Czy Młodzież Wszechpolska stała się organizacją rasistowską?

Rzecznik prasowy Młodzieży Wszechpolskiej Mateusz Pławski w wywiadzie udzielonym internetowemu wydaniu „Do Rzeczy” zawarł tezy szokujące i nieakceptowalne. Co gorsza przedstawił je jako oficjalną linię całej organizacji, co każe zadać pytanie o to w jakim miejscu znajduje się dzisiaj Młodzież Wszechpolska i czy rzeczywiście jest kontynuatorką działań Związku Akademickiego Młodzież Wszechpolska założonego w 1922 r., do którego tradycji bezpośrednio się odwołuje?

Rzecznik Pławski został zapytany o hasło „czysta krew”, które znalazło się na jednym z transparentów niesionych przez uczestników Marszu Niepodległości. Zamiast odciąć się jednoznacznie od rasistowskiego hasła powiedział, że czynnik etniczny jest bardzo istotny i należy go akcentować. Dalej brnął jeszcze bardziej. Stwierdził, że Młodzież Wszechpolska opowiada się za separatyzmem rasowym, a osoba czarnoskóra nie mogłaby zostać, nie tylko członkiem jego stowarzyszenia, ale nawet zasłużyć na miano „prawdziwego” Polaka.

 

Słowa rzecznika są szokujące z kilku powodów. Po pierwsze, osoba, która jest odpowiedzialna za PR nie ma prawa publicznie i otwartym tekstem głosić tez wywołujących tak silne oburzenie społeczne, nawet jeżeli racje te uważałaby za słuszne. Wywiad z „Do Rzeczy” całkowicie obnażył brak obycia medialnego i instynktu samozachowawczego Mateusza Pławskiego. Nie wiem, jak taka osoba mogła zostać rzecznikiem prasowym, bądź co bądź, poważnej i dość licznej organizacji, działającej nieprzerwanie od 89 r.

 

To jest jednak kwestia formy przekazu, której opanowanie pozwala dobremu rzecznikowi zatuszować kwestie wywołujące kontrowersje. Znacznie większym problem jest sama treść przekazu Mateusza Pławskiego. Należy sądzić, że rzecznik był w tej rozmowie całkowicie szczery. A skoro tak, to spójrzmy do jakich tradycji ideowych można przyporządkować jego tezy.

 

Poglądy zaprezentowane przez Pławskiego nawiązują wprost do pseudonaukowych teorii rasistowskich, popularnych na przełomie XIX i XX w. Przede wszystkim do twórcy doktryny rasizmu, francuskiego etnologa Josepha Arthura de Gobineau, który opracował również zasadę czystości ras. W myśl koncepcji Gobineau biała rasa nie powinna mieszać się z innymi, gdyż grozi to jej degeneracją i upadkiem cywilizacji białego człowieka.

 

Teoretyczne założenia Gobineau stały się podwaliną chorej ideologii niemieckiego nazizmu i bezzasadnego przekonania o wyższości rasy aryjskiej. Koncepcje rasistowskie zyskały popularność także w innych częściach świata. Na nich oparty był ruch Ku-Klux-Klanu na południu Stanów Zjednoczonych czy partia Afrykanerów w Republice Południowej Afryki. Co istotne, rasizm stawał się istotną częścią nacjonalizmów laickich (jak w Niemczech), bądź powstałych w otoczeniu kościoła protestanckiego (USA).

 

W Polsce, gdzie idea narodowo-demokratyczna została zblatowana z myślą społeczną Kościoła katolickiego, teorie rasistowskie musiały zostać odrzucone. Wszelkie wątpliwości w tym względzie rozwiała rozprawa Kościół, naród, państwo, gdzie Roman Dmowski stwierdził, iż: „Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu”. Wpływ Kościoła katolickiego, a przede wszystkim nauka o równości wszystkich ludzi, stworzonych na podobieństwo Boga, skutecznie blokował inkorporację założeń rasistowskich do polskiego ruchu narodowego. Temat ten chyba najlepiej w polskim piśmiennictwie naukowym przedstawił prof. Bogumił Grott w swojej znakomitej analizie „Nacjonalizm chrześcijański”.

 

Inaczej również definiowano samo „bycie Polakiem”. Przy marginalizacji kwestii etnicznych i „czystości krwi”, najważniejsza była samoświadomość. Stąd też „prawdziwym” Polakiem, a nawet narodowcem, mógł być każdy, kto przejawiał takie uczucia, bez względu na pochodzenie. W szeroko rozumianej Endecji nie zamykano drzwi przed działaczami o żydowskich korzeniach. Wystarczy wspomnieć choćby nazwisko Stanisława Strońskiego, posła na Sejm II Rzeczpospolitej z ramienia Ruchu Narodowego.

 

Na takich wartościach dojrzewał polski nacjonalizm, który zdał najtrudniejszą lekcję podczas II wojny światowej. Narodowcy organizowali pomoc dla żydowskich więźniów obozów koncentracyjnych, nieraz płacąc za to najwyższą cenę. Jedną z takich osób był Jan Mosdorf, prezes przedwojennego Związku Akademickiego Młodzież Wszechpolska, rozstrzelany za działalność konspiracyjną, prowadzoną na terenie Auschwitz.

 

Po przemianach ustrojowych i demokratyzacji polski ruch narodowy reaktywował się w legalnych ramach, nawiązując bezpośrednio do tradycji ideowych polskiej przedwojennej Endecji. Już w 1989 r. założono Młodzież Wszechpolską, która jednoznacznie akcentowała chrześcijański charakter polskiego nacjonalizmu. Niezależnie od tego, kto stał na czele MW, takie hasła, jak rasizm, separatyzm rasowy czy „czystość krwi” nie były przedmiotem rozważań.

 

Teraz ustami rzecznika prasowego organizacji dowiadujemy się, że Młodzież Wszechpolska traktuje polskość w kategoriach biologicznych, czyli zerwała nić ideową i intelektualną z pokoleniem przedwojennej Endecji, czerpiąc natchnienie z tradycji obcej polskiemu nacjonalizmowi, bądź przynajmniej ulokowanej na jego najbardziej skrajnych obrzeżach.

 

Mam nadzieję, że jest inaczej i słowa wypowiedziane przez Mateusza Pławskiego są emanacją jedynie jego własnych poglądów. Chciałbym, aby Młodzież Wszechpolska, do której mam sporo sympatii, została organizacją narodowo-katolicką, z wszystkimi tego konsekwencjami. Czekam na jednoznaczne stanowisko zarządu organizacji.

 

prostozmostu.pl
Wikimedia Commons/Lithium1989
Marcin Rezik



Kraj

Świat