Do napaści na kobiety doszło w rejonie Namysłowa, położonego w województwie opolskim. Napastnika udało się zidentyfikować i zatrzymać. Okazał się nim być pracujący w naszym kraju obywatel Egiptu.

 

Jak relacjonuje jedna z kobiet, która padła ofiarą zboczeńca, choć nie zna zbytnio Namysłowa, to jednak kilka razy była w lokalu gastronomicznym, w którym jak się okazało pracował jej oprawca.

 

Kobieta opowiedziała, że do ataku na jej osobę doszło w czasie, kiedy czekała na swojego znajomego, który miał ją odebrać. Napastnik podszedł wówczas do niej, złapał za rękę i zaczął nią szarpać.

 

– Wyrwałam się, uderzyłam go w brzuch. Zamachnął się ręką, podrapał mi twarz. Uciekłam w drugą stronę – relacjonuje ofiara pochodzącego z Egiptu mężczyzny. O sprawie dowiedziała się policja.

 

– Funkcjonariusze wydziału kryminalnego ustalili, że doszło do innej czynności seksualnej – powiedział nadkomisarz Andrzej Ostrycharczyk, Komendant Powiatowy Policji w Namysłowie, w rozmowie z dziennikarzem TVP Opole.

 

Na policję postanowiła się zgłosić także inna kobieta, która również padła ofiarą Egipcjanina. Funkcjonariuszom udało się zatrzymać sprawcę napaści. Postawiono mu zarzut próby zgwałcenia dwóch kobiet. Mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów.

 

– Był zatrzymany przez 48 godzin, został zwolniony. Wyraził chęć dobrowolnego poddania się karze – wyjaśniła prok. Anita Dąbrowa-Derda z prokuratury okręgowej w Kluczborku. Stwierdziła też, że nie zaistniały w tym przypadku podstawy do zastosowania środków zapobiegawczych.

 

Obywatel Egiptu posiadać ma kartę stałego pobytu.

 

 

Źródło: dorzeczy.pl

W niektórych z europejskich krajów, nadal panuje strach przed dżihadystami, a także przedstawicielami środowisk imigranckich, które nie asymilują się z lokalną społecznością. 

 

Wśród osób szczególnie narażonych na napaści ze strony nie integrujących się przybyszów z Afryki czy Bliskiego Wschodu, są kobiety przebywające w zachodnich państwach Europy. Brutalnie potraktowana w miejscu publicznym została również w ostatnim czasie jedna z Francuzek, której sprawa bulwersuje wielu ludzi.

 

Skandaliczna sytuacja miała miejsce w jednym z pociągów kursujących z terytorium Francji do Berna w Szwajcarii. 33-letnia kobieta została zaatakowana przez mężczyzn pochodzących z Afganistanu. Pretekstem do ataku stał się dla tych „uchodźców” fakt, iż kobieta ich zdaniem miała na sobie bluzkę ze zbyt dużym dekoltem. Francuzka została obrażona najpierw słownie. Napastnicy obrzucili ją obraźliwymi określeniami i obelgami.

 

Niestety następnie imigranci dopuścili się agresji i pobili 33-latkę. Według relacji świadków, Afgańczycy bijąc kobietę mieli krzyczeć, że obraża ona Allaha. Na tym się jednak cały dramat nie skończył, ponieważ napastnicy próbowali wyrzucić kobietę z pociągu. Miało to miejsce na dworcu w Dijon.

 

Ofiarę uratowali funkcjonariusze policji zaalarmowani przez personel pracujący na kolei. Policja zatrzymała dwóch muzułmanów. Jak się okazało byli to uchodźcy z Afganistanu ubiegający się o azyl we Francji. Mają oni 19 i 23 lata.

 

W najbliższych dniach ma dojść do natychmiastowego sądzenia napastników.

 

 

Do niecodziennej sytuacji doszło na warszawskim Mokotowie, gdzie przyłapano kobietę biegającą nago wokół bloku i rozrzucającą różne przedmioty. O sprawie zawiadomiono straż miejską. Jak się później okazało, 51-latka była poszukiwana jako zaginiona w jednym z naszych krajów sąsiedzkich.

 

Zgodnie z komunikatem z portalu polsatnews.pl, strażnicy miejscy z II Oddziału Terenowego patrolowali w środę warszawską dzielnicę Mokotów. Podczas ich służby, około godziny 17.30 otrzymali zgłoszenie, że przed jedną z posesji przy ulicy Puławskiej biega naga kobieta. Rzucała ona kamieniami w okna i krzyczała coś, czego nikt nie zrozumiał.

 

Kiedy strażnicy dotarli na miejsce zdarzenia, spostrzegli 51-letnią kobietę, która rzucała różne przedmioty (między innymi koc, okulary czy portfel). Jak ustalono, dokonała ona również zniszczenia okularów innej osoby, których wartość wyceniono na więcej niż tysiąc złotych – informuje serwis polsatnews.pl.

 

Strażnicy miejscy o sprawie zawiadomili policję, która ustaliła niedługo później, że kobieta jest poszukiwana jako zaginiona w jednym z sąsiadujących z Polską krajów. Dalsze działania są obecnie prowadzone przez policjantów – poinformował portal polsatnews.pl.

25-letnia Karolina W. wystawiła swoje dziecko na portalu ogłoszeniowym. Jak wyjaśniała, zmusiła ją do tego bieda. Kobieta ma już dwójkę dzieci. Postanowiła sprzedać noworodka, w związku z czym dała ogłoszenie w Internecie. Odpowiedziało na nie polskie małżeństwo mieszkające w Holandii.

 

Kobieta nie wiedziała jednak o tym, że za handel ludźmi jej, a także trzem innym osobom grozi do trzech lat pozbawienia wolności. Jak poinformowała Prokuratura Rejonowa w Kwidzynie (pomorskie), 25-latka, będąc jeszcze w ciąży, zamierzała sprzedać swoje nienarodzone dziecko za 30 tysięcy złotych – donosi portal newsbook.pl.

 

Według Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, sprawa wyszła na jaw dzięki policjantom z KWP w Gdańsku z wydziału zwalczającego cyberprzestępczość. Funkcjonariusze na jednej ze stron internetowych natrafili na ogłoszenie, które wskazywało na to, że kobieta zamierza sprzedać swojego nienarodzonego jeszcze potomka.

 

– W ogłoszeniu podała, że sama nie może go zatrzymać, a nie chce porzucić. Poprosiła o kontakt oraz oferty. Ustalono, że na ogłoszenie to odpowiedziała para na stałe zamieszkująca poza granicami Polski. Doszło do spotkania, w którym uczestniczył również konkubent matki dziecka. Umówiono się na kwotę 30 tysięcy złotych. Miesiąc przed porodem matka dziecka i jej konkubent udali się do miejscowości na południu Polski. Tam zamieszkali w wynajętym mieszkaniu

– brzmi komunikat prokuratury w Gdańsku.

 

Dziecko urodziło się 5 marca bieżącego roku. Po trzech dniach zostało zarejestrowane w USC.

 

– Jako ojciec został wskazany mężczyzna, który odpowiedział na ogłoszenie. Rodzice biologiczni otrzymali połowę z umówionej kwoty. Druga część miała zostać przekazana po zrzeczeniu się przez matkę praw rodzicielskich. Podjęte w tej sprawie czynności zapobiegły wywiezieniu dziecka z kraju. Zostało ono odebrane i zapewniono mu opiekę. Przebywa u rodziny sprawującej nad nim pieczę zastępczą

– poinformowała prokuratura.

 

Wszystkim czterem osobom zostało zarzucone przestępstwo handlu ludźmi, za które grożą 3 lata więzienia. Ponadto, matce dziecka oraz mężczyźnie, który zarejestrował się jako ojciec dziecka, zarzucono wyłudzenie poświadczenia nieprawdy, za co grozi do 5 lat pozbawienia wolności.

 

Biologiczni rodzice przyznali się do winy i złożyli wyjaśnienia. Drugi z mężczyzn potwierdził, że wykonał zarzucone mu czyny, jednak zaprzeczył, aby zapłacił. Jego partnerka nie przyznała się do winy.

 

Wszyscy podejrzani mają obecnie dozór policyjny, zakaz opuszczania kraju i wzajemnego kontaktu między sobą. Dodatkowo, oskarżeni, którzy odpowiedzieli na ogłoszenie, muszą zapłacić grzywnę w wysokości 10 tysięcy złotych od każdego z nich.

Zdarza się w życiu, że coś, czego mocno pragniemy, nie zawsze nam wychodzi. Często trzeba być bardzo zdesperowanym, aby osiągnąć wyznaczony przez siebie cel. Przykładem tego jest pewna kobieta, która postanowiła za wszelką cenę się nie poddawać i metodą wielu prób i błędów, zdała prawo jazdy za 33 razem. Niestety, prawdopodobnie poprzez świętowanie tego sukcesu, straciła ten dokument już po dwóch tygodniach, gdyż nietrzeźwa kierowała pojazdem.

 

Pochodząca z województwa kujawsko-pomorskiego kobieta wykazała się niesamowitym hartem ducha. Za 33 razem udało jej się zdać wymarzone prawo jazdy. Istnieje teoria, że mogła ona świętować upragnione uprawnienia, ale mogła również celebrować inną okazję alkoholem.

 

Według portalu nczas.com, kobieta została zatrzymana w miejscowości Ojrzanowo przez patrol policji ze Żnina w celu kontroli drogowej, podczas której okazało się, że ma 1,5 promila alkoholu we krwi.

 

Kobieta prowadziła osobowego Forda. Jechała za szybko – przekroczyła prędkość o 23km/h.

 

Prawdopodobnie wszystko zakończyłoby się jedynie niedużym mandatem, jednak funkcjonariusze dostrzegli, że kobieta jest pijana. Badanie trzeźwości wykazało 1,5 promila alkoholu we krwi. Grozi jej zakaz kierowania pojazdami, kara grzywny, a także – w najgorszym przypadku – do dwóch lat więzienia.

 

Jak zapowiedział francuski minister spraw wewnętrznych Gerard Collomb, Francja będzie karać za seksistowskie komentarze i zaczepianie kobiet na ulicy. Grzywna wynosić będzie 90 euro.

 

Polityk zapowiedział w poniedziałek, że nowe przepisy wejdą w życie w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Nie wiadomo jednak, jak będą one egzekwowane – donosi serwis newsbook.pl.

 

Takie działania nastąpiły w wyniku niedawnego raportu grupy francuskich organów ustawodawczych. Zaproponowano w nim karę grzywny za komentarze, zachowanie lub presję seksistowską lub o seksualnym charakterze, które poniżają, upokarzają, zastraszają, są wrogie lub obraźliwe.

 

Rząd Macrona przygotowuje obecnie nowe prawo, które prawdopodobnie przedstawione zostanie w najbliższych tygodniach. Dotyczy ono molestowania i zaczepiania.

 

60-letnia mieszkanka Zielonej Góry przyjechała samochodem na komisariat w celu poproszenia o poradę. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że kobieta była pijana. Grożą jej 2 lata pozbawienia wolności, kara grzywny, a także zakaz prowadzenia pojazdów.

 

Kobieta zgłosiła się na komendę policji 26 lutego około godziny 14.20. Chciała zasięgnąć porady dzielnicowego w pewnej sprawie – donosi serwis wprost.pl.

 

Policjant wyczuł od 60-latki woń alkoholu. Ponieważ zauważył wcześniej, że kobieta przyjechała na komisariat samochodem, postanowił sprawdzić jej poziom alkoholu we krwi. Jak wynikało z badania, był to ponad 1 promil.

 

Jak informuje portal wprost.pl, kobieta przyznała się do kierowania pojazdem pod wpływem alkoholu. Działania dzielnicowego polegały na zatrzymaniu prawa jazdy 60-latki. Za popełnione przestępstwo odpowie ona przed sądem.

 

Do kuriozalnej sytuacji doszło przy ul. Wilczej w Warszawie. 34-letni Cezary I. zmęczony kłótnią ze swoją partnerką postanowił zadzwonić po policję, aby… zostać zatrzymanym.

 

Mężczyzna poinformował stołecznych policjantów, że jest poszukiwany i nie opuści bloku, póki nie zostanie zatrzymany. Wyjaśnił, że potrzebuje odpocząć, ponieważ czuje się zmęczony kłótnią z partnerką i ma dosyć ukrywania się przed policją.

 

Jak się okazało, 34-latek rzeczywiście został skazany na karę roku i pięciu miesięcy pozbawienia wolności za kradzież samochodu. Taki wyrok orzekł Sąd Rejonowy na Woli. Skazany miał zgłosić się w grudniu 2017 roku w zakładzie karnym, aby odsiedzieć swój wyrok. Nie zrobił jednak tego i ukrywał się. Tak było do lutego i kłótni z kobietą.

 

Cezary I. został przewieziony do policyjnego aresztu, a następnie do więzienia. Za kratkami spędzi niemal półtora roku.

 

 

Do zdarzenia doszło 7 lutego w Bełchatowie (Łódzkie). Kompletnie nietrzeźwa sprzedawczyni ze sklepu spożywczo-monopolowego została znaleziona przez policjantów. Kobietę czeka sprawa w sądzie za pracę pod wpływem alkoholu.

 

Wczoraj w samo południe funkcjonariusze bełchatowskiej policji otrzymali zgłoszenie od klientki sklepu spożywczo-monopolowego, która zawiadomiła, że na zapleczu śpi pijana ekspedientka – donosi rmf24.pl.

 

Po dobudzeniu 34-latki przez policjantów, zbadany został jej stan trzeźwości. Okazało się, że kobieta miała 3,2 promila alkoholu we krwi. Ze sprzedawczynią był utrudniony kontakt.

 

Kobieta odpowie za pracę w stanie nietrzeźwości. Grozi jej za to kara pozbawienia wolności lub grzywna – czytamy na portalu rmf24.pl.