To kolejny atak przy użyciu ostrego narzędzia dokonany na terytorium Niemiec. W ostatnich latach wraz z napływem imigrantów, w kraju rządzonym przez kanclerz Angelę Merkel wzrosło zagrożenie atakami nożowników oraz zamachami terrorystycznymi.

 

Tym razem do groźnego zdarzenia doszło w miejscowości Kerpen, w piątkowe popołudnie. Pochodzący z Turcji napastnik przeprowadził atak przy użyciu siekiery. Celem jego ataku była kobieta, która kiedyś była z nim w związku oraz towarzyszącego jej mężczyznę, który jest Polakiem. Para odniosła rany zagrażające ich życiu i została przetransportowana helikopterem do szpitala.

 

Wstępne ustalenia miejscowej policji mówią o zazdrości, która w tym przypadku miała stać się motywem zaatakowania kobiety oraz idącego z nią mężczyzny. Jak podano, obywatel Polski odniósł na tyle ciężkie obrażenia, że do szpitala trafił w stanie ciężkim.

 

Niemiecka gazeta „Bild” przekazała, że sprawca zaatakował swoje ofiary, kiedy ci opuszczali sklep popularnej sieci Kaufland. Turek ma stanąć przed sądem, który zdecyduje jakie konsekwencje czekają go za ten krwawy atak.

 

 

Źródło: bild.de ; niezalezna.pl ; ndie.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

Niemiecki dziennik pochwalił wycinkę drzew jaka dokonuje się w Bawarii. Ma ona tam na celu walkę z kornikiem. Zadziwiające jest w tym wszystkim to, że podobne działania w Polsce były krytykowane zarówno przez tzw. totalną opozycję, jak i Komisję Europejską.

 

– Ponad połowa bawarskich lasów jest zagrożona. Czwarty rok z rzędu kornik rozmnożył się masowo – informuje „Die Welt”.

 

Jakie więc stanowisko zająć powinna Unia Europejska teraz, skoro sytuacja ma miejsce na terenie Niemiec, a sprawę w pozytywny sposób opisuje tak ważne niemieckie pismo. W artykule z dumą opisano pracę harwesterów. Jak napisano, każda taka maszyna musi ścinać dziennie siedemdziesiąt drzew.

 

Co kilka metrów niewidzialna piła rozcina pień, starannie, na kawałki o długości 5,10 metra. Sześć razy słychać dźwięk odgłosu piły łańcuchowej, po czym żniwiarz rzuca się na następne drzewo – objaśnia „Die Welt”.

 

Jak czytamy w opublikowanym artykule, zdaniem autora takowa walka z kornikiem jest czymś koniecznym i pilnym.

 

– Dotknięte kornikiem drzewa muszą być natychmiast usunięte, aby chrząszcze nie mogły się rozprzestrzeniać – czytamy w gazecie.

 

Co ciekawe i warte podkreślenia, opinie dziennika potwierdza też niemieckie ministerstwo leśnictwa. Czy doczekamy się tutaj tak samo krytycznej reakcji lewicowych środowisk oraz Komisji Europejskiej, jak w przypadku działań na terenie Puszczy Białowieskiej podjętych w ramach walki z kornikiem drukarzem?

 

 

Źródło: Die Welt ; wPolityce.pl

Fot.: Pixabay

 

 

Problemy Niemców związane z masowym napływem imigrantów do kraju nadal trwają. W ostatnim czasie nasz zachodni sąsiad obawia się kolejnej fali przybyszów z krajów muzułmańskich, a równocześnie tamtejsze służby są świadome, że setki osób w kraju to potencjalni „uśpieni” terroryści. Teraz niemiecki kontrwywiad ostrzega również przed zagrożeniem jakie nieść mogą niektóre… dzieci.

 

W dzieciach pochodzących z części muzułmańskich rodzin, osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo w Niemczech widzą „potencjał zagrożenia, którego nie wolno zlekceważyć„. Frakcja parlamentarna CDU/CSU zaangażowały się w tą sprawę i w związku z ostrzeżeniami służb chcą obniżyć do 14 lat granicę wieku osób, które mogą zostać poddane inwigilacji.

 

Jak twierdzi Hans-Georg Maaßen, socjalizacja dzieci w islamistycznym środowisku „budzi zaniepokojenie i z tego względu w nadchodzących latach będzie stanowić wyzwanie także dla Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji„. Tak swoją opinię szef niemieckiego kontrwywiadu sformułował wypowiadając się dla grupy medialnej Funke.

 

Maaßen już wcześniej przestrzegał przed osobami wychowywanymi przez radykalnych muzułmanów. W grudniu 2017 roku mówił o tym jak spore zagrożenie dla bezpieczeństwa niemieckich obywateli stanowić mogą żony oraz dzieci bojowników Państwa Islamskiego, któe odsyłane są przez nich właśnie do Niemiec.

 

Tego typu sytuacje rodzą niepokoje, a także sprzeciw nie tylko sporej części społeczeństwa ale także niektórych ugrupowań politycznych. W stronę niezależnej w temacie migracji polityki idą w ostatnim czasie bardziej zdecydowanie władze Bawarii.

 

Źródło: ndie.pl

Fot.: Max Pixel 

 

Do niepokojącej sytuacji doszło na lotnisko we Frankfurcie nad Menem. Miejscowa policja rozpoczęła poszukiwania jednej lub kilku osób. Ewakuowano przy tym część podróżnych znajdujących się w terminalu 1. Wstrzymano również starty samolotów.

 

W zaistniałej sytuacji należy liczyć się z opóźnieniami samolotów. Lotnisko zaapelowało do pasażerów z prośbą o śledzenie na bieżąco informacji dotyczących lotów oraz przylotów. Policja wzywa natomiast podróżnych do stosowania się do poleceń funkcjonariuszy podejmujących tam działania.

 

Wszystko spowodował fakt, że na terenie tamtejszego portu lotniczego, jedna lub więcej osób przedostały się do strefy chronionej, uprzednio unikając kontroli bezpieczeństwa. To doprowadziło do chaosu oraz konieczności ewakuacji części lotniska w związku z przeprowadzeniem akcji przez służby.

 

 

Swoją decyzję lotnisko oraz służby podjęły w oparciu o europejskie prawo lotnicze, zgodnie z którym w takich przypadkach do zadaniach policji należy ewakuowanie podróżnych oraz przeszukanie terenu lotniska. Ma to na celu wykluczenie ewentualnego zagrożenia. Tak też postąpiono w tym przypadku. Nie ma informacji na temat tego, kto jest winny incydentu przedostania się do strefy chronionej bez koniecznej kontroli.

 

Póki co raczej nie jest też pewne ile lotów zostanie odwołane oraz jak duże będą opóźnienia niektórych z nich.

 

Podobne zdarzenie miało miejsce całkiem niedawno, bo 28 lipca w Monachium. Wówczas z rozkładu wykreślono ponad 300 rejsów, a lotnisko poniosło stratę o wysokości ponad miliona euro.

 

 

Źródło: Twitter/@alliseeisgold ; o2.pl ; rmf24.pl

Fot.: pxhere.com

 

Umowa społeczna ma sens wtedy i tylko wtedy, gdy obejmuje również przyszłe pokolenia, a jej celem jest ustanowienie trwałego społeczeństwa. W tej perspektywie tworzy się bowiem sieć powiązań obejmujących zarówno pokolenia przeszłe, obecne, jak i te, które dopiero nadejdą. Wskazana relacja, zwana „doświadczeniem przynależności” gwarantuje, że jeszcze nienarodzeni nie zostaną pozbawieni przyszłości.

 

Można wskazać, że ta idea, która powinna być fundamentem każdej partii konserwatywnej i chadeckiej, w przypadku Niemiec i rządzącej partii CDU odchodzi do lamusa. Zdaje się, że obecna w zapleczu politycznym obecnej kanclerz jest myśl, że przyjmując obcych kulturowo uchodźców może ostatecznie skończyć z mroczną stroną historii swojej ojczyzny, która nasycona jest nienawiścią do „obcego”. Niemniej, Merkel popełniła katastrofalny błąd, który będzie miał równie katastrofalne konsekwencje dla Niemiec, jak i dla całego świata zachodniego. Kiedy bowiem drżą Niemcy, drżenie odczuwalne jest w całej Europie. Dzieje się tak, gdyż kraj ten jest europejskim liderem  w sferze gospodarki, polityki i kultury. Dlatego więc program kanclerz Merkel, podjęty następnie przez elity brukselskie, polegający na zastępowaniu spadającego rodzimego potencjału demograficznego coraz większą liczbą muzułmanów jest niezwykle groźny dla wspólnoty europejskiej.

 

Jednym z największych kłamstw rozpowszechnianych przez europejską lewicę jest to, że masowa imigracja na Zachód jest niezbędnym warunkiem wstępnym dobrego stanu życia przyszłych osób starszych i obecnego państwa opiekuńczego. Nie jest to jednak prawda. Wielu lewicowych ideologów uważa, że słabo wykształceni migranci będą rewolucyjnymi pionkami, które mają być wykorzystane w tworzeniu niepokojów społecznych, a także rozbiciu więzi i instytucji politycznych oraz społecznych w krajach wprowadzających demokratyczne, konserwatywne, chrześcijańskie czy wolnorynkowe idee. W tak zarysowanej perspektywie zbudowany zostałby żelazny elektorat lewicy, która przejęłaby rządy na długie lata. Aczkolwiek, imigranci przybywający na Zachód są wrogo nastawieni nie tylko do cywilizacji europejskiej, zbudowanej na fundamencie judeo-chrześcijańskiej religii, prawa rzymskiego oraz kultury łacińsko-greckiej, ale również do środowisk spod akronimu LGTB. Ponadto nie przynoszą obecnie Zachodowi korzyści gospodarczych i społecznych.

 

Polityk Partii Zielonych Dr Stefanie von Berg w jednym z wystąpień dumnie zadeklarowała, że społeczeństwo niemieckie ulega zmianie i jak wskazują naukowcy w ciągu dwudziestu lub trzydziestu lat Niemcy w miastach nie będą już większością etniczną. Ludzie natomiast będą rozwijać się w wielu różnych grupach etnicznych w superkulturowym społeczeństwie. Taka jest wizja przyszłości Niemiec, która została wzmocniona jasnym wskazaniem, że jest to właściwy kierunek. W tak zarysowanej perspektywie wielu polityków i konserwatywnie czy narodowo nastawionych Niemców wskazuje, że wkrótce staną się mniejszością we własnym kraju. Oczywiście ich głos w debacie jest traktowany jako rasistowski, a każde wspomnienie o narodzie czy nacjonalizmie nazywane jest wprost nazizmem na zasadzie homogeniczności całej grupy: myśl narodowa = nazizm.

 

Tym czasem dane mogą wskazywać na słuszność stwierdzenia, że Niemcy staną się mniejszością we własnym kraju. Otóż w 2015 roku do Niemiec trafiło około miliona migrantów. W 2016 roku blisko pół miliona. Do roku 2020 władze niemieckie spodziewają się, że liczba ta wzrośnie w granicach od trzech do czterech milionów, które w połączeniu z obecną pięcio-milionową ludnością muzułmańską spowodują, że ludność wyznania islamskiego w Niemczech osiągnie demograficzny poziom około 10 procent.

 

Zdaje się nie brzmieć to tragicznie (wciąż 90% to Niemcy), ale nie oddaje to prawdziwego obrazu demograficznego, który jako struktura społeczna ulega ciągłej zmianie. Otóż bardzo często podnoszona jest kwestia, że rodzimi Niemcy są społeczeństwem starym. Natomiast większość imigrantów muzułmańskich jest młodych, a 75 procent osób wjeżdżających do Niemiec w latach 2015 i 2016 to mężczyźni w wieku od osiemnastego do trzydziestego-piątego roku życia. Łączna liczba rodzimych niemieckich mężczyzn w tej grupie wiekowej wynosi zaledwie sześć milionów, a ich statystyki demograficzne pogarszają się, ponieważ wiele Niemek poświęca zakładanie rodziny na rzecz kariery. Ponadto 30 procent młodych kobiet jest bezdzietnych, a próg ten wzrasta do 40 procent wśród osób wykształconych. Według danych za rok 2016 przeciętna kobieta niemieckiego pochodzenia urodzi 1,43 dziecka. Natomiast bardziej płodne są kobiety z obywatelstwem innym niż niemieckie, gdyż współczynnik dla nich wynosi aż 1,95. Wśród dzieci poniżej piątego roku życia, aż 40 procent Niemców ma już nieeuropejskie pochodzenie.

 

Szacuje się, że do 2020-2025 liczba młodych muzułmanów może dogonić liczbę młodych rodzimych Niemców. Wskaźnik urodzeń w islamskich rodzinach zapewne zacznie rosnąć, gdy do rodzin imigrantów dołączą ich rodziny, żony i dzieci. Rodzime zasoby demograficzne maleją o około 30 procent na pokolenie, podczas gdy muzułmańskie podwajają się. Około 2030 roku młodzi Niemcy będą zatem w mniejszości, a jeszcze mniejszą mniejszość będą stanowili do 2050 roku. Jest to więc wizja zaledwie trzydziestu lat, gdy Niemcy zostaną mniejszością we własnym kraju.

 

Tak zarysowany problem będzie niósł za sobą ogromne komplikacje w odniesieniu do stabilności społecznej. Z ekonomicznego punktu widzenia przyjmowanie milionów ludzi, bez wykształcenia, umiejętności czy znajomości języka to wielki błąd, a ich utrzymywanie na koszt państwa wydaje się skrajną nieodpowiedzialnością.

 

Według niemieckiej Federalnej Agencji Pracy (BA) aż 81 procent imigrantów w 2015 roku nie posiadało żadnych kwalifikacji zawodowych i tylko 8 procent było w posiadaniu wykształcenia na poziomie szkoły średniej. Natomiast aż około pół miliona imigrantów stało się odbiorcami świadczeń socjalnych. Agencja Reuters podała, że niemiecki rząd przeznaczy 94 miliardy euro na imigrantów do 2020 roku. Wskazana kwota jest większa niż dług publiczny Niemiec, wynoszący na rok 2016 68,3 miliardy euro. Właściwie można pokusić się o stwierdzenie, że niemieccy podatnicy sami zapłacą za skolonizowanie swojego kraju. Obecnie u naszych zachodnich sąsiadów możliwe jest, aby imigrancka rodzina z pięcioma dziećmi otrzymywała w różnych świadczeniach 7 000 euro miesięcznie. Pewien syryjski imigrant Ghazia A. otrzymuje od rządu 360 000 euro zasiłku na swoją rodzinę, którą tworzą jego cztery żony i dwudziestka dwójka dzieci. Dla porównania w roku 2015 przeciętna płaca brutto w Niemczech wynosiła 3 612 euro, a w 2017 roku 18,7 procent pracowników zarabiało miesięcznie poniżej 2 000 euro.

 

Obserwując działania Niemiec i Unii Europejskiej podejmowane względem islamskich imigrantów można dojść do wniosku, że znaczna część polityków zapomniała o umowie społecznej i o tym, że odpowiadają za losy przyszłych, nienarodzonych jeszcze pokoleń. Dziedzictwo, które po sobie pozostawią nie jest godne pozazdroszczenia. Jeśli bowiem Niemcy dalej będą trwały w takiej polityce otwartości to niewątpliwie nastąpi ich upadek ekonomiczny. I stanie się tak w perspektywie najbliższych 10 czy raczej 20 lat, gdy następne pokolenie pójdzie na emeryturę i przestanie płacić podatki. W tak zarysowanej optyce nasi zachodni sąsiedzi znajdą się w stanie upadłości, a tak chwalony powojenny cud ekonomiczny rozbije się o skały rzeczywistości gospodarczej. Do tego dojdą napięcia społeczne między rodzimymi Niemcami a przybyszami, które są nie do uniknięcia w obliczu kryzysu gospodarczego, a także wszelkiego doświadczania „obcego”. W myśl tzw. socjologicznego prawa Simmla-Cosera samoidentyfikacja grupy zostaje podkreślona w sytuacjach konfliktu z inną zbiorowością, przyczyniając się do zacieśnienia więzi wewnątrzgrupowych w oparciu o bipolarną opozycję „swój” – „obcy”. W tej perspektywie, gdy Niemcy staną w obliczu wyboru pomiędzy świętowaniem multikulturalizmu, a bezpieczeństwem osobistym i zaspokojeniem potrzeb alimentacyjnych zwycięzca będzie jeden i nie będą nim liberałowie i socjaliści.

 

Tekst pochodzi z 38. numeru kwartalnika „Myśl.pl”.

 

Tomasz Pełech doktorant historii na Uniwersytecie Wrocławskim oraz Université Clermont-Auvergne. Zainteresowania badawcze to dzieje wypraw krzyżowych i Bizancjum, historia historiografii oraz literatura średniowiecza. Obecnie przygotowuje pracę doktorską pt. Shaping of the Image of Enemy-Infidel in the Relations of Eyewitnesses and Participants of the First Crusade: The Case of Muslims.

 

Jak podaje pap.pl, opublikowane w niedzielę wyniki sontażu instytutu badania opinii publicznej Emnid głoszą, że poparcie niemieckich wyborców dla chadeckiego bloku CDU/CSU spadło do nienotowanego od 2006 roku do poziomu 29 procent.

Najnowszy z sondaży Sonntagstrend (Trend Niedzielny), przeprowadzany regularnie na zlecenie tygodnika „Bild am Sonntag”. W porównaniu z poprzednim Sonntagstrend chadecja straciła jeden punkt procentowy.

O tyle samo zmniejszyło się poparcie dla współrządzącej Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD), na którą głosowałoby obecnie 18 procent ankietowanych. Odsetek zwolenników zajmującej antyimigranckiej Alternatywy dla Niemiec (AfD) nie zmienił się i wynosi nadal 15 procent.

Najnowszy Sonntagstrend daje Zielonym 14 procent czyli o dwa punkty procentowe więcej niż poprzedni, co jest ich najlepszym wynikiem od początku bieżącego roku.

Nie uległo zmianie poparcie dla postkomunistycznej Lewicy i liberalnej Partii Wolnych Demokratów (FDP), wynosząc odpowiednio 10 i 9 procent. W poprzedniej edycji sondażu, pozostałe partie zebrały łącznie 5 procent.

Jak pisze pap.pl: „Od 2000 roku przewodniczącą Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) Angela Merkel kanclerz Niemiec. CDU i CSU tworzą w niemieckim parlamencie wspólną frakcję powszechnie nazywaną „Unią””.

Jak podaje rmf24.pl, niemiecka policja poinformowała o kilkunastu rannych osobach po ataku nożownika w autobusie na północy Niemiec, w Lubece. Dodano też, że sprawca zajścia został zatrzymany, jednak dalsze szczegóły są dopiero ustalane. Obrażeń odniosło około 14 osób. Jak przekazuje rzeczniczka Ulla Hingst narazie okoliczności zamachu bada prokuratura w Lubece, informując, że niczego nie wyklucza.

Lokalne media podają, że 14 osób zostało rannych, w tym dwie ciężko z powodu ataku nożownika w Lubece. Napastnik został zatrzymany.

Według niemieckiej gazety „Lubecker Nachrichten”, wypełniony pasażerami autobus miejski był w trasie, kiedy jeden z mężczyzn wyciągnął nóż i zaczął nim atakować ludzi. Kierowca szybko interweniował i otworzył drzwi autobusu, żeby umożliwić ucieczkę pasażerom. Kierowca także został zaatakowany.

Jeden ze świadków relacjonował – Pasażerowie krzycząc z przerażenia wyskakiwali z autobusu. Sprawca miał w ręku nóż kuchenny.

Jak podaje Polska Agencja Prasowa, Wyższy Sąd Krajowy w Monachium w Niemczech skazał w środę na dożywotnie pozbawienie wolności neonazistkę Beate Zschaepe za współudział w 10 zabójstwach, popełnionych w latach 2000-2007 na terenie Federalnej Republiki Niemiec przez Narodowosocjalistyczne Podziemie (NSU).

Beate Zschaepe, 43-letnia kobieta oskarżona była o współudział w zamordowaniu ośmiu tureckich drobnych przedsiębiorców i jednego greckiego restauratora oraz niemieckiej policjantki. Członkowie NSU dokonali ponadto 15 napadów na banki i dwóch zamachów bombowych.

Zschaepe była przez prawie 14 lat partnerką życiową członków NSU Uwe Mundlosa i Uwe Boehnharda w czasach, gdy popełniali zbrodnie – zdaniem prokuratury – z motywów rasistowskich. Twierdziła, że nic nie wiedziała o planach zamachów.

Jak podaje pap.pl: „Mundlos i Boehnhard popełnili w listopadzie 2011 roku samobójstwo, otoczeni przez policję w przyczepie kempingowej po nieudanym napadzie na bank w Eisenach. Po śmierci swoich kompanów Zschaepe podpaliła ich wspólne mieszkanie w Zwickau w Saksonii, ostatnim miejscu pobytu trojga terrorystów, i oddała się w ręce policji.Neonazistowskie NSU działało od końca lat 90. Parlamentarne komisje śledcze powołane przez Bundestag oraz przez parlamenty regionalne wykazały, że policja popełniła rażące błędy. Błędy aparatu ścigania oraz pomoc ze strony skrajnie prawicowych sympatyków w niemieckim społeczeństwie umożliwiły neonazistowskim terrorystom bezkarne działanie przez ponad 10 lat”.

Jak podaje tvp.info, niemieckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało o malejącej liczbie wniosków o azyl polityczny, publikując dane za pierwsze półrocze 2018. W tym okresie z pierwszym wnioskiem o azyl wystąpiło 93 tysięcy osób.

Resort spraw wewnętrznych zauważył, że to o 16,4 procent mniej niż w pierwszych sześciu miesiącach ubiegłego roku.

Najwięcej wnioskodawców pochodziło z Syrii (22 520), Iraku (9015) oraz Afganistanu (6222).

Do kwietnia u naszych zachodnich sąsiadów – w Niemczech zarejestrowano 44 tysięcy uchodźców.

W pierwszym półroczu Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) wydał decyzję w sprawie 125 tysięct wniosków – to o 69 procent mniej niż w pierwszym półroczu 2017 roku. Za uchodźców uznano 15,5 procent wnioskodawców. Odrzucono aż 36 procent wniosków.

Uprawnione do uzyskania azylu w Republice Federalnej Niemiec są osoby, które prześladowane są w swoich krajach z przyczyn politycznych lub ze względu na przynależność do określonej grupy etnicznej – informuje Deutsche Welle. Na ograniczoną ochronę mogą liczyć osoby, którym w kraju pochodzenia grozi uszczerbek na zdrowiu lub życiu ze względu np. na działania wojenne.

Jak podaje tvp.info: „Szef MSZ Horst Seehofer w czasie przedstawienia swojego „planu generalnego” na temat migracji powiedział, że do Niemiec „nadal przybywa bardzo wiele ludzi”. Przypomniał, że w umowie koalicyjną partie chadeckie oraz socjaldemokraci zobowiązali się ograniczyć liczbę napływających uchodźców do 220 tys. rocznie. Minister ocenia, że ta liczba zostanie przekroczona”.