Jak donosi portal nczas.com, białoruski prezydent chce otwartej konfrontacji                      z Władimirem Putinem. Polecił urzędnikom opracowanie alternatywnych opcji dostaw ropy naftowej do kraju.

 

Według białoruskich dziennikarzy polecenie miało zostać wydane 10 stycznia bieżącego roku na specjalnie zwołanym spotkaniu poświęconym rozwojowi kraju.

 

Jak miał powiedzieć do zgromadzonych Łukaszenka: „Już dawno postawiłem takie zadanie i trzeba je zrealizować: uruchomić alternatywne dostawy ropy przez porty w państwach bałtyckich. Jeśli Litwini się nie zgadzają, trzeba się dogadać z Łotyszami i zakupić tę ropę”.

 

Aleksandr Łukaszenka w trakcie spotkania podkreślał, że tzw. manewr podatkowy zastosowany przez Rosję nie jest groźny dla budżetu Białorusi. Zdaniem prezydenta Białorusi, mówienie o katastrofie gospodarczej jest zdecydowanie nie na miejscu.

 

„Dlatego nie trzeba tego traktować jak katastrofy. Jeśli przywództwo Rosji wybierze taką drogę  i utratę jedynego sojusznika na kierunku zachodnim, to jest to ich wybór. Nie możemy ich do niczego zmusić” – podkreślił.

 

Według politycznych ekspertów, obecnie straty Białorusi przez nowe prawo Kremla mogą być wyceniane na około 10,6 miliarda dolarów. Od stycznia przedstawiciele Mińska kontaktowali się z rosyjskimi politykami, aby przekonać ich do zmiany przepisów, jak dotąd były to działania nieskuteczne. Rosja uzależnia zmianę cen ropy od zacieśnienia procesów integracyjnych w ramach umowy o Państwie Związkowym Rosji i Białorusi. Jak tłumaczy nczas.com, mówiąc prościej, taniej stanie się wówczas, gdy Łukaszenka „odda się całkowicie w ręce” Putina.

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

 

4500 lat w 5 minut? Dzięki jednemu z użytkowników YouTube stało się to możliwe. Ukazał on na interaktywnej mapie wszystkie bitwy na przestrzeni 45 wieków.

 

Użytkownik popularnego serwisu naniósł na mapę świat kropki oznaczające wygrane bitwy danego państwa czy mocarstwa.

 

Według danych przedstawionych w ponad 5minutowym filmiku, Polska wraz z 344 wygranymi bitwami zajmuje wyższą pozycję, niż słynne Cesarstwo Rzymskie!

 

Na pierwszym miejscu plasuje się Francja, która wg. danych z Wikipedii wygrała aż 1115 bitew. Drugie miejsce zajęło Zjednoczone Królestwo (1105 wygranych), zaś trzecie USA (833).

 

 

Źródło: tvp.info; YouTube – Cotterau
Fot.: PAP/ITAR-TASS
EM

W czasie czwartkowego spotkania z dziennikarzami Władimir Putin zarzucił Stanom Zjednoczonym doprowadzenie do braku kontroli nad światowym arsenałem atomowym.

 

– Niebezpieczeństwo eskalacji sytuacji jest bagatelizowane. Jeśli coś takiego miałoby się wydarzyć, może to doprowadzić do upadku cywilizacji i naszej planety – powiedział.

 

Temat arsenału nuklearnego zaproponował reporter z jednej ze stacji finansowanych przez Kreml. Zapytał, w jaki sposób ma uspokoić swojego syna, który boi się wybuchu wojny jądrowej. – Niestety, istnieje tendencja do niedoszacowania obecnej sytuacji, a są przecież konkretne, współczesne zagrożenia – oznajmił Putin, który zdawało się, że tylko czekał na rozmowę w tej sprawie.

 

Jak podaje „Newsweek”, Władca Rosji nakreślił scenariusze wybuchu wojny atomowej. Jak twierdzi, są one bardzo prawdopodobne. Najpierw wskazał Europę jako miejsce, gdzie może dojść do zaostrzenia sytuacji, jeżeli na kontynencie pojawią się rakiety krótkiego i średniego zasięgu z głowicami jądrowymi. Według niego może do tego dojść w momencie, gdy Amerykanie wycofają się traktatu z 1987 roku o nierozprzestrzenianiu broni nuklearnej średniego zasięgu (INF), co zapowiedział prezydent Stanów Donald Trump.

 

Oczywiście, musielibyśmy w jakiś sposób zagwarantować nasze bezpieczeństwo, a oni lepiej niech nie oskarżają nas, że próbujemy uzyskać przewagę. Nie szukamy korzyści, staramy się utrzymać równowagę i zachować nasze bezpieczeństwo – mówił Putin.

 

Prezydent Rosji przedstawił także nieco inny scenariusz wybuchu konfliktu jądrowego. Jak mówi, powodem może być niewłaściwe rozpoznanie wystrzelonej broni. Wojna atomowa, jak twierdzi, może rozpocząć się w wyniku reakcji z użyciem rakiet uzbrojonych w głowice nuklearne na nadlatujący pocisk balistyczny, który nuklearny nie będzie.

 

– Wyobraźmy sobie okręt podwodny wystrzeliwujący pocisk balistyczny, skądś tam w oceanie. Licho wie, czy to atak nuklearny czy nie – dodawał.

 

Źródło: o2.pl

Fot.: Wikimedia Commons
EM

Tureckie lotnictwo atakowało w piątek i sobotę cele Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) w Iraku, ignorując protesty w Bagdadzie, gdzie zarzuca się Ankarze naruszanie irackiej suwerenności oraz stwarzania zagrożenia dla ludności cywilnej.

 

 

Jak pisze nczas.com, o nalotach przeprowadzonych 14 oraz 15 grudnia 2018 roku, w których zginęło siedmiu bojowników PKK, tureckie siły zbrojne poinformowały na Twitterze, zapowiadając kontynuację takich ataków, dopóki PKK będzie szukała schronienia w Iraku.

 

 

W piątek Ankara poinformowała o atakach tureckiego lotnictwa, w których zginęło ośmiu bojowników PKK. Bagdad zareagował wezwaniem tureckiego ambasadora, by przekazać mu protest przeciwko takim atakom.

 

 

Siły tureckie regularnie atakują bazy PKK w górzystym terenie na północy Iraku. Ankara twierdzi, że kurdyjscy bojownicy przygotowują tam zamachy na terytorium Turcji.

 

 

Turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan oświadczył w sobotę, że naloty na cele PKK w rejonie Sindżaru w Iraku „zmieniły tamte miejsca w cmentarzyska”. I zapowiedział „Zakopiemy ich w dołach, które wykopali”.

 

 

Rzecznik tureckiego MSZ Hami Aksoy oświadczył, że „działania terrorystycznej organizacji PKK na terytorium Iraku i Syrii stały się dla Turcji kwestią bezpieczeństwa narodowego”.

 

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Napięcie na linii Ukraina-Rosja to coś na co w ostatnich dniach patrzy cały świat. Wiele osób niepokoi się tym co jeszcze może się wydarzyć względem rozwoju konfliktu. Wiele pytań, które nasuwa się osobą obserwującym to co się dzieje, dotyczy ewentualnych kroków podejmowanych przez państwa zachodnie. Czyżby na kolejne zdecydowali się dziś Amerykanie?

 

Stany Zjednoczone wykonały „nadzwyczajny lot” nad terytorium Ukrainy w ramach realizacji tzw. układu o otwartym niebie. Miał być to wyraz poparcia udzielony przez USA Ukraińcom po tym, jak Rosjanie przejęli ukraińskie okręty oraz uwięzili ukraińskich żołnierzy. Informacje te przekazał Pentagon.

 

– Niesprowokowany atak Rosji na ukraińskie okręty wojenne na Morzu Czarnym w pobliżu Cieśniny Kerczeńskiej stanowi niebezpieczną eskalację coraz bardziej prowokacyjnej i groźnej działalności – podano w oświadczeniu ministerstwa obrony Stanów Zjednoczonych.

 

– Stany Zjednoczone dążą do lepszych stosunków z Rosją, ale nie może do tego dojść dopóty, dopóki będzie ona kontynuować swe bezprawne i destabilizujące działania na Ukrainie i gdzie indziej – wyjaśniła w swoim oświadczeniu strona amerykańska.

 

W dniu dzisiejszym pisaliśmy też o rozważanym przez Stany Zjednoczone wysłaniu okrętu wojennego w rejon Morza Czarnego. O tym przeczytacie więcej tutaj:

Amerykanie odpowiadają Rosji. Wysyłają okręt wojenny!

 

Całą sytuację można oceniać różnie. Temat Polski jednak również pojawia się w ramach tego tematu. O tym również możecie przeczytać na naszym portalu:

Rosyjski szef sztabu grozi Polsce!

 

Czy można spodziewać się kolejnych działań ze strony Stanów Zjednoczonych? W jakimś stopniu jest to zapewne zależne od tego jak zareagują władze rosyjskie.

 

 

Źródło: nczas.com

Fot.: Pixabay

 

MB

Czy ostatnie zdarzenia na Morzu Azowskim i wprowadzony na Ukrainie stan wojenny mogą stanowić realne zagrożenie dla Polski? Jak twierdzi były wiceszef MSZ Paweł Kowal, nie ma powodu do obaw. Inaczej twierdzi jednak były dowódca generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, gen. Mirosław Różański.

 

Dla przypomnienia, kilka dni temu prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podpisał dekret wprowadzający stan wojenny do dnia 25 stycznia. Jest on wynikiem niedzielnych zajść na Morzu Azowskim, w których siły specjalne ostrzelały, a następnie zajęły dwa kutry oraz holownik ukraińskiej marynarki wojennej.

 

– W oczach rozsądnego człowieka każda wojna powinna być zjawiskiem, które może się rozszerzyć i trzeba to traktować poważnie. Te słowa kieruję do polityków, do osób podejmujących decyzje. Obywatele powinni za to obserwować czy politycy nie ignorują negatywnych symptomów. Na tym etapie nie ma zagrożenia dla obywateli – uspokajał we wtorkowej rozmowie z Faktem Paweł Kowal.

 

W najnowszym wydaniu tygodnika Polityka swoim punktem widzenia podzielił się były dowódca generalny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. Mirosław Różański.

 

– (Rosja) może nie będzie musiała atakować i zdobywać. Może nie potrzebuje całej Polski, tak jak nie potrzebowała całej Ukrainy. Uszczknęła kawałeczek w Donbasie i czeka, aż wojna, która jest jak gnijąca rana, zarazi tą zgnilizną całe państwo. Może to jest jakiś model wojny, który na dziś wyczerpuje ambicje Rosji? – mówi generał zapytany o to, czy Rosja zaatakuje nasz kraj.

 

– Przez ostatnie 20 lat nawet nam, wojskowym, wydawało się, że Europa czas wojen ma już za sobą. Ale Rosja wpisuje się w pewien trend. Obawiam się, że świat, jaki znamy, się kończy. Jesteśmy w przededniu jakiegoś przełomu cywilizacyjnego, a te najczęściej zwiastowała wojna – dodaje.

 

Jak w przypadku wojny miałyby się szanse Polski? Niestety, zdaniem żołnierza, nie ma powodów do optymizmu. – Uważam, że w 2015 r. dostaliśmy najsłabszego ministra obrony w historii resortu. I na dodatek nie lepszego ministra spraw zagranicznych – ocenia wojskowy.
Na czym polegały m.in. błędy Antoniego Macierewicza, o którym mówi generał? – Kiedy minister Macierewicz mówił, że to zaszczyt móc polec dla ojczyzny, to mnie skręcało, bo moim zdaniem młodzi ludzie dla ojczyzny powinni się kształcić, a później długo i uczciwie dla niej pracować – tłumaczy rozmówca.

 

– Mirosław Różański nie szczędził także opinii na temat sztandarowego projektu Macierewicza. – Wojska Obrony Terytorialnej to nic więcej niż propagandowy chwyt ministra Macierewicza. Bardziej fikcyjny twór niż realna siła bojowa. (…) WOT zasysa najlepszą kadrę z jednostek liniowych. Zabiera pieniądze z budżetu MON. (…) Ta formacja wykrwawia polską armię – dodaje.

 

Mężczyzna główne zagrożenie widzi nie tylko ze strony naszych sąsiadów ze wschodu.
– Równie dobrze może rozgrywać się na Pacyfiku pomiędzy Chinami a USA. Konflikt, który prędzej czy później mógłby wciągnąć do wojny inne kraje – ocenia, odpowiadając na pytanie o miejsce wybuchu kolejnego globalnego konfliktu zbrojnego.

 

Źródło: fakt.pl
Fot.: Reuters
EM

 

 

Witalij Portnikow, ukraiński analityk i politolog zdradził dziennikowi „Super Express”, do czego zmierza Moskwa w narastającym konflikcie z Kijowem.

 

Oto rozmowa dziennikarza Tomasza Walczaka z politologiem:

 

„Super Express”:  Od niedzieli wszyscy zachodzą w głowę, co podkusiło Rosję, żeby w rejonie Zatoki Kerczeńskiej bawić się w piratów, taranować ukraińskie statki wojenne, ostrzeliwać je i brać do niewoli marynarzy. Ma pan na to jakąś odpowiedź?
Witalij Portnikow:  W moim przekonaniu doszło do splotu trzech okoliczności, które popchnęły Rosję do tego aktu agresji. Zacznijmy od samej Cieśniny Kerczeńskiej.

 

– Co z nią?
– Rosja stała się więźniem własnej polityki wobec Krymu. Dla Moskwy to, że prawo międzynarodowe oraz umowy między Ukrainą a Rosją dopuszczały swobodny przepływ przez cieśninę na akwen Morza Azowskiego ukraińskich statków, było trudne do zaakceptowania. Skoro w 2014 r. zaanektowali Krym, to w ich przekonaniu obszar Cieśniny Kerczeńskiej stanowi jej wody terytorialne. Swoboda przepływu okrętów ukraińskich wyglądała w oczach Rosjan jak podważanie rosyjskiego statusu Krymu i rosyjskie władze postanowiły zademonstrować, że to one dzielą i rządzą w tym akwenie. Tyle że i to tłumaczenie jest bez sensu, bo ukraińskie statki zaatakowano jeszcze na Morzu Czarnym, na wodach międzynarodowych.

 

– Jakie – oprócz wątku krymskiego – są jeszcze inne motywacje Rosjan?
– Nie mniej ważne jest to, że Rosja chce wspierać oponentów Petra Poroszenki przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi.

 

– W jakim sensie?
– Od niedzieli wśród ukraińskiej opozycji, w związanych z nią mediach i z ust politologów ją wspierających można usłyszeć, że trzeba pokazać swój spokój i nie wolno prowokować Rosji. Co więcej ci sami ludzie, którzy jeszcze niedawno w kontekście ataku Rosji na Donbas chcieli wprowadzać stan wojenny, sprzeciwiają się temu, że wprowadza się go teraz, bo to zagrożenie dla demokracji i swobód obywatelskich. Chcą teraz pokazać się jako zwolennicy demokracji i ludzie zdolni do tego, żeby konstruktywnie dogadywać się z Moskwą, bo oni takich prowokacji, jak te na Morzu Azowskim, by się nie dopuścili. W ten sposób Rosjanie prowadzą swoją grę, której celem jest doprowadzenie do wyboru tych, których Putin chciałby widzieć u władzy w Kijowie. A chcieliby, żeby to był ktokolwiek, byle nie Poroszenko. No i jest wreszcie trzeci powód.

 

– Jaki?
– Klasyczny: Rosja chce sprawdzić, jaka będzie reakcja Zachodu na jej działania i jak daleko może się posunąć. Tu chciałbym nadmienić, że stanowisko polskich władz bardzo dobrze zostało na Ukrainie przyjęte. To Polska była tym krajem na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ, który po rosyjskiej agresji na Morzu Azowskim aktywnie działał na rzecz jej potępienia. W dużej mierze dzięki Polsce doszło w ogóle do tego posiedzenia RB, gdzie wyrażono ostry sprzeciw wobec działań Moskwy. Jesteśmy za to Polsce wdzięczni.

 

– Niedzielny atak na ukraińskie statki to tylko chwilowe zaostrzenie konfliktu z Ukrainą czy powinniśmy się spodziewać, że potrwa ono znacznie dłużej niż kilka dni i może eskalować jeszcze bardziej?
– Na ile rozumiem postępowanie Rosji, będzie się ono przedłużać w zależności od tego, jak potoczą się polityczne procesy na Ukrainie, których kulminacją będą wybory prezydenckie pod koniec marca 2019 r. Jestem przekonany, że jeśli okaże się, iż popierani przez Moskwę kandydaci zmierzają ku wyborczej porażce, Moskwa będzie zaostrzać spór, żeby dać się im wykazać jako konstruktywnym politykom, szukającym porozumienia z Kremlem. Jeśli Putin uzna, że otwarta wojna może być pomocą dla takich kandydatów, to jest gotowy ją rozpętać. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

 

Źródło: se.pl
Fot.: en.kremlin.ru
EM

Jak podaje RP.pl, w oświadczeniu służb prasowej ukraińskiej marynarki wojennej można przeczytać, że dwa opancerzone kutry oraz holownik wykonywały w niedzielę planowe przejście z portu w Odessie do portu w Mariupolu. Okręty rosyjskiej straży granicznej typu „Sobol”, „Don”, „Magnust” i „Suzdalec” dokonały otwartej agresji na kutry marynarki wojennej Ukrainy.
Z informacji tych wynika, że rosyjski okręt „Don” staranował ukraiński holownik, uszkodzony został m.in. silnik maszyny. Ukraińska marynarka wojenna informuje, że w ten sposób Rosja złamała konwencję ONZ o prawie morza oraz ukraińsko-rosyjskie porozumienie dotyczące współpracy w wykorzystywaniu Morza Azowskiego oraz Cieśniny Kerczeńskiej.

 

Z kolei Federalna Służba Bezpieczeństwa Rosji (FSB) alarmowała na ranem, że trzy kutry ukraińskiej marynarki wojennej „bezprawnie wkroczyły na teren Federacji Rosyjskiej” w okolicy Cieśniny Kerczeńskiej i zmierzają w kierunku Morza Azowskiego. Moskwa twierdzi, że przejście przez cieśninę powinna się odbywać w czasie wyznaczonym przez kapitana rosyjskiego portu w Kerczu.

 

Źródło: rp.pl

fot. YouTube.com

LS

TVP. info ujawnia, że lider islamistycznego ugrupowania Hamas rządzącego w Strefie Gazy w wywiadzie dla izraelskiego dziennika oświadczenie: „Nowa wojna w Strefie Gazy zdecydowanie nie leży w naszym interesie”.

Dziennik „Jedijot Achronot” opublikował wywiad z Jahją Sinwarem, w którym oświadczył on: „na drodze wojny niczego nie osiągniemy”. Zawieszenie broni z Izraelem powinno, według niego, oznaczać „całkowite uspokojenie” i koniec izraelsko–egipskiej blokady Strefy Gazy.


Wywiad ukazał się w czasie, kiedy w martwym punkcie utknęły podejmowane przy mediacji Kairu wysiłki zmierzające do ogłoszenia zawieszenia broni w Strefie Gazy.


Hamas organizuje cotygodniowe protesty na granicy Izraela. Ich celem jest wywarcie presji na władze izraelskie, żeby zakończyły blokadę Gazy.

W piątek zginęło wskutek ostrzału ze strony izraelskiej kolejnych trzech Palestyńczyków, w tym 14-letni chłopiec. Uczestniczyli oni w cotygodniowej demonstracji przy granicy Izraela. W trakcie protestu z udziałem 20 tysięcy ludzi rzucano w stronę protestujących na terytorium izraelskiego między innymi zaimprowizowane granaty zapalające. Organizowane przez Hamas demonstracje są nazywane „Wielkim Marszem Powrotu” .

Od początku tych protestów było już po stronie palestyńskiej co najmniej 198 śmiertelnych ofiar.

Źródło: tvp.info
fot. Wikipedia Commons

LS