Jarosłąw Wałęsa, eurodeputowany PO, został kandydatem na prezydenta Gdańska z ramienia Platormy Obywatelskiej oraz Nowoczesnej.

Kandydatura zostałą ogłoszona podczas Regionalnej Konwencji Samorządowej Koalicji Obywatelskiej współtworzonej przez PO i Nowoczesną.

Słowa uznania dla Jarosława Wałęsy trafiły za deklarację zaprzestania „bezładnego betonowania Gdańska” i „końca republiki deweloperów”.

Z obietnic kandydata wynika, że podczas jego kandydatury, wysiłki będa głównie koncentrowane na programach chodnikowych, budowach lokalnych dróg, podwórek oraz rozwijaniu zieleni miejskiej.

Dodatkowo kładzie nacisk na dialog z mieszkańcami oraz seniorami, zapowiadając zwiększenie wydatków na komunikację miejską oraz zwiększenie budżetu dla rad dzielnic i zmiany w zarządzaniu spółkami miejskimi.

Były Prezydent RP Lech Wałęsa nie wyraził zadowolenia kandydaturą syna, ale wspomniał, że w razie wygranej zapewni mu pełne wsparcie. Wyborców uprzedził o wielkiej ambicji i pracowitości syna.

Wszystko zaczęło się od emisji programu „Woronicza 17” w ostatnią niedzielę. Wtedy właśnie ze studia TVP wyszli równocześnie przedstawiciel Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Nowoczesnej. Miał być to wyraz protestu wobec faktu, że prowadzący program dziennikarz Michał Rachoń poruszył temat usług jakie świadczyła kobieta w wynajętym jej przez Stanisława Gawłowskiego mieszkaniu.

 

Politycy „totalnej opozycji” mają zapewne bardzo duży żal do Michała Rachonia, iż nie skupił się na marszu opozycji a faktach z życia polityka PO. Kilka dni po wydarzeniach w Telewizji Polskiej, do sprawy na Twitterze odniósł się europarlamentarzysta wybrany z ramienia Platformy Obywatelskiej- Dariusz Rosati.

 

– Pan Michał Rachoń spóźnił się ze swoimi talentami o 35 lat – w stanie wojennym byłby świetnym propagandzistą. Ale ma fart, trafił mu się PiS, bo inaczej klepałby biedę – stwierdził Rosati w swoim wpisie.

 

Zareagować na te słowa postanowił poseł Wolnych i Solidarnych Adam Andruszkiewicz. Szybko sprowadził on „na ziemię” przedstawiciela Platformy Obywatelskiej, przypominając mu dzieje z jego kariery politycznej w czasach PRL-u.

 

– Panie Rosati, przecież to pan był komunistycznym partyjniakiem z PZPR. Stracił pan okazję, by siedzieć cicho – odpowiedział poseł Andruszkiewicz europosłowi PO.

 

 

W czasie rządów koalicji PO-PSL wprowadzono kontrowersyjne zapisy prawne dotyczące posiadania oraz wnoszenia na teren imprez masowych materiałów pirotechnicznych. Politycy Platformy Obywatelskiej mogą jednak zapędzać się w „kozi róg”, ponieważ samemu odpalili race na marszu idącym ulicami Warszawy.

 

W ostatnią sobotę zorganizowano w stolicy „Marsz Wolności”. Pomysłodawcami tej inicjatywy byli przedstawiciele opozycji, która od wielu miesięcy stara się ulicznymi protestami odsunąć PiS od władzy. W sobotnie wydarzenie, mające być wyrazem sprzeciwu wobec partii rządzącej zaangażowały się m.in. KOD, Nowoczesna i właśnie Platforma Obywatelska.

 

Uczestnicy marszu nieśli flagi unijne, transparenty, ale również używali środków pirotechnicznych. Na fotografiach udostępnionych w sieci widać, jak posłowie PO trzymają w rękach odpalone race jadąc odkrytym piętrowym autobusem, specjalnie zorganizowanym na sobotni happening.

 

 

Zdjęcia te udostępnił twitterowy profil związany z Platformą Obywatelską- Platforma NEWS.

 

Wielu internautów uważa za hipokryzję i poczucie wyższości nad innymi takie zachowanie. Powodem tego jest właśnie fakt, wprowadzenia podczas rządów koalicji PO-PSL przepisu, zgodnie z którym osobie wnoszącej i posiadającej pirotechnikę na imprezie masowej grozi kara grzywny oraz ograniczenia lub pozbawienia wolności od 3 miesięcy do nawet 5 lat.

 

Race i efektowne pirotechniczne oprawy kojarzone są z piłkarskimi meczami w Polsce oraz patriotycznymi marszami. Niektórzy przedstawiciele środowisk lewicowo-liberalnych krytycznie odnosili się do używania pirotechniki na imprezach masowych, argumentując to względami bezpieczeństwa. Race używane jednak były co ciekawe nie tylko przez polityków Platformy Obywatelskiej w ostatnią sobotę, ale także na jednej z organizowanych przez feministyczne środowiska manifestacji antyaborcyjnej.

 

Stanisław Gawłowski to ważny polityk Platformy Obywatelskiej, pełniący funkcję sekretarza generalnego w tej partii. Został on zatrzymany w kwietniu przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego i osadzony w areszcie na trzy miesiące, w związku z aferą korupcyjną oraz zarzutami jakie mu się stawia.

 

Gawłowski podejrzewany jest między innymi o przyjęcie dobra materialnego w postaci dwóch ekskluzywnych zegarków o wartości 25 tysięcy zł oraz łapówki w wysokości co najmniej 175 tysięcy zł. Grozi mu nawet 10 lat pozbawienia wolności.

 

Głos w tej sprawie zabrała żona sekretarza generalnego PO- Renata Gawłowska. Swoje obawy o życie męża wyraziła ona w rozmowie z „Super Expressem”. Strach ten argumentuje rzekomą złą sytuacją jaka jej zdaniem ma mieć miejsce obecnie na polskich komisariatach.

 

– Obawiam się, że coś się może stać mężowi. To, co się dzieje na komisariatach teraz. Boję się o życie męża. Ale mam nadzieję, że się nie odważą nic mu zrobić. Boję się, że gdzieś się potknie i coś mu się stanie, i okaże się, że to nieszczęśliwy wypadek – stwierdziła Renata Gawłowska w rozmowie z „Super Expressem”.

 

Kobieta miała odwiedzić swojego męża w areszcie kilka dni temu.

 

– Jest mu ciężko, wierzy, że prawda zwycięży – powiedziała Gawłowska.

 

Przyznała również, że w tym trudnym dla niej czasie może liczyć na wsparcie innych ludzi związanych z Platformą Obywatelską.

 

 

Wczoraj obchodziliśmy rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja. W tym dniu posłanka Platformy Obywatelskiej opublikowała na Twitterze niekonwencjonalną teorię dotyczącą tego dokumentu. Próbując jakoś wybrnąć z tej wpadki, zaliczyła drugą.

 

Jak pisała młoda pani polityk, Konstytucja uchwalona 3 maja 1791 roku „miała zbliżyć Rzeczpospolitą Obojga Narodów do standardów szanowanego, postępowego zachodu”. Gajewska dodała również, że ci, którzy przed laty napisali ten dokument, wiedzieli, że musi ona dawać prawo autonomii małym ojczyznom.

 

Taki wpis posłanki Platformy Obywatelskiej spotkał się z błyskawiczną reakcją użytkowników portali społecznościowych. Część z nich żartowała ze stanu jej wiedzy historycznej, inni natomiast podkreślili, że Gajewska jest po dwóch kierunkach studiów, a obecnie jest doktorantką.

 

Chcąc wybrnąć z tego incydentu, napisała:

– Przepraszam za treść poprzedniego twitta, nie ja byłam jego autorką. Tę sprawę wyjaśniłam już z pracownikami mojego biura

– udostępniła na Twitterze posłanka.

 

Na te słowa niemal natychmiast odpowiedzieli internauci, zarzucając Gajewskiej, że „zatrudnia nieuków i każe im pracować 3 maja”, jak pisał jeden z użytkowników Twittera, czy „pracownikiem biura jest Rysiu Petru”, jak pisał ktoś inny. Posłanka Platformy Obywatelskiej chciała wybrnąć z pierwszej wpadki, niestety, pogrążyła się jeszcze bardziej.

Europoseł Adam Szejnfeld (Platforma Obywatelska) wyszedł ze studia podczas programu „Minęła 20” na antenie TVP Info. Polityk wyraził w ten sposób protest przeciwko nazwaniu działań opozycji mianem donosów przez prowadzącego, Michała Rachonia.

 

Prowadzący program za przykład donosów podał zdarzenie sprzed dwóch lat, kiedy Parlament Europejski przyjął rezolucję, która wyrażała zaniepokojenie wobec sytuacji w Polsce. Dotyczyło to sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Media prześcigały się wówczas w podawaniu komunikatu, że jednym z autorów był Rafał Trzaskowski, obecny kandydat PO i Nowoczesnej na prezydenta Warszawy.

– Jakim prawem wystąpienia eurodeputowanych określa Pan pojęciem donosów?

– rozzłościł się europoseł Platformy Obywatelskiej.

 

Jak powiedział polityk, takie zachowanie prowadzącego to „partyjna propaganda”. Następnie podziękował za udział w programie „Minęła 20” i wyszedł ze studia. Michał Rachoń powiedział z kolei, że zdanie publicystów może się różnić od poglądów posłów Platformy Obywatelskiej – czytamy na portalu dorzeczy.pl.

 

Nagranie z incydentu można obejrzeć poniżej.

Lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna odwiedził wczoraj Goleniów. Podczas konferencji prasowej jeden z dziennikarzy zapytał go o 3-4 sukcesy jego partii politycznej. Po tym, wydawałoby się, dość prostym pytaniu, przewodniczący zrobił głupią minę i zamilkł na chwilę.

 

– Jeżeli chce pan przekonać do siebie Polaków w wyborach samorządowych, jakby pan miał podsumować osiem lat rządów PO, jakie by pan wymienił trzy, cztery sukcesy, takie największe?

– zapytał jeden z dziennikarzy lokalnego serwisu internetowego lidera PO.

 

Na to pytanie Schetyna zareagował dziwną miną i „stracił głos” na kilka sekund. Po dłuższej chwili milczenia zaczął tłumaczyć:

– Jeżeli dzisiaj, w kontekście wyborów samorządowych, chcemy podsumowywać, to podsumowujmy trzy kadencje, nasze kadencje samorządowe od 2006 roku, nasza władza w sejmikach, zmiana, przebudowa całej konstrukcji polskiego państwa. Polski lokalnej, tysiące kilometrów zbudowanych dróg, dróg ekspresowych czy autostrad, 6,5 tysiąca orlików, zbudowanie bardzo mocne pozycji Polski w Europie i świecie

– mówił polityk.

 

Mimo to, internauci zapamiętają jego pierwszą reakcję – czyli ciszę w pierwszym momencie i chwila zastanowienia się, co dobrego dla Polski zrobiła Platforma Obywatelska.

 

Sekretarz generalny partii Platforma Obywatelska- poseł Stanisław Gawłowski został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i osadzony w areszcie. Prokuratura stawia mu 5 zarzutów, w tym 3 o charakterze korupcyjnym. Nie jest jednak wykluczone, że liczba przedstawianych ważnemu politykowi Platformy zwiększy się.

 

Sprawa z pewnością może być bulwersująca dla obywateli, skoro sekretarz generalny partii rządzącej w Polsce przez 8 lat podejrzewany jest o bycie zamieszanym w działalność przestępczą, w której przewijały się wyjątkowo duże sumy pieniędzy. Do całej sprawy oraz zatrzymania Stanisława Gawłowskiego odniósł się poseł Adam Andruszkiewicz (WiS), który spotyka się z setkami Polek i Polaków na organizowanych w całym kraju spotkaniach oraz chce angażować się w sprawy obywateli.

 

Zdaniem Andruszkiewicza, powinno rozważyć się możliwość nadania statusu świadka koronnego osadzonemu w areszcie politykowi Platformy Obywatelskiej. Jak bowiem sądzi, S. Gawłowski może obawiać się swoich kolegów również zamieszanych w przestępcze procedery.

 

Jak stwierdził na Twitterze Adam Andruszkiewicz, takie postawienie sprawy, mogło by pozwolić na usłyszenie w zeznaniach Gawłowskiego więcej konkretów oraz nazwisk, co przyczyniło by się do wyczyszczenia układów III RP. Swój pogląd na tą kwestię, młody poseł uzasadnia również faktem, jak dużą wiedzę na temat PO oraz czasów jej rządów ma sekretarz generalny tej partii.

 

 

 

W dniu dzisiejszym nastąpiło podpisanie deklaracji koalicyjnej Platformy Obywatelskiej, SLD i Wolności. Partie te mają w planach zerwanie dotychczasowych układów towarzysko-biznesowych, zakończenie uprzywilejowania kilku rodzin w pozyskiwaniu środków z budżetu miasta i dzieleniu stanowisk. Chcą także wprowadzić oszczędności, a przede wszystkim wygrać wybory na prezydenta Siedlec.

 

Nie lada niespodzianką jest to, że w koalicji znalazły się trzy partie o różnych poglądach: lewica, centrum i prawica. Taka sytuacja z pewnością zdziwi niejednego mieszkańca Siedlec.

 

– Na pewno się nie pokłócimy, bo jesteśmy zdeterminowani, by doszło do zmiany władzy w Siedlcach

– tłumaczy Paweł Wyrzykowski (Wolność).

 

– To nie jest koniec zjednoczonej opozycji, a dopiero początek

– mówił lider siedleckiej PO Krzysztof Chaberski. Jak dodał, już niedługo można się spodziewać kolejnego koalicjanta. Na razie ta sprawa pozostanie jednak tajemnicą.

 

– Zamierzamy przedstawić kandydata na prezydenta, który wygra w tym mieście

– powiedział Maciej Drabio (SLD).

 

Wiadomo, że koalicja ma wystawić jednego wspólnego kandydata. Być może będzie to Krzysztof Chaberski – poinformował portal tygodniksiedlecki.com.