

Poseł Chruszcz mówi dalej: „Ktoś prowadzi jakąś dziwną grę. W prokuraturze nie uzyskałem informacji, które podają media” – czytamy w Wirtualnej Polsce, która cytuje parlamentarzystę.

 

Przypomnijmy, Paweł Chruszcz zginął pod koniec maja. Był radnym Głogowa i działaczem środowiska narodowego, w tym Młodzieży Wszechpolskiej. Ujawnił nieprawidłowości w związku z działalnością i sprzedażą gruntu pod lokalne przedszkole oraz nagłaśniał sprawę złego stanu powietrza w Głogowie.

Do tragedii doszło w nocy ze środy na czwartek. W związku z wydarzeniami, przy okazji których życie stracił 47-letni funkcjonariusz policji pełniący obowiązki dowódcy wojewódzkich antyterrorystów. Sprawa dotyczy lubuskiej policji.

 

Do śmierci policjanta doszło po zajęciach odbywających się w ramach narady. O sprawie poinformowało radio RMF FM. Około godz. 2 w nocy rozegrały się tragiczne sceny. Wtedy to dowódca antyterrorystów wypadł z okna. Pomimo reakcji i udzielania mu pomocy na miejscu zdarzenia, mężczyzny nie udało się odratować. Do tragicznej śmierci doszło w miejscu, w którym odbywała się narada.

 

Trwa wyjaśnianie dokładnych okoliczności tej tragedii oraz ustalanie co tak naprawdę stało się ostatniej nocy przy okazji odprawy lubuskich policjantów. Jest bardzo prawdopodobne, że funkcjonariusze po zajęciach spędzili czas w imprezowy sposób. Możliwe jest, że spotkanie towarzyskie zorganizowane przez policjantów było zakrapiane alkoholem w niezbyt małych ilościach.

 

Na porannej odprawie odbywającej się około godz. 9, nie stawiło się aż 11 oficerów. Wśród nich mieli być: naczelnicy wydziałów z komendy wojewódzkiej, a także komendanci miejscy i powiatowi. Według informacji pozyskanych przez dziennikarzy RMF FM, funkcjonariusze mieli zostać przebadani alkomatem na obecność alkoholu w organizmie, ale zapewne woleli tego uniknąć.

 

W związku z faktem, że doszło do tragedii w miejscu policyjnej narady, Komenda Główna Policji podjęła decyzję o przeprowadzeniu czystki w szeregach lubuskiej policji. Szybką reakcję podjęło MSWiA, a Joachim Brudziński nie zwlekając z czekaniem na wyjaśnienia, natychmiastowo polecił komendantowi głównemu wyciągnięcie tak surowych konsekwencji. Niedostateczny nadzór nad podwładnymi zarzucono komendantowi lubuskiej policji, jak również jego zastępcy. Nie są to jednak jedynie funkcjonariusze wobec, których podjęto zdecydowano kroki po nocnych zajściach.

 

Co do pozostałych uczestników tego zdarzenia, to szef MSWiA będzie podejmował decyzje personalne na bieżąco. Minister jest w stałym kontakcie z Komendantem Głównym Policji i jest informowany o wszelkich ustaleniach na temat przebiegu zdarzenia w Świnoujściu – przekazało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji w opublikowanym komunikacie.

 

Według informacji zebranych przez dziennikarzy śledczych RMF FM, po komendancie wojewódzkim oraz jego zastępcy zwolnionych ze stanowiska ma zostać 11 kolejnych wysokich rangą policjantów z lubuskiego garnizonu.

 

 

Czy biała policjantka jest w stanie poradzić sobie w „czarnej” dzielnicy? Sami zobaczcie jak się zakończyła taka próba.

Do napaści doszło na Śląsku w miejscowości Ruda Śląska. Grupa zamaskowanych napastników zaatakowała ok. 20-stu uczniów lokalnej szkoły sportowej. Jak nieoficjalnie wiadomo, chodziło o kibicowskie porachunki młodocianych sprawców z uczniami.

 

Jak relacjonuje portal „rmf24.pl”, do ataku doszło w godzinach popołudniowych na jednym z osiedli w Rudzie Śląskiej. Grupa uczniów wracała z zajęć sportowych, gdy z jednej z mijanych klatek schodowych bloku wybiegło na nich kilku zamaskowanych mężczyzn uzbrojonych w pałki teleskopowe. Dotkliwie pobili dwóch uczniów. Celem napaści były porachunki kibicowskie. Jak wiadomo, Górny Śląsk jest regionem o silnym ruchu zwaśnionych śmiertelnie grup kibicowskich. Ich wpływy wychodzą daleko poza granice stadionów do najgłębszych zakamarków całej aglomeracji śląskiej.

 

Według relacji świadków, napastników mogło być nawet dziesięciu. Poszkodowana młodzież trafiła do szpitala z obrażeniami ciężkiego pobicia. Policja poszukuje sprawców. Do podobnych zdarzeń dochodzi na Śląsku regularnie. Kilka dni temu doszło do bójki kilkudziesięciu osobowych grup chuligańskich fanatyków GKSu Katowice i Ruchu Chorzów.

Brytyjskie służby udaremniły zamach terrorystyczny przygotowywany przez nastolatkę. 18-letnia Safaa Boular chciała dokonać aktu terroru w samym centrum Londynu przy użyciu grantów, broni lub pojazdu samochodowego. 

 

Jak informuje londyńska policja, młoda Brytyjka była bliska finalizacji zamachu, jednak w porę ją aresztowano. Tuż po tym funkcjonariusze objęli monitoringiem siostrę i matkę kobiety. Jak się okazało Panie przejęły plany swojej poprzedniczki i chciały doprowadzić do ataku w okolicach British Museum, gdzie zawsze przebywa mnóstwo przechodniów i turystów. Nieopodal brytyjskiego muzeum znajdują się najliczniej uczęszczane ulice handlowe i główne atrakcje turystyczne. Zamach mógł sparaliżować miasto i zebrać krwawe żniwo. Tę wiadomość podała Polska Agencja Prasowa.

 

Jak informuje PAP, po skazaniu przez sąd Safy Boular na karę więzienia, plany zamachu kontynuowały jej matka i siostra. Porozumiewając się z osadzoną kobietą koordynowały dalszą organizację zamachu posługując się przy tym szyfrem. Policja udaremniła także i  te plany. Przedstawicielka londyńskiej policji przyznaje w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że kobiety „chciały zabijać” – pada wprost.

 

Warto nadmienić, iż przypadek Safy to klasyczny przykład szybkiej radykalizacji. Jak informuje brytyjskie „The Times”, w 2015 roku kobieta zainteresowała się radykalnym islamem, zaś rok później poślubiła wojownika Państwa Islamskiego szerzącego dżihadystyczne idee w internecie. Fotografia ilustrująca artykuł zamieszczona przez The Times, obrazuje wizerunkową przemianę Safy – od spokojnej nastolatki po islamskiego radykała.