Zakończyła się akcja poszukiwawczo-ratownicza na terenie gdzie doszło do zawalenia budynku mieszkalnego w leżącym na Uralu Magnitogorsku. Niestety bilans ofiar jest tragiczny, spod gruzów wyciągnięto ciała aż 39 osób. Ministerstwo do Spraw Nadzwyczajnych Sytuacji poinformowało, że pod zawalonym budynkiem już nikogo nie ma. Zadziwienie wciąż wzbudza historia ocalałego około 10-miesięcznego chłopca, który przeżył katastrofę.

 

Do wybuchu doszło o 1 w nocy, kiedy dziecko spało w swoim łóżeczku. Jego bliskim nic poważnego się nie stało, ponieważ jego brat i rodzice spali po drugiej stronie mieszkania. Jednak, także i małego Igora, bo tak ma na imię chłopczyk, udało się uratować.

 

Dzień po katastrofie wielkim szokiem dla wielu był fakt, że niemowlę było żywe, kiedy dotarli do niego wśród gruzów budynku ratownicy. Dla wielu osób to po prostu cud. Jak tłumaczą eksperci w dziedzinie medycyny, organizm małego dziecka jest odporniejszy na trudne warunki, co z pewnością pomogło ok. 10-miesięcznemu Igorowi przetrwać po katastrofie.

 

W sieci pojawiło się nagranie, na którym zarejestrowano moment wyciągnięcia spod resztek zawalonej klatki schodowej dziecka.

 

 

Okoliczności katastrofy w 9-piętrowym budynku wciąż badane są przez rosyjskich śledczych. Chociaż władze zapewniają, że przyczyną wybuchu był gaz, to jednak wiele pytań zrodziła inna eksplozja,do której doszło wczoraj w centrum Magnitogorska. Eksplodował pojazd, powodując przy tym śmierć trzech osób. Pojawiły się informacje, że doszło do tego przy okazji akcji służb wymierzonej w terrorystów.

 

Więcej o tej sprawie pisaliśmy tutaj:

Kolejna eksplozja! Czy katastrofa budowlana to w rzeczywistości zamach terrorystyczny? [WIDEO]

 

Źródło: dorzeczy.pl ; TVP Info ; YouTube/Guardian News

 

MB

 

 

„Ten to ma szczęście…”- takimi słowami można śmiało skomentować przypadek kolei losu jakie spotkały pewnego 62-latka z Indii. Mężczyzna ten przeżył katastrofę samolotu, a kilka dni po tych ciężkich chwilach został milionerem. Jego historię opisał portal fly4free.pl.

 

Mohammad Basheer Abdul Khadar może pochwalić się dosłownie podwójnym szczęściem. Samolot Boeing 777 rozbił się na lotnisku w Dubaju. Na szczęście nasz główny bohater wyszedł cało z tej sytuacji, podobnie jak inni pasażerowie, ponieważ nikomu nic poważnego się wówczas nie stało. Maszyna po rozbiciu jednak stanęła w ogniu i spłonęła.

 

Kilka dni później okazało się jednak, że znów dopisało mu szczęście i to po raz kolejny na lotnisku w Dubaju, które organizowało loterię Dubai Duty Free Millennium Millionaire. Khadarowi udało się wygrać na niej nagrodę główną wynoszącą milion dolarów.

 

Hindus na co dzień mieszkał w Dubaju przez 37 lat. Ma on również dwójkę dzieci i pracował w salonie samochodowym. Po wygranej oznajmił jednak, że przejdzie na emeryturę i wróci na stałe do Indii, gdzie postara się znaleźć pracy, dzięki której będzie mógł nieść pomoc innym osobom.

 

Khadar opowiadał również mediom, że los na loterii zakupił, kiedy około miesiąc wcześniej postanowił wybrać się w swoje rodzinne strony, do stanu Kerala na terenie Indii.

 

Podczas tej loterii wygrywali też inni obcokrajowcy. Przykładowo pochodzący z Iranu Fathillah Nasrollah Shahyari zdobył w ramach wygranej luksusowe BMW 650i Gran Coupe, a obywatel Japonii Yoshiko Tsuge wygrał Porsche Cayenne S.

 

 

Źródło: fly4free.pl

Fot.: Flickr

 

MB

 

 

Niestety docierają kolejne smutne informacje na temat katastrofy, do której doszło w sobotni wieczór. Śmigłowiec właściciela angielskiego klubu piłkarskiego Leicester City, mistrza Premier League z 2016 roku, rozbił się nieopodal stadionu. 

 

– Z najgłębszym żalem i złamanym sercem potwierdzamy, że nasz prezes Vichai Srivaddhanaprabha był pośród tych, którzy w sobotni wieczór stracili życie, gdy helikopter z nim i czterema innymi osobami na pokładzie rozbił się w pobliżu King Power Stadium – napisano w treści komunikatu opublikowanego w imieniu Leicester City dzień po katastrofie, która wstrząsnęła lokalną społecznością oraz sympatykami klubu.

 

Choć formalna identyfikacja ofiar tej tragedii dopiero zostanie przeprowadzona, to jednak miejscowa policja oficjalnie potwierdziła już tożsamość osób, które zginęły w ten weekend w roztrzaskanym śmigłowcu.

 

Nagranie z miejsca katastrofy zamieściliśmy w poniższym artykule:

Helikopter władz klubu rozbił się obok stadionu! [WIDEO]

 

Oświadczenie policji hrabstwa Leicestershire zawierało informacje o tym, że oprócz prezesa Vichaia Srivaddhanaprabha, na pokładzie maszyny znajdowali się również jego dwaj współpracownicy: Nursara Suknamai oraz Kaveporn Punpare, a także pilot Eric Swaffer i pochodząca z Polski Izabela Lechowicz.

 

Polka była doświadczonym pilotem, jak również instruktorem lotnictwa, jednakże podczas tego feralnego lotu zajmowała miejsce pasażera. Znalazła się ona wśród osiemnastu kobiet, które znalazły się w gronie wyróżnionych przez polską ambasadę w Londynie Polek w ramach plebiscytu #Polka100.

 

Członkowie rodzin Izabeli Lechowicz oraz pilota Erica Swaffera poprosiły o zachowanie odpowiedniego szacunku do ich prywatności po tym jakiej tragedii doświadczyli. Rodziny zaapelowały do mediów, aby te nie podejmowały prób kontaktu z nimi.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

Według informacji podanych przez tvp.info oraz chińskiej agencji Xinhua, powołującej się na lokalne w władze, możemy się dowiedzieć, że w piątek doszło do wycieku tlenku węgla w elektrowni cieplnej w prowincji Gansu w północno-zachodnich Chinach. Pięć osób zapłaciło za to zdarzenie życiem, a 15 zostało rannych.

Jak informuje chińska agencja, wyciek miał miejsce w elektrowni należącej do spółki Jinchuan Group Co Ltd w czasie, gdy naprawiane były kotły.

Ranne osoby zostały już przetransportowane do szpitala. Władze prowincji rozpoczęły śledztwo w sprawie wypadku.


Źródło: tvp.info

fot. Wikipedia Commons

LS

Jak podaje pap.pl, liczba ofiar śmiertelnych, które od kilku dni występują na terenie południowej i zachodniej części Japonii wzrósł do co najmniej 62 osób, zaginionych jest 44 osoby, a nie 21 jak podano poprzednio. Według publicznej telewizji NHK bilans ofiar śmiertelnych może jeszcze wzrosnąć.

Agencja AFP podaje, że wciąż trwają akcje ratunkowe, dlatego szacunki liczby ofiar są prowizoryczne.

Najbardziej dotkniętymi prefekturami są Ehime, Hiroszima, Kioto, Kochi, Gifu i Okayama, gdzie miały miejsce liczne osunięcia ziemi, lawiny błotne i powodzie.

Premier Shinzo Abe ocenił „sytuacja jest wyjątkowo poważna”. Premier zarządził wykorzystanie wszelkich możliwych środków w celu niesienia pomocy zagrożonym.

Rząd stworzył biuro kontaktowe w ośrodku zarządzania kryzysowego w kancelarii premiera. Podczas sobotniego posiedzeniu rządu Abe postanowił przeprowadzić „priorytetowe traktowanie ratowania życia ludzkiego oraz bezzwłoczne wysyłanie zespołów ratunkowych”.

„Wciąż wiele osób jest zaginionych, inne potrzebują natychmiastowej pomocy. To jest wyścig z czasem” – mówił premier w telewizji.

Jak podaje pap.pl: „Z obszarów objętych ulewami ewakuowano już łącznie 2 mln osób. W akcjach ratowniczych uczestniczy 64 tys. strażaków oraz żołnierzy sił samoobrony terytorialnej. Ich głównym zadaniem jest ratowanie ludzi, którzy schronili się na dachach swych domów na terenach zalanych wodą.W sobotę japońska Agencja Meteorologiczna wydała specjalne ostrzeżenia pogodowe dla trzech prefektur na wyspie Honsiu – jednej z czterech głównych wysp – i zaapelowała o zachowanie ostrożności wobec możliwych osunięć ziemi, przybierających rzek i silnych wiatrów. Zalecono ewakuację 2,3 mln ludzi. Do poniedziałku ma tam spaść 300 mm opadów.”

Ulewy, rozpoczęły się w czwartek. Według prognoz mają potrwać do niedzieli, a w niektórych miejscach nawet do poniedziałku.

Ogromne deszcze występują w Japonii regularnie. W 2014 r. Hiroszimie zginęło 72 osoby, a w 2016 r. po przejściu tajfunu na północy Japonii odnotowano 15 ofiar śmiertelnych.

W stolicy Kuby, Hawanie, doszło do katastrofy samolotu pasażerskiego Boeing 737. Maszyna rozbiła się zaraz po starcie – podają kubańskie źródła.

 

Do dramatu doszło w piątek po południu czasu polskiego. Samolot pasażerski rozbił się w Hawanie (Kuba). Wiadomo, że tragedia rozegrała się krótko po starcie, między lotniskiem, a znajdującą się niedaleko miejscowością Santiago de las Vegas – poinformowały media kubańskie. Jak dodano, maszyna należała do narodowego kubańskiego przewoźnika, Cubana de Aviacion. Linie te potwierdziły w wywiadzie dla ABC News, że katastrofie uległ jeden z ich samolotów.

 

Wiadomo, że na pokładzie podróżowało około stu osób. Nie podano jednak jak dotąd oficjalnych informacji odnośnie liczby ofiar.

Do tragedii doszło wczoraj w pobliżu Savannah w stanie Georgia. Rozbił się samolot transportowy C-130 „Hercules” należący do Gwardii Narodowej Portoryko. Na pokładzie znajdowało się dziewięć osób. Z komunikatu ogłoszonego przez władze wynika, że zginęło 5 z nich, ale dodano również, że najprawdopodobniej nikt nie ocalał.

 

Maszyną podróżowało pięciu członków załogi i czterech żołnierzy portorykańskiej Gwardii Narodowej. Samolot spadł na ruchliwą autostradę stanową 21, nieopodal linii kolejowej, zaraz po wylocie z lotniska w Savannah.

 

– To absolutny cud, że maszyna nie spadła na samochody

– mówiła przedstawicielka lokalnych władz.

 

Wciąż jednak nie wiadomo, co spowodowało katastrofę. Samolot ten w zeszłym roku uczestniczył w operacjach niesienia pomocy po huraganach Irma i Maria na Karaibach. Był już wysłużony, mia ponad 60 lat. Rozbił się w trakcie swojego ostatniego lotu do Arizony, gdzie miał być zezłomowany.

 

Prezydent Donald Trump złożył kondolencje bliskim ofiar.

 

Nie jest to pierwsza katastrofa w siłach powietrznych Stanów Zjednoczonych w ostatnim czasie. W zeszłym miesiącu w ciągu dwóch dni doszło do trzech tragedii – rozbiły się amerykańskie samoloty wojskowe. W wyniku katastrof zginęły 4 osoby.

Według komunikatu ze strony interia.pl, dzisiaj w Algierii, niedaleko stolicy kraju, Algieru doszło do katastrofy samolotu sił powietrznych – poinformowały lokalne media. Jak podaje rozgłośnia państwowa, w wyniku tragedii zginęło ponad 100 osób. Według innych doniesień, ofiar może być nawet 200.

 

Maszyna rozbiła się blisko bazy lotniczej w miejscowości Bufarik (na północy Algierii). Nie wiadomo jednak na razie, co było przyczyną katastrofy.

 

Zgodnie z ustaleniami lokalnych mediów, jak dotąd z wraku samolotu udało się wyciągnąć już zwłoki kilkudziesięciu osób. Stacja telewizyjna BBC, która powoływała się na doniesienia lokalnej telewizji, zawiadomiła, że liczba ofiar może być nawet równa 200.

 

Jak informuje interia.pl, na miejsce zdarzenia dotarło już kilkanaście karetek pogotowia ratunkowego. Wciąż trwa akcja ratunkowa, jednak służby robia wszystko co w ich mocy, aby wydostać ciała z wraku samolotu.

 

Nad miejscem tragedii obecnie unosi się ogromna chmura czarnego i gęstego dymu.

 

Źródła wojskowe, na które powołuje się krajowe radio, informują, że maszyna była w drodze do Beszaru (południowy zachód Algierii). Jak podaje algierska agencja informacyjna, rozbił się samolot transportowy Ił-76.

 

W sieci rozpowszechniły się już zdjęcia i nagrania z katastrofy.

 

 

 

 

Informację na ten temat potwierdziła Prokuratura Krajowa. Przesłuchanie zostało zaplanowane na dzień 12 kwietnia. 

 

Były prezydent ma stawić się w ramach postępowania w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych bezpośrednio po katastrofie prezydenckiego samolotu, do której doszło 10 kwietnia 2010 roku.

 

Postępowanie to ma wyjaśnić oraz wskazać kto ponosi odpowiedzialność za m.in. błędy popełnione przy pracach ekshumacyjnych. Istnieją poważne podejrzenia, iż działania funkcjonariuszy publicznych, którzy mieli reprezentować stronę polską w relacjach z Rosją przy wyjaśnianiu przyczyn tragedii z 10 kwietni, przyniosły szkodę Rzeczypospolitej.

 

Prokuratury poinformowała w poniedziałek, że do końca 2018 roku zostaje przedłużone śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. Bronisław Komorowski został wezwany do prokuratury w charakterze świadka.

 

Do całej sprawy, sam zainteresowany odniósł się na antenie Polsat News.

 

– Do dzisiaj trwają straszne oskarżenia o zdradę, zamach, spisek przeciwko prezydentowi. Są do tej pory ściągani po prokuraturach politycy poprzedniej ekipy – ubolewał były prezydent.

 

Potwierdził on podczas wywiadu również, że zamierza stawić się w prokuraturze.

 

– Ja też się wybieram w najbliższym czasie do prokuratury, będę przesłuchiwany To osobiście boli, ale jest dramatycznym dysonansem w stosunku do wspólnotowego przeżywania żałoby w pierwszych dniach – stwierdził Komorowski.