Za nami noc sylwestrowa, która jak zwykle oprócz bycia okazją do podsumowania kolejnego minionego już roku, złożenia sobie życzeń oraz podjęcia postanowień na kolejne 365 dni, była swoistą rywalizacją organizowanych wielkich imprez w polskich miastach, na których ludzie bawili się wraz z występującymi gwiazdami muzyki. 

 

Największe w Polsce stacje telewizyjne transmitowały imprezy sylwestrowe w Zakopanem (TVP), w Warszawie (TVN) oraz w Chorzowie (Polsat). Największym zainteresowaniem cieszyła się impreza organizowana w stolicy polskich Tatr i to tam jak komentuje zgodnie wiele osób odniesiono największy sukces organizacyjny. Wiele krytycznych głosów można usłyszeć natomiast o Sylwestrze organizowanym w Warszawie jako tym mało atrakcyjnym dla widzów.

 

Jednak to właśnie wokalistka występująca w stolicy Polski miała, według pojawiających się przecieków, zainkasować największą sumę za występ wśród polskich gwiazd. Mowa tu o Edycie Górniak, która jak informuje „Super Express”, zarobiła aż 120 000 zł.

 

Sporo uwagi poświęcano przy organizacji imprez sylwestrowych osobom Sławomira i Kajry. Artysta postanowił bowiem wystąpić tej jednej nocy… na dwóch zabawach, zarówno tej w Zakopanem, jak i na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Szczęśliwie jego plan się powiódł, mówi się jednak iż sporo ryzykował, ponieważ w razie załamania pogody, helikopter mógł zostać uziemiony w górach i wtedy gwiazdor naraziłby się być może na konieczność zapłaty odszkodowania.

 

Jednak wystąpić w dwóch miejscach Sławomirowi i Kajrze się udało, przez co zdobyli oni dwie gaże podczas tegorocznego Sylwestra. Choć nie jest znana dokładna łączna suma jaką Sławomir zarobił, to mówi się o kwocie 100 000 zł za jeden z tych dwóch występów.

 

Spore pieniądze zarobiła po raz kolejny Maryla Rodowicz, która za swój występ zgarnąć miała 90 000 zł. Michał Szpak natomiast według nieoficjalnych informacji zarobił 70 000 zł, a Ewa Farna oraz Michał Wiśniewski po 60 000 zł.

 

Popularni od lat gwiazdy muzyki disco polo mogli liczyć według „Super Expressu” na kwoty kilku tysięcy zł. Zenon Martyniuk z zespołu Akcent- 50 000 zł, Marcin Miller z zespołu Boys- 40 000 zł.

 

 

Źródło: Super Express ; Gala.pl ; Nczas.com

Fot.: YouTube/TVP VOD

 

MB

 

 

 

Janusz Korwin-Mikke był gościem programu w Polsat News, gdzie odniósł się między innymi do protestów przeciwko obywatelskiemu projektowi „Zatrzymaj aborcję”.

 

Polityk stwierdził, że zakaz aborcji jest oczywistą koniecznością i w pełni go popiera. Argumentował również, że skoro mężczyzna płaci alimenty, to w równym stopniu co kobieta powinien decydować o dokonaniu aborcji lub ochronie życia. W swoim stylu skomentował też środowiska feministyczne: „Feministki to idiotki. Nie ma co się nimi przejmować”

Coś takiego nie może przejść bez echa. Julia Pitera z Platformy Obywatelskiej w programie „Dobry wieczór Polsko”, emitowanym na antenie Polsatu stwierdziła, że Władysław Frasyniuk zginąłby, gdyby nie miał tak głośnego nazwiska.

 

Spór o Władysława Frasyniuka i stosunek Państwa do prywatyzacji. O tym rozmawiali goście Grzegorza Jankowskiego w pierwszej części programu: Julia Pitera, Janusz Szewczak i Grzegorz Długi. Szczególnie występ posłanki Pitery wzburzył opinię publiczną.

 

Poseł Adam Andruszkiewicz (WiS/Endecja) był gościem programu na antenie Polsat News, gdzie z Krzysztofem Gawkowskim (SLD) dyskutował m.in. na temat przyjmowania do Polski islamskich imigrantów oraz o sytuacji w dzisiejszej Europie.

 

W studiu prezes stow. Endecja, poseł Adam Andruszkiewicz opowiadał na temat apelów z jakimi zwracają się do niego rodacy mieszkający w miastach zachodniej Europy. Telefonując do młodego posła, opowiadają oni o tym, że boją się po zmroku wychodzić z domu, a ich dzieci muszą uważać w szkołach na agresję ze strony dzieci muzułmanów.

 

Polacy z troską mają przestrzegać przed tym, aby Polska nie popełniała tego błędu co przykładowo Niemcy czy Francja i nie przyjmowała masowo islamskich imigrantów.

 

Fragment programu poseł Adam Andruszkiewicz opublikował na swoim facebookowym profilu i napisał:

 

„Polacy, którzy mieszkają za granicą dzwonią lub piszą do mnie i mówią, abyśmy nie przyjmowali islamskich imigrantów do nas. Bo w UK czy RFN stanowią oni już duże zagrożenie. I wierzę naszym Rodakom. Ale chciałem Wam obiecać: nie przyjmiemy żadnych niebezpiecznych imigrantów do naszej kochanej Polski! Polska będzie kiedyś wzorem dla całej Europy!”

 

Zobaczcie sami!

 

 

 

 

 

Poseł Michał Szczerba (Platforma Obywatelska) znany jest z zachowań, których nie wypada prezentować będąc parlamentarzystą. Kiedy jakiś czas temu rzucił z mównicy sejmowej dokumentami, przepraszali za niego nawet partyjni koledzy. Teraz musiała to zrobić redaktor Agnieszka Gozdyra w trakcie programu „Tak czy Nie” na antenie Polsat News.

 

Do studia zostali zaproszeni Marek Jakubiak z klubu Kukiz’15 oraz właśnie Michał Szczerba. Posłowie dyskutowali w programie na temat Marszu Niepodległości. Wtedy też poseł PO po raz kolejny wykazał się brakiem zasad dobrego wychowania.

 

Przerwał on posłowi Jakubiakowi, wtrącając iż nie tylko niektóre niesione banery były problemem, ale również okrzyki. Wtedy z jego ust padło wulgarne słowo, które zdenerwowało nawet prowadzącą Agnieszkę Gozdyrę. Jednak nawet zwróceniem przez nią uwagi oraz jej przeprosinami skierowanymi do telewidzów, poseł Platformy Obywatelskiej raczej się nie przejął.

 

Przypomnijmy, że temat dotyczył wielotysięcznej manifestacji patriotycznej z okazji Święta Niepodległości odbywającej się 11 listopada. Podczas ostatniego Marszu Niepodległości, niestety kilka niesionych przez przybyłych ludzi transparentów wzbudziło spore kontrowersje.

 

 

 

 

 

Do skandalu doszło w programie „Państwo w Państwie”, emitowanym na antenie Polsat News. Policjant przerwał utwór wykonywany przez jednego z gości programu. To reakcja na słowa użyte w tekście utworu. Sytuację próbował ratować prowadzący program.
Dawid Łukomski twierdzi, że został pobity przez policjantów z Kwidzyna. Historię chciał opowiedzieć rapując na żywo w studiu Polsatu. W tekście jego utworu padło sformułowanie „bandyci w mundurach”. Po tym jego występ przerwał obecny w studiu były funkcjonariusz Komendy Głównej Policji – Krzysztof Hajdas.

Były policjant chciał opuścić studio w ramach protestu przeciwko używaniu takiego sformułowania pod adresem funkcjonariuszy. Ostatecznie prowadzący program przekonał go do pozostania w studiu i wzięcia udziału w dyskusji.

 

Wydarzenia te mają miejsce w Turzy Wielkiej, miejscowości w województwie warmińsko-mazurskim. Rodzina państwa Pokropskich podjęła decyzję o zamieszkaniu w przytulisku Caritasu, ponieważ rodzinny dom ma być naiwedzany przez ducha lub duchy.

 

Jak stwierdziła pani Krystyna Pokropska w rozmowie z dziennikarzem Polsat News, członkowie rodziny raczej „nocują” a nie „śpią” w przytulisku. Stres ma dalej ich nie opuszczać.

 

– Spać, no, śpimy, ale cały czas jest ten stres, bo opisać tego się nie da, bo to trzeba przeżyć. To jest naprawdę straszne, nikomu tego nie życzę – stwierdziła pani Pokropska.

 

Jak opowiadziała jej 12-letnia córka, strach przed dziwnymi sytuacjami w rodzinnym domu sprawia, że nie chce ona do niego wracać. Nastolatka mówiła w rozmowie z Polsat News, że w budynku przedmioty miały same się przenosić, jakby ktoś nimi rzucał. Problem jednak w tym, że nie widać osoby, która miała by to uczynić.

 

Rodzina początkowo zwróciła się o pomoc do księdza egzorcysty. Spraw tej natury, którymi zajmują się w Polsce ksieża pełniący posługę egzorcystów jest jednak wiele i początkowo dom przyszedł poświęcić proboszcz z lokalnej parafii. Jak mówi dla Polsat News sołtys Marek Waśkowiak, ksiądz proboszcz potwierdził w rozmowie z nim występowanie paranormalnych zjawisk w domu państwa Pokropskich.

 

W trakcie kręcenia reportażu przez dziennikarzy Polsat News, również zdarzyło się coś dziwnego. Pani Krystyna Pokropska zdecydowała się odwiedzić swój dom, ale tylko w towarzystwie ekipy telewizyjnej i oczywiście za dnia. Kiedy w posesji rozmawiano przed kamerą z kobietą, nagle usłyszeć można było nagły dźwięk brzęczenia. Wszystko uwiecznione zostało na materiale Polsatu News.

 

 

 

Afera w studiu Polsatu! Posłanka Scheuring-Wielgus po krótkiej politycznej kłótni zaprezentowała koszulkę, w jakiej przyszła do programu „Śniadanie w Radiu ZET”. Politycy komentowali wczorajsze doniesienia o obrzucaniu jajkami prezydenckiego auta.

 

Rzucanie w kolumnę pana prezydenta jajkami wygląda niewinnie, ale policja mogłaby zareagować różnie, widząc, że ktoś wyciąga coś z torby i chce rzucić. I co wtedy?

— mówił Jarosław Sellin, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego.

 

Jarosław Kaczyński zbiera plon tego, co zasiał – to jest wasza wina!

– mówił z kolei Marcin Kierwiński z Platformy Obywatelskiej.

Proszę nie nazywać Obywateli RP ludźmi niezrównoważonymi emocjonalnie, ja ręczę za każdego z nich. Agresja jest ze strony policjantów otrzymujących polecenia od Błaszczaka. To PiS wprowadziło taką retorykę: komuniści i złodzieje, pasożyty, mordy zdradzieckie. Wynoś się stąd – do posłanek. Koszulkę oczywiście, że pokażę. Jestem szokowana, jak państwo traktujecie opozycję. Nie dziwcie się, że próbujemy wykorzystać choć 30 sekund, żeby to ludziom pokazać.  Jarosław Kaczyński jest tchórzem, ponieważ nie bierze odpowiedzialności za demolkę, którą robi. Wysługuje się ministrami, żeby zniszczyć państwo jakie zbudowaliśmy po 89 roku. Nie ma mojej zgody na to, żeby niszczył państwo. Jest zwykłym tchórzem

– protestowała posłanka Scheuring-Wielgus.

Niech Pani pokaże koszulkę, w której przyszła do studia. Pani też jest niezrównoważona emocjonalnie.

– odparł Sellin.

Scheuring-Wielgus zaprezentowała wtedy koszulkę z napisem:

Jarosław Kaczyński jest tchórzem

Zdaniem posłanki Nowoczesnej to wyraz sprzeciwu wobec polityki PiS.