Już chyba wszyscy przyzwyczaili się do politycznych zagrywek PO. Jak pisze magnapolonia.org, Grzegorz Schetyna ma kolejny genialny pomysł…

„Jako Koalicja Obywatelska złożymy wniosek o odwołanie Mateusza Morawieckiego z funkcji Prezesa Rady Ministrów” – zapowiedział w Poznaniu lider Platformy Obywatelskiej.

Jak powiedział Schetyna: „Dziś przyszedł czas, żeby głośno domagać się poszanowania podstawowych wartości. Musimy sięgnąć do podstaw i przypomnieć, co jest fundamentem zdrowej wspólnoty i silnego państwa. Musimy twardym sprzeciwem odpowiedzieć na kłamstwo, pogardę, nienawiść. Dlatego właśnie tu, w Poznaniu chcę ogłosić, że jako Koalicja Obywatelska złożymy wniosek o odwołanie Mateusza Morawieckiego z funkcji Prezesa Rady Ministrów”.

I dodał: „Nie może rządzić ktoś, kto mówi „ludzie są tacy głupi, że to działa” – to było o was, o mnie, o każdym z nas – o pielęgniarce, o kierowcy ciężarówki, nauczycielce, sprzedawcy, u którego robimy zakupy. Wszyscy są dla niego głupi, każdego można oszukać, wykorzystać i wykiwać. Jak trzeba gardzić Polakami, żeby tak o nich mówić?”.

A wy jak myślicie, czy Grzegorz Schetyna ma szanse dopiąć swego?

Źródło: telewizjarepublika.pl, magnapolonia.org
fot. Wikipedia Commmons

LS

Jak podaje tvp.info, w głosowaniu w Parlamencie Europejskim w Strasburgu w sprawie rezolucji wobec Węgier europosłowie Platformy Obywatelskiej zamierzają poprzeć projekt. Rezolucja ta wzywa kraje Unii Europejskiej do uruchomienia art. 7 traktatu unijnego wobec Węgier.  Z kolei Prawo i Sprawiedliwość zapowiada, że będzie głosować przeciwko rezolucji.

Europoseł Janusz Lewandowski (PO) w odpowiedzi na pytanie, jak zagłosują europosłowie Platformy powiedział: „W sprawie Węgier będziemy głosowali za rezolucją, ponieważ procesy demolowania praworządności w obu krajach, w Polsce i na Węgrzech, są podobne”.

W opozycji do PO, europoseł PiS Ryszard Czarnecki powiedział, że jego ugrupowanie zagłosuje przeciwko projektowi. „Damy wyraz temu również w czasie debaty w PE”.

Autorzy rezolucji uzasadniają projekt tym, że na Węgrzech łamana jest praworządność. W najbliższy wtorek odbędzie się w tej sprawie debata.

Narazie trudno przewidzieć wynik głosowania. Część posłów Europejskiej Partii Ludowej, do której należy rządzący na Węgrzech Fidesz, może głosować przeciw uruchomieniu procedury. W obronę Węgrów wezmą eurosceptycy i być może również europosłowie innych frakcji z krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Zgodnie z art. 83 regulaminu PE eurodeputowani przyjmują wniosek, wzywający Radę UE do podjęcia działań zgodnie z art. 7.1 unijnego traktatu „większością dwóch trzecich oddanych głosów”. Wątpliwości wzbudza rozumienie, czy głos wstrzymujący się w takim głosowaniu ma być zaliczany do oddanych. Według interpretacji służb prawnych europarlamentu głosy takie nie będą liczone.

Nie wszyscy zgadzają się jednak na takie rozumieniee zapisów regulaminu:
„Głos wstrzymujący się jest aktem głosowania. To oczywiste, że powinien się liczyć. To ugruntowana tradycja we wszystkich systemach konstytucyjnych” powiedział niedawno pragnący zachować anonimowość przedstawiciel służb prawnych jedenj z instytucji unijnych.

Jak pisze tvp.info: „W czerwcu Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE) w PE opowiedziała się za uruchomieniem art. 7 unijnego traktatu wobec Węgier.  Powodem zgłoszenia rezolucji były zarzuty o podważanie przez rząd Viktora Orbana niezależności sądownictwa, wolności prasy i podstawowych praw obywateli, ale lista zarzutów w ostatnich miesiącach jeszcze się wydłużyła”.

źródło: tvp.info

Kampania przed wyborami samorządowymi rozkręca się na całego w wielu polskich miastach. Nie inaczej jest w Gdańsku, gdzie co ciekawe dotychczasowy prezydent Paweł Adamowicz popierany wcześniej przez Platformę Obywatelską, rywalizuje tam teraz z wystawionym jako kandydat PO Jarosławem Wałęsa, synem byłego prezydenta.

 

To jednak jak przed mediami wypowiedziała się jedna z kandydatek Platformy Obywatelskiej do rady miasta w Gdańsku, z pewnością nie pomogło w prowadzeniu kampanii przez partię i samego Jarosława Wałęsę.

 

Dorota Topolewska, bo o niej mowa, chciała wyjaśnić na jakich kwestiach chciałaby się skupić po ewentualnym wybraniu jej na gdańską radną. Problem, jednak w tym, że kandydatka PO zamilkła, kiedy miała takowe kwestie wymienić, po czym uciekła sprzed kamer i mikrofonów słuchających jej dziennikarzy.

 

 

Sytuacja ta jest komentowana przez wielu internautów. Spora część ludzi określa to nagranie jako totalna kompromitacja. Zdaniem osób komentujących wypowiedź Doroty Topolewskiej, jej wystąpienie pokazuje jak kończy się przygotowywanie programu sprowadzającego się do bycia „anty-PiSem”.

 

Źródło: wykop.pl ; Facebook/@prawicowyinternet

 

Jak przekazano, Komenda Główna Policji postanowiła złożyć doniesienie do prokuratury ws. wpisów jakie pojawiły się w przestrzeni internetowej po ostatnich protestach jakie odbyły się pod Sejmem.  Jeden z takich postów  opublikował m.in. poseł Platformy Obywatelskiej Michał Szczerba, znany ze skandalicznych zachowań.

 

Podczas ostatnich protestów organizowanych przez środowiska związane z totalną opozycją doszło do aktów agresji. Tłum uczestników próbował przedostać się na teren Sejmu a także starł się z policją. Dwóch funkcjonariuszy zostało poszkodowanych. Jednemu z nich uszkodzono bark, inny został ranny w twarz.

 

Zdaniem polityków i sympatyków totalnej opozycji, to jednak policja określana jest jako agresorzy. Na internecie pojawiły się wpisy szkalujące poszczególnych funkcjonariuszy policji pełniący przy okazji protestów służbę. Ukazały się w takich postach również groźby zdjęcia oraz informacje personalne na temat policjantów. Niedopuszczalne słowa miały być skierowane nie tylko do funkcjonariuszy, ale także ich bliskich.

 

 

Ujawnienie danych personalnych szeregowych policjantów, którzy dbają o porządek, a następnie wywołanie tym fali hejtu i gróźb kierowanych do dzieci, do bliskich, najbliższych policjantów jest niespotykana. Dlatego Komendant Główny Policji w tej sprawie polecił zebrać wszelkie materiały dowodowe związane z ujawnionymi na portalach społecznościowych wpisami, groźbami kierowanymi w stosunku do najbliższych policjantów i składa zawiadomienie o przestępstwie do prokuratury – przekazał podczas konferencji Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji.

 

Policja przypomina, że od osób publicznych takich jak posłowie RP wymaga się więcej niż od przeciętnego obywatela. Powinni oni mieć też wg. słów jakie dziś padły na specjalnej konferencji szczególną świadomość tego czego się dopuszczają.

 

– Nie może być i nie ma przyzwolenia na to, aby nasi policjanci i ich rodziny były narażone na niebezpieczeństwo – stwierdził Mariusz Ciarka.

 

Jeszcze w tym tygodniu ma zostać złożone zawiadomienie do prokuratury. Policja nadal jednak monitoruje pojawiające się w sieci groźby w publikowanych wpisach. Kroki prawne postanowił podjąć również osobiście policjant, które szkalować postanowił poseł Szczerba.

 

– W związku z falą hejtu, której doświadczył starszy aspirant Robert Sawera, złożył on zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Postępowanie w powyższej sprawie w kierunku gróźb karalnych, zniesławienia oraz nawoływania do popełnienia przestępstwa prowadzą policjanci z komendy śródmiejskiej w Warszawie – powiedział kom. Sylwester Marczak, rzecznik komendanta stołecznego policji.

 

W związku z zachowaniem posła Platformy Obywatelskiej, stanowisko zajął też szef MSWiA Joachim Brudziński.

 

 

Do sprawy zdążył już ustosunkować się sam Michał Szczerba, który w swojej opinii nie podżegał do popełnienia przestępstwa, a ujawnić nazwisko policjanta miał prawo, zw. na jego rzekomą brutalność. Poseł PO uważa też, że policja odwraca uwagę od konieczności wyjaśnienia sprawy stosowania przemocy przez policjantów.

 

W internecie po ostatnich akcjach totalnej opozycji starano się ukazać niektórych z manifestujących jako ofiary pobicia przez policję. Jednakże szybko w internecie przekłamane doniesienia o poważnie poszkodowanych po stronie manifestantów osób, zdemaskowano oraz ośmieszono.

 

Jarosłąw Wałęsa, eurodeputowany PO, został kandydatem na prezydenta Gdańska z ramienia Platormy Obywatelskiej oraz Nowoczesnej.

Kandydatura zostałą ogłoszona podczas Regionalnej Konwencji Samorządowej Koalicji Obywatelskiej współtworzonej przez PO i Nowoczesną.

Słowa uznania dla Jarosława Wałęsy trafiły za deklarację zaprzestania „bezładnego betonowania Gdańska” i „końca republiki deweloperów”.

Z obietnic kandydata wynika, że podczas jego kandydatury, wysiłki będa głównie koncentrowane na programach chodnikowych, budowach lokalnych dróg, podwórek oraz rozwijaniu zieleni miejskiej.

Dodatkowo kładzie nacisk na dialog z mieszkańcami oraz seniorami, zapowiadając zwiększenie wydatków na komunikację miejską oraz zwiększenie budżetu dla rad dzielnic i zmiany w zarządzaniu spółkami miejskimi.

Były Prezydent RP Lech Wałęsa nie wyraził zadowolenia kandydaturą syna, ale wspomniał, że w razie wygranej zapewni mu pełne wsparcie. Wyborców uprzedził o wielkiej ambicji i pracowitości syna.

Wszystko zaczęło się od emisji programu „Woronicza 17” w ostatnią niedzielę. Wtedy właśnie ze studia TVP wyszli równocześnie przedstawiciel Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Nowoczesnej. Miał być to wyraz protestu wobec faktu, że prowadzący program dziennikarz Michał Rachoń poruszył temat usług jakie świadczyła kobieta w wynajętym jej przez Stanisława Gawłowskiego mieszkaniu.

 

Politycy „totalnej opozycji” mają zapewne bardzo duży żal do Michała Rachonia, iż nie skupił się na marszu opozycji a faktach z życia polityka PO. Kilka dni po wydarzeniach w Telewizji Polskiej, do sprawy na Twitterze odniósł się europarlamentarzysta wybrany z ramienia Platformy Obywatelskiej- Dariusz Rosati.

 

– Pan Michał Rachoń spóźnił się ze swoimi talentami o 35 lat – w stanie wojennym byłby świetnym propagandzistą. Ale ma fart, trafił mu się PiS, bo inaczej klepałby biedę – stwierdził Rosati w swoim wpisie.

 

Zareagować na te słowa postanowił poseł Wolnych i Solidarnych Adam Andruszkiewicz. Szybko sprowadził on „na ziemię” przedstawiciela Platformy Obywatelskiej, przypominając mu dzieje z jego kariery politycznej w czasach PRL-u.

 

– Panie Rosati, przecież to pan był komunistycznym partyjniakiem z PZPR. Stracił pan okazję, by siedzieć cicho – odpowiedział poseł Andruszkiewicz europosłowi PO.

 

 

W czasie rządów koalicji PO-PSL wprowadzono kontrowersyjne zapisy prawne dotyczące posiadania oraz wnoszenia na teren imprez masowych materiałów pirotechnicznych. Politycy Platformy Obywatelskiej mogą jednak zapędzać się w „kozi róg”, ponieważ samemu odpalili race na marszu idącym ulicami Warszawy.

 

W ostatnią sobotę zorganizowano w stolicy „Marsz Wolności”. Pomysłodawcami tej inicjatywy byli przedstawiciele opozycji, która od wielu miesięcy stara się ulicznymi protestami odsunąć PiS od władzy. W sobotnie wydarzenie, mające być wyrazem sprzeciwu wobec partii rządzącej zaangażowały się m.in. KOD, Nowoczesna i właśnie Platforma Obywatelska.

 

Uczestnicy marszu nieśli flagi unijne, transparenty, ale również używali środków pirotechnicznych. Na fotografiach udostępnionych w sieci widać, jak posłowie PO trzymają w rękach odpalone race jadąc odkrytym piętrowym autobusem, specjalnie zorganizowanym na sobotni happening.

 

 

Zdjęcia te udostępnił twitterowy profil związany z Platformą Obywatelską- Platforma NEWS.

 

Wielu internautów uważa za hipokryzję i poczucie wyższości nad innymi takie zachowanie. Powodem tego jest właśnie fakt, wprowadzenia podczas rządów koalicji PO-PSL przepisu, zgodnie z którym osobie wnoszącej i posiadającej pirotechnikę na imprezie masowej grozi kara grzywny oraz ograniczenia lub pozbawienia wolności od 3 miesięcy do nawet 5 lat.

 

Race i efektowne pirotechniczne oprawy kojarzone są z piłkarskimi meczami w Polsce oraz patriotycznymi marszami. Niektórzy przedstawiciele środowisk lewicowo-liberalnych krytycznie odnosili się do używania pirotechniki na imprezach masowych, argumentując to względami bezpieczeństwa. Race używane jednak były co ciekawe nie tylko przez polityków Platformy Obywatelskiej w ostatnią sobotę, ale także na jednej z organizowanych przez feministyczne środowiska manifestacji antyaborcyjnej.

 

Stanisław Gawłowski to ważny polityk Platformy Obywatelskiej, pełniący funkcję sekretarza generalnego w tej partii. Został on zatrzymany w kwietniu przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego i osadzony w areszcie na trzy miesiące, w związku z aferą korupcyjną oraz zarzutami jakie mu się stawia.

 

Gawłowski podejrzewany jest między innymi o przyjęcie dobra materialnego w postaci dwóch ekskluzywnych zegarków o wartości 25 tysięcy zł oraz łapówki w wysokości co najmniej 175 tysięcy zł. Grozi mu nawet 10 lat pozbawienia wolności.

 

Głos w tej sprawie zabrała żona sekretarza generalnego PO- Renata Gawłowska. Swoje obawy o życie męża wyraziła ona w rozmowie z „Super Expressem”. Strach ten argumentuje rzekomą złą sytuacją jaka jej zdaniem ma mieć miejsce obecnie na polskich komisariatach.

 

– Obawiam się, że coś się może stać mężowi. To, co się dzieje na komisariatach teraz. Boję się o życie męża. Ale mam nadzieję, że się nie odważą nic mu zrobić. Boję się, że gdzieś się potknie i coś mu się stanie, i okaże się, że to nieszczęśliwy wypadek – stwierdziła Renata Gawłowska w rozmowie z „Super Expressem”.

 

Kobieta miała odwiedzić swojego męża w areszcie kilka dni temu.

 

– Jest mu ciężko, wierzy, że prawda zwycięży – powiedziała Gawłowska.

 

Przyznała również, że w tym trudnym dla niej czasie może liczyć na wsparcie innych ludzi związanych z Platformą Obywatelską.

 

 

Wczoraj obchodziliśmy rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja. W tym dniu posłanka Platformy Obywatelskiej opublikowała na Twitterze niekonwencjonalną teorię dotyczącą tego dokumentu. Próbując jakoś wybrnąć z tej wpadki, zaliczyła drugą.

 

Jak pisała młoda pani polityk, Konstytucja uchwalona 3 maja 1791 roku „miała zbliżyć Rzeczpospolitą Obojga Narodów do standardów szanowanego, postępowego zachodu”. Gajewska dodała również, że ci, którzy przed laty napisali ten dokument, wiedzieli, że musi ona dawać prawo autonomii małym ojczyznom.

 

Taki wpis posłanki Platformy Obywatelskiej spotkał się z błyskawiczną reakcją użytkowników portali społecznościowych. Część z nich żartowała ze stanu jej wiedzy historycznej, inni natomiast podkreślili, że Gajewska jest po dwóch kierunkach studiów, a obecnie jest doktorantką.

 

Chcąc wybrnąć z tego incydentu, napisała:

– Przepraszam za treść poprzedniego twitta, nie ja byłam jego autorką. Tę sprawę wyjaśniłam już z pracownikami mojego biura

– udostępniła na Twitterze posłanka.

 

Na te słowa niemal natychmiast odpowiedzieli internauci, zarzucając Gajewskiej, że „zatrudnia nieuków i każe im pracować 3 maja”, jak pisał jeden z użytkowników Twittera, czy „pracownikiem biura jest Rysiu Petru”, jak pisał ktoś inny. Posłanka Platformy Obywatelskiej chciała wybrnąć z pierwszej wpadki, niestety, pogrążyła się jeszcze bardziej.