Na tyłach The Chicago Theatre w kontenerze na śmieci inżynier znalazł makabryczne znalezisko. Policja zabezpieczyła pięć najprawdopodobniej ludzkich serc.

 

Jak podaje „Daily Mail” policja dotarła na miejsce zgłoszenia w piątkowy poranek. Teren szybko odgrodzono, aby postronni świadkowie nie mogli się przedostać w miejsce, w którym odnaleziono serca.

 

Następnie zabrano do znaleziska lekarza sądowego, który obecnie bada, czy są ludzkiego pochodzenia.

 

Dzielnica Loop, gdzie doszło do tego zatrważającego znaleziska, uchodzi za jedną z najbezpieczniejszych w Chicago, jednak samo miasto uchodzi za bardzo groźne. Wystarczy popatrzyć na statystyki – w ubiegłym roku odnotowano tam 561 zabójstw.

 

 

 

Źródło: nczas.com, Twitter.com
fot. Twitter.com
LS

Morderstwo w Kutnie. Pewna kobieta najpierw upiekła pieczeń i pokroiła ją nożem by potem, użyć go do zadźgania swojego kochanka. Kobieta miała wpaść w furię i dźgać mężczyznę aż 8 razy! Za zabójstwo grozi jej dożywocie.

 

Pani Renata myślała, że to był ten jedyny.  Z przyjaciół pomału stawali się parą.

 

W ten tragiczny dla mężczyzny dzień wybrali się na spacer, usiedli na ławkach obok kutnowskiego teatru, później poszli do niej. Na stole pojawiła się pieczeń i kobieta sięgnęła po sztućce, po czym pokroiła ją na kawałki.

 

Właśnie wtedy między kochankami doszło do poważnej awantury. Kobieta w pewnym momencie kłótni, zaatakowała swojego partnera ostrym nożem.

 

Jak mówiła przed sądem: „Wyznałam mu, że padłam ofiarą gwałtu, on miał o to pretensje”.

 

I dodała: „Uderzył mnie. Ja się broniłam, nie chciałam go zabić, a jedynie nastraszyć. Wymachiwałam tym nożem, pewnie go zraniłam. Nie pamiętam, co było dalej. Byłam w szoku”.

 

Kobieta dźgnęła Mariusza S. aż osiem razy. Trafiła w żebra, klatkę piersiową, bark, rękę. Ostrze przebiło tętnicę płucną, co było bezpośrednią przyczyną zgonu.

 

Gdy Renata W. uświadomiła sobie, że jej kochanek nie żyje, pobiegła do mieszkającej w pobliżu jego matki.

 

„Zabiłam Mariusza” – wyznała. „Nie miałam zamiaru go zamordować”. Przed sądem do winy się jednak nie przyznała.

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Sprawcą popełnionego w tak potworny sposób morderstwa był nigeryjski dealer narkotykowy, którego ofiarą stała się 18-letnia dziewczyna Pamela Mastropietro. Cała sytuacja rozegrała się natomiast we Włoszech.

 

UWAGA! Opis tej zbrodni jest szczególnie drastyczny, nieodpowiedni dla osób poniżej 18. roku życia.

 

Okazało się, że ciało nastolatki miało być przez jej oprawcę rozczłonkowywane, kiedy ona jeszcze żyła. Jak przekazała włoska gazeta Il Giornale, przerażający obraz dokonanej zbrodni wyłonił się z treści zeznać, które przed sądem złożył Vincenzo Marino. Jest on jednym z ważniejszych świadków w procesie toczącym się przeciwko dilerowi narkotyków Nigeryjczykowi o nazwisku Innocent Oshegale. Jest on sądzony właśnie za zamordowanie nastoletniej Włoszki. Marino trafił do więzienia w tym samym okresie co nigeryjski diler i ma znać on detale dotyczące zabicia 18-latki

 

Według relacji matki zamordowanej dziewczyny, była ona w ostatnich miesiącach życia uzależniona od narkotyków, do czego przyczynić miał się związek z pochodzącym z Rumunii mężczyzną. Pamela Matropietro miała też oddalić się od swojej rodziny.

 

Według zeznań Vincenzo Marino, sprawca najpierw dopuścił się gwałtu na dziewczynie, a następnie podczas szamotaniny dźgnął ją ostrzem noża w brzuch. Wtedy miała ona upaść na ziemię. Według Marino, nigeryjski dealer zdecydował się wtedy wezwać do pomocy innego człowieka, który miał mu pomóc przy pozbyciu się zwłok nastolatki.

 

– Po tym jak wrócił do domu, ciął Pamelę, ale ona jeszcze wtedy żyła. Zaczął odcinać jej stopy – opisywać miał świadek.

 

Morderca miał też umyć ciało wybielaczem, aby zatuszować ślady i utrudnić służbom ustalenie tego czy młoda kobieta została zamordowana czy zmarła w wyniku przedawkowania narkotyków. Zwłoki po poćwiartowaniu Nigeryjczyk ukrył w dwóch walizkach. Znalezione zostały one na terenie włoskiej gminy Pollenza, na poboczu jednej z biegnących tam dróg.

 

Ta makabryczna zbrodnia wywołało spore oburzenie wśród Włochów, którzy sprzeciwiają się masowemu przyjmowaniu imigrantów z Afryki. Zarzucano wówczas nigeryjskim gangom praktykowanie na terenie Europy rytualnego kanibalizmu.

 

Kilka miesięcy po znalezieniu ciała 18-letniej Pameli, w Rzymie zostały znaleziony zwłoki innej dziewczyny. Tym razem była to 16-latka, która również przed śmiercią miała zostać zgwałcona. W związku z tą sprawą zatrzymano kilku migrantów podejrzanych o gwałt oraz celowe podanie 16-letniej ofierze dużej dawki narkotyków, które spowodowały jej śmierć.

 

 

Źródło: Il Giornale ; Newsbook.pl

Fot.: Facebook

 

MB

 

Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał na 15 lat pozbawienia wolności 60-letniego mężczyznę, oskarżonego o uduszenie żony poduszką w trakcie małżeńskiej kłótni. Takiej kary domagał się prokurator. Obrona chciała łagodniejszej argumentując, że była to zbrodnia w afekcie.

Wyrok nie jest prawomocny. Obrona zapowiedziała już, że przygotowuje wniosek o uzasadnienie na piśmie potrzebne do złożenia apelacji.

 

Prokuratura oskarżyła 60-latka o to, że w maju ubiegłego roku, działając z zamiarem bezpośrednim, dokonał zabójstwa swojej żony. Podczas kłótni, popchnął ją na wersalkę i tam udusił, przyciskając przez dłuższy czas do jej twarzy poduszkę. Zwłoki ukrył w dużej skrzyni stojącej w sąsiednim pomieszczeniu. Ciało matki odnalazł syn.

 

Wyrok uzasadniała sędzia Anna Hordyńska: „Biorąc pod uwagę warunki osobiste, stopień społecznej szkodliwości czynu i stopień zawinienia oskarżonego, kara 15 lat więzienia jest karą adekwatną i sprawiedliwą”.

 

Przyznała, że sąd wziął pod uwagę, iż między małżonkami był konflikt na tle spraw majątkowych, ale „Niemniej jednak nie może być zgody na to, że zabójstwo jest sposobem na rozwiązywanie jakichkolwiek konfliktów”.

Oskarżony podczas pierwszej rozprawy wyjaśnił całą sytuację – 60-latek mówił, że doszło do kłótni z żoną o to, kto ma płacić zaległe rachunki. Małżonkowie żyli w nieformalnej separacji na różnych piętrach domu. Mężczyzna twierdził wtedy, że żona nie chciała zapłacić przynajmniej części zobowiązań i wszczęła awanturę nie tyle o rachunki, a o zdarzenia z przeszłości.

 

Początkowo miał próbować ją uspokajać i prosić o to, by wyszła, jednak bezskutecznie. Jak mówił przed sądem: „Żona zachwiała się i usiadła na wersalce, wziąłem poduszkę i przysunąłem do jej twarzy. Nie pamiętam, jak długo to trwało, przestała krzyczeć”.

 

Źródło: tvp.info
fot. pxhere.com
LS

Spójrz mi w oczy!!! – tak krzyczał Sebastian Dyliński do oprawcy swojej siostry. Dawid P. (33 l.) nie wyraził jednak żadnej skruchy. Wtedy Sebastian postanowił zareagować, nim funkcjonariusze policji zdążyli się zorientować, potężnym ciosem powalił Dawida na ziemię.

Na schodach toruńskiego sądu na Dawida P., oskarżonego o zamordowanie Tatiany Wesołowskiej, czekali jej bracia Sebastian i Ireneusz, siostra Milena i rodzice. Chcieli, żeby okazał żal.

Jednak Dawid W. miał dla nich tylko obelgi. Kiedy zaczął wyzywać Milenę, Sebastian nie wytrzymał i uderzył go pięścią w twarz. Ojca Tatiany powstrzymała żona i nie dopadł już Dawida, ponieważ odciągnęli go policjanci z konwoju.

Na sali sądowej Dawida P. i dwoje pozostałych oskarżonych w tej sprawie od rodziny ich ofiary oddzielała szklana klatka. Dramat, którego ostatni akt właśnie się rozgrywa, zaczął się dwa lata temu. Cukiernik Arkadiusz K. wynajmował pokój w mieszkaniu Tatiany. W grudniu 2017 roku pobił tam swoją narzeczoną. Tatiana zawiadomiła policję i pozbyła się lokatora.

Arkadiusz postanowił ją za to ukarać. Do pomocy wziął kolegę – piekarza Dawida P. Wyważyli drzwi do mieszkania Tatiany, związali ją kablem, pobili kijem bejsbolowym, dźgali nożem, wyrwali kolczyki, obcięli palce u rąk, a na koniec próbowali odrąbać jej głowę tępą siekierą!

Wysłuchanie aktu oskarżenia było dla rodziny Tatiany udręką. Za to Arkadiusz K. przysłuchiwał się opisowi swojej zbrodni z wyraźnym zadowoleniem – z uśmiechem na twarzy przyznał się do winy. Równie radosny Dawid P. oświadczył, że jest niewinny. Magdalena K., kosmetyczka, która pomagała kompanom tuszować zbrodnię, odmówiła składania zeznań.

Jak komentowała siostra zamordowanej Milena Miller: „Dożywocie to dla nich za mało”. „Sam chętnie wymierzyłbym im sprawiedliwość” – mówił Janusz Dyliński, ojciec Tatiany.

Źródło: fakt.pl
fot. Wikipedia Commons
LS

Do tej niepojętej dla ludzi o zdrowych zmysłach zbrodni doszło w leżącym w województwie dolnośląskim Bolesławcu. Mężczyzna najpierw zaatakował przy użyciu ostrego narzędzia swojego 3,5-letniego syna, którego potem wyrzucił przez okno, a następnie zabił matkę dziecka Wiolettę, z którą żył w konkubinacie. Teraz na światło dzienne wychodzą nowe wstrząsające fakty dotyczące tej tragedii.

 

Te makabryczne sceny miały miejsce w jednym z bloków przy ulicy Kilińskiego w Bolesławcu. Rozegrały się one w piątek, około godz. 4 nad ranem. Sprawca dokonał krwawego ataku na 3,5-letnim Filipie, a następnie wyrzucił go przez znajdujące się na drugim piętrze okno bloku. Chłopiec miał wtedy jeszcze żyć, niestety jednak nie udało się go uratować i zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.

 

– W trakcie domowej awantury 32-letni Sebastian R. przy użyciu noża zaatakował swoją konkubinę oraz ich 3,5-letnie dziecko. Mężczyzna zadawał swoim ofiarom ciosy nożem. W trakcie zdarzenia kobiecie udało się uciec z mieszkania na klatkę schodową, gdzie dalej była atakowana przez sprawcę – przytacza relacje prokuratury stacja Polsat News.

 

Napastnik po dokonaniu zbrodni miał zaatakować jeszcze funkcjonariusza policji nożem na klatce schodowej. W reakcji na to został postrzelony w brzuch, w związku z czym został przetransportowany do szpitala, gdzie przeszedł zabieg.

 

Jak poinformował „Super Express”, zabójca po dokonaniu zabójstwa miał napisać krwią którejś ze swych ofiar napis „Kocham Cię Wioluś” oraz narysować dwa serduszka na jednej ze ścian w mieszkaniu. Na klatce zaś napisał Chrystogram IHS. Mężczyzna po zabiciu swoich najbliższych miał stwierdzić, że była to „misja od Boga”. Według relacji sąsiadków, którzy słysząc przeraźliwe krzyki wyszli z mieszkań, zbrodniarz miał modlić się i krzyczeć, że Bóg kazał mu zabić.

 

 

Zabrać głos w tej sprawie zdecydowali się również członkowie rodziny. W domu, w którym doszło do tragedii miało nie układać się zbyt dobrze, ponieważ zabójca Sebastian R. zażywał narkotyki i nigdzie nie pracować. W rodzinie miało niejednokrotnie być nerwowo, a zamordowana Wioletta miała kilka miesięcy wcześniej poronić swoje kolejne dziecko.

 

32-latek usłyszał zarzut zabójstwa dwóch osób. Przyznał się do winy i został aresztowany na okres trzech miesięcy. Nie potrafi jednak racjonalnie wyjaśnić, dlaczego dopuścił się tak okrutnego czynu.

 

– Sprawca nie jest w stanie racjonalnie wyjaśnić motywów swojego działania. Przyznał, że od dłuższego czasu zażywał metamfetaminę i kilka godzin przed zdarzeniem też zażył tę substancję. Zaprzeczył, by feralnej nocy doszło do awantury z konkubiną – powiedziała w rozmowie z TVN 24 Ewa Łomnicka, prokurator rejonowa w Bolesławcu.

 

Bardzo prawdopodobne, że podczas ataku, mężczyzna był pod wpływem dopalaczy lub innych narkotyków.

 

 

Źródło: „Super Express” ; TVN 24 ; wp.pl ; YouTube/Bolec.info

 

MB

 

Jak informuje „Focus”, niemieckie władze deportowały z kraju wspólnika terrorysty Anisa Amriego, aby zataić jego współudział w zamachu w Berlinie w grudniu 2016 roku. Wskutek ataku zginęło 12 osób, w tym polski kierowca ciężarówki.

 

Niemiecki tygodnik powołuje się na tajne dokumenty ze śledztwa. Radykalny islamista Bilel Ben Ammar jest najprawdopodobniej agentem marokańskich służb. Deportacja mężczyzny  miała ochronić przestępcę przed ściganiem w kraju.

 

Marokańskie służby niejednokrotnie ostrzegały władze niemieckie, w tym Federalny Urząd Kryminalny, przed radykalizacją Amriego i jego planami zamachu.

 

Bilel Ben Ammar wraz z Amrim spotkali się wieczorem przed zamachem. „Focus” pisze o istnieniu nagrania, które ukazuje Amriego wysiadającego po zamachu z szoferki ciężarówki i rzucającego się do ucieczki. Na filmie, który dotychczas nie był pokazywany, widać też, jak osoba przypominająca Ben Ammara blokuje drogę terroryście zadając mu cios kanciastym drzewcem. Ofiara ataku do dziś dnia znajduje się w śpiączce.

 

Jak pisze „Focus”, decyzja o deportacji pomocnika Amriego zapadła na szczeblu politycznym dziewięć dni po zamachu. „Władze bezpieczeństwa i ministerstwo spraw wewnętrznych są bardzo zainteresowane skutecznym wydaleniem” – czytamy w e-mailu wysłanym 28 grudnia 2016 roku do policji federalnej.

 

Źródło: wiadomosci.wp.pl
Fot.: Deutsche Welle, Fot: DPA/M. Kappeler
EM

Od tragicznej śmierci prezydenta Gdańska minął już ponad miesiąc. Sporo kontrowersji i pytań nadal rodzi postać Stefana W., który zamordował Pawła Adamowicza przy użyciu noża. Intrygująca dla wielu jest historia samego skazywanego wcześniej za napady Stefana, jak i jego rodziny.

 

Tematem najbliższych Stefana W. wzrosło zainteresowanie, kiedy wywiadu postanowiła udzielić jego matka. Przyznała ona wówczas, że żałuje i przeprasza za to co zrobiło jedno z jej dzieci. Mówiła również o tym, że osobiście znała się z prezydentem Adamowiczem, a cała tragedia, która rozegrała się w tamten styczniowy wieczór wywołała rozpacz u niej i u innych członków rodziny. Pani Jolancie (bo tak na imię ma matka Stefana W.) przekazać różaniec zdecydował się papież Franciszek.

 

Jak się jednak okazuje to nie są pierwsze tak przykre wydarzenia, które spotkały tych ludzi. Okazuje się bowiem, że 12 lat temu, w tragicznych okolicznościach zginął ojciec Stefana W., mąż pani Jolanty. Nie jest wykluczone, że tamto zdarzenie mocno i negatywnie wpłynęło na psychikę późniejszego zabójcy prezydenta Adamowicza.

 

Śmierć ojca Stefana W. stracił życie w wyjątkowo niespodziewanych okolicznościach. Wyszedł pewnego wieczoru się przespacerować, jednak ten spacer okazał się być jego ostatnim na tym świecie. Doszło do dramatycznego wypadku, w wyniku którego nie wrócił on już do domu. Jak powiedziała jego małżonka cytowana przez portal Fakt.pl, kierowca samochodu uderzył z taką siłą, że „dosłownie wbił jej męża w drzewo”. Kierujący pojazdem człowiek uciekł wówczas z miejsca zdarzenia, a na policję zgłosił się następnego tłumacząc iż nie zauważył, że kogoś potrącił. W rozmowie z Faktem, pani Jolanta zdaje się nie kryć niepogodzenia się z faktem, że sąd w tamtym czasie zapewne uwierzył w taką wersję, a winny śmierci jej męża człowiek dostał jedynie karę w zawieszeniu.

 

Zarówno pani Jolanta, jak i jej dzieci mocno to przeżyły. Ona sama przyznaje, że często śniła o swoim zmarłym mężu. Zwraca uwagę, że tak samo jak 12 lat temu jej policja zapukała do drzwi, by poinformować ją o śmierci męża, tak samo teraz przyszli policjanci, by potwierdzić iż jej syn odebrał życie Pawłowi Adamowiczowi. Kobieta stwierdziła w rozmowie z dziennikarzem również, że po swoich przeżyciach sprzed lat, rozumie jak wielka tragedia spotkała rodzinę prezydenta Gdańska, zabitego z rąk jej dziecka.

 

 

Źródło: Fakt.pl

Fot.: YouTube ; Facebook

 

MB

 

 

 

5 policjantów miało ledwo dać radę zatrzymać babcię, która zamordowała wynajmującego u niej pokój mężczyznę. Jego wnętrzności jak i  szczątki znaleziono w jej lodówce!

 

Do zbrodni doszło w jednej z miejscowości w Rosji na Dalekim Wschodzie. Najpierw pierwsi świadkowie – dzieci, zobaczyły psa, który gryzie ludzką rękę. Na miejsce ściągnięto policjantów, którzy zidentyfikowali ofiarę jako 52-letniego Wasilija Szaczicza, który wynajmował pokój w mieszkaniu należącym do 80-letniej staruszki Sonii.

 

W domu funkcjonariusze znaleźli ślady krwi. W miejscu zbrodni policjanci dokonali przerażającego odkrycia. W lodówce znaleziono ludzkie szczątki i wnętrzności. Kiedy policjanci chcieli zabrać staruszkę, właścicielkę mieszkania na posterunek na przesłuchanie ta stawiła zdecydowany opór.

 

Jak donosi „Komsomolec”, cytując ochroniarza miejscowej szkoły, do jej zatrzymania potrzeba było aż 5 policjantów.

 

Świadkowie zeznali, że w nocy było słychać dobiegające z pomieszczeń jakieś „dziwne odgłosy”, a dzień wcześniej ofiara – Wasilij Szaczicz odebrał wypłatę.

 

Teraz okazuje się, że staruszka może mieć coś wspólnego z tajemniczym zniknięciem kilku innych osób. Zaginęła m.in kobieta, która również wynajmowała od staruszki pokój, a także dziewczynka, która mieszkała w tym samym budynku. W ciągu ostatnich lat w tej małej miejscowości na Dalekim Wschodzie zaginęło aż 7 osób.

 

Źródło: nczas.com
fot. pixabay.com
LS