Podczas jednej z mszy w katedrze św. Jana w stolicy Malty (Valletcie) doszło do nietypowego zdarzenia. W czasie sprawowania sakramentu Eucharystii, arcybiskup Malty Charles Scicluna po wypiciu zawartości kielicha zorientował się, że w naczyniu zamiast wina mszalnego znajduje się whisky.

 

Do sieci trafiło nagranie, które pokazuje jak arcybiskup podnosi kielich, moczy w nim usta, a następnie ze skrzywioną miną zwraca się do księży, podając kielich innemu kapłanowi. Ten zaś wypija dwa łyki.

 

Po zdarzeniu hierarcha kazał wyjaśnić całą sytuację. Jak się okazało, winny całemu zdarzeniu był zakrystian, który przed mszą pomylił butelki wina i whisky.

 

 

Źródło: nczas.com
Fot.: Zrzut ekranu z YouTube – il malti
EM

Choć dla wielu opętania, upadłe anioły, istnienie piekła oraz egzorcyzmy to legendy czy nawet zabobony, to jednak księża egzorcyści każdego roku mają sporo pracy. Również w Polsce statystyki mogą niepokoić jeżeli chodzi o liczbę opętanych osób, które po przebadaniu przez psychiatrów musiały poddać się egzorcyzmom.

 

Na temat egzorcyzmów i ludzi zmagających się z problemem opętania czy zniewolenia przez złego ducha nie mówi się wśród dyskusji publicznych zbyt wiele. Księdza egzorcyści, a także ludzie, którzy ucierpieli z powodu opętania przestrzegają jednak, iż mamy na tej płaszczyźnie do czynienia z realnymi bytami oraz zjawiskami, których współczesna nauka nie jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć.

 

W filmie „Demony seksu” jeden z bardziej popularnych egzorcystów w Polsce ks. Piotr Glas opowiada o swoich doświadczeniach w posłudze jaką pełni oraz o tym, co może przyczynić się do działania złego ducha w życiu człowieka. W krążącym po sieci filmie, głos zabrały również osoby, które niegdyś musiały poddać się egzorcyzmom. O ile te opowieści mogą przysporzyć o ciarki, to jednak wiele osób szczególnie zszokowanych jest fragmentami nagrań pochodzących z prawdziwych egzorcyzmów.

 

 

 

Źródło: YouTube/RCS TV

Fot.: Pixabay

 

MB

Parafia w Bogatyni w woj. dolnośląskim od wielu lat zmaga się ze sporym kredytem. Ksiądz Aleksander Leszczyński postanowił w końcu położyć temu kres. W jaki sposób? Jak się okazuje, proboszcz parafii zdecydował się dać plebanii nowe życie i przerobić ją na hotel pracowniczy.

 

Problemy finansowe w parafii zaczęły się od momentu wybudowania przy kościele domu parafialnego wraz ze świetlicą. Budowa miała miejsce około 8 lat temu. Jak mówi kapłan, zadłużono się na kwotę 300 tys. zł, a teraz zaległości sięgają 80 tys. zł. Niestety, pojawia się coraz większy problem ze spłacaniem rat. Dlaczego? Jak mówi ks. Aleksander, parafię odwiedza coraz mniej wiernych, co wiąże się z mniejszą ilością datków. – Nie mam do nikogo pretensji, ale coś trzeba było wymyślić – mówi Faktowi proboszcz.

 

W związku z narastającym problemem, wraz z radą parafialną duchowny wpadł na pomysł wynajęcia pokoi na jednym z pięter plebanii. Biskup nie miał nic przeciwko tej propozycji, a na chętnych nie trzeba było długo czekać.

 

Nocleg na plebanii nie należy do najdroższych – cena za jedną osobę to 30 zł. za dobę. Nieopodal niej powstaje nowy blok w elektrowni Turów, a budujący go robotnicy potrzebują noclegu – opłat dokonuje oczywiście firma. Trzy pokoje z łazienkami najpierw zamieszkiwali polscy pracownicy, a od listopada wprowadziło się dziesięciu Ukraińców.

 

– Wynajęte mamy do połowy maja, więc na razie brak wolnych miejsc – mówi uradowany ksiądz. Parafianom również spodobał się ten pomysł.

 

Źródło: fakt.pl
Fot.: pixabay.com
EM

 

 

 

 

W Montrealu ksiądz odprawiający mszę został zaatakowany przez nożownika. Do ataku doszło w kościele pod wezwaniem świętego Józefa, największej świątyni w Kanadzie. Msza była transmitowana w katolickiej telewizji.

 

Rannego księdza przewieziono do szpitala. Na szczęście jego stan jest stabilny.

 

77-letni kapłan Claude Grou został pchnięty nożem przez 26-letniego meżczyznę. Napastnika zatrzymała ochrona, po czym oddała go w ręce policji. Mężczyzna jest znany policji. Władze nie ujawniły motywów ataku.

 

Premier Kanady Justin Trudeau skomentował wydarzenie na Twitterze: „Co za okropny atak”, życząc jednocześnie rannemu szybkiego powrotu do zdrowia.

 

Ksiądz Grou jest rektorem oratorium św. Józefa.

 

 

 

 

Źródło: tvp.info, Twitter.com, youtube.com
fot. youtube.com
LS

Jak donosi portalowi wPolityce.pl ks. infułat Stanisław Jeż, prof. Grabowski stwierdził, że Polacy nie zrobili nic, co by mogło pomóc w uratowaniu Żydów w czasie Holokaustu. Według niego byliśmy obojętni w stosunku do tego, co się działo się w Polsce.

 

Były rektor Polskiej Misji Katolickiej we Francji, wieloletni duszpasterz francuskiej Polonii był świadkiem konferencji „Nowa polska szkoła historii i Holocaustu” w Paryżu.

 

– Z góry było przewidziane, kto będzie zabierał głos. Jedna pani powiedziała, że w ogóle nie mówi się o Niemcach w kontekście Zagłady Żydów. Szybko jej przerwano – mówi ks.Jeż. – Nie było możliwości, żeby sprostować kalumnie rozsiewane na konferencji. Wytrzymałem cały dzień w czwartek, żeby słuchać tych rzeczy. To kosztowało mnie bardzo dużo emocji i zdrowia. Tam padały kłamstwa za kłamstwami i były kłamstwami poganiane – relacjonuje dalej.

 

Jak mówi kapłan, na zgromadzeniu usłyszał porównanie, że Polacy są jak Tutsi. Ponoć zachowywaliśmy się w stosunku do Żydów jak Tutsi mordujący Hutu w Rwandzie. Jeden z socjologów, pan prof. Szurek sprowadził na zebranie Rwandyjczyka, który próbował porównywać sytuację w Rwandzie do tej w okupowanej Polsce. Ksiądz Jeż, z racji iż jako misjonarz przez osiem lat pracował w Kongo, usiłował zabrać w tej sprawie głos. Pragnął powiedzieć, że sytuacje te są nieporównywalne, jednak nie dano mu dojść do słowa. Jak mówi, „w Rwandzie jest powiedzenie, że kiedy dwa słonie się biją, mrówki są miażdżone”. Wyjaśnia także, że w czasie wojny domowej w Kongo kraje zachodnie walczyły o ropę naftową. W Rwandzie kraje zachodnie biły się o wpływy. Amerykanie i Francuzi wykorzystali niechęć plemienną i uzbroili różne szczepy, żeby je przeciwstawić przeciwko sobie. W ten sposób zniszczyli kraj.

 

– Gross nie mówił w ogóle o swojej książce „Sąsiedzi”. Dał wykład polityczny. Mówił, że za czasów komunistycznych nie można było prowadzić badań naukowych nad Zagładą i Żydzi zostali wypędzeni z Polski w 1968 r. Zakończył wielkim przemówieniem na temat braku demokracji w Polsce. Krytykował zmiany w sądownictwie. Mówił o dyktaturze, która panuje w Polsce – zaznacza kapłan.

 

– Człowiekiem, który wypowiadał się w najbardziej fanatyczny i perwersyjny sposób był pan Jacek Leociak, współtwórcą Nowej Szkoły Poszukiwań nad Holocaustem w Paryżu i pracownik naukowy Polskiej Akademii Nauk. Najbardziej mnie zaskoczyło, że występujący na konferencji pracownicy naukowi PAN opowiadali takie nieprawdziwe historie – dodaje.

 

Ks. Jeż relacjonuje, że opowieści na konferencji sprowadzały się do tego, że Polacy byli głównymi wrogami Żydów. Twierdzono, że bardzo mało im pomagaliśmy, że w okupowanej Polsce ocalało jedynie 2% populacji Żydów, a Polacy wymordowali ich aż 200 tysięcy.

 

– Ogromny nacisk położono na działalność policji granatowej w czasie okupacji niemieckiej. Podkreślano, że to byli Polacy i w imieniu Polaków działali – wskazuje duchowny. – O udziale Niemców w Zagładzie Żydów mówiono jedynie na marginesie – dodaje.

 

– Byłem zdruzgotany słuchając konferencji przez cały dzień. Tak dużo mówili o nietolerancji, a sami pokazali jak bardzo są nietolerancyjni. Z chwilą gdy ktoś chce dać argumenty rzeczowe odbiera mu się głos, albo w ogóle nie dopuszcza się do wypowiedzi. (…) Atmosferę konferencji i postawę prowadzących niech odda jeszcze taki obrazek. Podeszła do mnie paryska Żydówka, pani prof. Wiewiórka. Powiedziała, że z wielką niecierpliwością oczekuje wyświetlenia we Francji filmu „Kler”. – podsumowuje ksiądz Jeż.

 

Źródło: wpolityce.pl
Fot.: pixabay.com
EM

Jak informuje Onet, na toruńskich Koniuchach nieopodal kościoła pojawił się znak przedstawiający księdza z erekcją, który biegnie za dwójką dzieci.

 

Jak podaje portal, drogowcy zdemontowali już znak, a policja rozważa wszczęcie śledztwa w tej sprawie. Fotografie prezentujące znak pojawiły się na facebookowym profilu Toruńskiego Strajku Kobiet. Zostały one wykonane przed parafią pw. Miłosierdzia Bożego i św. Siostry Faustyny Kowalskiej w Toruniu.

 

„Wieczorny powrót z Koniuch, a przy kościele, w którym dochodziło do molestowania takie znaki!!!!!” – napisano.

 

Jak się okazało, parafia ta widnieje na specjalnej „mapie kościelnej pedofilii w Polsce” (więcej pisaliśmy tutaj). Jak informuje jedna z kobiet, przy lokalizacji znajduje się informacja: „Wikary Parafii pw. Miłosierdzia Bożego i Świętej Faustyny, katecheta oskarżony o molestowanie gimnazjalistek”. Niżej widnieje zaś link do artykułu „Gazety Pomorskiej” z 2010 r. o tytule: „Gimnazjalistki z Torunia: wikary z naszej parafii romansuje z nastolatkami i nadużywa alkoholu”.

 

Jak dowiedział się nieoficjalnie Onet, inicjatywa jest częścią ogólnopolskiej akcji, w wyniku której podobne znaki pojawiły się także w paru innych miastach. Sprawcy są nieznani.

 

Źródło: rp.pl
Fot.: Facebook – Toruński Strajk Kobiet
EM

„Złote klamki w mieszkaniach, mercedesy w garażach”, oto ja wielu ludzi, stereotypowo, wyobraża sobie dobra jakimi dysponują polscy księża. Jednak prawda może naprawdę zaskoczyć…

 

Swoje zarobki na portalu se.pl postanowił ujawnić ks. Piotr Śliżewski z parafii p.w. Wniebowzięcia N.M.P. w Gryficach. Znana między innymi z publikowanych filmów na Youtube. Jak sam powiedział woli prawdę od niedomówień:

 

„Wszyscy księża mają około 1500 zł – mówi dziennikarzom.

 

I dodaje: „Skąd te dochody księży mają być, skoro trzeba utrzymywać kościoły, plebanie, a ofiary nie są takie duże? Z tego powodu wolę powiedzieć o konkretach…”.

 

Jak się okazuje – 1500 zł to kwota bazowa, czyli pieniądze, które trafiają do portfela duchownego z funkcji jakie pełni poza parafią, między innymi nauczyciel, wykładowca akademicki czy też kapelan.

 

Jak mówi ks. Śliżewski „Każda z tych funkcji ma inne wynagrodzenie. Składa się na to zbyt dużo czynników, by opisać to w krótkim artykule. Średnio jednak, moim znajomi zarabiają około 1500 zł”.

 

Co warto wiedzieć to, że kwota o której mowa to pieniądze, które pozostają w kieszeni księdza „na czysto”. Wikt i opierunek jest zapewniany z tzw. „tacy”, czyli wszystkich datków przekazywanych przez wiernych. Z tych pieniędzy finansowane są także produkty potrzebne do odprawiania nabożeństw i sakramentów: świece, dewocjonalia itp. Również z tych środków opłacane są rachunki za prąd czy też ogrzewanie.

 

„Wspomniane 1500 złotych to pieniądze jakie zostają i każdy ksiądz może je wydać, na co chce – np. na samochód. – Ja przeznaczam moje finanse na prowadzone przeze mnie portale ewangelizacyjne oraz kanał na YouTube” – tłumaczy ks. Piotr.

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Papież Franciszek nie ukrywa swoich zmartwień dotyczących donosów o coraz większej ilości duchownych-homoseksualistów.

 

– Księża geje powinni być odpowiedzialni i odchodzić ze stanu duchownego – tłumaczył.

 

Jak twierdzi papież, od dłuższego czasu wśród duchownych szerzy się homoseksualizm, który stał się modą wśród kleru. Swoimi obawami podzielił się w najnowszej książce „Siła powołania”, w której udziela odpowiedzi na pytania misjonarza klaretyna, Fernando Prado.

 

Książka miała premierę w sobotę we Włoszech i wzbudziła wiele kontrowersji. Jednym z tematów jest homoseksualizm.
– To bardzo poważna sprawa, którą należy odpowiednio wcześnie rozpoznać u kandydatów – mówił papież w rozmowie z klaretynem. – To mnie niepokoi, zwłaszcza, że wcześniej nie poświęcono tej kwestii wiele uwagi – dodał.

 

Źródło: se.pl
Fot.: Wikipedia
EM

 – Wciąż nie możemy uwierzyć w to, co się stało – mówi rodzina Pani Kazimiery Zaremby z Bełchatowa. W 2012 roku 79-letnia wówczas kobieta wybrała się na parafialną pielgrzymkę do Wilna. Z podróży wróciła już tylko jej torba.

 

Wycieczka do Wilna nie była pierwszą pielgrzymką Pani Kazimiery, bowiem za sobą miała już cztery podobne wyprawy. Nic dziwnego więc, że w ostatnią podróż jechała z uśmiechem na ustach, bez najmniejszych obaw – dodatkowo, większość kompanów pielgrzymki stanowili jej dobrzy znajomi z Bełchatowa, a duchowym przewodnikiem wycieczki był ksiądz, którego uwielbiała.

 

– Ksiądz Piotr był wówczas wikarym w parafii Narodzenia NMP w Bełchatowie. Kazia znała go od kilku lat. Świata poza nim nie widziała. Nazywała go swoim synkiem, piekła mu ciasteczka. A on bardzo często odwiedzał ją w domu. To była prawdziwa przyjaźń – opowiada w rozmowie z Fakt24.pl Pan Tomasz, jeden z krewnych zaginionej (imię zmienione).

 

Na trzydniową pielgrzymkę wybrało się 55 osób. Początek podróży miał miejsce w piątek, 28 września 2012 roku. Wszystko było w porządku, aż do dnia następnego.

 

Tego dnia pielgrzymi udali się na mszę świętą do kaplicy Matki Boskiej Ostrobramskiej.
Koniec nabożeństwa nastąpił o godzinie 14:00. W pewnym momencie uczestnicy wycieczki zdali sobie sprawę, że brakuje jednej osoby – Pani Kazimiery.

 

– Tak naprawdę do dziś nie wiemy, co się stało. Jedni mówili, że Kazia poszła na chwilę do toalety. Inni, że udała się do pobliskiego stoiska z pamiątkami. W tym czasie reszta wycieczki wsiadła już do autokaru – opowiada bliski kobiety.

 

Jak relacjonuje dalej mężczyzna, duchowny zadzwonił z autokaru na komórkę seniorki.
Jak się okazało, kobieta zostawiła urządzenie w domu, a telefon odebrała jej córka w Bełchatowie. To, co usłyszała na zawsze zostało w jej pamięci – Ksiądz powiedział, że Kazia zaginęła i odłożył słuchawkę – mówi pan Tomasz – Później kobieta, która była przewodnikiem grupy w Wilnie powiedziała nam, że autokar czekał na nią tylko 15 minut. Potem odjechał – dodaje.

 

Dlaczego autokar odjechał już po 15 minutach? Dlaczego nikt nie zaczekał na kobietę zostawiając ją samą bez telefonu, bez bagażu? W obcym mieście, kraju?

 

– Dlaczego odjechali tak szybko? Bo mieli bardzo napięty plan zwiedzania, tak przynajmniej nam powiedziano. Podobno ludzie się zbuntowali i stwierdzili, że nie po to płacili za wycieczkę, żeby marnować czas na szukanie kogoś – wyjaśnia Pan Tomasz.

 

Dramatycznego charakteru sytuacji dodaje fakt, że Pani Kazimiera wróciła… godzinę później na parking, z którego odjechał pojazd z podróżnikami. Z zapisu kamer wynika, że w akcie desperacji przerażona kobieta krążyła wokół parkingu szarpiąc za klamki innych pojazdów.
Urządzenia wychwyciły seniorkę również o godzinie 22:00 na jednej ze stacji paliw.
Do godziny 8:00 w niedzielę była widoczna na kamerach – później ślad o niej zaginął.
Nikt nie pomógł zrozpaczonej kobiecie.
Zdjęcia z monitoringu – jak mówi bliski kobiety – rodzina otrzymała dopiero po upływie 2 tygodni od momentu zaginięcia.

 

– Ksiądz nawet nie przyszedł, żeby z nami porozmawiać. Zadzwonił do nas dopiero po trzech dniach, kiedy sprawa została nagłośniona w mediach. Nie usłyszeliśmy jednak żadnych wyjaśnień ani słowa przepraszam. W ogóle nikt nigdy nie przeprosił nas za to, co się stało. Ani ksiądz, ani kuria – mówi oburzony mężczyzna.

 

– Organizatorem pielgrzymki była parafia Narodzenia NMP w Bełchatowie i to parafia bierze odpowiedzialność za organizację i przebieg pielgrzymki. Parafia nie ma obowiązku informowania o pielgrzymce kurii i w tej sytuacji kuria o niczym nie wiedziała – mówi ks. Paweł Kłys, rzecznik prasowy Archidiecezji Łódzkiej.

 

Według ustaleń, ksiądz Piotr, opiekun tragicznej pielgrzymki jest dziś proboszczem w innej parafii, również w Archidiecezji Łódzkiej.

 

O zaginięciu pani Kazimiery powiadomiona została ambasada w Wilnie, policja, a także prokuratura, jednak sprawa szybko została umorzona.

 

– Prokuratura rozpytała tylko kilka osób i umorzyła sprawę. Od pani prokurator usłyszeliśmy: „Trzeba było z babcią jechać”. I tyle. Śledczy nie ustalili nawet, kto był organizatorem pielgrzymki. Wszyscy umywają ręce – wspomina Pan Tomasz.

 

Na Litwie sprawę umorzono po trzech latach, zaś bełchatowska policja zamknęła dochodzenie po pięciu latach.

 

– Czynności w związku z zaginięciem pani Kazimiery Zaremby zostały zakończone 31 października 2017 roku. Niestety, wszelkie działania mające na celu odnalezienie kobiety nie doprowadziły do ustalenia miejsca jej pobytu. Chociaż postępowanie zostało zakończone, to teczka zaginionej wciąż jest w komendzie i w razie jakichkolwiek sygnałów poszukiwania kobiety mogą zostać wznowione – poinformowała w rozmowie z Fakt24.pl asp. Ewelina Maciejewska, zastępca oficera prasowego policji w Bełchatowie.

 

Mimo że od zaginięcia Pani Kazimiery minęło już sześć lat, bliscy kobiety nadal nie tracą nadziei na jej powrót.

 

– Budzimy się każdego dnia i wciąż nie wierzymy w to, co się stało. Nadal mamy jednak nadzieję, że Kazia się znajdzie. Chcielibyśmy chociaż dowiedzieć się co się stało, bo na słowo przepraszam przestaliśmy już liczyć – mówi rozżalony, z resztkami nadziei pan Andrzej.

 

Źródło: www.fakt.pl
Fot.: Wikipedia
EM