Krakowski sąd nakazał niemieckiej telewizji ZDF przeprosiny w sprawie z emisji serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Przeprosiny mają ukazać się na ekranach Telewizji Polskiej oraz ZDF. Zgodnie z wyrokiem sądu, przed każdą emisją serialu ma ukazać się informacja o tym, że postaci są fikcyjne, a Polacy w czasie II wojny światowej pomagali Żydom, natomiast Niemcy okupowali Polskę.

 

 

Sąd nakazał również wypłatę 20 tysięcy złotych zadośćuczynienia na rzecz kapitana Armii Krajowej Zbigniewa Radłowskiego, który wraz ze Światowym Związkiem Żołnierzy AK wytoczył proces niemieckiej telewizji ZDF oraz producentowi serialu.

 

Produkcja ich zdaniem naruszyła prawo do tożsamości narodowej, godności oraz wolności od mowy nienawiści, dlatego przed sądem domagali się przeprosin i zadośćuczynienia.

 

Prawnicy reprezentujący przed sądem niemiecką telewizję i producenta wnosili o oddalenie pozwów i twierdzili, że autorzy korzystali z wolności do twórczość artystycznej produkując film fabularny a nie historyczny.

 

Sąd, ogłaszając wyrok, podkreślił, że powód, Zbigniew Radłowski, ma legitymację, żeby walczyć o dobre imię AK jako organizacji rozwiązanej, podobnie jak Światowy Związek Żołnierzy AK. Sąd zaznaczył, że sprawa jest „trudna i precedensowa”.

 

 

Jak mówił sędzia Kamil Grzesik w uzasadnieniu wyroku: „Sąd nie zajmował się oceną zachowania wszystkich Polaków. W tej sprawie sąd zajmował się oceną sposobu przedstawienia żołnierzy AK w ramach niemieckiego serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”.

 

 

„Producenci serialu ubolewają, że sąd nie uwzględnił w należytym zakresie wolności twórczości artystycznej” – powiedział po ogłoszeniu wyroku pełnomocnik jego twórców adwokat Piotr Niezgódka. Zapowiedział apelację.

 

 

„Producenci przyłożyli niezwykłą wagę do tego, aby ten film został wyprodukowany w sposób wyważony i aby w taki sposób przedstawiał wszelkie wydarzenia. W moim przekonaniu – jako pełnomocnika – wymóg rzetelności i proporcjonalności został spełniony” – podkreślił adwokat.

 

Źródło: tvp.info
fot. youtube.com
LS

Prokuratorzy z IPN ściśle współpracują z niemiecką Centralą Ścigania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu w zakresie zbrodni wojennych popełnionych przez SS-manów. Polscy prokuratorzy poszukują żyjących funkcjonariuszy SS, których chcą postawić przed sądem.

 

 

W ostatnich tygodniach grudnia na terenie Niemiec doszło do roboczego spotkania przedstawicieli pionu śledczego IPN oraz niemieckiej prokuratury prowadzącej śledztwa w sprawach zbrodni nazistowskich popełnionych w czasie II wojny światowej.

 

 

Jak powiedział PAP dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, zastępca Prokuratora Generalnego prok. Andrzej Pozorski: „Prokuratorzy IPN nie rezygnują z pociągnięcia do odpowiedzialności niemieckich zbrodniarzy z okresu II wojny światowej, w tym byłych funkcjonariuszy SS, którzy służyli w obozach koncentracyjnych lub w obozach zagłady. Z uwagi na wiek sprawców, którzy obecnie mogą mieć powyżej 90 lat, są to już naprawdę ostatnie chwile, kiedy możemy podejmować tego rodzaju wysiłek”.

 

 

W Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu od maja 2017 r. działa specjalny zespół, który wytypował grupę ok. 1,6 tys. spośród ok. 23 tys. funkcjonariuszy SS działających na terenie niemieckich obozów koncentracyjnych i obozów zagłady w czasie II wojny światowej. IPN usystematyzował posiadane dane tych osób, m.in. ich daty urodzenia, miejsca zamieszkania przed wstąpieniem do SS, a także w okresie powojennym oraz informacje o wykonywanej pracy. Poszukiwania SS-manów, których nigdy nie spotkała kara za zbrodnie popełnione na polskich obywatelach, prowadzone są nie tylko w Niemczech, ale również w Austrii oraz w kilku innych krajach Europy.

 

 

„Po ustaleniu miejsc pobytu byłych SS-manów będziemy wnioskować, jeśli oczywiście żyją, o ich wydanie polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Trzeba przyznać, że sprawa ta wywołała duże zainteresowanie niemieckich władz, które podjęły decyzję o bliskiej współpracy z zespołem IPN. Obecnie Polska jest największym partnerem Centrali w Ludwigsburgu, obok Stanów Zjednoczonych i Kanady” – zaznaczył Pozorski.

 

 

„Centrala w Ludwigsburgu zajmuje się wielkimi masowymi zbrodniami popełnionymi głównie na terenie obozów koncentracyjnych lub obozów zagłady, a nie tak jak polscy prokuratorzy każdą niemiecką zbrodnią popełnioną np. na ulicach polskich miast. Poza tym podstawowa różnica między nami a nimi polega na tym, że prokuratorzy z Ludwigsburga nie przedstawiają zarzutów sprawcom zbrodni, lecz przesyłają zebrane przez siebie informacje do prokuratury powszechnej, która przygotowuje akty oskarżenia już przed sądami” – tłumaczy prok. Pozorski.

 

 

Centrala w Ludwigsburgu – jak dodał – pełni zatem podobną funkcję jak dawna polska Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich i zajmuje się bardziej wyjaśnianiem przestępstw, a nie ich ściganiem.

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Na antenie TVP Info przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. oszacowania odszkodowań należnych od Niemiec za szkody w II wojnie światowej Arkadiusz Mularczyk powiedział, że „Polska nigdy nie zrzekła się reparacji wojennych”. „Nie ma w porządku prawnym RP żadnego dokumentu, który obowiązywałby w Polsce, gdzie zrzekamy się w skuteczny sposób prawa do tych odszkodowań” – dodał.

W programie TVP Info „O co chodzi” poseł Mularczyk odniósł się do tezy stawianej przez niektórych historyków i prawników, że dokument z 1953 r. wydany przez Bolesława Bieruta jest skutecznympod względem prawnym zrzeczeniem się Polski do roszczeń o reparacje wojenne od Republiki Federalnej Niemiec.

– „Jest świstek papieru podpisany przez Bolesława Bieruta, który w ocenie niektórych historyków spełnia przesłanki uchwały Rady Ministrów. „Rada Ministrów” to jest dokument, który powinien być podpisany przez całą Radę Ministrów, a takiego dokumentu nie ma” – argumentował poseł Mularczyk.

Zdaniem przewodniczącego parlamentarnego zespołu ds. oszacowania odszkodowań należnych od Niemiec za szkody w II wojnie światowej „absolutnie” nie można stwierdzić, że „świstek papieru podpisany przez Bieruta, a nie przez całą Radę Ministrów był uchwałą Rady Ministrów , która decydowałaby, bądź nie o kwestii zrzeczenia reparacji wojennych”.

– „Dziwię się historykom bądź prawnikom, którzy w oparciu o tak ułomny dokument podejmują tak daleko idące wnioski” – dodał Mularczyk.

Jak podaje tvp.info: „W programie pokazano archiwalną wypowiedź Józefa Musiała, wiceministra sprawiedliwości PLR i sędziego Sadu Najwyższego, który wówczas mówił o potrzebie uzyskania reparacji wojennych za szkody poczynione narodowi polskiemu i „zwykłym Polakom” przez III Rzeszę Niemiecką”.

Musiał w 1986 roku miał powiedzieć, że „całe wagony srebra, złota, różnych precjozów i innych wartościowych rzeczy wywożono w głąb III rzeszy”. Zdaniem wiceministra za czasów PRL  „przeciętny obywatel Polski zadośćuczynienia za to ograbienie nie otrzymał”.

źródło: tvp.info

Nowy minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz zaskoczył prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Chodzi o poglądy dotyczące reparacji wojennych. W konsekwencji będzie musiał „bardziej” skonsultować swoje przemowy.

 

Podczas ostatniej wizyty w stolicy Niemiec na konferencji z tamtejszym ministrem spraw zagranicznych, Czaputowicz powiedział, że chce, aby debata o reparacjach wojennych prowadzona była na poziomie profesjonalistów. Jak twierdzi, aktualnie reparacje „nie stanowią balastu w stosunkach między rządami” – podaje wp.pl.

 

Według źródeł, słowa ministra wpędziły w osłupienie polityków Prawa i Sprawiedliwości. W największym szoku był Jarosław Kaczyński, prezes partii. Tłumaczył później w Sejmie, że PiS ma w kwestii reparacji nadal takie samo stanowisko.

 

Czaputowicza ukarano póki co tym, że „będzie musiał bardziej konsultować swoje wystąpienia”. Przecież nie będziemy dymisjonować dopiero co powołanego ministra – mówi polityk z Nowogrodzkiej.

 

Polski rząd żąda zapłaty odszkodowania przez Niemcy za straty wyrządzone w czasie II wojny światowej. Powołano specjalną grupę, która ma oszacować wysokość tej sumy. Przewodniczącym zespołu ds. reparacji został poseł Arkadiusz Mularczyk.