Jesteśmy już po II turze wyborów samorządowych AD 2018, a więc można pokusić się o przeanalizowanie ostatecznych wyników. To co mnie osobiście zaskoczyło, to: względnie słaby wyniku PiS w korelacji z również słabym wynikiem PSL oraz bardzo niski wynik Wolności. Uwidoczniła się też specyficzna charakterystyka wyborów samorządowych. Ale pomału…

 

Trzy lata rządów PiS w parlamencie, to też trzy lata niemalże permanentnej kompromitacji tak zwanej  totalnej opozycji, czyli ugrupowań, które weszły ostatecznie w skład Koalicji Obywatelskiej. Ciągła histeryczna narracja o „faszyzmie” i „nazizmie”, który rzekomo zapanował w Polsce, obrona skompromitowanych sędziów, organizacja żenujących akcji, jak na przykład wieszanie koszulek z napisem „Konstytucja” na pomnikach czy donoszenie na własny kraj na Zachodzie. Krótko mówiąc opozycja totalna robiła wszystko, by jak najbardziej obrzydzić się wyborcom.

 

W odniesieniu do tych faktów, uważam wyniki wyborów za niezwykle dla KO korzystne. 27% głosów w wyborach do sejmików wojewódzkich to tylko o 7 punktów procentowych mniej niż PiS, który – wydaje się – liczył na zdeklasowanie przeciwnika. Wystawiane lub popierane przez KO osoby wygrały bój o prezydenturę w większości dużych miast kraju. W Warszawie nie udało się kontrkandydatowi Rafała Trzaskowskiego wejść choćby do II tury. Nie mówiąc już o Łodzi. PiS praktycznie „poległ” w walce o duże miasta. Nawet tam gdzie nie wygrywały osoby związane z KO, wygrywali kandydaci niezależni, często o postkomunistycznej proweniencji.

 

Sytuację tę można wyjaśnić tym, że PiS, mimo słabości (czy wręcz idiotyzmu) opozycji, zrobiło całkiem sporo, by wynik tejże opozycji zbytnio niski nie był. Moim zdaniem partia Jarosława Kaczyńskiego popełniła w ciągu ostatnich trzech lat kilka „grzechów głównych”, które uniemożliwiły jej większy wzrost poparcia przy urnach.

 

Po pierwsze zejście z jasno konserwatywnej linii programowej na rzecz polityki opartej na zasadzie „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. PiS w swoich, skądinąd słusznych, staraniach o wyborcę centrowego, trochę się zapędził, sprawiając wrażenie, iż całkowicie zapomniał o konserwatywnej części społeczeństwa. Długo by tu wymieniać: zgoda na przyjmowanie do Polski rzesz imigrantów zarobkowych, całkowita niemalże kapitualcja w walce z postępującą w Polsce homo- i genderpropagandą (vide tzw. Tęczowe Piątki, brak wypowiedzenia Konwencji Stambulskiej czy tolerowanie tzw. Gender Studies na polskich uczelniach), uległość wobec Ukrainy w sprawach historycznych, dziwne zachowanie prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie Marszu Niepodległości 2018, i tak dalej. Takie postępowanie przypomina przysłowiowe próbowanie złapania dwóch srok za ogon i jest bardzo źle widziane przez wyborców przywiązanych do tradycyjnych wartości. Z dużym prawdopodobieństwem przez taką politykę, PiS utracił wielu ludzi, którzy w dniu wyborów, zniechęceni, pozostali w domach w przeświadczeniu, że „nie ma na kogo głosować”.

 

Po drugie PiS, mimo iż daleko mu w tym do opozycji totalnej, wykonał w ciągu ostatnich trzech lat wiele niepotrzebnych lub wręcz szkodliwych kroków. Przykładem choćby prace nad zakazem hodowli zwierząt futerkowych. Koniec końców zakaz nie wszedł w życie, ale dał pewien sygnał rolnikom, w jakim kierunku może w przyszłości iść partia rządząca. Drugim przykładem: ustawa o obrocie ziemią. Trzecim: nowelizacja prawa farmaceutycznego. Można tak długo. Niestety.

 

Po trzecie to, co zauważyło wielu prawicowych publicystów – nachalna propaganda TVP mogła odnieść odwrotny do zamierzonego skutek. Zniesmaczyła i zniechęciła część umiarkowanego elektoratu PiS, natomiast zmobilizowała jego przeciwników do pójścia na wybory. Efekt końcowy każdy widzi.

 

Dużym zaskaczeniem dla mnie osobiście był dość słaby wynik PSL. PiS, jak już pisałem, zrobił niestety wiele by zniechęcić do siebie rolników, i „przekazać” ich partii Władysława Kosiniaka-Kamysza. Ta jednak uzyskała wynik znacząco niższy nie tylko od tego sprzed 4 lat, gdy działy się”cuda nad urną”, ale nawet od tego, na jaki wskazywały przedwyborcze sondaże. Możliwym wytłumaczeniem tego faktu jest zagłosowanie części silnie antypisowskiego elektoratu PSL na KO, jako na najsilniejsze ugrupowanie opozycyjne. Tłumaczyłoby to zresztą zaskakująco dobry wynik Koalicji.

 

Kolejnym, i niestety smutnym dla mnie jako wolnościowca, zaskoczeniem był bardzo słaby wynik Wolności. Gdy trzy lata temu partia Janusza Korwin-Mikkego o mały włos nie dostała się do Sejmu, uzyskując jedankowoż finansowanie z budżetu, liczyłem że to początek silnego rozwoju tej formacji. Niestety, wynik na poziomie 1,5% nie wróży niczego dobrego, nawet jeśli uwzględnimy fakt, że wybory samorządowe mają swoją specyfikę i nie sprzyjają partiom antysystemowym. Widać też, niestety, jak sypie się formacja Pawła Kukiza, która była 3 lata temu nadzieją na zjednoczenie sił antysystemowych i rozbicie monopolu partii populistycznych. Mimo mocnego startu, obecnie klub posleski się rozpada, co pociąga za sobą zmiejszenie poparcia.

 

Przy ocenie wyników wyborów samorządowych trzeba jednak zaznaczyć, że mają one swoją specyfikę. Tu głosuje się, przynajmniej poza Warszawą, na konkretnych ludzi, a nie na szyldy partyjne. Dlatego dużo większe szanse na sukces mają ludzie już sprawdzeni (choćby jako mniejsze zło) i trudno jest się w tych wyborach wybić nowym kandydatom.

 

Podsumowując, mam nadzieję, że partia rządząca weźmie lekcję wynikającą z wyników tych wyborów i nie popełni podobnych błędów w 2019 roku. Liczę też na większą aktywność i lepszy wynik partii antysystemowych w przyszłorocznych wyborach.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: Wikimedia Commons

 

Za nami zarówno emocjonująca kampania, jak i też I tura wyborów samorządowych. W związku z tym, Iza Wyżga oraz Michał Barnaś zorganizowali kolejną sondę na ulicach Krakowa.

 

Zapytaliśmy swoich rozmówców o ich refleksje po I turze wyborów, a także oczekiwania i przewidywania względem II tury, która odbędzie się już w najbliższą niedzielę. To właśnie Kraków rozbudza wiele dyskusji, ponieważ o fotel prezydenta nadal walczą urzędujący od 16 lat Jacek Majchrowski, wspierany przez takie partie opozycyjne jak Platforma Obywatelska czy Nowoczesna, a także poseł Małgorzata Wassermann, która choć nie należy formalnie do Prawa i Sprawiedliwości, to jest oficjalną kandydatką Zjednoczonej Prawicy.

 

Polki i Polacy nie kryją często zadowolenia z wysokiej frekwencji. W I turze była ona bowiem rekordowa. Spora część osób uważa jednak, że powinna być ona jeszcze lepsza, a obywateli należy bardziej zainteresować sprawami ich dotyczącymi.

 

Opinie oraz sympatie jak widać są podzielone zarówno wśród ludzi młodych, jak i tych w starszym wieku. Nam pozostaje zachęcić wszystkich do obejrzenia poniższego materiału przygotowanego przez ProstozMostu TV oraz pójścia w najbliższą niedzielę na wybory tam, gdzie jeszcze rywalizacja kandydatów nie jest rozstrzygnięta. 🙂

 

 

MB

 

Niestety po raz kolejny doszło do samobójczego zamachu terrorystycznego. Sprawca przeprowadził atak w biurze jednego z kandydatów w wyborach parlamentarnych podczas trwającego tam wiecu wyborczego. W wyniku zamachu osiem osób zginęło, a dziesięć zostało rannych.

 

Do tragedii doszło w miejscowości Laszkargah, będącej stolicą afgańskiej prowincji Helmand, znajdującej się na południu kraju. Zbliżające się wybory parlamentarne w Afganistanie wywołują sporo emocji i obaw o ataki ze strony talibów oraz Państwa Islamskiego. Obydwa te dżihadystyczne ugrupowania dodatkowe rywalizują między sobą. Wybory zaplanowane są na 20 października. Islamiści wzywają ludzi do zbojkotowania tego wydarzenia.

 

W ramach dzisiejszego krwawego ataku, terroryści wzięli sobie za cel biuro Saleha Mohammeda Aczekzaja. Udało mu się przeżyć, jednak odniósł rany podczas zamachu. Biuro, w którym trwał jego wiec znajduje się w prowincji Helmand, w której dochodzi do zaciekłych walk pomiędzy talibami a siłami bezpieczeństwa Afganistanu. Ta część kraju znajduje się przy granicy z Pakistanem.

 

Dzień przed przeprowadzaniem zamachu, talibowie wezwali Afgańczyków do niepójścia na wybory oraz ogłosili swoje żądania dotyczące wycofania obcych sił, co ich zdaniem jest jedyną drogą do zakończenia trwającej już od lat wojny.

 

 

Źródło: tvp.info

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

Portal niezalezna.pl podaje, że włoski wicepremier Luigi Di Maio z Ruchu Pięciu Gwiazd powiedział dziś w Rzymie, że Unia Europejska z obecnymi władzami będzie „skończona” za pół roku. Przypuszcza, że majowe wybory do Parlamentu Europejskiego przyniosą polityczne „trzęsienie ziemi”.

Di Maio, minister rozwoju gospodarczego i pracy oraz polityczny lider antysystemowego ruchu w przemówieniu wygłoszonym na festynie krajowego związku rolników w Rzymie oświadczył: „Nie przyszedłem tu, by podnosić głos przeciwko Unii, bo – powiedzmy prawdę – za pół roku obecna Europa będzie skończona – powiedział Di Maio i dodał, że UE z obecnymi władzami przetrwa „kilka miesięcy””.

Porównywał sytuację w swoim państwie do sytuacje ogólnoeurupojskiej i stwierdził, że po wyborach do Parlamentu dojdzie do takiego samego „trzęsienia ziemi, jakie przyniosły wybory we Włoszech” w marcu.

Następnie wicepremier oświadczył:”To zaś znaczy, że żądania, które były ignorowane i zdradzane, dotrą do Parlamentu Europejskiego z czterokrotnie większą siłą”.

W swym wystąpieniu Luigi Di Maio odniósł się do wysłanego w piątek do włoskiego rządu z Komisji Europejskiej listu, w którym wyrażone zostało zaniepokojenie planem budżetu z powodu odejścia od wcześniejszych ustaleń z UE. Niepokój budzi głównie prognozowany na przyszły rok deficyt na poziomie 2,4 proc. PKB.

Jak powiedział wicepremier Włoch: „Spodziewaliśmy się, że ten projekt nie spodoba się w Brukseli. Teraz rozpoczyna się dialog z Komisją Europejską, ale jasne musi być to, że nie na mowy o zrobieniu kroku wstecz”.

Źródło: niezalezna.pl
fot. Wikipedia Commons

LS

TVP.info podaje informacje na temat wyborów na Łotwie. Po przeliczeniu 80 procent głosów z 856 na 1078 komisji wyborczych w sobotnich wyborach do parlamentu Łotwy prowadzi prorosyjska, Socjaldemokratyczna Partia „Zgoda”. Uzyskała ona 20,59 procent oddanych głosów.

Według sondażu exit poll zleconego przez państwową telewizję LTV ta reprezentująca rosyjskojęzyczną mniejszość partia miała zdobyć jedynie 19,4 procent głosów.

Drugie miejscu zajęło antysystemowe ugrupowanie „Do Kogo Należy Państwo” (KPV LV), które uzyskało 13,91 procent głosów, a na trzecim – Nowa Partia Konserwatywna z 13,33 procent oddanych głosów. Sondaż exit poll dawał tym ugrupowaniom odpowiednio: 11,5 procent i 12,4 procent.

Jeśli wyniki z 856 komisji wyborczych będą zbieżne z wynikami ze wszystkich 1078 punktów głosowania, wtedy wynik tych partii będzie jedną z  największych niespodzianek wyborczych tego roku!

Według niepełnych danych CKW 5-proc. próg wyborczy przekroczyło siedem partii, w tym – oprócz wymienionych wyżej także takie ugrupowania, jak konserwatywny Sojusz Narodowy (NA), Unia Zielonych i Związku Rolników (ZZS) premiera Marisa Kuczinskisa i liberalna Jedność z wynikiem.

Jak przewiduje tvp.info, jeśli wyniki cząstkowe się potwierdzą, choć wciąż będzie istnieć ryzyko, że prorosyjska „Zgoda” zwiąże się taktycznie z KPV LV, to jednak trzy partie koalicyjne reprezentowane w obecnym rządzie wciąż mogą liczyć na 28 proc. Oznacza to jednak, że do stworzenia większościowego rządu potrzebowałyby jeszcze co najmniej jednego koalicjanta, np. koalicji „Dla Rozwoju Łotwy” i „Ruchu Za!”.

Agencje prasowe przypominają, że wśród Łotyszy powszechne jest niezadowolenie z krajowej polityki, uważanej za skorumpowaną i nieskuteczną, pomimo, że dotknięta jeszcze do niedawna światowym kryzysem finansowym, gospodarka łotewska, wyszła z kłopotów i znów zaczęła się rozwijać.

Źródło: tvp.info
fot. Wikipedia Commons

LS

Z informacji podanych przez portal niezalezna.pl, wiemy, że szefowa Krajowego Biura Wyborczego ujawniła dane, z których wynika, że na organizację tegorocznych wyborów samorządowych przewidziano ok 455 mln zł. Jest to kwota niemal dwa razy większa niż koszt poprzednich wyborów samorządowych z 2014 roku.

Szefowa KBW Magdalena Pietrzak wyjaśnia, że rozbieżności wynikają z znacznie większej liczby osób zaangażowanych w obsługę wyborów.

Wybory samorządowe w 2014 r. kosztowały blisko 240 mln zł, mimo początkowo zakładano koszt ponad 290 mln zł. Ówczesna dyrektor zespołu prawnego i organizacji wyborów Państwowej Komisji Wyborczej Beata Tokaj tłumaczyła, że wybory w 2014 r. były najdroższe ze wszystkich dotychczas przeprowadzonych w naszym kraju.

Z kolei obecnie szefowa KBW Magdalena Pietrzak poinformowała, że w budżecie na organizację wyborów samorządowych w 2018 r. przewidziano blisko aż 455 mln zł!

Jak tłumaczyła, wzrost kosztów spowodowany jest zwiększeniem, zgodnie ze styczniową nowelizacją Kodeksu wyborczego – liczby osób zaangażowanych w obsługę wyborów. Nowela Kodeksu wyborczego wprowadziła dwa rodzaje komisji obwodowych – ds. przeprowadzania głosowania i ds. ustalenia wyników głosowania, podwajając tym samym liczbę członków komisji wyborczych. Ponadto, na mocy nowelizacji powołano korpus urzędników wyborczych (około 2,5 tys. osób).

Jak wyjaśnia szefowa KBW: „Przede wszystkim jednak gminy otrzymały od nas środki wyższe niż otrzymały w poprzednich wyborach. Wzięłam pod uwagę i wzrost ceny paliwa, i ceny papieru, usług, w związku z tym gminy dostały naprawdę dużo więcej środków niż otrzymały w 2014 r. Mocno krzywdzące jest, jak słyszę, że samorządy muszą dokładać do wyborów, bo dostały za mało środków. Przeliczyliśmy to i porównaliśmy kwoty dotacji przekazanych w 2014 i 2018 roku. To jest znaczny wzrost”.

Obecnie pełne składy zostały powołane w 15.004 komisjach ds. przeprowadzenia głosowania i w 17.371 komisjach ds. ustalenia wyników głosowania na blisko 27 tys. komisji obwodowych.

Źródło: niezalezna.pl
fot. Wikipedia Commons

LS

Jak podaje portal tvp.info, w czwartek prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan oświadczył, że „Turcja nie wycofa się ze stref, które kontroluje w Syrii, do czasu aż odbędą się tam wybory”. Zasugerował również, że rozważy referendum w sprawie kontynuowania procesu akcesji do Unii Europejskiej.

Prezydent oświadczył na forum międzynarodowym w Stambule, że „Kiedy tylko Syryjczycy przeprowadzą wybory, (…) zostawimy Syrię jej właścicielom i wycofamy się”.

Turcja wysłała swoje wojska do Syrii już w sierpniu 2016 roku, w celu oczyszczenia terenów przygranicznych z bojowników dżihadystycznego Państwa Islamskiego . Na początku 2018 roku siły tureckie rozpoczęły operacją ofensywną ofensywę pod kryptonimem „Gałązka oliwna” w Afrinie w północno-zachodniej Syrii, która pozwoliła przejąć kontrolę nad regionem zajmowanym wcześniej przez milicję syryjskich Kurdów o nazwie Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG). Ankara uznaje bowiem YPG za organizację terrorystyczną.

17 września w Soczi Erdogan i prezydent Rosji Władimir Putin uzgodnili stworzenie w kontrolowanej przez rebeliantów prowincji Idlib w północno-zachodniej Syrii strefy buforowej, oddzielającej pozycje sił rządowych od rebeliantów. Strefa ta od 15 października ma być patrolowana wspólnie przez siły Turcji i Rosji, co ma zapobiec dalszym walkom.

Podczas forum Prezydent Erdogan zasugerował, że Turcja może w referendum zdecydować, czy kontynuować proces akcesji do UE.

Prezydent jawnie skrytykował UE za to, że każe Turcji czekać na członkostwo: „Mamy 2018 rok, a oni wciąż każą nam czekać. Naszym zadaniem jest spytać 81 milionów ludzi i zobaczyć, co oni zdecydują”.

W zeszłym tygodniu Erdogan oświadczył, że Turcja zamierza jak najszybciej spełnić wszystkie kryteria liberalizacji wizowej z UE. Problemy ze spełnieniem 72 warunków mogą być związane z mającą obowiązywać karą śmierci. Erdogan w reakcji na udaremnioną próbę zamachu stanu w 2016 r. opowiedział się za jej niezwłocznym przywróceniem. Komisarz UE ds. rozszerzenia Johannes Hahn skomentował wówczas, że wykluczyłoby to członkostwo Turcji w UE.

Źródło: tvp.info
fot. Wikipedia Commons

LS

Kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi trwa w najlepsze. W takiej atmosferze niejednokrotnie w historii dochodziło również do konfliktów prawnych pomiędzy politykami czy innymi podmiotami jakkolwiek włączającymi się w polityczne zmagania. Tym razem interesująca sytuacja ma miejsce w Krakowie, bowiem doszło do spięcia na linii Gazeta Wyborcza – Kamil Kupiec, który jest lokalnym prawicowym działaczem, od lat angażującym się w narodowym oraz wolnościowym środowisku.

 

Kamil Kupiec swoją lokalną popularność zawdzięcza swojej aktywnej działalności. Angażował się w wiele patriotycznych inicjatyw, a w ostatnich wyborach parlamentarnych kandydował nawet na posła. Wiele osób kojarzy go również z wystąpień w programie Młodzież Kontra na antenie TVP Info, gdzie w ostatnim czasie reprezentuje Endecję, będąc też członkiem zarządu krakowskich struktur tego stowarzyszenia.

 

Obecnie Kamil Kupiec jest w trakcie kampanii wyborczej jako kandydat na wiceprezydenta miasta Krakowa z ramienia komitetu Nowoczesny Kraków Konrada Berkowicza. W ostatnich dniach wokół jego osoby zrobiło się w dawnej stolicy Polski nieco zamieszania. Wszystko w związku z artykułem Gazety Wyborczej, znanej z niechęci do prawicowych poglądów i polityków.

 

Kandydat na wiceprezydenta postanowił zareagować na sformułowania, które dziennikarze GW skierowali w swoim artykule pod jego adresem. Na łamach gazety bowiem, znalazły się przekłamania na temat jego wypowiedzi i działalności. Kamilowi Kupcowi przypisano słowa z piosenki zespołu Sekcja Wu, które miał on rzekomo wypowiedzieć obrażając wyznawców islamu. Jednakże takowe wypowiedzi na temat muzułmanów i ich religii, ze strony działacza Endecji nie padły.

 

Kamil Kupiec zażądał sprostowania tych nieprawdziwych informacji od autorów. Postawił dziennikarzom ultimatom, zgodnie z którym w przypadku braku wyjaśnienia przez nich tej kwestii do 5 października, rozważy on złożenie pozwu w trybie wyborczym do Sądu Okręgowego w Krakowie. W takim przypadku kandydat na wiceprezydenta Krakowa domagał się będzie nakazu sprostowania wymienionych przeze niego informacji, nakazu publikacji odpowiedzi na stwierdzenia naruszające jego dobra osobiste, nakazu przeproszenia jego osoby, a także nakazu wpłacenia kwoty 10 000 złotych na rzecz Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Sam Kamil Kupiec w przeszłości niejednokrotnie angażował się również w pomoc dla bezdomnych zwierząt.

 

Dziennikarze krakowskiej Gazety Wyborczej, których znam od wielu lat, skontaktowali się ze mną celem przeprowadzenia wywiadu, więc ja wywiadu udzieliłem. Wywiad dotyczył teledysku Sekcji Wu „Anty Jihad”, który był artystyczną formą wyrażenia sprzeciwu wobec polityki Unii Europejskiej, która nakazywała przyjmowanie setek tysięcy imigrantów, bez sprawdzania ich tożsamości, w czasie kiedy Państwo Islamskie święciło największe sukcesy, co było wielkim zagrożeniem i powodowało sytuację, w której potencjalni terroryści mogli przedostać się do Europy niezweryfikowani – mówi w rozmowie z naszą redakcją sam zainteresowany.

 

Krakowski polityk i prawicowy działacz potwierdza, że w rozmowie z dziennikarką Dominiką Wantuch wyraził swoje stanowisko oraz poglądy dotyczące tych kwestii i poprosił o autoryzację.

 

W ramach autoryzacji otrzymałem kilka zdań, które były cytatem moich wypowiedzi. Ja to potwierdziłem… Są jak najbardziej zgodne z prawdą, tak mówiłem. Rano zobaczyłem, ze został jednak napisany artykuł, który zawierał wiele nieprawdy na mój temat. Po publikacji tego artykułu otrzymywałem wiele wiadomości i telefonów od ludzi mówiących, że wspierają i popierają mnie oraz podzielają moje poglądy – wyjaśnia nam Kamil Kupiec i jak twierdzi, część osób przekonała się po zapoznaniu z jego wypowiedziami do oddania głosu na jego kandydaturę.

 

O swojej decyzji względem nieprawdziwych informacji rozpowszechnianych przez Gazetę Wyborczą, krakowski polityk poinformował za pośrednictwem Facebooka w środę.

 

 

Poniżej fragmenty dwóch z wielu wydań programu Młodzież Kontra, w których udział brał Kamil Kupiec.

 

 

 

 

Źródło: Facebook ; TVP ; Gazeta Wyborcza

MB

Kampania samorządowa trwa, a w pomysłach i propozycjach na terenie wielu regionów, kandydaci oraz ich komitety ścigają się w najlepsze. Na dość oryginalny, a także dla wielu oburzający pomysł wpadli też politycy w Krakowie.

 

Jak można się domyślić, autorami takowej specyficznej propozycji są przedstawiciele lewicy. Dokładniej mówiąc to politycy Partii Razem. Krakowski oddział tego ugrupowania podczas konferencji prasowej ogłosił swój program wyborczy. Wśród zaprezentowanych postulatów znalazło się również wprowadzenie do instytucji publicznych darmowych prezerwatyw. Chodzi tu również o takie miejsca jak szkoły czy placówki ochrony zdrowia.

 

– Przy okazji Światowego Dnia Antykoncepcji przedstawiamy postulaty, które będziemy realizować na poziomie sejmiku wojewódzkiego. Pierwszy z nich to darmowe prezerwatywy w instytucjach publicznych. Sejmik wojewódzki powinien zapewnić finansowanie dla udostępniania prezerwatyw w instytucjach publicznych i samorządowych takich jak szkoły czy placówki ochrony zdrowia. Drugi postulat to tworzenie placówek konsultacyjnych, które mogłyby prowadzić dyżury dla osób zainteresowanych tematami związanymi z edukacją seksualną. I w końcu: kampanie społeczne dot. profilaktyki nastoletnich ciąż, chorób przenoszonych drogą płciową, antykoncepcji i zdrowia seksualnego – powiedziała w czasie konferencji Barbara Grobler, kandydująca w mieście Kraków (okręg III) do sejmiku wojewódzkiego z pierwszego miejsca na liście Partii Razem.

 

– Z okazji Światowego Dnia Antykoncepcji nie tylko prezentujemy nasze postulaty, ale też rozdajemy prezerwatywy. Prezerwatywa jest rozpoznawalnym przez wszystkich symbolem antykoncepcji – ogłosiła również Barbara Grobler.

 

Członkowie Razem zarzucają MEN, że w podstawie programowej do nauczania WDŻ, rzekomo zamiast „edukacji seksualnej” uczy się „katolickiej etyki seksualnej”.

 

– Z uwagi na brak edukacji seksualnej w Polsce wiedza o różnych metodach antykoncepcji oraz liczba osób je stosujących jest niska. Na pierwszy rzut oka na podstawę programową do nauczania WDŻ łatwo pozwala stwierdzić, że przedmiot ten ma bardzo niewiele wspólnego z edukacją seksualną, natomiast ma dużo wspólnego z katolicką etyką seksualną. Jedyny podręcznik dopuszczony przez MEN w nauczaniu WDŻ: „Wędrując ku dorosłości” prezentuje nienaukowy punkt widzenia: „Dziewczyna powinna zdawać sobie sprawę, że więcej niż chłopiec płaci za nietrafny wybór bo nie ma równości w naturze. On jest dawcą życia “siewcą”, natomiast jej ciało “glebą”, w której wzrastało nowe życie”. Płacimy za to jako społeczeństwo zwiększonym odsetkiem nastoletnich ciąż, niechcianymi ciążami i podziemiem aborcyjnym (…) W 2017 roku PiS zlikwidował dostęp do antykoncepcji awaryjnej bez recepty. Chcemy świata, w którym każda ciąża jest ciążą chcianą – mówiła Wiktoria Aleksandra Barańska, również kandydująca do Sejmiku Województwa Małopolskiego, z ramienia Partii Razem.

 

 

Źródło: krakow.eska.pl 

Fot.: Pixabay