Policja podjęła sprawne działania po otrzymaniu zgłoszenia od pokrzywdzonej. Kobieta zawiadomiła funkcjonariuszy, że pracujący jako dostawca jedzenia Hindus po dostarczeniu zamówienia próbował siłą przymusić ją do czynności seksualnej.

 

Ująć podejrzanego udało się mokotowskim policjantom z wydziału kryminalnego. Mężczyzna ma 36 lat i trafił do aresztu. Zaatakowanej przez niego kobiecie udało się wyrwać z jego rąk. On sam został zatrzymany dość szybko, ze względu na sprawne i efektowne działania policji.

 

Sprawca całego zajścia zaprzeczał stawianym mu zarzutom. Zebrane dowody potwierdzają jednak wersję zaatakowanej przez niego kobiety, że stosując przemoc próbował on wykorzystać swoją ofiarę.

 

Na wniosek prokuratury oraz mokotowskich policjantów, zapadał decyzja sądu, zgodnie z którą obywatel Indii trafił do aresztu na okres 2 miesięcy. Oczekuje on teraz na rozprawę sądową. Grozi mu nawet 12 lat pozbawienia wolności.

 

 

Tajemnicza mogiła została odnaleziona na warszawskim Mokotowie. W masowym grobie znajdowały się szczątki ośmiu osób. Zostaną one zbadane pod kątem zachowanego DNA.

 

Mogiłę odnaleźli specjaliści z Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej. Zajmują się oni właśnie poszukiwaniem tajnych miejsc spoczynku ludzi, którzy padli ofiarą zbrodniczych totalitaryzmów. Ten znaleziony na Mokotowie grób, znajdował się na terenie dawnego więzienia.

 

Obok ludzkich szczątków, które w ramach przeprowadzenia identyfikacji zostaną poddane badaniom genetycznym, znaleziono też takie przedmioty jak np. krzyż, medalik czy inne rzeczy osobiste.

 

– W wyniku naszych prac na terenie dawnego więzienia przy ul. Rakowieckiej na Mokotowie ujawniliśmy masowy grób, a w nim szczątki ludzkie należące do co najmniej ośmiu osób – przekazał prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej, który odpowiada w nim za kierowanie pracami Biura Poszukiwań i Identyfikacji.

 

Jama grobowa została znaleziono nieopodal ówczesnego pawilonu śledczego nazywanego „Pałacem Cudów”. Oprawcy z Urzędu Bezpieczeństwa (UB) dokonywali tam takich praktyk jak np.: nieludzkie brutalne przesłuchania, po których więźniowie jak się zwykło mawiać w „cudowny sposób” przyznawali się nagle do stawianych im zarzutów. Pawilon ten oznaczony był literą S, co oznaczać miało „specjalny”. Postawiono go na przełomie lat 1949-1950.

 

Jak jednak uważa  prof. Szwagrzyk, pochowane w zbiorowej mogile osoby to ofiary Niemców z roku 1944. Ich zamordowanie z rąk nazistów miało mieć według oceny profesora miejsce przy okazji Powstania Warszawskiego.

 

Obecnie przeprowadzane przez specjalistów z Instytutu Pamięci Narodowej prace archeologiczno-ekshumacyjne zakończą się najprawdopodobniej już w tym tygodniu. Działania podejmowane przez IPN, służyć mają odnajdywaniu oraz identyfikacji ofiar totalitaryzmu komunistycznego, ale też żyjących w czasach wcześniejszych ludzi zamordowanych przez Niemców.

 

Na początku Powstania Warszawskiego, Niemcy rozstrzelali łącznie około 600 ludzi, a ich ciała zakopali na terenie więzienia. Choć szczątki tych ofiar były ekshumowane po zakończeniu wojny, to jednak zdaniem Instytutu Pamięci Narodowej, nie zostało to wówczas przeprowadzone w należyty sposób oraz z odpowiednią starannością.

 

W więzieniu na Mokotowie dochodziło do brutalnych scen zarówno podczas wojny, jak i w czasach komunizmu. Teraz powstaje tam Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL.

 

Do niecodziennej sytuacji doszło na warszawskim Mokotowie, gdzie przyłapano kobietę biegającą nago wokół bloku i rozrzucającą różne przedmioty. O sprawie zawiadomiono straż miejską. Jak się później okazało, 51-latka była poszukiwana jako zaginiona w jednym z naszych krajów sąsiedzkich.

 

Zgodnie z komunikatem z portalu polsatnews.pl, strażnicy miejscy z II Oddziału Terenowego patrolowali w środę warszawską dzielnicę Mokotów. Podczas ich służby, około godziny 17.30 otrzymali zgłoszenie, że przed jedną z posesji przy ulicy Puławskiej biega naga kobieta. Rzucała ona kamieniami w okna i krzyczała coś, czego nikt nie zrozumiał.

 

Kiedy strażnicy dotarli na miejsce zdarzenia, spostrzegli 51-letnią kobietę, która rzucała różne przedmioty (między innymi koc, okulary czy portfel). Jak ustalono, dokonała ona również zniszczenia okularów innej osoby, których wartość wyceniono na więcej niż tysiąc złotych – informuje serwis polsatnews.pl.

 

Strażnicy miejscy o sprawie zawiadomili policję, która ustaliła niedługo później, że kobieta jest poszukiwana jako zaginiona w jednym z sąsiadujących z Polską krajów. Dalsze działania są obecnie prowadzone przez policjantów – poinformował portal polsatnews.pl.

Wkrótce w kinach pojawi się nowy film Patryka Vegi „Kobiety mafii”. Jak poinformował portal tvp.info, gangsterzy z „grupy mokotowskiej” mieli wpływać na obsadę filmu i zablokowali pojawienie się na planie jednego z dawnych, skruszonych przestępców. Zeznawał on bowiem przeciwko niektórym gangsterom z grupy „Szkatuły” i został tzw. małym świadkiem koronnym.

 

O tym natomiast, że najbardziej znany świadek koronny w Polsce o pseudonimie „Masa” nie darzy wielką sympatią reżysera, mogliśmy dowiedzieć się już z kilku wypowiedzi. Teraz Patryk Vega został mocno zaatakowany przez Jarosława Sokołowskiego w jednym z jego facebookowych wpisów.

 

– Patryk Vega, moralna hybryda, która jedną decyzją opluła nie tylko swoich znajomych, być może przyjaciół, z policji, ale również zbrukała pamięć ofiar gangu mokotowskiego. Szczególnie pamięć po siedmioletniej dziewczynce, której zwłok do dziś nie odnaleziono.
Ale co mnie doświadczonego, byłego bandytę szokuje, to logiczno- werbalna oślizgłość Vegi. Reżyser szczyci się w wywiadach, że brał udział w policyjnych akcjach przeciwko kryminalistom. Podkreślał wielokrotnie swój szacunek dla stróżów prawa.
Dorobił się fortuny na biletach, kupowanych przez rzeszę przyzwoitych i uczciwych Polaków – napisał dobitnie „Masa”.

 

Dawny gangster z Pruszkowa odniósł się również do obecnych działań i zachowań znanego reżysera.

 

– A dziś groteskowo tłumaczy, dlaczego chodzi na smyczy u ludzi, którzy mordowali kobiety czy dzieci.
Podlizuje się zwyrodnialcom, bredząc o „kodeksie honorowym”, który nie istnieje. Spełnia kaprysy gwałcicieli i pluje w twarz tym, którym obcinano palce. Za kilka fałszywych srebrników, udaje gitowca.
Panie Vega! Jako dziennikarz i uczestnik policyjnych akcji jest pan dożywotnio „frajerem” i „kapusiem”. Nie ma znaczenia ile razy wyliże pan buty swoim rozmówcom w kryminale.
A ludzie, którzy tam przebywają i którzy udzielają panu informacji, to konfidenci. Tak mówi nie „kodeks gangstera”, tylko zwykła, więzienna git- bajera.
A pan, jako ojciec córki, może dziś spać spokojnie. Nie grozi jej los Eweliny B. Nie tylko dzięki funkcjonariuszom policji, ale również tym, którzy w ramach art. 60 kk czynnie ukorzyli się przed polskim społeczeństwem, ujawniając tajemnicę niejednej zbrodni – ocenił Sokołowski.