Przedstawiciele opozycji totalnej nadal wyrażają swój sprzeciw wobec zmian w Sądzie Najwyższym. Środowiska te w ostatnich dniach wspiera Lech Wałęsa, robiąc przy tym po raz kolejny sporo zamieszania wokół swojej osoby.  Z jego strony padały w przestrzeni internetowej kontrowersyjne słowa, w związku z którymi głos zabrała również pomorska policja, kiedy były prezydent ostrzegał, że posiada broń i nawet funkcjonariusze policji nie powstrzymają go przy obalaniu obecnej władzy.

 

Ostatecznie na manifestacje totalnej opozycji w Warszawie, Lech Wałęsa udał się jednak bez broni palnej. Jak się okazało, sam nawet narzekał przemawiając na zbyt małą liczbę uczestników protestu. Jego przemowa spotkała się z reakcją internautów oraz stworzeniem memów nawiązujących do jego słów o potrzebie „rozmnażania się”.

 

To jednak nie wszystkie działania jakie postanowił podjąć autorytet totalnej opozycji. Lech Wałęsa wystosował list do znanego wokalisty- Micka Jaggera. Miało to związek z faktem, że w stolicy Polski odbył się w dniu wczorajszym koncert zespołu The Rolling Stones. Dlatego też wcześniej, były prezydent zaapelował do piosenkarza w liście, aby ten zajął stanowisko w temacie zmian w Sądzie Najwyższym.

 

– Chcemy zwrócić waszą uwagę, przypomnieć odważnych ludzi, którzy walczyli o wolność dla całego bloku wschodniego – napisał Lech Wałęsa.

 

W trakcie koncertu Mick Jagger odpowiedział na apel Wałęsy. Zrobił to zwracając się do zgromadzonych fanów w języku polskim.

 

– Jestem za stary, żeby być sędzią, ale na tyle młody, żeby śpiewać – powiedział piosenkarz. Te słowa obchodzącego w lipcu 75. urodziny wokalisty, są dla wielu nawiązaniem do przejścia na emeryturę Małgorzaty Gesdorf.

 

Mick Jagger w swojej wypowiedzi nawiązał także do koncertu The Rolling Stones, który odbył się w Warszawie ponad 50 lat temu.

 

– Byliśmy tu na koncercie w 1967 roku. Mam nadzieję, że trochę się od tego czasu nauczyliście – stwierdził wokalista.

 

W ostatnich dniach, były prezydent Lech Wałęsa po raz kolejny próbuje zwrócić na siebie uwagę. W jednym ze swoich twitterowych wpisów zapowiedział, że będzie próbował odsunąć od władzy obecnych rządzących i przypominając, że posiada broń stwierdził, że nawet policja go nie powstrzyma. W wywiadzie dla RMF FM, ze strony Wałęsy znów padły kontrowersyjne słowa.

 

Kiedy były prezydent, związany dziś z „totalną opozycją” zapowiedział za pośrednictwem Twittera swoją decyzję o obalaniu władzy, strasząc przy tym użyciem broni, nie trzeba było długo czekać na reakcję policji. Również za pomocą tego medium społecznościowego przekazano, że pomorscy policjanci czują się zobowiązani sprawdzić zasadność posiadania broni przez Lecha Wałęsę.

 

Do sprawy odniósł się również minister Joachim Brudziński, który stwierdził iż Lechowi Wałęsie należy cofnąć decyzję o zezwoleniu na broń.

 

 

W odpowiedzi na wpis ministra, Lech Wałęsa stwierdził, że ten chce go napaść i straszy. Poinformował również, że dobrze zabezpieczył swoją broń palną i minister Brudziński mu jej nie odbierze.

 

Słowa, które mogą podburzać zwolenników „totalnej opozycji” padły ze strony Wałęsy także w wywiadzie udzielonym dla radia RMF FM. Dziennikarz zapytał byłego prezydenta o to co planuje w związku ze swoim przybyciem do Warszawy na protest przeciwko zmianom Sądzie Najwyższym. Lech Wałęsa stwierdził w odpowiedzi, że zachęcał będzie do wspólnego znajdywania pokojowych i konstytucyjnych metod mogących skutecznie rozwiązać problem. Jednakże powiedział też, że jego zdaniem sytuacja w Polsce to droga do… wojny domowej.

 

– Na to się nie możemy zgodzić, co się teraz dzieje. Sądu nie możemy oddać. Będzie to, co przewidywałem na samym początku – dojdzie do wojny domowej, nie ma rady. To jest droga do wojny domowej. Chciałbym jej uniknąć – ocenił były prezydent w wywiadzie udzielonym radiu RMF FM.

 

Na swoim twitterowym profilu, Lech Wałęsa zapowiedział, że na dzisiejsze protesty nie uda się z bronią palną.

 

Swoje wcześniejsze wpisy na temat posiadanej broni, teraz autorytet opozycji określa jako pewnego rodzaju „sygnał” związany z tym co dzieje się obecnie w Polsce.

 

– Kiedyś „budujemy drugą Japonię”, potem „spałować stoczniowców”. Teraz broń. Za każdym razem to był sygnał. To jest sygnał, że na poważnie zagrożone są interesy Polski. Trzeba zacząć poważnie walczyć – tłumaczył dziś Wałęsa.

 

 

Pomimo tego, że do końca sezonu piłkarskiej Ekstraklasy została już tylko jedna kolejka, nadal nie jest pewne kto zostanie tegorocznym mistrzem Polski. W walce o ten tytuł pozostają Legia Warszawa oraz Jagiellonia Białystok. Problem wywołał fakt, że piłkarze z Warszawy rozgrywają swój ostatni mecz na stadionie w Poznaniu przeciwko Lechowi. 

 

Poznański „Kolejorz” oraz Legia postrzegani są przez kibiców w Polsce jako jedni z największych wobec siebie rywali, a mecze pomiędzy tymi zespołami określane są nawet „Derbami Polski”. To komplikuje sprawę panującej w polskiej piłce tradycji, zgodnie z którą mistrz Polski rozpoczyna świętować zdobycie tytułu na murawie zaraz po zakończeniu ostatniego meczu.

 

Plan zorganizowania alternatywnej fety dla piłkarzy Legii przy ich ewentualnym zdobyciu mistrzostwa miały zacząć obmyślać najpierw władze Lecha Poznań.  Obawiano się zbyt dużego zagrożenia dla zachowania bezpieczeństwa na stadionie, jeśli piłkarze z Warszawy mieliby świętować w obecności tłumu poznańskich fanatyków. Jednym z pojawiających się wówczas pomysłów, był plan rozpoczęcia fety po opuszczeniu stadionu przez kibiców. Odrzucono jednak tą koncepcję, gdyż mogła by ona i tak nie zbyt wiele zmienić.

 

Ważne rozmowy dotyczące tej kwestii miały odbyć się we wtorek podczas wideokonferencji przedstawicieli Jagiellonii Białystok, Legii Warszawa, Lecha Poznań oraz samej Ekstraklasy. Dość oryginalny pomysł wyszedł ze strony reprezentującego warszawski klub Jarosława Jankowskiego. Stwierdził on bowiem, że jeżeli organizator nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa to mecz można przenieść do stolicy. Tą propozycję uznano jednak za prowokację.

 

W końcu podjęto decyzje, że jeżeli piłkarze Legii zostaną mistrzami, wówczas jak najszybciej wrócą samolotem do Warszawy, aby tam świętować sukces ze swoimi kibicami. Poznański klub jest zobowiązany do zapewnienia możliwości przeprowadzenia takiego działania jak najsprawniej. Co ważne ten scenariusz zaakceptowały wszystkie strony. W przypadku zdobycia mistrzostwa przez Jagę, feta rozpocznie się oczywiście na stadionie w Białymstoku, gdzie piłkarze Jagiellonii występują w roli gospodarzy.

 

Strach przed ryzykiem zamieszek dodatkowo wzmacniają wspomnienia sprzed 14 lat. Wtedy to zaś Lech Poznań zdobył Puchar Polski na stadionie warszawskiej Legii. Doszło do wyjątkowo brutalnych zajść. Niektórzy piłkarze zostali pobici, a nawet odbierano im medale.

 

– Po wysłuchaniu argumentów Klubów podjęto decyzję, że w sytuacji, gdyby mistrzem Polski została Legia Warszawa, ceremonia wręczenia trofeum i złotych medali nie odbędzie się w Poznaniu, lecz zostanie przeprowadzona zaraz po powrocie zawodników i sztabu do Warszawy – przekazano w komunikacie wystosowanym przez Ekstraklasa S.A.

 

Wtorkowa decyzja spotkała się ze sporą krytyką, w tym również ze strony Polskiego Związku Piłki Nożnej.

 

– PZPN z wielkim zdziwieniem przyjął decyzję Ekstraklasy i czołowych klubów dotyczących wręczenia najważniejszych nagród na zakończenie sezonu 2017/2018. Przenoszenie tej ceremonii z miejsca, gdzie najprawdopodobniej może nastąpić najważniejsze rozstrzygnięcie ligowego sezonu, pokazuje brak szacunku dla wysiłku piłkarzy oraz koniunkturalizm władz spółki – stwierdził PZPN w swoim oświadczeniu.

 

Najprawdopodobniej jednak, plany jakie ostatecznie podjęto nie zostaną już zmienione w kontekście zbliżającej się soboty.

 

Jarosław Wałęsa na antenie TVN przyznał, że jego ojciec jest bohaterem narodowym. – Generał Kiszczak w latach 80. miał cały zespół ludzi, który podrabiał dokumenty na mojego ojca. Robił to idealny zespół, w perfekcyjny sposób – powiedział.

 

Zarówno Lech Wałęsa, jak i jego syn Jarosław zaprzeczają analizie grafologicznej Instytutu Pamięci Narodowej. Syn Lecha Wałęsy mimo twardych dowodów, wciąż zaprzecza pogłoskom, że jego ojciec był tajnym kontrahentem SB – donosi portal telewizjarepublika.pl.

 

– Nie jestem w stałym kontakcie z moim ojcem, bo tak jak i on, nie lubię komunikować się na odległość – mówił syn Lecha Wałęsy. – Tata na pewno ciężko to przeżywa. Wiedzieliśmy, że nastąpi kolejny etap rozliczania mojego ojca, ale nie sądziłem, że to się wydarzy w taki sposób – powiedział Jarosław Wałęsa. – Generał Kiszczak w l.80 miał cały zespół ludzi, który podrabiał dokumenty na mojego ojca. Robił to idealny zespół, w perfekcyjny sposób. Kiedy dowiedziałem się o szafie Kiszczaka. One są oryginalne, przygotowane przez tamte władze. Ciężko dlatego jest nazywać fałszywkami. Taka instytucja jak IPN, która powinna chronić nasze dziedzictwo, potrafiła się tak skandalicznie zachować… – podkreślił.