Zakończył się piłkarski mundial w Rosji, a piłkarskim mistrzem świata po zaciętym finale została Francja, pokonując drużynę Chorwacji 4-2. Niestety radość wielu fanów trójkolorowych zaburzyły wydarzenia w Paryżu i innych francuskich miastach. Wiele negatywnych komentarzy spływa również na francuskich piłkarzy po pewnym nagraniu, które trafiło do sieci.

 

Tłumy kibiców we Francji przywitały swoich reprezentantów, aby fetować sukces wraz z nimi. Wszystko dzieje się jednak w cieniu szczególnych środków bezpieczeństwa w związku z zagrożeniem terrorystycznym oraz zamieszkami do jakich dochodziło wczoraj i nocą w stolicy kraju oraz innych miastach. Zamieszki wybuchły jeszcze przed meczem, po tym jak tłum zaczął w paryskiej strefie kibica tratować się, przewracać barierki oraz przerywać kordon policji.

 

Sytuacja jednak po ostatnim gwizdku nie uspokoiła się. Godzinami trwały we Francji walki z funkcjonariuszami policji, demolowanie miast, dewastowanie i niszczenie samochodów czy też napadanie i plądrowanie sklepów. Dziesiątki a może nawet i setki osób zostały w jakiś sposób poszkodowane. Dokonano kilkuset zatrzymań. Nie ma pewności, że tego wieczoru znów nie będziemy mieli do czynienia ze eskalacją przemocy w kraju nad Sekwaną.

 

Wizerunku swojej ojczyźnie nie poprawili też sami piłkarze. Często jako skandaliczne jest ich zachowanie w szatni po wczorajszym finałowym meczu. Na nagraniu, które opublikowali w internecie sami zawodnicy, widzimy prezydenta Emmanuela Macrona, który emocjonował się boiskowymi zmaganiami na trybunach stadionu Łużniki w Moskwie. Pojawił się on później w szatni, gdzie stwierdził iż piłkarze powinni po zdobyciu mistrzostwa świata dawać przykład francuskiej młodzieży. Prezydent tłumaczył, że staną się oni teraz jeszcze większymi idolami dla młodych ludzi. Odpowiedź gwiazd francuskiej piłki wywołała spore kontrowersje oraz krytykę. Na filmie zarejestrowano jak w odpowiedzi na apel Emmanuela Macrona wykrzykują oni: „Wszystko zniszczymy!”

 

 

Nie powinien dziwić fakt, że takie sytuacje budzą spory niesmak.  Kiedy patrzy się na budzące przerażenie sceny niszczenia miejsc publicznych przez tłum młodych mężczyzn we Francji, a równocześnie obserwuje takie raczej nieprzemyślane zachowanie sportowców to ciężko być spokojnym o przyszłą sytuację i bezpieczeństwo nad Sekwaną.

 

 

Dramaturgii całej sytuacji dodaje fakt, że sytuacja miała miejsce na terenie stadionu. Młody zawodnik Ruchu Chorzów Bartłomiej Kulejewski rozgrywał tam przegrany z Zagłębiem Sosnowiec mecz, który przesądził o spadku Ruchu do II ligi i awansie rywali do Ekstraklasy.

 

Na trybunach podczas tego spotkania zasiadła również mama 18-letniego Kulejewskiego. Kiedy zakończyło się spotkanie kobieta zasłabła. Cieszący się z powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej zawodnicy z Sosnowca nawet nie byli świadomi tego jaka dramatyczna walka o życie matki obrońców rywali rozgrywa się praktycznie obok.

 

W sytuacji, kiedy matka Bartłomieja Kulejewskiego zasłabła, medycy podjęli natychmiast działania. Piłkarze „Niebieskich”, wśród których był też Bartłomiej, szybko udali się w miejsce, gdzie wszystko się działo na trybunie. Mogli jednak jedynie przyglądać się walce o jej życie.

 

Akcja reanimacyjna trwałą prawie 40 minut i zapowiadało się na poprawę sytuacji. Kobietę przetransportowano do szpitala, niestety jednak pomimo całego wysiłku służb medycznych, kobieta zmarła.

 

– To wielka tragedia, nieporównywalna z niczym innym. Wie pan, klub w niedzielę spadł do II ligi, zaraz może awansuje, ale życia nic nie przywróci – stwierdził Janusz Paterman, prezes chorzowskiego klubu.

 

W związku z rodzinną tragedią, wrócił do kraju ojciec Kulejewskiego, który przy okazji całego dramatu przebywał akurat poza Polską.

 

 

Do tragedii doszło na meczu 16. kolejki wrocławskiej B-klasy pomiędzy LKS Ciechów, a Piastem Lutynia. Jeden z zawodników został zaatakowany przez pseudokibica ostrym narzędziem.

 

W 70. minucie meczu doszło do wydarzeń rodem z horroru. Jeden z piłkarzy Ciechowa został brutalnie sfaulowany przez zawodnika przeciwników. W wyniku tego zdarzenia musiał zejść z boiska z podejrzeniem złamania nogi.

 

Jak donosi portal sport.pl, po tym incydencie doszło do prawdziwego dramatu. Jeden z kibiców gości wbiegł na murawę, po czym podbiegł do zawodnika, który chwilę wcześniej pomagał przy udzieleniu pomocy koledze ze złamaną kończyną i ostrym narzędziem dźgnął go w szyję. Kolejny piłkarz Ciechowa został przewieziony do szpitala.

 

Gdyby pseudokibic wycelował ostrym przedmiotem w gardło zawodnika kilka milimetrów obok, piłkarz mógłby już nie żyć. Skończyło się „jedynie” na poważnych obrażeniach.

 

Jak poinformował klub sportowy z Ciechowa, o sprawie zawiadomiono już policję. Sprawcy nie udało się jeszcze zatrzymać. Wkrótce wydane ma zostać oficjalne oświadczenie działaczy drużyny.

 

Mrożące krew w żyłach zdjęcia z tego wydarzenia zostały opublikowane na profilu klubu LKS Ciechów na Facebooku.

– To bez wątpienia smutny dzień dla mnie, to koniec ważnego etapu mojego życia – powiedział podczas konferencji prasowej 32-letni polski pomocnik ogłaszając swoją decyzję.

 

Cezary Wilk ogłosił zakończenie kariery, choć nie ukrywa, że nie jest to do końca zależna od niego decyzja. W Polskiej lidze występował w barwach takich drużyn jak: Korona Kielce, ŁKS Łódź (na wypożyczeniu) czy Wisła Kraków, z którą walczył o upragnioną Ligę Mistrzów. Zdobył gola dającego prowadzenie krakowskiemu klubowi w rywalizacji z Apoelem Nikozja. Po tej bramce kibice Wisły byli już o krok od spełnienia marzeń, jednak rywale trafili do bramki Wiślaków kilkanaście minut później, co przekreśliło upragniony awans. Wilk dwukrotnie reprezentował też Polskę grając z orzełkiem na piersi.

 

Od 2015 roku Cezary Wilk grał dla klubu Real Saragossa na zapleczu hiszpańskiej ekstraklasy. Łącznie polskiemu pomocnikowi udało się rozegrać 11 ligowych spotkań. Ostatni mecz, w którym wystąpił był we wrześniu 2016. Warto wspomnieć, że Polak zdobył wówczas jedną bramkę.

 

Niestety od wielu miesięcy piłkarz zmagał się z częstymi urazami kolana. Finałem tej czarnej serii jest konieczność podjęcia dziś trudnej decyzji o zakończeniu kariery.

 

– Niestety już teraz muszę zakończyć karierę z powodu mojego kolana, które nie zachowuje się tak jakbym sobie tego życzył i wielokrotnie zawiodło mnie na boisku. Po każdym treningu siedziałem w domu z bólem. Tak nie da się funkcjonować, więc to była jedyna decyzja, jaką mogłem podjąć. Kiedy budziłem się w nocy trzy, cztery razy z powodu bólu, wiedziałem, że nie mam wyjścia – stwierdził 32-letni zawodnik.

 

Polak podziękował także Realowi Saragossa za wsparcie na jakie mógł liczyć przez ostatnie lata.

 

– Real przedłużył ze mną kontrakt o rok w czasie, kiedy byłem niezdolny do gry. To był dla mnie bardzo ważny moment. Dzięki też moim kolegom z drużyny, którzy też mnie wspierali każdego dnia – powiedział.

 

Dziennikarze, którzy brali udział w konferencji prasowej nagrodzili polskiego piłkarza gromkimi brawami.

 

 

Według informacji podanych przez włoskie media, zmarł kapitan Fiorentiny Davide Astori. Jego zwłoki zostały znalezione w hotelowym pokoju.

 

Martwego 31-letniego piłkarza odnaleziono w Udine, w pokoju hotelu La di Moret. Jak donosi prasa, mężczyzna zmarł podczas snu.

 

Drużyna Astori’ego plasuje się na dziesiątym miejscu w rozgrywkach. Miała zagrać na meczu 27. kolejki na wyjeździe z Udinese. W wyniku tragedii to spotkanie, jak i inne mecze Serie A zostały odwołane – donosi serwis rmf24.pl.

 

W sieci pojawiło się kontrowersyjne nagranie, na którym rosyjski piłkarz Stanislav Manayev z klubu FC Tonso wyciera nos banknotem, po czym rzuca go na podłogę.

 

19-letni piłkarz, który nie jest zbyt sławny i nie ma żadnych osiągnięć sportowych, postanowił wybić się w inny sposób. Według hiszpańskiej „Marca”, młody piłkarz podróżował samolotem razem z resztą sportowców rosyjskiego klubu. W pewnej chwili poprosił jednego z kolegów o coś, czym mógłby wytrzeć nos. Ten dał mu 5000-rublowy banknot. Jest to około 300 zł – donosi serwis wprost.pl.

 

– Mógłbym dać te pieniądze potrzebującym, ale tego nie zrobię, ponieważ mam katar.

– powiedział Manayev, po czym wytarł nos banknotem i cisnął go na podłogę.

 

Film można obejrzeć poniżej:

 

Sprawę skomentował rosyjski minister sportu, Pavel Kolobkov.

– Bez wątpienia to nagranie prezentuje niski poziom kultury tego zawodnika. Jestem pewien, że to posłuży jako lekcja.

– mówił polityk.

 

 

Robert Lewandowski ma szansę na odniesienie jeszcze większych sukcesów w swojej karierze. W czerwcu rozpoczyna się mundial, na który nasza reprezentacja może zrobić naprawdę wielką furorę.

 

 

Robert Lewandowski występuje na pozycji napastnika w niemieckim klubie Bayern Monachium. Był również uczestnikiem Mistrzostw Europy 2012 i 2016.

 

Mundial w Rosji 

Polacy pokazali na ostatnich mistrzostwach Europy, że są w stanie rywalizować na równi z najlepszymi drużynami. Dlatego też, mogą zaskoczyć kibiców na mundialu w 2018 roku. Natomiast sam Lewandowski zdobywając dwa tytuły króla strzelców pokazał, że jest naszym absolutnym liderem.

 

 

Możemy przypuszczać, że jeśli naszych najważniejszych piłkarzy będą omijać poważniejsze kontuzje, to rzeczywiście mamy szansę na bardzo dobry wynik podczas mundialu w Rosji. Jeśli się wszystko powiedzie, to będzie to zdecydowanie duża zasługa Lewandowskiego. Dlatego też, mamy ogromnie nadzieje, że sezon 2017/18 może być tym wymarzonym, zarówno dla samych sportowców, jak również licznych kibiców.

 

 

Jak widać czasami wystarczy dobry fake opis i już można poczuć się jak piłkarz litewskiego klub FK Panevezys. Przekonał się o tym, Barkleya Miguela-Panzo, który w swojej sportowej karierze miał grać dla Queens Park Rangers. 

 

Co więcej, według informacji zawartych w Wikipedii MBarkleya Miguela-Panzo strzelił 46 goli i zagrał w 36 meczach. Jednak problem polega w tym, że piłkarz tak naprawdę nigdy nie grał w reprezentacji swojego kraju. MBarkleya Miguela-Panzo grał tylko amatorsko w Woking FC.

 

Jak to możliwe, że klub FK Panevezys zwyczajnie dał się nabrać?

 

(FOT. TWITTER.COM)

Policjanci zatrzymali piłkarza pierwszoligowej Chojniczanki Chojnice, który wraz ze swoim 46-letnim kolegą miał niebywałe hobby… kradł samochody. 27-letni Michał M., o którym mowa, wpadł, gdyż w pojeździe zamontowany był GPS. Samochód pochodził z katowickiego salonu.

 

Mężczyzna przebywa obecnie w areszcie. Grozi mu 10 lat za kratkami. Jego wspólnikowi grozi 5 lat pozbawienia wolności za zarzut paserstwa. Ponadto, otrzymał on dozór policji – informuje portal dziennikzachodni.pl.

 

W ubiegły piątek do Komendy Powiatowej Policji w Myślenicach zgłosił się mężczyzna, który twierdził, że skradziono Porsche z parkingu pod blokiem. Jak poinformował, zaparkował tam auto dzień wcześniej.

 

Funkcjonariusze policji niemal natychmiast rozpoczęli działania mające na celu odnalezienie sprawcy i wyjaśnienie zagadki. Rozmawiano z mieszkańcami, a także zabezpieczono nagranie z monitoringu. Jak później ustalono, w samochodzie znajdował się GPS.

 

Przy współpracy z pracownikami salonu Porsche w Katowicach uruchomiono nadajnik i samochód był możliwy do namierzenia – informują funkcjonariusze. – Okazało się, że znajduje się już w województwie pomorskim, w powiecie chojnickim. Kryminalni z Myślenic nawiązali kontakt z Komendą Powiatową Policji w Chojnicach, wskazując kolegom miejsce gdzie może znajdować się skradziony samochód. W piątek, w trakcie przeszukania wskazanej posesji funkcjonariusze z Chojnic znaleźli i zabezpieczyli ukryte w garażu dwa samochody osobowe: Porsche Macan i Peugeot 508 o łącznej wartości blisko pół miliona złotych – powiedzieli policjanci.

 

Peugeot został skradziony w województwie wielkopolskim (powiat wrzesiński). Podczas przeprowadzania akcji, zatrzymano dwóch mieszkańców powiatu chojnickiego. Co ciekawe, jednym z nich jest właściciel miejsca, w którym schowano skradzione pojazdy. Drugi z zatrzymanych został złapany, gdy siedział na miejscu kierowcy jednego ze skradzionych aut – donosi dziennikzachodni.pl.