Niedawno wystartowała w Polsce nowa partia polityczna – Wiosna Roberta Biedronia. Silnie promowana w mediach głównego nurtu od razu zaczęła notować stosunkowo wysokie, jak na nowy twór polityczny, wyniki w sondażach – w okolicach 10 procent poparcia. Warto jednak zastanowić się co daje Wiośnie tak dużą popularność.

 

Pozwolę sobie już na wstępie dać odpowiedź, którą w dalszej części artykułu uzasadnię. Brzmi ona: przewaga medialna. I nie chodzi tu nawet o przewagę medialną konkretnie samego Biedronia, co bardziej swoistego środowiska politycznego, które reprezentuje. Środowisko to mógłbym określić jako „lewacki antypis”. Jest to swoisty niepisany sojusz różnych partii politycznych i innych organizacji społecznych o mniej lub bardziej lewicowym charakterze, których aktualnie najważniejszym celem jest odsunięcie PiS od władzy.

 

Środowisko to niestety dysponuje zdecydowanie największym zasięgiem medialnym. Trafia ze swoim przekazem, w przeciwieństwie do mediów o charakterze prawicowym i konserwatywnym, nie tylko do osób o bardzo wyrazistych poglądach, ale także do tzw. „zwykłego Kowalskiego”. „Zwykły Kowalski” nie interesuje się polityką, nie bardzo ma chęć wnikać w szczegóły toczących się aktualnie spraw. Czasem tylko przeglądnie nagłówki w największych portalach internetowych, oglądnie któryś z popularniejszych telewizyjnych serwisów informacyjnych bądź posłucha którejś z bardziej znanych rozgłośni radiowych.

 

I siłą rzeczy zazwyczaj natrafi na przekaz „głównego nurtu”. Przekaz redagowany przez dziennikarzy Gazety Wyborczej, TVN, Polityki i tym podobnych mediów, o bardzo sprecyzowanych sympatiach politycznych. I dlatego „zwykłemu Kowalskiemu” może wydawać się, że Robert Biedroń to postać w polityce świeża, bardzo sprawny samorządowiec, osoba wręcz nieposzlakowana, w dodatku bardzo sympatyczna.

 

Prawda jest jednak zgoła inna. Robert Biedroń już w latach 90-tych zapisał się do Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej. Następnie działał w SLD, z którego ramienia w 2005 roku startował, bez powodzenia, w wyborach parlamentarnych. W latach 2011-2014 był posłem Ruchu Palikota (przemianowanego w 2013 roku na Twój Ruch) – partii która w kolejnych wyborach parlamentarnych nie zdobyła mandatów.

 

W 2014 roku został wybrany prezydentem Słupska i najprawdopodobniej dzięki temu uniknął popadnięcia w polityczny niebyt, jaki dosięgnął innych działaczy Twojego Ruchu po 2015 roku. W trakcie pełnienia tej funkcji nie zrealizował wielu przedwyborczych zapowiedzi. Nie obniżył cen komunikacji miejskiej, nie wprowadził Karty Słupszczanina, nie zbudował miejskiego aquaparku… nie będę przynudzał dalszym wymienianiem niespełnionych obietnic Biedronia, ale zainteresowanych zachęcam do „wygooglania” sobie jego „osiągnięć”.

 

I teraz ta osoba jest nam przedstawiana jako nowa jakość w polskiej polityce, uroczy gej, który kocha wszystkich i sprawny samorządowiec. Wyobraźmy sobie co te same media, które teraz promują partię Roberta Biedronia, mówiłyby gdyby podobne „sukcesy” miał na koncie któryś z liderów na prawicy. I jakie miałaby jego świeża inicjatywa poparcie w sondażach.

 

Widać jak potężną siłę mają wielkie media i jak wiele jeszcze jest do zrobienia, by dominujący w naszym kraju przekaz medialny był tworzony przez ludzi prawdziwie zatroskanych o dobro ojczyzny.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: YouTube/PRESS.WARSZAWA

 

W ostatnich dniach odbył się w Warszawie szczyt bliskowschodni. Niestety przy jego okazji, padło kilka wypowiedzi, które dla Polaków świadomych swojej historii i godności mogą być śmiało uznane za zwyczajnie skandaliczne. Do tej sprawy postanowił odnieść się poseł Sylwester Chruszcz odpowiadając wysokim urzędnikom Izraela oraz Stanów Zjednoczonych, którzy również dopuścili się niefortunnych sformułowań zabierając publicznie głos.

 

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo stwierdził, że Polska nie robi postępów w sprawie restytucji mienia ofiar Holokaustu. Premier Izraela Benjamin Netanjahu wywołał natomiast duże kontrowersje przez wypowiedź o rzekomej kolaboracji Polaków z niemieckimi nazistami. Obydwaj ci politycy po raz kolejny postawili Polaków w negatywnym świetle, choć w dziejach byliśmy jednymi z największych ofiar podczas II wojny światowej.

 

Mikeowi Pompeo oraz Benjaminowi Netanjahu odpowiedział poseł Sylwester Chruszcz będący prezesem stowarzyszenia Endecja. Lider Narodowej Demokracji odniósł się do tych skandalicznych wypowiedzi przypominając sekretarzowi stanu USA o tym, że kwestie o które on się upomina są już rozwiązane, a premierowi Izraela zwrócił uwagę o co ten rzeczywiście powinien się martwić.

 

Zobaczcie sami!

 

 

 

Źródło: Facebook/Sylwester Chruszcz

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 

Do skandalicznej sytuacji i słów, które później padły ze strony jednego z polityków totalnej opozycji doszło w Szczecinie. Wiele kontrowersji wywołała tam bowiem kwestia wyboru patrona ronda na prawobrzeżu. 

 

Wybór był pomiędzy dwiema postaciami. Pierwszą, o której nadanie imienia zabiegały środowiska prawicowe i patriotyczne był kapitan Lech Karol Neyman, żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych, który jest określony autorem odtworzenia granicy na Nysie Łużyckiej. Został on zamordowany przez komunistów w 1948 roku. Jego ciało odkryto dopiero w 2018 roku na „Łączce”, gdzie został pochowany bez honorów na jakie zasługiwał i anonimowo jak wielu innych zasłużonych dla naszej Ojczyzny bohaterów.

 

Druga kandydatura to Maria Baranowska-Dohrn. Była ona tłumaczką polskiego pochodzenia, która po poślubieniu Niemca zamieszkała na prawobrzeżu. Jej historia przypada na XIX wiek. Radni „Koalicji Obywatelskiej” oraz „Bezpartyjnych Samorządowców” przegłosowali właśnie tą propozycję, odrzucając tym samym możliwość uhonorowania w Szczecinie kapitana NSZ Lecha Karola Neymana.

 

Najbardziej bulwersująca w tym wszystkim okazała się być jednak wypowiedź jednego z radnych „Koalicji Obywatelskiej”. Marcin Biskupski (PO) bronił tej decyzji na szczecińskiej Radzie Miasta stwierdzając podczas dyskusji, iż „honorujemy Niemców, bo Szczecin ma dłuższą historię jako państwo niemieckie niż jako polskie„. Wielu ludzi wywodzących się ze środowisk patriotyczno-narodowych uznało takie stawianie sprawy za szczególnie skandaliczne. Jak można bowiem pełnić funkcję radnego, mającego dbać o dobro Polaków w Szczecinie, kiedy tak określa się swoje priorytety.

 

Z odsieczą dla radnego Platformy Obywatelskiej ruszyła m.in. „Gazeta Wyborcza”, która w swoim artykule oskarża zwolenników prawicy o hejt wobec Marcin Biskupskiego, z powodu wyboru na patronkę ronda tłumaczki Marii Baranowskiej-Dohrn. Nie poświęcono jednak na łamach GW zbyt wiele miejsca na opisanie odrzucenia jakiej kandydatury bronił w ten sposób radny „Koalicji Obywatelskiej”.

 

Zareagować na zaistniałą sytuację postanowił prezes stowarzyszenia „Endecja”, od lat zaangażowany w środowiska polskich narodowców i mocno związany ze Szczecinem poseł Sylwester Chruszcz. W internecie w ostatnich dniach pojawiło się nagranie, w którym lider Narodowej Demokracji dobitnie odpowiada na tezy radnego Biskupskiego.

 

 

Sprawę zrelacjonował oraz omówił też szczeciński radny wybrany z list Prawa i Sprawiedliwości Dariusz Matecki, znany również ze swojej działalności w prowadzonym przez siebie prawicowym kanale na YouTube.

 

 

Źródło: Radioszczecin.pl ; YouTube/PrawicowyInternet ; Facebook/@endecja

Fot.: YouTube/Marcin Biskupski

 

MB

 

W niniejszym artykule, chcę przedstawić koncepcję racjonalnego, opartego na przesłankach naukowych wyznaczania granic miast i wsi. Takiego ich ustalania, by były one zgodne z, nazwijmy to, urbanistyczną rzeczywistością.

 

Zacząć muszę od tego, że obecne zasady ustalania granic miejscowości opierają się na pewnym błędnym, moim zdaniem, założeniu, iż każdy skrawek powierzchni państwa musi być przypisany administracyjnie do jakiejś konkretnej miejscowości – miasta lub wsi. Prowadzi to do takich absurdów jak na przykład fakt, iż najwyższym punktem Zakopanego jest Świnica – szczyt na granicy ze Słowacją, o wysokości 2301 m n.p.m. Każdy, kto był na Świnicy wie, jaki to absurd. Ze Świnicy do faktycznego Zakopanego daleka droga. Tak więc pierwszym punktem nowej koncepcji zasad delimitacji miejscowości jest rezygnacja z założenia, iż każdy fragment lądu musi być przypisany pod konkretną miejscowość.

 

No dobrze – może ktoś powiedzieć – ale przecież to tylko granice administracyjne. Wiadomo, że granice stref zabudowy, stref zurbanizowanych są inne. No właśnie tak, i dlatego – po co sobie utrudniać życie, sztucznie rozdzielając te dwie rzeczy? Jeśli wprowadzimy granice administracyjne, powiedzmy, mniej więcej zgodne z rzeczywistymi granicami obszarów zurbanizowanych (miasta) lub terenów o zabudowie wiejskiej (wsie), uzyskamy ważne korzyści. Pierwszą, choć może najmniej niektórych przekonującą, jest po prostu życie w prawdzie. Odtąd statystyki, badania pokazujące liczebność i powierzchnię miast i wsi będą faktycznym odzwierciedleniem rzeczywistości. Jaki odsetek ludności kraju prowadzi miejski tryb życia, jak wyglądają trendy jeśli chodzi o migracje na linii miasto-wieś itd. Drugą, ale o tym szerzej nieco później, jest możliwość bardziej skutecznej ochrony środowiska naturalnego.

 

W związku z rezygnacją z zasady, że każdy fragment lądu musi być przypisany pod konkretną miejscowość, należy wprowadzić na poziomie administracyjnym podział na tereny zamieszkane (ekumena) i niezamieszkane (anekumena), względnie można jeszcze wprowadzić kategorię subekumeny, jako rejonu o bardzo niskim zasiedleniu lub intensywnie użytkowanego, ale nie zamieszkanego przez ludzi. W najprostszej koncepcji zarówno ekumeny (czyli miejscowości), jak i anekumeny byłyby zarządzane na poziomie gminy (tutaj oczywiście można dyskutować – celowo nie rozstrzygam tego tematu). Przykładowo: Obecnie małopolska gmina Trzebinia składa się z następujących jednostek:
– miasto Trzebinia
– Bolęcin
– Czyżówka
– Dulowa
– Karniowce
– Lgota
– Młoszowa
– Myślachowice
– Piła Kościelecka
– Płoki
– Psary.
Po proponowanej zmianie składałaby się z dokładnie tych samych jednostek plus, nazwijmy to roboczo, „anekumeny gminy Trzebinia”, zarządzanej przez władze gminy. Anekumena byłaby stworzona poprzez wykrojenie z terenu obecnych sołectw i miasta Trzebinia terenów de facto niezamieszkanych.

 

Kolejnym nasuwającym się tu pytaniem jest: jak więc wyznaczyć te granice? Okazuje się, że odpowiedź stworzyło już państwowe norweskie biuro statystyk Statistisk sentralbyrå. Owa definicja brzmi następująco: zwarty teren zabudowany jest to obszar, gdzie odległości miedzy budynkami wynoszą do 50 m, nie licząc odległości tworzonych przez obiekty infrastruktury miejskiej, takie jak parki czy tereny przemysłowe, a także rzeki; skupiska budynków oddalone do 400 m od zwartego terenu zabudowanego również są wliczane w teren danego obszaru zabudowanego. Ja osobiście dodałbym jeszcze adnotację, że teren do 200 m od granic zabudowy trakuje się jako teren danej miejscowości. W przypadku gdy tereny zabudowy dwóch miejscowości do siebie przylegają (jak np. w rzeczonej gminie Trzebinia miasto Trzebinia i wieś Młoszowa) jest kwestią decyzji lokalnych władz, najlepiej po odpowiednich konsultacjach społecznych lub referendum, czy miejscowości te administracyjnie łączyć, czy nie.

 

Teraz wrócę do kwestii ochrony środowiska. Otóż tereny anekumeny z automatu zostałyby objęte jakąś (nie chcę tu precyzować jak ścisłą) formą ochrony przyrody czy ochrony krajobrazu. Pozwoliłoby to ukrócić możliwość łatwego stawiania budynków na terenach naturalnych. Odpowiednie prawo powinno zachęcać do budowania na terenach przyległych do istniejących już terenów zabudowanych, a zniechęcać, czy wręcz uniemożliwiać, jeśli nie ma ku temu obiektywnych, poważnych powodów, stawianie budynków na terenach dotąd, mniej lub bardziej, dziewiczych. Dzięki temu łatwiej byłoby chronić tereny naturalne przed destrukcyjną ekspansją ludzkiej zabudowy.

 

Teraz przejdźmy do praktyki w wyznaczaniu granic miejscowości. Za przykład wezmę Kraków – miasto w którym mieszkam, więc znam dość dobrze jego fizjonomię.

 

Obecne granice administracyjne Krakowa przedstawiają się w poniższy sposób:

 

Widać, że administracyjne granice miasta nie są (choć i tak w przypadku Krakowa nie jest w tej kwestii najgorzej) spójne z faktycznym obszarem zurbanizowanym. Poniżej przedstawię więc jak powinny, w przybliżeniu, wyglądać prawidłowo poprowadzone granice Krakowa:

 

Powyższa grafika została stworzona „na szybko”. Nie pokazuje ona dokładnie rzeczywistych granic Krakowa, jednak ukazuje ideę, według której powinny być wyznaczane granice miast. Jak widać, nie tylko odcięta została od miasta pewna część terenów zielonych, ale dołączona do Krakowa została np. Wieliczka – miasto, które de facto przestało być już samodzielnym bytem miejskim i stanowi dzielnicę Krakowa, oraz Balice, które przylegając do Krakowa, dzięki lotnisku de facto uzyskały charakter miejski.

 

Dużo gorzej ta sytuacja wygląda w przypadku na przykład Zielonej Góry, gdzie administracyjne granice miasta są kilkukrotnie szersze niż faktyczny teren zurbanizowany. Podobnie w wielu innych miastach i wsiach. Istnieją też na świecie sytuacje odwrotne. Paryż chociażby od wielu lat sztucznie jest utrzymywany w granicach administracyjnych o wiele węższych niż jego faktyczny rozmiar.

 

Chciałbym się teraz zająć tematem problemów i komplikacji, jakie mogą wyniknąć z wprowadzenia opisywanego rozwiązania. Nie będę skupiał się na samym problemie organizacyjnym wyznaczenia i dostosowania nowych granic administracyjnych do faktycznego charakteru terenów. Wiadomo – w pierwszej chwili byłoby pewne zamieszanie, ale niemal co roku modyfikowane są w Polsce granice różnych miejscowości i jakoś nie powoduje to katastrofy.

 

Kolejną rzeczą, która może wzbudzać wątpliwości, jest kwestia możliwego zablokowania rozwoju miast na skutek zbyt radykalnego ograniczenia ich powierzchni. Na ten zarzut mam kilka odpowiedzi.

 

Po pierwsze wokół miast można by, na podstawie stosownego prawa, tworzyć specjalne strefy rozwojowe, gdzie w zrównoważony, racjonalny sposób trwałaby budowa ważnej na przykład z ekonomicznego punktu widzenia infrastruktury, która z istotnych powodów nie mogłaby być postawiona w dotychczasowych granicach miasta. Następnie granice miasta byłyby poszerzane, na przykład z dniem 1. stycznia kolejnego roku, o „dobudowane” tereny. Jako osoba pochodząca z Rzeszowa, którego władze w ostatnich latach często przeprowadzały poszerzenia granic miasta, wiem że nie jest to zadanie ekstremalnie trudne.

 

Po drugie duże miasta mogłyby tworzyć wespół z otaczającymi je wsiami i miastami satelickimi specjalne związki aglomeracyjne, sprzyjające, na podstawie stosownych uchwał czy rozporządzeń, komunikacji i wspólnemu rozwojowi.

 

Po trzecie: przykład z życia. Paryż, który pomimo bezsensownego zduszenia w bardzo wąskich granicach administracyjnych, rozwinął się niesamowicie – weźmy choćby przykład podparyskiej, a de facto paryskiej, dzielnicy La Défense.

 

Podsumowując, za niezbędną uważam zmianę podejścia do kwestii delimitacji miejscowości – rezygnację z założenia, że nie może być terenów nieobjętych granicami jakiegoś miasta lub wsi. W kwestii konkretnych na tym polu rozwiązań daleki jestem od stanowczego wypowiadania się, natomiast jestem przekonany, że zmiana granic miast i wsi w myśl idei, którą przedstawiłem, przyniosła by wiele korzyści. Z pewnością z początku nastąpiło by pewne zamieszanie – gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Jednak ostatecznie doprowadzilibyśmy do sytuacji, w której po pierwsze zwyczajnie granice administracyjne pokryłyby się, przynajmniej w przybliżeniu, z rzeczywistymi granicami miast i wsi, a po drugie sprawniejsza stałaby się ochrona terenów naturalnych przed szkodliwą ekspansją zabudowy. Powstałe „administracyjne anekumeny” stanowiłyby najprostszą, najbardziej podstawową i najpowszechniejszą formę ochrony przyrody.

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

[Uwaga]:

Źródłem grafik przedstawiających zdjęcia satelitarne miasta Krakowa jest serwis Google Maps.

Druga grafika jest zmodyfikowaną przez autora artykułu wersją obrazu pochodzącego z serwisu Google Maps.

 

Fot.: Wikimedia Commons ; Google Maps

W dniu dzisiejszym mija 80 lat od śmierci Romana Dmowskiego. Był on wielkim mężem stanu, przywódcą obozu narodowego, znakomitym dyplomatą, politykiem, wychowawcą polskich narodowców oraz jedną z tych osób, które odegrały szczególną rolę przy odzyskiwaniu dla Polski niepodległości.

 

Ideolog polskiej myśli narodowej urodził się 9 sierpnia 1864 r. w miejscowości Kamionek nieopodal Warszawy. Skupiał wokół siebie przedstawicieli Narodowej Demokracji, a także Stronnictwa Polityki Realnej. Po wybuchu I wojny światowej, Roman Dmowski wszedł do Warszawskiego Komitetu Narodowego Polskiego, który utworzony został 25 listopada 1914 roku.

 

Dnia 15 sierpnia 1917 r. stanął on na czele zawiązanego w Lozannie Komitetu Narodowego Polskiego, który tworzyli w głównej mierze politycy endeccy. W 1919 r. natomiast, Roman Dmowski wspólnie z Ignacym Paderewskim reprezentowali stronę polską na konferencji pokojowej w Paryżu. 28 czerwca 1919 r., podpisali oni w imieniu Polski Traktat Wersalski. Dmowski zasłynął swoimi umiejętnościami dyplomatycznymi oraz znajomością języków, kiedy objaśniał dlaczego sprawa polska jest tak ważna.

 

Roman Dmowski pełnił mandat posła na Sejm w latach 1919-1922. W 1920 r. wszedł w skład Rady Obrony Państwa podczas wojny polsko-bolszewickiej. Pełnił on również obowiązki ministra spraw zagranicznych w rządzie Wincentego Witosa, a stało się to w 1923 roku.

 

Po przeprowadzonym przez marszałka Józefa Piłsudskiego zamachu majowym, Roman Dmowski zorganizował Obóz Wielkiej Polski, będący strukturą pozaparlamentarną, ale opozycyjną wobec ówczesnych władz rządowych. Był on autorem jej deklaracji ideowej, w której napisał m.in. o konieczności kształtowania dyscypliny społecznej oraz obyczajowej, solidarności narodowej, a także potrzebie utrzymania ścisłego związku pomiędzy państwem, a Kościołem, jako wychowawcą moralnym narodu. Już na początku lat 30-tych Obóz Wielkiej Polski można było określić mianem organizacji masowej. Została ona jednak rozwiązana decyzją rządzących w 1933 roku.

 

Przywódca polskich narodowców zmarł 2 stycznia 1939 roku w Drozdowie koło Łomży. W uroczystościach pogrzebowych tego wielkiego polityka i ideologa udział wziąć mogło nawet około stu tysięcy ludzi.

 

Dziś hołd Romanowi Dmowskiemu składa wiele Polek i Polaków. Dokonują tego nie tylko spadkobiercy jego idei, jak przedstawiciele stowarzyszenia „Endecja”, którzy zadbali o wojskową wartę przy grobie, ale również prezydent Andrzej Duda.

 

– W związku z przypadającą dziś 80. rocznicą śmierci Romana Dmowskiego, jednego z Ojców naszej niepodległości, na jego grobie zostały złożone kwiaty w imieniu Prezydenta RP – przekazano za pośrednictwem strony internetowej prezydenta.

 

 

Źródło: Twitter/@prezydentpl ; polskieradio.pl

 

 

W obecnych czasach, wiele lewicowych środowisk, które same nie gardzą agresją, a nawet nawołują do obalania rządu czy fizycznego przeciwstawiania się przedstawicielom szeroko rozumianej prawicy, niejednokrotnie próbują przedstawiać polskich narodowców jako chuliganów i faszystów. Młoda Endecja po raz kolejny udowodniła, że nie jest to prawda!

 

Dziewczyny i chłopaki z różnych części Polski działający w strukturach młodzieżowej części Stowarzyszenia Endecja, poświęcają sporo swego wolnego czasu na poszerzanie wiedzy, wzajemną wymianą poglądów oraz informacji z zakresu różnych dziedzin, organizowaniem szkoleń czy też pisaniem publicystyki i zabieraniem głosu w mediach. Są to osoby, które przekładając patriotyzm na realne działania zachowując pragmatyzm. Chęć „wykuwania” kolejnych elit dla Polski oraz podejmowanie się spraw ważnych dla lokalnych społeczności to niektóre, ale ważne priorytety w działaniach młodych endeków.

 

Przy okazji Świąt Bożego Narodzenia, postanowili oni jednak na przygotowanym filmiku pokazać nagrane przez nich życzenia. Nie ukrywają oni, że materiał realizowany był ze sporą dozą spontaniczności, ale przy tym chcieli być po prostu szczerzy. Bez wzniosłych sformułowań, ale z uśmiechem przekazali miłe słowa do Polek i Polaków.

 

Tym razem polityka zeszła na dalszy plan, a pojawiły się życzenia wytrwałości oraz sił do rozwijania siebie.

 

Zachęcamy do wysłuchania oraz obejrzenia tego krótkiego, ale z pewnością będącego miłym gestem wobec innych, filmiku Młodej Endecji.

 

 

MB

Nie ukrywam, że partia założona przez Ryszarda Petru, a obecnie kierowana przez Katarzynę Lubnauer nigdy nie budziła mojej sympatii. Jednak jej obecny rozkład jest dla mnie wspaniałą wiadomością nie tylko z tego powodu. Oznacza on bowiem fiasko pewnej koncepcji, jaka zrodziła się w 2015 roku w środowiskach bliskich, umownie mówiąc, „michnikowszczyznie”.

 

Gdy bowiem w 2015 roku Platforma Obywatelska traciła poparcie i widmo porażki z Prawem i Sprawiedliwością w jesiennych wyborach coraz silniej zaglądało w oczy działaczom partii Ewy Kopacz, w środowiskach im sojuszniczych pojawił się następujący koncept. Otóż należało stworzyć nową partię, oficjalnie niezależną od Platformy Obywatelskiej, ale o podobnym programie, która przyciągnie uciekający elektorat wizją lepszej jakości rządzenia. Stwierdzono, poniekąd słusznie, że osoby, które przestały popierać dotychczasową władzę nie tyle zapałały miłością do partii Jarosława Kaczyńskiego, co po prostu straciły zaufanie do włodarzy Platformy. Nowoczesna miała więc przechwycić ten odpływający elektorat i zmobilizować ludzi, którzy odwracali się od PO na skutek jej demoralizacji, do pójścia raz jeszcze na wybory i zagłosowania przeciwko PiS. Na ile ten pomysł wypalił w 2015 roku – nie wiem. Możliwe, że nawet w jakimś stopniu odniósł sukces. Niestety (a właściwie na szczęście) to, co potem wyrabiali politycy Nowoczesnej, z jej charyzmatycznym inaczej liderem, szybko zniweczyło szanse tej partii na powtórzenie choćby względnie dobrego wyniku wyborczego.

 

Obecnie Nowoczesna jest w rozsypce. Sondaże wskazują, że startując samodzielnie, nie miałaby szans na wejście do Sejmu. Jej posłowie dezerterują do PO, która na powrót staje się niekwestionowanym liderem liberalno-lewicowego anty-PiSu. Wszystko wskazuje na to, że na żaden sukces nie może liczyć również najnowsza partia byłego lidera Nowoczesnej – Teraz!

 

Ta sytuacja budzi moją nadzieję, że wyborcy ugrupowań, które weszły ostatnio w skład Koalicji Obywatelskiej, zrozumieli, że wszelkie nowe partie, próbujące udawać lepszą PO, są w istocie wydmuszkami, stworzonymi tylko po to, by przechwycić uciekający elektorat tego ugrupowania. Jest to sytuacja bardzo pozytywna, dlatego, że dowodzi słynnego twierdzenia Abrahama Lincolna, że „można oszukiwać wszystkich ludzi przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas”. A więc wszelkie wpadki, kompromitacje i grzeszki Platformy idą, mam nadzieję, już na konto całej „totalnej opozycji”. I żadne utworzenie nowej partii nie zwiększy już sumarycznego poparcia dla faworytów redakcji z ulicy Czerskiej.

Liczę, że zmiana ta jest trwała, i żadne „polityczne projekty”, jakie być może zostaną przez „totalnych” odpalone przed przyszłorocznymi wyborami nie przyciągną im zauważalnej ilości nowych wyborców. A ponadto mam nadzieję, że żadne potencjalne nowe partie lewicowo-liberalne, czy to Roberta Biedronia, czy to Władysława Frasyniuka, nie odbiorą Platformie Obywatelskiej palmy pierwszeństwa w szeregach „totalnej opozycji”. Lepszy bowiem wróg znany, niż nieznany.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: Wikimedia Commons

 

Konkurs wiedzy patriotycznej o Romanie Dmowskim odbywa się już po raz siódmy. Organizatorzy ogłosili temat, termin i nagrody tegorocznej edycji. Co ciekawe, zmieniła się jego formuła i swoim zasięgiem obejmuje teraz całą Polskę. Zobacz kto i jak może wziąć w nim udział.

 

„Suwerenność to wolność samodecydowania”- oto temat przewodni tegorocznej edycji. Białostocka Fundacja Obowiązek Polski we współpracy z Civitas Christiana i Młodzieżą Wszechpolską już od siedmiu lat organizuje konkurs wiedzy patriotycznej o Romanie Dmowskim, który – jak czytamy na jego wydarzeniu na portalu społecznościowym – „ma promować patriotyzm wśród młodzieży, popularyzować historię Polski, a w szczególności przypominać o wielkim dorobku intelektualnym jednego z najwybitniejszych polskich mężów stanu – Romana Dmowskiego.”. Zbiorowa świadomość społeczna o zasługach dla niepodległości Polski ojca Idei Narodowej jest wciąż niedostateczna, dlatego konkurs i rozwój jego formuły jest szczególnie ważny. Nieprzypadkowo jego odbiorcy to młodzież w wieku szkolnym, która rywalizując o atrakcyjne nagrody, poszerza swoją wiedzę na temat Dmowskiego i jego wciąż aktualnej myśli.

 

Jak wspomniano powyżej, konkurs jest skierowany do uczniów szkół średnich i podstawowych. Polega na napisaniu eseju na wskazany temat na podstawie dzieł Dmowskiego i własnych przemyśleń. To zdaniem organizatorów ma poszerzać horyzonty intelektualne młodzieży oraz promować wiedzę i postawy patriotyczne. Dotychczasowe prace potwierdzają, że mimo młodego wieku, uczestnicy potrafią napisać eseje na wysokim poziomie. Konkurs zostanie rozstrzygnięty na uroczystej gali, zaś termin nadsyłania wypracowań mija 10 grudnia. Tegoroczne nagrody to m. in. laptopy, tablety i literatura. Wydarzenie można śledzić tutaj: Ogólnopolski konkurs wiedzy patriotycznej o Romanie Dmowskim.

 

W tym roku konkurs nawiązuje do setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Roman Dmowski w swoich działach dogłębnie opisywał przyczyny upadku Rzeczypospolitej u krańca XVIII wieku oraz późniejsze zmagania Polaków o wywalczenie z powrotem suwerennej ojczyzny. Po 1918 roku Dmowski wciąż aktywnie uczestniczył w życiu społeczno-politycznym, a nawet zajmował ważne stanowiska publiczne, jak urząd ministra spraw zagranicznych w rządzie Władysława Grabskiego. Po niesławnym Zamachu Majowym poświęcił się oddolnej pracy i budowania obozu narodowego. Miał kluczowy udział przy powoływaniu m. in. Stronnictwa Narodowego czy Młodzieży Wszechpolskiej – wiodących organizacji II RP. Konkurs wpisuje się w styl działania Romana Dmowskiego, który podkreślał wagę wychowania ideowego młodzieży. Patronat nad wydarzeniem objęli: JE Abp ks. Tadeusz Wojda Metropolita Białostocki, Podlaski Kurator Oświaty, Instytut Pamięci Narodowej oraz Wojewoda Podlaski.

 

Bartosz Sokołowski

 

Znany prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz wyraził w jednym ze swoich felietonów nadzieję, że uda się kiedyś zjednoczyć siły polityczne „na prawo od PiS” i to one przejmą władzę, lub chociaż staną się ważnym graczem na polskiej scenie politycznej. Niestety z czasem, mam wrażenie, oddalamy się od urzeczywistnienia tej wizji, zamiast do niego przybliżać.

 

Oczywistą bezpośrednią przyczyną tego stanu rzeczy jest brak jedności omawianych środowisk prawicowych. Jednak warto się zastanowić co się za nią kryje, jakie cechy działaczy, a przede wszystkim liderów, powodują organiczną wręcz niemożność stworzenia porozumienia tzw. „Piwonii” (prawicowcy, wolnościowcy, narodowcy, antysystemowcy). Problem na pewno jest złożony, ale skupię się w tym artykule na opisie, moim zdaniem, najistotniejszej cechy, która ową niemożność powoduje.

 

Jest nią tzw. „mentalność sekciarska”. Na czym ona polega? W największym uproszczeniu sprowadza się ona do przekoniania, że tylko ściśle określona („najmojsza”) linia programowa danego ugrupowania czy osoby jest jedynie słuszną i jakiekolwiek, najmniejsze nawet, od niej odstępstwo jest „zdradą interesów narodowych” „zdradą Polski” itp. Prowadzi to nieuchronnie do ciągłych podziałów, które rozsadzają niemal każdą inicjatywę prawicową. Tak było z Konwentem Świętej Katarzyny, kolejnymi tworami Janusza Korwin-Mikkego, tak było z Ruchem Narodowym, teraz widzimy to w Kukiz’15. Towarzyszy temu istny „wysyp liderów”, z których każdy wie najlepiej jak naprawić Polskę i nie dopuszcza żadnych ustępstw na rzecz potencjalnych środowisk sojuszniczych. By nie być gołosłownym podam chociażby przykład Janusza Korwin-Mikkego, który przed wyborami prezydenckimi w 2015 roku pokłócił się z Pawłem Kukizem w temacie JOW-ów, co uniemożliwiło koalicję ugrupowań przez nich reprezentowanych.

 

Warto też zastanowić się na ile owe podziały wynikają tylko z owej sekciarskiej mentalności liderów, a na ile z tejże mentalności u ich potencjalnych wyborców. Niestety, jako osoba obracająca się już od około pięciu lat w środowiskach tradycyjnych, wolnościowych i patriotycznych, muszę stwierdzić, że po części winni całej sytuacji są również ich zwolennicy. I to pomimo faktu, że prawie wszyscy zgadzają się co do tego, że zjednoczenie jest potrzebne. Niejednokroć widziałem jak niewielka, nawet mało znacząca zmiana retoryki u jakiegoś polityka, lub chociażby wypowiedź w temacie, w którym dotąd się on nie wypowiadał, skutkowała natychmiastowym posądzaniem go o agenturalność, złą wolę itp. Ciężko w takich warunkach budować koalicje, gdy jakakolwiek chęć ustępstwa, nawet niewielkiego i nie zmieniającego istoty programu, grozi natychmiastowym uznaniem za „obcego agenta” przez dużą część dotychczasowych zwolenników.

 

W tym miejscu pozostaje mi jedynie apelować o rozsądek. O ocenianie polityków po tym, czego realnie dokonują, a nie po pojedyńczych wypowiedziach. I o zrozumienie, że nie da się zbudować koalicji bez pewnych ustępstw. Niestety. Dopóki przedstawiciele prawicy, tej „na prawo od PiS”, tego nie zrozumieją, sami skazują się na polityczny niebyt. Na tworzenie „planktonu” partyjek mających poparcie na poziomie dziesiątych procenta, w porywach może kilku procent. A naszym krajem wciąż rządzić będą populiści, którzy w walce o dostęp do koryta utracili już wierność jakimkolwiek wyższym wartościom.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: Flickr