Do tragicznego zdarzenia doszło w województwie świętokrzyskim, a dokładniej w miejscowości Brzeźno na trasie Kołobrzeg – Przemyśl. Pasażerowie, którzy utknęli w pociągu Intercity to przede wszystkim dzieci, które zmierzały na kolonię. 

 

Łącznie 700 pasażerów jest skazanych na kilkugodzinne wyczekiwanie w pociągu, aby ruszyć w dalszą drogę. Służby musiały poświęcić dużo czasu, by przeprowadzić prace służące przywróceniu ruchu na tej trasie.

 

Cała sytuacja to skutek tragedii do jakiej doszło w tamtym miejscu. Pociąg śmiertelnie potrącił mężczyznę znajdującego się na torach. Ustalono, że miał on 25 lat. Policja nie wyklucza w tym przypadku, że ofiara popełniła w ten sposób samobójstwo. Jak przekazała Katarzyna Pierzchała z miejscowej policji, do tragicznych scen doszło o godz. 7:30 dziś rano. Przed godz. 10 rozpoczęło się trwające przez kolejne godziny wstrzymanie ruchu na torach.

 

– Około 700 osób cały czas czeka w pociągu na przywrócenie ruchu. Nie zdecydowano się na zorganizowanie transportu zastępczego ze względów bezpieczeństwa. Są tu strome zbocza, w okolicy jest rzeka – przekazała Katarzyna Pierzchała z Komendy Powiatowej Policji w Jędrzejowie.

 

Decyzja zgodnie, z którą pociąg nie ruszył w dalszą drogę związana była z faktu, że tory w tamtym miejscu znajdują się na stromym nasypie. Przesądziło to bowiem o ocenie, że bezpiecznej dla podróżujących będzie poczekać w pociągu, aż ruch zostanie wznowiony. Setkom ludzi, którzy utknęli w ten sposób zapewniony został dostęp do wody.

 

Ruch przywrócono ok. godz. 11, a setki pasażerów mogły ruszyć w dalszą podróż. Sam pociąg miał przy całym zdarzeniu nie odnieść żadnych szkód. Nie są znane dokładniejsze informacje na temat personaliów tragicznie zmarłego 25-latka. Nie ma również informacji na temat tego, co mogło pchnąć go do ewentualnej dramatycznej decyzji o odebraniu sobie życia.

 

Samobójstwo zawsze jest ogromną tragedią. Zazwyczaj bowiem targnięciu się na własne życie towarzyszą ogromne emocje oraz wewnętrzna walka z samym sobą i swoimi słabościami. W ostatnich latach ilość samobójstw również w Polsce pozostaje na wysokim poziomie. 

 

Bardzo niepokojący jest fakt jak wiele z samobójstw, a także prób samobójczych dotyczy w tych czasach młodych ludzi. Jest to jednak problem wśród ludzi w różnym wieku. Samodzielnie swoje życie próbują niejednokrotnie zakończyć zarówno mężczyźni, jak i kobiety.

 

Czasami w internecie pojawiają się również nagrania, na których zarejestrowane zostały zdesperowane osoby chcące popełnić samobójstwo. Niestety w sieci sporo popularności zyskały też nagrania, na którym ludziom udało się odebrać życie. Głośna była przed rokiem sprawa samobójstwa 12-letniej Katelyn Davis ze Stanów Zjednoczonych. Dziewczynka zabiła się przez powieszenie, dodatkowo transmitując swoją śmierć na żywo w internecie.

 

Bulwersująca była dla internautów także sytuacja, kiedy pewien 21-letni mężczyzna z Tajlandii, który skonfliktował się ze swoją żoną, powiesił swoją 11-miesięczną córkę, a następnie sam odebrał sobie życie. Również on zrealizował transmisję w internecie, na której pokazał jak dokonuje tej okrutnej zbrodni oraz wiesza samego siebie.

 

Teraz w sieci pojawiło się nagranie z Rosji. Również w tym przypadku mamy po raz kolejny do czynienia z nastoletnią dziewczyną. Na szczęście w ostatniej chwili udało się uniknąć jej samobójczej śmierci.

 

Sytuacja miała miejsce w znajdującej się w Łobnie, miejscowości znajdującej się niedaleko Moskwy. 14-latka postanowiła odebrać sobie życie rzucając się pod pociąg. Wstrząsający film przy okazji tej sytuacji nagrano z kabiny maszynisty. Widzimy na nim jak zdesperowana dziewczyna stoi na torach. Wygląda ona na wyjątkowo spokojną. Nie wykonuje nerwowych ruchów, nie widać aby nastolatka objawiała symptomy szaleństwa. Niemal w bezruchu czekała ona stojąc wprost na przeciwko nadjeżdżającej lokomotywy.

 

Pociąg na szczęście już niemal zatrzymał się w odpowiednim miejscu przed dziewczyną, aby uchronić ją przed śmiercią w tak młodym wieku. W tym momencie wówczas, dziewczyna sama ustąpiła, schodząc spokojnie jakby nigdy nic z torów.

 

– Tak to się dzieje. Oto ona, i nigdzie nie ucieka. Tak ludzie kończą życie. Widzicie? – słychać na nagraniu zarejestrowanym zza sterów pociągu.

 

Sprawą zajmuje się policja, w celu wyjaśnienia okoliczności dramatycznej decyzji dziewczyny oraz takiego jej zachowania jakie oglądamy na nagraniu.

 

 

W niektórych z europejskich krajów, nadal panuje strach przed dżihadystami, a także przedstawicielami środowisk imigranckich, które nie asymilują się z lokalną społecznością. 

 

Wśród osób szczególnie narażonych na napaści ze strony nie integrujących się przybyszów z Afryki czy Bliskiego Wschodu, są kobiety przebywające w zachodnich państwach Europy. Brutalnie potraktowana w miejscu publicznym została również w ostatnim czasie jedna z Francuzek, której sprawa bulwersuje wielu ludzi.

 

Skandaliczna sytuacja miała miejsce w jednym z pociągów kursujących z terytorium Francji do Berna w Szwajcarii. 33-letnia kobieta została zaatakowana przez mężczyzn pochodzących z Afganistanu. Pretekstem do ataku stał się dla tych „uchodźców” fakt, iż kobieta ich zdaniem miała na sobie bluzkę ze zbyt dużym dekoltem. Francuzka została obrażona najpierw słownie. Napastnicy obrzucili ją obraźliwymi określeniami i obelgami.

 

Niestety następnie imigranci dopuścili się agresji i pobili 33-latkę. Według relacji świadków, Afgańczycy bijąc kobietę mieli krzyczeć, że obraża ona Allaha. Na tym się jednak cały dramat nie skończył, ponieważ napastnicy próbowali wyrzucić kobietę z pociągu. Miało to miejsce na dworcu w Dijon.

 

Ofiarę uratowali funkcjonariusze policji zaalarmowani przez personel pracujący na kolei. Policja zatrzymała dwóch muzułmanów. Jak się okazało byli to uchodźcy z Afganistanu ubiegający się o azyl we Francji. Mają oni 19 i 23 lata.

 

W najbliższych dniach ma dojść do natychmiastowego sądzenia napastników.

 

 

W wyniku zderzenia ciężarówki z pociągiem towarowym, który przewoził gaz, ranna została jedna osoba. Tragedia wydarzyła się w Wólce Plebańskiej (Świętokrzyskie).

 

Zdarzenie miało miejsce przed godziną 13.00. Jak wynika ze wstępnych ustaleń, prawdopodobnie prowadzący ciężarówkę nie zatrzymał się przed znakiem stopu, w wyniku czego wjechał prosto pod nadjeżdżający pociąg przewożący 5 cystern z gazem.

 

W wyniku zdarzenia, kierowca ciężarówki zakleszczył się w kabinie swojego samochodu. Konieczna była interwencja straży pożarnej. Mężczyzna został przetransportowany do szpitala rejonowego w Końskich.

 

Na miejscu jest obecnie policja i straż pożarna. Ewakuowano 5 osób z trzech okolicznych domów. Droga w kierunku Wólki Plebańskiej jest nieprzejezdna. Wyznaczone zostały objazdy.

 

Jak poinformowało biuro prasowe PKP, okoliczności zdarzenia zostaną wyjaśnione przez specjalną komisję.

 

– Zdarzenie nie ma wpływu na ruch pasażerski; wypadek miał miejsce na linii kolejowej wykorzystywanej tylko przez składy towarowe

– mówiło biuro prasowe PKP.

To cud, że nikomu nic się nie stało. Policjanci komisariatu IV z Częstochowy publikują nagranie ku przestrodze. Widać na nim, jak stojący obok matki 5-latek w pewnym momencie wpada w szczelinę między schodami pociągu a peronem.

 

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że 5-latek wpadł w szczelinę między odjeżdżającym pociągiem, a peronem. Matka, która opiekowała się chłopcem była nietrzeźwa. Usłyszała zarzut narażenia syna na na utratę życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w związku z niedopełnieniem obowiązku opieki.

 

Kilka dni temu oficer dyżurny z komisariatu IV w Częstochowie otrzymał zgłoszenie na temat wypadku, do którego doszło na dworcu kolejowym. Ze wstępnych ustaleń wynika, że 47-latka żegnała się ze swoim znajomym i wtedy jej 5-letnie dziecko wpadło w szczelinę między odjeżdżającym pociągiem a peronem. Na szczęście maszynista od razu zahamował. Na miejsce przyjechało pogotowie, które przebadało dziecko. Na szczęście chłopcu nic się stało. Badanie jego matki wykazało natomiast, że miała w organizmie ponad 0,5 promila alkoholu. Kobieta została zatrzymana, a 5-latkiem zaopiekowała się jego starsza siostra.

 

 

Po wytrzeźwieniu 47-latka usłyszała w Prokuraturze Rejonowej Częstochowa-Południe zarzut narażenia syna na utratę życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w związku z niedopełnieniem obowiązku opieki. Prokurator zastosował wobec podejrzanej dozór. Śledczy wyjaśniają szczegóły sprawy.

Zaczęło się od zakrapianej imprezy na kładce dla pieszych. Skończyło na stratach rzędu 30 000 złotych, przerwanych połączeniach i uszkodzonej lokomotywie. Jednak konsekwencje mogły być znaczenie poważniejsze. Zrzucona z mostu wersalka zerwała trakcję kolejową i wpadła wprost na tory.

 

19 i 20-latek usłyszeli już zarzuty i odpowiedzą teraz przed sądem. Grozi im nawet do 8 lat więzienia. Dyżurnego policji zaalarmowali pracownicy kolei. Pociąg jadący do Bielska – Białej musiał awaryjnie hamować przy stacji Opole Grotowice. Nie uniknął jednak zderzenia z nietypową przeszkodą. Na torach leżała bowiem wersalka. Ruch pociągów został wstrzymany. Na szczęście obsługa jak i pasażerowie nie ucierpieli. Uszkodzona była jednak lokomotywa, a trakcja kolejowa zerwana. Policjanci, którzy jako pierwsi przyjechali na miejsce, sprawdzili przyległy teren. Kolejna grupa zabezpieczyła pozostawione ślady.

 

Choć w okolicy nikogo już nie było, funkcjonariusze mieli swoje pierwsze hipotezy. Mundurowi przypuszczali, że wersalka została zrzucona z kładki dla pieszych znajdującej nad torami. Policjanci ustalili, że chwilę przed zdarzeniem grupa osób spożywała tam alkohol. Już następnego dnia kryminalni zatrzymali pierwszą z podejrzewanych osób. To 20-letni mieszkaniec Opola. W ich ręce wpadł tuż przed południem – był jednak wciąż nietrzeźwy. Policjanci mogli przesłuchać go dopiero po kilku godzinach. Odpowie on za zniszczenie mienia, a także zakłócenie działania infrastruktury kolejowej. Następnego dnia ten sam zarzut usłyszał jego 19-letni kolega.

 

Kolej swoje straty wstępnie oszacowała na 30 000 złotych. Podejrzani o to przestępstwo mężczyźni muszą się liczyć z karą nawet do 8 lat więzienia. Sąd może dodatkowo orzec wobec nich obowiązek zwrotu kosztów za wyrządzone straty.

Do dramatycznych wydarzeń doszło na dworcu w Düsseldorfie. 23-latek pochodzący z Indii podszedł do stojącego niedaleko z rodzicami chłopca, po czym chwycił  go za rękę i wskoczył z nim pod nadjeżdżający pociąg.

 

Jak informuje portal o2.pl, wszystko wydarzyło się na oczach tłumu ludzi. Maszynista pociągnął za hamulec bezpieczeństwa, ale niestety nie udało mu się zatrzymać pociągu w porę. Wagony przetoczyły się nad leżącymi. Całe szczęście, 5-letniemu chłopczykowi nic się nie stało. Miał jedynie kilka siniaków i zadrapań.

 

23-letni mężczyzna również nie odniósł większych obrażeń. Zatrzymali go pasażerowie, którzy byli świadkami zdarzenia. Po chwili Hindusa aresztowała policja.

 

Ustalono już kilka faktów dotyczących sprawcy.

– Był wcześniej notowany. Od 8 lat starał się w Niemczech o azyl, a po kolejnych odmowach wyznaczono mu już datę deportacji

– poinformowało The Local.

 

Jak podaje portal o2.pl, sprawca zostanie przebadany pod kątem chorób psychicznych. Wkrótce rozpocznie się w tej sprawie dochodzenie. Ma ono na celu wyjaśnienie motywu działania hinduskiego imigranta, które mogło być tragiczne w skutkach. Śledczy biorą pod uwagę próbę samobójczą lub próbę usiłowania zabójstwa.

Około stu osób zostało ewakuowanych z pociągu, który w czwartek rano najechał na konar leżący na torach w Żywcu. Chwilę wcześniej na pobliskiej drodze doszło do zderzenia samochodu z jednym z drzew. Zostało ono złamane, co było przyczyną pojawienia się konaru na torach kolejowych. O sprawie poinformował rzecznik żywieckiej straży pożarnej Marek Tetłak.

 

Jak powiedział strażak, do zdarzenia doszło na drodze pomiędzy browarem w Żywcu, a Radziechowami-Wieprzem. Zderzył się samochód osobowy z busem, który z kolei uderzył w drzewo. Jedna pasażerka busa została przewieziona do szpitala. – W wyniku uderzenia auta złamany fragment drzewa upadł na pobliskie tory. Na jego część najechał pociąg, z którego ewakuowano ok. stu osób. Nikt spośród nich nie został poszkodowany – poinformował Tetłak.

 

Ruch kolejowy został już przywrócony – czytamy na portalu rmf24.pl.

 

 

Młody mężczyzna z Indii wpadł na pomysł zrobienia sobie zdjęcia na torowisku. Nie przewidział jednak, że może dojść do dramatycznej sytuacji. Film ze zdarzenia opublikowany został w Internecie.

 

Mieszkaniec Hajdabaradu o imieniu Shiva chętnie fotografował się w nietypowych miejscach. Tym razem jednak cudem uniknął śmierci. Robiąc sobie selfie z nadjeżdżającym pociągiem, nie wykazał się roztropnością i nie zachował odpowiedniej odległości. Został potrącony przez lokomotywę – donosi portal niezalezna.pl.

 

 

Mężczyzna przeżył dzięki natychmiastowemu wezwaniu karetki przez świadków zdarzenia. Według informacji podanych przez niezalezna.pl, jego stan jest stabilny.