Diego Maradona to już od lat nie tylko legenda argentyńskiej, ale też światowej piłki. W swojej karierze piłkarskiej i trenerskiej zapisał się na wielu kartach piłkarskiej historii, obfitującej zarówno w chwile chwały, jak i upadki. Najsłynniejszy i tak pozostaje jego gol zdobyty w meczu z Anglią na Mistrzostwach Świata w 1986 roku.

 

Pomimo faktu, że bramka strzelona wówczas Anglikom została zdobyta ręką, to i tak gol ten określany jest często na świecie jako „bramka stulecia”. Tamto spotkanie miało szerszy wymiar niż tylko sportowy. Argentyna oraz Anglia w tamtym okresie czasu miały bowiem zdecydowanie chłodne relacje, a nawet zaangażowane były w konflikt zbrojny po dwóch stronach barykady. Zdecydowana większość świata przychylniej patrzyła wówczas na działania Argentyny.

 

To tylko jedna z wielu, ale szczególna historia związana z Diego Maradoną. Jako piłkarz grał on dla takich zespołów jak np.: Boca Juniors, FC Barcelona czy też Sevilla FC. W karierze trenerskiej natomiast oprócz reprezentacji Argentyny prowadził też dwa argentyńskie kluby Deportivo Mandiyú i Racing Club de Avellaneda oraz grające w rozgrywkach ligi Zjednoczonych Emiratów Arabskich Al-Wasl i Al-Fujairah. Tak jednak jego przygoda z piłką nożną się nie kończy, o czym świadczą doniesienia obiegające świat w ostatnich godzinach.

 

Diego Maradona przybył bowiem na Białoruś. U naszych wschodnich sąsiadów rozpocząć ma karierę prezesa miejscowego klubu Dynamo Brześć. Będzie on tam odpowiedzialny za kwestie strategiczne w prowadzeniu klubu oraz rozwój piłkarskiej akademii. Przez niektórych już jest określany jako „nowy król Brześcia”.

 

Kontrakt z 57-letnim Argentyńczykiem, klub z Brześcia podpisać miał już kilka tygodni temu. Oficjalnie potwierdzono teraz, że Diego Maradona związał się z tamtejszym zespołem na okres 3 lat.

 

– Nie boję się wyzwań ani projektów, które są poważne. A ludzie związani z tym projektem właśnie tacy są. Zastanawialiśmy się dzisiaj: A gdybym tak zakończył karierę w Brześciu? Może tu potem pozostanę. Właśnie o tym marzyłem, choć muszę jeszcze poznać wiele rzeczy – Powiedział Maradona po przybyciu na Białoruś, gdzie został bardzo miło powitany.

 

Po nieudanym występie Polskiej reprezentacji na tegorocznym mundialu w Rosji zdecydowano o nieprzedłużaniu kontraktu i rozstaniu się trenera Adama Nawałki z polską kadrą. Spekulacji na temat tego na kogo zdecyduje się teraz postawić prezes Zbigniew Boniek nie brakowało. Dziś poinformowano o podjętej decyzji co do funkcji trenera reprezentacji narodowej.

 

W opublikowanym rano oficjalnym komunikacie, Polski Związek Piłki Nożnej przekazał, że od teraz naszą kadrę poprowadzi trener Jerzy Brzęczek. Dla wielu taki następca Adama Nawałki to spore zaskoczenie. W duże części kibice spodziewali się bardziej popularnego nazwiska, bądź też kogoś zza granicy. Decyzję o ogłoszeniu selekcjonerem Jerzego Brzęczka niektóre media określają jako wręcz sensacyjną.

 

Nowy trener reprezentacji, sam również podobnie jak niegdyś Adam Nawałka i Zbigniew Boniek, występował w roli piłkarza. Jest on wychowankiem częstochowskiego Rakowa. Występował też jako zawodnik takich drużyn jak Górnik Zabrze czy Lech Poznań. Zdecydowanie większą część swojej piłkarskiej kariery spędził jednak w Austrii, gdzie grał dla różnych austriackich klubów. Podczas gry w Tirolu był także kapitanem, a drużyna ta prowadzona była wówczas przez Joachima Loewa, obecnego selekcjonera reprezentacji Niemiec. Jerzy Brzęczek był również kapitanem młodzieżowej reprezentacji Polski, z którą w 1992 roku zdobył srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie. Później był on także kapitanem seniorskiej kadrze narodowej, w której rozegrał 42 spotkania.

 

Ostatnie mecze w roli piłkarza zaliczył jednak w Polsce, grając dla Górnika Zabrze oraz bytomskiej Polonii, w której pełnił również funkcję asystenta trenera Marka Motyki. Tak wówczas zaczęła się jego kariera trenerska.

 

Jako trener prowadził on później Raków Częstochowa, w którym zaczęła się jego życiowa przygoda z piłką, a także Lechię Gdańsk, GKS Katowice, a w ostatnim czasie Wisłę Płock, z którą rozstać się ma 1 sierpnia.

 

47-letni nowy selekcjoner reprezentacji Polski postrzegany jest jako osoba obdarzona przywódczymi cechami. To one miały sprawiać, że tak często pełnił na boisku rolę kapitana zespołu. Ciekawostką jest fakt, że prywatnie Jerzy Brzęczek to wujek lubianego i popularnego polskiego piłkarza Jakuba Błaszczykowskiego.

 

 

Dziś ma zostać sfinalizowany transfer, który wywołuje sporo emocji wśród fanów polskiej piłki. Jest to bowiem kolejne przejście zawodnika do jednego z największych rywali. Sytuacja ta jest głośna tym bardziej, że chodzi o bramkostrzelną gwiazdę minionego sezonu.

 

W minionych latach emocje, jak również sporo krytyki zazwyczaj powodowały transfery na linii Lech Poznań-Legia Warszawa. Mecze pomiędzy tymi drużynami określane są nawet „Derbami Polski”. Piłkarze przechodzący z jednego zespołu do drugiego musieli liczyć się ze zdecydowaną utratą sympatii wśród kibiców swojego dotychczasowego pracodawcy.

 

Teraz do podobnej sytuacji dochodzi pomiędzy Wisłą Kraków i warszawską Legią. W tym przypadku, chodzi o Hiszpana Carlitosa. Został on królem strzelców polskiej Ekstraklasy w ubiegłym sezonie, a także stał się ulubieńcem kibiców krakowskiej drużyny. W czerwcu jednak skończył się jego kontrakt z Wisłą. Przyszłość piłkarza, już od tygodni była intrygującą niewiadomą dla kibiców.

 

Jak się okazało, Carlitos trafić ma teraz do Legii Warszawa, czyli klubu który obok lokalnej Cracovii jest wielkim rywalem Wisły Kraków. Dla stołecznych kibiców, sięgnięcie po Hiszpana rozbudza natomiast nadzieje przed walką w eliminacjach do piłkarskiej Ligii Mistrzów. Mecz pierwszej rundy eliminacji odbędzie się już w najbliższy wtorek. Stołeczny klub zmierzy się z Cork City. Do rewanżu dojdzie natomiast 17 lipca. Zaś 14 lipca, Legia Warszawa zagra przeciwko Arce Gdynia w meczu o Superpuchar Polski.

 

W związku z przejściem Carlitosa do Legii, na facebookowej stronie klubu można zaobserwować spore poruszenie. Przygotowano również dość humorystyczny filmik, mający prezentować wyczekiwanie na piłkarza.

 

 

Ukazał się również filmik pokazujący Carlitosa witającego się z kibicami Legii po przybyciu do Warszawy.

 

 

Dzisiaj po przejściu testów medycznych, Carlitos podpisać ma kontrakt z warszawskim klubem. Hiszpan w poprzednim sezonie zdobył 24 bramek w polskiej Ekstraklasie zostając królem strzelców. Na majowej gali Ekstraklasy, 28-letni zawodnik otrzymał trzy nagrody: dla najlepszego napastnika, dla króla strzelców, a także najlepszego piłkarza sezonu.

 

Rozgrywki piłkarskiej Ekstraklasy wracają już w lipcu. W pierwszym meczu, Legia zmierzy się z KGHM Zagłębiem Lubin 21 lipca.

 

Piłkarskie Mistrzostwa Świata w Rosji rozpoczynają się już dziś. O godz. 17 odbędzie się mecz otwarcia, w którym z gospodarzami zmierzą się piłkarze Arabii Saudyjskiej. Spotkanie poprzedzone będzie oficjalnym otwarciem tegorocznego mundialu. Strach wśród kibiców i organizatorów chcą tymczasem wzbudzić dżihadyści.

 

Przez ostatnie kilkadziesiąt godzin na kanał propagandowych, którymi posługuje się Państwo Islamskie zaobserwowano wzmożoną aktywność. Przekazywane treści wzywają zwolenników dżihadystycznej ideologii do wykorzystania piłkarskiego święta w ramach terrorystycznej działalności. ISIS nawołuje do przeprowadzania ataków w Rosji, podczas odbywających się wydarzeń, które śledzi cały sportowy świat.

 

Islamiści z ISIS zabraniali na podbitych terenach prowadzenia oficjalnych rozgrywek sportowych czy też słuchania muzyki nie mającej związku z ich radykalną wersją islamu. To jednak tylko jeden z powodów, dla których piłkarski mundial biorą sobie za cel. Jedną z głównych przyczyn takiego działania jest fakt, jak nośne propagandowo oraz jak głośne stały by się wiadomości o ataku terrorystycznym towarzyszącym wielkiej imprezie masowej, na którą przybyli fani piłki nożnej z całego świata. Dodatkowo dżihadystów do takich praktyk determinuje fakt, że Rosja zaangażowana w wojnę Syrii, na której wspiera siły rządowe prezydenta Bashara Al Asada oraz utrzymuje dobre relacje w regionie z szyickim Iranem, zadała dotkliwe ciosy na terenach zajmowanych przez ISIS. Przez to też stała się jednym z głównych wrogów Państwa Islamskiego, a na terenie Rosji dochodziło już niejednokrotnie w ostatnich latach to ataków przeprowadzanych przez islamskich terrorystów.

 

Groźby ataku w czasie mistrzostw, ludzie związani z kalifatem ISIS publikowali już wcześniej. Były to m.in. plakaty przedstawiające uzbrojonego dżihadystę spoglądającego na Stadion Łużniki czy też taki, który ukazywał ścinanie na murawie boiska Cristiano Ronaldo oraz Leo Messiego.

 

Równocześnie trzeba pamiętać, że wywołanie strachu i paniki to także coś co ta organizacja terrorystyczna chce osiągać. Groźby ze strony ISIS pojawiały się także przed ostatnimi Mistrzostwami Europy. Czy w trakcie tamtych rozgrywek doszło do ataku we Francji? Tak, doszło. Jednakże nie stało się to bezpośrednio w miejscu sportowych wydarzeń. W tamtym okresie, zwolennik ISIS zaatakował nożem rodzinę francuskiego policjanta.

 

W Rosji jak podkreślają eksperci, rozpoczynającym się rozgrywkom towarzyszą spore środki bezpieczeństwa oraz kontrole, bez których nieuprawnione osoby nie przedostaną się na teren stadionu. Miejscowe służby mimo wszystko będą jednak miały sporo pracy, aby zapewnić lokalnej społeczności oraz tłumom kibiców bezpieczeństwo na terenie całych miast.

 

 

Piłkarski mundial zbliża się wielkimi krokami. Wielu Szwedów decyduje się jednak na zwrot biletów uprawniających do wejścia na mecze ich reprezentacji podczas mistrzostw świata w Rosji.

 

Jak donoszą szwedzkie media, takie decyzje mają być wynikiem rosnących cen hoteli na terytorium Rosji. Szwedzi określają nawet nadchodzący mundial „finansową katastrofą”. Według informacji biur podróży, ceny w rosyjskich hotelach mogły wzrosnąć 7, a nawet 10-krotnie.

 

– Podczas mundialu w Niemczech do tego kraju pojechało 50 tysięcy naszych kibiców. Podobnie było przed dwoma laty we Francji na mistrzostwach Europy. Tym razem żółto-niebieska fala raczej nie pojawi się na rosyjskich stadionach ze względu na drakońskie ceny wyjazdów – ocenił Magnus Karlsson, który od lat zajmuje się organizowaniem wycieczek piłkarskich.

 

Karlsson przyznaje, że zaistniała sytuacja jest na tyle ciężka, iż w stosunku do mistrzostw świata w Niemczech, nie udało się zdobyć liczby na poziomie 10% klientów z tamtego czasu. Do jego biura mają dzwonić ludzie chcący odwoływać swoje wycieczki oraz odsprzedając bilety, ze względu na fakt, że ten wzrost cen może okazać się dla nich finansową katastrofą.

 

– Chodzi przede wszystkim o tańsze miejsca jak motele i hostele, w których podczas pierwszej rezerwacji cena wynosiła 50 euro za noc, a później z dnia na dzień otrzymywaliśmy wiadomość, że jest to nagle 350. Według naszych obliczeń najtańsza podróż ze Szwecji na jeden mecz w Rosji to koszt, co najmniej 1500 euro, lecz licząc bardzo skromnie i ostrożnie – tłumaczył Magnus Karlsson na łamach dziennika „Goeteborgs Post”.

 

Szwecja na zbliżających się piłkarskich mistrzostwach świata zagra w grupie F, razem z Koreą Południową, Niemcami, a także Meksykiem.

 

Pomimo tego, że do końca sezonu piłkarskiej Ekstraklasy została już tylko jedna kolejka, nadal nie jest pewne kto zostanie tegorocznym mistrzem Polski. W walce o ten tytuł pozostają Legia Warszawa oraz Jagiellonia Białystok. Problem wywołał fakt, że piłkarze z Warszawy rozgrywają swój ostatni mecz na stadionie w Poznaniu przeciwko Lechowi. 

 

Poznański „Kolejorz” oraz Legia postrzegani są przez kibiców w Polsce jako jedni z największych wobec siebie rywali, a mecze pomiędzy tymi zespołami określane są nawet „Derbami Polski”. To komplikuje sprawę panującej w polskiej piłce tradycji, zgodnie z którą mistrz Polski rozpoczyna świętować zdobycie tytułu na murawie zaraz po zakończeniu ostatniego meczu.

 

Plan zorganizowania alternatywnej fety dla piłkarzy Legii przy ich ewentualnym zdobyciu mistrzostwa miały zacząć obmyślać najpierw władze Lecha Poznań.  Obawiano się zbyt dużego zagrożenia dla zachowania bezpieczeństwa na stadionie, jeśli piłkarze z Warszawy mieliby świętować w obecności tłumu poznańskich fanatyków. Jednym z pojawiających się wówczas pomysłów, był plan rozpoczęcia fety po opuszczeniu stadionu przez kibiców. Odrzucono jednak tą koncepcję, gdyż mogła by ona i tak nie zbyt wiele zmienić.

 

Ważne rozmowy dotyczące tej kwestii miały odbyć się we wtorek podczas wideokonferencji przedstawicieli Jagiellonii Białystok, Legii Warszawa, Lecha Poznań oraz samej Ekstraklasy. Dość oryginalny pomysł wyszedł ze strony reprezentującego warszawski klub Jarosława Jankowskiego. Stwierdził on bowiem, że jeżeli organizator nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa to mecz można przenieść do stolicy. Tą propozycję uznano jednak za prowokację.

 

W końcu podjęto decyzje, że jeżeli piłkarze Legii zostaną mistrzami, wówczas jak najszybciej wrócą samolotem do Warszawy, aby tam świętować sukces ze swoimi kibicami. Poznański klub jest zobowiązany do zapewnienia możliwości przeprowadzenia takiego działania jak najsprawniej. Co ważne ten scenariusz zaakceptowały wszystkie strony. W przypadku zdobycia mistrzostwa przez Jagę, feta rozpocznie się oczywiście na stadionie w Białymstoku, gdzie piłkarze Jagiellonii występują w roli gospodarzy.

 

Strach przed ryzykiem zamieszek dodatkowo wzmacniają wspomnienia sprzed 14 lat. Wtedy to zaś Lech Poznań zdobył Puchar Polski na stadionie warszawskiej Legii. Doszło do wyjątkowo brutalnych zajść. Niektórzy piłkarze zostali pobici, a nawet odbierano im medale.

 

– Po wysłuchaniu argumentów Klubów podjęto decyzję, że w sytuacji, gdyby mistrzem Polski została Legia Warszawa, ceremonia wręczenia trofeum i złotych medali nie odbędzie się w Poznaniu, lecz zostanie przeprowadzona zaraz po powrocie zawodników i sztabu do Warszawy – przekazano w komunikacie wystosowanym przez Ekstraklasa S.A.

 

Wtorkowa decyzja spotkała się ze sporą krytyką, w tym również ze strony Polskiego Związku Piłki Nożnej.

 

– PZPN z wielkim zdziwieniem przyjął decyzję Ekstraklasy i czołowych klubów dotyczących wręczenia najważniejszych nagród na zakończenie sezonu 2017/2018. Przenoszenie tej ceremonii z miejsca, gdzie najprawdopodobniej może nastąpić najważniejsze rozstrzygnięcie ligowego sezonu, pokazuje brak szacunku dla wysiłku piłkarzy oraz koniunkturalizm władz spółki – stwierdził PZPN w swoim oświadczeniu.

 

Najprawdopodobniej jednak, plany jakie ostatecznie podjęto nie zostaną już zmienione w kontekście zbliżającej się soboty.

 

Ludzie na całym świecie przez ostatnie dni śledzą losy dwuletniego Alfiego Evansa. Wbrew woli rodziców, deklaracjom watykańskiej placówki, której lekarze gotowi są za darmo pomagać dziecku oraz na przekór wielu apelom, sędziowie orzekający w sprawie chłopca oraz lekarze ze szpitala Alder Hey są zdania, że najlepszym rozwiązaniem jest pozbawianie chłopca dostępu do tlenu oraz odżywiania, więc de facto… skazanie go na śmierć.

 

O ratunek dla małego Alfiego apelują ludzie z różnych stron świata. Wśród osób wzywających do pomocy dla chłopczyka znalazły się m.in. takie osobistości jak papież Franciszek czy prezydent Polski Andrzej Duda. Obydwu im dziękował publicznie ojciec dziecka. Sporo głosów wsparcia dla Alfiego oraz apeli słychać również ze świata kibiców. Zatroskanych o życie dwulatka jest wielu stadionowych fanatyków, pomimo faktu iż kibicowski świat tak często kojarzy się z rywalizacją i antagonizmami między sympatykami poszczególnych klubów piłkarskich.

 

Obecnie w jednym z dwumeczów Ligi Mistrzów mierzą się ze sobą AS Roma z Liverpool FC. We wtorek rozegrane zostało pierwsze spotkanie pomiędzy tymi drużynami na stadionie Anfield w Liverpoolu. Niedaleko dalej, o życie walczy w szpitalnej sali właśnie Alfie Evans. Już przed meczem rzymscy fani apelowali do piłkarzy AS Roma o wzięcie Alfiego ze sobą do Rzymu, gdzie w watykańskiej placówce wciąż czeka miejsce dla chłopca. W dniu meczu, w gotowości był również śmigłowiec mogący przetransportować dwulatka do Rzymu. Niestety tego samego dnia sąd rodzinny w Liverpoolu zablokował możliwość wylotu dziecka.

 

Pomimo, iż pod stadionem Anfield doszło do starć między grupami identyfikującymi się z rywalizującymi drużynami, to na trybunach po obu stronach zasiedli ludzie z serca wspierający Alfiego Evansa. Słychać było aplauz i inne wyrazy solidarności z maluszkiem, które echem odbijały się w świecie.

 

Na stronach polskich grup kibicowskich również zobaczyć możemy wezwania do pomocy oraz hasła nawołujące do pochylenia się nad przyszłością najpopularniejszego dziś dwulatka. Kibice, którzy w oczach wielu ludzi są agresywną społecznością budzącą strach, pokazują często tak jak i w tej sprawie, że potrafią wesprzeć ludzi bezbronnych w potrzebie. Tak też jest w przypadku Alfiego Evansa. Pod brytyjskimi konsulatami, gdzie zbierają się ludzie, składają pluszowe misie oraz zapalają świeczki w geście solidarności z małym Alfiem, spotkać można też ludzi kojarzonych z obecnością na piłkarskich stadionach i marszach narodowców. Także na prywatnych profilach facebookowych osób aktywnie angażujących się w życie kibicowskie zobaczyć możemy grafiki oraz słowa apeli o pomoc dla tego chłopca.

 

W internecie pojawiają się aktualnie także wezwania i pomysły, by kibice na kolejnych meczach poruszyli przy przygotowywaniu opraw i dopingu temat wsparcia dla 2-letniego Alfiego. Kibice w Polsce niejednokrotnie potwierdzili, że potrafią ponad podziałami upomnieć się, a także głośno podkreślić swoje zdanie w ważnych sprawach. Wiele zapowiada, że tak będzie i tym razem.

 

Pozostaje podpisać się pod tego typu apelami oraz wezwać kibiców z różnych miast, aby pomimo rywalizacji między klubami potrafili to zrobić i zjednoczyli się w zaprotestowaniu przeciwko skazaniu chłopczyka na śmierć.

 

Kilka dni temu znów doszło do zamieszek na tle separatystycznym w Katalonii. W starciach z policją rannych zostało ponad 50 osób, w tym kilku funkcjonariuszy. Napięcie pomiędzy hiszpańskimi władzami w Madrycie, a dążącą do autonomii Katalonią wciąż jest duże. Podgrzać atmosferę zdecydowała się grupa sympatyków związana z FC Barceloną.

 

Ekipa kibiców o nazwie „Manifest Blaugrana” wydała oświadczenie w związku z zaplanowanym na 21 kwietnia finał Pucharu Króla (Copa del Rey), w którym Barca zmierzy się z Sevilla FC.

 

Grupa sympatyków katalońskiej drużyny zdecydowała się napisać w mocnych słowach swój stosunek do kwestii autonomii Katalonii oraz zaapelować do klubu o wsparcie separatystycznych polityków. Chodzi między innymi o zatrzymanego na terenie Niemiec byłego premiera Carlesa Puigdemonta. Właśnie do wspierania tego typu osób oraz dążeń autonomicznych „Manifest Blaugrana” wzywa władze znanego na całym świecie klubu.

 

– Jedziemy do Madrytu, żeby wygrać Copa del Rey i nic więcej. Nie ma naszej zgody na współdziałanie z reżimem, który nas prześladuje i więzi  – takie słowa czytamy w treści odezwy.

 

Kibice domagają się również, aby piłkarze Barcelony wystąpili w tym meczu pod katalońską flagą i zdystansowali się od oficjalnych ceremonii podczas finału.

 

– Mamy nadzieję, że zarząd Barcelony podczas finału Pucharu Króla zdystansuje się od wszelkich oficjalnych ceremonii związanych z rządem w Madrycie – stwierdza „Manifest Blaugrana”.

 

 

To była rozgrzana przez emocje i niespotykana w boiskowych rywalizacjach sytuacja. Doszło do bójki pomiędzy piłkarzami, a w ciągu meczu sędzia zdecydował się pokazać aż 10 czerwonych kartek. 

 

Kuriozalny mecz  odbył się w ramach rozgrywek Campeonato Baiano w Brazylii. Spotkanie było dla kibiców obydwu drużyn o tyle ważniejsze, że pojedynek Vitoria – Bahia to derby miasta Salvador.

 

Mecz pomiędzy tymi klubami zawsze obfitują w emocje i ostrą grę. Tym razem już w pierwszej połowie sędzia ukarał piłkarzy sześcioma żółtymi kartkami. Vitoria po 45 minutach prowadziła 1-0, jednak w 55. minucie meczu podyktowano rzut karny, który doprowadził do remisu i wtedy właśnie zaczęła się największa awantura.

Egzekwujący 11-stkę Vinicius podbiegł do trybuny zajmowanej przez kibiców gospodarzy i w ramach radości z gola zaczął okazywać w ich stronę dość pogardliwe gesty. To doprowadziło do wybuchu złości bramkarza Vitorii, który rzucił się na Viniciusa i tak zaczęły się przepychanki oraz szarpaniny między piłkarzami.

 

Zawodnicy dopuścili się bójek i sporej awantury, przez co 8 z nich (w tym jeden rezerwowy) ujrzało czerwone kartoniki. Sędzia odesłał do szatni jeszcze dwóch piłkarzy w 78. oraz 79. minucie spotkania. Zaraz potem mecz został ostatecznie przerwany przy wyniku 1-1. Za pewnego rodzaju remis można uznać również ilość 5 czerwonych kartek zarówno dla Vitorii, jak i Bahii.