Poseł Wolnych i Solidarnych Jarosław Porwich był w czasach PRL-u działaczem antykomunistycznej opozycji. Dziś jest członkiem NSZZ „Solidarność” oraz stowarzyszenia ‚Dla Polski’ Adama Andruszkiewicza. W wywiadzie udzielonym dla wPolityce.pl poseł Porwich odniósł się m.in. do ostatnich dyskusji na temat zmian w Sądzie Najwyższym, jak również działań funkcjonariuszy przy okazji demonstracji zwolenników tzw. ‚totalnej opozycji’.

 

– Niedługo być może dojdzie do takich sytuacji, że Sąd Najwyższy wyda postanowienie, że zawiesza niektóre przepisy ustawy 500 plus, czy ustawy, która przywróciła nam poprzedni wiek emerytalny. Nie możemy do tego absolutnie dopuścić – stwierdził stanowczo Jarosław Porwich komentując decyzję Sądu Najwyższego o zawieszeniu stosowania niektórych przepisów ustawy o SN. W opinii posła, SN w tej sytuacji przekracza swoje uprawnienia.

 

Kiedy dziennikarz przypomniał o zarzutach stawianych przez przedstawicieli opozycji totalnej obecnemu obozowi rządzącemu, dotyczących rzekomego szkodzenia Polsce oraz chęci wyprowadzania naszego państwa z UE, poseł Porwich odpowiedział krótko: „Tak im jest łatwiej. Tęsknią do tego co było – tylko tyle i aż tyle.

 

Sympatycy ‚opozycji totalnej’ niedawno wystosowali list do funkcjonariuszy polskiej policji. Postanowili w nim zwrócić uwagę, że nie chcą powrotu do czasów Milicji Obywatelskiej oraz ZOMO. W jego treści przypominają też, że policja nie jest własnością jednej partii. List ten został podpisany m.in. przez byłych prezydentów i ma związek z ostatnimi wydarzeniami pod Sejmem, kiedy policja była atakowana przez demonstrantów, ale jednak sama była później oskarżana przez opozycję o zbyt agresywną reakcję.

 

Odnosząc się do tej sprawy, poseł koła WiS podkreślił jak szczególnie pokojowym podejściem cechują się policjanci w naszym kraju.

 

– Polska policja charakteryzuje się anielską cierpliwością. Po drugie można ją określić mianem gołąbków pokoju. Należy jej się pokojowy Nobel. Pisanie takiego listu do dzisiejszej policji, w którym zawiera się między innymi taki zwrot, aby nie wracać do takiego czasu, kiedy były MO i ZOMO… Przypomnę, że ten list podpisały osoby, które należały do PZPR, a także osoby, które miały ścisłe związki z SB. Podpisali go też ludzie, którym nie podoba się partia, która objęła władzę w wyniku wyborów z października 2015 roku. Wielu z tych osób nie darzę szacunkiem – powiedział w wywiadzie udzielonym dla wPolityce.pl poseł Jarosław Porwich.

 

 

Źródło: wPolityce.pl

Fot.: Facebook/porwichjaroslaw

 

Ze wspólnym apelem o weto do prezydenta Andrzeja Dudy zwróciło się kilka ugrupowań politycznych. Oprócz liderów ruchu Kukiz’15 oraz partii Razem podpisy pod pismem do głowy państwa złożyli również przedstawiciele Prawicy Rzeczypospolitej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, a także Klubu Jagiellońskiego.

 

Sygnatariusze wyrażają w ten sposób sprzeciw wobec zmian w Kodeksie wyborczym do Parlamentu Europejskiego jakie ustawowo. Ich zdaniem planowane zmienianie ordynacji wyborczej uczyni uprzywilejowanymi dwie partie polityczne, a utrudni zadanie mniejszym ugrupowaniom przy okazji eurowyborów.

 

Nowelizacja kodeksu wyborczego została bez poprawek przyjęta przez Senat. Jedną z głównych zmian ma być odejście od systemu proporcjonalnego. Do tej pory głosy z całej Polski przeliczane były przez stosowanie metody d’Hondta. Mandaty wówczas rozdzielano na poszczególne liczby wyborcze. Teraz nie będzie już obowiązywał tzw. głos wędrowny, który w praktyce powodował pewnego rodzaju rywalizację o liczbę mandatów pomiędzy 13 okręgami. Dla przykładu na Śląsku było ich 7., a na Lubelszczyźnie tylko 2.

 

W związku z wprowadzanymi zmianami, każdy okręg ma mieć teraz określoną liczbę wybieranych stamtąd europosłów, która nie może być mniejsza niż 3.

 

– Upraszczamy ordynację, co jak myślę, może się przełożyć na lepszą frekwencję. System będzie mniej skomplikowany – stwierdził w temacie zmian szef klubu PiS marszałek Ryszard Terlecki.

 

Zdaniem opozycji jednak, przez wzmocnienie dużych bloków w wyborach do europarlamentu, dojdzie do „zabetonowania” przy ich okazji sceny politycznej, co uderzy w małe partie. Dlatego też niektóre organizacje polityczne zdecydowały się na wystosowanie wspólnego apelu do prezydenta.

 

– Szanowny Panie Prezydencie! Klub Jagielloński, Kukiz’15, Polskie Stronnictwo Ludowe, Prawica Rzeczypospolitej i Partia Razem zwracają się do Pana wspólnie z prośbą o zawetowanie Ustawy z dnia 20 lipca o zmianie ustawy – Kodeks Wyborczy – zapisano w skierowanym do PAD piśmie.

 

– Pomimo dzielących nas różnic wspólnie uznajemy, że realna możliwość wyboru oraz pluralizm sceny politycznej są fundamentami demokracji, a obowiązkiem ustawodawcy jest tworzyć takie przepisy wyborcze, które będą służyć Obywatelom oraz skłaniać ich do udziału w wyborach. Tymczasem przyjęta przez parlament zmiana ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego w praktyce ograniczy możliwość wyboru milionom Polaków doprowadzając do sytuacji, w której zostaną oni pozbawienia możliwości oddania głosu zgodnie z własnymi preferencjami. W efekcie reprezentacja Polski w Parlamencie Europejskim ograniczy się zapewne zaledwie do dwóch największych partii, co uważamy za radykalne naruszenie zasady proporcjonalności  – czytamy w wystosowanym apelu.

 

Poniżej prezentujemy całość treści apelu z prośbą o zawetowanie przez prezydenta Andrzeja Dudę zmian w ordynacji do Parlamentu Europejskiego. Został on opublikowany na twitterowym profilu Klubu Jagiellońskiego.

 

 

 

Źródła: Twitter/@KlubJagiellonsk ; wprost.pl ; radiomaryja.pl ; polskatimes.pl ; rp.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

Jak przekazano, Komenda Główna Policji postanowiła złożyć doniesienie do prokuratury ws. wpisów jakie pojawiły się w przestrzeni internetowej po ostatnich protestach jakie odbyły się pod Sejmem.  Jeden z takich postów  opublikował m.in. poseł Platformy Obywatelskiej Michał Szczerba, znany ze skandalicznych zachowań.

 

Podczas ostatnich protestów organizowanych przez środowiska związane z totalną opozycją doszło do aktów agresji. Tłum uczestników próbował przedostać się na teren Sejmu a także starł się z policją. Dwóch funkcjonariuszy zostało poszkodowanych. Jednemu z nich uszkodzono bark, inny został ranny w twarz.

 

Zdaniem polityków i sympatyków totalnej opozycji, to jednak policja określana jest jako agresorzy. Na internecie pojawiły się wpisy szkalujące poszczególnych funkcjonariuszy policji pełniący przy okazji protestów służbę. Ukazały się w takich postach również groźby zdjęcia oraz informacje personalne na temat policjantów. Niedopuszczalne słowa miały być skierowane nie tylko do funkcjonariuszy, ale także ich bliskich.

 

 

Ujawnienie danych personalnych szeregowych policjantów, którzy dbają o porządek, a następnie wywołanie tym fali hejtu i gróźb kierowanych do dzieci, do bliskich, najbliższych policjantów jest niespotykana. Dlatego Komendant Główny Policji w tej sprawie polecił zebrać wszelkie materiały dowodowe związane z ujawnionymi na portalach społecznościowych wpisami, groźbami kierowanymi w stosunku do najbliższych policjantów i składa zawiadomienie o przestępstwie do prokuratury – przekazał podczas konferencji Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji.

 

Policja przypomina, że od osób publicznych takich jak posłowie RP wymaga się więcej niż od przeciętnego obywatela. Powinni oni mieć też wg. słów jakie dziś padły na specjalnej konferencji szczególną świadomość tego czego się dopuszczają.

 

– Nie może być i nie ma przyzwolenia na to, aby nasi policjanci i ich rodziny były narażone na niebezpieczeństwo – stwierdził Mariusz Ciarka.

 

Jeszcze w tym tygodniu ma zostać złożone zawiadomienie do prokuratury. Policja nadal jednak monitoruje pojawiające się w sieci groźby w publikowanych wpisach. Kroki prawne postanowił podjąć również osobiście policjant, które szkalować postanowił poseł Szczerba.

 

– W związku z falą hejtu, której doświadczył starszy aspirant Robert Sawera, złożył on zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Postępowanie w powyższej sprawie w kierunku gróźb karalnych, zniesławienia oraz nawoływania do popełnienia przestępstwa prowadzą policjanci z komendy śródmiejskiej w Warszawie – powiedział kom. Sylwester Marczak, rzecznik komendanta stołecznego policji.

 

W związku z zachowaniem posła Platformy Obywatelskiej, stanowisko zajął też szef MSWiA Joachim Brudziński.

 

 

Do sprawy zdążył już ustosunkować się sam Michał Szczerba, który w swojej opinii nie podżegał do popełnienia przestępstwa, a ujawnić nazwisko policjanta miał prawo, zw. na jego rzekomą brutalność. Poseł PO uważa też, że policja odwraca uwagę od konieczności wyjaśnienia sprawy stosowania przemocy przez policjantów.

 

W internecie po ostatnich akcjach totalnej opozycji starano się ukazać niektórych z manifestujących jako ofiary pobicia przez policję. Jednakże szybko w internecie przekłamane doniesienia o poważnie poszkodowanych po stronie manifestantów osób, zdemaskowano oraz ośmieszono.

 

Przez  ostatnich pare lat, totalna opozycja niejednokrotnie wykazywała się agresją słowną, a nawet fizyczną. Jeden z aktywistów „Obywateli RP” obraził niegdyś młodą dziennikarkę. Do szarpania przedstawicieli dochodziło też niejednokrotnie. Dziś natomiast agresywnego zachowania ze strony zwolenników totalnej opozycji doświadczył marszałek senior Kornel Morawiecki, będący legendą Solidarności Walczącej. Potrzebna była interwencja policji.

 

 

Lider Wolnych i Solidarnych Kornel Morawiecki w swoim życiu wraz z bliskimi (w tym synem dzisiejszym premierem) musiał sporo wycierpieć w ramach swojej walki o wolną od komunizmu Polskę. Zakładał on Solidarność Walczącą. Przez swoją patriotyczną działalność był w różny sposób prześladowany przez totalitarne władze. Doświadczył osadzenia w areszcie przy ul. Rakowieckiej, a także deportowany z Warszawy do Wiednia. Bardzo symboliczne znaczenie mają nagrania, na których widać jak Kornel Morawiecki „odprowadzany” na pokład samolotu, do końca dosłownie stawiał opór komunistycznym służbom.

 

Niestety jak widać również w naszych czasach, marszałek senior doświadcza agresji wobec swojej osoby. Tym razem jednak jego przeciwnicy znaleźli się po stronie opozycji. Pod Sejmem odbywała się dziś manifestacja takich środowisk jak m.in. „Obywatele RP”, KOD czy też Ogólnopolski Strajk Kobiet. Kiedy Kornel Morawiecki opuszczał budynek Sejmu, uczestnicy tego protestu osaczyli jego osobę utrudniając mu w napastliwy sposób spokojne przejście wykrzykując hasło: „Będziesz siedział!”. Nazywano legendę podziemia antykomunistycznego także „zdrajcą”. Od  protestujących, marszałka seniora oddzielili interweniujący funkcjonariusze policji.

 

Grupa sympatyków opozycji totalnej zaczęła podążać za policyjnym kordonem ochraniającym Kornela Morawieckiego nadal wykrzykując szkalujące go słowa.

 

 

Lider „Obywateli RP” Paweł Kasprzak, zaapelował w takiej sytuacji, aby zaprzestali tego działania. Stwierdził przy tym, że walczą oni o „godność każdego człowieka”. Pomimo tego jednak na swoim twitterowym profilu, organizacja „Obywatele RP” pochwaliła się swoimi wybrykami.

 

 

 

Ryszard Petru tworząc Nowoczesną oraz wchodząc w parlamentarną politykę musiał od początku mierzyć się z pewną łatką. Przypominano mu bowiem często o tym kto był jego politycznym mentorem oraz określano „teczkowym” szkolącym się u boku Leszka Balcerowicza. Sporo mówiło się też o potencjalnym zaangażowaniu i „pociąganiu za sznurki” przez właśnie byłego wicepremiera przy okazji powstawania Nowoczesnej.

 

Teraz w wywiadzie dla tygodnika „Wprost”, profesor Balcerowicz skrytykował Ryszarda Petru. Nie krył on w rozmowie z dziennikarzem swojego rozczarowania osobą dawnego lidera jednej z opozycyjnych partii sejmowych.

 

– Nie ukrywam, że zawiodłem się na Petru. Okazał się niedojrzały politycznie, egocentryzm jest u niego tak silny, że blokuje rozum. W efekcie szkodzi sobie, a przy okazji projektowi, który współtworzył – powiedział Leszek Balcerowicz.

 

Część osób zwraca uwagę jednak, że egocentryzm to coś co można zarzucać również dawnemu mentorowi a teraz krytykantowi Ryszarda Petru. Gorzkie słowa jakie padły w wywiadzie dotyczyły również podziałów w totalnej opozycji oraz zachowania byłego szefa partii po przegraniu i oddaniu władzy w Nowoczesnej Katarzynie Lubnauer.

 

– Dziś najważniejsza jest konsolidacja opozycji, tymczasem on tę jedność podważa – ocenia były wicepremier.

 

Mimo wspólnej politycznej drogi odbytej przez obydwu panów, obecnie jak widać prof. Balcerowicz nie planuje raczej współpracować z Ryszardem Petru. W rozmowie z „Wprost” nazywa go nawet… szkodnikiem.

 

– Bez względu na to, kto jaką odgrywał rolę w moim życiu zawodowym, jeżeli okazał się szkodnikiem, to musi być przedstawiany jako szkodnik. Dobrze by było, żeby przynajmniej był szkodnikiem mało skutecznym – stwierdził.

 

W zamieszczonym w gazecie wywiadzie, przeczytać możemy również przytyk ze strony Leszka Balcerowicza w stronę lidera partii Razem Adriana Zandberga.

 

 Polska potrzebuje dziś szerokiej koalicji, w której znajdą się wszystkie rozsądne, demokratyczne siły polityczne, od liberałów do lewicy, oczywiście z wyjątkiem Adriana Zandberga (śmiech) – mówił o sytuacji w szeregach opozycji prof. Balcerowicz.

 

W rozmowie pojawiła się również krytyka programu 500+, w ramach której dawny wicepremier zauważa, iż obecny rząd przysporzył sobie poparcia „kupując” dobre samopoczucie wyborców za pieniądze, których w rzeczywistości nie posiada. Padły również popularne na marszach totalnej opozycji słowa o potrzebie odsunięcia PiS-u od władzy, ze względu na rzekomą grożącą nam dyktaturę, w której kierunku państwo polskie ma zdaniem Balcerowicza obecnie zmierzać.

 

– Ale obrona przed państwem PiS to wielka idea! Ja nie widzę większego celu niż to, żeby Polska dołączała nadal do standardów życia Zachodu – powiedział były wicepremier, odpowiadając na sugestie iż opozycja nie mówi o ideach, a jej hasłem jest po prostu samo „odsunąć PiS od władzy”.

 

 

W ostatnich dniach, były prezydent Lech Wałęsa po raz kolejny próbuje zwrócić na siebie uwagę. W jednym ze swoich twitterowych wpisów zapowiedział, że będzie próbował odsunąć od władzy obecnych rządzących i przypominając, że posiada broń stwierdził, że nawet policja go nie powstrzyma. W wywiadzie dla RMF FM, ze strony Wałęsy znów padły kontrowersyjne słowa.

 

Kiedy były prezydent, związany dziś z „totalną opozycją” zapowiedział za pośrednictwem Twittera swoją decyzję o obalaniu władzy, strasząc przy tym użyciem broni, nie trzeba było długo czekać na reakcję policji. Również za pomocą tego medium społecznościowego przekazano, że pomorscy policjanci czują się zobowiązani sprawdzić zasadność posiadania broni przez Lecha Wałęsę.

 

Do sprawy odniósł się również minister Joachim Brudziński, który stwierdził iż Lechowi Wałęsie należy cofnąć decyzję o zezwoleniu na broń.

 

 

W odpowiedzi na wpis ministra, Lech Wałęsa stwierdził, że ten chce go napaść i straszy. Poinformował również, że dobrze zabezpieczył swoją broń palną i minister Brudziński mu jej nie odbierze.

 

Słowa, które mogą podburzać zwolenników „totalnej opozycji” padły ze strony Wałęsy także w wywiadzie udzielonym dla radia RMF FM. Dziennikarz zapytał byłego prezydenta o to co planuje w związku ze swoim przybyciem do Warszawy na protest przeciwko zmianom Sądzie Najwyższym. Lech Wałęsa stwierdził w odpowiedzi, że zachęcał będzie do wspólnego znajdywania pokojowych i konstytucyjnych metod mogących skutecznie rozwiązać problem. Jednakże powiedział też, że jego zdaniem sytuacja w Polsce to droga do… wojny domowej.

 

– Na to się nie możemy zgodzić, co się teraz dzieje. Sądu nie możemy oddać. Będzie to, co przewidywałem na samym początku – dojdzie do wojny domowej, nie ma rady. To jest droga do wojny domowej. Chciałbym jej uniknąć – ocenił były prezydent w wywiadzie udzielonym radiu RMF FM.

 

Na swoim twitterowym profilu, Lech Wałęsa zapowiedział, że na dzisiejsze protesty nie uda się z bronią palną.

 

Swoje wcześniejsze wpisy na temat posiadanej broni, teraz autorytet opozycji określa jako pewnego rodzaju „sygnał” związany z tym co dzieje się obecnie w Polsce.

 

– Kiedyś „budujemy drugą Japonię”, potem „spałować stoczniowców”. Teraz broń. Za każdym razem to był sygnał. To jest sygnał, że na poważnie zagrożone są interesy Polski. Trzeba zacząć poważnie walczyć – tłumaczył dziś Wałęsa.

 

 

Dziś w sądzie rejonowym w podwarszawskim Pruszkowie ruszył proces byłych liderów KOD, Mateusza Kijowskiego oraz skarbnika organizacji Piotra Ch. Za nielegalne przywłaszczenie ponad stu tysięcy złotych oskarżonym grozi nawet do 8 lat pozbawienia wolności. 

 

Przypomnijmy: Kijowski wraz z Panem Ch. są oskarżeni o nielegalne przywłaszczenie 121 tysięcy złotych ze zbiórek publicznych KOD. Podkładką pod kradzieże miały być fikcyjne faktury za usługi informatyczne. Jak ustalili śledczy, firma Kijowskiego takowych nie wykonywała.

 

Nielegalne przywłaszczenie pieniędzy z publicznych zbiórek i poświadczenie w fakturach nieprawy może kosztować mężczyzn nawet 8 lat pozbawienia wolności. W sprawę uwikłana jest także żona Kijowskiego, która posiada udziały ich firmie.

 

Prokurator wnosi o 8 lat pozbawienia wolności dla obydwu oskarżonych mężczyzn. Niech orzekną niezawisłe sądy, o które zresztą Kijowski wraz ze swoim skarbnikiem zabiegali.

Posłowie opozycji zapowiedzieli bojkot Zgromadzenia Narodowego na Zamku Królewskim w Warszawie, ponieważ – ich zdaniem – w Polsce łamana jest praworządność więc takie spotkania nie powinny mieć miejsca.

 

Jak przyznają posłowie opozycji, świętowanie 550 rocznicy polskiego parlamentaryzmu jest niezasadne podczas gdy łamana jest konstytucja i praworządność. Podnoszą też argument o błędnym określeniu daty. Według źródeł centrum kancelarii Sejmu właśnie w tym roku przypada okrągła, 550 rocznica pierwszych obrad polskiego parlamentu, jednak opozycja powołuje się na inne źródła, według których 500 rocznica była obchodzona w 1993 roku, a więc za rządów koalicji Unii Demokratycznej.

 

Bojkot Zgromadzania Narodowego może w dużym stopniu podważyć autorytet państwa i zaplanowane przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy. Za pośrednictwem Twittera głos zabrał Adam Andruszkiewicz, poseł Wolnych i Solidarnych. W swoim stylu sprawnie wyjaśnił opozycję totalną, sugerując, że to po prostu nie ich zgromadzenie, bo nie odbywa się w Niemczech.

 

„Najlepiej w ogóle zbojkotujcie Polskę i wyjedźcie do Berlina. Będziecie mogli pracować w swej ulubionej roli unijnego lokaja” – ironizuje Andruszkiewicz.

 

 

Lokal wyborczy, w którym padły strzały został zorganizowany w szkole podstawowej. W całym zdarzeniu życie straciły 3 osoby. Wśród zabitych znalazł się ważny w regionie polityk opozycji.

 

Tegoroczne wybory w Turcji wywołują sporo emocji. Turcy wybierają dzisiaj zarówno prezydenta, jak i też skład tureckiego parlamentu. Rangi tym wyborom dodaje fakt, że doszło do zmiany tureckiego prawa względem systemu politycznego, co miało miejsce w dniu 16 kwietnia bieżącego roku. Powoduje to, że prezydent będzie miał po niedzielnych wyborach więcej władzy w państwie.

 

Chociaż faworytem wyborów jest obecnie urzędujący prezydent Recep Erdogan, to jednak pierwszy raz od wielu lat według sondaży może dojść do drugiej tury. Poważnym rywalem Erdogana z Partii Sprawiedliwości i Rozwoju, który może się do tego przyczynić jest Muharrem Ince- kandydat partii CHP.

 

W trakcie wyborów doszło też do tragedii. W jednym z lokalów wyborczych doszło do ataku. W wyniku strzałów z broni palnej zginęły 3 osoby, w tym jeden z polityków opozycji Mehmet Siddik Durmaz, który pełni funkcje przewodniczącego partii IYI w regionie Karaçoban. Jak przekazał portal express.co.uk, młody człowiek miał podejść w lokalu do kandydata na posła co stało się czynnikiem wywołującym następnie bijatykę. Później awantura przerodziła się w strzelaninę. Budynek szkoły, w której się tragedia rozegrała znajduje się w prowincji Erzurum, a dokładniej w miejscowości Kopal. Oprócz Durmaza, życie straciło też dwóch innych działaczy opozycyjnego ugrupowania IYI.

 

– Młody człowiek podszedł do kandydata na posła AKP, którego nazwiska nie znam. Nie zdecydowaliśmy się go zatrzymać. Wywiązała się bójka. Strzelanina – zakomunikowali przedstawiciele partii IYI za pośrednictwem konta na Twitterze, potwierdzając dramatyczne doniesienia.

 

Opozycje wobec obecnego obozu władzy w Turcji stanowi Sojusz Narodowy, w skład którego wchodzi właśnie partia IYI. Przy okazji tegorocznych wyborów parlamentarnych, to porozumienie opozycyjnych ugrupowań może liczyć na 32,8 procent poparcia wyborców.

 

Wybory w Turcji śledzi cały świat. Atmosfera wokół decyzji ludności tureckiej jest gorąca, zwłaszcza kiedy popatrzymy na to jak dużą rolę w najbliższych latach może odgrywać Turcja w geopolityce, relacjach na linii NATO-Rosja oraz konfliktach zbrojnych mających miejsce na Bliskim Wschodzie.