Słabość opozycji i brak politycznego centrum. To największe bolączki polskiej demokracji

Powiedzieć, że opozycja parlamentarna jest słaba, to nie powiedzieć nic. Nie mając do zaproponowania Polakom żadnej alternatywy programowej w przeciwwadze do polityki partii rządzącej, Platforma Obywatelska i Nowoczesna od miesięcy próbują podburzać ruchy radykalne do protestów. Jednocześnie robią przy tym rządowi czarny PR za granicą, niemal błagając o interwencję Unii Europejskiej w wewnętrzne sprawy Polski. Ta skrajnie nieodpowiedzialna i antypaństwowa polityka przynosi jednak efekty odwrotne od zamierzonych.

Prawo i Sprawiedliwość wciąż cieszy się bardzo wysokim poparciem społecznym, dochodzącym momentami nawet do 50 %. Partia rządząca utrzymuje wiarygodność, dzięki wypełnieniu najważniejszych obietnicy wyborczych o charakterze socjalnym, jak sztandarowy program 500+ oraz obniżenie wieku emerytalnego. Dodatkowo prezentuje się jako rzeczywisty obrońca interesów Polski, co jest na pewno łatwiejsze w sytuacji, gdy przedstawiciele „totalnej” opozycji podnoszą rękę za rezolucją, która otwiera drogę do nałożenia sankcji na nasz kraj.

Opozycja tymczasem, nie będąc w stanie merytorycznie przeciwstawić się programowi „dobrej zmiany”, próbuje podczepiać się pod różne dziwne środowiska, z którymi ideowo niewiele ją łączy, a sojusz ma charakter jedynie sytuacyjny. Tak było, gdy czołowi posłowie Platformy Obywatelskiej wspierali protesty pracowników aparatu represji PRL po obniżeniu ich wysokich emerytur w imię historycznej sprawiedliwości. Podobnie, gdy przedstawiciele opozycji parlamentarnej występowali na feministycznych manifestacjach i deklarowali, że obronią kobiety przed próbami ograniczania ich prawa reprodukcyjnych przez katolickich „fundamentalistów”.

Łatwo jest rzucać obietnice w atmosferze ulicznego wiecu, ale gdy ruchy feministyczne powiedziały „sprawdzam”, składając do Sejmu obywatelski projekt „Ratujmy kobiety”, radykalnie liberalizujący prawo aborcyjne, „totalna” opozycja okazała się totalnie pogubioną. To przez Platformę Obywatelską i Nowoczesną, której spora część posłów nie wzięła udziału w głosowaniu, projekt nie trafił do drugiego czytania ( za czym głosowali m.in. Jarosław Kaczyński czy Krystyna Pawłowicz). Stało się tak dlatego, że zapisy w nim zawarte były nie do zaakceptowania dla wielu parlamentarzystów opozycji, zwłaszcza Platformy Obywatelskiej, gdzie wciąż jest obecny element konserwatywno-chadecki. Opozycja straciła całkowicie wiarygodność, składając wcześniej obietnice bez pokrycia, a w momencie próby jednym ruchem niweczący wysiłek osób, które miesiącami zbierały podpisy pod projektem. Środowiska lewicowe pokazały parlamentarnej opozycji czerwoną kartkę i w niczym już Grzegorzowi Schetynie nie pomoże usunięcie trójki posłów, którzy nota bene zachowali się najbardziej uczciwie, nie chowając głowy w piasek, ale głosując zgodnie z własnym sumieniem.

W sytuacji totalnego zagubienia opozycji należy zadać pytanie, jakie siły polityczne będą kontrolowały działania rządzących po kolejnych wyborach parlamentarnych. Taka weryfikacja jest każdej demokracji potrzebna jak powietrze, również samej władzy, aby powstrzymywać ją przed nadużyciami i degeneracją. Wszystko wskazuje na to, że Prawo i Sprawiedliwość wygra kolejne wybory, być może nawet z rekordowym wynikiem. Patrząc na działania obecnych partii opozycyjnych, można mieć spore wątpliwości, czy wytrwają one do kolejnych wyborów, a jeżeli tak, czy będą na tyle silne, aby stanowiły realną kontrpropozycję.
Podział w Nowoczesnej staje się faktem. Dotychczasowy lider Ryszard Petru, po przegraniu wyborów na szefa partii, jest całkowicie marginalizowany przez nową przewodniczącą Katarzynę Lubnauer. Szuka zatem nowej formuły dla swojej aktywności politycznej. Jeżeli dojdzie do rozłamu w tak małej partii, Nowoczesna w kolejnych wyborach może mieć problem nawet z przekroczeniem progu wyborczego.

A co z większą partią „totalnej” opozycji. Wiele wskazuje na to, że Grzegorz Schetyna może być grabarzem Platformy Obywatelskiej. Poprzez dokonany w tym tygodniu skręt w lewo, PO odpuściła prawicowych wyborców, którym nie podobają się reformy wprowadzone przez Prawo i Sprawiedliwość. O głosy elektoratu lewicowego też jednak będzie ciężko po kolejnym zawodzie. Jeżeli Schetynie uda się utrzymać jedność partii do wyborów, to być może PO swoje głosy zdobędzie i z poparciem kilkunastu procent znajdzie się w Sejmie. Wątpliwe jednak, aby posłowie jej posłowie okazali się na tyle lojalni, by w spokoju przetrwać kolejne cztery lata w opozycji.

Zostaje Kukiz’15 i PSL. Ruch założony przez Pawła Kukiza długo był najbardziej trzeźwą i odpowiedzialną częścią opozycji. Apodyktyczność i egocentryzm jej lidera doprowadziły jednak do odejścia z ruchu bardzo dobrych parlamentarzystów, z Adamem Andruszkiewiczem i Sylwestrem Chruszczem na czele. Czas pokaże, czy Kukiz nie straci zapału do aktywności politycznej i ruch przetrwa do kolejnych wyborów. Niewykluczony jest rozpad i przejście części posłów do PiS-u lub też założenie na gruzach ruchu nowej formacji, ale już bez Kukiza. Co do PSL, to tutaj raczej nie można spodziewać się większych niespodzianek. Partia, tak jak przy okazji ostatnich wyborów, będzie walczyć o przekroczenie progu wyborczego. Czy uda się tym razem? Nawet jeżeli nie, to można przypuszczać, że klęską ostatniej formacji klasowej na polskiej scenie politycznej, która swój program opiera na agraryzmie i interesach rolników, nie obeszłaby specjalnie większości Polaków.

Mając na uwadze bardzo niepewną sytuację po stronie opozycji parlamentarnej, należy spojrzeć na to, co dzieje się poza Sejmem i jakie siły, mają największe szanse, aby znaleźć się w parlamencie. Z sondaży wynika, że najlepiej radzą sobie partie lewicowe. Wyniki większości ostatnich badań wskazują, że próg wyborczy przekroczy Sojusz Lewicy Demokratycznej, którego polityczną śmierć wieszczyło już wielu dwa lata temu. Niektóre sondaże dają także miejsce w Sejmie partii Razem, której jeden z liderów Adrian Zandberg okazał się prawdziwym objawieniem podczas debaty prezydenckiej.
Czy obie formacje dają rękojmie wyższego poziomu merytorycznego od obecnej opozycji parlamentarnej? SLD tylko dzięki swoim katastrofalnym błędom (pomysł z kandydaturą Magdaleny Ogórek na prezydenta i wystartowanie w wyborach jako koalicja) znalazł się poza Sejmem. Trzon partii tworzą te same osoby, które na własne życzenie wprowadziły partię w polityczny niebyt. Bardzo wątpliwe, aby to one stały się odnowicielami polskiej lewicy.

Partia Razem jest świeżą formacją na polskiej scenie politycznej, założoną przez młodych ideowych ludzi, którzy nie mieli swojej, prawdziwie lewicowej, reprezentacji w parlamencie. Niewątpliwie z formacją tą można wiązać nadzieję, że będzie w stanie przedstawić interesujące propozycje, zwłaszcza dotyczące polityki socjalnej i ochrony praw pracowniczych. To, co musi jednak niepokoić, to bardzo wyraźnie widoczny radykalizm tej formacji. Partia opowiada się za zdecydowaną liberalizacją prawa do aborcji, a nawet ograniczeniu wolności wypowiedzi przeciwnikom przerywania ciąży na życzenie. Poza tym chce w ekstremalny sposób podnieść stawki podatkowe, nawet do 75 %. Nie do zaakceptowania jest także retoryka liderów formacji, zwłaszcza Zandberga, który żołnierzy niezłomnych, co do których został wypracowany już pewien narodowy konsensus, oskarża o najgorsze zbrodnie i kolaborację z Niemcami.

Analiza nie daje zbyt dużo optymizmu i wiary na poprawę jakości opozycji. Bardziej prawdopodobna jest jej radykalizacja i systematyczne przesuwanie sił antyrządowych w lewo. Na horyzoncie nie widać nikogo, kto byłby w stanie wypełnić centrum sceny politycznej. Kimś takim na pewno nie będzie Platforma ani Nowoczesna. Poza parlamentem również na próżno szukać odpowiedzialnych i umiarkowanych środowisk politycznych, które nie konstytuowałyby swojej obecności w polityce w ostrym zwarciu z obecną władzą. Słabość opozycji, silna polaryzacja i brak mądrego centrum wydają się w tej chwili największymi bolączkami polskiej demokracji.



Źródło:

Kraj

Świat