Jak podaje tvp.info, w węgierskiej ustawie, której projekt przedłożył minister sprawiedliwości Laszlo Trocsanyi, zapisano, że prawo do ochrony życia prywatnego można ograniczać tylko w celu korzystania z innych podstawowych praw lub ochrony konstytucyjnych wartości.

W ustawie za część prawa do uszanowania życia prywatnego uznano ochronę imienia, danych osobowych, tajemnicy prywatnej, wizerunku i nagrań dźwiękowych oraz honoru i dobrego imienia.

Ustawa stanowi również, że każdy ma prawo do spokoju w domu, a złamaniem tego prawa jest m.in. wtargnięcie do niego lub inna bezprawna ingerencja odbywająca się w sposób obraźliwy albo dokuczliwy. Załączono w niej, że każdy człowiek ma prawo do poszanowania jego życia prywatnego i rodzinnego.

Nowe prawo stanowi, że osobistości oficjalne są uprawnione do takiej samej ochrony, co osoby prywatne, ale tylko poza dyskusjami dotyczącymi spraw publicznych. Jak pisze tvp.info: „Działania tych osobistości w życiu prywatnym lub informacje na ten temat nie powinny być udostępniane publicznie”.

Po długiej 8-godzinnej debacie, Kneset przegłosował kontrowersyjne nacjonalistyczne prawo. Przeciw przyjęciu ustawy głosowało 55 izraelskich parlamentarzystów, a 62 zagłosowało za przyjęciem ustawy.

 

Wprowadzone zapisy prawne uderzają w ludność palestyńską. Ich treść mówi, że Izrael jest „państwem narodu żydowskiego”, a „zjednoczona Jerozolima jest stolicą państwa”. Jak widać władze Izraela idą kolejny krok dalej w zawłaszczaniu palestyńskich ziem.

 

To jednak nie wszystko. W treści tej kontrowersyjnej ustawy pojawia się również zapis, zgodnie z którym „rozwój osadnictwa żydowskiego leży w narodowym interesie”. Według nowego prawa język hebrajski ma być jedynym uznawanym za urzędowy w tym państwie. Dotychczas również arabski był uznawany za takowy.

 

Nawet izraelskie media nazywają tą ustawę kontrowersyjną, relacjonując 8-godzinną burzliwą debatę jaka miała miejsce przed głosowaniem. Lokalna opozycja mocno krytykowała rządzących i składała poprawki do zapisów ustawy.

 

– Uchwaliliście prawo apartheidu, rasistowskie prawo. Dlaczego boisz się języka arabskiego – można było usłyszeć wśród krzyków skierowanych do izraelskiego szefa rządu przez arabskich parlamentarzystów po przeprowadzaniu głosowania.

 

Benjamin Netananjahu natomiast, nazwał Izrael „jedyną demokracją na Bliskim Wschodzie”.

 

– To jest decydujący moment w historii państwa Izrael – mówił premier Netanjahu, nie kryjąc zadowolenia z przegłosowanych zmian.

 

Agencja AFP zauważa, że nowe przepisy wchodzą w życie pomimo tego, że Palestyńczycy już i tak od lat mocno skarżą się na swoją sytuację. Mają oni gorszy dostęp do służby zdrowia, edukacji czy też mieszkań. Są oni traktowani jako ludzie gorszej kategorii przez okupujący te palestyńskie ziemie Izrael.

 

Pod koniec zeszłego roku, Jerozolimę za stolicę państwa Izrael uznał prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Wywołało to zamieszki i protesty Palestyńczyków. Takiej samej decyzji nie podjęła jednak zdecydowana większość państw na świecie.

 

 

W zeszłym tygodniu Sejm przegłosował poprawkę wprowadzoną do nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Zrezygnowano z zapisów mówiących o możliwości stosowania środków karnych polegających na pozbawieniu wolności oraz grzywny wobec osób przypisujących narodowi współsprawstwo w zbrodniach nazistowskich Niemiec. Argumentowano to faktem, że i tak były one trudne do egzekwowania a powodowały pogorszenie relacji dyplomatycznych nie tylko z Izraelem, ale również z USA. Nadal jednak państwo zachowuje środki cywilno-prawne mogące posłużyć do dochodzenia prawdy oraz rozliczania ludzi szerzących kłamstwa na temat polskiej historii. Nowelizacja ustawy o IPN określa również jednoznacznie rzeź wołyńską ludobójstwem i penalizuje banderyzm.

 

Po uchwaleniu nowelizacji, premierzy Polski i Izraela wystosowali wspólne oświadczenie. Przy jego okazji, Benjamin Netanyahu przyznał, iż antysemityzm stoi na równi z antypolonizmem, a przypisywanie Polakom odpowiedzialności za tworzenie obozów zagłady jest czymś niesprawiedliwym oraz umniejszającym odpowiedzialności prawdziwych sprawców- Niemców. Deklaracja premierów Morawieckiego i Netanyahu oraz polska nowelizacja ustawy o IPN nadal jednak wywołuje sporo kontrowersji, a z krytyką spotyka się zarówno władza w Tel Awiwie, jak i w Warszawie. O uspokojenie napięć w relacjach polsko-izraelskich mocno apelować miały Stany Zjednoczone nawołując do pokojowego zakończenia rozmów obydwu stron.

 

W Izraelu krytycznie do oświadczenia oraz finału rozmów na linii polsko-izraelskiej odniosła się tamtejsza lewicowa opozycja. Netanyahu został skrytykowany dość szybko ow izraelskich mediach kojarzonych ze środowiskiem lewicowym. Premierowi Izraela zarzucano tam zbytnią uległość wobec Polaków. Okazało się jednak, że także część izraelskich środowisk prawicowych ocenia tą sytuację krytycznie traktując deklarację wygłoszoną przez Benjamina Netanyahu wspólnie z Mateuszem Morawieckim niejako jako zdradę.

 

W Polsce także nadal słychać głosy krytyczne wobec polskiego rządu. „Totalna opozycja” atakowała premiera Morawieckiego m.in. za podtrzymanie zapisów dotyczących ukraińskiego nacjonalizmu. Część przedstawicieli prawicy skrytykowało natomiast szefa polskiego rządu, uznając zmiany w nowelizacji za uległość względem Izraela.

 

Teraz negatywnie o uchwalonej nowelizacji oraz oświadczeniu premiera Mateusza Morawieckiego oraz Benjamina Netanyahu wypowiedział się Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Yad Vashem. Jego przedstawiciele uważają, że pomimo wprowadzonej poprawki, w ich mniemaniu nowelizacja ustawy o IPN nadal jest „walką przeciwko historykom i innym badaczom Holokaustu”.

 

W tej sprawie instytut opublikował specjalne oświadczenie. Wspólna deklaracja premierów Polski i Izraela określona jest w jego treści jako zawierająca „wysoce problematyczne sformułowania, które przeczą wiedzy historycznej w tej dziedzinie.

 

Cały tekst oświadczenia Instytutu Yad Vashem znajduje się poniżej.

 

 

 

 

Jak uczy historia, czas wielkich klęsk zawsze budzi ogólnonarodową refleksję. Nie ważne czy są one tylko klęskami sportowymi, jak miało to miejsce na piłkarskim mundialu, czy dotyczą one jedynie sfery artystycznej – vide ostatni konkurs Eurowizji, czy też związane są z poważnymi poczynaniami, jak choćby z tymi politycznymi na arenie międzynarodowej. Każdy wymiar publicznego upadku, na ogół uważnie obserwowany przez nie zawsze przychylnych nam przecież sąsiadów, powoduje w nas naturalną frustrację, ale niemal równocześnie potrzebę zdefiniowania przyczyn zaistniałej sytuacji. O ile jednak sprawy boiskowe czy estradowe nie mają w dłuższej perspektywie wartego odnotowania wpływu na geopolityczną pozycję naszej ojczyzny, o tyle potknięcia na płaszczyźnie relacji międzypaństwowych mogą mieć w tym ujęciu bardzo poważne konsekwencje.

 

Niestety okres ostatnich miesięcy to pasmo kilku naprawdę dotkliwych porażek ekipy rządzącej, których bagatelizowanie z punktu widzenia polskiej racji stanu może prowadzić do dalszego spustoszenia, nie tylko na odcinku wizerunku państwa, ale przede wszystkim w obszarze jego już znacząco nadwątlonej suwerenności. Przewrotnie zaczęło się dość optymistycznie – uchwaleniem na przełomie stycznia i lutego 2018 roku długo wyczekiwanej, choć jak się później okazało nie do końca przygotowanej, noweli ustawy o IPN. Co ciekawe, przy jej wielomiesięcznym konsultowaniu najbardziej obawiano się reakcji państwa, którego moc sprawcza – delikatnie pisząc – jest co najmniej dalece nieprzekonująca, żeby nie napisać – żadna. W rozważaniach natomiast kompletnie pominięto – celowo lub przez zaniechanie – możliwą reakcję naszego głównego tzw. “strategicznego sojusznika”, na którego politykę od wielu dekad przemożny wpływ posiada lobby pewnego stosunkowo młodego, acz liczącego się – i to nie tylko na Bliskim Wschodzie –  kraju.

 

Zanim prezydent podpisał rzeczoną nowelizację, w wielu miejscach świata doszło do dywanowych wręcz ataków medialnych na Polskę przeprowadzonych z inspiracji wspomnianych środowisk. Przedstawiciele obozu obecnie rządzącego w kraju nad Wisłą zdawali się być całkowicie zaskoczeni takim obrotem sprawy, a zaskoczenie w polityce, jak powszechnie wiadomo, to rzecz niewybaczalna, a porównać ją można na przykład do braku przygotowania kondycyjnego wśród piłkarzy na mundialu lub wokalnego w gronie festiwalowych wykonawców.

 

I tak oto, raptem w ciągu kilku tygodni niespecjalnie zorientowany w temacie politycznych mistyfikacji polski wyborca zobaczył obraz, który był przed nim umiejętnie skrywany co najmniej od roku 1989. Okazało się bowiem, że w trybie ekspresowym pod pręgierzem zmanipulowanej przez potężne koncerny medialne międzynarodowej opinii publicznej znalazła się Polska – jako kraj rzekomo współodpowiedzialny za holokaust. Wielu z nas zadawało sobie wówczas pytanie – jak to możliwe?

 

Większość zdziwionych stanowili jednak ludzie żyjący od wielu lat w błogim przeświadczeniu, że u boku Wuja Sama i wśród potomków przyjaciół uratowanych z czasów wojennej zagłady, nic złego Polakom przydarzyć się nie może. Jakiż musiał być kolejny etap zdziwienia, kiedy wybrany skądinąd głosami Polonii zza oceanu, nowy energiczny pierwszy Żandarm świata, bez zająknięcia, podpisał kontrowersyjną ustawę Just Act 447 otwierającą de facto drogę do wielomiliardowych roszczeni pewnej grupy sprytnych interesantów. Na tyle sprytnych, że żądających w majestacie prawa stanowionego przez siebie, zwrotu mienia bezspadkowego m.in. po niegdysiejszych obywatelach Rzeczypospolitej.

 

Tymczasem presja wpływowych środowisk narastała. Nie potrafili się tej presji niestety w żaden trwały sposób – pomimo nieustannie deklarowanych szumnych zapowiedzi – przeciwstawić przedstawiciele tzw. “zjednoczonej prawicy”. Nie mogli lub nie umieli tego skutecznie uczynić z wielu powodów. W końcu pod naciskiem obcych mocarstw, wbrew większości polskich obywateli i przy akompaniamencie zagranicznych mediów, nastąpiła w zasadzie bezwarunkowa kapitulacja w kwestii ustawy o IPN. To znaczy pewnie jakieś warunki były, ale stawiali je jak najczęściej bywa w prawdziwej polityce silniejsi – a w tym gronie kolejny raz nie było Polski. Czaru goryczy dopełnił urągający wszelkim normom cywilizowanego parlamentaryzmu ekspresowy tryb procedowania zmian w ustawie o IPN w aranżacji rodem z czasów XVIII wiecznego Sejmu niemego.

 

Patrząc na te poniżające nasz naród wydarzenia, których haniebnym ukoronowaniem był wspomniany dzień 27 czerwca 2018 roku, naszła mnie pewna paradoksalna refleksja. Oto najgorszy w tym przypadku dla Polski nie jest wcale sam fakt uległości tej czy innej partii w gruncie rzeczy wspierającej – w mniejszym lub większym stopniu, oficjalnie lub pokątnie – obce interesy. Największą obecnie tragedią w wymiarze politycznym dla milionów uczciwych Polaków jest brak realnej alternatywy wyboru wobec tych niegodnych, a trwających kolejne kadencje rządów. Polacy zamiast wybierać przedstawicieli, którzy zadbaliby o ich własny narodowy interes, w zasadzie skazani są od czasów okrągłostołowego rozdania głosować na przysłowiowe „mniejsze zło”. A z mniejszego zła, jak wiadomo, nigdy nie będzie większego dobra.

 

Dlatego tak ważną obecnie potrzebą – już nie tyle chwili, co polskiej racji stanu – wydaje się wskrzeszenie w nowym wymiarze organizacyjnym idei Narodowej Demokracji. Odbudowa zdrowej polskiej endecji, która będzie skupiać szerokie środowisko ludzi myślących samodzielnie, a przede wszystkim myślących po polsku i o Polsce, dla których pierwszą i jedyną stolicą pozostanie Warszawa, dla których euro nie oznacza złoty, imigracja nie równa się repatriacji, rozdawnictwo nie jest synonimem pracy, poddaństwo nie jest naturalną formą sojuszu, a serwilizm to nie to samo co pragmatyzm.

 

Apeluję w tym miejscu do wszystkich dobrze życzących Polsce, a w szczególności do liderów szeroko rozumianego środowiska narodowego, do wybitnych publicystów, którzy od lat propagują w swoich świetnych książkach i błyskotliwych felietonach endecką myśl polityczno-społeczną, apeluję do znamienitych ludzi nauki i kultury, którym nie jest obojętny los kraju, piszę do niezależnych przedsiębiorców, ale też do działaczy związkowych, daję to pod rozwagę naszej wspaniałej młodzieży szkolnej i akademickiej.

 

Drodzy Rodacy, może najwyższa pora w 100-lecie odzyskania niepodległości pochować choć trochę swoje własne ambicje lub odstawić osobiste swary dla dobra narodowej sprawy i na początek usiąść przy wspólnym stole obrad – niekoniecznie okrągłym, ale na pewno patriotycznym – aby z pomocą Bożą dać być może początek nowej Narodowej Demokracji?

 

Wiele dyskusji i kontrowersji wywołały wczorajsze wydarzenia w polskim Parlamencie. Dokonano bowiem korekty w nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, co udało się też przegłosować. Jak się okazuje, nie tylko w Polsce pojawiły się dyskusje i spory na temat zmian jakie zaszły.

 

Głosy ze strony opozycji totalnej nadal jednak często są mocno krytyczne wobec rządu, zarzucając zbyt szybkie tempo legislacyjnych zmian oraz brak dalej idących poprawek. Przykładowo senator Bogdan Borusewicz z Platformy Obywatelskiej zarzucił premierowi Mateuszowi Morawieckiemu brak zmian w kwestii penalizacji ukraińskiego nacjonalizmu.

 

Krytycznie na temat zmian wypowiadają się również, niektóre osoby kojarzone z prawicą. W tym przypadku jednak, rządowi zarzucają oni uległość, w związku z wprowadzeniem jakiejkolwiek korekty w zapisach nowelizacji, pomimo faktu iż ta jaka wczoraj zaszła nie stanowi wielkiej zmiany w egzekwowaniu zapisów ustawy.

 

Do przeprowadzenia takiej zmiany w dniu wczorajszym zapewne przyczynił się zbliżający szczyt NATO oraz fakt, że polskie państwo zyskuje w ostatnich latach na znaczeniu w ramach struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego. Nad Wisłą stacjonują amerykańscy żołnierze w celu zapewnienia obrony wschodniej flanki NATO. Wczoraj informowaliśmy również, że w Bydgoszczy powstać ma centrum gier wojennych, usprawniające przeprowadzanie ćwiczeń w zakresie koalicyjnej interoperacyjności bojowej.

 

Doniesienia izraelskich mediów mówią o tym, że przy okazji negocjacji na linii Warszawa-Tel Awiw, sporą rolę odegrał Waszyngton. Władze USA miały bowiem naciskać zarówno na stronę izraelską, jak i polską, aby prowadzone rozmowy zakończyły się poprawą stosunków polsko-izraelskich oraz uspokojeniem rozognionej atmosfery wokół tematu zmian w ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej.

 

Finał, a także efekty tych rozmów podobnie jak w Polsce, wywołały również dyskusje i spory w Izraelu. Część społeczeństwa uważa, że rząd premiera Benjamina Netanjahu odniósł sukces, pojawiają się jednak też głosy krytyczne.

 

Izraelskiego premiera źle oceniają w tej sytuacji głównie przedstawiciele tamtejszej lewicy. Uważają oni, że nie doszło tutaj do uległego działania ze strony Polski, a właśnie izraelskich władz wobec Polaków.

 

– To nie jest ustępstwo Polski tylko ustępstwo Izraela – stwierdził polityk izraelskiej opozycji Yair Lapid.

 

Słowa przedstawiciela izraelskiej lewicy, krytyczne wobec władz w Tel Awiwie padły przy okazji wypowiedzi dla jednej z izraelskich rozgłośni radiowych.

 

– Ostrzegałem premiera przed negocjacjami z Polakami. Anulowali pozbawiony znaczenia zapis o odpowiedzialności karnej. Powinniśmy żądać anulowania całej ustawy. Niepokoi sam fakt, że staliśmy się przyjaciółki takich reżimów. Moja prababcię wysłali do Auschwitz. Auschwitz jest w Polsce. Całe te negocjacje to wstyd – powiedział Lapid.

 

Podobne stanowisko zajął Ofer Aderet, będący dziennikarzem gazety „Ha’aretz”. W swoim artykule również skrytykował on izraelskich rządzących. Jego zdaniem finalnie zbytnio podkreślona została rola Polski w ratowaniu Żydów, a zbyt wycisza się kwestie rzekomego współudziału Polaków w holocauście.

 

– Netanjahu dał Warszawie prawdziwy skarb: niemal pełne uznanie polskiej narracji na temat Holokaustu – napisał dziennikarz w swoim artykule.

 

Takie krytyczne głosy ze strony miejscowej opozycji mogą dodatkowo być motywowane wczorajszym wspólnym stanowiskiem premierów Polski i Izraela, przy okazji którego szef rządu Benjamin Netanjahu przyznał, że stwierdzenie „Polskie obozy śmierci” jest niesprawiedliwe wobec narodu polskiego, a umniejsza odpowiedzialności Niemiec w przeprowadzaniu zagłady.

 

Internauci prześcigają się ostatnimi tygodniami pod względem ilości memów o tematyce zakazu handlu w niedziele. Powstała nawet z tej okazji piosenka, którą również publikowaliśmy na naszej stronie internetowej jakiś czas temu. Tym razem powstał satyryczny filmik, który przyciąga tłumy.

 

Nowa ustawa wprowadzająca zakaz handlu w niedziele wywołała sporo kontrowersji. Wielu Polakom niezbyt podoba się to prawo – próbują protestować przeciwko niemu. W soboty tworzą się ogromne kolejki w sklepach, a ludzie kupują produkty spożywcze, jakby sklepy zamknięte były przez tydzień. Taki obraz wygląda dla obserwatora co najmniej zabawnie.

 

Kabaret „Czwarta Fala” udostępnił więc satyryczne nagranie, które cieszy się ogromną popularnością. Apokaliptyczna wizja dotyczy niedzieli wolnej od handlu. Filmik wyśmiewa Polaków, którzy za wszelką cenę i rozpaczliwie poszukują produktów spożywczych. Według informacji z portalu dorzeczy.pl, nagranie to odtworzono od piątku już ponad 257 tysięcy razy.

 

Ustawa o zakazie handlu weszła w życie na początku bieżącego roku. Zgodnie z nią, w tym roku są po dwie niedziele handlowe w miesiącu, w przyszłym roku będzie to już tylko jedna niedziela miesięcznie, a w 2020 będzie tylko siedem niedziel handlowych.

 

 

 

Parlament w Portugalii przyjął nowe przepisy, które wywołują kontrowersje na szeroką skalę. Największe emocje budzi obniżenie granicy wieku dla osób, które chcą zmienić płeć.

 

Jak informuje BBC News, każdy, kto ukończył 16 lat w tym kraju, może zadecydować o swojej zmianie płci. Co ciekawe, do takiej zmiany nie potrzebne będzie nawet zaświadczenie od lekarza. W przypadku, jeśli ktoś nie ukończył 18 roku życia, wystarczy jedynie zgoda rodziców.

 

Portal o2.pl donosi, że nowe prawo poparło 109 głosujących na 230 osób w parlamencie. Portugalska lewica ogłosiła święto, zaznaczając, że nowe przepisy „respektują prawo do samostanowienia”. Osoby, które poparły tę inicjatywę, nazwali ten dzień historycznym. Po głosowaniu w Lizbonie doszło do owacji na stojąco.

 

– Honorujemy w ten sposób każdego transseksualistę i jego rodzinę

– mówiła Isabel Moreira (Partia Socjalistyczna).

 

Opozycja jednak skrytykowała nową ustawę. Jak twierdzą konserwatyści, obniżenie wieku osób, które chcą zmienić płeć do 16 lat jest błędem.

 

– Nie zgadzamy się z tym prawem. Ci, którzy ukończyli 16 lat, nie mogą się ożenić, pić alkoholu, prowadzić samochodu, więc nie powinni mieć możliwości podjęcia decyzji o tak definitywnych i poważnych konsekwencjach

– mówiła Vânia Dias da Silva (prawicowa partia CDS-PP).

 

Przeciwnikom nie podoba się również to, że z procedury wykreślono lekarzy. Nowa ustawa czeka jeszcze na podpisanie przez prezydenta kraju.

Były lider Ministerstwa Obrony Narodowej Antoni Macierewicz ponownie w kilku mocnych słowach skomentował decyzję prezydenta Andrzeja Dudy ws. ustawy degradacyjnej. – Teraz na nowo pan Jaruzelski został postawiony na tym samym poziomie, na którym są bohaterowie walk o niepodległość – mówił Macierewicz.

 

Przypomnijmy, przed świętami Wielkanocnymi prezydent Andrzej Duda zadecydował, że nie podpisze ustawy degradacyjnej. Wątpliwości głowy państwa wzbudziły między innymi zapisy dotyczące zdegradowania wszystkich członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego bez przyznania im możliwości złożenia wyjaśnień, a także odwołania. Prezydent powiedział także, że wpływ na zawetowanie ustawy degradacyjnej ma brak osoby mogącej reprezentować zmarłych.

 

W sprawie decyzji Andrzeja Dudy kilkukrotnie zabierał głos były szef MON Antoni Macierewicz. Za każdym razem była to krytyka pod adresem prezydenta. Tak było i tym razem. Polityk wypowiedział się dzisiaj w tej sprawie na antenie Radia Maryja – informuje portal dorzeczy.pl.

 

– Trzeba sobie jasno i otwarcie powiedzieć, że to decyzja, która bardzo, bardzo głęboko zmienia sytuację w Polsce. Teraz, kiedy do Polski miała powrócić sprawiedliwość i wydawało się, że przez 26 miesięcy wracała sprawiedliwość, dobrzy byli nagradzani, a źli przynajmniej wskazywani, jeśli nie karani, ukazywani jako źli, wracały podstawowe normy i hierarchia wartości, to nagle przyszedł ten cios, który zmienia sytuację niestety – obawiam się – bardzo głęboko

– mówił polityk.

 

Jak uzasadniał, sprawa wyglądałaby inaczej, gdyby prezydent Andrzej Duda skierował ustawę degradacyjną do Trybunału Konstytucyjnego. Zdaniem Macierewicza, w przypadku zgłoszenia alternatywnego rozwiązania dla danych przepisów prawnych, istniałaby szansa jej naprawy.

 

– W sytuacji, kiedy odrzucił ustawę, czyli skierował ją do Sejmu do powtórnego uchwalenia, ale pod warunkiem, że będzie 3/5 głosów. To oznacza, że jakby wydał to w ręce posłów Platformy, których stosunek do całej sprawy jest jasny, że cofnął nas w ten sposób do czasów Magdalenki i Okrągłego Stołu

– powiedział Macierewicz.

 

Sejm odrzucił w czwartek w pierwszym czytaniu obywatelski projekt ustawy łagodzący skutki tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Dzięki głosom PiS i Kukiz‘15 nie dojdzie do dalszych prac nad projektem, czego domagała się Nowoczesna.

 

Zanim doszło do głosowania, Andrzej Rozenek, były poseł Twojego Ruchu zaproponował uczczenie 37 funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL, którzy mieli umrzeć w wyniku uchwalenia „ustawy dezubekizacyjnej”. Widać, jak na tę propozycję wstają posłowie m.in. Platformy Obywatelskiej.