Zignorowanie wyroku TSUE nie oznacza polexitu

Opozycja bije na alarm po wczorajszych słowach wicepremiera Jarosława Gowina, który nie wykluczył precedensowej odmowy wykonania wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Minister nauki i szkolnictwa wyższego zaznaczył w wywiadzie dla „Do Rzeczy”, że rząd powinien zignorować orzeczenie TSUE, gdyby aprobowało ono zawieszenie powszechnie obowiązującego w Polsce prawa przez Sąd Najwyższy. Oponenci obecnej władzy grzmią, że odmowa wykonania wyroku równałaby się polexitem. To jednak nie prawda.

 

Po pierwsze, zignorowanie przez polski rząd ewentualnego nieprzychylnego orzeczenia TSUE byłoby precedensem, ale tylko w odniesieniu do naszego państwa, a nie w skali Unii Europejskiej. Najmniej uległymi wobec wyroków Trybunału w Luksemburgu są kraje południa, z Hiszpanią, Włochami i Grecją na czele. Rządy tych państw najczęściej ignorowały orzeczenia w sprawach gospodarczych i podatkowych.

 

To prawda, że zarzut Sądu Najwyższego ma inny charakter, bo dotyczy kwestii praworządności. Bardzo rzadko stanowi ona materię, nad którą pochylają się sędziowie TSUE. Choć sprawa dotyczy kwestii najbardziej ważkich dla funkcjonowania europejskiej wspólnoty, nie ma jednak prawnej możliwości wykluczenia Polski z Unii po odmowie wykonania wyroku Trybunału.

 

Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej przewiduje bowiem jedynie kary finansowe dla państw, które nie chcą podporządkować się rozstrzygnięciom TSUE. Jeżeli wyrok nie jest wykonywany albo jest wykonywany zbyt opieszale, istnieje możliwość złożenia skargi inicjującej odrębne postępowanie. W jego ramach Trybunał stara się wymusić na zobowiązanym państwie wykonanie orzeczenia. Jeżeli to się nie uda, jest władny do nałożenia kary finansowej. I na tym kończą się jego kompetencje.

 

Polska mogłaby dotkliwie odczuć finansowo skutki zignorowania wyroku TSUE. Gdyby Trybunał nałożył na nasz kraj stosowną karę, Komisja Europejska, która w ostatnich latach partycypuje w ściąganiu należności od ukaranych państw UE, mogłaby uszczuplić kwotę dotacji, jaka z unijnego budżetu płynie do Polski. Może to być naprawdę sporo kwota, jeżeli Trybunał uzna działanie polskiego rządu za rażąco sprzeczne z fundamentalnymi wartościami Unii Europejskiej. Polexit jednak nam nie grozi, a przynajmniej nie z tego powodu.




Źródło:

Kraj

Świat