Czescy politycy bez najmniejszych wątpliwości nie popierają religii muzułmanów.
W parlamencie trwają dyskusje na temat całkowitego zakazu tej, jak podkreślają czescy politycy. nie tylko religii, ale i ideologii.

 

– Jeśli ktoś wzywa do zabijania niewiernych i Żydów, to nie jest religią pokoju – twierdzi czeski poseł Jiří Kobza. Jego partia Wolność i Demokracja Bezpośrednia, która stanowi jedną z większych sił w parlamencie, zaznacza, że islam to także brutalny ruch, który powinien zostać zakazany. – Zasugerowaliśmy, że wszelkie ideologie promujące nienawiść i przemoc powinny zostać zakazane. Jedną z ideologii jest islam. A potem faszyzm i nazizm – dodał.

 

Jak podkreślił parlamentarzysta, muzułmanie nie nie chcą i nie będą się integrować ze społeczeństwem wyznającym inną religię. Stwierdził, że to nie jest migracja, lecz kolonizacja. W Czechach muzułmanie stanowią zaledwie 0,5 proc. ludności.

 

W 2017 roku ówczesny premier Bohuslav Sobotka otwarcie przyznał w jednym z wywiadów, że jego kraj nie chce większej liczby muzułmanów. Podobne zdanie na ten temat ma także prezydent Milos Zeman, który zdecydowanie potępił islam. Zaznaczył, że nie należy on po prostu do Europy. Obaj mężczyźni są zwolennikami socjaldemokracji.

 

Władca Czech nawiązał do panującego na Starym Kontynencie od 2015 roku kryzysu migracyjnego. Zeman podczas jednej z krytycznych wobec islamu demonstracji stwierdził, że muzułmańscy imigranci, którzy dotarli do Europy, pochodzą z „kultury morderców i religijnej nienawiści”.

 

Źródło: nczas.com
Fot.: Wikimedia Commons
EM

Wp.pl pisze o Polkach które wychodzą za mąż za muzułmanów z Bliskiego Wschodu i Azji. Jedna zgodziła się o tym otwarcie porozmawiać. Kobieta opowiedziała swoją historię dziennikarce wp.pl Helenie Łygas. Wynika z tego, że dziewczyny z Polski szukają szejka z pałacem a dostają nieprzespane noce i siniaki. „Jesteśmy traktowane jak psy, na które można wrzeszczeć i które można bić.”

 

 

Jak opowiada Anita na portalu WP Kobieta: „Europejka, która przeszła na islam, nigdy nie będzie na ich terenie szanowana. Jesteśmy traktowane jak psy, na które można wrzeszczeć i które można bić, jeśli coś się nie podoba, „Allah tak chciał” komentowała rodzina mojego męża kolejne siniaki”.

 

 

W obszernym artykule Polka, która wyszła za maż za Pakistańczyka poznanego w internecie opowiada swoją historię. Mówi o pierwszych zauroczeniach i pierwszych niepokojących objawach agresji swego muzułmańskiego męża.

 

 

„Znam mnóstwo Polek-muzułmanek, które postąpiły podobnie jak ja. Wszędzie wcześniej czy później pojawiała się przemoc. Może nie o takim nasileniu, jak w moim małżeństwie, ale umówmy się, że mąż mówiący do ciebie „brudna świnio” zamiast „kochanie” to w Polsce, mimo wszystko, to nie jest standard. (…) „Oni przekonanie, że kobieta to zwierzę domowe, mają to wpajane od dziecka.” – mówi Anita.

 

 

– „Moim zdaniem są dwa typy Polek, które przechodzą na islam. Najpierw odnajdujesz Allaha, a potem – już jako konwertytka – swojego „arabskiego księcia”. I dodaje „Pierwsza grupa to młode, zagubione dziewczyny, które mają zły kontakt z rodzicami. Często są nielubiane w szkole, czują, że nigdzie nie pasują, żyją głównie w internecie.”

 

 

„Druga to kobiety takie jak ja. Po trudnych związkach, ze zdeptanym poczuciem własnej wartości, które czują się nieatrakcyjne i mają dojmujące przeświadczenie, że już do końca życia będą same” – opowiada Anita.

 

 

Źródło: nczas.com, wp.pl
fot. Wikipedia Commons
LS

Zazwyczaj kłótnie w komunikacji miejskiej toczą się między mężczyznami i przez nich są prowadzone. Inaczej jednak było w tym przypadku, kiedy to kobieta przez to, że pasażer egzotycznego pochodzenia zaczął się na nią „gapić”, ona zaczęła przelewać na niego swoją złość i jawnie go obrażać…

Zobaczcie sami! Oto wideo-relacja

 

 

 

 

Źródło: youtube.com
fot. youtube.com
LS

Kiedy w Polsce ponad 250 tysięcy osób uczestniczy w Marszu Niepodległości, w Szwecji też organizowane są marsze… tysięcy muzułmanów. Tłumnie przechodzą ulicami Gothenburga z okazji swojego religijnego święta Aszura.

 

Nie od dziś wiadomo, że Szwecja nagminnie przyjmuje islamskich imigrantów.
Jak oznajmiła ostatnio premier kraju, „przyjęcie milionów imigrantów dla Szwecji nie będzie problemem”. Czy aby na pewno?

 

Jak w Polsce setki tysięcy Polaków świętowało niepodległość Polski, wymachując biało-czerwonymi flagami, tak w Szwecji maszerowało tysiące muzułmanów z arabskimi flagami i transparentami.

 

Czym jest Aszura? To muzułmańskie święto obchodzone dziesiątego dnia miesiąca muharram, czyli pierwszego miesiąca w kalendarzu muzułmańskim (sama nazwa Aszura oznacza „dziesięć”). Święto prawdopodobnie wywodzi się ze zwyczajów wspólnoty żydowskiej zamieszkującej Medynę – według A’iszy, miejscowi Arabowie obchodzili je jeszcze długo przed Mahometem, przestrzegając tego dnia postu (dziś już nie jest on obowiązkowy). Dla sunnitów, Aszura jest świętem przypominającym opuszczenie Egiptu przez Izraelitów.

 

 

Źródło: nczas.com; Twitter – @PrawyPopulista; YouTube – Hypnotized FCB
Fot.: YouTube – Hypnotized FCB
EM

 

 

TVP. info ujawnia, że lider islamistycznego ugrupowania Hamas rządzącego w Strefie Gazy w wywiadzie dla izraelskiego dziennika oświadczenie: „Nowa wojna w Strefie Gazy zdecydowanie nie leży w naszym interesie”.

Dziennik „Jedijot Achronot” opublikował wywiad z Jahją Sinwarem, w którym oświadczył on: „na drodze wojny niczego nie osiągniemy”. Zawieszenie broni z Izraelem powinno, według niego, oznaczać „całkowite uspokojenie” i koniec izraelsko–egipskiej blokady Strefy Gazy.


Wywiad ukazał się w czasie, kiedy w martwym punkcie utknęły podejmowane przy mediacji Kairu wysiłki zmierzające do ogłoszenia zawieszenia broni w Strefie Gazy.


Hamas organizuje cotygodniowe protesty na granicy Izraela. Ich celem jest wywarcie presji na władze izraelskie, żeby zakończyły blokadę Gazy.

W piątek zginęło wskutek ostrzału ze strony izraelskiej kolejnych trzech Palestyńczyków, w tym 14-letni chłopiec. Uczestniczyli oni w cotygodniowej demonstracji przy granicy Izraela. W trakcie protestu z udziałem 20 tysięcy ludzi rzucano w stronę protestujących na terytorium izraelskiego między innymi zaimprowizowane granaty zapalające. Organizowane przez Hamas demonstracje są nazywane „Wielkim Marszem Powrotu” .

Od początku tych protestów było już po stronie palestyńskiej co najmniej 198 śmiertelnych ofiar.

Źródło: tvp.info
fot. Wikipedia Commons

LS

Kwestia islamizacji Europy to temat, który wywołuje emocje środowisk prawicowych i patriotycznych w wielu krajach na kontynencie. Szczególnie kiedy obserwuje się w internecie sceny ukazujące, że w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii przedstawiciele muzułmańskich ugrupowań  mają coraz więcej przywilejów, w czasie kiedy często trudniej jest funkcjonować chrześcijanom.

 

W ostatnich dniach znów doszło do sytuacji, kiedy w internecie zawrzało względem postępu rozwoju islamu na zachodzie. Chodzi o wydarzenia w niemieckim Hamburgu, który od kilku lat ma poważne problemy ze zwolennikami radykalnego islamu. Budynek miejscowej świątyni, będącej niegdyś kościołem wyznania ewangelickiego została zamieniona na meczet.

 

Wyznawcy islamu zakupili ten budynek w 2012 roku. Rok później rozpoczęto prace adaptacyjne trwające przez 6 lat. Teraz jest tego efekt w postaci rozpoczęcia funkcjonowania meczetu w tym miejscu.

 

Taka zamiana nie byłą tania, ponieważ koszty wyniosły w tym przypadku 5 milionów euro. Kolejną kontrowersję stanowi tu fakt, że fundusze zainwestowały w tą inicjatywę władze Kuwejtu. Wsparły one przebudowę świątyni 1,1 mln euro. Kuwejt to państwo, które regularnie angażuje się we wspieranie rozbudowy muzułmańskich świątyń w innych krajach.

 

Na emocje ludzi świadomych europejskich korzeni działa obrazek, który pojawił się w internecie. Na świątyni w Hamburgu krzyż został zastąpiony przez złoty napis „Allah” przy okazji przejęcia budynku przez muzułmanów.

 

Wielu ludzi komentujących te zmiany w internecie, zastanawia się w jakim tempie będzie przybywać tego typu przypadków, kiedy miejsce chrześcijan będą formalnie zajmować wyznawcy islamu, dodatkowo wspierani przez obce rządy.

 

 

Źródło: wPolityce.pl ; Twitter/@WkurzonyEmeryt

Fot.: Pixabay

 

Opierając się na informacjach portalu niezalezna.pl oraz irackich źródłach sądowych dowiemy się, że wiceszef dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie w Iraku i Syrii Ismail Alwan Salman al-Ithawi został skazany dziś na śmierć przez sąd w Bagdadzie. 

Rzecznik sądu Abdul Sattar Bajrakdar oświadczył, że „Sąd karny w Karkh (w Bagdadzie, na zachodnim brzegu Tygrysu) skazał na śmierć przez powieszenie terrorystę Ismaila Alwana Salmana al-Ithawiego”.

Sąd orzekł, że dżihadysta „zajmował wiele stanowisk w organizacji terrorystycznej Daesz (arabski akronim Państwa Islamskiego)”.

„Uciekł do Syrii i utrzymywał kontakty z przywódcami plemiennymi, a następnie przybył do Turcji po wyzwoleniu większości obszarów okupowanych przez dżihadystów” – poinformował sąd w komunikacie.

15 lutego bieżąceg roku irackie władze poinformowały, że Ithawi został przewieziony do Iraku w ramach wspólnej operacji wywiadu służb irackich, tureckich oraz amerykańskich.

Wysoki rangą przedstawiciel komórki irackiego wywiadu ds. tropienia członków IS poinformował, że jego zespołowi „udało się zinfiltrować najwyższe kierownictwo ekstremistycznej organizacji Państwo Islamskie, a także prześledzić wszystkie działania 55-letniego Ithawiego, pochodzącego z Ar-Ramadi” w środkowym Iraku.

Ithawi był szefem komitetu odpowiedzialnego za mianowanie emirów IS, a także „ministrem odpowiedzialnym za wydawanie fatw (edyktów religijnych) Państwa Islamskiego”.

Źródło: niezalezna.pl
fot. Wikipedia Commons

W wojnie, którą toczy islam z cywilizacją zachodnią zamachy terrorystyczne są akcjami dywersyjnymi, które odwracają uwagę od znacznie poważniejszego zagrożenia: systematycznego zasiedlania Europy przez muzułmanów. Zamachy tak absorbują uwagę nie tylko publiczności, ale też mediów, że proces zasiedlania odbywa się bez poważniejszych sprzeciwów. Islamskie ośrodki w krajach arabskich nie ukrywają, że ich celem jest podbój Europy. Osiedlanie się na naszym, kontynencie milionów muzułmanów ma doprowadzić do ustanowienia tu ich władzy oraz prawa szariatu. Europa ogłosiła wojnę z terroryzmem. W wojnie tej wróg został błędnie zdefiniowany. To nie terroryzm, ale arabski islam w wersji wahabickiej i salafickiej toczy wojnę z Europą. Terroryzm to tylko dywersja.

 

Serce wędruje z miasta do miasta

Zamach terrorystyczny jest spektaklem. Po każdym aktywizują się media. Świadkowie demonstrują emocje, a zaraz potem kto tylko zdoła się dopchać przed kamery lub na  łamy komentuje wydarzenie z wielkim zapałem. Publicyści, specjaliści od terroryzmu, polityczni propagandyści oraz politycy mają kolejną okazję lansowania się. Spece od terroryzmu powtarzają ze smakiem wciąż te same prawdy: celem terrorystów jest zastraszenie, a my się zastraszyć nie damy. Mistrzowie surwiwalu radzą jak się zachowywać podczas ataku: schować się, wycisnąć trochę krwi z leżących w pobliżu zwłok lub z rannego i usmarowawszy się nią udawać trupa. Telewizyjni mędrcy powtarzają zwyczajem mędrców swoje mądrości:  należy walczyć z terroryzmem, a nie z islamem bla bla bla bla, musimy przywyknąć do zamachów bla bla bla, należy oddzielić terrorystów od pokojowo nastawionych muzułmanów bla bla bla, wygramy wojnę z terroryzmem, jeżeli bla bla bla. Donald Tusk powtarza na Twitterze „Moje serce jest w (tu następuje nazwa miasta, w którym odbył się zamach)”. Ostatnio zdobył się na oryginalność i napisał „Cała Europa stoi razem z Barceloną”. Podobnie skonwencjonalizowane i równie oryginalne slogany wygłaszają europejscy politycy i wysocy urzędnicy z Brukseli. Im osobiście ten cały ten terroryzm nie zagraża, bo żyją w bezpiecznych enklawach otoczeni bandami ochroniarzy. Terroryści też dziwnie nie kwapią się do ataków na komisarzy czy ministrów. Przez dwa lub trzy dni media mają używanie, w czwartym dniu publiczność czuje się już znudzona, lans się kończy, media wracają do zwykłej codzienności opowiadając o zawodach sportowych, drogowych wypadkach, życiu uczuciowym i płciowym celebrytów, a co ambitniejszym o tym, co powiedział jeden polityk o drugim polityku, a drugi o trzecim…Aż do następnego zamachu.

 

A do Europy wciąż płyną muzułmanie

Tymczasem bez przerwy, dzień po dniu do Europy wlewają się muzułmanie. Młodzi mężczyźni bez dokumentów, bez wykształcenia i bez chęci do pracy. Nikt na to nie zwraca już uwagi, bo nie ma w tym napływie nic spektakularnego.  Jeszcze parę lat temu ich przybywanie na nasz kontynent było dramatyczne, bo płynęli przez Morze Śródziemne na tandetnych łódkach i pontonach, niekiedy tonących. Ich nieszczęście budziło współczucie. Publika witała ich z otwartymi ramionami, podobnie jak kanclerz Angela Merkel.

Od kiedy jednak arabscy przemytnicy ludzi podzielili się pieniędzmi z europejskimi organizacjami pozarządowymi, muzułmańscy przybysze podróżują wygodnie i bezpiecznie. Publiczność przestała się nimi interesować, politycy też, bo już nic na imigrantach ugrać się nie da.  Przybysze z afrykańskich i azjatyckich krajów muzułmańskich przedzierają się do Europy spontanicznie. Ale jest to spontaniczność organizowana i sterowana przez dwie sunnickie sekty: wahabitów i salafitów.  Wahabici – w krajach arabskich żyje ich około 20 milionów – wyznają proste zasady: obowiązkiem muzułmanina jest nawracanie odstępców, zabijanie niewiernych, szerzenie islamu oraz podporządkowywanie całego świata prawu szariatu. W Arabii Saudyjskiej wahabizm jest religią państwową, a w Katarze wyznawcy stanowią około 47 proc. mieszkańców. Podobne zasady wyznaje odłam muzułmanów zwących się salafitami. Jest ich około 50 milionów. Według ekspertów na uzbrojenie i szkolenie członków islamskich organizacji terrorystycznych oraz na propagandę wyjazdów muzułmanów do Europy wahabici i salafici wydali dotąd około 100 miliardów dolarów.  W meczetach Azji i Afryki mułłowie finansowani przez wahabitów z Arabii Saudyjskiej albo z Kataru, Kuwejtu czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich namawiają młodych ludzi do wędrówki ku Europie, zapewniając, że każdemu przybyszowi niewierni dadzą mieszkanie, samochód i pieniądze na życie. Każdy też będzie mógł po osiedleniu się w Europie sprowadzić rodzinę. Rodzina, która tam obejmuje nie tylko bliskich, ale i dalekich krewnych, składa się więc na koszta i wysyła w podróż najbystrzejszego i najenergiczniejszego młodego człowieka, żeby dotarł do Europy, sprowadził krewnych i żeby potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

 

Ani domu nie dali, ani auta

W Europie okazuje się, że niewierni samochodów nie dają, zamiast mieszkań przydzielają łóżka w kilkuosobowych pokojach, a zasiłki – nawet w Niemczech – ledwo wystarczają na życie. Przybysze czują się oszukani. Nie przez mułłów ze swych wiosek oczywiście, bo mułłowie – jak wiadomo – mówią wyłącznie prawdę, ale przez niewiernych. Dodatkowo muzułmańscy osadnicy widzą wokół bogactwo: piękne domy, samochody, kobiety z obnażonymi włosami i nogami, restauracje i sklepy, na które ich nie stać. To pogłębia poczucie krzywdy, bo przecież to bogactwo należy się muzułmanom, a nie niewiernym. Kiedy rozgoryczeni idą do europejskiego meczetu, żeby poskarżyć się Allachowi na tak jawną niesprawiedliwość, europejscy mułłowie – też finansowani przez Arabię Saudyjską albo Katar, Kuwejt czy Zjednoczone Emiraty Arabskie – mówią im, żeby czekali, bo już niebawem islam zwycięży, a wtedy muzułmanie zabiorą niewiernym domy i samochody, a ich kobiety uczynią niewolnicami. I tym właśnie – czekaniem na zwycięstwo islamu – zajmują się muzułmańscy przybysze. Chcą spokojnie i wygodnie żyć w Europie, jak twierdzi lewicowa propaganda. Ale są też przekonani – to lewicowa propaganda przemilcza – że spokojne i wygodne życie zapewni im tylko szariat. Wysłannicy muzułmańskich rodzin nie są żołnierzami w wojnie, którą islam toczy z zachodem. Są ofiarami tej wojny i zarazem bronią wycelowaną przez mułłów w Europę. Są świadomi swej roli w najeździe na Europę mniej więcej tak samo jak były świadome swojej roli słonie bojowe w armii Hannibala. Wahabicki plan podboju Europy polega na wykorzystaniu europejskiej demokracji: kiedy muzułmanów będzie wystarczająco wielu, opanują rządy i obejmą władzę. Z planu tego nie zdaje sobie sprawy przytłaczająca większość Europejczyków. Znakomicie go za to rozumieją lewicowi politycy, a oni właśnie rządzą Europą, poza Polską, Węgrami i Wielką Brytanią.

 

Wahabici, salafici i piąta kolumna

W wojnie islamu z Europą aktywną rolę pełni europejska piąta kolumna. Lewicowe partie rządzące krajami Europy i lewicowi politycy wspierają podbój, bo ich zdaniem muzułmańscy osadnicy przybliżają realizację socjalistycznej utopii: nowej Europy bez państw, religii, tradycji, kultury i tradycyjnie rozumianego prawa.

Przybyszów z krajów arabskich, z Afryki i z Azji lewicowi politycy i propagandyści nazywają uchodźcami, żeby z góry spacyfikować ewentualny opór przeciw ich przyjmowaniu. Opór jest zresztą niewielki, bo umysły europejczyków sparaliżowane są polityczna poprawnością. Zamachy terrorystyczne lewica wykorzystuje zgodnie z zamiarem ich organizatorów: do odwracania uwagi od najazdu. Inspirowane przez nią jałowe dyskusje o terroryzmie, demonstracje przeciw terrorystom, malowanie kredkami na chodnikach antyterrorystycznych kwiatków oraz tweety o wędrującym sercu – mają zająć i zajmują uwagę Europejczyków. A najważniejsze, że im bardziej Europejczycy boją się radykalnych islamistów, tym łatwiej pokochają pokojowo nastawionych muzułmanów z wdzięczności za to, że ci drudzy nie mordują, choć przecież mogliby. Ten społeczny wariant syndromu sztokholmskiego działa!

 

Kadrowe struktury islamu powstają też w Polsce. Rząd Rzeczpospolitej blokuje najazd muzułmanów argumentując, że wśród nich są zakamuflowani terroryści. To jednak nie zapewnia bezpieczeństwa Polsce i Polakom.  Wahabici nie zrezygnowali z podboju Rzeczypospolitej tylko dlatego, że aktualna władza zablokowała napływ osadników. Władza przecież w końcu się zmieni i osadnicy zaczną napływać. W naszym kraju poza oficjalnie budowanym meczetami, w domach albo mieszkaniach wykupywanych przez prywatne osoby powstają tajne muzułmańskie świątynie, w których nie tylko spotykają się muzułmanie, ale też trwa indoktrynacja Polaków. Według niektórych badaczy islamu w Polsce jest już tych meczetów prawie 600, ale liczba ta nie jest pewna.  Żadne wiarygodne statystyki nie podają liczby muzułmanów mieszkających w Polsce. Jeśli pominąć całkowicie zasymilowanych polskich Tatarów, żyje tu około 30 tysięcy napływowych muzułmanów. Nie można pominąć od 2 do 5 tysięcy Polek, które przeszły na islam pod wpływem arabskich mężczyzn, z którymi się formalnie lub nieformalnie związały. Znacznie mniej jest etnicznych polskich mężczyzn którzy stali się muzułmanami. Obecnie nie napływają wprawdzie masowo osadnicy, ale płyną wahabickie pieniądze. Część tych pieniędzy wypłacana jest jako żołd ludziom, którzy werbują kandydatów na muzułmanów, w tym Polakom, którzy przeszli na islam.  Mułłowie oficjalnie w Polsce działający głośno potępiają terroryzm, ale w ich meczetach zbierają się kadrowe organizacyjne struktury gotowe do wchłonięcia muzułmańskich osadników, kiedy zmieni się koniunktura polityczna i do władzy wróci lewica. Islamscy najeźdźcy ani na chwilę nie zrezygnowali z podboju Polski. Czekają cierpliwie, gotowi na masowy napływ muzułmańskich migrantów, a w rezultacie na objęcie władzy nad Polską.

 

Tekst pochodzi z 38. numeru kwartalnika „Myśl.pl”.

 

Wojciech Jankowskidziennikarz, wolny strzelec. W przeszłości związany z tygodnikiem NSZZ „Solidarność” „Odrodzenie”.  Przez niemal dekadę dziennikarz „Gazety Wyborczej”, a po odejściu z jej redakcji współpracownik regionalnych dzienników i tygodników na Dolnym Śląsku oraz m.in. „Najwyższego Czasu” i „Opcji na Prawo”.

 

 

Fot.: Wikimedia Commons

 

Osama bin Laden to najsłynniejszy z terrorystów ostatnich dziesięcioleci. Był on za życie przywódcą Al Kaidy- organizacji terrorystycznej, której do dziś się przypisuje przeprowadzenie niektórych z największych ataków terrorystycznych. Bin Laden został zabity w 2011 roku na terytorium Pakistanu. Teraz po latach zarówno od jego śmierci, a tym bardziej ataku na WTC, głos zabrała matka ówczesnego lidera dżihadystów Alia Ghanem.

 

Kobieta udzieliła wywiadu brytyjskiemu „The Guardian”. Matka Osamy bin Ladena nadal wspomina syna jako dobre dziecko. O sprowadzanie go na złą drogę, co miało doprowadzić do ataków z 11 września 2001 roku, obwinia ona ludzi ze znajdującego się w mieście Jeddah uniwersytetu im. Króla Abdulaziza. Znajduje się to miejsce w Arabii Saudyjskiej, czyli kraju z którego pochodzi cały bogaty ród bin Ladenów.

 

Na uczelni tej, młody Osama studiował co ciekawe ekonomię. Jak twierdzi Alia Ghanem, w tamtych czasach nie przyszłoby jej do głowy, że jej syn zradykalizuje się i zostanie terrorystą. Uważa, że na uniwersytecie zrobiono jej dziecku pewnego rodzaju „pranie mózgu”. Nasuwa się więc pytanie o poziom indoktrynacji na niektórych uczelniach w muzułmańskich krajach.

 

– Wszyscy, którzy go wtedy znali, szanowali go. My byliśmy z niego bardzo dumni. I wtedy pojawił się Osama – mudżahedin. Ludzie na uniwersytecie go zmienili. Był dobrym dzieckiem zanim ich poznał, a oni wyprali mu mózg – twierdzi i tłumaczy swego syna Alia Ghanem.

 

Jak uważa matka dawnego lidera Al Kaidy, bliscy Osamy martwili się widząc co się z nim dzieje. W domu, w którym „The Guardian” przeprowadził rozmowę do dzisiaj widać fotografie słynnego terrorysty z czasów kiedy był w różnym wieku. Wypowiedzieć zdecydowali się również inni członkowie rodziny Osamy bin Ladena.

 

– Winni wszystkich z jego otoczenia, ale nie jego. Nadal widzi w nim dobrego chłopca, jakim był, kiedy był mały. Nie widzi w nim dżihadysty – powiedział przyrodni brat Osamy Ahmad, wyjaśniając iż matka do dzisiaj nie potrafi winić go za przeprowadzane zamachy oraz kocha swojego syna, który stał się z czasem tak znaną postacią w świecie globalnego terroryzmu.

 

Hassan, drugi brat dawnego szefa Al Kaidy stwierdził, że bliscy od razu wiedzieli, kto jest odpowiedzialny za przeprowadzenie zamachu na WTC.

 

– Od najmłodszego do najstarszego – wszyscy się go wstydziliśmy. Wiedzieliśmy, że poniesiemy straszne konsekwencje – opowiedział Hassan.

 

Zdaniem bliskich Osamy, po raz ostatni widzieli się z nim w bazie w Afganistanie. Miało to miejsce w 1999 roku, czyli dwa lata przed atakami na Stany Zjednoczone Ameryki.

 

Obecnie najmłodszy syn słynnego terrorysty Hamza ma 29 lat. Uważa się go za następcę Egipcjanina Aymana al-Zawahiriego (widocznego na zdjęciu wyżej), który przejął władzę w organizacji po Osamie. Służby USA utrzymują, że Hamza to obecnie światowy terrorysta, który może stać się porównywalnie niebezpieczny jak jego ojciec. On sam również deklarował w ostatnich latach, że pomści śmierć swojego ojca oraz sprawi, że działania Al Kaidy przyćmią inne islamistyczne ugrupowanie- Państwo Islamskie. Takie treści Hamza bin Laden przekazywał w komunikatach skierowanych do muzułmanów.

 

Brat Osamy Hassan, będący wujkiem dla 29-latka stwierdził, że gdyby miał okazję przestrzegłby Hamzę przed naśladowaniem ojca.

 

– Gdyby dziś przede mną stanął, powiedziałbym mu, żeby się nie mścił, że nie chcemy znowu przez to przechodzić. Powiedziałbym mu: Zaufaj Bogu, On cię poprowadzi. Dwa razy pomyśl, zanim coś zrobisz. Nie idź w ślady swojego ojca – mówił w wywiadzie Hassan.

 

Ostatnim głośnym atakiem przeprowadzonym w krajach zachodnich przez członków Al Kaidy był ten przeprowadzony w Paryżu na początku 2015 roku, którego celem stała się redakcję Charlie Hebdo- francuskiego tygodnika kpiącego z ważnych dla wyznawców różnych religii wartości. Napastnikami okazali się wówczas bracia Said i Cherif Kouachi. Utrzymywali oni wówczas kontakty z terrorystą o nazwisku Amedy Coulibaly, który deklarował przynależność i sympatię wobec ISIS.

 

Przywódcy Państwa Islamskiego oraz Al Kaidy nadal mają jednak ze sobą wrogie relacje co doprowadza do walk pomiędzy ich bojownikami. Ewentualny sojusz tych motywowanych radykalnym islamem organizacji terrorystycznych skutkować mógłby sporym zagrożeniem dla bezpieczeństwa w skali globalnej.

 

Źródło: The Guardian ; rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons