Konkurs wiedzy patriotycznej o Romanie Dmowskim odbywa się już po raz siódmy. Organizatorzy ogłosili temat, termin i nagrody tegorocznej edycji. Co ciekawe, zmieniła się jego formuła i swoim zasięgiem obejmuje teraz całą Polskę. Zobacz kto i jak może wziąć w nim udział.

 

„Suwerenność to wolność samodecydowania”- oto temat przewodni tegorocznej edycji. Białostocka Fundacja Obowiązek Polski we współpracy z Civitas Christiana i Młodzieżą Wszechpolską już od siedmiu lat organizuje konkurs wiedzy patriotycznej o Romanie Dmowskim, który – jak czytamy na jego wydarzeniu na portalu społecznościowym – „ma promować patriotyzm wśród młodzieży, popularyzować historię Polski, a w szczególności przypominać o wielkim dorobku intelektualnym jednego z najwybitniejszych polskich mężów stanu – Romana Dmowskiego.”. Zbiorowa świadomość społeczna o zasługach dla niepodległości Polski ojca Idei Narodowej jest wciąż niedostateczna, dlatego konkurs i rozwój jego formuły jest szczególnie ważny. Nieprzypadkowo jego odbiorcy to młodzież w wieku szkolnym, która rywalizując o atrakcyjne nagrody, poszerza swoją wiedzę na temat Dmowskiego i jego wciąż aktualnej myśli.

 

Jak wspomniano powyżej, konkurs jest skierowany do uczniów szkół średnich i podstawowych. Polega na napisaniu eseju na wskazany temat na podstawie dzieł Dmowskiego i własnych przemyśleń. To zdaniem organizatorów ma poszerzać horyzonty intelektualne młodzieży oraz promować wiedzę i postawy patriotyczne. Dotychczasowe prace potwierdzają, że mimo młodego wieku, uczestnicy potrafią napisać eseje na wysokim poziomie. Konkurs zostanie rozstrzygnięty na uroczystej gali, zaś termin nadsyłania wypracowań mija 10 grudnia. Tegoroczne nagrody to m. in. laptopy, tablety i literatura. Wydarzenie można śledzić tutaj: Ogólnopolski konkurs wiedzy patriotycznej o Romanie Dmowskim.

 

W tym roku konkurs nawiązuje do setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Roman Dmowski w swoich działach dogłębnie opisywał przyczyny upadku Rzeczypospolitej u krańca XVIII wieku oraz późniejsze zmagania Polaków o wywalczenie z powrotem suwerennej ojczyzny. Po 1918 roku Dmowski wciąż aktywnie uczestniczył w życiu społeczno-politycznym, a nawet zajmował ważne stanowiska publiczne, jak urząd ministra spraw zagranicznych w rządzie Władysława Grabskiego. Po niesławnym Zamachu Majowym poświęcił się oddolnej pracy i budowania obozu narodowego. Miał kluczowy udział przy powoływaniu m. in. Stronnictwa Narodowego czy Młodzieży Wszechpolskiej – wiodących organizacji II RP. Konkurs wpisuje się w styl działania Romana Dmowskiego, który podkreślał wagę wychowania ideowego młodzieży. Patronat nad wydarzeniem objęli: JE Abp ks. Tadeusz Wojda Metropolita Białostocki, Podlaski Kurator Oświaty, Instytut Pamięci Narodowej oraz Wojewoda Podlaski.

 

Bartosz Sokołowski

 

Znany prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz wyraził w jednym ze swoich felietonów nadzieję, że uda się kiedyś zjednoczyć siły polityczne „na prawo od PiS” i to one przejmą władzę, lub chociaż staną się ważnym graczem na polskiej scenie politycznej. Niestety z czasem, mam wrażenie, oddalamy się od urzeczywistnienia tej wizji, zamiast do niego przybliżać.

 

Oczywistą bezpośrednią przyczyną tego stanu rzeczy jest brak jedności omawianych środowisk prawicowych. Jednak warto się zastanowić co się za nią kryje, jakie cechy działaczy, a przede wszystkim liderów, powodują organiczną wręcz niemożność stworzenia porozumienia tzw. „Piwonii” (prawicowcy, wolnościowcy, narodowcy, antysystemowcy). Problem na pewno jest złożony, ale skupię się w tym artykule na opisie, moim zdaniem, najistotniejszej cechy, która ową niemożność powoduje.

 

Jest nią tzw. „mentalność sekciarska”. Na czym ona polega? W największym uproszczeniu sprowadza się ona do przekoniania, że tylko ściśle określona („najmojsza”) linia programowa danego ugrupowania czy osoby jest jedynie słuszną i jakiekolwiek, najmniejsze nawet, od niej odstępstwo jest „zdradą interesów narodowych” „zdradą Polski” itp. Prowadzi to nieuchronnie do ciągłych podziałów, które rozsadzają niemal każdą inicjatywę prawicową. Tak było z Konwentem Świętej Katarzyny, kolejnymi tworami Janusza Korwin-Mikkego, tak było z Ruchem Narodowym, teraz widzimy to w Kukiz’15. Towarzyszy temu istny „wysyp liderów”, z których każdy wie najlepiej jak naprawić Polskę i nie dopuszcza żadnych ustępstw na rzecz potencjalnych środowisk sojuszniczych. By nie być gołosłownym podam chociażby przykład Janusza Korwin-Mikkego, który przed wyborami prezydenckimi w 2015 roku pokłócił się z Pawłem Kukizem w temacie JOW-ów, co uniemożliwiło koalicję ugrupowań przez nich reprezentowanych.

 

Warto też zastanowić się na ile owe podziały wynikają tylko z owej sekciarskiej mentalności liderów, a na ile z tejże mentalności u ich potencjalnych wyborców. Niestety, jako osoba obracająca się już od około pięciu lat w środowiskach tradycyjnych, wolnościowych i patriotycznych, muszę stwierdzić, że po części winni całej sytuacji są również ich zwolennicy. I to pomimo faktu, że prawie wszyscy zgadzają się co do tego, że zjednoczenie jest potrzebne. Niejednokroć widziałem jak niewielka, nawet mało znacząca zmiana retoryki u jakiegoś polityka, lub chociażby wypowiedź w temacie, w którym dotąd się on nie wypowiadał, skutkowała natychmiastowym posądzaniem go o agenturalność, złą wolę itp. Ciężko w takich warunkach budować koalicje, gdy jakakolwiek chęć ustępstwa, nawet niewielkiego i nie zmieniającego istoty programu, grozi natychmiastowym uznaniem za „obcego agenta” przez dużą część dotychczasowych zwolenników.

 

W tym miejscu pozostaje mi jedynie apelować o rozsądek. O ocenianie polityków po tym, czego realnie dokonują, a nie po pojedyńczych wypowiedziach. I o zrozumienie, że nie da się zbudować koalicji bez pewnych ustępstw. Niestety. Dopóki przedstawiciele prawicy, tej „na prawo od PiS”, tego nie zrozumieją, sami skazują się na polityczny niebyt. Na tworzenie „planktonu” partyjek mających poparcie na poziomie dziesiątych procenta, w porywach może kilku procent. A naszym krajem wciąż rządzić będą populiści, którzy w walce o dostęp do koryta utracili już wierność jakimkolwiek wyższym wartościom.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: Flickr

 

 

Zwykle, gdy mowa o chemii ludzie uważają, że jest to przedmiot trudny, ścisły i dla niektórych „czarna magia”. Niewielu jednak wie, że wiele wybitnych chemików miało wprost nieziemski wkład w historię naszego kraju, a ich odkrycia rozsławiły imię Polski na świcie. Oto oni chemicy-patrioci.

 

Maria Skłodowska-Curie (1867-1934)

Pierwsza na świecie kobieta, która otrzymała tytuł profesora Sorbony i aktywnie angażowała się w działanie emancypantek, walcząc o prawa kobiet. Wraz ze swoim mężem Piotrem Curie prowadziła badania nad promieniotwórczością. Otrzymała dwie nagrody Nobla: w 1903 – z fizyki i w 1911 – z chemii. Badania, które prowadziła z mężem pozwoliły na odkrycie dwóch nowych pierwiastków: radu oraz polonu, który nazwę otrzymał od „Polski” oraz promieniotwórczości, która pomogła lekarzom podczas I wojny światowej w prześwietleniach i leczeniu rannych żołnierzy. Maria Skłodowska utrzymywała ciągły kontakt z Ojczyzną.

 

Jędrzej Śniadecki (1768-1838)

Polski chemik, lekarz i publicysta, częsty gość króla Stanisława Augusta Poniatowskiego na obiadach czwartkowych. Promotor higieny, dietetyki i wychowania fizycznego w Polsce. Autor pierwszego polskiego podręcznika chemii. To on wprowadził polską nazwę tego pierwiastka – „kwasoród” od łacińskiego „oxygenium, czyli rodzić kwas. Jego badania pozwoliły również na odkrycie rutenu.

Angażował się politycznie podczas schyłkowych lat I Rzeczpospolitej oraz później podczas epoki napoleońskiej. Nazwę „kwasoród” w latach 90. XIXw. polscy chemicy zastąpili słowem „tlen” od polskiego słowa „tlić”.

 

Ignacy Mościcki (1867-1946)

Naukowiec, chemik, działacz sanacyjny, trzeci i ostatni Prezydent II Rzeczpospolitej. Prowadził niezwykle ważne badania, które pozwoliły mu na opracowanie przemysłowej metody otrzymywania kwasu azotowego (V) z tlenków azotu z powietrza. HNO3 to ważny surowiec m.in. W produkcji dynamitu, przemyśle spożywczym oraz nawozowym. Po agresji Niemiec i ZSRR internowany w Rumuni osiadł na stałe w Szwajcarii. Autor wielu prac badawczych.  Z dorobku prezydenta korzystają dziś koncerny azotowe m.in. Zakłady Azotowe w Mościcach, obecnie Grupa Azoty. Jego odkrycie pozwoliło na uniezależnienie od dostaw kwasu azotowego z III Rzeszy.

 

Ignacy Łukasiewicz (1822-1882)

Polski chemik i lekarz, aktywny działacz polityczny. Prowadził badania nad ropą naftową, poddając jej próbki destylacji frakcjonowanej, dzięki czemu uzyskał jej ciekły destylat. Wielki konstruktor lampy, w której paliwem stała się odkryta ropa, Jego przełomowe odkrycie i wynalazek pozwoliło oświetlić wiele miejsc, a pierwsze lampy zawisły w jego szpitalu. Ojciec polskiego przemysłu naftowego. Aktywny działacz Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, wspierał Obozy Emigracji Polskiej, a także prowadził zbiórki pieniędzy dla rodzin powstańców styczniowych i listopadowych. Z jego odkryć korzystają koncerny naftowe w tym m.in. PKN Orlen.

 

Karol Olszewski (1846-1915)

Polski chemik i fizyk, profesor UJ. Prowadził badania nad destylacją składników powietrza. Wraz z Zygmuntem Wróblewskim w 1883 roku w wyniku destylacji skroplili tlen i azot z powietrza. Po śmierci wróblewskiego nadal kontynuował badania.

 

Wróblewski Zygmunt Florenty (1845-1888)

Polski fizyk i badacz, profesor UJ. Za udział w powstaniu styczniowym 1863-1864 został zesłany na Sybir. Po powrocie rozpoczął badania wspólnie z Karolem Olszewskim, dokonując przełomowego odkrycia. Przed śmiercią próbował skroplić również wodór.

 

Kazimierz Funk (1884-1967)

Biochemik, twórca nauki o witaminach. Wprowadził pojęcie „witaminy” od łacińskiego słowa „vita, vitae”, które oznacza „życie”. Jako pierwszy odkrył i wyodrębnił witaminę B1 z otrąb ryżowych. Zajmował się leczeniem chorych na awitaminozy, m.in. na pelagrę, krzywicę i szkorbut. Odkrył, że do prawidłowego funkcjonowania organizmu wymagane są odpowiednie ilości danych witamin. Dzięki wsparciu posłów Endecji wrócił do kraju, gdzie tworzył Państwowy Zakład Higieny w Warszawie, gdzie przeprowadzał badania nad ludzkimi hormonami m.in. nad insuliną.

 

 

Dominik Maj- działacz Młodej Endecji, student chemii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

 

 

Fot.: Flickr

 

 

Jeden z bardziej cenionych przeze mnie publicystów ukuł kiedyś bardzo ciekawe sformułowanie „porozumienia pod podziałami”. Idea jest prosta. Chodzi o to, że są pewne sprawy, w których mimo ogromnych podziałów jakie występują w naszym społeczeństwie, zgadza się ogromna większość ludzi. Z jakichś jednak powodów aktualny stan prawny w naszym państwie jest w tych kwestiach często niezgodny z wolą tej większości. Przykłady można mnożyć. Nie tak dawno chociażby głośno było o próbach umożliwienia czasowego wyrejestrowania nieużywanego pojazdu. Oczywiście sprawa póki co nie znalazła szczęśliwego finału.

 

Do innych przykładów można zaliczyć: uproszczenie systemu podatkowego, zmniejszenie biurokracji i likwidację wielu bezsensownych przepisów. Z jakichś przyczyn takie zmiany, choć pożądane są przez większość społeczeństwa, nie następują. Dlaczego? Moim zdaniem przyczyn jest kilka.

 

Po pierwsze alienacja i demoralizacja klasy politycznej. Niestety do polityki idą często osoby o, łagodnie mówiąc, niezbyt twardym kręgosłupie moralnym. Gdy obejmą władzę, szybko alienują się względem wyborców i przyjmują myślenie w stylu „no wiadomo, że fajnie by było coś ludziom uprościć, ale budżet się musi dopiąć, biurokraci wyżywić, itd.”.  Łatwo ulegają lobbingowi oraz naciskowi różnych, czasem niewielkich grup, których interesy są sprzeczne z interesem większości Polaków.

 

Po drugie niska świadomość polityczna samych wyborców. Ludzie, nie znając mechanizmów sprawowania władzy, łatwo dają sobie wmówić, że czegoś „się nie da zrobić”, lub zwyczajnie nie zastanawiają się nad tym jak wiele rzeczy w ich życiu można by uprościć, gdyby była tylko ku temu dobra wola polityków. Zamiast tego często dają się „kupić” pustymi obietnicami wyborczymi lub obietnicami tego, co będzie finansowane za jeszcze większe pieniądze z ich własnych kieszeni.

 

Po trzecie wreszcie, stan debaty politycznej, który w Polsce przyjął formę istnej walki plemiennej. Dwie największe polskie partie polityczne (wraz ze swoimi przybudówkami) zwarły się w bezsensownej wojnie, która uniemożliwia jakąkolwiek rzeczową debatę o naprawie naszego państwa. Obie te partie, wytworzyły w swoim elektoracie grupy fanatycznych wyznawców, które – mimo iż nie stanowią łącznie ani połowy społeczeństwa – skutecznie zawłaszczyły sobie główny dyskurs polskiej „debaty”. Nie liczą się w niej konstruktywne propozycje, tylko „kto komu mocniej przywali”.

 

I tym sposobem, mimo niemal powszechnej zgody w narodzie w pewnych kwestiach, przeprowadzanie często bardzo korzystnych uproszczeń w polskim prawie, staje się syzyfową pracą. I tu też jedno z ważnych zadań dla nas – endeków – jest właśnie takie, by ten stan rzeczy zmieniać.

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.:Pixabay

 

Słownik języka polskiego podaje następujące definicje. Prawica – partia polityczna lub organizacja o zachowawczym programie, opierająca się na takich wartościach jak wspólnota narodowa, rodzina i własność prywatna. Lewica – kierunek polityczno-społeczny głoszący hasła sprawiedliwości społecznej, egalitaryzmu i konieczności postępu. Jednak uważny obserwator polskiej czy europejskiej polityki dostrzeże, iż definicje te nie tylko nie wyczerpują istoty współczesnego podziału, ale nawet w pewien sposób go zaciemniają.

 

Pojęcia prawicy i lewicy pochodzą z okresu Rewolucji francuskiej, kiedy to przedstawiciele arystokracji i duchowieństwa, czyli stanów dążących do zablokowania zmian społeczno-politycznych, zasiadali po prawej stronie Zgromadzenia Narodowego, natomiast zwolennicy zmian – głównie sekularyzacji – po lewej. Jednak od tamtych wydarzeń minęło już prawie dwa i pół stulecia, i współczesny podział polityczny nie przebiega już tymi samymi granicami.

 

Spoglądając na polską scenę polityczną i przede wszystkim na to, jak jest ona postrzegana przez większość społeczeństwa, z dwóch wymienionych słownikowych definicji, bliższa prawdzie jest ta dotycząca prawicy. Nie można jednak powiedzieć, że prawica jako ruch społeczny jest przeciwna postępowi. Bynajmniej, prawicowcy argumentują swój program polityczny między innymi (jest tak zwłaszcza w przypadku frakcji wolnorykowej) chęcią zwiększenia dynamizmu rozwoju gospodarczego i naukowego. W tej sytuacji to, co wyróżnia lewicę w jej „postępowości”, to dążenie do „postępu” w dziedzinie obyczajowości. Spowodowało to wykształcenie się tzw. lewicy rozporkowej, czyli frakcji politycznej, której właściwie jedynym obszarem zainteresowania są kwestie obyczajowe i promowanie lewicowej tychże obyczajów wersji. Jej program polityczny ograniczony jest (przynajmniej w przekazie medialnym) do promocji aborcji, związków partnerskich, refundowanej antykoncepcji, nieograniczonego przyjmowania imigrantów itd. Skutkiem tego dziś zdecydowanie to właśnie taki zestaw postulatów kojarzony jest w Polsce ze słowem „lewica”.

 

Jeśli chodzi o kwestie gospodarcze, to niestety przestały być one w naszym kraju ważną osią podziału i punktem dyskusji politycznej. Jeśli jednak sięgniemy do skojarzeń i programów politycznych szczególnie partii pozaparlamentarnych, należy stwierdzić, że prawica oznacza raczej dążenie do niższych podatków, ograniczania świadczeń socjalnych i tworzenie tzw. państwa minimalnego, natomiast lewica to wyższe podatki, większa tzw. pomoc socjalna i bardziej rozbudowany aparat państwowy. Oczywiście od tej zasady istnieją wyjątki. Dla przykładu: największa polska partia nazywająca siebie prawicową jest w kwestiach gospodarczych w istocie socjalistyczna (choć nazywa ów socjalizm „solidarnością”).

 

Uważam niniejszym, że nastał najwyższy czas, aby zrewidować słownikowe objaśnienia omawianych w tym artykule słów, a przynajmniej rozszerzyć owe definicje, dodając uwagi odnoszące się do współczesnej polskiej i europejskiej sceny politycznej.

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

Fot.: Wikimedia Commons

 

Coraz bardziej zauważyć można manipulację słowem, czy to w prasie, telewizji czy w internecie. Manipulacja ta nie jest przypadkowa, ponieważ żyjemy w czasach, w których łatwo szufladkować ludzi po tym jak się ubierają, co jedzą, w co wierzą lub co mówią. W tym artykule chcę skupić się na tym ostatnim. Słowa często świadczą o człowieku, to co mówimy i jak mówimy mocno wpływa na postrzeganie nas wśród innych.  Słowo jest potężne, ma ogromną moc, ma duży wpływa na ludzkie życie i może zrobić wiele dobrego lub złego.

 

Wystarczy rzucić jakieś hasło czy tytuł, aby ludzie wyrobili sobie opinię bez przeczytania całości tekstu lub sprawdzenia jego prawdziwości. Zauważyłem, że wystarczy zrobić mema, w którym ktoś napisze nawet zmyślone słowa, doda zdjęcie rzekomo je wypowiadającego i ludzie w to wierzą, nawet patrioci, którzy powinni znać historię bohaterów nieraz łapią się na takiej manipulacji. To bardzo zła oznaka nieumiejętności segregowania wiedzy i sprawdzania jej prawdziwości, co pomaga manipulatorom w ich zadaniach.

 

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ chciałbym, aby ludzie, moi rodacy przestali wierzyć we wszystko co im się przedstawi i zaczęli analizować oraz sprawdzać, wtedy ludziom czy grupom chcącym sterować myśleniem będzie trudniej osiągnąć swój cel.
Telewizja ma ogromną moc ogłupiania ludzi, a jej możliwości do kłamstwa poprzez nie tylko tekst, ale przede wszystkim obraz są ogromne.  Jednak wszędzie, zarówno w prasie, radiu czy telewizji podstawą jest słowo.

 

Za przykład, nieprzypadkowy, podam FASZYZM. Ideologia ta jest jasno określona i aby o niej mówić/pisać trzeba wypełnić kilka czynników. Określenie to jest szczególnie modne, a także często używane, zwłaszcza w polskiej opinii publicznej.  Używa  go głównie lewa strona polityczna, wypaczając to słowo. Jest ono nasiąknięte negatywnymi skojarzeniami i słusznie, ale manipulacja polega na tym, że używa się go przy byle okazji w każdym momencie, gdzie poglądy nie zgadzają się z lewicowym schematem. Tak samo wypaczono pojęcie nacjonalizmu[1] , które według  „elit” znaczy tyle samo co faszyzm, co oczywiście jest bzdurą.

 

Przejdę tu do konkretnych przykładów myśli nacjonalistycznej. Otóż, nacjonalizm w swoim założeniu  nie jest zły. Nadkłada interes narodu nad inne, ale to jest rzeczą od wieków normalną. Każdy dba o swoją społeczność; grupę, rodzinę etc. i chce by mieli jak najlepiej. Nacjonalizm to nic innego jak troska o „swoich”. Przykładem niech będzie DOM, każdy ma swój, ma swoją rodzinę i dla nikogo nie jest dziwne, że każdy z domowników chce dla drugiego jak najlepiej. Wspiera swoją rodzinę, robi wszystko by osiągała sukcesy, dba o jej finanse, dba o zdrowie i bezpieczeństwo, dba o zasady, które w danym domu obowiązują. Tak samo Polska jest takim domem, w którym każdy Polak dba by ten dom był wewnętrznie i zewnętrznie bezpieczny.

 

Jeżeli ktoś atakuje nasz dom to go bronimy i nie ma w  tym nic dziwnego, tak samo jest z Polską. Jeśli nasi współdomownicy mogą osiągnąć sukces wśród sąsiadów to także ich wspieramy.

 

Wyobraźmy sobie, że zapraszamy gości do naszego domu, każdy  nas chce by byli zadowoleni i czuli się dobrze, ale chcemy by szanowali zasady panujące w naszym domu. Kultura wymaga by tak czynić, jesteśmy u kogoś to dostosowujemy się do gospodarza i szanujemy zasady jakie panują np. ściągamy buty, wyrażamy się kulturalnie, nie wchodzimy i nie otwieramy szafek, nie krzyczymy, nie próbujemy wprowadzić swoich zasad. Tak samo jest z Polską, my Polacy słyniemy z gościnności, ale chcemy aby goście w naszym kraju szanowali  zasady tu panujące: religię, kulturę, historię, prawo.

 

Oczywiście musimy w innych krajach robić to samo (a z tym też różnie bywa).
Dlatego hasło Marszu Niepodległości  z 2015 roku o treści : „Polska dla Polaków. Polacy dla Polski ” nie jest hasłem faszystowskim, a nacjonalistycznym w dobrym tego słowa znaczeniu. Jesteśmy gospodarzami w swoim kraju i jedyne na co liczymy to na dostosowanie się do naszych zasad, tak jak my powinniśmy dostosować się będąc u kogoś. Nikt tutaj nie atakuje cudzoziemców dopóki szanują nasze zasady. Mówić o tym głośno to wcale, wbrew opinii niektórych mediów, nie faszyzm, to zdrowy, polski nacjonalizm.

 

Wszystkie skrajne odłamy nacjonalizmu są w Polsce ZAKAZANE i słusznie. Nazizm spowodował wiele zła i każda próba jego manifestacji musi być gaszona w zarodku, w tym również banderyzm, który przecież, również jest nacjonalizmem, ale tym skrajnym szownistycznym, przez który doszło do ludobójstwa naszych rodaków na Wołyniu i nie tylko. Dlatego nie dajcie się nabrać na hasła o faszystowskiej Polsce, bo Polska pierwsza walczyła z nazizmem i faszyzmem oraz stała się ich ofiarą. Pamiętajcie, że znak Polski Walczącej to nie znak faszystowski, a znak sprzeciwu wobec nazizmu!! Prawdziwy polski patriota nigdy nie będzie faszystą, nazistą ani komunistą.

 

„Polska dla Polaków” to przypomnienie, że jesteśmy narodem mającym swój kraj, swoją tradycję, kulturę, naukę, religię, swoje prawo, jak również zasady i chcemy by każdy je szanował, wtedy my będziemy szanować każdego. Endecja wychodzi naprzeciw i ukazuje prawdziwe oblicze polskiego nacjonalizmu, stwierdza za Romanem Dmowskim, że Polakiem może być każdy kto w sposób rzeczywisty dba o interes polskiego narodu, kto dba o Polskę bez względu na kolor skóry. Ten obraz jest dla lewicy prawdziwym problemem bo zaburza ich narrację o „faszyźmie” w Polsce.

 

Emil Osławski- członek krakowskiej Młodej Endecji, absolwent Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

 

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Nacjonalizm

 

Fot.: Wikimedia Commons

Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych to organizacja skupiająca kombatantów walczących niegdyś z totalitarną władzą o wolną Polskę oraz spadkobierców i kontynuatorów tradycji narodowego podziemia, dlatego też struktury związku łączą kilka pokoleń.

 

Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych podejmuje różnorakie działania i inicjatywy mające na celu utrzymywać tradycje oraz pamięć o dokonaniach żołnierzy narodowego podziemia. Organizacja działa od 25 marca 1990 roku. W strukturach związku zrzeszeni są oprócz kombatantów Narodowych Sił Zbrojnych, także m.in. dawni żołnierze Narodowej Organizacji Wojskowej, Związku Jaszczurczego, a także Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. W funkcjonowanie struktur związku włącza się także wielu młodych ludzi zafascynowanych życiem i walką narodowego podziemia.

 

W działania Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych od lat angażuje się też poseł Sylwester Chruszcz, będący prezesem stowarzyszenia Endecja. Uczestniczył on m.in. w pracach, których owocem było wpisanie NSZ, podziemia narodowego, a także historii obozu narodowego do podstawy programowej nauczania historii w szkołach publicznych. Poseł Chruszcz był też zaangażowany w doprowadzenie do uchwalenia przez aklamację przez Sejm RP uchwały stwierdzającej w imieniu całego narodu polskiego, że Narodowe Siły Zbrojne dobrze zasłużyły się Ojczyźnie.

 

W dniu wczorajszym odbyło się Walne Zebranie Członków Okręgu Szczecin ZŻNSZ, w którym udział brał m.in. prezes zarządu głównego ZŻNSZ Karol Wołek. Przy tej okazji, lider Endecji poseł Sylwester Chruszcz został wyróżniony przez Prezydium Zarządu Głównego związku medalem pamiątkowym z okazji 75-lecia Narodowych Sił Zbrojnych. Było to wyróżnienie za dotychczasową działalność.

 

 

Dobrze, że zarówno dojrzali, jak i młodzi ludzie w naszym kraju włączają się w działania mające utrzymywać pamięć, jak również tradycje narodowego podziemia. Tym bardziej cieszy ten fakt, kiedy widzimy także w sejmie osoby, którym ideały te nie są obojętne. Gratulujemy!

 

 

Źródło: Facebook ; Wikipedia

W każdym społeczeństwie naturalnie występują, jesli chodzi o zaangażowanie w działalność społeczną czy polityczną, upraszczając, dwie grupy ludzi. Oczywiście są to: zaangażowani oraz niezaangażowani. Część ludzi, czy to ze względu na odpowiednie cechy swego charakteru, czy ze względu na poczucie misji, czy wreszcie czasem ze względu na własne korzyści angażuje się w różnorakie projekty polityczne, organizacje społeczne, ruchy, stowarzyszenia i tak dalej. Jednak chyba w każdym, w tym na pewno w polskim, społeczeństwie ludzie ci stanowią mniejszość. Ba, może maksymalnie kilka procent ogółu. Większość stanowią (i absolutnie nie stawiam tego jako jakiś zarzut) ludzie, którzy po prostu nie czują potrzeby takiego zaangażowania. Ich udział w polityce ogranicza się do oddania raz na kilka lat głosu na wybraną partię czy kandydata oraz, ewentualnie, do wzięcia raz na kilka miesięcy udziału w jakimś marszu czy demonstracji. Obszar zainteresowań takich osób omija zazwyczaj politykę, a jeśli już, to tylko delikatnie o nią zahacza.

 

Jednak – jak się już rzekło – to ci ludzie (choć też niestety nie wszyscy) raz na kilka lat wybierają swoją reprezentację, która w ich imieniu sprawuje w kraju władzę. I tu nasuwa się główne pytanie: co my, jako endecy, czy szerzej, ludzie o poglądach prawicowych i patriotycznych, powinniśmy robić, by te wybory były słuszne. By rządzący dbali o interesy państwa oraz, przede wszystkim, czuli na sobie baczny wzrok świadomego społeczeństwa.

 

Tytułowe pytanie brzmi: racjonalna argumentacja czy marketingowe sztuczki? Od razu pragnę zaznaczyć, że nie wprowadzam tym pytaniem tezy, że jedno całkowicie wyklucza drugie. Chodzi mi bardziej o pewne podejście, które powinniśmy przyjąć, mając do wyboru dwie skrajne koncepcje, które poniżej opiszę.

 

W pierwszej przyjmujemy, że społeczeństwo jest zbiorem racjonalnie rozumujących i patrzących „chłodnym okiem” obywateli. Przy takim założeniu problemem jest tylko niedoinformowanie społeczeństwa. Jeśli jasno wyartykułujemy nasze postulaty i poglądy oraz sensownie je wyjaśnimy, to każdy człowiek dobrej woli w mig uświadomi sobie, że tak naprawdę jest endekiem, prawicowcem czy patriotą.

 

W drugiej zakładamy, że przede wszystkim powinniśmy oddziaływać na emocje, gdyż to one w najwiekszej mierze decydują o wyborach niezaangażowanej politycznie większości społeczeństwa. Taką taktykę, z oczywistych względów, przyjęła lewica. I trzeba przyznać, że całkiem skutecznie im to wyszło, zwłaszcza w zachodniej Europie. „Lewicowa wrażliwość” stała się bardzo wyraźna w filmie, muzyce, promowanym stylu życia. Lewicowe hasła, choć często kompletnie bezsensowne, niosą duży ładunek emocjonalny, który jak się okazuje, dobrze „się sprzedaje”.

 

A więc jaki z tego wszystkiego powinniśmy wyciągnąć wniosek? Jaką taktykę zastosować? Co robić? Te pytania pozostawiam otwartymi, jednak pewne jest to, że z jednej strony jako endecy czy prawicowcy nie możemy odejść od racjonalnej argumentacji jako fundamentu szerzenia naszego światopoglądu, z drugiej zaś jeśli całkiem zapomnimy o tym jak działa marketing, że poglądy, tak samo jak towary na rynku, też czasem trzeba „umieć sprzedać”, to nasza praca nad budowaniem społeczeństwa świadomego i, co ważniejsze, troszczącego się o losy swego państwa, najpewniej nie przyniesie odczuwalnych rezultatów.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: Pixabay

 

Rzeczywistość XXI wieku, w jakiej żyjemy, pod wieloma względami różni się od tej, jaką znali twórcy myśli endeckiej przeszło sto lat wcześniej. XX wiek, a zwłaszcza jego druga połowa, przyniósł wiele zmian społecznych i kulturowych. Obecnie żyjemy w epoce stawiającej nam – endekom nowe, czasem zupełnie inne wyzwania. W dobie odwrotu cywilizacji zachodniej od swych kulturowych i duchowych korzeni, Endecja musi przyjąć postawę zgodną z prymatami endeckiego myślenia także w tych kwestiach.

 

W tym temacie głównym, wydaje się, sporem jest ten dotyczący prawnej ochrony ludzkiego życia na jego prenatalnym etapie. Krótko mówiąc – spór o aborcję. Warto uzasadnić dlaczego postawa pro-life, czyli najogólniej mówiąc sprzeciwiająca się legalności aborcji, jest zgodna z prymatami endeckimi i to ona powinna cechować osoby z Endecją się utożsamiające.

 

Pierwszym z prymatów endeckich jest prymat narodu. Powszechność stosowania aborcji w negatywny, choć być może na pierwszy rzut oka niezauważalny, sposób wpływa więzi społeczne. Święta Matka Teresa z Kalkuty powiedziała kiedyś następujące słowa: „Jeśli możemy zaakceptować to, że matka zabija swoje dziecko, to jak możemy mówić innym ludziom, by nie zabijali drugiego człowieka?”. Społeczne przyzwolenie na aborcję, świadomie lub nie, podkopuje nasz szacunek do drugiego człowieka. Uzależnia go od tego czy dana osoba jest nam potrzebna, czy być może tylko nam przeszkadza. Prowadzi to na dłuższą metę do zaniku więzi międzyludzkich w narodzie, w oczywisty sposób szkodząc tej wspólnocie.

 

Drugi prymat – realizmu nad romantyzmem. Choć ciężko konkretnie temat aborcji odnieść do tego prymatu, warto zauważyć pewne fakty. Sprzeciw wobec aborcji siłą rzeczy wiąże się z dbałością o sytuację demograficzną narodu. Budowa rozwijającego się społeczeństwa, opierającego swe życie na szlachetnych wartościach, przywiązaniu do swej kultury jak najbardziej zalicza się do celów realistycznych. Jest to także pewien rodzaj pracy u podstaw, budującej silne społeczeństwo.

 

Trzeci prymat dotyczy polityki zagranicznej, więc tu tym bardziej niewiele w temacie aborcji da się powiedzieć, choć i tu można zauważyć pewną zależność. Mniej aborcji to lepsza demografia. Im lepsza demografia, tym silniejsze państwo na arenie międzynarodowej.

 

Prymat czwarty – obowiązków nad prawami. Ten prymat trafia niemal dokładnie w temat aborcyjny. Powszechna akceptacja aborcji, jaka pojawiła się w zachodnich społeczeństwach w XX wieku, wiąże się przede wszystkim z konsumpcyjnym, nastawionym tylko lub przede wszystkim na własną korzyść, stylem życia. Ów egoizm objął także i ten aspekt – „jeśli dziecko ma być dla mnie problemem, chcę móc się go pozbyć”. Endek musi rozumieć, że to co stanowi imperatyw moralny – czy to w życiu społecznym, czy osobistym – jest istotniejsze niż jego prywatne korzyści i przyjemności. Dlatego zgody na przerywanie ciąży być po prostu nie może.

 

Piąty prymat – polityki nad gospodarką. Polityka to także polityka prorodzinna, którą jako endecy wspieramy, choć różnimy się w podejściu do tego jak powinna wyglądać. Niemniej trudno kłócić się ze stwierdzeniem, że brak aborcji w jakiś sposób pogorszy ową gałąź polityki.

 

I wreszcie prymat szósty – moralności nad polityką. Jako Endecja rozumiemy, że nasze kulturowe korzenie wyrastają także z Chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo to w dużej mierze chrześcijańska moralność, która indywidualistycznie podchodzi do wartości ludzkiego życia. Życie ludzkie jest wartością samą w sobie, niezależną od tego ile dana osoba może wytworzyć PKB i tak dalej. Szacunek dla wartości ludzkiego życia od jego biologicznego początku, czyli momentu zapłodnienia, jest częścią naszej cywilizacyjnej tożsamości, której jako Endecja musimy w dzisiejszych czasach szczególnie mocno strzec.

 

W ramach zakończenia należy podkreślić, że nie ma jakiegoś konkretnej formy działania, która jest w tej kwestii jedynie słuszną. Każdy endek powinien w tym obszarze działać zgodnie z własnymi predyspozycjami i możliwościami, jednak nie ulega wątpliwości, że to postawa pro-life jest tą zgodną z endecką szkołą myślenia.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.