W ostatnich tygodniach sporą oglądalnością cieszy się nowy program telewizyjny „Sanatorium miłości”, który obejrzeć można na antenie TVP. Jest to stworzone specjalnie dla seniorów swoiste reality-show, oglądając które widzowie mają możliwość śledzić pobyt w sanatorium starszych pań i panów. Niestety dotarły smutne wieści o śmierci jednego z uczestników.

 

Swoje ziemskie życie zakończył Cezary Mocek, który zmarł we wtorek 19 lutego w wieku 67 lat. Tą smutną wiadomość przekazano widzom za pośrednictwem oficjalnego profilu programu na Facebooku.

 

– Z niewypowiedzianym żalem chcielibyśmy poinformować o odejściu od nas Cezarego Mocka, jednego z dwunastu uczestników programu Sanatorium Miłości. Cezary na każdym kroku udowadniał, jak był wyjątkowym i niepowtarzalnym człowiekiem. Szczerym, bezpośrednim, niezwykle ujmującym – czytamy w opublikowanym wpisie.

 

Mężczyzna trafił wcześniej do szpitala z zapaleniem płuc. Niestety tam już dokonał swojego żywota. Wiele osób zastanawia się czy będzie można teraz tak samo oglądać często zabawny i pełen śmiesznych sytuacji program, którego Cezary Mocka jest częścią.

 

– To ktoś, kogo trudno było nie obdarzyć sympatią od pierwszej chwili, pierwszego spotkania. Cezary potrafił oczarować nie tylko swoich partnerów z programu, ale też jego ekipę oraz wszystkich tych, którzy mieli przyjemność i zaszczyt się z nim spotkać. Dzisiaj ból i smutek towarzyszy nam wszystkim. Odszedł ktoś, kto na długo pozostanie w naszej pamięci i naszych sercach. Dobranoc Cezary… – czytamy również w specjalnym komunikacie.

 

 

 

Źródło: Facebook/@sanatoriummiloscitvp ; tvp,info

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

Były premier Polski Jan Olszewski nie żyje. Polityk odszedł późnym wieczorem w czwartek w szpitalu w Warszawie, gdzie przebywał od kilku dni. Nie było też z nim kontaktu po tym, jak zemdlał i stracił świadomość. Miał 89 lat. Był szefem polskiego rządu od końca       1991 r. do czerwca następnego roku. Informację o śmierci przekazał prezes TVP Jacek Kurski.

 

Polityk od 2011 r., kiedy doznał udaru mózgu zmagał się z problemami zdrowotnymi. Kilka dni temu Olszewski we własnym domu stracił przytomność i trafił do szpitala – Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie – gdzie zmarł.

 

 

Źródło: tvp.info
LS

W wieku 66 lat zmarł amerykański wokalista soulowy, autor tekstów, producent muzyczny i multiinstrumentalista James Ingram. Był autorem wielu hitów lat 80. i 90. Zaśpiewał także w klipie do znanego wszystkim „We Are the World”.

 

James Ingram urodził się w Arkon w stanie Ohio. Zajmował się głównie muzyką soulową, ale współpracował z różnymi artystami, m.in. z Donną Summer, Rayem Charlsem czy Dolly Parton. Utwór „Yah Mo B There” nagrany z Michaelem McDonaldem przyniósł artyście nagrodę Grammy za najlepsze wykonanie R&B.

 

James Ingram cierpiał na raka mózgu.  Niestety, 29 stycznia muzyk przegrał walkę z chorobą.

 

– Straciłam najdroższego przyjaciela i bardzo kreatywnego partnera Jamesa Ingrama, który teraz będzie śpiewał w niebiańskim chórze. Zawsze będę go cenić, kochać i wspominać jego geniusz i oddanie rodzinie. Mam szczęście, że mogłam być tak blisko tego człowieka – poinformowała o śmierci artysty jego przyjaciółka Debbie Allen.

 

Źródło: antyradio.pl
Fot.: pixnio.com
EM

10 lat – na taki okres pozbawienia wolności skazał sąd Amerykankę Angel Poole, która dopuściła się zagłodzenia własnego dziecka. Mały Judah Wessels zmarł w lipcu 2016 roku, zaledwie dwa miesiące po narodzinach. Chłopczyk ważył lekko ponad 2 kilogramy. 25-latka była przekonana, że nie trafi za kratki. – Myślę, że niebawem to wszystko się skończy. Proszę módlcie się za mnie. Bóg was wysłucha – pisała w mediach społecznościowych.

 

25-latka pochodzi z Birmingham w amerykańskim stanie Iowa. W maju 2016 roku kobieta doczekała się narodzin syna. Osiem dni później noworodek był badany przez lekarza. Nic nie wzbudziło jego podejrzeń – chłopczyk wyglądał na zadbanego.

 

Jak informuje dziennik „Mirror” młoda matka przegapiła serię kolejnych wizyt. Arumentowała to później faktem, że „nigdy się z czymś takim nie spotkała”. W lipcu 2016 roku w domu rodziny stała się tragedia.

 

Angel Poole znalazła nieprzytomnego synka. Mały Judah nie dawał oznak życia. Mimo iż kobieta wezwała pomoc, na ratunek noworodkowi było już za późno. Sekcja zwłok wykazała, że dziecko było „znacznie niedożywione”.

 

25-letnia matka została zatrzymana pod zarzutem spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, który doprowadził do śmierci chłopca. Jak podaje dalej dziennik, było to już drugie dziecko, które straciła kobieta. Angel Poole pochowała także córeczkę Destinee Electrę Rose.

 

W październiku, oskarżona o śmierć małego Judaha Amerykanka opublikowała w mediach społecznościowych wiadomość: „Pamiętam o moich dzieciach”. 25-latka stanęła przed sądem. Była jednak pewna, że ten nie pośle jej za kraty.

 

– Mam dobrą wiadomość. Nowy prokurator znalazł dowody, które działają na moją korzyść.  Rozmawiał z lekarzem, który badał mózg Judaha. Poinformował o tym mojego prawnika – napisała w mediach społecznościowych Angel Poole. – Musimy teraz zwrócić się o pomoc do patologa. Myślę, że niebawem to wszystko się skończy. Proszę módlcie się za mnie. Bóg was wysłucha – dodała.

 

Niedawno kobieta usłyszała wyrok. Sąd skazał ją na 10 lat więzienia.

 

Źródło: fakt.pl
Fot.: fakt.pl; Facebook
EM

 

 

Od końca XIX wieku, kiedy zaczęto podejmować pierwsze próby przekroczenia granicy 8 tysięcy metrów, w Himalajach i Karakorum, gdzie znajduje się 14 najwyższych szczytów świata, śmierć poniosło około 800 wspinaczy.

 

Tylko nieliczne z ciał udało się zabrać z góry – większość została tam do dziś. Wiele przykrył śnieg i lód. Zdarza się, że po latach ciała znów pojawiają się na powierzchni.

 

 

Oto zdjęcie ciała Nowozelandczyka Georga Mallory’ego, który zginął w 1924 roku w czasie próby zdobycia Mount Everestu. Niewykluczone, że mu się to udało – 29 lat wcześniej, nim szczyt zdobyli Hillary i Tenzing.

 

 

Oto zwłoki Amerykanki Francys Arsentiev, która poniosła śmierć w 1998 roku w czasie wspinaczki z mężem na Mount Everest. Była pierwszą Amerykanką, która weszła na szczyt bez butli z tlenem. Zmarła w drodze powrotnej wskutek choroby wysokościowej i wywołanego przez nią obrzęku mózgu.

 

 

Podobny los przydarzył się Hennelore Schmatz. To właśnie na jej ciało natknęli się w 1980 roku Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy po pierwszym w historii zimowym wejściu na szczyt Mount Everest. Niemka zmarła niedaleko celu latem poprzedniego roku.

 

 

Kanadyjczyk Shriya Shah–Klorfine również zdobycie najwyższej góry świata przypłacił życiem. Kolejna wyprawa przykryła jego ciało narodową flagą. Podobnie stało się z ciałem Francys Arsentiev.

 

 

Za najbardziej zabójcze góry uchodzą K2 w Karakorum i Mount Everest oraz Nanga Parbat w Himalajach. Góra, która odebrała życie Tomkowi Mackiewiczowi ma już na koncie około 80 śmiertelnych ofiar.

 

 

 

Źródło, fot.: nczas.com
EM

W piątek na jednym z terenów budowy w Białymstoku doszło do tragicznego wypadku. Tuż przed południem dwóch robotników, którzy pracowali w pięciometrowym wykopie, przysypała ziemia. Jednemu z nich udało się ujść z życiem. Drugi nie miał tyle szczęścia…

 

W stolicy woj. podlaskiego robotnicy pracowali przy przebudowie ulicy Klepackiej, gdzie zajmowali się między innymi zabezpieczeniem ścian wykopu. W pewnym momencie z impetem runęła na nich potężna ilość ziemi.

 

Obu mężczyzn z pułapki wydobyli ratownicy. Jako pierwszego z dołu wyciągnęli 27-latka, którego przetransportowano do szpitala. Całe szczęście jego stan jest stabilny i jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Niestety, drugi pracownik zginął na miejscu zdarzenia.

 

– Wypadek zdarzył się w miejscu budowy podziemnego tunelu w okolicy torów na budowie nowej ulicy Klepackiej – poinformował oficjalnie oficer podlaskiej policji.

 

Kiedy strażakom udało się wydobyć z wykopu 45-letniego budowlańca, natychmiast przystąpiono do resuscytacji. Po kilkudziesięciu minutach lekarze stwierdzili zgon robotnika. Zmarł najprawdopodobniej wskutek odcięcia dopływu powietrza.

 

Policja prowadzi w tej sprawie śledztwo, ustalając przebieg i przyczyny tej tragedii.

 

Źródło: fakt.pl
Fot.: Wikipedia
EM

Po internecie krąży nagranie, które dla wielu może okazać się bulwersujące.
Sytuacja została zarejestrowana na korytarzu jednego z rosyjskich szpitali, placówka ta znajduje się na terenie Smoleńska.

 

Kamera monitoringu uchwyciła sytuację, podczas której pacjent po opuszczeniu gabinetu przewrócił się na podłogę, a następnie nie mógł doczekać się pomocy. Niestety wszystko skończyło się tragicznie, ponieważ mężczyźnie nie udało się uratować życia.

 

Człowiek ten został przewieziony na ostry dyżur w tym właśnie szpitalu. Stało się to po tym, jak otrzymał cios zadany kastetem w tylną część głowy. Miało mieć to miejsce podczas awantury, która wywiązała się na imprezie urodzinowej ofiary.

 

Akcja w szpitalu rozgrywała się w godzinach nocnych. Mężczyzna po około 5-godzinnym pobycie w jednym z gabinetów opuścił go. Kiedy jednak znalazł się już za drzwiami, osunął się na podłogę korytarza. Pomimo tego, że w szpitalu przebywali pracownicy, a prawdopodobnie także widzieli, że coś niepokojące się wydarzyło, pacjent nie doczekał się reakcji i leżał na korytarzu przez około pół godziny. Dopiero po takim czasie został zabrany na noszach przez personel.

 

Dziewięć dni później, główny bohater całej historii przeszedł operację trepanacji czaszki. Niestety doszło do tego zbyt późno i pacjent nie odzyskując przytomności, zmarł dwa dni później. Jego bliscy obwiniają za tragedię personel szpitala.

 

 

 

Źródło: YouTube/Roman Blaze ; radiozet.pl ; wmeritum.pl

 

MB

 

Paweł Adamowicz nie żyje. Prezydent Gdańska zmarł w szpitalu wskutek ran zadanych przez 27-letniego nożownika. Do ataku doszło w niedzielę wieczorem w czasie finału WOŚP w Gdańsku.

 

Napastnik Stefan W. zadał politykowi kilka ciosów nożem. Mężczyzna tłumaczył swoją napaść rzekomymi torturami przez Platformę Obywatelską.
 

Pomimo usiłowania zatrzymania prezydenta Gdańska przy życiu, nie udało się go uratować. Odszedł w wieku 53 lat.

 

Oto prawdziwy przykład bohaterki! 28-letnia matka i nauczycielka Dawn Croke wykazała się szczególną odwagą. Niestety, sama straciła przy tym życie…

 

Do tragedii doszło na terenie szkoły St. Crone w niewielkim hrabstwie Donegal położonym w północno-zachodniej części Irlandii. Kobieta przebywała tam wraz z mężem i dwójką synów – Jasonem i Calumem.

 

Z niewiadomych przyczyn w jej stronę ruszył samochód terenowy Ford Ranger. Chwilę przed tragedią, widząc co się zaraz może stać, ofierze udało się odepchnąć stojącą obok 6-letnią dziewczynkę. Ratując jej życie, sama przyjęła impet uderzenia.

 

Dziecko również doznało obrażeń i trafiło do szpitala z urazem stopy i złamaną miednicą. Mimo wszystko dzięki reakcji Dawn Croke nic nie zagraża jej życiu. Lekarze oceniają, że dziewczynka w pełni odzyska sprawność.

 

– Miała wspaniałą osobowość. Była człowiekiem ciepłym i utalentowanym. Kochali ją uczniowie, była bardzo lubiana wśród innych nauczycieli. Jesteśmy zdruzgotani jej śmiercią – napisała w oświadczeniu szkoła, w której pracowała 28-latka.

 

Źródło: o2.pl
Fot.: Twitter – @DailyMirror
EM