Do niecodziennej sytuacji na drodze doszło w Małopolsce. Pod koniec roku policjanci z Wolbromia zatrzymali do kontroli kierującego samochodem, który okazał się być niepełnosprawnym 41-latkiem.

 

Nietypowa interwencja miała miejsce na ul. Pod Lasem w Wolbromiu. Zatrzymany do kontroli niepełnosprawny mężczyzna prowadził auto marki BMW. Funkcjonariusze policji byli zapewne wyjątkowo zaskoczeni, kiedy zobaczyli jaką metodę stosuje on prowadzące pojazd.

 

Samochód ten nie był przystosowany dla osób z niepełnosprawnością. Kierowca jednak pomimo swojego niedowładu nóg, prowadził używając… kija. Trzymając go w ręce, naciskał na pedały. Takie operowanie sprzęgłem, gazem i hamulcem zdecydowanie utrudniało mu oczywiście precyzyjne oraz bezpieczne prowadzenie samochodu.

 

To jednak nie całość tej historii. Po sprawdzeniu zatrzymanego w policyjnych systemach, wyszło na jaw, że 41-latek jest poszukiwany do ustalenia miejsca pobytu. Dodatkowo, nie posiadał on uprawnienia do kierowania pojazdem mechanicznym, ponieważ dokument upoważniający do tego został zatrzymany przez policję w związku z licznymi przestępstwami, a także wykroczeniami, których niepełnosprawny miał dopuścić się w ruchu drogowym.

 

W pojeździe znajdował się również pasażer. Zarówno on, inni uczestnicy ruchu drogowego oraz sam kierujący narażeni byli na niebezpieczeństwo, ze względu na takie metody prowadzenia samochodu.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

Każdego kierowcę prędzej czy później spotykają różne niespodzianki w trasie. Tak było również w przypadku jednego z mieszkańców Węgorzewa, kiedy jego auto uległo awarii na drodze.

 

Żaden z kierowców nie zdecydował się mu pomóc. – Nikt z uczestników ruchu mi nie pomógł, tylko na mnie trąbili” – przyznał mężczyzna. Dopiero później pomocy udzielili mu przejeżdżający tamtędy funkcjonariusze.

 

W ramach wdzięczności kierowca napisał list do komendanta Policji Powiatowej w Węgorzewie, w którym między innymi opisał, co dokładnie spotkało go na skrzyżowaniu w mieście.

 

Kierowca – jak przyznaje w liście – kiedy zjawił się radiowóz, przestraszył się, że nie tylko nikt mu nie pomoże, ale zarobi jeszcze mandat. Tymczasem, ku jego zdziwieniu funkcjonariusze kazali mu wsiąść za kółko. „Jeden z nich zepchnął mój samochód na parking, a drugi włączył światła błyskowe i jechał za nami” – czytamy w liście.

 

Mężczyzna poprosił komendanta o nagrodzenie bohaterskich policjantów. „Dzięki takim policjantom buduje się zaufanie społeczne do Policji” – podsumował kierowca wybawiony z tarapatów.

 

Źródło: brd24.pl
Fot.: Wikipedia
EM

Wydawać by się mogło, że to kolejny wypadek samochodowy – taki, jak tysiące innych.
Sytuacja ta nieco się jednak różni.

 

Do tego niecodziennego incydentu doszło na jednej z dróg Kaliningradu w Rosji. Kierowca Toyoty Avensis nieudolnie próbował wyjechać z drogi podporządkowanej na drogę główną – zamiast jednak zająć najbliższy pas z pierwszeństwem przejazdu, ten wepchnął się od razu na drugi, tuż przed ciężarówkę DAF.

 

Jaki był tego finał? Na wskutek zahaczenia karoserią samochodu o oponę ciężarówki, doszło do jej wybuchu i rozerwania przodu osobówki. Wszystko zarejestrowała kamera miejskiego monitoringu.

 

 

Ponieważ auto wjeżdżało z prawej strony, kierowca DAF-a mógł jej w ogóle nie zauważyć. Nieostrożny uczestnik ruchu drogowego najprawdopodobniej wjechał w tak zwane martwe pole, którego nie obejmowało boczne lusterko drugiego kierowcy.

 

Źródło: fakt.pl; YouTube – Пресс-служба АПК Безопасный город
Fot.: YouTube – Пресс-служба АПК Безопасный город
EM

Brawa dla polskiego kierowcy ciężarówki! Mężczyzna z narażeniem swojego zdrowia i życia ruszył na pomoc Słowaczce, której auto stanęło w płomieniach. Po zakończonej sukcesem akcji, uratowana kobieta przez kilka dni szukała swojego wybawiciela w mediach społecznościowych.

 

Zdarzenie miało miejsce w zeszłym tygodniu na autostradzie prowadzącej do stolicy Słowacji, Bratysławy. W czasie podróży, auto kobiety niemieckiego koncernu Volkswagen doznało awarii i zaczęło się palić.

 

 

Spanikowana Słowaczka zatrzymała się i wyskoczyła z samochodu, jednak w płomieniach wciąż znajdowały się jej ukochane psy – 4 wilczaki czechosłowackie.

 

Kiedy polski kierowca zauważył stojący w płomieniach pojazd i płaczącą kobietę walczącą o życie swoich pupili, nie zawahał się i ruszył z pomocą. Zatrzymał się na autostradzie i pomógł kobiecie ugasić ogień i uwolnić zwierzęta – po wszystkim ukłonił się i odjechał.

 

– Nie wiem, co by się stało, gdybym czekała na straż pożarną. W tym stresie zapomniałam poprosić o kontakt – napisała na Facebooku wstrząśnięta kobieta, publikując zdjęcia ciężarówki naszego Rodaka.

 

Poszukiwania polskiego bohatera zakończyły się sukcesem i po ponad 6 tys. udostępnień zdjęcia TIR-a z widoczną rejestracją, udało się dotrzeć do pana Jacka.

 

– Znalazłam mojego bohatera! – napisała pani Miriam. -Cieszę się, że naprawdę są między nami dobrzy ludzie – dodała.

 

Źródło: nczas.com; Facebook – Mia Pia
Fot.: Facebook – Mia Pia
EM

Koniec z pomiataniem Polakami! Kiedy niemiecki kontrahent chciał podstępnie ustawić jednego z polskich kierowców, ten stanowczo zaprotestował, wskutek czego wybuchła głośna awantura. Z wątkami historycznymi!

 

Całe zamieszanie zarejestrował najprawdopodobniej jeden z pracowników agresywnego Niemca. W czasie kłótni pojawiają się głównie niemieckie komendy i obelgi. Pada także polskie przekleństwo i angielskie wyrażenie „fuck you”. Polak nie daje sobie w kaszę dmuchać i postanawia zdenerwować kontrahenta wykonując gest nazistowskiego pozdrowienia.

 

 

Źródło: nczas.com; twitter.com – @PrawyPopulista
Fot.: Twitter
EM

Sytuacja miała miejsce w nocy z soboty na niedzielę. Rozegrała się ona na terenie stacji benzynowej znajdującej się w podkrakowskiej miejscowości Węgrzce, podlegającej pod gminę Zielonki. O sprawie poinformował portal lovekrakow.pl.

 

Na stacji miał zostać zatrzymany pijany kierowca. Udało się to dzięki pomocy znajdujących się akurat w tamtej okolicy ludzi.

 

– Około godziny 23 na stację podjechał Citroen Xsara. Pracownicy stacji zauważyli, że z kierowcą jest coś nie tak. Poruszał się w sposób, który wskazywał na stan upojenia alkoholowego – przekazał Mateusz Drwal z biura prasowego małopolskiej policji.

 

Swoją ważną rolę odegrali pracownicy stacji doprowadzając do obywatelskiego zatrzymania wraz z taksówkarzami, którzy jak podaje lovekrakow.pl, pomogli w tej akcji, ponieważ znajdowali się wówczas nieopodal miejsca, gdzie doszło do całego zajścia.

 

Policja przybyła na stację, a następnie funkcjonariusze przebadali kierowcę alkomatem. Jak się okazało miał prawie 3,7 promila alkoholu we krwi, co udało się ustalić po tym jak urządzenie wykazało wynik 1,76mg/l.

 

Mężczyzna, który po pijaku kierował samochodem wczoraj późnym wieczorem, okazał się być 39-letnim Ukraińcem. W poniedziałek ma on zostać przesłuchany.

 

Niedawno ten sam taksówkarz, który pomógł zatrzymać pijanego kierowcę ostatniej nocy, pomóc miał także w innej sytuacji, kiedy zatrzymano będącego pod wpływem alkoholu innego mężczyzny kierującego samochodem marki mercedes na brytyjskich numerach. Ten kierowca miał być wówczas tak nietrzeźwy, że nie dawał rady dmuchnąć w alkomat.

 

Dobrze, że są w naszym społeczeństwie osoby, potrafiące zareagować prawidłowo, kiedy dochodzi do sytuacji zagrażającej zdrowiu i życiu przypadkowych przechodniów.

 

 

Źródło: lovekrakow.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

W krajach, w których współczynnik ludności napływowej jest wyjątkowo duży (np. Francja, Niemcy, Szwecja) często dochodzi do incydentów rasistowskich. Tak też było w tym przypadku, gdy kierowca autobusu pobił uchodźcę.

 

Sytuacja miała miejsce na szwedzkiej wyspie Olandia, w autobusie linii Nobina. Wszystko zaczęło się od chwili, kiedy chcieli wsiąść do niego pochodzący z Syrii Mustafa oraz jego przyjaciel z Afganistanu. Planowali jechać do ośrodka dla uchodźców w miejscowości Borgholm.

 

Afgańczyk wsiadał przednimi drzwiami do pojazdu, natomiast, Syryjczykowi zamknięto drzwi przed nosem, w związku z czym musiał dogonić autobus dopiero na kolejnym przystanku.

 

Kierowca tego autobusu ma być znany z tego jak nietolerancyjnie podchodzi do społeczności uchodźców oraz utrudniania im przemieszczania się. W tym przypadku dopuścił się pobicia jednego z mężczyzn. Miał krzyczeć przy tym: „Nienawidzę was, cholerne świnie!”. Zdarzenie to zarejestrował inny pasażer. Nagranie zostało upublicznione w sieci.

 

– Wyjechałem z Syrii, by nie zostać pobitym lub zabitym, a teraz biją mnie w Szwecji. Jestem tym zszokowany – skomentował tą sytuację Mustafa.

 

 

 

Źródło: o2.pl ; dzienniknarodowy.pl ; YouTube/Expressen TV ; fot. Max Pixel

W centrum miasta doszło do policyjnego pościgu, przy okazji którego ranny został jeden z policjantów. Trafił on do szpitala. 

 

Wszystko rozegrało się w godzinach nocnych. Funkcjonariusze chcieli wylegitymować mężczyznę, który siedział w samochodzie zaparkowanym w centrum Katowic. Kierowca jednak zaczął uciekać, kiedy policjanci pokazali mu legitymację.

 

Chwilę później zatrzymał się, jednak polecenia wydawane przez funkcjonariuszy pozostawiał bez reakcji. Gdy jeden z nich otworzył drzwi samochodu, wówczas mężczyzna znów ruszył samochodem w gwałtowny sposób i przez kilka metrów ciągnął za autem policjanta, a następnie przejechał po jego stopie.

 

Wtedy właśnie jeden z policjantów zdecydował się na użycie broni służbowej. Strzelając trafił w samochód. Okazało się, że kierowcą był 23-letni mieszkaniec Bytomia. Jemu nic się nie stało.

 

Mężczyzna został zatrzymany po krótkim pościgu. Nie jest jasne dlaczego próbowął uciekać przed policjantami.

 

 

Jak informuje RMF FM, były kierowca rajdowy Krzysztof Hołowczyc stracił prawo jazdy za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym.

 

Mężczyzna przy ograniczeniu do 50 km/h jechał z prędkością 113 km/h. W takim przypadku dokumenty odbierane są na 3 miesiące. Do zdarzenia doszło na terenie gminy Nowa Ruda (Dolny Śląsk).

 

Co ciekawe, 55-latek spieszył się na konferencję o bezpieczeństwie w ruchu drogowym.

 

Krzysztof Hołowczyc zakończył swoją karierę w 2015 roku. Wcześniej był europosłem – donosi serwis sportowefakty.wp.pl.