Choć dla wielu opętania, upadłe anioły, istnienie piekła oraz egzorcyzmy to legendy czy nawet zabobony, to jednak księża egzorcyści każdego roku mają sporo pracy. Również w Polsce statystyki mogą niepokoić jeżeli chodzi o liczbę opętanych osób, które po przebadaniu przez psychiatrów musiały poddać się egzorcyzmom.

 

Na temat egzorcyzmów i ludzi zmagających się z problemem opętania czy zniewolenia przez złego ducha nie mówi się wśród dyskusji publicznych zbyt wiele. Księdza egzorcyści, a także ludzie, którzy ucierpieli z powodu opętania przestrzegają jednak, iż mamy na tej płaszczyźnie do czynienia z realnymi bytami oraz zjawiskami, których współczesna nauka nie jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć.

 

W filmie „Demony seksu” jeden z bardziej popularnych egzorcystów w Polsce ks. Piotr Glas opowiada o swoich doświadczeniach w posłudze jaką pełni oraz o tym, co może przyczynić się do działania złego ducha w życiu człowieka. W krążącym po sieci filmie, głos zabrały również osoby, które niegdyś musiały poddać się egzorcyzmom. O ile te opowieści mogą przysporzyć o ciarki, to jednak wiele osób szczególnie zszokowanych jest fragmentami nagrań pochodzących z prawdziwych egzorcyzmów.

 

 

 

Źródło: YouTube/RCS TV

Fot.: Pixabay

 

MB

„Złote klamki w mieszkaniach, mercedesy w garażach”, oto ja wielu ludzi, stereotypowo, wyobraża sobie dobra jakimi dysponują polscy księża. Jednak prawda może naprawdę zaskoczyć…

 

Swoje zarobki na portalu se.pl postanowił ujawnić ks. Piotr Śliżewski z parafii p.w. Wniebowzięcia N.M.P. w Gryficach. Znana między innymi z publikowanych filmów na Youtube. Jak sam powiedział woli prawdę od niedomówień:

 

„Wszyscy księża mają około 1500 zł – mówi dziennikarzom.

 

I dodaje: „Skąd te dochody księży mają być, skoro trzeba utrzymywać kościoły, plebanie, a ofiary nie są takie duże? Z tego powodu wolę powiedzieć o konkretach…”.

 

Jak się okazuje – 1500 zł to kwota bazowa, czyli pieniądze, które trafiają do portfela duchownego z funkcji jakie pełni poza parafią, między innymi nauczyciel, wykładowca akademicki czy też kapelan.

 

Jak mówi ks. Śliżewski „Każda z tych funkcji ma inne wynagrodzenie. Składa się na to zbyt dużo czynników, by opisać to w krótkim artykule. Średnio jednak, moim znajomi zarabiają około 1500 zł”.

 

Co warto wiedzieć to, że kwota o której mowa to pieniądze, które pozostają w kieszeni księdza „na czysto”. Wikt i opierunek jest zapewniany z tzw. „tacy”, czyli wszystkich datków przekazywanych przez wiernych. Z tych pieniędzy finansowane są także produkty potrzebne do odprawiania nabożeństw i sakramentów: świece, dewocjonalia itp. Również z tych środków opłacane są rachunki za prąd czy też ogrzewanie.

 

„Wspomniane 1500 złotych to pieniądze jakie zostają i każdy ksiądz może je wydać, na co chce – np. na samochód. – Ja przeznaczam moje finanse na prowadzone przeze mnie portale ewangelizacyjne oraz kanał na YouTube” – tłumaczy ks. Piotr.

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Papież Franciszek nie ukrywa swoich zmartwień dotyczących donosów o coraz większej ilości duchownych-homoseksualistów.

 

– Księża geje powinni być odpowiedzialni i odchodzić ze stanu duchownego – tłumaczył.

 

Jak twierdzi papież, od dłuższego czasu wśród duchownych szerzy się homoseksualizm, który stał się modą wśród kleru. Swoimi obawami podzielił się w najnowszej książce „Siła powołania”, w której udziela odpowiedzi na pytania misjonarza klaretyna, Fernando Prado.

 

Książka miała premierę w sobotę we Włoszech i wzbudziła wiele kontrowersji. Jednym z tematów jest homoseksualizm.
– To bardzo poważna sprawa, którą należy odpowiednio wcześnie rozpoznać u kandydatów – mówił papież w rozmowie z klaretynem. – To mnie niepokoi, zwłaszcza, że wcześniej nie poświęcono tej kwestii wiele uwagi – dodał.

 

Źródło: se.pl
Fot.: Wikipedia
EM

 – Wciąż nie możemy uwierzyć w to, co się stało – mówi rodzina Pani Kazimiery Zaremby z Bełchatowa. W 2012 roku 79-letnia wówczas kobieta wybrała się na parafialną pielgrzymkę do Wilna. Z podróży wróciła już tylko jej torba.

 

Wycieczka do Wilna nie była pierwszą pielgrzymką Pani Kazimiery, bowiem za sobą miała już cztery podobne wyprawy. Nic dziwnego więc, że w ostatnią podróż jechała z uśmiechem na ustach, bez najmniejszych obaw – dodatkowo, większość kompanów pielgrzymki stanowili jej dobrzy znajomi z Bełchatowa, a duchowym przewodnikiem wycieczki był ksiądz, którego uwielbiała.

 

– Ksiądz Piotr był wówczas wikarym w parafii Narodzenia NMP w Bełchatowie. Kazia znała go od kilku lat. Świata poza nim nie widziała. Nazywała go swoim synkiem, piekła mu ciasteczka. A on bardzo często odwiedzał ją w domu. To była prawdziwa przyjaźń – opowiada w rozmowie z Fakt24.pl Pan Tomasz, jeden z krewnych zaginionej (imię zmienione).

 

Na trzydniową pielgrzymkę wybrało się 55 osób. Początek podróży miał miejsce w piątek, 28 września 2012 roku. Wszystko było w porządku, aż do dnia następnego.

 

Tego dnia pielgrzymi udali się na mszę świętą do kaplicy Matki Boskiej Ostrobramskiej.
Koniec nabożeństwa nastąpił o godzinie 14:00. W pewnym momencie uczestnicy wycieczki zdali sobie sprawę, że brakuje jednej osoby – Pani Kazimiery.

 

– Tak naprawdę do dziś nie wiemy, co się stało. Jedni mówili, że Kazia poszła na chwilę do toalety. Inni, że udała się do pobliskiego stoiska z pamiątkami. W tym czasie reszta wycieczki wsiadła już do autokaru – opowiada bliski kobiety.

 

Jak relacjonuje dalej mężczyzna, duchowny zadzwonił z autokaru na komórkę seniorki.
Jak się okazało, kobieta zostawiła urządzenie w domu, a telefon odebrała jej córka w Bełchatowie. To, co usłyszała na zawsze zostało w jej pamięci – Ksiądz powiedział, że Kazia zaginęła i odłożył słuchawkę – mówi pan Tomasz – Później kobieta, która była przewodnikiem grupy w Wilnie powiedziała nam, że autokar czekał na nią tylko 15 minut. Potem odjechał – dodaje.

 

Dlaczego autokar odjechał już po 15 minutach? Dlaczego nikt nie zaczekał na kobietę zostawiając ją samą bez telefonu, bez bagażu? W obcym mieście, kraju?

 

– Dlaczego odjechali tak szybko? Bo mieli bardzo napięty plan zwiedzania, tak przynajmniej nam powiedziano. Podobno ludzie się zbuntowali i stwierdzili, że nie po to płacili za wycieczkę, żeby marnować czas na szukanie kogoś – wyjaśnia Pan Tomasz.

 

Dramatycznego charakteru sytuacji dodaje fakt, że Pani Kazimiera wróciła… godzinę później na parking, z którego odjechał pojazd z podróżnikami. Z zapisu kamer wynika, że w akcie desperacji przerażona kobieta krążyła wokół parkingu szarpiąc za klamki innych pojazdów.
Urządzenia wychwyciły seniorkę również o godzinie 22:00 na jednej ze stacji paliw.
Do godziny 8:00 w niedzielę była widoczna na kamerach – później ślad o niej zaginął.
Nikt nie pomógł zrozpaczonej kobiecie.
Zdjęcia z monitoringu – jak mówi bliski kobiety – rodzina otrzymała dopiero po upływie 2 tygodni od momentu zaginięcia.

 

– Ksiądz nawet nie przyszedł, żeby z nami porozmawiać. Zadzwonił do nas dopiero po trzech dniach, kiedy sprawa została nagłośniona w mediach. Nie usłyszeliśmy jednak żadnych wyjaśnień ani słowa przepraszam. W ogóle nikt nigdy nie przeprosił nas za to, co się stało. Ani ksiądz, ani kuria – mówi oburzony mężczyzna.

 

– Organizatorem pielgrzymki była parafia Narodzenia NMP w Bełchatowie i to parafia bierze odpowiedzialność za organizację i przebieg pielgrzymki. Parafia nie ma obowiązku informowania o pielgrzymce kurii i w tej sytuacji kuria o niczym nie wiedziała – mówi ks. Paweł Kłys, rzecznik prasowy Archidiecezji Łódzkiej.

 

Według ustaleń, ksiądz Piotr, opiekun tragicznej pielgrzymki jest dziś proboszczem w innej parafii, również w Archidiecezji Łódzkiej.

 

O zaginięciu pani Kazimiery powiadomiona została ambasada w Wilnie, policja, a także prokuratura, jednak sprawa szybko została umorzona.

 

– Prokuratura rozpytała tylko kilka osób i umorzyła sprawę. Od pani prokurator usłyszeliśmy: „Trzeba było z babcią jechać”. I tyle. Śledczy nie ustalili nawet, kto był organizatorem pielgrzymki. Wszyscy umywają ręce – wspomina Pan Tomasz.

 

Na Litwie sprawę umorzono po trzech latach, zaś bełchatowska policja zamknęła dochodzenie po pięciu latach.

 

– Czynności w związku z zaginięciem pani Kazimiery Zaremby zostały zakończone 31 października 2017 roku. Niestety, wszelkie działania mające na celu odnalezienie kobiety nie doprowadziły do ustalenia miejsca jej pobytu. Chociaż postępowanie zostało zakończone, to teczka zaginionej wciąż jest w komendzie i w razie jakichkolwiek sygnałów poszukiwania kobiety mogą zostać wznowione – poinformowała w rozmowie z Fakt24.pl asp. Ewelina Maciejewska, zastępca oficera prasowego policji w Bełchatowie.

 

Mimo że od zaginięcia Pani Kazimiery minęło już sześć lat, bliscy kobiety nadal nie tracą nadziei na jej powrót.

 

– Budzimy się każdego dnia i wciąż nie wierzymy w to, co się stało. Nadal mamy jednak nadzieję, że Kazia się znajdzie. Chcielibyśmy chociaż dowiedzieć się co się stało, bo na słowo przepraszam przestaliśmy już liczyć – mówi rozżalony, z resztkami nadziei pan Andrzej.

 

Źródło: www.fakt.pl
Fot.: Wikipedia
EM

Przed rokiem posłanka Joanna Scheuring-Wielgus podjęła kroki prawne wobec księdza Jacka Międlara. Wygrała ona w sądzie z nim proces o znieważenie. Jak poinformował sam w internecie za pośrednictwem mediów społecznościowym Międlar, rozpoczyna on teraz odbywać karę.

 

Informując o tym fakcie w swoim wpisie, Jacek Międlar nie powstrzymał się od uszczypliwości względem posłanki, z którą przegrał proces.

 

– Od dziś przez pół roku, dokładnie rok po rozprawie, odbywam karę ograniczenia wolności, bo polityczkę odchodzącą w polityczny niebyt nazwałem ‚zwolenniczką zabijania (aborcji)’, a sędzia uznała, że aborcja zabijaniem nie jest – stwierdził Międlar na twitterowym profilu.

 

Do tweeta dołączył zdjęcie dziecka, które określił jako zapewne „post-płód” w języku jego przeciwników.

 

 

Ksiądz odbywa za słowa, którymi znieważyć miał znaną polityk opozycji Joannę Scheuring-Wielgus, która dziś jest posłanką niezależną, a wcześniej należała do Nowoczesnej.

 

– Konfidentka, zwolenniczka zabijania (aborcji) i islamizacji. Kiedyś dla takich była brzytwa! Dziś prawda i modlitwa? – Wyraził się wówczas w temacie posłanki Jacek Międlar.

 

W ramach kary, musi on odbyć nieodpłatną pracę na cele społeczne.

 

Warto mieć na uwadze, że kościelni przełożeni Jacka Międlara, swego czasu nałożyli na niego zakaz wykonywania funkcji kapłańskich.

 

 

Źródło: wp.pl ; Twitter/@jacekmiedlar

Fot.: Pixabay

 

Portal niezalezna.pl ujawnia, że poseł PiS Anna Sobecka ma wątpliwości co do finansowania filmu „Kler”. Jej zdaniem jest to „paszkwilancka produkcja, absolutnie nie zasługująca na promowanie”.

Sobecka nie podaje też pod wątpliwość, że Smarzowski w swoim filmie przedstawia księży w bardzo złym świetle.

Poseł PiS pisze: „Jeszcze przed oficjalną premierą obraz wzbudza kontrowersje ze względu na sposób, w jaki przedstawiono w nim księży katolickich w Polsce. Według Smarzowskiego to grupa zakłamanych, pazernych, bezideowych alkoholików, zainteresowanych jedynie seksem”.

Wątpliwości poseł Sobeckiej budzi też kwestia związana z finansowaniem filmu „Kler”.

Sobecka komentuje: „Nie rozpatrując kwestii swobody artystycznej, zastrzeżenie budzi dofinansowanie z pieniędzy podatników, w tym wielu katolików takiego obrazu. Paszkwilancka produkcja korzysta z dofinansowania Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, gdy jednocześnie wiele wartościowych produkcji nie ma szansy na podobne wsparcie”.

Poseł miała powiedzieć w rozmowie z Wirtualną Polską, że poczeka na odpowiedź i wtedy podejmę decyzję, czy wystąpić o wycofanie produkcji z kin.

Premierowy pokaz filmu „Kler” odbył się wczoraj w Gdyni. Film do kin trafi oficjalnie 28 września.

Według najnowszych infromacji podanych na portalu niezalezna.pl, poseł Anna Sobecka na Twitterze sprostowała tę informację. Nowe fakty wskazują na to, że nie rozważa ona złożenia wniosku o wycofanie filmu „Kler” z kin. Zapytanie, które złożyła w ministerstwie, dotyczyło jedynie kwestii wsparcia tej produkcji ze środków publicznych.

Źródło: niezalezna.pl
fot. Wikipedia Commons

Podczas wywiadu udzielonego katolickiemu dziennikarzowi Thomasowi McKennie, znany kardynał Raymond Leo Burke skomentował problem, który według jego opinii nęka Kościół w obecnych czasach. 

 

Zdaniem kardynała Burke pojawiające się skandale dotyczące wykorzystywania seksualnego i molestowania nieletnich wiążą się z problemem homoseksualizmu. Zdaniem amerykańskiego hierarchy właśnie w walce z nim należy podjąć radykalne kroki.

 

– W świetle badań kryzysu z 2002 r., jest jasne, że większość nadużyć seksualnych dotyczyła homoseksualnego wykorzystywania chłopców w okresie dorastania (…) dzięki temu dzisiaj widać, że istnieje „homoseksualna kultura” – nie tylko wśród księży ale także wśród hierarchów, która musi zostać wypleniona do samych korzeni – wyjaśnił kard. Raymond Leo Burke.

 

Zaznaczył też, że nie można tej kwestii zamiatać pod dywan, ponieważ jest to śmiertelny problem, w związku z czym należy podjąć stanowcze środki w celu uporania się z nim,

 

– Nie ma potrzeby tworzenia nowego prawa (…) W Kościele od dawna mamy odpowiednie przepisy, do których należy ponownie zacząć się stosować – powiedział kardynał.

 

Stwierdził też jasno, że w kontekście ostatnich skandali, jedynym rozwiązaniem jest przeprowadzenie skrupulatnego śledztwa oraz ukaranie winnych i wynagrodzenie ofiarom. Kard. Burke uważa też, że podjęcie odpowiednich działań należy tutaj do samego papieża. Bowiem w opinii kardynała, żadna konferencja biskupów nie rozwiąże tego problemu. Powiedział w wywiadzie, że to odgórne wytyczne mogą uzdrowić sytuację w amerykańskim kościele.

 

Hierarcha zaznaczył, że rozumie obawy wierzących, a także nagłą utratę zaufania do osób reprezentujących stan kapłański. Podkreślił też, że nawet w tak trudnych momentach nie możemy tracić zaufania do naszego Pana Jezusa Chrystusa, gdyż wszyscy jesteśmy członkami Jego Mistycznego Ciała.

 

– Zderzamy się z wielkim kryzysem, dotykającym samego serca Kościoła Świętego (…) Nastąpił ogromny spadek zaufania do naszych pasterzy, które musi zostać przywrócone. Jest to podstawowe zadanie dla dzisiejszego Kościoła – skomentował skalę problemu kardynał.

 

Zwrócił również uwagę, że przy okazji objawień w Fatimie zostało zapowiedziane „wielkie odstępstwo od wiary”.

 

– Diabeł jest bardzo aktywny. Potrzebna jest modlitwa, post i podjęcie wielkich dzieł zadośćuczynienia – stwierdził kardynał Burke.

 

 

Źródło: lifesitenews.com ; pch24.pl

Fot.: Pixabay

 

Jak podaje pap.pl, trybunał w Watykanie skazał w sobotę księdza, byłego dyplomatę Stolicy Apostolskiej Carlo Alberto Capellę za posiadanie i wymianę materiałów pornografii dziecięcej. Wyrok zapadł w już w drugim dniu, kiedy oskarżony podczas procesu przyznał się do winy.

Ponadto księdzu wymierzono karę grzywny o wysokości 5 tysięcy euro.

Kara dla oskarżonego księdza okazała się i tak niższa od żądanej. Promotor sprawiedliwości, czyli watykański odpowiednik prokuratora, domagał się kary 5 lat i 9 miesięcy pozbawienia wolności oraz grzywny o wysokości 10 tysięcy euro.

Wyrok, odczytywany przez przewodniczącego składu sędziowskiego Giuseppe Dalla Torrego, podkreślał, że ksiądz jest winny „rozpowszechniania, przekazywania, oferowania i przetrzymywania materiałów pornografii dziecięcej”.

Przed ogłoszeniem wyroku ksiądz Alberto Capella powiedział „Mam nadzieję, że ta sytuacja zostanie uznana za wypadek na mojej drodze kapłańskiej, którą jeszcze bardziej kocham”.

Już w pierwszym dniu procesu ksiądz Capella przyznał się do ” „kompulsywnych czynów niewłaściwych poszukiwań w Internecie”.

Oskarżony usprawiedliwiał się wewnętrznym kryzysem związanym z przeniesieniem do Watykanu.

Śledztwo w sprawie księdza zostało wszczęte już we wrześniu ubiegłego roku, kiedy to watykański wymiar sprawiedliwości otrzymał sygnał od władz Stanów Zjednoczonych o o możliwości popełnienia przestępstwa przez pewnego urzędnika nuncjatury apostolskiej w Waszyngtonie.

W kwietniu 2018 Capella roku został aresztowany przez watykańskie władze.

Według PAPu „Ks. Capella został wezwany do Watykanu, gdzie w czasie prowadzonego śledztwa przebywał także w Kolegium Penitencjarzy, czyli domu franciszkanów-spowiedników z bazyliki świętego Piotra.”

Jak podaje portal wprost.pl, ksiądz z Gorzowa Wielkopolskiego, który miał wypiekać na plebanii ciasteczka z marihuaną, został odsunięty od swoich obowiązków. Według portalu gorzowianin.com, duchownego nie zatrzymano. Sprawę bada obecnie prokuratura.

 

Jak podaje wprost.pl, minęło już kilka miesięcy, odkąd funkcjonariusze z Gorzowa Wielkopolskiego wpadli na szlak młodego wikariusza. Policjanci poinformowali, że ksiądz hoduje marihuanę. Serwis gorzowianin.com donosi, że jeszcze przed świętami Wielkanocnymi podejrzany został zatrzymany. Uwagę gorzowskich funkcjonariuszy przykuły leżące na stole plebanii ciasteczka, które, jak się później okazało, zawierały marihuanę. Co więcej, młody duchowny miał również zainwestować w sprzęt potrzebny do uprawiania marihuany.

 

Jak potwierdził rzecznik prasowy prokuratury w Gorzowie Roman Witkowski, chodzi o wikariusza z jednej z gorzowskich parafii. Nie powiedział jednak o tym nic więcej. Nieoficjalne ustala się, że sprawa dotyczy młodego księdza, który od 2015 roku jest kapłanem w parafii pod wezwaniem św. Wojciecha (przy ulicy Gwiaździstej).

 

Portal gorzowianin.com donosi, że młodego wikariusza zwolniono do domu po przesłuchaniu. Zastosowano jednak wobec niego środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego.

 

Jak poinformował rzecznik prasowy Kurii Diecezjalnej w Zielonej Górze, ks. Andrzej Sapieha, biskup diecezjalny nakazał księdzu, aby ten do czasu wyjaśnienia sprawy odszedł ze służby.