Te szokujące wyniki przynosi sondaż ewybory.eu. Spośród piętnastu wymienionych w nim ugrupowań największe poparcie zdobywa Koalicja Propolska w skład której wchodzą KORWiN, Ruch Narodowy, Pobudka Grzegorza Brauna, Fundacja Pro-Life Kai Godek i Skuteczni Piotra Liroy-Marca!

 

W sondażu, który trwał tydzień udział wzięło kilka tysięcy osób.

 

Ponad 46 procent głosów zdobyła Koalicja Propolska. Na drugim miejscu – już tylko z 14 procent poparcia Ruch 11 Listopada, czyli samozwańczy pastor Chojecki i spółka. Poza tym próg wyborczy przekraczają Prawo i Sprawiedliwość, Federacja dla Rzeczypospolitej+Prawica RP oraz Wiadomość od Gwiazdowskiego.

 

Sondaż został przeprowadzony wśród czytelników portalu. Jego wyniki przedstawiają się następująco:

Koalicja KORWiN+RN+Braun+Liroy+Godek – 46.21%
Ruch 11 Listopada – 14.23%
Prawo i Sprawiedliwość – 11.15%
Federacja dla Rzeczypospolitej+Prawica RP – 9.82%
Wiadomość od Gwiazdowskiego – 8.24%

Koalicja Obywatelska – 3.11%
Kukiz’15 – 2.34%
Wiosna – 2.12%

Pozostałe partie poniżej 1 procenta.

 

Bardziej realistyczne wyniki uzyskane podczas sond ulicznych przeprowadzanych przez ewybory.eu nie są tak optymistyczne. Po zliczeniu ponad 60 procent głosów sonda uliczna na starcie kampanii prezentuje się następująco:

Prawo i Sprawiedliwość – 35.16%
Platforma Obywatelska – 24.67%
Wiosna – 10.27%
SLD – 6.37%
KORWiN+RN+Braun+Liroy+Godek – 5.79%

PSL – 4.94%
Kukiz’15 – 4.68%
Razem – 2.21%
Nowoczesna – 1.81%
Zieloni – 1.15%
FdR+PR – 0.78%
Teraz! – 0.37%

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Inicjatywa Grzegorza Schetyny utworzenia szerokiej koalicji przed wyborami do europarlamentu długo nie czekała na złośliwe komentarze internautów.

 

W wspólnej konferencji uczestniczyli byli premierzy i byli ministrowie, w tym: Kazimierz Marcinkiewicz, Radosław Sikorski, Leszek Miller, Ewa Kopacz, Włodzimierz Cimoszewicz, Marek Belka, Jerzy Buzek, którzy podpisali deklarację na rzecz „koalicji europejskiej dla Polski”.

 

Deklaracja zawiera apel o stworzenie szerokiej listy w wyborach do PE. Jak deklarował Schetyna: „Jesteśmy tutaj dzisiaj i podpisujemy deklarację, apel do wszystkich – do partii politycznych, środowisk, samorządów, organizacji pozarządowych, Polek i Polaków, mówiąc o tym, jak ważny jest ten rok, jak ważne są wybory europejskie”.

 

Oto jak sprawę komentują użytkownicy Twittera:

 

 

 

 

 

 

 

 

Znany prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz wyraził w jednym ze swoich felietonów nadzieję, że uda się kiedyś zjednoczyć siły polityczne „na prawo od PiS” i to one przejmą władzę, lub chociaż staną się ważnym graczem na polskiej scenie politycznej. Niestety z czasem, mam wrażenie, oddalamy się od urzeczywistnienia tej wizji, zamiast do niego przybliżać.

 

Oczywistą bezpośrednią przyczyną tego stanu rzeczy jest brak jedności omawianych środowisk prawicowych. Jednak warto się zastanowić co się za nią kryje, jakie cechy działaczy, a przede wszystkim liderów, powodują organiczną wręcz niemożność stworzenia porozumienia tzw. „Piwonii” (prawicowcy, wolnościowcy, narodowcy, antysystemowcy). Problem na pewno jest złożony, ale skupię się w tym artykule na opisie, moim zdaniem, najistotniejszej cechy, która ową niemożność powoduje.

 

Jest nią tzw. „mentalność sekciarska”. Na czym ona polega? W największym uproszczeniu sprowadza się ona do przekoniania, że tylko ściśle określona („najmojsza”) linia programowa danego ugrupowania czy osoby jest jedynie słuszną i jakiekolwiek, najmniejsze nawet, od niej odstępstwo jest „zdradą interesów narodowych” „zdradą Polski” itp. Prowadzi to nieuchronnie do ciągłych podziałów, które rozsadzają niemal każdą inicjatywę prawicową. Tak było z Konwentem Świętej Katarzyny, kolejnymi tworami Janusza Korwin-Mikkego, tak było z Ruchem Narodowym, teraz widzimy to w Kukiz’15. Towarzyszy temu istny „wysyp liderów”, z których każdy wie najlepiej jak naprawić Polskę i nie dopuszcza żadnych ustępstw na rzecz potencjalnych środowisk sojuszniczych. By nie być gołosłownym podam chociażby przykład Janusza Korwin-Mikkego, który przed wyborami prezydenckimi w 2015 roku pokłócił się z Pawłem Kukizem w temacie JOW-ów, co uniemożliwiło koalicję ugrupowań przez nich reprezentowanych.

 

Warto też zastanowić się na ile owe podziały wynikają tylko z owej sekciarskiej mentalności liderów, a na ile z tejże mentalności u ich potencjalnych wyborców. Niestety, jako osoba obracająca się już od około pięciu lat w środowiskach tradycyjnych, wolnościowych i patriotycznych, muszę stwierdzić, że po części winni całej sytuacji są również ich zwolennicy. I to pomimo faktu, że prawie wszyscy zgadzają się co do tego, że zjednoczenie jest potrzebne. Niejednokroć widziałem jak niewielka, nawet mało znacząca zmiana retoryki u jakiegoś polityka, lub chociażby wypowiedź w temacie, w którym dotąd się on nie wypowiadał, skutkowała natychmiastowym posądzaniem go o agenturalność, złą wolę itp. Ciężko w takich warunkach budować koalicje, gdy jakakolwiek chęć ustępstwa, nawet niewielkiego i nie zmieniającego istoty programu, grozi natychmiastowym uznaniem za „obcego agenta” przez dużą część dotychczasowych zwolenników.

 

W tym miejscu pozostaje mi jedynie apelować o rozsądek. O ocenianie polityków po tym, czego realnie dokonują, a nie po pojedyńczych wypowiedziach. I o zrozumienie, że nie da się zbudować koalicji bez pewnych ustępstw. Niestety. Dopóki przedstawiciele prawicy, tej „na prawo od PiS”, tego nie zrozumieją, sami skazują się na polityczny niebyt. Na tworzenie „planktonu” partyjek mających poparcie na poziomie dziesiątych procenta, w porywach może kilku procent. A naszym krajem wciąż rządzić będą populiści, którzy w walce o dostęp do koryta utracili już wierność jakimkolwiek wyższym wartościom.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

 

Fot.: Flickr

 

 

W dniu dzisiejszym nastąpiło podpisanie deklaracji koalicyjnej Platformy Obywatelskiej, SLD i Wolności. Partie te mają w planach zerwanie dotychczasowych układów towarzysko-biznesowych, zakończenie uprzywilejowania kilku rodzin w pozyskiwaniu środków z budżetu miasta i dzieleniu stanowisk. Chcą także wprowadzić oszczędności, a przede wszystkim wygrać wybory na prezydenta Siedlec.

 

Nie lada niespodzianką jest to, że w koalicji znalazły się trzy partie o różnych poglądach: lewica, centrum i prawica. Taka sytuacja z pewnością zdziwi niejednego mieszkańca Siedlec.

 

– Na pewno się nie pokłócimy, bo jesteśmy zdeterminowani, by doszło do zmiany władzy w Siedlcach

– tłumaczy Paweł Wyrzykowski (Wolność).

 

– To nie jest koniec zjednoczonej opozycji, a dopiero początek

– mówił lider siedleckiej PO Krzysztof Chaberski. Jak dodał, już niedługo można się spodziewać kolejnego koalicjanta. Na razie ta sprawa pozostanie jednak tajemnicą.

 

– Zamierzamy przedstawić kandydata na prezydenta, który wygra w tym mieście

– powiedział Maciej Drabio (SLD).

 

Wiadomo, że koalicja ma wystawić jednego wspólnego kandydata. Być może będzie to Krzysztof Chaberski – poinformował portal tygodniksiedlecki.com.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel ma zamiar zakończyć negocjacje koalicyjne chadecji (CDU/CSU) z socjaldemokratami (SPD) już do połowy lutego. 

 

„Po zakończonych w piątek rano rozmowach sondażowych przywódcy CDU, CSU i SPD – Angela Merkel, Horst Seehofer i Martin Schulz – ogłosili, że postanowili rekomendować swoim partiom rozpoczęcie oficjalnych negocjacji w sprawie utworzenia koalicji rządzącej.” – podaje ,,MSN Wiadomości”

 

Można spekulować, że nieudane próby stworzenia koalicji mogłyby oznaczać zakończenie kadencji kanclerz Angeli Merkel. Po wrześniowych wyborach parlamentarnych z ubiegłego roku, w Niemczech wciąż nie powołano większościowego rządu. Choć wygrała koalicja pod przywództwem Angeli Merkel, jej środowisko nie potrafi zakończyć pogłębiającego się paraliżu politycznego państwa. Nastroje społecznie zmieniają się na niekorzyść dotychczasowej kanclerz. Możliwe są kolejne wybory. 

 

Angela Merkel od 2000 roku  jest przewodnicząca Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej, od 2005 kanclerzem Niemiec. Co więcej w 2011 roku według czasopisma „Forbes” została najbardziej wpływową kobietą świata.

Nie tak dawno, rolę lidera Nowoczesnej przejęła Katarzyna Lubnauer, pokonując w wewnętrznej partyjnej rywalizacji Ryszarda Petru. Nie będzie jednak przesadą stwierdzenie, że posłance przyszło kierować ugrupowaniem z wyjątkową ilością problemów.

 

W rozmowie z redaktorem Mazurkiem w radiu RMF FM, Kataryna Lubnauer opowiadała o wyzwaniach jakie stoją przed nią i jej partią, wyborach samorządowych oraz… zadłużeniu Nowoczesnej.

 

Wśród wielu wpadek Ryszarda Petru i innych polityków tego klubu, bardzo dotkliwa okazał się błąd popełniony przy okazji kampani i wyborów, który kosztował Nowoczesną pieniądze, które partia mogła otrzymać z subwencji.

 

Jak zdradziła Katarzyna Lubnauer na antenie RMF FM, zadłużenie Nowoczesnej wynosi aż 2 miliony złotych zobowiązań.

 

W rozmowie, szefowa Nowoczesnej przyznała też, że jej zdaniem konieczna przy okazji wyborów samorządowych jest koalicja opozycji totalnej i wspólny start Nowoczesnej oraz Platformy Obywatelskiej.

 

– Tego wymaga od nas odpowiedzialność za Polskę. To co się dzieje w tej chwili ze względu na rządy PiS-u jest niepokojące – stwierdziła posłanka.

 

Takie wizje mogą być spełnieniem tego, co wielu podejrzewało już dawno, kiedy przedstawiciele obydwu tych opozycyjnych partii wspólnie maszerowali na manifestacjach KOD-u choć Nowoczesna obiecywała stać się siłą z nową jakością na polskiej scenie politycznej.

 

– Uważam jednak, że wspólne prezydium klubów parlamentarnych PO i N. by się nie sprawdziło – oceniła Katarzyna Lubnauer.

 

Nowa liderka Nowoczesnej, nie pominęła jednak też krytyki wobec PO, a szczególnie Grzegorza Schetyny.

 

– Schetyna nie rozumie, że wrogiem jest PiS, a PO jest naszym konkurentem. (…) Z konkurentem można zawierać sojusze taktyczne, można zawierać koalicję, natomiast wroga należy pokonać – powiedziała w rozmowie z redaktorem Mazurkiem.