Serce to nie sługa… tego typu sformułowania pojawiają się w sztuce oraz romantycznych filmach i opowieściach od dawna. Według wielu internautów sytuacja do jakiej doszło w stanie Pensylwania potwierdza takie teorie. 

 

Pewna kobieta dopuściła się tam brawurowej akcji na komisariacie policji. Przez swoje zachowanie trafiła do aresztu i ma postawione zarzuty. Co jednak interesujące, motywem jej nietypowego, a wręcz agresywnego zachowania miały stać się sercowe rozterki.

 

27-letnia Ashley Keister włamała się na teren siedziby policji rozbijając szklane drzwi podniesioną na ulicy popielnicą. Zajście zarejestrowały kamery tamtejszego monitoringu.

 

O sprawie poinformowała m.in. stacja ABC. Tak spektakularne wtargnięcie kobiety na komisariat nie był jednak pierwszym czynem, za który teraz będzie musiała odpowiadać. Już od maja, mieszkanka Pensylwanii notorycznie wysyłała przez internet wiadomości do jednego z funkcjonariuszy policji. Do zauroczenie jego osobą miało posunąć kobietę do tak nieracjonalnych zachowań.

 

Kiedy policjant nie okazywał zainteresowania po otrzymywanych od kobiety wiadomościach, których liczba sięgać miała nawet dwudziestu dziennie, ta zaczęła podejmować próby skontaktowania się z nim telefonicznie. Prześladowczyni dzwoniła często na policję z nadzieją, że odbierze darzony przez nią uczuciem mężczyzna.

 

Jeden z jego kolegów chciał pomóc w rej sytuacji i nakazał 27-latce podpisać w końcu deklarację, że przestanie ona nękać  policjanta. Ta zgodziła się na to, jednak tego samego dnia doszło do jej ataku na komisariat.

 

Keister będąc pod policyjnym budynkiem zadzwoniła najpierw po raz kolejny na policję, licząc iż „obiekt jej westchnień” przybędzie, aby ją aresztować. Kiedy do tego nie doszło, niechciana adoratorka wtargnęła do środka.

 

 

Interweniować musiało dwóch mundurowych. Finalnie kobieta trafiła do aresztu i ma postawione zarzuty.

 

 

Źródło: Facebook/@abc13Houston

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

Na portalu se.pl opublikowano artykuł, z którego wynika, że w Piekarach koło Mszczonowa doszło do znęcania się. 14-letni chłopak miał wepchnąć flet w odbyt koledze z klasy. Konieczna była operacja. Teraz sprawą zajmie się sąd rodzinny oraz Prokuratura.

 

W artykule opublikowanym na se.pl czytamy, że chłopcy nie przepadali za sobą a jeden z nich miał być ofiarą nękania. 14-latek miał wielokrotnie zgłaszać uwagi do wychowawczyni, ale te miały trafiać w próżnię. Przed jedną z lekcji wychowania fizycznego chłopiec o imieniu Bartek miał wejść do szkolnej toalety, przyprzeć do ściany ofiarę i wepchnąć mu flet w odbyt, w taki sposób, że polała się krew.

 

Według relacji na którą powołuje się se.pl poszkodowany chłopak miał poskarżyć się kolejny raz wychowawczyni, ale skończyło się tylko na rozmowie i upomnieniu. Mimo uszkodzeń, chłopiec miał pozostać w szkole przez 8 godzin ponieważ żaden z nauczycieli nie reagował na jego prośby.

 

Po powrocie do domu i wysłuchaniu relacji chłopca, interwencję podjęli rodzice zastępczy. Najpierw trafili do szpitala gdzie stwierdzono trzycentymetrową ranę wymagającą operacji, a następnie policję – gdzie zgłosili całą sprawę.

 

Policja przyjęła zawiadomienie o znęcaniu się, uszkodzeniu ciała oraz niedopełnieniu obowiązków przez nauczycieli. Co do dwóch pierwszych zarzutów, sprawę będzie prowadził sąd rodzinny, a wobec grona pedagogicznego ma toczyć się oddzielne postępowanie w Prokuraturze Rejonowej w Żyrardowie.