Do zdarzenia doszło we francuskiej miejscowości Periguex, położonej w północno-zachodniej części kraju. Sprawca ataku był człowiekiem oczekującym na przyznanie azylu we Francji.  19-letni nożownik ranił 4 osoby, z czego jedna jest w stanie ciężkim. Napastnik został obezwładniony i trafił do aresztu.

 

Dramatyczne sceny rozegrały się w poniedziałkowy wieczór. Pochodzący z Afganistanu 19-latek zaczął wówczas atakować znajdujące się pod jednym z domów samochody. Kierownik pogotowia ratunkowego Jean-Jacques Girard, kierownik ośrodka pogotowia ratunkowego, stwierdził w rozmowie z regionalnym dziennikiem „Sud-Uest”, że mężczyzna był widziany podczas „kopania nogami i walenia pięściami w jeden samochód, a następnie drugi”. Sprawca całego zajścia miał też zaczepiać kobiety kierujące przejeżdżającymi pojazdami.

 

Zdaniem przedstawicieli miejscowych władz, Afgańczyk był znany z problemów psychicznych. Podczas dewastowania przez niego aut, zareagować postanowili dwaj sanitariusze, którzy widzieli to zajście. Starali się oni uspokoić młodego mężczyznę, jednakże ten wszedł do domu i wrócił uzbrojony w nóż. Zaatakował on nim ratowników, zadając im rany w szyje oraz głowy.

 

Następnie napastnik zaatakował dwóch braci mieszkających obok niego. Mają oni 68 i 64 lata. Jeden z nich ma przebite płuco, drugi zaś trafił do szpitala z ranami kłutymi pleców. Nożownika obezwładnił jednak jeden z braci, któremu pomógł przy tym przechodzień, pochodzący jak się okazało z Kamerunu.

 

Funkcjonariusze policji aresztowali 19-letniego Afgańczyka, jednak wykluczony został motyw terrorystyczny w przypadku dokonanego przez niego ataku z użyciem noża. Mężczyzna miał być w trakcie zdarzenia pod wpływem alkoholu.

 

 

Źródło: rp.pl

Fot.: Flickr

 

 

Do manifestacji doszło w centralnej części Francji. Swoje żądania postanowili publicznie wygłosić ludzie z ośrodka recepcyjnego przeznaczonego dla uchodźców, który zlokalizowany jest w miejscowości Varennes-sur-Allier. Łącznie stanowili liczbę ok. 100 osób.

 

Demonstracja pochodzących z krajów afrykańskich migrantów odbyła się we wtorkowe popołudnie, zorganizowano ją nieopodal miejskiego posterunku żandarmerii. Jej uczestnicy twierdzili, iż jest to wyraz protestu i sprzeciwu wobec „nieludzkim warunkom. Postulaty zgłaszane przez grupę mieszkańców ośrodka przez wielu postrzegane są jednak jako kuriozalne i polegające w skrócie na domaganiu się mniejszej ilości pracy, a większej ilości mięsa.

 

Migranci są zdania, że zlokalizowany na terenie ówczesnej bazy lotniczej ośrodek recepcyjny nie spełnia w takim stopniu jakim oni tego oczekują „wymaganych norm”. Ubolewają przy tym nad rzekomymi surowymi ograniczeniami, a także złą żywnością. Uważają bowiem, że zbyt wiele chleba i mleka, a niewiele mięsa. Dodatkowo uskarżają się również na fakt, że ich praca trwa we wszystkie dni od godz. 7 do godz. 17.

 

Z biorącymi udział w demonstracji imigrantami spotkali się przedstawiciele stowarzyszenia Viltaïs- organizacji odpowiedzialnej za prowadzenie tego właśnie ośrodka.

 

Wbrew słowom protestujących, dyrektor ds. reintegracji Fabien Guieze stwierdził, że w jego opinii „mieszkańcy (placówki) dobrze się odżywiają i mają bardzo zadowalające warunki życia”. Przy tym potwierdził jednak, że jakość usługi w pewnym stopniu spadła, co ma związek z mniejszymi funduszami otrzymywanymi przez stowarzyszenie.

 

Źródło: ndie.pl ; dzienniknarodowy.pl ; Twitter

 

Po zakończeniu wygranego przez Francję tegorocznego Mundialu w Rosji, oczy świata skierowane były na ulice francuskich miast, gdzie dochodziło do licznych zamieszek, demolowania oraz rabowania sklepów i tym podobnych zachowań. W dniu wczorajszym, w okolicach Paryża doszło do kolejnej kuriozalnej sytuacji.

 

Na podparyskim lotnisku Orly miała miejsce miejsce spora awantura. Wszystko rozpoczął fakt spotkania się dwóch wykonawców muzycznych mających korzenie afrykańskie. Byli to Kaaris pochodzący z Wybrzeża Kości Słoniowej oraz Booba, którego ojciec jest Senegalczykiem. Pomiędzy raperami wywiązała się bijatyka. Nie skończyła się ona jednak po krótkiej fizycznej wymianie „argumentów”, bowiem w całe zamieszanie włączyli się ich kompani. Do bójki włączyło się ponad dwudziestu towarzyszących im ludzi. Doszło do brutalnych scen.

 

 

Doszło do zniszczeń w znajdujących się w miejscu zdarzenia kilku sklepów, a także siedzeń w poczekalniach. Ze zdemolowanego terminalu pierwszego ewakuowano podróżujące osoby. Działania podjęła francuska policja.

 

 

Jak przekazano, na szczęście nie ma rannych wśród nie biorących w zamieszkach ludzi przebywających akurat na lotnisku w czasie całego zamieszania. Sytuacja była dodatkowo groźna, ponieważ wśród podróżujących znajdowały się również kobiety z dziećmi.

 

Źródło: rmf24.pl ; Twitter

Fot.: Wikimedia Commons

 

W ostatnim czasie w kraju nad Sekwaną wybuchł dość głośna afera związana z jednym ochroniarzy prezydenta Emmanuela Macrona. Sprawa dotyczy jego agresywnego zachowania wobec demonstrantów, podczas manifestacji odbywającej się 1 maja. Marokański ochroniarz Alexandre Benalla szarpał wówczas wyciągniętą z tłumu młodą kobietę oraz bił leżącego na ziemi mężczyznę. Ubrany był przy tym w elementy policyjnego stroju. Nagranie z tamtego zdarzenia zbulwersowało opinię publiczną.

 

W Pałacu Elizejskim dokonano ostatnio nawet trwającej około 2 godzin rewizji. Pojawiły się informacje, że francuskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wbrew zapowiedziom nie wyciągnęło konsekwencji wobec ochroniarza. Teraz natomiast pojawiają się jeszcze bardziej zadziwiające plotki na temat rzekomego… romansu Emmanuela Macrona z jego ochroniarzem.

 

Taka pogłoska zaczęła się roznosić dosyć dynamicznie. Niektórzy twierdzą bowiem, że Alexandre Benalla unika poniesienia kary za swoje zachowanie, ze względu na to iż jest kochankiem francuskiego prezydenta.

 

Pewien belgijski serwis satyrycznych opublikował nawet żartobliwą informację, zgodnie z którą głowa państwa udostępniła mającemu odpowiadać za jego bezpieczeństwo, a w rzeczywistości będącemu jego kochankiem Marokańczykowi, kody służące do użycia arsenału nuklearnego. Na ten dowcip nabrał się nawet jeden z francuskich deputowanych.

 

Emmanuel Macrone doniesieniom tym zdecydowanie zaprzecza. Tego typu afery oraz pojawiające się wraz z nimi plotki, z pewnością nie pomagają prezydentowi, którego notowania nie są zbyt satysfakcjonujące w sondażach, a na ulicach francuskich miast stosunkowo często dochodzi do protestów przeciwko obecnej władzy oraz starć z policją.

 

– Nie, Alexandre Benalla nie miał kodów nuklearnych… Nie, Benalla nie był moim kochankiem – stwierdził prezydent Macrone.

 

Miejscowi śledczy nadal prowadzą czynności, mające na celu wyjaśnić, jakim sposobem Alexandre Benalla wszedł w posiadanie oficjalnego wyposażenia policji.

 

Zaatakowany kościół znajduje się we Francji, a dokładniej w Orleanie. Do zdarzenia doszło w ostatnich dniach. Sprawcy postanowili dodatkowo pozostawić na murach budynku kościoła pozostawić napis „Allahu Akbar”.

 

Nie jest to pierwszy atak na katolicką świątynie w tym kraju. Dwa lata temu 26 lipca, w czasie odbywających Światowych Dni Młodzieży, w Normandii dwóch młodych dżihadystów zaatakowało Kościół podczas nabożeństwa. Zginął wówczas 85-letni ksiądz Jacques Hamel, którym napastnicy podcięli gardło.

 

W przypadku ataku do jakiego doszło wieczorem, w ostatnią środę na terytorium Orleanu, sprawcy dopuścili się podpalenia kościoła św. Piotra. Wszystko wskazuje na to, że również ten czyn motywowany był radykalnym islamem. Pożar został na szczęście szybko ugaszony przez strażaków. Konstrukcja budynku nie została naruszona, jednak wyposażenie świątyni zostało niestety zniszczone.

 

Jak informuje francuska organizacja Christianophobia, w okresie od stycznia do maja bieżącego roku, na terytorium Francji doszło aż do 128 aktów wandalizmu wymierzonych w kościoły czy też innych incydentów motywowanych wrogością do społeczności chrześcijańskiej.

 

W 2017 roku zapadł wyrok dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu za niszczenie znajdującego się w Rennes-le-Château kościoła św. Marii Magdaleny. Winną była wówczas muzułmanka znana jako „Kenza”.

 

Źródło: ndie.pl

Skandal dotyczy osoby marokańskiego ochroniarza francuskiego prezydenta. Afera zatacza jednak coraz szersze kręgi. Teraz oskarżania padają również wokół innych osób z otoczenia głowy państwa oraz samego Emmanuela Macrona. Policja zdecydowała się przeprowadzić rewizję w Pałacu Elizejskim.

 

Afera rozpoczęła się, kiedy do mediów trafiło nagranie, na którym zarejestrowano pochodzącego z Maroka 27-letniego Alexandrea Benalla stosującego przemoc na manifestacji. Jest on bliskim współpracownikiem prezydenta Macrona.

 

Benalla dopuścił się agresji wobec uczestnika jednej z demonstracji. Odbywała się ona 1 maja w Paryżu. Na upublicznionym filmie widać, jak Marokańczyk ubrany w policyjny hełm szarpie wydartą z tłumu młodą kobietą oraz bije mężczyznę leżącego na ziemi. Po potwierdzeniu, że to właśnie ochroniarz Emmanuela Macrona był agresorem, sam prezydent wziął odpowiedzialność za zaistniałą sytuację na siebie, a zachowanie Benalla określił jako zdrada. Przyznał też, że dotychczas darzył go pełnym zaufaniem.

 

Choć 27-latek miał zostać zawieszony w pełnieniu swoich obowiązków na okres 15 dni oraz pozbawiony na ten czas pensji, to okazuje się jednak, że w praktyce nie przestał on pełnić swojej funkcji w kancelarii prezydenta. Miał nie zostać również pozbawiony pensji, wbrew zapowiedziom.

 

Teraz funkcjonariusze dokonali w Pałacu Elizejskim rewizji biura byłego wiceszefa kancelarii Emmanuela Macrona. Trwała ona około  2 godzin. Przed tym jeszcze przesłuchany został przez specjalną komisję parlamentarną Gerard Collomb, szef francuskiego MSW. Zadano mu pytania dotyczące sprawy Alexandrea Benalli.

 

Collomb zeznał, że pierwotnie nie miał on pojęcia o karygodnym postępowaniu wiceszefa kancelarii Emmanuela Macrona. Szef MSW zasugerował, że to prezydent i jego bliscy współpracownicy powinni przekazać prokuraturze informacje o popełnieniu przestępstwa w tej sytuacji. Pałac Elizejski takich kroków jednak nie podjął.

 

Przy okazji finałowego meczu tegorocznego mundialu w Rosji mieliśmy do czynienia z wieloma emocjami poza boiskowymi. W ramach „świętowania” na ulicach francuskich miast doszło m.in. do zamieszek, demolowania miejsc publicznych, dewastowania i palenia samochodów, a także rabowania sklepów. Przed meczem jednak z krytyką spotkała się Chorwacja i to ze strony jednej z francuskich organizacji.

 

W narodowej drużynie Francji grają w dużej mierze zawodnicy wywodzący się nie z rodzin rdzennych Francuzów, a przybyłych na przestrzeni wielu lat do Francji imigrantów z Afryki. Taka sytuacja w zespole trójkolorowych jest oceniana różnie.

 

Chorwacka reprezentacja została zaatakowana jednak przez pozarządową organizację LICRA (Ligue Internationale Contre le Racisme et l’Antisémitisme) czyli w tłumaczeniu „Międzynarodowa Liga Przeciwko Rasizmowi i Antysemityzmowi”. W założeniu ma ona zajmować się walką z rasistami. Definicja rasizmu jest dla członków tego ugrupowania, podobnie jak przy innych tego typu lewicowych przedsięwzięciach bardzo naciągana i przekłamana.

 

Przed finałem mistrzostw świata francuski oddział organizacji LICRA opublikowała wpis, w którym określiła to spotkanie jako mecz o szczególnym znaczeniu historycznym oraz socjologicznym. Pochwalono wówczas multikulturowość w reprezentacji Francji, a równocześnie skrytykowano „jednolitość” w szeregach narodowej drużyny Chorwacji.

 

– Wielobarwna, wieloetniczna reprezentacja Francji zmierzy się dziś z dramatycznie jednolitą Chorwacją. Gdy zna się historię Chorwacji nie ma w tym nic dziwnego. Położona w środku Bałkanów, wciąż powiązana ze starymi ponurymi czasami, uznająca kult siły, zamknięta na wszystko co inne, gra monotonnie, bezbarwnie, bez polotu – stwierdziła w swoim komentarzu do finału „Międzynarodowa Liga Przeciwko Rasizmowi i Antysemityzmowi”.

 

Tego typu sformułowania spotkało się z na tyle dużą krytyką, że władze krajowe tej lewicowej organizacji zdecydowały się na usunięcie wpisu. Wystosowano również przeprosiny.

 

– Przepraszamy za to, że nasz wczorajszy wpis został źle zrozumiany –  przekazano.

 

Równocześnie jednak opublikowano tłumaczenie, w którym kolejny raz oberwało się Chorwatom, a równocześnie kolejny raz pochwalono różnorodność w reprezentacji znad Sekwany.

 

– Ujawnianie, że reprezentacja Chorwacji, niezależnie od historycznej przeszłości swego kraju skażona jest powiązaniami mafijnymi i różnymi wypowiedziami, nie ma w sobie nic ksenofobicznego i rasistowskiego. Wychwalanie różnorodności w naszej reprezentacji w kolorach „czarnym, białym, brązowym (beure – nawiązanie do ludzi pochodzących z północnej Afryki – przyp. red.), nie może być potępiane, bo ta ekipa ma kolory Francji – napisano.

 

 

Zagrożenie ataki i zdecydowanie większy nacisk na zachowanie standardów bezpieczeństwa na ulicach miast to rzeczywistość, która stanowi codzienność w niektórych krajach europejskich na przełomie ostatnich lat.

 

Wszystko w związku z faktem, że po rozwinięciu się organizacji Państwo Islamskie oraz masowej migracji do Europy z Afryki i Bliskiego Wschodu, w poszczególnych miejscach na naszym kontynencie zwiększyła się ilość napaści na tle seksualnym, a także doszło do kilku głośnych ataków nożowników czy innych zamachów terrorystycznych.

 

Cała sytuacja może stać się dla zwykłych obywateli jeszcze straszniejsza, kiedy usłyszą o tym o ile więcej dochodziłoby do ataków ekstremistów, gdyby nie udaremnianie części z nich przez służby odpowiadające za bezpieczeństwo. W ostatnich dniach po raz kolejny mieliśmy przykład sytuacji, w której agresor groził przypadkowym ludziom, zw. na różnice religijne.

 

Jak donoszą media, sytuacja miała miejsce w ostatnich dniach minionego tygodnia. We Francji, a dokładniej wewnątrz paryskiego metra, spore zamieszanie wywołał 23-letni Egipcjanin Emad F. Był on uzbrojony w nóż i potrzebna była interwencja służb.

 

Było południe, przed godziną trzynastą. Wówczas na stacji metra Anvers, Emad F. wywołał panikę, Zademonstrował on ludziom znajdującym się wokół niego, że ma przy sobie nóż i groził przeprowadzeniem ataku. Egipcjanin wykrzykiwał, że „zamorduje wszystkich katolików”.

 

Nożownik został na szczęście zatrzymany i nikomu nic się nie stało przy okazji tego zajścia. Jak się okazało, 23-latek był poszukiwany przez francuskie służby. Co warte podkreślania, był on wcześnie karany za zachowania tego typu.

 

Dżihadysta tłumaczył później, iż motywował się faktem, że jest wyznawcą islamu, w związku z czym chce on zabijać innowierców. Stąd też jego pogardliwe słowa o chęci mordowania katolików skierowane do przypadkowych osób.

 

Po tym zdarzeniu, akurat ulice Francji (a szczególnie Paryża) zaczęły być wyjątkowo mocno strzeżone. Na ulice wyszło ponad 100 tysięcy funkcjonariuszy policji oraz żandarmów. W samym Paryżu porządku pilnowało ok. 12 tysięcy policjantów wspieranych przez wojsko. Wszystko ze względu na narodowe święto- Dzień Bastylii oraz finał mundialu, przy okazji którego zorganizowano dużą strefę kibica w centrum stolicy, w pobliżu Wieży Eiffela. Zamieszek i tratowania się ludzi jednak i tak nie udało się uniknąć.

 

Informowaliśmy dzisiaj o wzmożonych patrolach na francuskich ulicach podczas trwającego weekendu. W samej stolicy Francji, porządku pilnowało ponad ok. 12 tysięcy funkcjonariuszy. Policję i żandarmów wspierało wojsko, a w gotowości były również służby medyczne. Wszystko w związku z organizacją strefy kibica przy Wieży Eiffela, dzień po drugiej rocznicy zamachu w Nicei.

 

Zaplanowano, że pomimo gigantycznej liczby przybyłych do centrum Paryża kibiców, każdego chcącego wejść do Fan Zone-y należy skontrolować ze względów bezpieczeństwa. Z góry przewidziano, że w strefie kibica zjawi się ok. 90 tysięcy ludzi chcących oglądać mecz na ogromnym ekranie zamontowanym na Wieży Eiffela. Szacunki te okazały się nie być przesadzone. Przeceniono raczej przy tym możliwości organizacyjne oraz podmioty odpowiedzialne za bezpieczny przebieg wydarzeń.

 

Bramki prowadzące do strefy otworzony o godz. 13. Jak się jednak okazało, policjanci nie mogli nadążyć z przeprowadzaniem kontroli przybywających ludzi, więc podjęli ryzykowną decyzję o wpuszczeniu części kibiców bez uprzedniego sprawdzenia ich. Strefa wypełniła się fanami piłki już po ok. godzinie. Wówczas doszło wtedy do dramatycznych wydarzeń na Polu Marsowym.

 

Tłum ludzi postanowił wedrzeć się na teren fan-zoney przewracając przy tym barierki oraz przerywając kordon pilnujących porządku policjantów. Doszło też do tratowania się ludzi nawzajem oraz starć z policją, kiedy służby porządkowe podjęły interwencję.

 

Pomoc musiała być udzielana zarówno osobom poszkodowanym przy okazji zamieszek, stratowanym, jak i mdlejącym. 20 osób zostało lekko rannych w wyniku dzisiejszych zajść.

 

Dzisiejszy finał piłkarskich Mistrzostw Świata został rozegrany w Moskwie. Po dobrym meczu, Francuzi pokonali drużynę Chorwacji 4-2. Cały świat jednak wyraża wielki szacunek i podziw wobec Chorwatów, którzy nie byli typowani na uczestników choćby półfinału.