Kampania prezydencka na Ukrainie nabiera tempa. Wołodymir Zelenski i Petro Poroszenko poddali się badaniom krwi, które miały wykluczyć obecność narkotyków            oraz alkoholu.

 

Zelenski, komik telewizyjny, w pierwszej turze wyborów 31 marca zdobył najwięcej głosów. Poroszenko, urzędujący prezydent Ukrainy, ubiega się o reelekcję.

 

Poroszenko oświadczył po wstępnym zbadaniu materiału przekazanego przez Poroszenkę główny lekarz kliniki leczenia uzależnień „Socjoterapia” Wołodymir Jary: „Szybki test, o którego wynikach mogę już poinformować, nie wykazał żadnej psychoaktywnej substancji”.

 

Wyników testu Zelenskiego jeszcze nie opublikowano.

 

Jak się okazało, Zelenski oświadczył w środę, że zaprasza prezydenta na Stadion Olimpijski w Kijowie i zaznaczył, że daje swemu rywalowi 24 godziny na odpowiedź.

 

Showman zastrzegł jednak, że przed debatą zarówno on i Poroszenko powinni przejść badania medyczne.

 

Kandydaci powinni obowiązkowo udowodnić narodowi, że nie ma wśród nich ani alkoholików, ani narkomanów.

 

Gepostet von Команда Зеленського am Donnerstag, 4. April 2019

 

 

https://www.facebook.com/petroporoshenko/videos/2040523446057423/

 

Źródło: nczas.com, facebook.com
fot. facebook.com
LS

Doszło do tragedii w jednej z gdańskich dzielnic, w Osowej. Pod kołami rozpędzonej mazdy 6 zginęła 55-letnia kobieta. Kierujący pojazdem był pijany.

 

Do wypadku doszło we wtorek ok. 5 rano na skrzyżowaniu ulicy Kielnieńskiej i Wodnika. Gnający czarną mazdą mężczyzna wjechał w ul. Kielnieńską i stracił panowanie nad pojazdem. Zjechał na lewą stronę, staranował znaki i stację roweru miejskiego i wjechał na chodnik. Szła nim 55-letnia kobieta.

 

Pomimo reanimacji, ofiary wypadku nie udało się uratować. Jak poinformowała w rozmowie z Radiem Gdańsk Karina Kamińska z lokalnej policji, sprawcą wypadku jest 24-letni obywatel Ukrainy. Jak się okazało, we krwi miał 1,5 promila alkoholu.

 

Mężczyzna został aresztowany i grozi mu kara do 12 lat pozbawienia wolności.

 

Źródło: wiadomosci.wp.pl
Fot.: Policja
EM

Trwająca od kwietnia 2014 roku wojna Ukrainy z separatystami na wschodzie kraju to konflikt, który nadal nie jest zakończony i wciąż przynosi kolejne ofiary. Strona ukraińska poinformowała za pośrednictwem mediów, że przeprowadziła na terenie obwodu ługańskiego atak na jedną z baz dowództwa separatystów.

 

W wyniku tego zdarzenia życie stracić miało 6 wojskowych, a 4 zostało rannych. Atak miał zostać przeprowadzony przy użyciu bezzałogowego samolotu, jednak akcję tą poprzedziły działania wywiadowcze, do których ukraińskie wojsko użyło dronów.

 

Ataku dokonała tzw. grupa K-2 z 54. brygady sił zbrojnych Ukrainy. Wojskowi mieli wyczekiwać chwili, kiedy na terenie bazy znajdować będzie się jak największa liczba separatystów. Ostrzał w tamtejsze zabudowania trwał kilka minut.

 

Ukraińskie media opublikowały nagranie, które potwierdzać ma przeprowadzenie ataku na bazę w Ługańsku.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; YouTube/Yuriy Misyagin

Fot.: Flickr

 

MB

26-letnia Ukrainka z Winnicy miała nagrywać filmy porno z udziałem swojego 4-letniego syna. Następnie sprzedawać nagrania w internecie.

 

Policjanci ustalili, że kobieta zarobiła w ten sposób 90 tysięcy hrywien, czyli około 12 tysięcy złotych! Kobieta znajduje się w areszcie i usłyszała już zarzuty wobec gwałtu, pedofilii oraz handlu dziecięcą pornografią.

 

Teraz grozi jej do 10 lat więzienia. Z ustaleń śledztwa ma wynikać, że kobieta grała już w filmach pornograficznych.

 

Jak podaje „Super Express” w trakcie przesłuchania, 26-latka dokładnie opisywała dlaczego zdecydowała się na taki krok- miała otrzymać propozycję kręcenia pornograficznych filmów przez Internet, a oferta zakładała filmowanie z udziałem dzieci. Sugerowano szukanie takich „rodziców”, którzy wyraziliby zgodę na kręcenie pornografii z udziałem ich dzieci za pieniądze.

 

Źródło; nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Dnia 6 marca doszło do tragicznego wydarzenia. Jak informują nieoficjalne źródła, dowódca 128. oddzielnej brygady szturmowej został zastrzelony przez współtowarzyszy broni. Przyczyną był zakaz konsumpcji alkoholu.

 

Do zdarzenia doszło w czasie nocnego obchodu, kiedy to porucznik o nieznanym nazwisku natknął się na kompletnie pijanych żołnierzy. Co więcej, mężczyźni dalej spożywali alkohol, co wcześniej zostało surowo zabronione.

 

Jak podają nieoficjalnie dziennikarze, dowódca plutonu zwrócił uwagę żołnierzom i wszedł w ostrą potyczkę słowną. Sytuacja przybrała jednak niepokojącego obrotu, bowiem dwójka pijanych sierżantów nie wytrzymała i sięgnęła po broń. Chwilę później, mężczyźni oddali kilka strzałów z bardzo bliskiej odległości.

 

Aktualnie nie wiadomo jaki los spotkał sprawców. Najprawdopodobniej trafili do więzienia, gdzie oczekują na wynik sądu wojskowego.

 

Źródło: nczas.com
Fot.: pixabay.com
EM

Wczoraj około 3 nad ranem, dwóch mężczyzn pochodzenia ukraińskiego postanowiło zerwać porozwieszane w Rzeszowie polskie flagi. Na widok policji, studenci uciekli w popłochu. Teraz grozi im grzywna i kara do roku pozbawienia wolności.

 

Dwóch mężczyzn, idących jedną z ulic nieopodal rzeszowskiego Rynku postanowiło zerwać zawieszone na latarniach polskie flagi, a następnie maszerować z nimi przez miasto. Jak informuje Tomasz Drzał z wydziału prewencji Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie, służba policji otrzymała zgłoszenie od pracownika monitoringu miejskiego.

 

Na miejsce zjawił się patrol policji, który szybko namierzył sprawców. Na widok policjantów, mężczyźni wyrzucili flagi i rzucili się do ucieczki, jednak na próżno – chwilę później udało się ich złapać.

 

– Okazało się, że było to dwóch obywateli Ukrainy w wieku około dwudziestu lat. Mężczyźni są studentami jednej uczelni w Rzeszowie – dodaje Tomasz Drzał. Co więcej, obaj byli pijani.

 

Policjanci wyjaśniają sprawę W związku z popełnieniem przestępstwa z art. 137 Kodeksu Karnego.

 

Art. 137. § 1. „Kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.

 

Źródło: nowiny24.pl
Fot.: pxhere.com

EM

 

 

Sławomir Nowak, były minister transportu i szef gabinetu Donalda Tuska, przyjął w 2016 roku obywatelstwo ukraińskie. Dziś jest szefem państwowej agencji drogowej Ukrawtodor, a jego zarobki wynoszą… około 19 tys. zł. miesięcznie.
 
Jak wyliczył niedawno „Super Express”, Nowak jako szef Ukrawtodoru zarobił w 2018 roku łącznie 238 tys. zł, co daje średnią 19 tys. zł. Jego ostatnia zadeklarowana wypłata wynosi nawet 25 tys. zł.! Trzeba przyznać, że jak na Ukrainę, suma ta jest niebotyczna.
 


 
Interesuje się także polityką w Polsce, a jako dowód stanowi chociażby udostępnianie takich wpisów:
 


 
Źródło: nczas.com; Twitter
Fot.: Wikipedia
EM

Zapewne większość z nas zdołała zetknąć się już z ukraińską częścią personelu Biedronki. Niestety jednak w większości przypadków sytuacja ta utrudnia klientom dokonywanie zakupów, bowiem pracownicy nie potrafią komunikować się w języku polskim. I nie chodzi tu o biegłym posługiwaniu się naszym językiem, a o podstawowej jego znajomości.

 

– Jestem zażenowany obsługą na powierzchni marketu a raczej jej brakiem w ojczystym języku. Na sali znajdowało się pięć osób, które nie mówiły po polsku.  Co gorsza one nie rozumiały co się do nich mówi. Nie potrafiły udzielić informacji na temat lokalizacji produktu. (…) W dniu dzisiejszym nie otrzymałem żadnej pomocy w tej biedronce gdyż nikt nie rozumiał co się do niego mówi (pis. oryg. – red.) – napisał do portalu trojmiasto.pl zbulwersowany pan Karol. Mężczyzna opisywał historię, która miała miejsce w dyskoncie w miejscowości Banino w województwie pomorskim. – Nie jest to pierwszy taki przypadek w  tym markecie. Ostatnio posadzono na kasie Ukrainkę która również nie rozumiała po polsku. Konkluzja tej wypowiedzi jest następująca,  po co otwierać sklep w niedzielę skoro nie ma się obsady którą może pomóc klientowi? – kontynuował czytelnik. I można by znaleźć jeszcze więcej podobnych sytuacji opisywanych w sieci.

 

– Zatrudniają Ukraińców w Biedronce. Ludzie ci nie znają w ogóle języka polskiego ! Jak się o coś zapytam to coraz częściej słyszę ” Nie znaju „. Masakra jakaś! – komentuje internautka „Jolka”.

 

Jak mówi przewodniczący NSZZ „Solidarność” pracowników Biedronki Piotr Adamczyk, z tak skrajną sytuacją, jaka była opisywana na początku, jeszcze nie miał do czynienia, ale historia go specjalnie nie dziwi. – Jeden Polak siedział na kasie, drugi był zapewne w biurze. I okazało się, że klient ma problem z uzyskaniem informacji o asortymencie od zagranicznego pracownika – zauważa. Dodał również, że z problemem borykać mogą się również pracownicy, bowiem ciężko wytłumaczyć reszcie pracowników, co mają robić, a czego im nie wolno.

 

Dziennikarze Innpoland otrzymali od biura prasowego Jeronimo Martins oficjalne stanowisko, według którego wśród pracowników sieci znajdują się „przedstawiciele kilkunastu narodowości, w tym również z Ukrainy, szczególnie w sytuacjach, gdy nie ma możliwości znalezienia kandydatów z lokalnego rynku pracy. Z uwagi na specyfikę branży te osoby przede wszystkim podejmują pracę w centrach dystrybucyjnych oraz w sklepach, na stanowiskach nie wymagających kontaktu z klientami.”

 

Jeronimo Martins podkreśla, że na tę chwilę stosunek obcokrajowców pełniących usługi na rzecz Biedronki do ogólnej liczby zatrudnionych jest niewielki i wynosi ok. 2 proc., będąc na zbliżonym poziomie w różnych regionach Polski.

– Nawiązując współpracę z obcokrajowcami, nie wymagamy egzaminu z języka polskiego, ale upewniamy się, czy dana osoba potrafi się nim posługiwać w stopniu umożliwiającym pełnienie danej funkcji, tj. przykładowo na stanowisku związanym z obsługą klientów potrzebna jest co najmniej komunikatywna znajomość języka polskiego – czytamy w komunikacie.

 

Źródło: innpoland.pl
Fot.: Wikimedia Commons
EM

Oddział IPN w Lublinie kwestionuje zwycięstwo Polaków w bitwie z Ukraińcami pod Dołhobyczowem w 1918 roku. Jak podkreśla „Nasz Dziennik”, jest to wbrew opinii historyków wojskowości. IPN powołuje się na fragment z ukraińskiej publikacji, której autor należał do zbrodniczej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

 

Dołhobyczów to miejscowość położona w województwie lubelskim. Jej mieszkańcy chcieli uczcić 100. rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę poprzez upamiętnienie zwycięskiej bitwy, która miała miejsce 10 grudnia 1918 roku. 1 Pułk Szwoleżerów pod dowództwem mjra Gustawa Orlicz-Dreszera zwyciężył ze decydowanie silniejszą armią Republiki Ludowej.

 

Historia bitwy jest dobrze udokumentowana, zaś rocznica tego zdarzenia jest świętem pułkowym. – W setną rocznicę zwycięskiego boju stoczonego 10 grudnia 1918 r. pod Dołhobyczowem przez 1 Pułk Szwoleżerów pod dowództwem majora Gustawa Orlicz-Dreszera z wojskami Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Polegli w boju o Polskę [nazwiska poległych polskich kawalerzystów] – taki napis miał widnieć na tablicy pamiątkowej.
Jak się okazało, Biuro Upamiętniania Walk i Męczeństwa Oddziału IPN w Lublinie nie wyraziło zgody na taki zapis. Wprowadzono zmiany, które mieszkańcy uznali za sprzeczne z ich intencjami. Jak informuje „Nasz Dziennik”, z inskrypcji nakazano usunięcia sformułowania „zwycięski” bój oraz zmiany daty z 10 grudnia na 10-13 grudnia 1918 r. Dodatkowo, napis „polegli w boju o Polskę” skrócono do samego słowa „polegli”.

 

Jak informuje ND, powodem zmian dokonanych przez lubelskie IPN był jeden, niepotwierdzony żadnymi dowodami wers z wydanej w 1974 roku w Kanadzie publikacji ukraińskiego historyka Łwa Szańkowskiego o Ukraińskiej Halickiej Armii. Napisał on, walkę zwyciężyli Ukraińcy.
IPN podkreśla w piśmie, że jest to jedyna znana publikacja ukraińska w tej sprawie. Dodał także, że nikt nie podaje nazwisk poległych Ukraińców. Wspomniał również o polskich źródłach, które mówią zdecydowanie o zwycięstwie Polaków. Instytut załączył też skan strony z publikacji Szańkowskiego, gdzie bitwa ta sprowadza się do zapisu w jednym wersie z adnotacją o wyniku „pozytywnym” dla Ukraińców. Ponadto, data wskazuje na 11 grudnia.
Szańkowski należał do zbrodniczej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, odznaczono go Pamiątkowym Krzyżem UPA. Jego prace na temat Ukraińskiej Powstańczej Armii, która dopuściła się ludobójstwa, wzbudzają niemało wątpliwości oraz kontrowersji. On sam jest negacjonistą wołyńskim. W 1943 roku był członkiem Krajowego Sztabu Wojskowego OUN(b), skąd zaciągnął się do kolaboracyjnej dywizji Waffen-SS Galizien składającej się m.in. z ukraińskich ochotników.

 

Historyk Wiktor Poliszczuk sądzi, że Szańkowski miał należeć bezpośrednio do UPA i w 1939 roku brać udział w napadach na polskich żołnierzy.
– W sytuacji, gdy dysponowaliśmy sprzecznymi informacjami odnoszącymi się do rezultatu bitwy, przyjęliśmy bezpieczną formułę mówiącą o samym fakcie jej zaistnienia, bez podawania jej rezultatu – mówi dziennikowi dr Mariusz Sawa z Oddziałowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN w Lublinie. Jak zauważa portal „Kresy”, w sierpniu 2018 roku lubelski IPN promował na Twitterze artykuł z „Kroniki Tygodnia” odnośnie planowanego upamiętnienia, w którym cytowane są słowa dr Sawy i w którym zawarta jest mowa o polskim zwycięstwie.

 

Źródło: nczas.com
Fot.: Wikipedia
EM