Informowaliśmy dzisiaj o wzmożonych patrolach na francuskich ulicach podczas trwającego weekendu. W samej stolicy Francji, porządku pilnowało ponad ok. 12 tysięcy funkcjonariuszy. Policję i żandarmów wspierało wojsko, a w gotowości były również służby medyczne. Wszystko w związku z organizacją strefy kibica przy Wieży Eiffela, dzień po drugiej rocznicy zamachu w Nicei.

 

Zaplanowano, że pomimo gigantycznej liczby przybyłych do centrum Paryża kibiców, każdego chcącego wejść do Fan Zone-y należy skontrolować ze względów bezpieczeństwa. Z góry przewidziano, że w strefie kibica zjawi się ok. 90 tysięcy ludzi chcących oglądać mecz na ogromnym ekranie zamontowanym na Wieży Eiffela. Szacunki te okazały się nie być przesadzone. Przeceniono raczej przy tym możliwości organizacyjne oraz podmioty odpowiedzialne za bezpieczny przebieg wydarzeń.

 

Bramki prowadzące do strefy otworzony o godz. 13. Jak się jednak okazało, policjanci nie mogli nadążyć z przeprowadzaniem kontroli przybywających ludzi, więc podjęli ryzykowną decyzję o wpuszczeniu części kibiców bez uprzedniego sprawdzenia ich. Strefa wypełniła się fanami piłki już po ok. godzinie. Wówczas doszło wtedy do dramatycznych wydarzeń na Polu Marsowym.

 

Tłum ludzi postanowił wedrzeć się na teren fan-zoney przewracając przy tym barierki oraz przerywając kordon pilnujących porządku policjantów. Doszło też do tratowania się ludzi nawzajem oraz starć z policją, kiedy służby porządkowe podjęły interwencję.

 

Pomoc musiała być udzielana zarówno osobom poszkodowanym przy okazji zamieszek, stratowanym, jak i mdlejącym. 20 osób zostało lekko rannych w wyniku dzisiejszych zajść.

 

Dzisiejszy finał piłkarskich Mistrzostw Świata został rozegrany w Moskwie. Po dobrym meczu, Francuzi pokonali drużynę Chorwacji 4-2. Cały świat jednak wyraża wielki szacunek i podziw wobec Chorwatów, którzy nie byli typowani na uczestników choćby półfinału.

 

 

Jak podaje tvp.info, podczas półfinału mundialu, Anglicy pokonali w sobotę Szwecję. „A jak Szwecja, to Ikea. Z takiego założenia wyszli kibice, którzy w nietypowy sposób postanowili świętować zwycięstwo.”

Po golach Harry’ego Maguire’a i Delle Alliego, Anglicy pokonali Szwedów (2:0) i zapewnili sobie pierwszy od wielu lat awans do półfinału mistrzostw świata.

Władze sklepu w Stratford, we wschodnim Londynie, zapamiętają na długo ten dzień.

Anglicy znani są ze swojego zamiłowania do piłki nożnej. W jednym ze szwedzkich sklepów zajmujących się sprzedażą mebli sprawy szybko wymknęły się spod kontroli:

„Jesteśmy świadomi, że mała grupka fanów świętowała po meczu w jednym z naszych sklepów. Jesteśmy i Anglikami, i Szwedami, w trakcie meczu siedzieliśmy gdzieś pomiędzy fanami obu zespołów, więc pozostaje nam tylko powiedzieć „Gratts!” („gratulacje” po szwedzku) w związku z awansem do finału” – taka treść znajdowała się w jednym z maili z centrali w holenderskim Leiden, co nie pozostawia wątpliwości, że nikt w tej kwestii ogromnej urazy nie żywi.

O wiele bardziej niebezpiecznie było w Londynie. W trakcie celebracji, jeden z fanów postanowił zeskoczyć z piętrowego autobusu na przystanek. Jak podają media nie skończyło się to najlepiej.

Do napaści doszło na Śląsku w miejscowości Ruda Śląska. Grupa zamaskowanych napastników zaatakowała ok. 20-stu uczniów lokalnej szkoły sportowej. Jak nieoficjalnie wiadomo, chodziło o kibicowskie porachunki młodocianych sprawców z uczniami.

 

Jak relacjonuje portal „rmf24.pl”, do ataku doszło w godzinach popołudniowych na jednym z osiedli w Rudzie Śląskiej. Grupa uczniów wracała z zajęć sportowych, gdy z jednej z mijanych klatek schodowych bloku wybiegło na nich kilku zamaskowanych mężczyzn uzbrojonych w pałki teleskopowe. Dotkliwie pobili dwóch uczniów. Celem napaści były porachunki kibicowskie. Jak wiadomo, Górny Śląsk jest regionem o silnym ruchu zwaśnionych śmiertelnie grup kibicowskich. Ich wpływy wychodzą daleko poza granice stadionów do najgłębszych zakamarków całej aglomeracji śląskiej.

 

Według relacji świadków, napastników mogło być nawet dziesięciu. Poszkodowana młodzież trafiła do szpitala z obrażeniami ciężkiego pobicia. Policja poszukuje sprawców. Do podobnych zdarzeń dochodzi na Śląsku regularnie. Kilka dni temu doszło do bójki kilkudziesięciu osobowych grup chuligańskich fanatyków GKSu Katowice i Ruchu Chorzów.

Informacje o tragicznej śmierci działacza stowarzyszenia Endecja oraz radnego miasta Głogów Pawła Chruszcza obiegły wczoraj Polskę i były wręcz szokiem dla wielu ludzi związanych ze środowiskiem narodowców. Prokuratura bada sprawę tej tragedii, bowiem doszło do niej w bardzo niejasnych okolicznościach, a sam radny Chruszcz tropił wiele afer. 

 

Paweł Chruszcz poza tym, że udzielał się w środowisku narodowym (był działaczem Młodzieży Wszechpolskiej, Ruchu Narodowego, a od 2016 roku Endecji), był również wiernym kibicem miejscowego klubu piłkarskiego Chrobry Głogów. Radny miał żonę i dwójkę dzieci.

 

Poszukiwania po otrzymaniu zgłoszenia o zaginięciu Pawła Chruszcza rozpoczęły się w środowy wieczór. W nocy postanowiono jednak o przerwaniu akcji poszukiwawczej, argumentując to złymi warunkami. Najtragiczniejsze informacje dotarły w czwartek wczesnym popołudniem. Ciało działacza Endecji znaleziono powieszone na nie działającym już starym słupie energetycznym, znajdującym się w jednym z okolicznych lasów.

 

Warty podkreślenia jest fakt, że zmarłego Pawła Chruszcza odnaleźli sympatycy właśnie Chrobrego Głogów, którzy zorganizowali akcję poszukiwawczą dla swojego kolegi. Po dokonaniu makabrycznego odkrycia poinformowali policję.

 

Jak widać ludzie związani z grupami kibicowskimi potrafią wykazać się lojalnością oraz dużą determinacją w sytuacji, kiedy ktoś inny znajduje się w potrzebie.

 

– Przede wszystkim cieszył się sympatią i uznaniem ludzi w Głogowie – stwierdził poseł Wolnych i Solidarnych Adam Andruszkiewicz.

 

– Najlepszy przykład to fakt, jak wielu mieszkańców miasta zaangażowało się w jego poszukiwania. To lokalni kibice znaleźli przecież ciało i poinformowali o tym policję – dodał poseł, a prywatnie znajomy tragicznie zmarłego Pawła Chruszcza.

 

Dobre wieści dla kibiców! Na spotkaniu PZPN z przedstawicielami rządu oraz premierem postanowiono zająć się problemem pseudokibiców. Co ciekawe, wszyscy spodziewali się hurraofensywy rządu, ale i tym razem premier Morawiecki zaskoczył krytyków.

 

Na spotkaniu ustalono, że dojdzie do zmiany ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych oraz inwestycji w infrastrukturę piłkarską. W spotkaniu oprócz Zbigniewa Bońka brał udział takżę premier Mateusz Morawiecki, Witold Bańka, a także szef MSWiA – Joachim Brudziński.

 

Wszyscy zgadzali się co do jednego. Problem stadionowej chuliganki to problem marginalny i dlatego należy zwrócić uwagę na odpowiedzialnych za zadymy, a nie karać kibiców.

 

„Oprawy są przepiękne. Pamiętam wiele opraw, na pewno one zasłużyły się dobrze dla utrzymania, przywrócenia pamięci historycznej […] My chcemy już tylko zadecydować jak daleko trzeba się posunąć, ale w kompromisie i w zgodzie ze środowiskami kibicowskimi, ze środowiskami zarządczymi piłką nożną” – argumentował premier.

 

„Rozmawialiśmy o bezpieczeństwie, bo łyżka dziegciu psuje czasem beczkę miodu. Wiem, że na 4000 meczów tylko w 1% został zakłócony porządek i to czasem w niewielkim stopniu. Dziękuję kibicom, którzy robią bardzo ważne oprawy uświadamiające cały świat o naszej historii jak chociażby oprawa Legii z okazji rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Jestem przekonany, że idziemy w coraz lepszym kierunku” – stwierdził Morawiecki.

Policja zatrzymała aż 64 chuliganów w związku z niedzielnymi wydarzeniami na stadionie Elany Toruń. Część z nich zatrzymano w trakcie zajść, innych po analizie materiału zarejestrowanego przez stadionowy monitoring.

 

W ostatniej kolejce piłkarskiej III ligi, toruńska Elana mierzyła się na własnym stadionie z Górnikiem Konin. Mecz ten określany był jako tzw. impreza masowa o podwyższonym ryzyku. Obawy okazały się nie być bezzasadne, ponieważ kibice przyjezdnej drużyny postanowili szturmem wtargnąć na teren stadionu rywali, uszkadzając przy tym bramy prowadzące na trybuny.

 

– W trakcie oczekiwania na wejście na stadion kibice z Konina przełamali siłowo bramę boczną od ul. Grunwaldzkiej i wtargnęli do środka – zrelacjonowała podinsp. Wioletta Dąbrowska, pełniąca obowiązki oficera prasowego KMP w Toruniu.

 

Część z fanów Górnika była zamaskowana. Zgodnie z prośbą organizatora, siły policyjne podjęły działania na terenie stadionu w celu opanowania sytuacji. Zatrzymano łącznie 63 osoby, w związku z nieuprawnionym wtargnięciem na obiekt. Część sprawców zamieszania ujęto od razu, pozostałych po analizie materiału. Miało to miejsce po zakończeniu meczu wygranego przez Elanę 2-0.

 

W sprawie niedzielnych zajść, sąd w Toruniu orzekł już wyroki dla wszystkich 63 zatrzymanych. Zdecydowano m.in. o zakazach wstępu na imprezy masowe na terenie Polski oraz mecze rozgrywane przez polskie drużyny lub reprezentację narodową poza granicami kraju. Niektórzy z chuliganów Górnika Konin zostali skazani także na kary grzywny po kilka tysięcy złotych, jak również ograniczenie wolności z nakazem wykonywania prac społecznych.

 

– Sędziowie po przeanalizowaniu materiału zgromadzonego przez policjantów i prokuratorów zdecydowali, że wszyscy otrzymali zakaz wstępu na imprezy masowe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz mecze piłki nożnej rozgrywane przez kadrę narodową lub polski klub sportowy poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej na okres dwóch lat – powiedziała podins. Wioletta Dąbrowska.

 

 

W ostatnich dniach, polskiej policji udało się rozbić struktury przestępczej organizacji powiązanej z chuliganami sympatyzujących z klubami piłkarskimi, których kibice stanowią koalicję zwaną WRWE. Wyjątkowa akcja służb rozpoczęła się w poniedziałek przed południem na terenie województwa małopolskiego oraz śląskiego.

 

W akcję zaangażowano ponad tysiąc funkcjonariuszy. Policja wspierana była przez jednostki antyterrorystyczne, straż graniczną, a także Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ponad pół tysiąca funkcjonariuszy miało o świcie dokonać rewizji 30 mieszkań w Krakowie oraz innych miejscowościach na terenie głównie Śląska, a także Małopolski. Zatrzymano łącznie 39 osób. 38 podejrzanych jest o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Zarzutów gangsterom stawia się jednak dużo więcej. Chodzi tu m.in. handel narkotykami i pobicia. Zatrzymani mogą być oskarżeni nawet o porwania i zabójstwa, których dokonania łączyły się ze środowiskiem pseudokibiców. Przykładem może być sprawa śmierci członka Torcidy związanej z Górnikiem Zabrze- Tomasza P. Krakowscy chuligani, mieli być zaangażowani swego czasu nawet w przemyt imigrantów do Niemiec.

 

Nie były to pierwsze zatrzymania dotyczące tych struktur przestępczych. Akcja jednak była jedną z największych jaką przeprowadziła policja w ramach walki z grupami z pogranicza środowiska pseudokibiców i działających w naszym kraju gangów.

 

Policja przeszukała również budynek należący do TS Wisła Kraków. Przy okazji na terenie hali krakowskiego klubu miały zostać znalezione flagi, które swego czasu chuligani chorzowskiego Ruchu zabrali wrogim im fanom GKS-u Katowice. Część z zabranych materiałów, sympatyzujący z Ruchem spalili. Doszło nawet do podpalenia przy ruchomej drodze w Katowicach.

 

 

Policja miała skontrolować również miejsce, w którym mieszka znany chuligan Wisły ps. „Misiek”. Zasłynął on przed laty rzuceniem noża we włoskiego piłkarza. Jego samego najprawdopodobniej nie zatrzymano. Jednakże zdecydowana większość chuliganów z grup znanych jako „Wisła Sharks” oraz „Psycho Fans”, którą kierował Łukasz L. ps. „Lucky”, miała już zostać schwytana przez służby.

 

Rozbita grupa miała działać aktywnie w świecie przestępczym od 2006 roku na terenie całego kraju. W sprawę zamieszani mogą być również chuligani związani z innymi sportowymi klubami, jak np. Widzew Łódź czy Elana Toruń.

 

Jak się okazuje do rozbicia kilku powiązanych grup przestępczych przyczyniły się zeznania ważnych chuliganów Ruchu Chorzów, którzy zdecydowali się pójść na współpracę z policją. To pogrążyło innych przestępców związanych z chuligańskimi bojówkami. Mówi się, iż na współpracę z policją zdecydowali się również niektórzy członkowie grupy „Wisła Sharks”. Ta sytuacja zdecydowanie ułatwia pracę służb.

 

Warto mieć również na uwadze, że także ważne osoby związane z przestępczymi procederami wśród chuliganów wrogiej Wiśle Cracovii zostały wcześniej zatrzymane przez policję. Wśród nich znalazł się m.in. Paweł M. ps. „Master”, mający stać na czele grupy bojówkarzy „Jude Gang”. Przy okazji jednej z akcji antyterrorystów mającej miejsce w grudniu ubiegłego roku, życie stracił Adrian Z. ps. „Zielony”, po tym jak próbował wyrwać broń jednemu z funkcjonariuszy. Powiązany ze środowiskiem pseudokibiców Cracovii gangster miał być zamieszany m.in. w porwanie ze szczególnym udręczeniem.

 

Pomimo tego, że do końca sezonu piłkarskiej Ekstraklasy została już tylko jedna kolejka, nadal nie jest pewne kto zostanie tegorocznym mistrzem Polski. W walce o ten tytuł pozostają Legia Warszawa oraz Jagiellonia Białystok. Problem wywołał fakt, że piłkarze z Warszawy rozgrywają swój ostatni mecz na stadionie w Poznaniu przeciwko Lechowi. 

 

Poznański „Kolejorz” oraz Legia postrzegani są przez kibiców w Polsce jako jedni z największych wobec siebie rywali, a mecze pomiędzy tymi zespołami określane są nawet „Derbami Polski”. To komplikuje sprawę panującej w polskiej piłce tradycji, zgodnie z którą mistrz Polski rozpoczyna świętować zdobycie tytułu na murawie zaraz po zakończeniu ostatniego meczu.

 

Plan zorganizowania alternatywnej fety dla piłkarzy Legii przy ich ewentualnym zdobyciu mistrzostwa miały zacząć obmyślać najpierw władze Lecha Poznań.  Obawiano się zbyt dużego zagrożenia dla zachowania bezpieczeństwa na stadionie, jeśli piłkarze z Warszawy mieliby świętować w obecności tłumu poznańskich fanatyków. Jednym z pojawiających się wówczas pomysłów, był plan rozpoczęcia fety po opuszczeniu stadionu przez kibiców. Odrzucono jednak tą koncepcję, gdyż mogła by ona i tak nie zbyt wiele zmienić.

 

Ważne rozmowy dotyczące tej kwestii miały odbyć się we wtorek podczas wideokonferencji przedstawicieli Jagiellonii Białystok, Legii Warszawa, Lecha Poznań oraz samej Ekstraklasy. Dość oryginalny pomysł wyszedł ze strony reprezentującego warszawski klub Jarosława Jankowskiego. Stwierdził on bowiem, że jeżeli organizator nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa to mecz można przenieść do stolicy. Tą propozycję uznano jednak za prowokację.

 

W końcu podjęto decyzje, że jeżeli piłkarze Legii zostaną mistrzami, wówczas jak najszybciej wrócą samolotem do Warszawy, aby tam świętować sukces ze swoimi kibicami. Poznański klub jest zobowiązany do zapewnienia możliwości przeprowadzenia takiego działania jak najsprawniej. Co ważne ten scenariusz zaakceptowały wszystkie strony. W przypadku zdobycia mistrzostwa przez Jagę, feta rozpocznie się oczywiście na stadionie w Białymstoku, gdzie piłkarze Jagiellonii występują w roli gospodarzy.

 

Strach przed ryzykiem zamieszek dodatkowo wzmacniają wspomnienia sprzed 14 lat. Wtedy to zaś Lech Poznań zdobył Puchar Polski na stadionie warszawskiej Legii. Doszło do wyjątkowo brutalnych zajść. Niektórzy piłkarze zostali pobici, a nawet odbierano im medale.

 

– Po wysłuchaniu argumentów Klubów podjęto decyzję, że w sytuacji, gdyby mistrzem Polski została Legia Warszawa, ceremonia wręczenia trofeum i złotych medali nie odbędzie się w Poznaniu, lecz zostanie przeprowadzona zaraz po powrocie zawodników i sztabu do Warszawy – przekazano w komunikacie wystosowanym przez Ekstraklasa S.A.

 

Wtorkowa decyzja spotkała się ze sporą krytyką, w tym również ze strony Polskiego Związku Piłki Nożnej.

 

– PZPN z wielkim zdziwieniem przyjął decyzję Ekstraklasy i czołowych klubów dotyczących wręczenia najważniejszych nagród na zakończenie sezonu 2017/2018. Przenoszenie tej ceremonii z miejsca, gdzie najprawdopodobniej może nastąpić najważniejsze rozstrzygnięcie ligowego sezonu, pokazuje brak szacunku dla wysiłku piłkarzy oraz koniunkturalizm władz spółki – stwierdził PZPN w swoim oświadczeniu.

 

Najprawdopodobniej jednak, plany jakie ostatecznie podjęto nie zostaną już zmienione w kontekście zbliżającej się soboty.

 

Ludzie na całym świecie przez ostatnie dni śledzą losy dwuletniego Alfiego Evansa. Wbrew woli rodziców, deklaracjom watykańskiej placówki, której lekarze gotowi są za darmo pomagać dziecku oraz na przekór wielu apelom, sędziowie orzekający w sprawie chłopca oraz lekarze ze szpitala Alder Hey są zdania, że najlepszym rozwiązaniem jest pozbawianie chłopca dostępu do tlenu oraz odżywiania, więc de facto… skazanie go na śmierć.

 

O ratunek dla małego Alfiego apelują ludzie z różnych stron świata. Wśród osób wzywających do pomocy dla chłopczyka znalazły się m.in. takie osobistości jak papież Franciszek czy prezydent Polski Andrzej Duda. Obydwu im dziękował publicznie ojciec dziecka. Sporo głosów wsparcia dla Alfiego oraz apeli słychać również ze świata kibiców. Zatroskanych o życie dwulatka jest wielu stadionowych fanatyków, pomimo faktu iż kibicowski świat tak często kojarzy się z rywalizacją i antagonizmami między sympatykami poszczególnych klubów piłkarskich.

 

Obecnie w jednym z dwumeczów Ligi Mistrzów mierzą się ze sobą AS Roma z Liverpool FC. We wtorek rozegrane zostało pierwsze spotkanie pomiędzy tymi drużynami na stadionie Anfield w Liverpoolu. Niedaleko dalej, o życie walczy w szpitalnej sali właśnie Alfie Evans. Już przed meczem rzymscy fani apelowali do piłkarzy AS Roma o wzięcie Alfiego ze sobą do Rzymu, gdzie w watykańskiej placówce wciąż czeka miejsce dla chłopca. W dniu meczu, w gotowości był również śmigłowiec mogący przetransportować dwulatka do Rzymu. Niestety tego samego dnia sąd rodzinny w Liverpoolu zablokował możliwość wylotu dziecka.

 

Pomimo, iż pod stadionem Anfield doszło do starć między grupami identyfikującymi się z rywalizującymi drużynami, to na trybunach po obu stronach zasiedli ludzie z serca wspierający Alfiego Evansa. Słychać było aplauz i inne wyrazy solidarności z maluszkiem, które echem odbijały się w świecie.

 

Na stronach polskich grup kibicowskich również zobaczyć możemy wezwania do pomocy oraz hasła nawołujące do pochylenia się nad przyszłością najpopularniejszego dziś dwulatka. Kibice, którzy w oczach wielu ludzi są agresywną społecznością budzącą strach, pokazują często tak jak i w tej sprawie, że potrafią wesprzeć ludzi bezbronnych w potrzebie. Tak też jest w przypadku Alfiego Evansa. Pod brytyjskimi konsulatami, gdzie zbierają się ludzie, składają pluszowe misie oraz zapalają świeczki w geście solidarności z małym Alfiem, spotkać można też ludzi kojarzonych z obecnością na piłkarskich stadionach i marszach narodowców. Także na prywatnych profilach facebookowych osób aktywnie angażujących się w życie kibicowskie zobaczyć możemy grafiki oraz słowa apeli o pomoc dla tego chłopca.

 

W internecie pojawiają się aktualnie także wezwania i pomysły, by kibice na kolejnych meczach poruszyli przy przygotowywaniu opraw i dopingu temat wsparcia dla 2-letniego Alfiego. Kibice w Polsce niejednokrotnie potwierdzili, że potrafią ponad podziałami upomnieć się, a także głośno podkreślić swoje zdanie w ważnych sprawach. Wiele zapowiada, że tak będzie i tym razem.

 

Pozostaje podpisać się pod tego typu apelami oraz wezwać kibiców z różnych miast, aby pomimo rywalizacji między klubami potrafili to zrobić i zjednoczyli się w zaprotestowaniu przeciwko skazaniu chłopczyka na śmierć.