Libańczycy, Kurdowie i Turkowie- to właśnie przedstawiciele tych mniejszości narodowych mieli wziąć udział w olbrzymiej bójce do jakiej doszło na ulicach Duisburga. Jeden z internautów chcący zachować anonimowość zarejestrował jak wyglądało to niebezpieczne zdarzenie w mieście.

 

Uczestnicy bijatyki uzbrojeni byli w pałki sprężynowe, noże oraz maczety. Około 60 mężczyzn wzięło udział w całym zajściu. Agresja została skierowana również wobec przybyłej na miejsce policji. Funkcjonariuszy obrzucono różnymi przedmiotami. Opanowanie sytuacji umożliwiło dopiero użycie przez policjantów gazu łzawiącego.

 

Zatrzymano ok. 50 agresywnych mężczyzn, jednak 30 z nich wypuszczono niedługo później. Jak stwierdził rzecznik policji, nikt z aresztowanych nie chciał wyjaśnić co stało się przyczyną rozróby.

 

Na terenie niektórych niemieckich miast normą jednak stały się już porachunki i walki pomiędzy grupami mniejszości narodowych i etnicznych. Również w Duisburgu nie był to pierwszy tego typu przypadek, co przyznają przedstawiciele lokalnej policji.

 

 

 

 

Ataki przeprowadzono w godzinach nocnych. Jak przekazały we wspólnym oświadczeniu prokuratura oraz policja po jednym z ataków, użyto koktajli mołotowa, a niektóre z nich wpadły do środka budynku przez otwarte okno.

 

W czwartkową noc miejsce miało podpalenie meczetu w Stuttgarcie. Obyło się wówczas bez ofiar. Po ataku tym, Gokay Sofuoglu- przywódca tureckiej społeczności potępił zachowanie sprawców ataku i sytuację w Stuttgarcie określił „aktem terroru” oraz „nieludzką zbrodnią”.

 

W nocy z soboty na niedzielę, zaledwie kilka godzin po tym, gdy policja poinformowała o rozpoczęciu śledztwa ws. incydentu w Stuttgarcie, został podpalony kolejny turecki meczet. Tym razem do ataku doszło w stolicy kraju- Berlinie.

 

Straż pożarna otrzymała zgłoszenie o pożarze w meczecie na terenie Berlina około godz. 2. O godz. 3:30 akcja była już zakończona, a płomienie ugaszone.

 

Co ciekawe, wśród komentarzy pojawiają się sugestie i podejrzenia, że ataków nie dokonały ugrupowania nazistowskie czy prawicowe, a przedstawiciele ludności kurdyjskiej lub wspierająca ich skrajna lewica i bojówki powiązane z takimi ugrupowaniami jak antifa. Wskazywać ma na to fakt, że zaatakowano meczety tureckie.

 

[Poniżej nagranie z jednego z takich ataków.]

 

 

Około 200 osób wzięło udział w starciach, jakie miały miejsce na lotnisku w Hanowerze. Do rozróby doszło między imigrantami. Jak wyglądały zamieszki w pewnym stopniu możemy zobaczyć na udostępnionym w sieci nagraniu.

 

Bitwa wybuchła między Kurdami a Turkami w hali odlotów lotniska. To zdarzenie jest pokłosiem operacji przeciwko siłom Kurdyjskim na terenie Syrii, którą podjęła strona Turecka kilka dni temu.

 

Kilkudziesięciu Kurdów postanowiło zaprotestować na terenie niemieckiego lotniska przeciwko działaniom Turcji. „Erdogan terrorysta” oraz „Erdogan faszysta” to niektóre z haseł, które wykrzykiwali na demonstracji, której wcześniej nie zgłosili jako oficjalnej manifestacji.

 

O zamieszki nie było ciężko, ponieważ Kurdowie na swój protest wybrali miejsce, przy którym odprawiani są ludzie przemieszczający się tureckimi liniami lotniczymi.

 

Dość szybko demonstracja zamieniła się w walki, w których udział wzięło ok. 200 osób. Policja interweniując zdecydowała się na użycie gazu łzawiącego. Wiadomo o dwóch osobach, które odniosły lekkie obrażenia. Wieczorem Kurdowie protestowali również w centrum miasta.

 

 

 

 

 

Sprawcy ataku na zawodnika pozostają na wolności. Piłkarzowi udało się przeżyć, choć jak sam twierdzi, niewiele brakowało by stracił życie na miejscu zamachu. Teraz piłkarzowi towarzyszy ogromny strach o swoje bezpieczeństwo. W związku z całą sytuacją, część lewicowych polityków domaga się od władz sprawdzenia jakie tajne organizacje oraz służby działają w kraju i mogą zagrażać bezpieczeństwu konkretnych osób o określonych poglądach.

 

Do zdarzenia doszło w Niemczech na autostradzie A4. Celem ataku był piłkarz Deniz Naki. Jest to zawodnik pochodzący z Turcji, jednakże znany jest ze swoich prokurdyjskich poglądów. Urodził się on w kurdyjsko-tureckiej rodzinie. Przez wielu ludzi w Turcji, Deniz Naki postrzegany jest jako wróg państwa, zw względu na krytyczną postawę wobec decyzji i  polityki prezydenta kraju Recepa Erdogana.

 

Do samochodu, którym przemieszczał się piłkarz oddano strzały w niedzielną noc, na fragmencie autostrady między Akwizgranem a Kolonią. Początkowo lokalna policja wolała nie podawać do opinii publicznej personaliów kierowcy. Teraz Naki sam opowiada o całym zdarzeniu oraz dużym strachu jaki mu towarzyszył.

 

– Natychmiast się schyliłem i zatrzymałem samochód na pasie postojowym. Potwornie się bałem – opowiada piłkarz w rozmowie z „Die Welt”.

 

Czarny samochód kombi, z którego oddano strzały, szybko po całym zdarzeniu odjechał z miejsca niebezpiecznego zdarzenia. Jak przekazał rzecznik policji, prokuratura w Agwizgranie przejęła śledztwo zw. na podejrzenie usiłowania zabójstwa. Sam Naki twierdzi, że liczył iż może dojść do ataku na jego życie, ale nie spodziewał się takiej sytuacji na terenie Niemiec.

 

– Jeden pocisk trafił samochód między oknami, drugi w pobliżu opony. Na szczęście nie we mnie. Byłem świadomy, że coś takiego może się wydarzyć, ale przecież nie w Niemczech – powiedział Naki.

 

Warto wspomnieć, że piłkarz został skazany w 2017 roku w Turcji, na karę 18 miesięcy pozbawienia wolności  w zawieszeniu za „sianie terrorystycznej propagandy” na rzecz zdelegalizowanej w kraju kurdyjskiej partii PKK.

 

Zdaniem zawodnika, za atak odpowiedzialne mogą być tajne służby. Stwierdził, że w ostatnim czasie nie otrzymywał żadnych konkretnych pogróżek, jednak w sieci ciągle wylewane jest na jego osobę mnóstwo hejtu.