Jak podaje tvp.info, niemieckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało o malejącej liczbie wniosków o azyl polityczny, publikując dane za pierwsze półrocze 2018. W tym okresie z pierwszym wnioskiem o azyl wystąpiło 93 tysięcy osób.

Resort spraw wewnętrznych zauważył, że to o 16,4 procent mniej niż w pierwszych sześciu miesiącach ubiegłego roku.

Najwięcej wnioskodawców pochodziło z Syrii (22 520), Iraku (9015) oraz Afganistanu (6222).

Do kwietnia u naszych zachodnich sąsiadów – w Niemczech zarejestrowano 44 tysięcy uchodźców.

W pierwszym półroczu Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) wydał decyzję w sprawie 125 tysięct wniosków – to o 69 procent mniej niż w pierwszym półroczu 2017 roku. Za uchodźców uznano 15,5 procent wnioskodawców. Odrzucono aż 36 procent wniosków.

Uprawnione do uzyskania azylu w Republice Federalnej Niemiec są osoby, które prześladowane są w swoich krajach z przyczyn politycznych lub ze względu na przynależność do określonej grupy etnicznej – informuje Deutsche Welle. Na ograniczoną ochronę mogą liczyć osoby, którym w kraju pochodzenia grozi uszczerbek na zdrowiu lub życiu ze względu np. na działania wojenne.

Jak podaje tvp.info: „Szef MSZ Horst Seehofer w czasie przedstawienia swojego „planu generalnego” na temat migracji powiedział, że do Niemiec „nadal przybywa bardzo wiele ludzi”. Przypomniał, że w umowie koalicyjną partie chadeckie oraz socjaldemokraci zobowiązali się ograniczyć liczbę napływających uchodźców do 220 tys. rocznie. Minister ocenia, że ta liczba zostanie przekroczona”.

Jak podaje pap.pl, ONZ informuje o liczbie co najmniej 45 tysięcy osób, które uciekły przed walkami w prowincji Dara w południowo-zachodniej Syrii i zmierza w kierunku granicy z Jordanią.

Bastion rebeliantów, Dara, od tygodnia jest bombardowana przez siły rządowe.

Rzecznik Biura Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) Jens Laerke cytowany przez agencję Reutera uściślił, że w wyniku ostatniego ataku z powietrza zginęli i ranni zostali cywile, w tym dzieci, a jeden ze szpitali przestał działać. Rzecznik nie wyjawił dokładnej liczby ofiar.

„W ciągu ostatnich dni bardzo duża liczba cywilów uciekła z powodu przemocy, bombardowań i walk w tym regionie” – powiedziała inna rzeczniczka OCHA Linda Tom.

Bettina Luescher Przedstawicielka Światowego Programu Żywnościowego powiedziała: „Oczekujemy, że liczba przesiedlonych osób może prawie podwoić się wraz ze wzrostem przemocy”.

Jordańskie władze już w niedziele ostrzegły, że nie będą w stanie przyjąć kolejnej fali syryjskich uchodźców, której wiele osób się spodziewa, ze względu na przygotowywaną przez rząd w Damaszku ofensywę rebeliantom w południowej Syrii graniczącej z królestwem.

Cytując pap.pl: „Według ONZ operacje wojskowe reżimu w Damaszku na południu kraju stwarzają zagrożenie dla 750 tys. syryjskich cywilów.”

ONZ zarejestrowała od wybuchu wojny w Syrii w 2011 roku, która zebrała dotąd ponad 350 tys. zabitych, że w Jordanii schroniło się już ok. 650 tys. syryjskich uchodźców.

Nie tak dawno całą Europę obiegły informacje o decyzji nowych włoskich władz, aby nie przyjąć statku z 629 imigrantami na pokładzie. Wielu ludzi na naszym kontynencie potraktowało ten krok jako zrobiony wreszcie w stronę normalności. Niektórzy europejscy politycy natomiast krytykowali takie postępowanie Włochów, a nawet deklarowali sami przyjęcie przybyszów w swoich państwach. Niedawno wybrany włoski rząd okazał się jednak nieugięty w tej kwestii.

 

Jak się okazuje takie postępowanie ze strony Włoch to nie był incydentalny przypadek. Retoryka tamtejszych władz oraz przetasowanie na tamtejszej scenie politycznej ukazuje, że to zdecydowana zmiana kierunku w polityce migracyjnej rządu w Rzymie. Ogłoszono dzisiaj, że nie wpuszczony na terytorium Włoch został kolejny statek z setkami imigrantów na pokładzie.

 

O takiej decyzji poinformował Matteo Salvini, pełniący obowiązki szefa włoskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Chodzi o statek, na który w ostatnich godzinach zabrano około 400 migrantów na wodach Morza Śródziemnego. Należy on do pozarządowej organizacji o nazwie Lifeline. Włoskie władze odmówiły wpuszczenia go do swojego portu, a Matteo Salvini wezwał jednostkę będącą w tym przypadku pod holenderską banderą, aby „płynęła do Holandii”.

 

Dodatkowo Salvini, będący także wicepremierem, oświadczył w związku z działaniami organizacji Lifeline, iż narusza ona zasady obowiązujące na morzu. Chodzi tu o sam fakt zabrania z pontonów dryfujących na wodach libijskich migrantów, a także wyłączenie wszystkich znajdujących się na statku pokładowych urządzeń.

 

– Teraz to koniec z tym – stwierdził stanowczo szef włoskiego MSW.

 

Matteo Salvini zrelacjonował też, że libijska straż napisała „nie ruszajcie się my tym się zajmiemy”. Zważywszy na to, strona włoska zaleciła załodze statku Lifeline oczekiwać na służby z Libii. Członkowie załogi jednak mieli nie podporządkować się temu poleceniu.

 

– Zadziałaliście siłowo, nie słuchając włoskiej i libijskiej straży przybrzeżnej. Dobrze, to w takim razie ten transport istot ludzkich przewieźcie do Holandii albo do innego kraju – przekazał wicepremier Salvini za pośrednictwem jednego z portali społecznościowych. jego słowa skierowane były właśnie do załogi statku pod holenderską banderą. Zakomunikował on także, że statki określane jako należące do „pseudoorganizacji pozarządowych” nie przybiją już do włoskiego brzegu. Szef MSW określił też członków załogi „pseudowolontariuszami”.

 

– Gdyby byli tacy dobrzy, wobec obecności libijskich łodzi patrolowych w pobliżu nie interweniowaliby – stwierdził Salvini, oceniając działania Lifeline jako realizowane dla własnego interesu tej organizacji.

 

Z kwestią działania załogi tego statku, wicepremier zwrócił się też do ambasady Holandii we Włoszech. Salvini zwrócił przy tej okazji uwagę, że reguły trzeba szanować, a życia ludzkiego na ryzyko się nie wystawia.

 

 

W niektórych z europejskich krajów, nadal panuje strach przed dżihadystami, a także przedstawicielami środowisk imigranckich, które nie asymilują się z lokalną społecznością. 

 

Wśród osób szczególnie narażonych na napaści ze strony nie integrujących się przybyszów z Afryki czy Bliskiego Wschodu, są kobiety przebywające w zachodnich państwach Europy. Brutalnie potraktowana w miejscu publicznym została również w ostatnim czasie jedna z Francuzek, której sprawa bulwersuje wielu ludzi.

 

Skandaliczna sytuacja miała miejsce w jednym z pociągów kursujących z terytorium Francji do Berna w Szwajcarii. 33-letnia kobieta została zaatakowana przez mężczyzn pochodzących z Afganistanu. Pretekstem do ataku stał się dla tych „uchodźców” fakt, iż kobieta ich zdaniem miała na sobie bluzkę ze zbyt dużym dekoltem. Francuzka została obrażona najpierw słownie. Napastnicy obrzucili ją obraźliwymi określeniami i obelgami.

 

Niestety następnie imigranci dopuścili się agresji i pobili 33-latkę. Według relacji świadków, Afgańczycy bijąc kobietę mieli krzyczeć, że obraża ona Allaha. Na tym się jednak cały dramat nie skończył, ponieważ napastnicy próbowali wyrzucić kobietę z pociągu. Miało to miejsce na dworcu w Dijon.

 

Ofiarę uratowali funkcjonariusze policji zaalarmowani przez personel pracujący na kolei. Policja zatrzymała dwóch muzułmanów. Jak się okazało byli to uchodźcy z Afganistanu ubiegający się o azyl we Francji. Mają oni 19 i 23 lata.

 

W najbliższych dniach ma dojść do natychmiastowego sądzenia napastników.

 

 

Przewodnicząca frakcji parlamentarnej AfD Alice Weidel wywołała burzę w Bundestagu. – Jej wystąpienie było rasistowskie i doczekało się upomnienia – podało Deutsche Welle.

 

Weidel w trakcie generalnej debaty w niemieckim Bundestagu oskarżyła rządowi Angeli Merkel, że „nieokiełznaną imigracją zagraża wzrostowi gospodarczemu i dobrobytowi społeczeństwa”.

– Na pewno nie zapewnią tego dobrobytu burki, chuściane dziewczyny, żyjący z zasiłków muzułmańscy nożownicy i inni ladaco

– mówiła.

 

Szefowa AfD powiedziała także, że Niemcy są „krajem imigracyjnym dla niewykwalifikowanych i emigracyjnym dla wykwalifikowanych”. Polityk zaapelowała do jednego z posłów Zielonych, zadając pytanie „kto płaci w Niemczech pensje”.

– Może pańscy wspaniali imigranci? Chyba nie myśli pan tego poważnie?

– mówiła Weidel.

 

Jak poinformowało Deutsche Welle, reprezentanci wszystkich innych partii, które zasiadają w Bundestagu, sprzeciwili się takim słowom kobiety. Weidel nie poddawała się jednak, a swoją wypowiedź zakończyła cytatem prezydenta Czech, Milosza Zemana.

– Jeżeli ktoś żyje w kraju, w którym jest karany za wędkowanie bez karty wędkarskiej, ale nie za nielegalne przekroczenie granicy bez ważnego paszportu, ma pełne prawo powiedzieć, że krajem tym rządzą idioci

– powiedziała Weidel.

 

Te słowa skrytykował lider Bundestagu Wolfgang Schaeuble z CDU.

– Użyła pani między innymi sformułowania „chuściane dziewczyny i inni ladaco”, dyskryminując tym samym wszystkie kobiety noszące chusty. Przywołuję panią do porządku

– mówił.

 

Niemiecki lekarz, który w przeszłości leczył chorych i rannych uchodźców, rzucił pracę w ośrodku tranzytowym dla uchodźców w Bawarii. Jest teraz prześladowany przez szukających viagry lub nowego biodra imigrantów.

 

Uchodźcy, którzy przebywają w ośrodkach tranzytowych w Bawarii, nie posiadają kursów językowych, wobec czego nie mogą podjąć pracy. Przysługuje im za to prawo do podstawowej opieki medycznej. Według lekarza, który wcześniej pracował w takim ośrodku w miejscowości Deggendorf, imigranci odwiedzali go celem przepisania recepty na viagrę. Inni z nich chcieli mieć sztuczne biodro czy nową protezę. Takiej pomocy oczekuje połowa osób ubiegających się o azyl.

 

– Dwa lub trzy lata temu wszystko wyglądało inaczej. Większość osób ubiegających się o azyl przychodziła do Niemiec pieszo i czasami wskazywała ciężkie obrażenia wojenne: obolałe stopy, nogi pełne odłamków, dzieci były odwodnione i wycieńczone

– mówił lekarz.

 

Obecnie wielu uchodźców pochodzi z krajów, w których nie ma zagrożenia prześladowaniami czy wojnami. Jak podaje lekarz, imigranci z Azerbejdżanu domagali się leczenia przy pomocy agresji:

– Gdy odmówiono im leczenia, niektórzy ludzie z Azerbejdżanu stali się nawet agresywni: pacjent rzucił jednego z moich kolegów na krzesło i groził mu nożem.

Niemiecka policja zdecydowała się dokonać deportacji jednego z uchodźców. To wywołało bunt w ośrodku dla uchodźców i atak ze strony innych jego mieszkańców. Około 200 uchodźców dopuściło się aktu agresji wobec funkcjonariuszy oraz radiowozów.

 

Deportowany miał zostać 23-letni obywatel Togo. Warto mieć na uwadze, że ten kraj stanowił niegdyś niemiecką kolonię. W celu podjęcia konkretnych działań, policja skierowała się do ośrodka dla uchodźców w Ellwagen. To w tej właśnie niemieckiej placówce przebywał Togijczyk.

 

W poniedziałek na miejscu pojawiły się skierowane do ośrodka policyjne radiowozy. Trzy takie pojazdy zostały jednak otoczone przez imigrantów. Napastnicy według relacji wyglądali na przybyszów z krajów afrykańskich. Osaczone radiowozy miały zabrać 23-latka, w związku jednak z atakiem imigrantów, policja zdecydowała się ulec presji i odstąpić od zabrania Togijczyka w celu deportacji. Około 200 imigrantów postawiło bowiem ultimatom, zgodnie z którym ich kompan zostanie wypuszczony wolno, a policjanci zdejmą mu kajdanki albo wywołają oni krwawe zamieszki. Funkcjonariusze zdecydowali się odstąpić obawiając się o swoje bezpieczeństwo.

 

W czwartek jednak policja niemiecka zdecydowała się na akcję odwetową. Lokalne władze skierowały do tamtejszego ośrodka setki funkcjonariuszy policji, którzy przepuścili szturm. Podczas przeprowadzanych działań, rannych zostało kilka osób. Wśród nich są imigranci, którzy uciekając decydowali się na desperackie wyskakiwanie z okien. Wśród kilkunastu zatrzymanych znalazł się również 23-latek z Togo.

 

 

Dwóch nastoletnich uchodźców zaatakowało młodą Niemkę. Nie spodziewali się jednak takiego obrotu sprawy – musieli przed nią uciekać!

 

Dzień jak co dzień w Niemczech – na ulicach spotkać można dużą liczbę uchodźców. Kiedy obywatele tego kraju są w pracy, azylanci zazwyczaj na spokojnie przesiadują w parkach, w pełni rozkoszując się słońcem na łonie natury. Ostatnio jednak dochodzi do coraz większej liczby incydentów z uchodźcami w roli głównej. Tak było i tym razem.

 

Dwóch nastoletnich uchodźców zaatakowało siedemnastoletnią niemiecką dziewczynę na jednej za stacji metra na terenie zachodnich Niemiec. Okazało się jednak, ze młoda dziewczyna zna techniki samoobrony.

 

Na nagraniu widać, jak jeden z napastników zachodzi ją od tyłu i uderza w głowę butelką. Później ją szarpie i usiłuje wyrwać jej plecak. Po chwili podbiega jego kolega. Na szczęście nie udało im się to, gdyż dziewczyna mocno kopnęła jednego z nich, a drugiego odepchnęła łokciami. Sprawcy poddali się i zrezygnowali z dalszej próby kradzieży na 17-latce. Uciekli z miejsca zdarzenia. Jak informuje newsbook.pl, jednego z uchodźców już aresztowano.

 

Nagranie ze stacji metra Vierhofer Platz w Essen zostało udostępnione przez niemiecką policję, która zwróciła się o pomoc w zidentyfikowaniu sprawców.

 

Zgodnie z komunikatem podanym przez szwedzki urząd migracyjny Migrationsverket, w nocy z czwartku na piątek doszło do ucieczki 14 imigrantów ze strzeżonego ośrodka. Sytuacja wydarzyła się w Kallerad pod Goeteborgiem (południowa Szwecja).

 

Imigranci wydostali się na zewnątrz dzięki wybiciu okna w sali komputerowej w jednym z budynków, które wchodzą w skład zamkniętego ośrodka.

 

– To bardzo nietypowa sytuacja, gdy imigranci decydują się na ucieczkę z zamkniętego ośrodka. Wyjątkowy jest fakt, że dotyczy to tak dużej grupy

– powiedziała rzecznik Migrationsverket, Gina Graufelds.

 

Mimo że na miejsce została wezwana policja z psami tropiącymi, nie udało się odnaleźć zbiegów. Imigranci są od dziś poszukiwani listem gończym na terenie całego kraju.

 

Według rmf24.pl, w zamkniętym ośrodku pod Goeteborgiem przebywało 65 imigrantów. Mieli oni być deportowani do swoich krajów, gdyż odrzucone zostały ich wnioski o azyl. Nie chcieli oni wcześniej opuścić Szwecji z własnej woli.

 

Zanim doszło do ucieczki, protestując wobec groźby odesłania do krajów rodzimych, przebywający w ośrodku Afgańczycy rozpoczęli strajk głodowy. Jedna z tych osób została przewieziona do szpitala z powodu złego stanu zdrowia.

 

Jak informuje portal rmf24.pl, w poniedziałek deportowano 10 obywateli Afganistanu. Służby aresztowały również kilka osób, które starały się uniemożliwić im wyjazd i manifestowały na lotnisku. Zdarzenie to przyczyniło się do wstrzymania dalszych deportacji.