Na dzisiaj zaplanowano spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego z ministrem sportu Witoldem Bańką. Celem rozmów ma być skokowe zwiększenie wsparcia dla polskich lekkoatletów. O sprawie poinformował portal 300polityka.pl.

 

Mowa jest o wsparciu w wysokości 300 milionów zł. Po kolejnych sukcesach Polski w lekkoatletce znów wybrzmiał temat warunków oraz zaplecza jakie przypada reprezentatom naszej Ojczyzny. Premier Morawiecki rozważa dwa kierunki działań w tej sprawie.

 

Po pierwsze planuje on poszerzyć zakres działania indywidualnych kontraktów sponsorskich zawodników ze spółkami skarbu panstwa. Takimi kontraktami objętych jest obecnie ok. dwudziestu polskich lekkoatletów. Szef polskiego rządu ma planować zwiększenie tej liczby minimum dwukrotnie. Ma to na celu przynieść wsparcie finansowe dla najbardziej perspektywicznych oraz utytułowanych reprezentów Polski w tej dziedzinie sportu przy okazji przygotowań do Igrzysk Olimpijskich, które odbędą się w 2020 roku w Tokyo.

 

Oprócz tego, premier chciałby doprowadzić również do tak wyczekiwanej rozbudowy bazy treningowej. Na polecenie Mateusza Morawieckiego dopracowana ma zostać koncepcja stworzenia w naszym kraju hal lekkoatletycznych. Ich budowa rozpoczęła by się po jesiennych wyborach samorządowych. Wynika to z konieczności ustalenia z przedstawicielami władz samorządowych warunków trchnicznych, a także finansowych.

 

W ramach pierwszego etapu, zaplanowana ma zostać realizacja budowy min. kilkunastu takich obiektów w Polsce.

 

Koszt programu szacowany jest na sumę około 300 mln zł. Problem zaplecza sportowego oraz trudności z jakimi spotykają się polscy lekkoatleci był plamą na honorze polskich władz przez lata. Godny docenienia zdaniem wielu jest więc fakt, że nad tymi kwestiami pochylił się premier Morawiecki.

 

 

 

Źródło: 300polityka.pl

Fot.: Flickr

 

 

Przepisy, zgodnie z którymi wprowadzony zostanie tzw. mały ZUS dla firm osiągających niewielkie przychody zostały uchwalone przez Sejm. Niższe składki mali polscy przedsiębiorcy zapłacą już od stycznia 2019 roku.

 

Uchwalona ostatnio przez Sejm ustawa nowelizująca przepisy, ma przynieść ułatwienia dla osób fizycznych wykonujących działalność gospodarczą na mniejszą skalę. Wprowadzane przepisy zakładają, że jednoosobowe firmy, których przychód nie przekracza 2,5 krotności płacy minimalnej, płacić będą niższe składki ZUS. W przypadku przedsiębiorców uzyskujących najniższe przychody obniżka obowiązkowych składek na ZUS może wynieść nawet 660 zł, co stanowi ponad połowę składek opłacanych aktualnie przez osoby prowadzących przedsiębiorstwa, którym upłynął okres tzw. ulgi na start (1163zł). Kiedy ustawa zostanie zatwierdzona przez Senat, wszystko sfinalizuje podpis prezydenta.

 

– Mały ZUS dla małych firm to wypełnienie obietnicy, którą złożyliśmy polskim przedsiębiorcom. Bardzo się cieszę, że Sejm opowiedział się za pro-przedsiębiorczymi zmianami. Dzięki nim właściciele najmniejszych biznesów będą płacili składki na ubezpieczenia społeczne dostosowane do ich przychodów. Liczę też, nowe przepisy zachęcą przedsiębiorców działających w szarej strefie do jej opuszczenia – stwierdziła Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii.

 

Przewiduje się, że taka zmiana przepisów stanowić będzie realną ulgę nawet dla 200 tysięcy przedsiębiorców. Jest to kolejny krok w realizacji założeń, które w kwestii rozwoju polskiej przedsiębiorczości przyjął sobie za cel rząd premiera Mateusza Morawieckiego.

 

– Z nowych regulacji skorzysta nawet kilkaset tys. jednoosobowych firm. A to dlatego że spodziewamy się, że, oprócz niemal 200 tys. uprawnionych, wiele osób zalegalizuje prowadzoną przez siebie działalność. Wszystko dzięki temu, że nie będą już musiały płacić nieproporcjonalnie wysokich składek. Tzw. mała działalność gospodarcza niesie ze sobą ogromne oszczędności dla firm. Mowa tu nawet o 1,5 mld zł w 2019 roku – powiedział wiceminister Mariusz Haładyj.

 

Wprowadzenie małego ZUS-u to już jednak trzecia ulga jaka zostaje wprowadzona dla przedsiębiorców. Osoby chcące skorzystać z możliwości jakie daje obniżony ZUS oraz obniżenie kosztów prowadzenia działalności mogą najpierw zainteresować się innym udogodnieniem: tzw. ulgą na start zwalniającą z opłacania składek ZUS przez pół roku. Następnie przez okres 24 miesięcy skorzystać mogą z obowiązującego aktualnie preferencyjnego ZUS-u dla małych firm.

 

Kolejny rok może więc okazać się czasem, w którym szczególną szansę na rozwój swojego biznesu będą mieli mali polscy przedsiębiorcy. Przysłużyć się to może również do dalszego rozwoju naszej rodzimej gospodarki na tle innych państw Europy.

 

Premier Mateusz Morawiecki udał się do Strasburga, gdzie wygłosił swoje przemówienie w trakcie posiedzenia Parlamentu Europejskiego. Podjętym przez niego tematem było „nowe otwarcie” oraz polski punkt widzenia względem wyzwań jakie pojawiają się przed Unią Europejską. Szef polskiego rządu wprost mówił o tym, że reformy realizowane w Polsce to tak naprawdę wzmocnienie wspólnoty europejskiej. Sporo emocji rozbudziło na sali między innymi to, że premier w swoim wystąpieniu mówił o obecności sędziów z czasów stanu wojennego w Sądzie Najwyższym.

 

Premier Morawiecki stwierdził, że czuje się zaszczycony możliwością przemawiania w Parlamencie Europejskim oraz przedstawienia polskiego stanowiska w kwestiach, które bezpośrednio wiążą się z przyszłością Unii Europejskiej.

 

– Dyskusja o przyszłości Europy jest jedną z najważniejszych debat, które stoją przed nami – stwierdził w przemówieniu Mateusz Morawiecki.

 

Szef polskiego rządu zwrócił uwagę na fakt, że Parlament Europejski „jest ważnym miejscem dla funkcjonowania UE, nie tylko jako instytucja mająca ogromny wpływ na kształt unijnego prawa, ale również forum, gdzie prowadzona jest dyskusja o decyzjach, które wyznaczą kierunki integracji europejskiej w najbliższych latach”.

 

Premier Morawiecki ocenił, że idea rządów prawa, demokracji oraz parlamentaryzmu jest w naszej polskiej kulturze mocno zakorzeniona. Świadczą o tym jego zdaniem daty. Tego roku, nasza ojczyzna obchodzi bowiem nie tylko stulecie niepodległości, ale również 550. rocznicę zwołania pierwszego Sejmu. Mateusz Morawiecki stwierdził, że to parlamenty narodowe stanowią wyraz głosu suwerena, a także są żywym symbolem demokracji.

 

– Jako pełnoprawny członek UE chcemy jak najmocniej wpisać się w poszukiwanie konstruktywnego programu dla Europy, mamy wobec niej oczekiwania, ale też wiele do zaoferowania – mówił dziś szef rządu w pierwszej części swojego przemówienia.

 

Polski premier zwrócił uwagę również na to, że różnice między europejskimi państwami nie mogą przysłonić tak ważnego wspólnego celu jak bezpieczeństwo obywateli. Mateusz Morawiecki wyraził pogląd, że projekt europejski potrzebuje dzisiaj nowego otwarcia, w związku z tym jak wiele kryzysów jednocześnie go spotyka.

 

Jak mówił szef polskiego rządu, dewiza UE dostrzegająca jedność w różnorodności to nie są tylko puste słowa. Stwierdził też, że fundamentem zaufania w Unii Europejskiej powinno być uszanowanie narodowych tożsamości.

 

Premier zaznaczył, że gdyby nie żelazna kurtyna oraz tragiczny podział kontynentu po II wojnie światowej, wówczas nasz kraj również stał by się założycielem wspólnot europejskich, co było by zgodne z wizją polskiego rządu na uchodźstwie.

 

– Dziś, tym bardziej, jako pełnoprawny członek Unii chcemy jak najmocniej wpisać się w poszukiwanie konstruktywnego programu dla naszego kontynentu. Jak każdy naród Europy mamy wobec niej swoje oczekiwania, ale mamy też wiele do zaoferowania – powiedział Mateusz Morawiecki.

 

Premier mówił też m.in. o tym jak dużą rolę w Europie odegrało chrześcijaństwo.

 

– Nie sposób zrozumieć ciągłości i istoty Europy bez uznania jej greckich, rzymskich i w końcu judeochrześcijańskich korzeni. Bez chrześcijaństwa europejska różnorodność nigdy nie osiągnęłaby tak dziś cenionego, szczególnie w tej Izbie, poczucia uniwersalizmu, jedności w różnorodności – stwierdził.

 

W swoim przemówieniu, premier Mateusz Morawiecki objaśniał wizję wspólnoty europejskiej z polskiego punktu widzenia. Nawiązywał przy tym do dostosowanej jego zdaniem do współczesnych wyzwań wizji de Gaulle’a. Przemówienie polskiego szefa rządu było dość długie i wywołało niemałe emocje. W PE rozgorzała żywa dyskusja, w której udział wzięli również europarlamentarzyści z Polski, reprezentujący zarówno opozycję, jak i zdanie polskiego obozu rządzącego.

 

Wiele dyskusji i kontrowersji wywołały wczorajsze wydarzenia w polskim Parlamencie. Dokonano bowiem korekty w nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, co udało się też przegłosować. Jak się okazuje, nie tylko w Polsce pojawiły się dyskusje i spory na temat zmian jakie zaszły.

 

Głosy ze strony opozycji totalnej nadal jednak często są mocno krytyczne wobec rządu, zarzucając zbyt szybkie tempo legislacyjnych zmian oraz brak dalej idących poprawek. Przykładowo senator Bogdan Borusewicz z Platformy Obywatelskiej zarzucił premierowi Mateuszowi Morawieckiemu brak zmian w kwestii penalizacji ukraińskiego nacjonalizmu.

 

Krytycznie na temat zmian wypowiadają się również, niektóre osoby kojarzone z prawicą. W tym przypadku jednak, rządowi zarzucają oni uległość, w związku z wprowadzeniem jakiejkolwiek korekty w zapisach nowelizacji, pomimo faktu iż ta jaka wczoraj zaszła nie stanowi wielkiej zmiany w egzekwowaniu zapisów ustawy.

 

Do przeprowadzenia takiej zmiany w dniu wczorajszym zapewne przyczynił się zbliżający szczyt NATO oraz fakt, że polskie państwo zyskuje w ostatnich latach na znaczeniu w ramach struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego. Nad Wisłą stacjonują amerykańscy żołnierze w celu zapewnienia obrony wschodniej flanki NATO. Wczoraj informowaliśmy również, że w Bydgoszczy powstać ma centrum gier wojennych, usprawniające przeprowadzanie ćwiczeń w zakresie koalicyjnej interoperacyjności bojowej.

 

Doniesienia izraelskich mediów mówią o tym, że przy okazji negocjacji na linii Warszawa-Tel Awiw, sporą rolę odegrał Waszyngton. Władze USA miały bowiem naciskać zarówno na stronę izraelską, jak i polską, aby prowadzone rozmowy zakończyły się poprawą stosunków polsko-izraelskich oraz uspokojeniem rozognionej atmosfery wokół tematu zmian w ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej.

 

Finał, a także efekty tych rozmów podobnie jak w Polsce, wywołały również dyskusje i spory w Izraelu. Część społeczeństwa uważa, że rząd premiera Benjamina Netanjahu odniósł sukces, pojawiają się jednak też głosy krytyczne.

 

Izraelskiego premiera źle oceniają w tej sytuacji głównie przedstawiciele tamtejszej lewicy. Uważają oni, że nie doszło tutaj do uległego działania ze strony Polski, a właśnie izraelskich władz wobec Polaków.

 

– To nie jest ustępstwo Polski tylko ustępstwo Izraela – stwierdził polityk izraelskiej opozycji Yair Lapid.

 

Słowa przedstawiciela izraelskiej lewicy, krytyczne wobec władz w Tel Awiwie padły przy okazji wypowiedzi dla jednej z izraelskich rozgłośni radiowych.

 

– Ostrzegałem premiera przed negocjacjami z Polakami. Anulowali pozbawiony znaczenia zapis o odpowiedzialności karnej. Powinniśmy żądać anulowania całej ustawy. Niepokoi sam fakt, że staliśmy się przyjaciółki takich reżimów. Moja prababcię wysłali do Auschwitz. Auschwitz jest w Polsce. Całe te negocjacje to wstyd – powiedział Lapid.

 

Podobne stanowisko zajął Ofer Aderet, będący dziennikarzem gazety „Ha’aretz”. W swoim artykule również skrytykował on izraelskich rządzących. Jego zdaniem finalnie zbytnio podkreślona została rola Polski w ratowaniu Żydów, a zbyt wycisza się kwestie rzekomego współudziału Polaków w holocauście.

 

– Netanjahu dał Warszawie prawdziwy skarb: niemal pełne uznanie polskiej narracji na temat Holokaustu – napisał dziennikarz w swoim artykule.

 

Takie krytyczne głosy ze strony miejscowej opozycji mogą dodatkowo być motywowane wczorajszym wspólnym stanowiskiem premierów Polski i Izraela, przy okazji którego szef rządu Benjamin Netanjahu przyznał, że stwierdzenie „Polskie obozy śmierci” jest niesprawiedliwe wobec narodu polskiego, a umniejsza odpowiedzialności Niemiec w przeprowadzaniu zagłady.

 

Dobre wieści dla kibiców! Na spotkaniu PZPN z przedstawicielami rządu oraz premierem postanowiono zająć się problemem pseudokibiców. Co ciekawe, wszyscy spodziewali się hurraofensywy rządu, ale i tym razem premier Morawiecki zaskoczył krytyków.

 

Na spotkaniu ustalono, że dojdzie do zmiany ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych oraz inwestycji w infrastrukturę piłkarską. W spotkaniu oprócz Zbigniewa Bońka brał udział takżę premier Mateusz Morawiecki, Witold Bańka, a także szef MSWiA – Joachim Brudziński.

 

Wszyscy zgadzali się co do jednego. Problem stadionowej chuliganki to problem marginalny i dlatego należy zwrócić uwagę na odpowiedzialnych za zadymy, a nie karać kibiców.

 

„Oprawy są przepiękne. Pamiętam wiele opraw, na pewno one zasłużyły się dobrze dla utrzymania, przywrócenia pamięci historycznej […] My chcemy już tylko zadecydować jak daleko trzeba się posunąć, ale w kompromisie i w zgodzie ze środowiskami kibicowskimi, ze środowiskami zarządczymi piłką nożną” – argumentował premier.

 

„Rozmawialiśmy o bezpieczeństwie, bo łyżka dziegciu psuje czasem beczkę miodu. Wiem, że na 4000 meczów tylko w 1% został zakłócony porządek i to czasem w niewielkim stopniu. Dziękuję kibicom, którzy robią bardzo ważne oprawy uświadamiające cały świat o naszej historii jak chociażby oprawa Legii z okazji rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Jestem przekonany, że idziemy w coraz lepszym kierunku” – stwierdził Morawiecki.

Do zdarzenia doszło w trakcie spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim w sali BHP w Stoczni Gdańskiej. Kiedy szef rządu zakończył swoje przemówienie, zgromadzeni na miejscu ludzie zaczęli krzyczeć: „Lech Wałęsa! Solidarność! Hańba!”. Doszło ponadto do szarpaniny, wyrywane zostały również transparenty. Jak twierdzi jedna z protestujących osób, została pobita.

 

Jak informuje serwis onet.pl, manifestanci zjawili się z banerami przeciwko Prawu i Sprawiedliwości, mieli ze sobą między innymi transparent głoszący „Pycha i Szmal” z logiem PiS.

– Tutaj wspaniali ludzie tacy jak Anna Walentynowicz czy Andrzej Gwiazda, Alina Pieńkowska, Andrzej Kołodziej i Hilary Jastak. I na pewno jeszcze kilka osób – niektóre z nich po innej stronie sceny politycznej, ale wszyscy oni odegrali wielką rolę w ruchu Solidarności. Ten ruch odegrał z kolei wielką rolę i jest dla nas wielkim drogowskazem

–  mówił premier.

 

Na te słowa, a także zwolenników byłego prezydenta, reszta zgromadzonych zaczęła krzyczeć: „Bolek! Bolek! Bolek!”.

 

W tłumie doszło do przepychanek. Premier Morawiecki podjął próbę ponownego zabrania głosu, jednak nie udało się uspokoić obecnych na sali. Kiedy skandowano „Kłamca!”, szef rządu opuścił miejsce spotkania.

 

Zebrani ludzie zaczęli wyrywać sobie transparenty. Na miejscu pojawiła się policja. Doszło również do bijatyki.

To było z pewnością jedno z najlepszych wystąpień premiera Morawieckiego. W trakcie debaty nad odwołaniem ministra Glińskiego, w dobitny sposób kontrargumentował wniosek posłów opozycji o usunięcie ze stanowiska ministra.

 

„Różne wnioski o odwołanie ministrów i premierów oczywiście wysoka izba widziała przez lata, ale tak kuriozalnego jak ten to chyba bardzo dawno, a może nigdy. Tak naprawdę premier Gliński jest de facto człowiekiem, który odbudowuje polską kulturę i polskie dziedzictwo narodowe, a wy, za waszych rządów, zajmowaliście się tym, co można nazwać likwidacją polskiej kultury” – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w Sejmie, w trakcie dyskusji nad wnioskiem o odwołanie Piotra Glińskiego.

Pan premier wykonał jedno wasze zobowiązanie. Nie wiem, czy pamiętacie, ale zobowiązywaliście się w latach 2011-2013, że przeznaczycie 1% budżetu państwa na kulturę. Nigdy tego nie było. Pan premier Gliński przeznacza 1,1% na kulturę, 4 miliardy. Właśnie dlatego pan premier jest tym człowiekiem, który najbardziej odbudowuje dziedzictwo kulturowe Polski w ciągu ostatnich 25 lat. Nie widziałem nigdy wcześniej takie sytuacji jak w ostatnich latach, kiedy tak konsekwentnie odbudowana była pamięć, tożsamość i dziedzictwo” – mówił podczas debaty nad wnioskiem o odwołanie ministra Piotra Glińskiego premier Mateusz Morawiecki.

 

Podzielę się krótką refleksją. Wiecie co, macie państwo chyba w sobie takie jedno bardzo specyficzne DNA, w swoim kodzie kulturowym. Takie DNA, któremu bardzo się dziwię, ale myślę tez, że dziwi się bardzo wielu Polaków, chyba większość społeczeństwa. Wy jesteście przyzwyczajeni do tego, żeby polską kulturę, polskie dobra wyprzedawać, tak jak polskie nagrania, stocznię marynarki wojennej, polskie banki, a my chcemy polską kulturę i polską gospodarką wspierać. Wy się dziwicie: jak to możliwe, że odkupujecie jeden z największych polskich banków? No właśnie możliwe. Dajcie nam go odkupić. Jak to możliwe, że odkupujecie jedną z największych firm energetycznych? No właśnie możliwe. Krzyczycie: po co to robimy? Żeby zwiekszyć suwerenność Polski. Jak to możliwe, że z rąk syndyka odkupujemy stocznię marynarki wojennej? No właśnie dlatego, bo wyrwaliśmy te pieniądze mafiom VAT-owskim, które hulały tutaj jak wiatr po dzikich polach w waszych czasach. Te pieniądze przeznaczamy na odkupienie polskich banków, firm energetycznych, stoczni marynarki wojennej, kolekcji Czartoryskich” – mówił premier Morawiecki.

 

Zwracam się do posłów opozycji. Mam taką prośbę na koniec: pozwólcie nam w spokoju wspierać polską gospodarkę, dalej wspierać polską kulturę, budować dobrą, silną, piękną, wielką i coraz bardziej dumną Polskę” – zakończył.

SOP (Służba Ochrony Państwa) zastąpiła Biuro Ochrony Rządu w roli służby odpowiadającej za zapewnianie bezpieczeństwa najważniejszych przedstawicieli polskich władz. Wirtualna Polska ujawniła wpadki, które mają być ukrywane przez SOP, a można je określać jako kardynalne.

 

– Jak nic się nie zmieni, dojdzie do tragedii – komentuje sytuację wewnątrz SOP i ilość wpadek, informator WP.

 

Jedną z sytuacji do jakich dojść nie powinno miała miejsce pewnej nocy, pod siedzibą Agencji Wywiadu. W tamtym miejscu na sygnałach zatrzymała się limuzyna premiera Mateusza Morawieckiego. Jego kierowca wysiadł, aby poprosić o pomoc przedstawicieli AW/ Roztargniony zapomniał jednak wyjąć kluczyków, przez co uruchomił się alarm, a drzwi zamknęły się automatycznie. Premier miał przebywać w tym czasie w swoim domu znajdującym się po drugiej stronie ulicy na zamkniętym osiedlu. Sytuacja miała mieć miejsce niedługo po objęciu stanowiska premiera przez Mateusza Morawieckiego, a ze względu na fakt, że ochraniana przez BOR w dużym stopniu była wtedy jego poprzedniczka Beata Szydło, nowemu premierowi przypadki mniej doświadczeni funkcjonariusze.

 

– Chłopak wyskoczył z samochodu i w panice zostawił kluczyki w stacyjce przez co samochód się zatrzasnął i włączył się alarm. Trzeba było wysyłać drugi samochód pod dom Morawieckiego. Mieliśmy szczęście. Gdyby coś się stało i potrzebna była ewakuacja premiera, to funkcjonariusz ochrony, który był pod drzwiami, musiałby wynosić go na plecach – opowiada o tamtym zdarzeniu jeden z rozmówców Wirtualnej Polski. Znajdujący się wówczas w samochodzie funkcjonariusz miał spanikować, zostawić oficera ochrony pod domem premiera i jechać pod bramę siedziby Agencji Wywiadu.

 

Poważna wpadka miała się zdarzyć również funkcjonariuszom odpowiadającym za bezpieczeństwo prezydenta Andrzeja Duda.

 

– Na szczęście jechali bez prezydenta, byli na stacji. Oficer ochrony chciał zapalić lampkę i przez przypadek nacisnął przycisk, który służy do wyrzucenia szyby pancernej w razie wypadku. To nie jest zwykła szyba. Waży ok 200 kilogramów. Trzeba było wzywać inny samochód – opowiadał dla WP jeden z funkcjonariuszy.

 

– To nie jest błaha historia, bo te szyby trzeba montować fabrycznie. Nie da się tego zrobić w warsztacie. Koszt takiej szyby to 60 tys. zł – dodał.

 

Do nietypowej sytuacji doszło również w marcu 2018 roku. W trakcie odprawy przed wizytą Angeli Merkel, pojawił się problem ze znalezieniem kierowcy dla samochodu mającego przewozić niemiecką kanclerz.

 

Komendant SOP miał w pewnej chwili zapytać, jakie kierowca pancernego samochodu musi mieć uprawnienia. Wielu uważa jednak, że jako komendant, powinien to wiedzieć. Według informatorów WP, problemy ze znalezieniem kierowców mają być dość częste.

 

– Brakuje ich wszędzie. Szefowie poszczególnych wydziałów muszą siedzieć do 15-tej i wydzwaniać w poszukiwaniu kierowcy – stwierdzić miał pewien funkcjonariusz.

 

Wśród wpadek mają mieć miejsce również stłuczki.

 

– Do stłuczki doszło nawet na osiedlu, na którym mieszka premier. Stuknęły się samochody z jego kolumny. Do drobnych stłuczek dochodzi też na garażu. Odkąd zamontowano szlaban z czujką, co jakiś czas wali w jakiś samochód. Kiedyś kierowcy potrafili trzema samochodami przejechać pod szlabanem na autostradzie. Teraz nikt tego nie potrafi – powiedzieć miał w rozmowie z Wirtualną Polską jeden z funkcjonariuszy.

 

W podobnym tonie dla WP wypowiedział się również były szef BOR.

 

– Te sytuacje to wynik małego doświadczenia. Tej roboty nie da się nauczyć z podręcznika. Nauka jest tylko przez praktykę. Wcześniej trzeba było mieć duże doświadczenie, by usiąść za kierownicą samochodu z osobą ochranianą. Ta formacja została zniszczona, a wielu doświadczonych funkcjonariuszy odchodzi – stwierdził generał Gawor.

 

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej na wspólnej konferencji z kandydatem na prezydenta Wrocławia – Kazimierzem Ujazdowskim, poruszył kwestię „arogancji władzy”. W bezpośredni sposób zwrócił się do byłej premier Beaty Szydło oraz obecnego szefa rządu, Mateusza Morawieckiego.

 

„Chcę powiedzieć bardzo wyraźnie, że to kapitulacja tego rządu. To brak kompetencji do tego, żeby rozwiązywać rzeczywiście trudne problemy, ale przede wszystkim dlatego, że to brak przytomności i przyzwoitości, brak realizacji zaleceń i decyzji, które podjął poprzedni rząd. Zakładnikami takiej polityki są właśnie dzisiaj politycy PiS, bo to przecież rząd PO w budżecie przygotowanym w 2015 roku, na 2016 rok pozostawił pieniądze, blisko 500 mln na realizację orzeczenia TK, które zrównywało świadczenia pielęgnacyjne osób z niepełnosprawnością dorosłych i nieletnich” – mówił Grzegorz Schetyna.

 

„To byłaby szansa, żeby pokazać, że można w konsekwentny sposób rozwiązać ten bolesny problem. Te blisko 500 mln to dzisiaj symbol arogancji władzy, nieczystych, nieprzejrzystych decyzji i brudnych interesów. Symbol, który jest przez media, ale też w opinii publicznej przyjmowany jako skok na państwową kasę. Widzieliśmy to chociaż w kontekście transferu blisko 500 mln zł do fundacji w Liechtensteinie, dla rodziny Czartoryskich. Te 500 mln to symbol, bo te pieniądze wystarczyłyby do tego, żeby pokazać, że konsekwentne, dobre decyzje mogą by kontynuowane bez przynależności, bez spoglądania na przynależność partyjną czy na poprzedni rząd. Te sprawy są ważne” – podkreślał lider PO.

 

„My dzisiaj i to deklaruję jako gabinet cieni, przedstawimy w najbliższych dniach ustawę o pomocy osobom niesamodzielnym. Tam także będziemy chcieli wpisać ważne zobowiązania w stosunku do tych, którzy nie mogą sobie sami poradzić, osoby niesamodzielne, także z niepełnosprawnościami. One potrzebują wsparcia, nie w kampanii wyborczej, tylko konsekwentnie z miesiąca na miesiąca, z roku na rok” – mówił Grzegorz Schetyna we Wrocławiu.

 

„Wczoraj widzieliśmy taki wyścig do tego, żeby te sprawy rozwiązać, ale nie przez podejmowanie konkretnych decyzji. Tam nie było mowy o decyzjach. Słyszeliśmy od minister Rafalskiej, że ustawy pisze się długo. Mam inne doświadczenie z większością PiS-owską w Sejmie i pamiętam wiele nocnych głosowań i dopychania kolanem, łamania niezależności TK czy niezawisłości sądów. Tutaj się nie da. Zawsze mówili, że się da. Teraz się nie da i widząc, jak prezydent Duda, wcześniej poseł Duda, który obiecywał kilka lat temu tym samym protestującym, że bardzo im pomoże, jak będzie ich wspierał. Dzisiaj o tym zapomniał i dzisiaj widzimy festiwal zapisywania postulatów. To samo z premierem Morawieckim. To żenada, farsa i kabaret polityczny, a nie poważny rząd” – kontynuował przewodniczący Platformy Obywatelskiej.

 

„To można zrobić, tylko trzeba być przyzwoitym, a nie mówić, że są pieniądze, że wystarczyło nie kraść, a dlaczego teraz zabrakło pieniędzy? Dlaczego zabrakło pieniędzy, pytam się premier Szydło, premiera Morawieckiego? Dlaczego zabrakło wam pieniędzy? Zaczęliście kraść, wypłacać sobie nagrody? Więcej przyzwoitości” – podkreślał szef PO.