Niepokojące doniesienia docierają ze stolicy Polski. Doszło tam do dwóch ataków, w tym jednego na terenie plebanii przy znajdującym się na Muranowie kościele. Na Mokotowie zaatakował zaś nożownik, zatrzymany później na pod jednym z hoteli.

 

Najpierw do ataku doszło w plebanii przy kościele św. Augustyna, gdzie sprawca zaatakował mężczyznę, który okazał się być ojcem jednego z księży archidiecezji. Przyszedł on w celu wyspowiadania się. Po ataku przeprowadzono akcję reanimacyjną i przetransportowano napadniętego do szpitala, jednak nie udało się uratować życia ofierze. Zaatakowany został również miejscowy ksiądz, który zauważywszy co się dzieje ruszył na ratunek. W tym przypadku sprawca napaści miał nie posługiwać się nożem. Kiedy został obezwładniony przez przybyłych kilka minut później funkcjonariuszy policji, stracił przytomność, w związku z czym także został przewieziony do szpitala, gdzie przebywa pod nadzorem policji.

 

Polećmy Bogu zmarłego w wyniku dzisiejszej napaści w przedsionku domu parafialnego przy kościele św. Augustyna w Warszawie – napisał na Twitterze rzecznik rzecznik Archidiecezji Warszawskiej ks. Przemysław Śliwiński.

 

Do kolejnego ataku doszło na Mokotowie, gdzie zamaskowany nożownik zaatakował 40-latka przy ul. Sobieskiego, zadając mu kilka ciosów ostrym narzędziem. Pomimo reanimacji, ofiary ataku nie udało się uratować i mężczyzna zmarł na miejscu.

 

Sprawca w tym przypadku, po dokonaniu zbrodni porzucił torbę oraz nóż i zaczął uciekać. Chwilę później policji udało się go złapać  w okolicach znajdującego się niedaleko hotelu.

 

Policja nie wiąże ze sobą obydwu zdarzeń. Śledczy badają jednak okoliczności obydwu ataków, które poskutkowały dzisiejszego wieczoru śmiercią dwóch osób.

 

 

Źródło: rmf24.pl ; tvp.info

 

MB

 

 

Z okazji wczorajszego Dnia Kobiet, Warszawski Strajk Kobiet zorganizował na stołecznym Rondzie Dmowskiego akcję „Disco Przeciw Nienawiści”. Jaki był cel tego protestu i dlaczego wybrano to miejsce? Cała demonstracja odbyła się w celu zmiany nazwy ronda na… rondo Praw Kobiet.

 

Mimo iż w manifestacji wzięło udział ok. 300 osób, zablokowała ona centrum stolicy w godzinach 17.00-19.30. Jak podała stacja TVN Warszawa, w tym czasie wszystkie dojazdy do ronda Dmowskiego zostały zamknięte dla ruchu, aleje Jerozolimskie były zamknięte na odcinku od ronda de Gaulle’a do ulicy Chałubińskiego, a Marszałkowska od placu Konstytucji do ulicy Królewskiej. Jak mówił jeden z dziennikarzy, był to naprawdę duży paraliż komunikacyjny.

 

Nie zabrakło również tysięcy komentarzy internautów nie kryjących oburzenia zgodą prezydenta miasta Rafała Trzaskowskiego na demonstrację.

 

 

 

Źródło: dorzeczy.pl
Fot.: Twitter; PAP/Paweł Supernak
EM

Eksperci od bezpieczeństwa i zwalczania przestępczości zorganizowanej zwracają uwagę, że w Polsce mocno zakorzenił się proceder rekrutacji swoich „żołnierzy” przez mafie wśród chuliganów ze środowiska pseudokibiców lub też dochodzi do przeobrażania się chuligańskich bojówek w zorganizowane grupy przestępcze. Potwierdza to niedawne zatrzymanie jakiego dokonano w stolicy. O sprawie poinformował portal tvp.info.

 

Mowa tutaj o zatrzymaniu jednego z wysoko postawionych niegdyś w kibolskiej bojówce ludzi, który z czasem wyrósł na groźnego gangstera funkcjonującego w mafijnym półświatku na terenie naszego kraju. Akcja została przeprowadzona przez funkcjonariuszy odpowiedzialnych za rozpracowywanie grup pseudokibiców na Mazowszu, czyli tzw. stołeczny wydział do zwalczania przestępczości pseudokibiców.

 

Osobą, na której głównie skupia się uwaga przy opisywanej sprawie, to 39-letni Marcin B. ps. Bina vel „Gruby”. Był on jednym ze szczególnie szanowanych bojówkarzy w środowisku chuliganów klubu Legia Warszawa. Jego wysoka pozycja w bojówce „Teddy Boys 95” pozwoliła mu mocno zaangażować się w świat przestępczy. Z czasem stał się ważnym człowiekiem w słynnym już w świecie przestępczym gangu „Szkatuły”. Uważany jest nawet za jednego z tzw. „kapitanów” w tej grupie przestępczej, która określana jest jako jeden z najgroźniejszych warszawskich gangów, mającego ogromne wpływy w stolicy, uzyskane poprzez szeroki zakres lokali i firm, od których przestępcy ściągali haracze. O tym jak rozwinął się w mafijnej karierze Marcin B., świadczą też okoliczności jego zatrzymania.

 

Mężczyzna został zatrzymany w swoim mieszkaniu, wraz ze swym kompanem, który również nazywa się Marcin B i ma 44 lata. Podczas akcji policji, był on akurat gościem u „Biny”. W mieszkaniu znaleziono prawie pół kilograma marihuany, a także 185 gramów kokainy. Łączna wartość tej ilości narkotyków wyceniana jest na około 100 tysięcy złotych.

 

Po rewizji mieszkania znanego chuligana, a zarazem gangstera, funkcjonariusze udali się do trzech lokali, które należą do jego 44-letniego kolegi zatrzymanego wraz z nim. W nich znaleziono w sumie 750 gramów kokainy, ale także broń palną oraz 117 sztuk amunicji.

 

W warszawskiej Prokuraturze Okręgowej, obu przestępcom postawiono zarzut „przygotowania do wprowadzenia do obiegu znacznej ilości środków odurzających”. 44-latek odpowie dodatkowo za nielegalne posiadanie broni. Zatrzymani trafili do aresztu.

 

W pomyślnym rozbiciu gangu w dużej mierze pomogły policji zapewne zeznania jednego ze skruszonych bojówkarzy z „Teddy Boys 95”. Marek H. ps. „Hanior”, który niegdyś również zajmował się przestępczą działalnością i był mocno zaangażowany w środowisku chuliganów warszawskiej Legii, zeznał iż to właśnie „Bina” pomógł mu rozwinąć karierę gangstera.

 

„Hanior” był niegdyś jednym z założycieli grupy „Turyści 97” wśród fanów warszawskiego klubu, jednak grupa ta została wchłonięta przez „Teddy Boys 95”, gdzie również Marek H. aktywnie działał. Teraz jest on jednak znienawidzony przez wielu sympatyzujących z Legią, zw. na pójście na współpracę z policją i zeznawanie przeciwko dawnym kolegom. Na trybunach Legii niejednokrotnie wywieszano flagę z podobizną „Haniora”, a także tworzono takowe vlepki, mające być szykaną wymierzoną w jego stronę.

 

Nie jest to pierwsza sytuacja, kiedy ludzie angażujący się w grupy pseudokibiców przenikają do przestępczego świata. Podobne sytuacje opisywaliśmy w poniższych artykułach:

Ogromna akcja służb! Gangsterów pogrążyli bojówkarze Ruchu Chorzów

Kibole porywali dla okupu. Jeden z nich zapłacił za to życiem!

 

Źródło: tvp.info ; wp.pl

Fot.: Facebook/@atp997

 

MB

 

Sytuacja miała miejsce 28 stycznia na warszawskiej Białołęce, a dokładniej w lokalu znanej sieci KFC przy ul. Modlińskiej. Było niedługo przed północą, a lokal miał być zaraz zamykany, kiedy jeden z klientów wszczął awanturę z pracującym tam personelem.

 

Nie jest wiadome co kierowało mężczyzną i wywołało u niego taką furię. Doprowadziło to jednak do przepychanki z pracownikami. Dodatkowo agresor zniszczył drzwi w lokalu, kiedy był wyprowadzany przez obsługę. Szkoda ta została wyceniona przez KFC na 5 tysięcy złotych.

 

Sprawca szamotaniny został nagrany przez kamery monitoringu.

 

W toku wykonanych czynności policjanci zabezpieczyli zapis z kamery monitoringu i na jego podstawie uzyskali rysopis tego mężczyzny – wyjaśniła Paulina Onyszko z VI Komendy Rejonowej Policji w Warszawie.

 

Stołeczna policja zdecydowała się na upublicznienie wizerunku człowieka odpowiedzialnego za awanturę. Osoby mogące rozpoznawać podejrzanego proszone są o kontakt z policją.

 

Poniżej prezentujemy nagranie zarejestrowane przez monitoring w restauracji KFC.

 

 

 

Źródło: se.pl ; nczas.com ; policja.waw.pl

 

MB

 

 

W czasie meczu Legia Warszawa – Miedź Legnica (2:0) kibice gospodarzy wywiesili transparent sprzeciwiający się kontrowersyjnej deklaracji LGBT+ Rafała Trzaskowskiego.


„Warszawa wolna od pedalstwa” – taką treść można było przeczytać transparencie. Obok niego pojawił się przekreślony napis „LGBT”.

Decyzja prezydenta miasta o podpisaniu deklaracji LGBT+ w ostatnich dniach wywołała sporo kontrowersji. Jak zapewnia Trzaskowski, karta ta ma za zadanie chronić osoby o odmiennej orientacji seksualnej.

Prezydent Warszawy kilka dni temu wydał specjalne oświadczenie w tej sprawie. „Mieszanie i mylenie kwestii tożsamości seksualnej i łączenie jej z pedofilią jest skandaliczne i niedopuszczalne” – napisał. Dodał również, że Warszawa nie planuje wprowadzać edukacji seksualnej w żłobkach i przedszkolach, choć deklaracja LGBT+ zakłada ten fakt.

Źródło: sportowefakty.wp.pl
Fot.: Newspix / Piotr Kucza
EM

Jak podaje „Nasz Dziennik”, władze Warszawy zdecydowały się podjąć kroki w kierunku ograniczenia lekcji religii w szkołach. Chcą oni zlikwidować przymusowe okienka, z których korzysta młodzież nieuczestnicząca w katechezie dwa razy w tygodniu.

 

Jak informuje tygodnik, warszawska radna Agata Diduszko-Zyglewska w interpelacji domaga się zmiany organizacji katechezy. Jak twierdzi, będzie to idealnym rozwiązaniem problemu w postaci przepełnienia szkół związanego z przygotowaniem na przyjęcie tzw. podwójnego rocznika.

 

– Warszawa zwróci się do dyrektorów szkół, aby tworząc plany tygodniowych zajęć w przyszłym roku szkolnym, zwracali uwagę na umieszczenie zajęć nieobowiązkowych >>po<< lub >>przed<< zajęciami obowiązkowymi. – pisze wiceprezydent stolicy Renata Kaznowska, a następnie przedstawia plan zredukowania lekcji religii do jednej godziny tygodniowo – pisze gazeta.

 

– Dyrektorzy poinformowani zostaną też, że w przypadku trudnych warunków organizacyjnych i lokalowych w szkołach ponadpodstawowych mają możliwość zwrócenia się do kurii obu warszawskich diecezji o wyrażenie zgody na realizację lekcji religii w mniejszym tygodniowym wymiarze godzin – informuje Kaznowska.

 

Jak pisze „ND”, władze stolicy twierdzą także, że symbole religijne powinny być wieszane jedynie w miejscach realizacji zajęć katechezy.

 

Proponowane zmiany nie spodobały się niektórym samorządowcom. – To oburzające – mówi dziennikowi Patryk Górski, warszawski radny z ramienia PiS. Nie podoba mu się, że na walkę z mową nienawiści są pieniądze, a na katechezę już nie. Rozmówca dziennika zapowiada, że niezwłocznie złoży w tej sprawie interpelację.

 

Źródło: fakt.pl
Fot.: pixabay.com
EM

Niepokojące doniesienia ze stolicy. Na Dworcu Wileńskim doszło do niebezpiecznych scen. Policja poszukuje mężczyzny, który dopuścił się tam nożowniczego ataku. O sytuacji poinformowało radio RMF FM.

 

Funkcjonariusze przybyli na miejsce po tym, jak otrzymali zgłoszenie, że na terenie dworca znajduje się ranny człowiek, który leży na jednym z peronów po ataku na jego życie. Była to osoba, której zadano ranę kłutą szyi.

 

Nagrania z kamer znajdującego się na dworcu monitoringu zostały zabezpieczone w celu szybszego ujęcia sprawcy napaści.

 

Według ustaleń RMF FM, policjanci w trakcie akcji zdecydowali się na użycie broni. Nastąpiło to, gdy zauważyli oni uciekającego mężczyznę, który jednak nie chciał się zatrzymać. Wtedy właśnie padły strzały ostrzegawcze. Uciekającego człowieka udało się schwytać, jednak okazało się, że nie miał on najprawdopodobniej związku z brutalnym atakiem na Dworcu Wileńskim.

 

Policja kontynuuje poszukiwania nożownika.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: fshoq.com

 

MB

 

Znany publicysta nie szczędzi słów. Rafał Ziemkiewicz postanowił dosadnie podsumować temat relacji polsko-izraelskich.

 

 

 

„Najgorsze w tym wszystkim, że człowiek nawet nie może w odpowiedzi znienawidzić Żydów, bo przecież wie, że tym sk**synom właśnie o to chodzi ?
I dalej: „Mówiąc o sk***synach nie mam oczywiście na myśli narodu ani państwa tylko sk***synów”.

 

Źródło: nczas.com
Fot.: Wikipedia
EM

Dwa lata pracy studentów z Wydziału Samochodów oraz Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej przyczyniła się jakiś czas temu do powstania innowacyjnej maszyny, która stała się teraz prawdziwym hitem w stolicy nie tylko wśród studentów. Twórcy automatu z kebabami zapowiadają rozpoczęcie ekspansji produktu. O sprawie donosi portal warszawa.naszemiasto.pl.

 

Co ciekawe po zamontowaniu pierwszego automatu, na uczelnię zaczęli przybywać mieszkańcy Warszawy właśnie po to, aby spróbować kebaba z takowego wynalazku. Po pojawieniu się jesienią 2017 roku pierwszej takiej maszyny, zapowiedziana została przez firmę Kebs&Go ekspansję produktu. Teraz ma ona się rozpocząć.

 

– Kiedy w listopadzie 2017 roku pierwsza maszyna pojawiła się na Politechnice Warszawskiej, reakcja rynku przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Klienci niemal natychmiast przyjęli to rozwiązanie, jakby to było coś najnormalniejszego w świecie, a głośna kampania w mediach mainstreamowych spowodowała, że nie tylko w Polsce, ale również poza nią zrodziła się niejako moda na automaty sprzedające ciepłe posiłki – wyjaśnia w rozmowie z warszawa.naszemiasto.pl Szymon Skrzypiec, który odegrał główną rolę przy powstawaniu projektu.

 

Koordynator przedsięwzięcia przyznaje też, że oczekiwania wobec firmy były spore, jednak wszystko ma iść zgodnie z przyjętym planem.

 

– Dziś, kiedy kilka maszyn rozlokowanych w różnych miejscach Warszawy od kilku miesięcy niezawodnie obsługuje tysiące zadowolonych klientów, możemy powiedzieć, że jesteśmy gotowi. Już w najbliższym czasie na rynku pojawi się kolejnych pięć maszyn, co stanowić ma pierwszy krok na zaplanowanej przez nas drodze ekspansji konceptu – wyjaśnił cytowany przez warszawa.naszemiasto.pl Szymon Skrzypiec.

 

Warto też podkreślić, że zgodnie z jego zapowiedzią, kolejne takie maszyny będą na wyższym standardzie niż wersja prototypowa.

 

– W wersji prototypowej, można było zamówić tylko jedną kanapkę, a kolejny klient mógł dokonać zakupu dopiero wtedy, gdy wcześniejszy odebrał już swój produkt. Skutkowało to dużymi kolejkami przy automacie, gdyż proces od rozpoczęcia zamówienia do odebrania kanapki trwał około 4 minuty. Wyciągnęliśmy z tego wnioski i w tym momencie poprawione zostały parametry grzania oraz można zamawiać kanapki w kolejce, dzięki czemu kolejne kanapki są gotowe co 1,5 minuty – dodał Skrzypiec.

 

 

Źródło: warszawa.naszemiasto.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB