To kolejny atak przy użyciu ostrego narzędzia dokonany na terytorium Niemiec. W ostatnich latach wraz z napływem imigrantów, w kraju rządzonym przez kanclerz Angelę Merkel wzrosło zagrożenie atakami nożowników oraz zamachami terrorystycznymi.

 

Tym razem do groźnego zdarzenia doszło w miejscowości Kerpen, w piątkowe popołudnie. Pochodzący z Turcji napastnik przeprowadził atak przy użyciu siekiery. Celem jego ataku była kobieta, która kiedyś była z nim w związku oraz towarzyszącego jej mężczyznę, który jest Polakiem. Para odniosła rany zagrażające ich życiu i została przetransportowana helikopterem do szpitala.

 

Wstępne ustalenia miejscowej policji mówią o zazdrości, która w tym przypadku miała stać się motywem zaatakowania kobiety oraz idącego z nią mężczyzny. Jak podano, obywatel Polski odniósł na tyle ciężkie obrażenia, że do szpitala trafił w stanie ciężkim.

 

Niemiecka gazeta „Bild” przekazała, że sprawca zaatakował swoje ofiary, kiedy ci opuszczali sklep popularnej sieci Kaufland. Turek ma stanąć przed sądem, który zdecyduje jakie konsekwencje czekają go za ten krwawy atak.

 

 

Źródło: bild.de ; niezalezna.pl ; ndie.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie wspólnie z funkcjonariuszami Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej zajmowali się sprawą handlu częściami samochodowymi pochodzącymi z kradzionych samochodów. Na trzech prywatnych posesjach zabezpieczyli 3 kradzione auta oraz części samochodowe pochodzące z niemal stu pojazdów w tym… prototypu Mercedesa! Trzy osoby usłyszały zarzuty paserstwa.

 

Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie, specjalizujący się w zwalczaniu przestępczości samochodowej dotarli do informacji, że na terenie powiatu ropczycko-sędziszowskiego ktoś handluje częściami samochodowymi nieznanego pochodzenia. Pojawiło się podejrzenie, że mogą one pochodzić ze skradzionych pojazdów. Policjanci w tej sprawie współpracowali z funkcjonariuszami Zespołu Przeciwdziałania Przestępczości Samochodowej Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej, którzy specjalizują się w identyfikacji pojazdów i ich części.

 

Kryminalni wytypowali trzy adresy, gdzie mogły znajdować się „dziuple” samochodowe. To prywatne posesje na terenie powiatu ropczycko-sędziszowskiego.

 

Podejrzenia funkcjonariuszy potwierdziły się. Na jednej z posesji zabezpieczono trzy samochody, jeepa i dwa fordy. Wstępne sprawdzenia potwierdziły, że auta miały przerobione numery VIN. Jak ustalono, pojazdy zostały skradzione na terenie Niemiec.

Na tych trzech posesjach znajdowały się też ogromne ilości części samochodowych. Trzeba było 8 aut ciężarowych, aby je przewieźć do policyjnych magazynów. Policjanci, strażnicy graniczni oraz wspierający ich funkcjonariusz policji austriackiej -pełniący służbę w BiOSG w ramach operacji Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej FRONTEX – określili wstępnie, że te części mogą pochodzić z blisko 100 zdemontowanych aut. Zidentyfikowano blisko 40 pojazdów, które skradzione zostały na terenie Europy, między innymi Niemiec, Anglii i Włoch. Wartość podzespołów może sięgać kwoty nawet kilkuset tysięcy złotych.

 

Wśród kradzionych podzespołów znaleziono bezcenne dla Mercedesa części prototypowe samochodu testowego. O tym fakcie powiadomiono producenta. Dalsza identyfikacja części pozwoli na określenie liczby pojazdów, z jakich pochodziły, a następnie potwierdzenie, czy źródło pochodzenia samochodów było legalne.

 

Do sprawy zatrzymano 5 osób, to mieszkańcy powiatu ropczycko-sędziszowskiego w wieku od 28 do 42 lat. Trzech spośród nich, dwóch 34-latków i 42-letni mężczyzna, usłyszało zarzuty paserstwa. Grozi za to kara do 5 lat pozbawienia wolności.

 

Prokurator Rejonowy w Ropczycach zastosował wobec podejrzanych policyjny dozór, zakaz opuszczania kraju oraz poręczenie majątkowe.

Wstrząśnięci tą tragedią ludzie przyłączają się do zbiórki pieniężnej w serwisie GoFoundMe. Jak przekazał „The Belfast Telegraph” udało się zebrać już ponad 31 tysięcy euro. Środki przekazane mają zostać rodzinom dwóch ofiar katastrofy, do której doszło w irlandzkim hrabstwie Offaly. Jedną z osób, które straciły w niej życie jest 7-letni Kacper.

 

Pochodzący z Polski chłopiec towarzyszył w niedzielę swojemu tacie na pokładzie samolotu transportującego spadochroniarzy. Maszyna wystartowała z lądowiska Clonbullogue. Była to Cessna 208 Caravan.

 

Niestety samolot runął w godzinach popołudniowych na ziemię nieopodal farmy wiatrowej Mount Lucas, zaraz po tym jak wyskoczyło z niego 16 spadochroniarzy. Wśród nich był ojciec Kacpra. Według relacji świadków, maszyna leciała bardzo nisko podczas powrotu na lotnisko. Doszło do zahaczenia Cessny o drzewo i zniszczenia jej ogona. To doprowadziło do katastrofy, w której oprócz 7-letniego Polaka, zginął również angielski pilot Neil „Billy” Bowditch.

 

– Samolot spadł prosto jak torpeda – opowiada Jimmy Slattery, która widziała to tragiczne zdarzenie.

 

Irlandzka komisja badania wypadków lotniczych prowadzi śledztwo w celu ustalenia szczegółów katastrofy. Miejsce, gdzie do niej doszło stanowią rozległe torfowiska. W związku z tym, wrak częściowo wbił się w podłoże.

 

 

Jak początkowo sądziła lokalna policja, śmierć dwóch mężczyzn nastąpiła w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Później jednak wyszło na jaw, że przyczyna tragedii była inna.

 

Pod koniec ubiegłego miesiąca południowomeksykańska policja znalazła ciało polskiego podróżnika, Krzysztofa Chmielewskiego. Po kilku dniach w bliskich okolicach miejsca, w którym odnaleziono zwłoki 37-latka, znaleziono drugie ciało, które należało do 43-letniego turysty z Niemiec, Holgera Hagenbuscha.

 

Jak informuje serwis dorzeczy.pl, Polak po raz ostatni udostępnił na Facebooku zdjęcia, gdzie zdawał relacje ze swoich podróży, 19 kwietnia. Zgodnie z ustaleniami śledczych, turysta zginął prawdopodobnie kilka dni później. Jego zwłoki odnaleziono 26 kwietnia.

 

Podobna sytuacja spotkała niemieckiego podróżnika. Jego poszukiwania prowadził na Facebooku jego brat. Dzięki anonimowemu zgłoszeniu policji udało się dotrzeć do Chmielewskiego.

 

Z początku prokuratura sądziła, że przyczyną śmierci obu turystów był wypadek. Lokalne władze zwracały się do ludzi z prośbą o zachowanie szczególnej ostrożności w okolicach urwiska, gdzie odnalezione zostały ciała mężczyzn. Na jaw wyszła jednak okrutna prawda – pojawiły się informacje o rzeczach skradzionych Polakowi, a także licznych okaleczeniach na jego ciele. Prawdopodobnie więc Polak, a być może obydwaj mężczyźni zostali napadnięci.

 

Jak napisał na Facebooku brat niemieckiego podróżnika, ciało Polaka odnalezione zostało bez głowy i jednej stopy. Zwłoki Niemca również miały być okaleczone.

 

Zdaniem śledczych, podróżnicy mogli zostać postrzeleni.

Zatrzymany nad Jeziorem Głębokim przez szczecińskich policjantów 30-latek usłyszał zarzut zabójstwa. W poniedziałkowy wieczór zaatakował nożem kobietę, która w wyniku poniesionych obrażeń zmarła. Dziś decyzją sądu podejrzany został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.

 

O ataku na kobietę zaalarmowali świadkowie. Policjanci odpowiedzieli na sygnał błyskawicznie. Kiedy dojechali na miejsce zdarzenia zobaczyli ranną kobietę, która pomimo podjętej przez nich i przez pogotowie reanimacji zmarła. Funkcjonariusze zatrzymali mężczyznę, który miał zaatakować pokrzywdzoną nożem. Zabezpieczyli także to narzędzie.

 

30-latek ze Szczecina był trzeźwy, jednak w toku postępowania będzie ustalane, czy znajdował się pod wpływem środków odurzających. Zaatakowana 39-latka była obywatelką Czech. Prokuratura przedstawiła zatrzymanemu zarzut zabójstwa. Mężczyzna przyznał się. Trwa ustalanie motywu zbrodni.

Według serwisu newsbook.pl, znana piosenkarka Katy Perry zażądała zatrzymania i deportacji ze Stanów Zjednoczonych jednego z jej największych fanów, Polaka Pawła Jurskiego. Ironiczny jest w tym przypadku fakt, że gwiazda jest obrońcą otwartych granic, w związku z czym krytykuje zakazy wjazdu na terytorium USA obywateli wielu krajów, które zostały wprowadzone przez głowę państwa, Donalda Trumpa.

 

Jak twierdzi Katy Perry, jej polski fan brał udział w zbyt wielu koncertach, co ją zaniepokoiło. Gwiazda obawia się, że mężczyzna może być jednym z niebezpiecznych stalkerów.

 

Księżniczka popu bez problemu nazwała Polaka przestępcą, a także zarzuciła mu nadmierne zainteresowanie jej osobą. Jest to przestępstwo, które dotyczy tylko znanych i bogatych ludzi.

 

Jak informuje portal tmz.com, Paweł Jurski z Polski został już zatrzymany w Miami w ubiegłym miesiącu po tym, jak usiłował wejść na scenę w trakcie występu piosenkarki. Jak ustalili funkcjonariusze, mężczyzna był na co najmniej sześciu koncertach Katy w ciągu zaledwie 20 dni i podczas każdego występu próbował się z nią skontaktować.

 

Jak podaje newsbook.pl, Jurski został uznany za winnego przestępstwa prześladowania Katy Perry, a także stawianie oporu wobec policjantów – poinformowała prokuratura w hrabstwie Miami-Dade. Mężczyzna zostanie deportowany do Polski.

Policjanci Komendy Powiatowej Policji w Poddębicach dzięki współpracy z holenderską Policją z Eidhoven zatrzymali 27-letniego mężczyznę, który za pośrednictwem Internetu nękał znaną, holenderską modelkę.

W sprawę zaangażowano polskich i holenderskich policjantów. Dzięki współpracy udało się zatrzymać 27-latka, który uprzykrzał życie bardzo znanej modelce. Wszystkie ślady prowadziły do powiatu poddębickiego. Okazało się, iż polski obywatel nękał kobietę za pośrednictwem Internetu.

 

Poddębiccy policjanci na podstawie Europejskiej Dyrektywy dotyczącej Europejskiego Nakazu Dochodzeniowego (END) dzięki współpracy z holenderską Policją w dwa dni zatrzymali 27-letniego sprawcę. Teraz mężczyzna ma internetowy zakaz kontaktu z modelką, zakaz opuszczania kraju oraz policyjny dozór.

34-letni obywatel Polski został zamordowany przez dwóch innych rodaków. Motywy oraz wyjaśnienia sprawców są dla wielu osób czymś szokującym.

 

Do tragedii doszło na terenie Apulii leżącej w południowej części kraju. Ciało zabitego Polaka znaleziono niedaleko San Giovanni Rotondo, w baraku na jednym z gospodarstw rolnych. Makabrycznego odkrycia dokonano na początku marca.

 

Po wszczęciu dochodzenia, karabinierzy wykluczyli śmierć naturalną w tym przypadku. Przesłuchano osoby pracujące na farmie oraz aresztowano dwóch innych obywateli Polski pod zarzutem dokonania tej zbrodni.

 

Podczas zorganizowanej w Foggii konferencji prasowej, karabinierzy mówiąc o ustaleniach śledztwa przekazali, że zatrzymani mężczyźni byli już wcześniej karani.

 

Dokonanie morderstwa, dwaj Polacy tłumaczyli chęcią buntu wobec zabitego rodaka. Według nich charakteryzowało go despotyczne zachowanie oraz podporządkowywanie sobie innych pracujących tam ludzi.

 

W miejscu tym pracowali wyłącznie robotnicy z Polski.

 

 

Lewicowy działacz i publicysta Piotr Szumlewicz oświadczył na portalu społecznościowym, że nie jest dumny z tego, że jest Polakiem.

 

Szumlewicz podzielił się na Twitterze swoimi przemyśleniami na temat podejścia do polskości.

– Nie jestem dumny z faktu bycia Polakiem

– napisał. Oznajmił jednak, że czuje się dumny, kiedy pomoże innym ludziom – donosi serwis dorzeczy.pl.

 

Jak informuje publicysta, nie podziwia żadnych narodów, w tym polskiego, ale konkretne osoby.