Małżonka bramkarza Juventusu Turyn Wojciecha Szczęsnego odpowiada w mediach społecznościowych autorom tekstu, który opublikowany został na portalu TVP Sport.

 

Marina Łuczenko-Szczęsna nie ukryła irytacji po ukazaniu się artykułu, w którym napisano, że rozbiła ona auto swojego męża. W tekście TVP Sport pojawiła się nieprawdziwa informacja o tym, że Marina rozbiła „samochód męża”. W rzeczywistości to na czerwonym świetle wjechano w  jej samochód.

 

Jak pisze nczas.com, stereotypowy obraz żony-trofeum korzystającej z wszelkich udogodnień zapewnianych z kieszeni męża pokutuje niezmiennie od lat. Tym razem jednak ofiara obroniła się i skomentowała artykuł na swoim InstaStory.

 

„Zanim napiszecie takie kocopały, warto zweryfikować informacje. Wiadomo, ściema zawsze lepiej się czyta. Porsche wciąż jeździ, zostało naprawione z ubezpieczenia Pana, który wyjechał na CZERWONYM ŚWIETLE i naraził mnie na wypadek. (…) A Benek (Bentley – przypis redakcji Nczas.com) jest mój. Elo!”

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Kilka dni temu, w jednym z warszawskich szpitali zmarł Jan Olszewski. Do jego ostatnich chwil życia nad byłym premierem czuwał Antoni Macierewicz.

 

Marta Olszewska, wdowa po polityku mówiła w rozmowie z „Super Expressem” o niezwykłej postawie Antoniego Macierewicza – wieloletniego współpracownik oraz przyjaciel zmarłego polityka.

 

– Zapewnił mnie [Macierewicz – red.], że mój mąż się nie męczył, nagle zasnął i nastąpił koniec…” – wspomina kobieta w rozmowie z gazetą.

 

Jan Olszewskiego zabrano do szpitala kilka dni temu. Tego dnia jego żona widziała go po raz ostatni przytomnego. Jak podkreśla, miała nadzieję, że stan jej męża wkrótce ulegnie poprawie.

 

– Janek był wspaniałym człowiekiem. Bardzo go kochałam i będzie mi go brakować. Wierzyłam, że lekarze go może z tego wyciągną… – wyznaje „Super Expressowi”.

 

 

Źródło: dorzeczy.pl
Fot.: Wikimedia Commons
EM

Śledczy badają sprawę finansów Magdaleny Adamowicz, wdowy po zamordowanym prezydencie Gdańska. Na kobiecie ciąży zarzut zatajenia prawdy w zeznaniach podatkowych.

 

Jak podaje Wirtualna Polska, żonie zmarłego już Pawła Adamowicza, podobnie jak i jemu samemu zostały postawione zarzuty podania nieprawdy w zeznaniach podatkowych za 2011 i 2012 rok. Jak wynika z ustaleń śledczych, zataili oni informacje na temat wysokości swoich dochodów i zysków z wynajmu mieszkań. Tym sposobem zmniejszyli należny Skarbowi Państwa podatek o ponad 131 tysięcy złotych!

 

To efekt śledztwa, które rozpoczęło się po zawiadomieniu Pawła Wojtunika, ówczesnego szefa CBA. W 2012 r. gdańskie CBA przeprowadziło kontrolę oświadczeń majątkowych z lat 2007-2012. Po kontroli do prokuratury trafiło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

 

Były prezydent miasta bronił się wtedy, że zarzuty są bezpodstawne. – Prokuratura stwierdziła, że „przestępstwo polegało na ukryciu środków pieniężnych poprzez zatajenie ich na rachunkach bankowych”. Czy można coś zataić na rachunku bankowym? Wydaje się, że w obecnej sytuacji politycznej decydentom tzw. „dobrej zmiany” zależy na mnożeniu wątków i przeciąganiu całej sprawy. Mówiąc językiem potocznym: na „grillowaniu” mnie – mówił Paweł Adamowicz.

 

Źródło: fakt.pl
Fot.: Mateusz Ochocki / KFP
EM

Funkcjonariusze policji w Ząbkach dokonali zatrzymania 41-latki. Kobieta od października 2018 roku miała psychicznie i fizycznie znęcać się nad swoim mężem. Wielokrotnie uderzyła go ręką w twarz, gryzła po rękach, szarpała za włosy i rzucała w niego różnymi przedmiotami.

 

Nie był to pierwszy, kiedy policjanci z komisariatu w Ząbkach otrzymali zgłoszenie w tej sprawie.

 

Mężczyzna, który zgłosił się do policjantów o interwencję, przekazał dodatkowo funkcjonariuszom informację, że jego żona będąc pod wpływem alkoholu zraniła go nożem w okolicę łydki prawej nogi.

 

Policjanci po przybyciu na miejsce potwierdzili ten fakt. Zastali również kobietę, która była pod silnym wpływem alkoholu. W pierwszej kolejności policjanci i służby medyczne udzielili pomocy rannemu mężczyźnie.

 

Policjanci zatrzymali 41-latkę i umieścili ją w policyjnej celi. Badanie stanu trzeźwości wykazało blisko 1,8 promila alkoholu w jej organizmie. W trakcie przesłuchania poszkodowanego mężczyzny, funkcjonariusze ustalili, że w miejscu zamieszkania małżonków często dochodziło do aktów przemocy psychicznej i fizycznej, której ofiarą był mężczyzna.

 

Kobieta nie szczędziła swojemu mężowi nie tylko słów obelżywych, lecz groziła mu też uszkodzeniem ciała. Wielokrotnie słowa przeradzały się w czyny, wówczas sprawczyni przemocy w rodzinie biła po twarzy mężczyznę, gryzła po rękach, szarpała za włosy i rzucała w niego różnymi przedmiotami.

 

Zebrany wobec kobiety materiał dowodowy funkcjonariusze złożyli w prokuraturze rejonowej. Prokurator zadecydował o zastosowaniu wobec niej policyjnego dozoru, nakazał natychmiastowe opuszczenie miejsca zamieszkania i zakazał zbliżania się do pokrzywdzonego. Teraz grozi jej kara do 5 lat pozbawienia wolności.

 

Źródło: warszawawpigulce.pl
fot.Wikipedia Commons
LS

Jak pisze wp.pl, do Polski przyjechały szukając pracy, szczęścia i lepszego życia. Polki o Ukrainki i Białorusinki często są po prostu zazdrosne. 
Natalja mieszka w Łodzi od 4 lat. Przyjechała tam po studiach do pracy, którą załatwiła jej starsza siostra. Dziewczyna zatrudniła się w sieciówce odzieżowej w jednym z centrów handlowych. Z każdej pensji wysyłała pieniądze do domu, na Ukrainę. Chciała pomóc matce. Problemy Natalji zaczęły się w momencie, kiedy związała się z Polakiem, pracującym w sąsiednim sklepie.

 

 

Jak mówi Natalia „Nagle zaczęły się jakieś plotki, docinki, szepty za plecami. Podobno poderwałam go, bo poluję na polskiego męża. To zdanie moich koleżanek z pracy. Odkąd jestem z moim chłopakiem nie mogę się z nimi dogadać. Chyba są zazdrosne, bo żadna z nich nie ma nikogo, a ja mam spore powodzenie. Nie będę kłamać i mówić, że Polacy nie lubią naszej wschodniej urody. Na Ukrainie każda dziewczyna o siebie dba i stara się wyglądać elegancko. Nie każdej Polce się chce. Większość z was jest bardzo zaniedbana”.

 

 

Ukrainki i Białorusinki faktycznie nie cieszą się dobrą sławą w naszym kraju. Wystarczy poszukać informacji na forach internetowych, gdzie pojawia się dość często hejt.

 

 

„Wszyscy mówią, jakie te Ukrainki są rodzinne, wspaniałe, pracowite, a to guzik prawda, tak mówią faceci, którzy liczą na to, że one lecą na biednych i brzydkich, a one takich omijają szerokim łukiem. Znam dwie pary, jedna gwiazda dorwała bogatego Polaka i mu słodzi, jaki to on nie jest cudowny i w ogóle, a prawda jest taka, że gość jest obrzydliwie bogaty i szpetny, a ona tylko wydaje jego kasę, cały czas wstawia zdjęcia z szampanem i kawiorem, odstawiona dzień w dzień jak na bal. Jej jedyna ambicja to się wystroić jak damulka i iść do kosmetyczki, a wieczorkiem do jacuzzi ze swoim szpetnym polskim łysolem. Druga pozuje na każdym zdjęciu jak prostytutka, robi dzióbki oraz naciąga swojego biedaka na koszty” – taki wpis pojawił się na naszym kafeteryjnym forum, zbierając dziesiątki komentarzy. Większość z nich ocieka nienawiścią i niechęcią do dziewczyn zza wschodniej granicy.

 

 

„Znam Ukrainki. Fałszywe, agresywne i dążą po trupach do celu. Nienawidzą Polski i Polaków, chociaż żerują na nas podczas studiowania tutaj. Patrzą z nienawiścią na Polki. Mówią, że Polska to tylko stan przejściowy- tu się wykształcą za nasze stypendia itd., a potem zamierzają wyjechać do innych, „lepszych” krajów.” – taki wpis wp.pl odkryło z kolei na jednej z kobiecych grup na Facebooku.

 

Aliona, 21-letnia Białorusinka z Mińska, która od kilku lat mieszka w Warszawie opowiada: „Powiem, że Polacy rzeczywiście nie są zbyt szczęśliwi, jak się dowiadują, że nie jestem Polką. Jednak nie zauważyłam wielkiej różnicy w reakcjach ze strony facetów, ale kobiet często. Warto też powiedzieć, że Polacy są pozytywniej nastawieni do Białorusinów niż Ukraińców. Swoją drogą, kiedyś, przychodząc na imprezy, gdzie byli sami Polacy, to jeśli żadna z dziewczyn mnie nie znała, to często czułam krzywe spojrzenia, że niby przeszłam tutaj zabierać ich facetów”.

 

 

Aliona dodaje również, że zdarzały się sytuacje, kiedy mężczyźni traktowali ją stereotypowo: „Niektórzy tak, szczególnie jeśli chodzi o facetów, z którymi nie mam wspólnych znajomych, więc nie wiedzą, jaka jestem. Czasami myślą, że przyjechałam tutaj znaleźć bogatego męża i nic nie robić. Często myślą, że jestem „cheap date”. Ale warto powiedzieć, że są czasami i takie Ukrainki”.

 

 

„Przypomniała mi się historia mojej koleżanki, jak ona poszła z kolegami z pracy do klubu (była jedyną Ukrainką) i jakaś dziewczyna wsypała jej chyba narkotyki do drinka. Opowiadała, że nie pamiętała pół nocy i miała całe usta pogryzione i zakrwawione”  opowiada Aliona.

 

Jak można się dowiedzieć z opowieści Polscy faceci z kolei kochają wschodnie dziewczyny: „Ja mam fajną Ukrainkę i nie zamieniłbym jej teraz na żadną Polkę. Jak ktoś już wcześniej napisał: Ukrainki są pełne pomysłów, wesołe, nie zamulają, nie obrażają się z byle powodu. Są wykształcone, seksowne, potrafią chodzić na szpilkach, 100 proc. kobiety w kobiecie. Są też i takie Polki, ale one szukają zwykle księcia na srebrnym rumaku, a jak jest średnio ładna, to już uważa siebie za nie wiadomo jaką damę. Poza tym Polki w większości jak wyjdą za mąż, przestają o siebie dbać, gdy urodzi się dziecko to faceta odstawiają na drugi plan, awanturują się, ciągle mają pretensje, są niezadowolone. Oczywiście nie wszystkie Polki są złe, ale łatwiej jest znaleźć dobrą żonę Ukrainkę niż dobrą żonę Polkę” mówi Marcin, kierowca, który swoją żonę Olgę, poznał w trasie.

 

 

 

Nie wszystkie historie przyjezdnych dziewczyn są jednak aż tak skrajne. Irena mieszka w Warszawie od 6 lat. W jej przypadku przyjazd do Polski nie wiązał się z przykrymi doświadczeniami. Wręcz przeciwnie. To właśnie tutaj dziewczyna znalazła miłość. „Nie zauważyłam, żeby Polki były jakoś wrogo nastawione wobec mnie. Mieszkam tu już ponad 6 lat i nie przypominam takich sytuacji. Tylko raz mi się zdarzyło, jak pracowałam w sklepie, że pani nie chciała, żebym ją obsługiwała, bo nie jestem z Polski”.
Czy faceci traktowali ją inaczej, bo jest z Białorusi?  „Zazwyczaj było po porostu zaciekawienie z ich strony. Jak komuś mówiłam, że pochodzę z Białorusi, to pytali o kraj, o ludzi, o to jak mi się mieszka w Polsce itd. Słyszałam, że bywa z tym różnie, ale na szczęście ja nie miałam nigdy takich sytuacji i nie czułam się traktowana inaczej, albo „stereotypowo” z tego powodu, że pochodzę „ze Wschodu”” dodaje dziewczyna.

 

Wszystko można podsumować, stwierdzeniem, że ile Ukrainek, Białorusinek i Polek, tyle historii. Nie możemy wszytskich wrzucić do jednego worka.

 

Źródło: wp.pl
fot. pxhere.com
LS

Jak pryszcze na plecach mogą przyczynić się do rozwodu? Sytuacja z Turcji mówi nam wiele na ten temat.

 

Jak informuje „Daily Mirror” para o nieujawnionym nazwisku była wzorowym małżeństwem przez dwa lata. Po tym czasie relacja między małżonkami słabła i pogarszała się. Kobieta szukając przyczyn takiego stanu rzeczy zaczęła podejrzewać męża o posiadanie kochanki. Sposób w jaki się o wszystkim dowiedziała jest niesamowity!

 

Leżąc z mężem w łóżku pewnego wieczoru zauważyła, że na jego plecach nie ma już prawie pryszczy, które ona zazwyczaj mu wyciskała. Zaczęła wiec podejrzewać, że pielęgnacja pleców męża zajmuje się inna kobieta. Zapytała męża, lecz on wykpił ją i jej oskarżenia. Być może kobieta nigdy nie dowiedziałaby się prawdy, gdyby nie telefon męża. Wykorzystując nocną porę i sen małżonka kobieta przejrzała połączenia i wiadomości w jego telefonie. W wiadomości jasno wynikało, że mężczyzna ma kochankę, co więcej dzielił się z nią informacjami o tym, że żona podejrzewa go o zdradę.

 

Gdy usłyszałem o tym pierwszy raz, to wydawało mi się dziwne. Ale potem klientka pokazała mi wiadomości na telefonie. Prowadziłem wiele spraw rozwodowych, ale nigdy nie widziałem czegoś takiego. Sherlok Holmes był tylko odrobinę lepszym detektywem niż moja klienta – powiedział prawnik rozwódki, Tolga Aydemir

 

źródło: rmf24.pl

Stanisław Gawłowski to ważny polityk Platformy Obywatelskiej, pełniący funkcję sekretarza generalnego w tej partii. Został on zatrzymany w kwietniu przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego i osadzony w areszcie na trzy miesiące, w związku z aferą korupcyjną oraz zarzutami jakie mu się stawia.

 

Gawłowski podejrzewany jest między innymi o przyjęcie dobra materialnego w postaci dwóch ekskluzywnych zegarków o wartości 25 tysięcy zł oraz łapówki w wysokości co najmniej 175 tysięcy zł. Grozi mu nawet 10 lat pozbawienia wolności.

 

Głos w tej sprawie zabrała żona sekretarza generalnego PO- Renata Gawłowska. Swoje obawy o życie męża wyraziła ona w rozmowie z „Super Expressem”. Strach ten argumentuje rzekomą złą sytuacją jaka jej zdaniem ma mieć miejsce obecnie na polskich komisariatach.

 

– Obawiam się, że coś się może stać mężowi. To, co się dzieje na komisariatach teraz. Boję się o życie męża. Ale mam nadzieję, że się nie odważą nic mu zrobić. Boję się, że gdzieś się potknie i coś mu się stanie, i okaże się, że to nieszczęśliwy wypadek – stwierdziła Renata Gawłowska w rozmowie z „Super Expressem”.

 

Kobieta miała odwiedzić swojego męża w areszcie kilka dni temu.

 

– Jest mu ciężko, wierzy, że prawda zwycięży – powiedziała Gawłowska.

 

Przyznała również, że w tym trudnym dla niej czasie może liczyć na wsparcie innych ludzi związanych z Platformą Obywatelską.

 

 

Dziś druga niedziela z zakazem handlu. Nie wszyscy jednak stosują się do tych przepisów. Jeden ze sklepów monopolowych w Ełku jest dzisiaj czynny. Jego właścicielką jest żona posła Prawa i Sprawiedliwości.

 

Dziennikarze serwisu wp.pl wybrali się do jednego z lokali handlowych w Ełku, który jest dziś otwarty. Co więcej, nie mieści się on na dworcu ani przy stacji benzynowej. Właścicielką sklepu jest żona posła PiS Wojciecha Kossakowskiego, Luiza. Dziennikarze zrobili tam dzisiaj zakupy. W sklepie była również ekspedientka. Kiedy dziennikarze zapytali ją o otwarcie lokalu w niedzielę wolną od handlu, nie chciała o tym rozmawiać – poinformował portal natemat.pl.

 

 

 

Właścicielka sklepu podczas rozmowy przez telefon twierdziła, że sklep jest nieczynny, a ona przyjechała tylko w celu „zrobienia dokumentów”. Warto tutaj jednak dodać, że zaprzeczaniu nie przeszkodził fakt, że chwilę wcześniej zrobiono tam zakupy. Następnie Kossakowska mówiła, że w sklepie był tylko stały klient, a w lokalu doszło do awarii. Jak poinformował w zeszłym roku jeden z mieszkańców Ełku, w okresie Wielkanocy sklep również był otwarty.

 

Przypomnijmy, że poseł PiS Wojciech Kossakowski był za zakazem handlu w niedziele:

– Propozycja wprowadzenia zakazu lub ograniczenia handlu w niedziele zawsze wzbudza ogromne emocje. Należy skupić się na aspekcie z jednej strony społecznym, z drugiej zaś ekonomicznym. Jednak pamiętajmy, że zakaz lub ograniczenie handlu przede wszystkim wpłynie korzystnie na życie rodzinne, bo czas spędzony z rodziną nie powinien być luksusem, a prawem każdego z nas

– powiedział polityk w wywiadzie dla „Rozmaitości Ełckich”.