Do nietypowej sytuacji doszło na antenie stacji telewizyjnej TVN. W programie „Dzień dobry TVN”, prowadzący zmuszony był to podjęcia próby wybrnięcia z niezręcznej sytuacji podczas rozmowy z dzieckiem.

 

Kiedy program w telewizji transmitowany jest na żywo, wtedy mogą zdarzyć się wpadki, przejęzyczenia czy inne zdarzenia, których wydawcy zdecydowanie woleli by uniknąć. W tym przypadku potwierdziło się, że nieprzewidywalne i ryzykowne dla prezenterów bywają wypowiedzi dzieci.

 

Tym razem, tematem programu prowadzonego przez Dorotę Wellman oraz Marcina Prokopa, były nebulizatory oraz inhalatory. Zaproszony do studia chłopiec, zbił z tropu Prokopa po jego z pozoru prostym pytaniu.

 

Prowadzący zapytał gościa czy ten chciałby zostać w przyszłości lekarzem. W odpowiedzi usłyszał jednak, że chłopiec chciałby być… mordercą. Marcin Prokop próbował wybrnąć z tej trudnej sytuacji, jednak chłopiec konsekwentnie zaprzeczał ewentualnym planom pracy w służbie zdrowia.

 

Za pośrednictwem Twittera, fragmentem tego właśnie programu podzielił się profil „KULTURĄ W PŁOT”.

 

Zobaczcie sami!

 

 

 

Źródło: TVN ; Twitter/@kulturawplot

 

 

MB

 

Pomyłki i wpadki w polskich teleturniejach doczekały się już niejednej kompilacji w internecie. Jak widać, nie oznacza to jednak, że kolejnych tego typu śmiesznych momentów się już nie doczekamy. Ostatnio dużo śmiechu wywołała sytuacja w finale popularnego „Koła Fortuny” na antenie TVP.

 

W programie prowadzonym wspólnie przez piosenkarza Rafała Brzozowskiego oraz modelkę Izabellę Krzan troje uczestników odgaduje hasła z różnych kategorii, poprzez odkrywanie kolejnych liter. Grający są nagradzani za trafne odgadnięcia ilością punktów adekwatną do ilości wylosowanych na tytułowym kole fortuny.

 

Uczestnik, który zgromadzi największą ilość punktów, przechodzi do finału. Po wylosowaniu jednej z kopert, otrzymuje on finałowe hasło do odgadnięcia. Sukces na tym etapie upoważnia do wygrania nagrody zapisanej w wylosowanej kopercie.

 

Niedawno w finale hasła z kategorii „serial” nie odgadł pewien Michał. Chodziło bowiem o „Klinikę samotnych serc”, ale uczestnik wziął pod uwagę inną klinikę. 😉

 

Wpadka uczestnika wyjątkowo mocno rozbawiła prowadzących, a ten fragment programu szybko staje się aktualnym hitem internetu. Niestety dla finalisty, kolo nosa przeszła mu wygrana 25 000 złotych.

 

Zobaczcie sami!

 

 

 

Źródło: TVP ; YouTube/Wszystko Jasne

 

MB

Tego nie spodziewali się widzowie finału 7. edycji programu „Top Model”.
Pomimo efektownej oprawy show, produkcja zaliczyła rażącą wpadkę, za którą oglądający winią Joannę Krupę. O co poszło?

 

Poniedziałkowy finał przebiegał sprawnie i bez problemu, aż do momentu pierwszej eliminacji.
Z trójki rywalizujących, dwóch wchodziło do ścisłego finału, a o wynikach uzależnionych od sms-owego głosowania poinformowała Joanna Krupa. Niestety jednak, celebrytka popełniła błąd i zamiast Katarzyny Szklarczyk, która ostatecznie wygrała cały program, za osobę rywalizującą z Hubertem Gromadzkim podała Annę Markowską. Ponadto, to właśnie zdjęcie Ani zostało wyświetlone na telebimie znajdującym się przy wybiegu. Chwilę później, Krupa naprawiła swój błąd, wymieniając już Katarzynę Szklarczyk, a produkcja zdołała w tym czasie zamienić fotografię.

 

 

– Kochani bardzo dużo do mnie piszecie co się stało z eliminacją między Anią i Kasią. Kochani, był błąd. Na wprost jak patrzyłam było zdjęcie Huberta i Ani, a w ucho mi mówili, że Ania odpada. Ja jako prowadząca słucham co mówi w ucho oraz co widzę przed sobą. Teraz jak patrzę na wideo, na wprost było dobrze, że pokazano tam właśnie zdjęcie Kasi i Huberta. To był błąd techniczny. To jest program na żywo. Kochani, przepraszam – wyjaśnia Krupa – Kochani i dlatego nie raz się stresuję, że jest program na żywo, bo „anything can happen”, ale właśnie wszystko może się stać. Gratulacja dla całej trójki. – dodaje.

 

Źródło: fakt.pl
Fot.: fakt.pl/Top Model
EM

Ryszard Petru niedawno ogłosił wraz z posłanką Joanną Scheuring-Wielgus utworzenie nowego ugrupowania na polskiej scenie politycznej. Jak jednak widać i słychać, nadal nie wystrzega się on wpadek, które wywołają uśmiech u wielu internautów.

 

Tym razem od śmiechu nie mogła powstrzymać się nawet reporterka stacji TVN 24. Dawny lider Nowoczesnej, pomylił bowiem nazwę założonej przez niego w ostatnich dniach partii. Zamiast prawidłowo powiedzieć o partii „Teraz”, powiedział o… „Razem”.

 

– Jeden stworzył Platformę Obywatelską, drugi PiS. Ja teraz tworzę partię Razem, przepraszam… partię Teraz! – powiedział poseł Petru wyjaśniając jakie miał motywacje przy tworzeniu nowej formacji. Po swojej pomyłce, polityk opozycji przepraszał z uśmiechem, który najprawdopodobniej wynikał z wywołanego zakłopotania.

 

 

 

Źródło: Twitter/@RobertMaslak

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

 

Wczoraj obchodziliśmy rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja. W tym dniu posłanka Platformy Obywatelskiej opublikowała na Twitterze niekonwencjonalną teorię dotyczącą tego dokumentu. Próbując jakoś wybrnąć z tej wpadki, zaliczyła drugą.

 

Jak pisała młoda pani polityk, Konstytucja uchwalona 3 maja 1791 roku „miała zbliżyć Rzeczpospolitą Obojga Narodów do standardów szanowanego, postępowego zachodu”. Gajewska dodała również, że ci, którzy przed laty napisali ten dokument, wiedzieli, że musi ona dawać prawo autonomii małym ojczyznom.

 

Taki wpis posłanki Platformy Obywatelskiej spotkał się z błyskawiczną reakcją użytkowników portali społecznościowych. Część z nich żartowała ze stanu jej wiedzy historycznej, inni natomiast podkreślili, że Gajewska jest po dwóch kierunkach studiów, a obecnie jest doktorantką.

 

Chcąc wybrnąć z tego incydentu, napisała:

– Przepraszam za treść poprzedniego twitta, nie ja byłam jego autorką. Tę sprawę wyjaśniłam już z pracownikami mojego biura

– udostępniła na Twitterze posłanka.

 

Na te słowa niemal natychmiast odpowiedzieli internauci, zarzucając Gajewskiej, że „zatrudnia nieuków i każe im pracować 3 maja”, jak pisał jeden z użytkowników Twittera, czy „pracownikiem biura jest Rysiu Petru”, jak pisał ktoś inny. Posłanka Platformy Obywatelskiej chciała wybrnąć z pierwszej wpadki, niestety, pogrążyła się jeszcze bardziej.

Wyścig po fotel prezydenta Warszawy wystartował z mocnym przytupem. Kandydaci Rafał Trzaskowski (Platforma Obywatelska) oraz Patryk Jaki (Prawo i Sprawiedliwość) udowadniają swoją aktywnością na portalach społecznościowych oraz odpowiadaniem na swoje materiały, że walka o władze w stolicy pełna będzie emocji. Komentarze wywołał też spot szefa komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji posła i kandydata Patryka Jakiego…

 

Najpierw Rafał Trzaskowski w swoim filmie zaatakował Patryka Jakiego, zarzucając mu iż nie zna problemów z jakimi spotyka się Warszawa. Patryk Jaki mieszka w stolicy jednak już od ok. 10 lat, a w internecie wciąż znaleźć można materiały, w których Trzaskowski deklaruje się jako człowiek związany z Krakowem. Również jednak Patryk Jaki zaliczył dość poważną wpadkę w swoim spocie wyborczym.

 

– Nie można dzielić warszawiaków. Nie ma znaczenia skąd pochodzisz. Warszawa jest miastem otwartym dla wszystkich. Prezydent Warszawy nie może nikogo wykluczać. Chcemy wolnej i przyjaznej dla wszystkich stolicy – stwierdził przy publikacji filmu Jaki.

 

W samym spocie obecna jest krytyka wobec kontrkandydata. Rafała Trzaskowskiego określa się „Kandydatem Hanny Gronkiewicz-Waltz”. W zamyśle, na nagraniu pokazana miała zostać również warszawska Praga. Omyłkowo pojawia się jednak… stolica Czech. Tym sposobem, dano kolejny argument zwolennikom Platformy Obywatelskiej do krytyki oraz zarzucania Patrykowi Jakiemu braku związku ze stolicą.

 

 

 

Politycy związani z ugrupowaniem Nowoczesna zdążyli już przyzwyczaić do wpadek, ale tym razem spawa dotyczyła kwestii ogromnie ważnej – aktualnego zamieszania wokół ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. 

 

Internauci masowo udostępniają nagranie programu „Bez demagogii”, w którym przedstawiciele poszczególnych partii zabierali głos m.in. na temat nowej ustawy o IPN. Wśród nich był także Karol Misiuda (Nowoczesna), który delikatnie mówiąc… miał bardzo „nowoczesne” pojęcie o historii II wojny światowej.

 

Zanim doszło do kompromitacji, po której zdziwienia nie krył nawet prowadzący program, polityk Nowoczesnej wykazał się… nieznajomością ustawy, którą krytykował. Później było już tylko lepiej. Nagranie zobaczcie sami.