Do niepokojącej sytuacji doszło na lotnisko we Frankfurcie nad Menem. Miejscowa policja rozpoczęła poszukiwania jednej lub kilku osób. Ewakuowano przy tym część podróżnych znajdujących się w terminalu 1. Wstrzymano również starty samolotów.

 

W zaistniałej sytuacji należy liczyć się z opóźnieniami samolotów. Lotnisko zaapelowało do pasażerów z prośbą o śledzenie na bieżąco informacji dotyczących lotów oraz przylotów. Policja wzywa natomiast podróżnych do stosowania się do poleceń funkcjonariuszy podejmujących tam działania.

 

Wszystko spowodował fakt, że na terenie tamtejszego portu lotniczego, jedna lub więcej osób przedostały się do strefy chronionej, uprzednio unikając kontroli bezpieczeństwa. To doprowadziło do chaosu oraz konieczności ewakuacji części lotniska w związku z przeprowadzeniem akcji przez służby.

 

 

Swoją decyzję lotnisko oraz służby podjęły w oparciu o europejskie prawo lotnicze, zgodnie z którym w takich przypadkach do zadaniach policji należy ewakuowanie podróżnych oraz przeszukanie terenu lotniska. Ma to na celu wykluczenie ewentualnego zagrożenia. Tak też postąpiono w tym przypadku. Nie ma informacji na temat tego, kto jest winny incydentu przedostania się do strefy chronionej bez koniecznej kontroli.

 

Póki co raczej nie jest też pewne ile lotów zostanie odwołane oraz jak duże będą opóźnienia niektórych z nich.

 

Podobne zdarzenie miało miejsce całkiem niedawno, bo 28 lipca w Monachium. Wówczas z rozkładu wykreślono ponad 300 rejsów, a lotnisko poniosło stratę o wysokości ponad miliona euro.

 

 

Źródło: Twitter/@alliseeisgold ; o2.pl ; rmf24.pl

Fot.: pxhere.com

 

Jak podaje pap.pl, niemiecka policja poinformowała w sobotę, że 33 pasażerów irlandzkich niskobudżetowych linii Ryanair trafiło do szpitala, gdy ich samolot awaryjnie wylądował w piątek na lotnisku Frankfurt-Hahn z powodu nagłego spadku ciśnienia w kabinie pasażerskiej.

Samolot ze 189 pasażerami na pokładzie wystartował z lotniska w stolicy Irlandii – Dublinie i miał lecieć do Zadaru w Chorwacji. W wyniku nagłego spadku ciśnienia w kabinie pasażerskiej automatycznie wypadły awaryjne maski tlenowe, a samolot został skierowany na lotnisko Frankfurt-Hahn – poinformowały linie Ryanair w oświadczeniu.

„Pasażerowie skarżyli się na bóle głowy, ucha i złe samopoczucie” – powiedział cytowany przez agencję dpa rzecznik niemieckiej policji. Według przedstawicieli lotniska wszystkie osoby, które zostały przewiezione do szpitala zostały z niego wypisane w sobotę rano po badaniach kontrolnych.

Jak podaje niemiecka policja część pasażerów postanowiła nie kontynuować podróży.

Niemieckie federalne biuro badania wypadków lotniczych BFU poinformowało, że na lotnisko Frankfurt-Hahn ma udać się zespół w celu zabezpieczenia rejestratora rozmów w kokpicie i rejestratora parametrów lotu. Rzecznik BFU odmówił formułowania spekulacji na temat możliwej przyczyny incydentu.

Sytuacja miała miejsce w środę 11 lipca. Polski dyplomata lecący samolotem należącym do rosyjskich linii lotniczych Aerofłot, został zaatakowany na pokładzie maszyny. O sprawie tej poinformował Artur Lompart, pełniący obowiązki dyrektora Biura Rzecznika Prasowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

 

Polski dyplomata został pobity, ale na szczęście obrażenia jakie odniósł nie są poważne. Wrócił on już do ojczyzny. Sprawca ataku natomiast miał zostać zatrzymany przez funkcjonariuszy policji. Polska ambasada postanowiła zażądać wyjaśnień od strony rosyjskiej, w związku z incydentem, do którego doszło w samolocie.

 

– 11 lipca w trakcie lotniczej podróży powrotnej z delegacji służbowej na odcinku Irkuck-Moskwa pobity został polski dyplomata. Sprawca – według świadków prawdopodobnie osoba niezrównoważona psychicznie- został zatrzymany – przekazał za pośrednictwem Twittera Artur Lompart.

 

– Poszkodowanemu została udzielona natychmiastowa, niezbędna pomoc zarówno ze strony polskiego urzędu konsularnego w Moskwie, jak i centrali MSZ. Incydent został zgłoszony na policji. Dyplomata przeszedł niezbędne badania lekarskie i powrócił do Polski – napisał też dyrektor Biura Rzecznika Prasowego MSZ.

 

Według informacji jakie przekazał Lompart, Ambasada RP w Moskwie ma „zwrócić się do władz rosyjskich z żądaniem wyjaśnień okoliczności incydentu, jak również pociągnięciem sprawcy pobicia do odpowiedzialności”.

 

W stolicy Kuby, Hawanie, doszło do katastrofy samolotu pasażerskiego Boeing 737. Maszyna rozbiła się zaraz po starcie – podają kubańskie źródła.

 

Do dramatu doszło w piątek po południu czasu polskiego. Samolot pasażerski rozbił się w Hawanie (Kuba). Wiadomo, że tragedia rozegrała się krótko po starcie, między lotniskiem, a znajdującą się niedaleko miejscowością Santiago de las Vegas – poinformowały media kubańskie. Jak dodano, maszyna należała do narodowego kubańskiego przewoźnika, Cubana de Aviacion. Linie te potwierdziły w wywiadzie dla ABC News, że katastrofie uległ jeden z ich samolotów.

 

Wiadomo, że na pokładzie podróżowało około stu osób. Nie podano jednak jak dotąd oficjalnych informacji odnośnie liczby ofiar.

Wstrząśnięci tą tragedią ludzie przyłączają się do zbiórki pieniężnej w serwisie GoFoundMe. Jak przekazał „The Belfast Telegraph” udało się zebrać już ponad 31 tysięcy euro. Środki przekazane mają zostać rodzinom dwóch ofiar katastrofy, do której doszło w irlandzkim hrabstwie Offaly. Jedną z osób, które straciły w niej życie jest 7-letni Kacper.

 

Pochodzący z Polski chłopiec towarzyszył w niedzielę swojemu tacie na pokładzie samolotu transportującego spadochroniarzy. Maszyna wystartowała z lądowiska Clonbullogue. Była to Cessna 208 Caravan.

 

Niestety samolot runął w godzinach popołudniowych na ziemię nieopodal farmy wiatrowej Mount Lucas, zaraz po tym jak wyskoczyło z niego 16 spadochroniarzy. Wśród nich był ojciec Kacpra. Według relacji świadków, maszyna leciała bardzo nisko podczas powrotu na lotnisko. Doszło do zahaczenia Cessny o drzewo i zniszczenia jej ogona. To doprowadziło do katastrofy, w której oprócz 7-letniego Polaka, zginął również angielski pilot Neil „Billy” Bowditch.

 

– Samolot spadł prosto jak torpeda – opowiada Jimmy Slattery, która widziała to tragiczne zdarzenie.

 

Irlandzka komisja badania wypadków lotniczych prowadzi śledztwo w celu ustalenia szczegółów katastrofy. Miejsce, gdzie do niej doszło stanowią rozległe torfowiska. W związku z tym, wrak częściowo wbił się w podłoże.

 

 

Do tragedii doszło wczoraj w pobliżu Savannah w stanie Georgia. Rozbił się samolot transportowy C-130 „Hercules” należący do Gwardii Narodowej Portoryko. Na pokładzie znajdowało się dziewięć osób. Z komunikatu ogłoszonego przez władze wynika, że zginęło 5 z nich, ale dodano również, że najprawdopodobniej nikt nie ocalał.

 

Maszyną podróżowało pięciu członków załogi i czterech żołnierzy portorykańskiej Gwardii Narodowej. Samolot spadł na ruchliwą autostradę stanową 21, nieopodal linii kolejowej, zaraz po wylocie z lotniska w Savannah.

 

– To absolutny cud, że maszyna nie spadła na samochody

– mówiła przedstawicielka lokalnych władz.

 

Wciąż jednak nie wiadomo, co spowodowało katastrofę. Samolot ten w zeszłym roku uczestniczył w operacjach niesienia pomocy po huraganach Irma i Maria na Karaibach. Był już wysłużony, mia ponad 60 lat. Rozbił się w trakcie swojego ostatniego lotu do Arizony, gdzie miał być zezłomowany.

 

Prezydent Donald Trump złożył kondolencje bliskim ofiar.

 

Nie jest to pierwsza katastrofa w siłach powietrznych Stanów Zjednoczonych w ostatnim czasie. W zeszłym miesiącu w ciągu dwóch dni doszło do trzech tragedii – rozbiły się amerykańskie samoloty wojskowe. W wyniku katastrof zginęły 4 osoby.

Według komunikatu ze strony interia.pl, dzisiaj w Algierii, niedaleko stolicy kraju, Algieru doszło do katastrofy samolotu sił powietrznych – poinformowały lokalne media. Jak podaje rozgłośnia państwowa, w wyniku tragedii zginęło ponad 100 osób. Według innych doniesień, ofiar może być nawet 200.

 

Maszyna rozbiła się blisko bazy lotniczej w miejscowości Bufarik (na północy Algierii). Nie wiadomo jednak na razie, co było przyczyną katastrofy.

 

Zgodnie z ustaleniami lokalnych mediów, jak dotąd z wraku samolotu udało się wyciągnąć już zwłoki kilkudziesięciu osób. Stacja telewizyjna BBC, która powoływała się na doniesienia lokalnej telewizji, zawiadomiła, że liczba ofiar może być nawet równa 200.

 

Jak informuje interia.pl, na miejsce zdarzenia dotarło już kilkanaście karetek pogotowia ratunkowego. Wciąż trwa akcja ratunkowa, jednak służby robia wszystko co w ich mocy, aby wydostać ciała z wraku samolotu.

 

Nad miejscem tragedii obecnie unosi się ogromna chmura czarnego i gęstego dymu.

 

Źródła wojskowe, na które powołuje się krajowe radio, informują, że maszyna była w drodze do Beszaru (południowy zachód Algierii). Jak podaje algierska agencja informacyjna, rozbił się samolot transportowy Ił-76.

 

W sieci rozpowszechniły się już zdjęcia i nagrania z katastrofy.

 

 

 

 

Samolot pasażerski Boeing 787 dreamliner, który należy do Polskich Linii Lotniczych LOT, lądował awaryjnie w Nowym Jorku. Powodem takiej decyzji była usterka silnika  – donosi Radio Zet.

 

Samolot leciał z Cancun w Meksyku do Warszawy. Maszyna była już po trzech godzinach lotu, a przed nią było jeszcze osiem.

 

Jak informuje tvp.info, po lądowaniu w Nowym Jorku z dreamlinera spuszczone zostało paliwo. W takich sytuacjach jest to standardowe postępowanie. Obecnie samolot jest naprawiany.

 

Podróżni przesiedli się do innego samolotu – lecącego z Nowego Jorku do Warszawy.

 

Według informacji podanych przez lokalne wojsko, w katastrofie pasażerskiego samolotu życie straciło co najmniej 50 osób. Maszyna należała do linii US Banglia, a na jej pokładzie znajdować się miało 71 osób.

 

Samolot leciał Dhaki- stolicy Bangladeszu. Rozbił się przy podchodzeniu do lądowania na boisku piłkarskim znajdującym się niedaleko od lotniska stolicy Nepalu- Katmandu. Po nieudanym lądowaniu samolot zaczął płonąć.

 

 

Piloci mieli mieć problemy z kontrolowaniem samolotu przy podchodzeniu do lądowania. Rozbili się na północ od lotniska, mając pozwolenie na lądowanie w jego południowej części. Nie są jednak znane dokładne informacje na temat tego dlaczego i jakie problemy mieli piloci.