Do wybuchu doszło na terenie warszawskiej dzielnicy Wola. Eksplozja miała miejsce w budynku znajdującym się przy ul. Okopowej i mającym łącznie 12 pięter. Zarządzono ewakuację wszystkich mieszkańców tego mieszkalnego bloku. O sprawie poinformowało radio RMF FM.

 

Niebezpieczne zdarzenie miało miejsce w godzinach nocnych, dokładniej niedługo po godz. 2. Wówczas wybuch nastąpił w jednym z mieszkań, znajdujących się na 3. piętrze budynku. Na szczęście nikomu nic się nie stało, jednak i tak zdecydowano o ewakuacji wszystkich tamtejszych mieszkańców. W sumie było to ok. 160 osób.

 

Jak twierdzą zamieszkujący tamten budynek przy ul. Okopowej ludzie, jeden z sąsiadów już od długiego czasu wykazywał zainteresowania w temacie materiałów wybuchowych. W wyjaśnianie okoliczności nocnego wybuchu, zaangażowano policyjnych pirotechników. W budynku po eksplozji wybuchł pożar, w związku z czym na miejsce zdarzenia przybyło też osiem wozów straży pożarnej. Zatrzymano też w związku z tymi wydarzeniami jedną osobę. Została ona wyprowadzona z mieszkania, trawionego płomieniami po wybuchu.

 

Dziennikarz radia RMF FM ustalił, że według nieoficjalnych informacji w jednym z mieszkań funkcjonariusze odkryli cztery paczki zawierające po 100 gramów tzw. materiału inicjującego. Jest to niebezpieczna substancja, która mogła przyczynić się do eksplozji.

 

W rozmowie z dziennikarzem, znajdujący się blisko zdarzenia ludzie opowiadali, że miała miejsce seria wybuchów, a także unosił się przy okazji całej sytuacji gryzący dym. Doszło również do pożaru.

 

Źródło: rmf24.pl 

Fot.: Pixabay

 

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz podjęła dziś skandaliczną decyzję o rozwiązaniu zzgromadzenia, które upamiętniało Powstanie Warszawskie. O sprawie poinformował portal tvp.info. Na szczęście marsz pomimo utrudnień przeszedł dziś przez stolicę.

 

Decyzję o przerwaniu patriotycznego marszu, władze stolicy argumentowali rzekomym używaniu zakazanych symboli. W praktyce chodziło o koszulkę z przekreślonym sierpem i młotem. Niektórzy z uczestników manifestacji używali także środków pirotechnicznych.

 

– Jak poinformował policję miejski urzędnik dysponujący pełnomocnictwem prezydent miasta stołecznego Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, powodem rozwiązania zgromadzenia był fakt, że jeden z uczestników „miał na sobie koszulkę z zakazanymi symbolami”. W związku z tym musieliśmy wstrzymać przemarsz zgromadzenia – powiedział Mariusz Mrozek z Komendy Stołecznej Policji w rozmowie z dziennikarzem portalu tvp.info.

 

Mężczyznę, który miał koszulkę stającą się dla prezydent Warszawy powodem do wstrzymania marszu wylegitymowano. Policja potwierdziła, że chodziło o antykomunistyczny symbol- przekreślony sierp i młot na odzieży. Dodatkowo komenda przekazała, że „marsz przebiegał spokojnie i nie odnotowano poważnych zdarzeń”.

 

Finalnie marsz pomyślnie przeszedł przez Warszawę, a uczestnicy godnie upamiętnili pamięć powstańców. Manifestacja rozpoczęła się rondzie de Gaulle’a i przeszedł na Plac Zamkowy.

 

 

Obecny wraz z innymi przedstawicielami środowiska Narodowej Demokracji na marszu był prezes stowarzyszenia Endecja poseł Sylwester Chruszcz (WiS). Poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych o sukcesie Marszu Powstania Warszawskiego pomimo godzenia w prawo do demonstracji i prowokacji. Podziękował on również funkcjonariuszom polskiej policji za zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom manifestacji.

 

 

Do sprawy odniósł się również Joachim Brudziński szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Całą sytuację skomentował na Twitterze.

 

 

MSW podziękowało uczestnikom tego patriotycznego wydarzenia za to, że nie dali się sprowokować w zaistniałej sytuacji. Ze strony władz Warszawy nie był to pierwszy raz, kiedy próbuje się ograniczyć, a nawet odebrać demokratyczne prawa przedstawicielom środowisk narodowych.

 

Fani warszawskiej Legii znów muszą zmierzyć się z krytyką jaka spada na nich po zachowaniu kibiców przy okazji walki o Ligę Mistrzów. Jednakże, kiedy naważy się piwa to i wypić je trzeba. Tym razem wielu osobom nie spodobało się zachowanie części legionistów, którzy szczycą się zabraniem flagi grupie kibiców określanych jako „pikniki”, czyli osoby chodzące na mecze dla pooglądania sportowej rywalizacji, a nie angażujące się w mocniejsze wrażenia z pokroju rywalizacji chuliganów czy tzw. krojenia barw.

 

„Skroili Januszów”- tak brzmi wiele komentarzy pod adresem kibiców warszawskiej drużyny, którzy za cel wzięli sobie grupę kibiców nie wyglądających na ekipę równą legionistom. Wszystko wydarzyło się przy okazji meczu 1. rundy eliminacji do Ligii Mistrzów, kiedy Legia mierzyła się z irlandzką drużyną Cork City.

 

Zaatakowana przez fanów Legii grupa to polscy emigranci, którzy korzystając z okazji iż miejscowa drużyna  mierzy się z polskim klubem przyszli obejrzeć mecz. Oprócz polskich koszulek i szalików, mieli oni ze sobą też biało-czerwoną flagę z napisem „POLISH FANS CORK”. To właśnie ona stała się łupem dla Legionistów.

 

Sytuację ze swojej perspektywy zdecydowali się opisać na Facebooku skrojeni polscy kibice, którzy ze swoją faną jeździli na mecze reprezentacji, a także wspierali amatorską polską drużynę Cork Eagles PFC. W swoim poście stwierdzili, że u irlandzkich kibiców wywołało śmiech i niedowierzanie zachowanie kibiców Legii. Nie mogli oni bowiem zrozumieć, dlaczego Polak Polakowi robi coś takiego.

 

 

Co na to fani warszawskiego zespołu? Wystarczy spojrzeć na pojawiające się komentarze odnoszące się do całego zajścia.

 

– O tym jak jestescie oderwani od rzeczywistości swiadczy fakt ze wieszacie sobie flagi jak chcecie i jeszcze sie dziwicie ze ktos to zabrał – pisze jeden z internautów stając w obronie Legionistów.

 

– chłopcy z Cork nie jedną flagę wczoraj oddali bez walki;) chłopiec w koszulce tęczowej szczególnie źle skończył:D Nie martwcie się, flagą Polskiego fc Cork nie zawiśnie do góry nogami, w przeciwieństwie do innych fantów z tego wyjazdu – stwierdza inny fan Legii. Jego słowa zostały ironicznie określone jako wypowiedź „łaskawcy”.

 

Przedstawiciele opozycji totalnej nadal wyrażają swój sprzeciw wobec zmian w Sądzie Najwyższym. Środowiska te w ostatnich dniach wspiera Lech Wałęsa, robiąc przy tym po raz kolejny sporo zamieszania wokół swojej osoby.  Z jego strony padały w przestrzeni internetowej kontrowersyjne słowa, w związku z którymi głos zabrała również pomorska policja, kiedy były prezydent ostrzegał, że posiada broń i nawet funkcjonariusze policji nie powstrzymają go przy obalaniu obecnej władzy.

 

Ostatecznie na manifestacje totalnej opozycji w Warszawie, Lech Wałęsa udał się jednak bez broni palnej. Jak się okazało, sam nawet narzekał przemawiając na zbyt małą liczbę uczestników protestu. Jego przemowa spotkała się z reakcją internautów oraz stworzeniem memów nawiązujących do jego słów o potrzebie „rozmnażania się”.

 

To jednak nie wszystkie działania jakie postanowił podjąć autorytet totalnej opozycji. Lech Wałęsa wystosował list do znanego wokalisty- Micka Jaggera. Miało to związek z faktem, że w stolicy Polski odbył się w dniu wczorajszym koncert zespołu The Rolling Stones. Dlatego też wcześniej, były prezydent zaapelował do piosenkarza w liście, aby ten zajął stanowisko w temacie zmian w Sądzie Najwyższym.

 

– Chcemy zwrócić waszą uwagę, przypomnieć odważnych ludzi, którzy walczyli o wolność dla całego bloku wschodniego – napisał Lech Wałęsa.

 

W trakcie koncertu Mick Jagger odpowiedział na apel Wałęsy. Zrobił to zwracając się do zgromadzonych fanów w języku polskim.

 

– Jestem za stary, żeby być sędzią, ale na tyle młody, żeby śpiewać – powiedział piosenkarz. Te słowa obchodzącego w lipcu 75. urodziny wokalisty, są dla wielu nawiązaniem do przejścia na emeryturę Małgorzaty Gesdorf.

 

Mick Jagger w swojej wypowiedzi nawiązał także do koncertu The Rolling Stones, który odbył się w Warszawie ponad 50 lat temu.

 

– Byliśmy tu na koncercie w 1967 roku. Mam nadzieję, że trochę się od tego czasu nauczyliście – stwierdził wokalista.

 

Burze w ostatnich godzinach wręcz szaleją nad naszym krajem. Nawałnice doprowadziły już do szkód. Ponad 76 tysięcy odbiorców straciło prąd w swoich domostwach. Tej nocy burze mogą przemieszczać się po Polsce, w związku z czym zalecane jest zgodnie z ostrzeżeniami unikać przemieszczania się na zewnątrz bez zachowania standardowych zasad bezpieczeństwach w przypadku burz.

 

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przekazało informację, że straż pożarna musiała interweniować dziś już około 500 razy. Główne szkody są wynikiem działalności wiatru towarzyszącemu nawałnicom.

 

Problemy z odbiorem prądu najczęściej dotykały mieszkańców województwa wielkopolskiego. Poważne utrudnienia pojawiają się jednak też w woj. lubuskim, pomorskim a także kujawsko-pomorskim. W Toruniu doszło do powalenia drzewa w miejscu skrzyżowania ul. Czerwonej Drogi oraz ul. Odrodzenia. Ponad to, na trasie między Toruniem a Włocławkiem wydarzył się groźny wypadek. Serwis nowosci.com donosi, że przewróciła się tam przyczepa ciężarówki, a miało się to stać na skutek silnego wiatru. W okolicach Mławy natomiast, droga krajowa nr 7 została zablokowana przez konary drzew.

 

Do ciekawego zjawiska doszło nawet w stolicy Polski, gdzie miała miejsce burza piaskowa. Podobne zdarzenie wydarzyło się w Łodzi, gdzie przeszła burza piaskowa, a towarzyszył jej wiatr osiągający prędkość ponad 100 km/h.

 

 

W sieci pojawiają się relacje, ostrzeżenia, zdjęcia oraz nagrania prezentujące jak nawałnice oraz silny wiatr wywołują groźne efekty pogodowe.

 

 

 

Mieszkaniec warszawskiej dzielnicy Praga-Północ zauważył nielegalnie zaparkowany samochód. Gdy podszedł bliżej okazało się, że w pojedzie zaparkowanym na trawniku znajduje się identyfikator wiceburmistrza dzielnicy.

 

 

Samochód został zaparkowany na trawniku w okolicy ulicy Ratuszowej. Mieszkaniec Warszawy, Pan Tomasz widząc kto zaparkował w tak karygodny sposób zrobił zdjęcie i udostępnił na facebooku. „Panie zastępco burmistrza Pragi-Północ! Jeśli parkujesz na trawniku, nie zostawiaj identyfikatora pod przednią szybą! Trawa cierpi!” napisał na portalu społecznościowym Pan Tomasz.

 

Tak arogancka postawa władz rozsierdziła facebookowiczów, którzy wyrażali sprzeciw wobec parkowania w niedozwolonym miejscu przez przedstawiciela władz. Internauci sugerowali, że zostawienie identyfikatora za przednią szybę nie było przypadkiem, tylko celową zagrywką mającą na celu uniknięcia mandatu za parkowanie w niedozwolonym miejscu.

 

 

O komentarz do sprawy został poproszony Urząd Dzielnicy Praga-Północ. Rzecznik dzielnicy, Karol Szyszko wyjaśnia, że wiceburmistrz postąpił prawidłowo, gdyż teren, na którym były zaparkowane samochody stanowił tymczasowe zaplecze obsługujące wydarzenie plenerowego. Wydarzenie odbywało się na skwerze im. Płk. Żurowskiego. „Oczywiście nie jest to rozwiązanie idealne i jesteśmy tego świadomi”- dodaje rzecznik.

 

 

Samochody stanęły w niedozwolonym miejscu ze względu na to, iż docelowy teren parkowania przy ul. Ratuszowej jest obecnie zajęty przez wykonawcę drugiej linii metra. Karol Szyszko ma nadzieję, że był to ostatni taki przypadek, a przy kolejnym takim wydarzeniu dostępny będzie poprzedni parking. „Zgodnie z wytycznymi Zarządu Dzielnicy, zostanie on zagospodarowany na ogólnodostępny parking dla mieszkańców i będzie pełnił również funkcję zaplecza dla imprez/wydarzeń organizowanych na skwerze – podsumowuje.

 

 

Niefortunnym zbiegiem okoliczności jest obecna kampania prowadzona przez przedstawicieli władz w porozumieniu z organizacjami pozarządowymi, której celem jest walka z kierowcami parkującymi na trawnikach. „Zdajemy sobie sprawę, że kierujący chcieliby znaleźć miejsce do zaparkowania najbliżej celu, ale nie może się to odbywać kosztem terenów zieleni. Zieleń jest bowiem dobrem nas wszystkich. (…) Chcemy znaleźć kompromisowe rozwiązanie i liczymy, że w cały proces włączą się warszawiacy – mówi Michał Olszewski, wiceprezydent Warszawy.”

 

 

Źródło: metrowarszawa.gazeta.pl

Tego byśmy się nie spodziewali. Kandydat PO i .Nowoczesnej na prezydenta Warszawy, został zaskoczony pytaniem od zwolennika Komitetu Obrony Demokracji. Co jeszcze lepsze, oburzył się na to pytanie! Wszystko nagrała kamera.

 

Rafał Trzaskowski kontynuuje cykl spotkań z mieszkańcami Warszawy. Wczoraj odwiedził Pragę, gdzie przy ul. Wiatracznej wysłuchiwał pomysłów na stolicę, podsuwanych przez Warszawiaków.

 

„Umówiłem się z nim przy Supersamie, potem muszę pojechać na Dworzec Południowy, potem muszę zajrzeć do szklaniaka, a potem kończę w „Domu Pod Sedesami”. Mógłby pan podpowiedzieć, jak tam trafić?” – spytał nieoczekiwanie zwolennik KOD.

 

„Odpowiem panu, bo widzę, że pan chce mi tutaj robić konkursik. Otóż nie będę z panem robił konkursiku” – odpowiedział wyraźnie poirytowany Trzaskowski.

 

„Chciałem panu zadać pytanie, przy pełnej mojej życzliwości, słowo daję” – deklarował zwolennik KOD, zdziwiony sytuacją.

 

„Niestety nie zostałem zrozumiany, ale cóż, nie zawsze wychodzi tak, jak chciałbym, aby wyszło. W zasadzie wygląda na to, że czas, abym skończył tę rozmowę, bo zostałem dziwnie potraktowany. Facet wyglądał mi na takiego, który ma poczucie humoru, natomiast nie ma” – mówił chwilę później do kamery mężczyzna.

 

Nagranie można zobaczyć tutaj.

Patryk Jaki, kandydat na prezydenta miasta stołecznego Warszawy na dzisiejszej konferencji prasowej podzielił się dwoma pomysłami na usprawnienie relacji na linii obywatel-urzędnik. Zwłaszcza, że zmiana z pewnością byłaby korzystna dla pracujących mieszkańców miasta.

 

„Jeżeli chodzi o szeregowych urzędników, to nie muszą się niczego bać. Jedyne, co im grozi, jak Patryk Jaki przyjdzie do urzędu, to awans. Do tej pory było tak, że jeżeli nie miało się układów w różnych urzędach dzielnic czy urzędzie miasta, to nie można było awansować. My to zmienimy. Moje pierwsze 10 decyzji personalnych to będą decyzje dot. Awansów z wewnątrz. Chcę pokazać, że jeżeli ktoś uczciwie i ciężko pracuje, nie będzie miał problemów w Warszawie, dot. Takich spraw politycznych. Zmiany mogą nastąpić, ale na stanowiskach kierowniczych, natomiast niżej nikt nie powinien się bać. Jedyne, co im grozi, to awans” – mówił Patryk Jaki na konferencji. 

 

Chciałbym zaproponować zmianę filozofii w myśleniu o pracy urzędników, Urzędu Miasta. Chciałbym powiedzieć, że jestem przekonany, że Urząd Miasta inaczej, lepiej niż do tej pory, odwrócony przodem do obywatela, a nie tyłem. Dlatego chciałbym zadeklarować bardzo konkretnie, że jeżeli zostanę prezydentem Warszawy, to urząd miasta będzie funkcjonował inaczej. Będzie przyjazny dla obywatela” – zapowiedział Patryk Jaki.

„Trzy konkrety: wprowadzimy wizyty domowe dla mieszkańców najstarszych i osób niepełnosprawnych, wizyty domowe urzędników. W tej chwili funkcjonuje to słabo i dotyczy tylko dowodów osobistych. My będziemy chcieli rozszerzyć ten program w taki sposób, trzeba go zmienić całkowicie, aby wszystkie podstawowe sprawy, np. dla osób, które są uwięzione w domu, będzie można załatwiać poprzez przyjazd urzędnika do danej osoby do domu. Właśnie dlatego, że urzędy to ma być służba dla ludzi, a nie na odwrót” – podkreślał.

 

„Druga kwestia – pamiętajmy, Warszawa jest miastem specyficznym. Tutaj ludzie pracują bardzo długo, ciężko po to, żeby spłacać swoje kredyty, żeby poprawiać jakość swojego życia, dlatego urzędy muszą się dostosować do systemu pracy warszawiaków. W związku z powyższym chciałbym zadeklarować, że urzędy będą czynne dłużej i będą otwarte dla warszawiaków. W tej chwili tylko w jeden dzień jest czynny urząd do 18:00, tak to generalnie są czynne do 16:00. To za mało, warszawiacy tak nie pracują. Urząd powinien być dla mieszkańców, dlatego proponujemy, że w dwa dni w tygodniu, zawsze w te same dni, tak żeby każdy warszawiak wiedział, urzędy będą czynne do 20:00, aby każdy mógł załatwić swoje podstawowe sprawy” – zapowiadał.

 

„Numer trzy – asystenci klienta w urzędach, w podstawowych wydziałach obsługi obywateli. Dzisiaj jest często tak, że warszawiak, jeżeli przychodzi do urzędu, to często nie wie, do którego miejsca ma się udać, nie wie, gdzie może załatwić swoją sprawę, pobrać formularz, dlatego chcemy wprowadzić na każdą salę takiego asystenta, który będzie miał za zadanie sam podejść do mieszkańca stolicy i powiedzieć: tu pan może załatwić to, tutaj to, tutaj tyle, tu pomogę załatwić sprawę. W ten sposób chcemy pokazać, że urząd miasta może być otwarty dla obywatela, że może funkcjonować inaczej. Chcemy zmienić filozofię w myśleniu o funkcjonowaniu urzędów miasta. Ma być przyjazny, służyć obywatelom. Jestem przekonany, że możemy to zmienić” – mówił Patryk Jaki na konferencji. 

Wyścig po fotel prezydenta Warszawy wystartował z mocnym przytupem. Kandydaci Rafał Trzaskowski (Platforma Obywatelska) oraz Patryk Jaki (Prawo i Sprawiedliwość) udowadniają swoją aktywnością na portalach społecznościowych oraz odpowiadaniem na swoje materiały, że walka o władze w stolicy pełna będzie emocji. Komentarze wywołał też spot szefa komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji posła i kandydata Patryka Jakiego…

 

Najpierw Rafał Trzaskowski w swoim filmie zaatakował Patryka Jakiego, zarzucając mu iż nie zna problemów z jakimi spotyka się Warszawa. Patryk Jaki mieszka w stolicy jednak już od ok. 10 lat, a w internecie wciąż znaleźć można materiały, w których Trzaskowski deklaruje się jako człowiek związany z Krakowem. Również jednak Patryk Jaki zaliczył dość poważną wpadkę w swoim spocie wyborczym.

 

– Nie można dzielić warszawiaków. Nie ma znaczenia skąd pochodzisz. Warszawa jest miastem otwartym dla wszystkich. Prezydent Warszawy nie może nikogo wykluczać. Chcemy wolnej i przyjaznej dla wszystkich stolicy – stwierdził przy publikacji filmu Jaki.

 

W samym spocie obecna jest krytyka wobec kontrkandydata. Rafała Trzaskowskiego określa się „Kandydatem Hanny Gronkiewicz-Waltz”. W zamyśle, na nagraniu pokazana miała zostać również warszawska Praga. Omyłkowo pojawia się jednak… stolica Czech. Tym sposobem, dano kolejny argument zwolennikom Platformy Obywatelskiej do krytyki oraz zarzucania Patrykowi Jakiemu braku związku ze stolicą.