Każdego kierowcę prędzej czy później spotykają różne niespodzianki w trasie. Tak było również w przypadku jednego z mieszkańców Węgorzewa, kiedy jego auto uległo awarii na drodze.

 

Żaden z kierowców nie zdecydował się mu pomóc. – Nikt z uczestników ruchu mi nie pomógł, tylko na mnie trąbili” – przyznał mężczyzna. Dopiero później pomocy udzielili mu przejeżdżający tamtędy funkcjonariusze.

 

W ramach wdzięczności kierowca napisał list do komendanta Policji Powiatowej w Węgorzewie, w którym między innymi opisał, co dokładnie spotkało go na skrzyżowaniu w mieście.

 

Kierowca – jak przyznaje w liście – kiedy zjawił się radiowóz, przestraszył się, że nie tylko nikt mu nie pomoże, ale zarobi jeszcze mandat. Tymczasem, ku jego zdziwieniu funkcjonariusze kazali mu wsiąść za kółko. „Jeden z nich zepchnął mój samochód na parking, a drugi włączył światła błyskowe i jechał za nami” – czytamy w liście.

 

Mężczyzna poprosił komendanta o nagrodzenie bohaterskich policjantów. „Dzięki takim policjantom buduje się zaufanie społeczne do Policji” – podsumował kierowca wybawiony z tarapatów.

 

Źródło: brd24.pl
Fot.: Wikipedia
EM

Tylko przez trzy miesiące mieszkanka Łodzi cieszyła się możliwością prowadzenia auta na własną rękę. Czyżby kolejna osoba, która spowodowała wypadek? Nic bardziej mylnego – jak się okazało, jej egzamin został bowiem unieważniony przez marszałka województwa łódzkiego z powodu błędu egzaminatora tamtejszego WORD.

 

Kobieta zdała zarówno egzamin teoretyczny, jak i praktyczny, zyskując tym samym prawo jazdy kategorii B. Problem w tym, że osoba egzaminująca skróciła czas trwania jazdy do mniej niż 24 minut, podczas gdy według przepisów czas ten powinien wynieść 40 minut. Tylko w określonych przypadkach może zostać on skrócony, o ile ubiegający się o prawo jazdy zaliczył wszystkie wymagane zadania. Mimo wszystko, nawet spełniając wszystkie te wymogi, minimalny czas trwania egzaminu powinien wynieść co najmniej 25 minut.

 

Marszałkowski wydział infrastruktury wysłuchał wyjaśnień egzaminatora, przejrzał także zapis z kamery, która rejestruje przebieg egzaminu. Sprawdzono także nagrania zarejestrowane przez kamery monitoringu łódzkiego Zarządu Dróg i Transportu. W decyzji o unieważnieniu egzaminu podano, że zdająca nie wykonała czterech zadań, a mimo to zaliczono jej egzamin. Jak mówi szef Solidarności w WORD, Radosław Banaszkiewicz, kobieta ta w ogóle nie powinna uzyskać prawa jazdy.

 

To właśnie związek zawodowy złożył wniosek do urzędu marszałkowskiego o unieważnienie egzaminu. Jak podkreśla jego przedstawiciel, związkowcy chcieliby, aby ośrodki ruchu drogowego nie przeprowadzały egzaminów w biegu, zaliczając je wszystkim po kolei. Banaszkiewicz zaznacza, aby dokument otrzymywały tylko osoby solidnie przygotowane i sprawdzone, aby jak najbardziej zmniejszyć ryzyko zagrożenia na drodze.

 

Warto dodać, że decyzja unieważniająca egzamin na prawo jazdy nie jest ostateczna. Zarówno egzaminator, jak i kobieta mogą odwołać się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.

 

Źródło: auto-swiat.pl
Fot.: Wikimedia Commons
EM

Wydawać by się mogło, że to kolejny wypadek samochodowy – taki, jak tysiące innych.
Sytuacja ta nieco się jednak różni.

 

Do tego niecodziennego incydentu doszło na jednej z dróg Kaliningradu w Rosji. Kierowca Toyoty Avensis nieudolnie próbował wyjechać z drogi podporządkowanej na drogę główną – zamiast jednak zająć najbliższy pas z pierwszeństwem przejazdu, ten wepchnął się od razu na drugi, tuż przed ciężarówkę DAF.

 

Jaki był tego finał? Na wskutek zahaczenia karoserią samochodu o oponę ciężarówki, doszło do jej wybuchu i rozerwania przodu osobówki. Wszystko zarejestrowała kamera miejskiego monitoringu.

 

 

Ponieważ auto wjeżdżało z prawej strony, kierowca DAF-a mógł jej w ogóle nie zauważyć. Nieostrożny uczestnik ruchu drogowego najprawdopodobniej wjechał w tak zwane martwe pole, którego nie obejmowało boczne lusterko drugiego kierowcy.

 

Źródło: fakt.pl; YouTube – Пресс-служба АПК Безопасный город
Fot.: YouTube – Пресс-служба АПК Безопасный город
EM

Oficjalny portal polskiej policji (policja.pl) podaje, że policjanci z grudziądzkiej „drogówki” na obwodnicy miasta zarejestrowali audi, którego kierująca przekroczyła dopuszczalną prędkość. Wykonany pomiar wykazał, że samochód pędził z prędkością 161 km/h. Dopuszczalna prędkość na tym obszarze wynosi maksymalnie 80 km/h. Policjanci zatrzymali samochód do kontroli. 35–letnia kobieta otrzymała mandat. Funkcjonariusze dodatkowo odebrali jej prawo jazdy.

We wtorek (9.10.2018) grudziądzcy policjanci z „drogówki” patrolowali obwodnicę Grudziądza nieoznakowanym pojazdem z videorejestratorem. W pewnym momencie na ul. Peszkowskiego prowadząca radiowóz policjantka zauważyła, że jadące przed nią audi porusza się bardzo szybko. Policyjny videorejestrator wykazał, że kierująca kobieta jedzie 161 km/h. Mundurowi zatrzymali do kontroli „osobówkę”. Kontrola policyjna zakończyła się mandatem, 10 punktami karnymi i zatrzymaniem prawa jazdy. Sprawczyni wykroczenia miała z pokorą przyjąć karę.

Teraz  policjanci przeprowadzają postępowaniu o przekroczeniu prędkości powyżej 50 km/h. Powiadomią starostę, który wyda decyzję administracyjną o zatrzymaniu dokumentu na 3 miesiące.

Jak podaje portal policja.pl, Nadmierna prędkość to jedna z głównych przyczyn zdarzeń drogowych. Skutki potencjalnych zdarzeń zależne są właśnie od prędkości. Mniejsza prędkość to mniej poważne uszkodzenia i obrażenia ciała.

Źródło: policja.pl, youtube.com
fot. Wikipedia Commons

Od dłuższego czasu głośno na temat wypadku samochodowego na Słowacji.
Na jaw wciąż wychodzą nowe fakty, tym razem spojrzymy na zdarzenie z perspektywy syna tragicznie zmarłego w wypadku kierowcy skody. O jego przebiegu możemy przeczytać tutaj.

 

– To była sekunda – mówi w rozmowie z reporterem magazynu TVN24 „Czarno na Białym” 21-letni Michał – Jechaliśmy powoli, 80-90 kilometrów na godzinę. Gdy wyszliśmy zza zakrętu, zobaczyliśmy mercedesa. On wyprzedził jeszcze auto. Za nim jechało ferrari, które też chciało wyprzedzić. Tata znał tę drogę, wiedział że jest szeroka, że nawet cztery auta mogą się tam zmieścić – relacjonuje.

Rodzice najpierw mieli odwieźć chłopaka na uczelnię do Żyliny, a następnie korzystając z pięknej pogody udać się na wycieczkę rowerową.

 

– Tata dojechał do barierki, ale wtedy porsche wbiło się w ferrari i to była chwila, jak porsche w nas uderzyło – mówi.

Jego zdaniem nie było szansy na ucieczkę. – To była sekunda. Tata wziął to na siebie. Gdyby tego nie zrobił, nie byłoby mnie tutaj – opowiada.

 

Młody mężczyzna na ratunek ojcu wybiegł z auta, pomagali mu również inni kierowcy.
Nie pamięta jednak czy wśród nich znaleźli się sprawcy wypadku, sytuacja działa się zbyt szybko i emocje wzięły górę. Niestety kierowca zmarł w wypadku do szpitala.
Mimo wszystko chłopak nie chce, aby rajdowcy trafili do więzienia. Jak mówi, „posiedzą kilka lat i będzie to samo” – Powinni za karę siedzieć w szpitalu i patrzeć na ludzi po takich wypadkach – podsumowuje w rozmowie z dziennikarzem.

 

– To było świadome działanie – mówi reporterowi RMF FM rzecznik słowackiej prokuratury. Śledczy postanowili polskim piratom drogowym postawić nowe zarzuty. W środę słowacki sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu całej trójki. Teraz kara jest poważniejsza i grozi im nawet do 20 lat więzienia.

 

Marcinowi L., który zderzył się z jadącym z naprzeciwka pojazdem powodując śmierć 57-letniego mężczyzny, grozi kara od 15 do 20 lat pozbawienia wolności. Adamowi S. i Łukaszowi K., biorącym udział w wyścigu, grozi zaś kara od 10 do 15 lat więzienia.

 

– Przy normalnym wypadku drogowym uznaje się to za działanie nieumyślne, ale w tym przypadku oni się ścigali i świadomie stwarzali zagrożenia dla innych kierowców. To jest nasza kwalifikacja, jako śledczych i zobaczymy, czy sąd podzieli nasz zdanie – mói Matus Harkabus ze słowackiej prokuratury w Żylinie.

Nie jest na razie wiadomo, kiedy słowacki sąd zajmie się sprawą.

 

Źródło: www.rmf24.pl
Fot.: pixabay.com
EM

 

 

Jak podaje TVP.Info, Prokuratura Rejonowa w Morągu wystąpiła o pomoc prawną do Królestwa Szwecji w sprawie mężczyzny, który pod koniec lipca uszkodził samochody działaczy partii Prawo i Sprawiedliwość. Mężczyzna za podobny czyn był sądzony                      w Szwecji.

Prokurator rejonowy z Morąga Zbigniew Świderski poinformował, że do ukończenia postępowania w sprawie zniszczenia samochodów działaczy PiS potrzebne jest zaczerpnięcie informacji z Królestwa Szwecji.

Jak mówił Świderski w imieniu Prokuratury Rejonowej: „Potrzebujemy informacji o wyroku, jaki zapadł w Szwecji wobec naszego podejrzanego oraz informacji o karach i ich wykonaniu orzeczonych tym wyrokiem”.

Prokuratura z Morąga wystąpiła z odpowiednim wnioskiem do Prokuratury Okręgowej w Elblągu. Według prokuratora Świderskiego  potrzebne informacje ze Szwecji mogą nadejść dopiero za 2 do 3 miesiący.

Pod koniec lipca w Morągu doszło do uszkodzenia opon w pięciu autach działaczy PiS, między innymi radnego powiatowego z Ostródy. Policja ustaliła, że sprawcą był 53-letni mieszkaniec kamienicy, pod którą działacze PiS zaparkowali samochody. Politycy uczestniczyli w spotkaniu partyjnym znajdującym się tym budynku.

Mężczyzna przyznał się do winy i zadeklarował, że dobrowolnie podda się karze przed sądem. Podczas przesłuchania przekonywał, że nie kierowały nim motywacje polityczne, jedynie źłość spowodowana zaparkowanymi samochodami, które torowały drogę.  W trakcie postępowania prokuratury okazało się, że 53-latek podobnego czynu dopuścił się w Szwecji.

Źródło: tvp.info
fot. Wikipedia Commons

Jak pisze tvp.info, Niemiecki koncern motoryzacyjny Volkswagen poinformował, że zakończy produkcję modelu Beetle, czyli znanego na cały świat garbusa. Ostatni egzemplarz ma zostać wyprodukowany w lipcu 2019 roku.

Historia garbusa ma swoje początki w czasach rządów Hitlera. W 1933 roku Adolf Hitler zlecił Ferdinandowi Porsche zaprojektowanie pojazdu o nazwie Volkswagen (tzn. „samochód dla ludu”). Z założenia samochód miał przewozić dwójkę dorosłych plus trójkę dzieci z prędkościami rzędu 100 km/godz. Jego cena nie miała przekraczać 990 marek. W tych czasach przeciętny tygodniowy dochód pracownika wynosił 32 marek.

Przed wojną powstały pierwsze modele, ale po wybuchu konfliktu priorytety niemieckiego przemysłu się zmieniły i produkcja seryjna ruszyła dopiero w 1945 roku. Już w połowie lat 50. po niemieckich drogach jeździł milion tego typu aut.

Przez kilkadziesiąt lat produkcja garbusów była kilkukrotnie wstrzymywana. W niezmienionej wersji produkowano je w Meksyku do początku XXI wieku. W 1997 r. opracowano nowy model New Beetle, który w 2011 r. zastąpił Beetle.

Z każdym rokiem sprzedaż jednak spadała.

Media podają, że Volkswagen, zanim zdecydował o wstrzymaniu produkcji, rozważał opcje między innymi ponowny lifting garbusa i stworzenie jego wersji elektrycznej.

Władze koncernu, który wciąż odczuwa skutki afery „dieselgate”, podjęły decyzję o wstrzymaniu produkcji garbusów, producenci chcą ograniczyć liczbę oferowanych modeli i skupić się na produkcji przede wszystkim aut elektrycznych i dedykowanych rodzinom.

źródło: tvp.info
fot. Wikipedia Commons

Policja podjęła dochodzenie, którego obiektem stał się popularny na całym świecie hiszpański piłkarz. Gwiazda FC Barcelony dopuściła się kolejnego wybryku drogowego. Zawodnikowi grozi teraz nawet pół roku więzienia.

 

Sprawa dotyczy bardzo dobrze znanego fanom europejskiej piłki Gerarda Pique. który zawodnikiem „Dumy Katalonii” został już w 1997 roku. Później jednak występował również w angielskim Manchesterze United oraz innym hiszpańskim klubie- Realu Saragossa. W 2008 roku wrócił do FC Barcelony.

 

31-letni piłkarz dopuścił się prowadzenia samochodu nie posiadając ważnego prawa jazdy. Według hiszpańskiego prawa, ważność prawo jazdy traci na okres pół roku po przekroczeniu limitu punktów przez kierowcę. Karą od trzech do sześciu miesięcy lub grzywną skończyć może się natomiast prowadzenie auta za kierownicą bez posiadania wymaganego dokumentu uprawniającego do kierowania samochodem.

 

O sprawie poinformowało radio Cadena Ser. Później doniesienia te potwierdził później rzecznik prasowy burmistrza Barcelony w oświadczeniu dla Agencji AFP.

 

– Osoba ta została skontrolowana przez policję miejską w momencie, gdy prowadziła pojazd po przekroczeniu dopuszczalnego limitu punktów karnych. W związku z tym została przeciwko niej złożona skarga – powiedział rzecznik.

 

To nie jest pierwszy incydent, kiedy piłkarzowi zdarza się tego typu wybryk. Pique w 2014 roku zaatakować miał dwóch funkcjonariuszy policji za to, że chcieli wyciągnąć oni konsekwencje wobec niego po nieprzepisowym parkowaniu.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Pxhere

Kolizja miała miejsce na terenie Rudy Śląskiej. Zarówno tamtejsza prezydent miasta Grażyna Dziedzic oraz inny kierowca trafili do szpitala po wypadku.

 

Funkcjonariusze rudzkiej policji zatrzymali prawo jazdy prezydent Dziedzic, ponieważ jak wskazują okoliczności zdarzenia, to ona była winna zaistniałej kolizji. Szczegóły zostają jednak dopiero wyjaśniane.

 

Prowadząc w sobotę swój samochód, Grażyna Dziedzic uderzyła w stojące na czerwonym świetle przed skrzyżowaniem auto marki Alfa Romeo, a ono następnie w Forda Focusa. Mł. asp. Roman Aleksandrowicz z miejscowej policji przekazał w niedzielę, że wszyscy uczestnicy zdarzenia byli trzeźwi. Prezydent nie była w stanie wyjaśnić dlaczego doszło do tej sytuacji.

 

Zarówno kierowca Alfy Romeo, jak i Grażyna Dziedzic uskarżali się po kolizji na bóle w okolicy klatki piersiowej, a także szyjnego odcinka kręgosłupa. Obydwoje zostali więc przewiezieni do szpitala. Prezydent po badaniach została wypisana do domu.

 

Chociaż zdarzenia zostało zakwalifikowane jako kolizja, to jednak dokonana będzie przez mającego być powołanym biegłego ocena stopnia obrażeń jednego z kierowców. Prawo jazdy prezydent Dziedzic zostanie przesłane do sądu, który zdecyduje o ewentualnych dalszych konsekwencjach prawnych wobec niej i podejmie decyzję czy prawo do kierowania pojazdami, ma być wobec rządzącej w Rudzie Śląskiej wstrzymane.

 

 

Źródło: radio.katowice.pl ; rmf24.pl

Fot.: Flickr