W najbliższych dniach można spodziewać się utrudnień podczas przemieszczania się po stolicy. Na terenie Warszawy, wprowadzony zostanie bowiem stopień alarmowy ALFA. Jak poinformował portal rmf24.pl, taką decyzję podjął szef rady ministrów Mateusz Morawiecki.

 

Stopień alarmowy ALFA obowiązywał będzie od najbliższego poniedziałku do piątku. W związku z jego wprowadzeniem, funkcjonariusze służb mogą przeprowadzać niezapowiedziane kontrole miejsc publicznych. Kontrolowane mogą być również pojazdy przemieszczające się w rejonie Stadionu Narodowego oraz Zamku Królewskiego. Dodatkowo trzeba liczyć się z tym, że wiele ulic wokół tych miejsc będzie zamkniętych. Tyczy się to głównie środy i czwartku. Do osób przebywających w Warszawie skierowana jest prośba, aby zwracać szczególną uwagę na ludzi zachowujących się w nietypowy sposób, a także na zostawiane bez nadzoru pakunki i bagaże.

 

Cała sytuacja wiąże się z organizowanym w Polsce szczytem bliskowschodnim. Jego temat wywołuje sporo dyskusji i kontrowersji, ponieważ może on wiązać się z ochłodzeniem relacji z Iranem. Teheran uznał bowiem organizowanie tego szczytu za akt wrogości.

 

Stopień alarmowy ALFA był już w ostatnich miesiącach wprowadzony w naszym kraju. Miało to miejsce przy okazji szczytu klimatycznego w Katowicach. Wówczas obowiązywał on na terenach województwa małopolskiego oraz śląskiego.

 

Jak donosi rmf24.pl, taka decyzja ma charakter prewencyjny, a służby nie otrzymały informacji o ewentualnej realnej możliwości wystąpienia niebezpiecznych zdarzeń czy ataków terrorystycznych.

 

 

Źródło: rmf24.pl 

Fot.: Facebook/@atp997

 

MB

 

W ostatnich tygodniach 2018 roku, służby miały sporo pracy w ramach walki z terrorystami. Poza tym, że doszło do zamachu w Strasburgu, w Niemczech rozpoczęto poszukiwania kilku podejrzanych mężczyzn widzianych w okolicach lotniska w Stuttgarcie, a także udaremniono ataki terrorystyczne we Włoszech. Ostatnie doniesienia pokazują też jednak coraz częściej, że również nasze polskie służby muszą cały czas trzymać rękę na pulsie.

 

Poza tym, że na terenie naszego kraju zatrzymano w ostatnich latach już kilkukrotnie osoby podejrzewane o związki z dżihadystami, polski wątek przewija się również przy okazji incydentów za granicą. Tak też ma to miejsce w temacie udaremnionego przez szwedzkie służby zamachu terrorystycznego na dużą skalę.

 

Jak wynika bowiem z aktu oskarżenia szwedzkiej prokuratury, jeden z podejrzanych o przygotowywanie go, posiadał polską wizę. Do aresztowania mężczyzny doszło w Sztokholmie 30 kwietnia.

 

Chodzi tu o 39-letniego Atabeka Abdullayeva pochodzącego z Kirgistanu. Przybył on do Szwecji w sierpniu 2017 roku, dzięki wizie wydanej wcześniej przez polskie władze.

 

W należących do niego telefonach oraz laptopie, funkcjonariusze znaleźli materiały propagandowe Państwa Islamskiego. Niedoszły zamachowiec miał publikować za pośrednictwem portali społecznościowych zdjęcia znanej galerii handlowej, a także dworca głównego, zlokalizowanych w stolicy Szwecji. Według opinii śledczych, w tych właśnie miejscach przeprowadzić atak chciał Abdullayev wraz z dwoma innymi podejrzanymi.

 

Jak wskazują akta śledztwa prokuratury, niedoszli zamachowcy weszli w posiadanie ponad 600 kg oraz 100 litrów chemikaliów. Wśród substancji tych znajdował się również kwas siarkowy i nadtlenek wodoru. Użyto ich także przy wytworzeniu materiałów wybuchowych użytych podczas ataku w londyńskim metrze, do którego doszło w 2005 roku.

 

 

Źródło: raidoszczecin.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

Kobiety, którym przywrócono wolność pochodziły z różnych stron świata. Były wśród nich obywatelki Argentyny, Kolumbii, Paragwaju, Brazylii, Wenezueli, jak również państw Europy wschodniej takich jak Ukraina, Węgry czy Rosja.

 

Operacja służb przeprowadzona została w Meksyku. W stolicy kraju funkcjonował lokal „Le Bon Vivant”, który był obserwowany przez śledczych już od pewnego czasu. Podejrzewano, że wykorzystywane są tam kobiety będące ofiarami handlu ludźmi. Przypuszczenia te wynikały z faktu, że przewijało się w tym miejscu dużo pań różnej narodowości.

 

W akcji wzięło udział ponad 150 funkcjonariuszy służb. Wpadli oni do baru „Le Bon Vivant”, który w rzeczywistości funkcjonował jako dom publiczny. Policja podczas operacji zatrzymała osiemnastu podejrzanych w wieku od 23 do 56 lat. Kobiety miały zostać zwabione obietnicą dobrej pracy, a następnie wykorzystywane przez gangsterów jako niewolnice i zmuszane do świadczenia usług seksualnych.

 

 

Zarówno przestępcami, jak i losem około setki uwolnionych niewolnic seksualnych zajmie się prokuratura. Lokal został zamknięty przez urzędników na podstawie faktu, że nie spełnia on wymagań co do ochrony ludzi i norm bezpieczeństwa.

 

Meksyk to państwo, które mimo wielu działań służb nadal ma spory problem z przestępczością (np. handel narkotykami). Sporym zagrożeniem dla bezpieczeństwa są tam również wojny pomiędzy poszczególnymi gangami, co również przekłada się negatywnie na turystykę. To wszystko determinuje władze Stanów Zjednoczonych do ograniczania napływu meksykańskiej ludności na terytorium USA.

 

 

Źródło: o2.pl ; Twitter/@UCS_CDMX

Fot.: Flickr

 

Problemy Niemców związane z masowym napływem imigrantów do kraju nadal trwają. W ostatnim czasie nasz zachodni sąsiad obawia się kolejnej fali przybyszów z krajów muzułmańskich, a równocześnie tamtejsze służby są świadome, że setki osób w kraju to potencjalni „uśpieni” terroryści. Teraz niemiecki kontrwywiad ostrzega również przed zagrożeniem jakie nieść mogą niektóre… dzieci.

 

W dzieciach pochodzących z części muzułmańskich rodzin, osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo w Niemczech widzą „potencjał zagrożenia, którego nie wolno zlekceważyć„. Frakcja parlamentarna CDU/CSU zaangażowały się w tą sprawę i w związku z ostrzeżeniami służb chcą obniżyć do 14 lat granicę wieku osób, które mogą zostać poddane inwigilacji.

 

Jak twierdzi Hans-Georg Maaßen, socjalizacja dzieci w islamistycznym środowisku „budzi zaniepokojenie i z tego względu w nadchodzących latach będzie stanowić wyzwanie także dla Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji„. Tak swoją opinię szef niemieckiego kontrwywiadu sformułował wypowiadając się dla grupy medialnej Funke.

 

Maaßen już wcześniej przestrzegał przed osobami wychowywanymi przez radykalnych muzułmanów. W grudniu 2017 roku mówił o tym jak spore zagrożenie dla bezpieczeństwa niemieckich obywateli stanowić mogą żony oraz dzieci bojowników Państwa Islamskiego, któe odsyłane są przez nich właśnie do Niemiec.

 

Tego typu sytuacje rodzą niepokoje, a także sprzeciw nie tylko sporej części społeczeństwa ale także niektórych ugrupowań politycznych. W stronę niezależnej w temacie migracji polityki idą w ostatnim czasie bardziej zdecydowanie władze Bawarii.

 

Źródło: ndie.pl

Fot.: Max Pixel 

 

Według informacji podanych przez portal tvp.info, prezydent Austrii Alexander Van der Bellen oraz kanclerz Sebastian Kurz wymagają „pełnego wyjaśnienia” rzekomo rozpowszechnionych przez media akcji szpiegowskich przeprowadzonych w kraju przez niemiecką Federalną Służbę Wywiadowczą (BND).

Austriackie media podały, że są w posiadaniu listy instytucji oraz firm. Wobec tych jednostek BND miała prowadzić od końca lat 90. elektroniczną inwigilację. Na liście widnieją między innymi ministerstwo spraw zagranicznych, wewnętrznych, obrony i finansów, a nawet sam urząd kanclerza.

Według prasowych informacji niemieckie służby podsłuchiwały także siedziby ONZ w Wiedniu oraz ambasady takich krajów jak Polska, Japonia, Izrael, USA, Australia, Francja, Ukraina, Rosja czy Korea Północna.

Inwigilowane instytucje to między innymi Bank Austria, Raiffeisen Zentral Bank,  Steyer Mannlicher i Glock (producenci broni strzeleckiej) oraz Voest (koncern hutniczy).

Doniesienia są takie, że łączna liczba numerów telefonów stacjonarnych, komórkowych i faksów oraz adresów e-mail obserwowanych przez BND wynosi 2 tysiące.

Podczas konferencji prasowej Prezydent Austrii Alexander Van der Bellen  poddawał wątpliwości zaufanie występujące między państwami. Działania których dopuściła się BND prezydent określił jako nienormalne i niepożądane. Van der Bellen domagał się szczegółowego zbadania przeprowadzonych akcji i zaniechania, gdyby jeszcze trwały.

Kanclerz Kurz także potępił rzekome działania niemieckich służb oraz wyraził nadzieję na przychylniejszą współpracę z Niemcami w sprawie inwigilacji z przeszłości.

Mężczyzna został aresztowany na okres 3 miesięcy.  Jest to efekt pracy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która przeprowadziła tą akcję przy współpracy z działającymi w innych państwa UE służbami specjalnymi.

 

Chodzi o Marka W., którego poczynania miały być już od miesięcy obserwowane przez agentów ABW. Był on pracownikiem ministerstwa energii i właśnie zainteresowanie tym resortem miało odbywać się w ramach zakresu szpiegowskiej działalności.

 

Marek W. podejrzewany jest o szpiegostwo na rzecz Rosji. Wskazywać na to ma również fakt, iż utrzymywał on relacje pracownikiem ambasady Rosji, który mógł prowadzić działalność wywiadowczą.

 

Informację o zatrzymaniu pracownika resortu energii podały jako pierwsze Wiadomości TVP.

 

Śledztwo w tej sprawie jest prowadzone przez prokuraturę z siedzibą w Warszawie.

Ambasada Tunezji ostrzegła władze Włoch o możliwym ataku terrorystycznym w Watykanie, w związku z Wielkim Tygodniem. Jak informują media, ambasada informowała o obywatelu tego kraju, który jest gotów dokonać zamachu.

 

Służby są w pełnej gotowości. Zaostrzono środki bezpieczeństwa. Ataku miałby dokonać Tunezyjczyk, który został bojownikiem Państwa Islamskiego. Dziś rozpoczyna się Wielki Tydzień – w chrześcijaństwie uroczysty czas upamiętniający ostatnie dni Chrystusa, przygotowujący do największego święta chrześcijan, Zmartwychwstania Pańskiego.

Centralne Biuro Antykorupcyjne dokonało zatrzymania ośmiu osób. Wyłudzili oni co najmniej kilka milionów złotych. Jednym z zatrzymanych jest zastępca redaktora naczelnego czasopisma „Służby specjalne” Tomasz Sz.

 

Zatrzymani działali w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, podając się za funkcjonariuszy lub też powołując na wpływy w służbach oraz instytucjach skarbowych. Grupa podszywała się pod m.in. CBA, SKW i ABW. Powoływali się też na wpływy w ministerstwach.

 

Oszuści dokonywali tego procederu, aby przez uwiarygodnienie swoich rzekomych powiązań wyłudzić kilkaset tysięcy złotych m.in. ze spółek Skarbu Państwa.

 

– Zatrzymań w Warszawie i podwarszawskich miejscowościach dokonali funkcjonariusze katowickiej delegatury CBA – stwierdził Piotr Kaczorek z Wydziału Komunikacji Społecznej Biura.

 

Piotr Kaczorek zapytany o to którego okresu dotyczy sprawa, odpowiedział iż chodzi o działania z lat 2015-2017.

 

– Czynności w tej sprawie trwają pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Katowicach – zaznaczył Kaczorek.

 

Centralne Biuro Antykorupcyjne dokonało przeszukań mieszkań zatrzymanych. Znajdowały się one w Warszawie, Łodzi oraz okolicach tych właśnie miast. Nie są wykluczone kolejne zatrzymania oraz kolejne zarzuty, ponieważ sprawa jest rozwojowa.

 

Fakt, że wśród osób zatrzymanych przez CBA znalazł się również Tomasz Sz. potwierdził Maciej Wąsik, zastępca koordynatora ds. służb specjalnych. Tomasz Sz. pełnił funkcję zastępcy redaktora naczelnego czasopisma „Służby specjalne”.

 

 

Po ostatnim wywiadzie dla serwisu natemat.pl, w którym były lider KOD żalił się, że jest bez środków do życia i poważnie rozważa emigrację, teraz Mateusz Kijowski postanowił wypłakać się Dominice Wielowieyskiej z „Gazety Wyborczej”. Przedstawił przy okazji o tyle zabawną, co absurdalną teorię tłumaczącą jego ostatnie problemy.

 

Kijowski, komentując prowadzoną dla niego zbiórkę pieniędzy, wyraził zdziwienie, dlaczego akcja wywołuje takie publiczne oburzenie.

 

„To nie jest zbiórka publiczna. Przyjaciele postanowili się zrzucić i pomóc. Kto nie chce, nie musi się składać. Ja tego nie organizowałem” – stwierdził były lider KOD.

 

Według Kijowskiego za znikające pieniądze ze zbiórek KOD  mają być odpowiedzialne…służby specjalne. To przez nie też on sam miał zostać skompromitowany i całkowicie pozbawiony wiarygodności.

 

„Jestem absolutnie przekonany, że sprawa ta była przygotowana przez służby czy jakieś inne osoby. Byłoby naiwnością nie wierzyć, że służby specjalne nie zainteresowały się naszą działalnością” – przekonuje Kijowski.