Policjanci z Częstochowy wyjaśniają wszystkie okoliczności zdarzenia, do którego doszło w Blachowni na przejeździe kolejowym. Z ustaleń śledczych wynika, że kierujący seatem ominął opuszczoną półzaporę i zderzył się z nadjeżdżającym pociągiem towarowym.

 

46-latek zmarł w szpitalu. Na nagraniu z monitoringu widać, jak groźne było to zdarzenie. Śledztwo w tej sprawie jest w toku. Zdjęcie z miejsca zdarzenia Do zdarzenia doszło w Blachowni, 11 maja br., na przejeździe kolejowym tuż przy skrzyżowaniu ulic Konopnickiej i Kawowej. Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że kierujący Seatem Ibizą wjechał na tory od ulicy Konopnickiej, mimo opuszczonych zapór, zderzając się z jadącym od Lublińca pociągiem towarowym.

46-latek jadący seatem i 33-letni pasażer tego auta zostali przewiezieni do szpitala. Niestety starszy z mężczyzn zmarł. Dokładne okoliczności tego tragicznego wypadku wyjaśniają policjanci w wydziału kryminalnego częstochowskiej komendy, wspólnie z prokuratorem.

 

Za zgodą Prokuratury Rejonowej częstochowska policja opublikowała nagranie z monitoringu z miejsca zdarzenia, apelując jednocześnie o zachowanie szczególnej ostrożności.

W wyniku zderzenia ciężarówki z pociągiem towarowym, który przewoził gaz, ranna została jedna osoba. Tragedia wydarzyła się w Wólce Plebańskiej (Świętokrzyskie).

 

Zdarzenie miało miejsce przed godziną 13.00. Jak wynika ze wstępnych ustaleń, prawdopodobnie prowadzący ciężarówkę nie zatrzymał się przed znakiem stopu, w wyniku czego wjechał prosto pod nadjeżdżający pociąg przewożący 5 cystern z gazem.

 

W wyniku zdarzenia, kierowca ciężarówki zakleszczył się w kabinie swojego samochodu. Konieczna była interwencja straży pożarnej. Mężczyzna został przetransportowany do szpitala rejonowego w Końskich.

 

Na miejscu jest obecnie policja i straż pożarna. Ewakuowano 5 osób z trzech okolicznych domów. Droga w kierunku Wólki Plebańskiej jest nieprzejezdna. Wyznaczone zostały objazdy.

 

Jak poinformowało biuro prasowe PKP, okoliczności zdarzenia zostaną wyjaśnione przez specjalną komisję.

 

– Zdarzenie nie ma wpływu na ruch pasażerski; wypadek miał miejsce na linii kolejowej wykorzystywanej tylko przez składy towarowe

– mówiło biuro prasowe PKP.

Jak informuje RMF FM, w Warszawie, na skrzyżowaniu ulic Powązkowskiej i Elbląskiej, nieoznakowane BMW zderzyło się z osobówką. Pasażerem limuzyny Żandarmerii Wojskowej był były minister obrony narodowej – Antoni Macierewicz.

 

Według przekazywanych przez RMF FM informacji, nikomu nic się nie stało. Decyzją premiera Morawieckiego ze stanowiskiem ministra obrony narodowej pożegnał się Antoni Macierewicz. Jego miejsce zajmie dotychczasowy szef MSWiA – Mariusz Błaszczak. Minister pożegnał się z żołnierzami.

 

„W ciagu ostatnich dwóch lat zmieniliście Polskę i armię. A może dokładniej dlatego że zaczęliście zmieniać armię, mogła się także zmieniać Polskę. Po raz pierwszy od dziesięcioleci Polacy mogli powiedzieć, że czują się bezpiecznie. Po raz pierwszy od dziesięcioleci mogli powiedzieć że są dumni ze swojej armii, swoich córek i synów, braci i sióstr które noszą mundury Wojska Polskiego. Podnieśliście głowy Polaków. Sprawiliście że bezpieczeństwo, duma, honor przestały być pustym frazesem, hasłem, zastępczym narzędziem propagandowym i zaczęły być, stawać się treścią naszego życia narodowego. Wyliczanie wszystkich zmian których dokonaliście, a mówię to do panów ministrów i generałów, do was oficerowie, ale także do was żołnierze, ten wielki wysiłek i odwaga które były niezbędne, aby tego wszystkiego dokonać, są godne najwyższego podziękowania i szacunku. To wy maszerując wraz z armią amerykańską przez całą Polskę mogliście oglądać jak Polacy z radością witali naszych sojuszników na polskiej ziemi bo wiedzieli że idą wraz z nimi polscy żołnierze i wiedzieli że dzięki temu będą bezpieczni” – mówił żegnając się z żołnierzami.

Nakielscy policjanci pod nadzorem prokuratury wyjaśniają okoliczności tragicznego w skutkach wypadku drogowego, do którego doszło wczoraj w miejscowości Ameryczka, w gminie Szubin. Na skutek zderzenia bmw z seatem zginęły cztery osoby.

 

Zgłoszenie o wypadku w miejscowości Ameryczka dyżurny policji odebrał wczoraj, 29.04.br., krótko przed 13.00. Na miejsce zostały skierowane wszystkie służby ratunkowe. Jak wynika ze wstępnych ustaleń pracujących na miejscu wypadku policjantów, kierujący pojazdem bmw kończąc manewr wyprzedzania, prawdopodobnie nie zapanował nad pojazdem w wyniku czego auto zjechało częściowo na przeciwny pas ruchu, gdzie bokiem uderzyło w jadącego w stronę Szubina seata cordobę.

 

Na skutek doznanych obrażeń śmierć na miejscu ponieśli wszyscy uczestnicy tego wypadku. 44-latek, który kierował bmw i 22-letni pasażer tego auta, a także 65-letni kierowca oraz 57-letnia pasażerka seata. Droga w miejscu wypadku była przez kilka godzin całkowicie zablokowana, a ruch odbywał się przez zorganizowane objazdy. Okoliczności tego tragicznego w skutkach wypadku drogowego wyjaśniają policjanci pod nadzorem prokuratury.

Do tragicznego wypadku doszło w Zawadzie koło Kłomnic, gdzie według wstępnych ustaleń funkcjonariuszy Policji, samochód marki BMW kierowany przez młodego kierowcę wypadł z trasy i wpadł do rzeki. 22. i 23-latek zginęli.

 

Częstochowscy policjanci, wspólnie z prokuratorem, wyjaśniają przyczyny tragicznego wypadku, do którego doszło w Zawadzie koło Kłomnic. Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że kierujący samochodem BMW prawdopodobnie nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze gruntowej, utracił panowanie nad pojazdem i wpadł do rzeki. Kierowca oraz pasażer pojazdu ponieśli śmierć na miejscu.

 

Do zdarzenia doszło wczoraj tuż przed 6.00 w miejscowości Zawada koło Kłomnic. Ze wstępnych ustaleń policjantów z częstochowskiej drogówki wynika, że kierujący BMW prawdopodobnie nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze gruntowej, utracił panowanie nad pojazdem i wpadł do rzeki.

 

W wyniku zdarzenia dwóch mieszkańców gminy Kłomnice w wieku 22 i 23 lat poniosło śmierć na miejscu. Na miejscu wypadku pracowali policjanci, prokurator oraz inne służby. Teraz śledczy będą ustalać szczegółowe okoliczności i przyczyny do tego tragicznego zdarzenia.

Jak poinformowało chińskie MSZ, wielu chińskich turystów zginęło i pozostało rannych w wyniku „poważnego wypadku drogowego” w Korei Północnej. Nie znane są jednak na razie szczegóły tragedii.

 

 

Według rmf24.pl, dramat wydarzył się w niedzielę w nocy  prowincji Hwanghae Północne, na południe od Pjongjangu.

Chińska telewizja CCTV ujawniła materiał, w którym zobaczyć można wrak autobusu z odwróconymi kołami i padający deszcz. Na miejscu zjawiły się ekipy ratunkowe. Ranni zostali przetransportowani do szpitala – informuje agencja Associated Press.

 

Z kolei inna chińska telewizja CGTN poinformowała na Twitterze, że autokar przewożący turystów spadł z mostu w Korei Północnej, w wyniku czego zginęło ponad 30 osób. Wpis ten jednak za jakiś czas usunięto – podaje agencja AFP.

 

Chińczycy to najbardziej liczna grupa turystów, którzy zwiedzają odizolowaną od świata Koreę Północną. Często oddają hołd miejscom związanym z interwencją ich kraju podczas wojny koreańskiej (1950-1953). Zdarza się jednak, że odwiedzają ją również inni obywatele. W Korei Północnej obowiązuje takie prawo, że wszędzie poruszać się trzeba z przewodnikiem mówiącym w języku, w którym mówi turysta. Na każdym kroku jest się obserwowanym.

Niestety w tym dramatycznym zdarzeniu, życie stracili młodzi ludzie. Zginął bowiem 20-letni mężczyzna oraz rok młodsza kobieta. Obydwoje uczęszczali do darłowskiego Zespołu Szkół Morskich. 17 ludzi natomiast zostało rannych.

 

Do tragedii doszło na terenie miejscowości Słowino. Ciężarówka zderzyła się z autokarem, którym przemieszczali się w większości młodzi ludzie z Zespołu Szkół Morskich w Darłowie. Łącznie w autokarze przebywało ponad dwadzieścia osób.

 

Wszystko rozegrało się na trasie krajowej numer 37. Jak donosi RMF FM, najprawdopodobniej do wypadku doszło, ponieważ ciężarówka zahaczyła o bok autokaru od strony kierowcy. Zniszczeniu w dużej mierze uległa lewa strona autokaru.

 

6 z 17 osób rannych jest niestety w stanie ciężkim. Rannych opatrywano na miejscu zdarzenia, bądź też przetransportowywano do szpitali w: Sławnie, Koszalinie, Szczecinie oraz Słupsku.

 

 

W akcję ratunkową zaangażowano 10 zastępów straży pożarnej, kilka karetek pogotowia, a także trzy śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jak na razie wiadomo, że obaj kierowcy pojazdów uczestniczących w wypadku byli trzeźwi. Szczegóły całego tragicznego zdarzenia są badane.

 

Reporterce RMF MAXXX udało się porozmawiać z mieszkającym niedaleko znajomym kierowcy ciężarówki, który miał zrelacjonować, co opowiedział mu kolega.

 

Mówił (kierowca ciężarówki), że wyminął ten ciągnik, ale samochód zaczęło ściągać na lewo. Nie wiem, czy jakaś awaria? On mówi, że sam nie wie, co się stało. Nie mógł tego samochodu sprowadzić na prawą stronę. I zjechał na lewy pas, z naprzeciwka nadjeżdżał autobus… Autobus zaczął uciekać w stronę rowu, jeden o drugiego uderzył mocno – powiedział mężczyzna.

 

 

 

 

Do zdarzenia doszło w małopolskiej miejscowości Rzezawa, położonej nieopodal Bochni. Kierowca samochodu marki Fiat Panda wjechał w ludzi pod kościołem, w którym właśnie zakończyła się uroczystość zaślubin, a młoda para opuszczała świątynię. Pojazd był na włoskich numerach rejestracyjnych.

 

Mężczyzna w niedzielne popoludnie potrącić miał w sumie 5 osób (3 rowerzystów oraz 2 pieszych). Niestety jedna z osób zmarła w wyniku odniesionych obrażeń. Dwójka z czterech pozostałych poszkodowanych w zdarzeniu ludzi jest w stanie ciężkim.

 

Kierowcą samochody okazał się być 52-letni mieszkaniec Śląska, którego ludzie zatrzymali kiedy po wjechaniu w ludzi próbował uciekać. To podczas ucieczki potrącił ostatniego z pieszych po ok. 150/200 metrach od wjechania w ludzi pod kościołem i wtedy wówczas został powstrzymany. Zdaniem świadków, sprawca miał wówczas wyznać, iż chciał „posprzątać chodnik z ludzi wychodzących z kościoła”. Mężczyzna miał być trzeźwy. Tragedia rozegrała się na oczach ludzi obecnych na ślubie.

 

Na miejsce wezwano karetki oraz policję. W ręce funkcjonariuszy przekazano 52-latka, który został zatrzymany. Zgodnie z opinią lekarza, mężczyzna został przeniesiony do szpitala psychiatrycznego. Wynika to z faktu, że po aresztowaniu jego zachowanie miało odbiegać od normy oraz sugerować, że sprawca tragedii ma problemy psychiczne.

 

– Z ustaleń prokuratury wynika, że sprawca zjechał na przeciwległy pas ruchu i wjechał na chodnik, gdzie potracił pięć osób: troje rowerzystów i dwie osoby piesze, a następnie kolejnego pieszego. W wyniku doznanych obrażeń jedna osoba zmarła, jedna jest w stanie ciężkim, a trzy mają inne obrażenia, których skala będzie ustalana – przekazał prokurator Mieczysław Sienicki z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.

 

 

 

 

Mąż sławnej aktorki Katarzyny Figury, Kai Schoenhals, uległ poważnemu wypadkowi na motorze. Obecnie przebywa w szpitalu w Hondurasie. O powadze sytuacji może świadczyć fakt, że mężczyźnie grozi nawet amputacja dolnej kończyny! Do sieci trafiły dramatyczne zdjęcia.

 

Do tragicznych wydarzeń doszło 3 kwietnia. Jak podaje serwis wprost.pl, mąż Katarzyny Figury jechał motorem, kiedy na ulicę wszedł młody chłopiec. Aby uniknąć potrącenia go, mężczyzna skręcił. Niestety, doprowadziło to do upadku. Chłopiec wyszedł z tego cały, ale Kai Schoenhals odniósł obrażenia, które wymagały natychmiastowej interwencji lekarzy. Noga męża Katarzyny Figury uległa złamaniu otwartemu kości piszczelowej i strzałkowej. Mężczyzna opublikował na Facebooku zdjęcia z tragicznych wydarzeń.

 

Mąż sławnej aktorki został przetransportowany do szpitala w Coxen Hole w Hondurasie. Niestety, okazało się jednak, że tamtejsi lekarze nie posiadają odpowiednich kwalifikacji ani sprzętu, żeby pomóc mężczyźnie. Kai Schoenhals jest już po jednej operacji, ale czeka go kolejna. W Internecie została organizowana zbiórka pieniędzy, która ma na celu pomoc mężczyźnie w dalszym leczeniu, a także w wydostaniu się z Hondurasu i dotarciu do lekarzy w Norwegii.