SPROSTOWANIE:

Informujemy, że w naszych artykule: "Wielkopolska: Tragiczne sceny na dyskotece. Zatrzymano dwie osoby":
prostozmostu24.pl/wielkopolska-tragiczne-sceny-na-dyskotece-zatrzymano-dwie-osoby błędnie podaliśmy, że do zdarzenia doszło na dyskotece w Mieleszynie. Jak informuje właściciel tejże nie jest to zgodne z prawdą, bowiem do zdarzenia doszło poza lokalem.

Za zaistniałą sytuację wszystkich zainteresowanych, a zwłaszcza właściciela lokalu serdecznie przepraszamy,
"Redakcja Prosto z mostu”

TVP. info ujawnia, że lider islamistycznego ugrupowania Hamas rządzącego w Strefie Gazy w wywiadzie dla izraelskiego dziennika oświadczenie: „Nowa wojna w Strefie Gazy zdecydowanie nie leży w naszym interesie”.

Dziennik „Jedijot Achronot” opublikował wywiad z Jahją Sinwarem, w którym oświadczył on: „na drodze wojny niczego nie osiągniemy”. Zawieszenie broni z Izraelem powinno, według niego, oznaczać „całkowite uspokojenie” i koniec izraelsko–egipskiej blokady Strefy Gazy.


Wywiad ukazał się w czasie, kiedy w martwym punkcie utknęły podejmowane przy mediacji Kairu wysiłki zmierzające do ogłoszenia zawieszenia broni w Strefie Gazy.


Hamas organizuje cotygodniowe protesty na granicy Izraela. Ich celem jest wywarcie presji na władze izraelskie, żeby zakończyły blokadę Gazy.

W piątek zginęło wskutek ostrzału ze strony izraelskiej kolejnych trzech Palestyńczyków, w tym 14-letni chłopiec. Uczestniczyli oni w cotygodniowej demonstracji przy granicy Izraela. W trakcie protestu z udziałem 20 tysięcy ludzi rzucano w stronę protestujących na terytorium izraelskiego między innymi zaimprowizowane granaty zapalające. Organizowane przez Hamas demonstracje są nazywane „Wielkim Marszem Powrotu” .

Od początku tych protestów było już po stronie palestyńskiej co najmniej 198 śmiertelnych ofiar.

Źródło: tvp.info
fot. Wikipedia Commons

LS

Kwestia islamizacji Europy to temat, który wywołuje emocje środowisk prawicowych i patriotycznych w wielu krajach na kontynencie. Szczególnie kiedy obserwuje się w internecie sceny ukazujące, że w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii przedstawiciele muzułmańskich ugrupowań  mają coraz więcej przywilejów, w czasie kiedy często trudniej jest funkcjonować chrześcijanom.

 

W ostatnich dniach znów doszło do sytuacji, kiedy w internecie zawrzało względem postępu rozwoju islamu na zachodzie. Chodzi o wydarzenia w niemieckim Hamburgu, który od kilku lat ma poważne problemy ze zwolennikami radykalnego islamu. Budynek miejscowej świątyni, będącej niegdyś kościołem wyznania ewangelickiego została zamieniona na meczet.

 

Wyznawcy islamu zakupili ten budynek w 2012 roku. Rok później rozpoczęto prace adaptacyjne trwające przez 6 lat. Teraz jest tego efekt w postaci rozpoczęcia funkcjonowania meczetu w tym miejscu.

 

Taka zamiana nie byłą tania, ponieważ koszty wyniosły w tym przypadku 5 milionów euro. Kolejną kontrowersję stanowi tu fakt, że fundusze zainwestowały w tą inicjatywę władze Kuwejtu. Wsparły one przebudowę świątyni 1,1 mln euro. Kuwejt to państwo, które regularnie angażuje się we wspieranie rozbudowy muzułmańskich świątyń w innych krajach.

 

Na emocje ludzi świadomych europejskich korzeni działa obrazek, który pojawił się w internecie. Na świątyni w Hamburgu krzyż został zastąpiony przez złoty napis „Allah” przy okazji przejęcia budynku przez muzułmanów.

 

Wielu ludzi komentujących te zmiany w internecie, zastanawia się w jakim tempie będzie przybywać tego typu przypadków, kiedy miejsce chrześcijan będą formalnie zajmować wyznawcy islamu, dodatkowo wspierani przez obce rządy.

 

 

Źródło: wPolityce.pl ; Twitter/@WkurzonyEmeryt

Fot.: Pixabay

 

Opierając się na informacjach portalu niezalezna.pl oraz irackich źródłach sądowych dowiemy się, że wiceszef dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie w Iraku i Syrii Ismail Alwan Salman al-Ithawi został skazany dziś na śmierć przez sąd w Bagdadzie. 

Rzecznik sądu Abdul Sattar Bajrakdar oświadczył, że „Sąd karny w Karkh (w Bagdadzie, na zachodnim brzegu Tygrysu) skazał na śmierć przez powieszenie terrorystę Ismaila Alwana Salmana al-Ithawiego”.

Sąd orzekł, że dżihadysta „zajmował wiele stanowisk w organizacji terrorystycznej Daesz (arabski akronim Państwa Islamskiego)”.

„Uciekł do Syrii i utrzymywał kontakty z przywódcami plemiennymi, a następnie przybył do Turcji po wyzwoleniu większości obszarów okupowanych przez dżihadystów” – poinformował sąd w komunikacie.

15 lutego bieżąceg roku irackie władze poinformowały, że Ithawi został przewieziony do Iraku w ramach wspólnej operacji wywiadu służb irackich, tureckich oraz amerykańskich.

Wysoki rangą przedstawiciel komórki irackiego wywiadu ds. tropienia członków IS poinformował, że jego zespołowi „udało się zinfiltrować najwyższe kierownictwo ekstremistycznej organizacji Państwo Islamskie, a także prześledzić wszystkie działania 55-letniego Ithawiego, pochodzącego z Ar-Ramadi” w środkowym Iraku.

Ithawi był szefem komitetu odpowiedzialnego za mianowanie emirów IS, a także „ministrem odpowiedzialnym za wydawanie fatw (edyktów religijnych) Państwa Islamskiego”.

Źródło: niezalezna.pl
fot. Wikipedia Commons

W wojnie, którą toczy islam z cywilizacją zachodnią zamachy terrorystyczne są akcjami dywersyjnymi, które odwracają uwagę od znacznie poważniejszego zagrożenia: systematycznego zasiedlania Europy przez muzułmanów. Zamachy tak absorbują uwagę nie tylko publiczności, ale też mediów, że proces zasiedlania odbywa się bez poważniejszych sprzeciwów. Islamskie ośrodki w krajach arabskich nie ukrywają, że ich celem jest podbój Europy. Osiedlanie się na naszym, kontynencie milionów muzułmanów ma doprowadzić do ustanowienia tu ich władzy oraz prawa szariatu. Europa ogłosiła wojnę z terroryzmem. W wojnie tej wróg został błędnie zdefiniowany. To nie terroryzm, ale arabski islam w wersji wahabickiej i salafickiej toczy wojnę z Europą. Terroryzm to tylko dywersja.

 

Serce wędruje z miasta do miasta

Zamach terrorystyczny jest spektaklem. Po każdym aktywizują się media. Świadkowie demonstrują emocje, a zaraz potem kto tylko zdoła się dopchać przed kamery lub na  łamy komentuje wydarzenie z wielkim zapałem. Publicyści, specjaliści od terroryzmu, polityczni propagandyści oraz politycy mają kolejną okazję lansowania się. Spece od terroryzmu powtarzają ze smakiem wciąż te same prawdy: celem terrorystów jest zastraszenie, a my się zastraszyć nie damy. Mistrzowie surwiwalu radzą jak się zachowywać podczas ataku: schować się, wycisnąć trochę krwi z leżących w pobliżu zwłok lub z rannego i usmarowawszy się nią udawać trupa. Telewizyjni mędrcy powtarzają zwyczajem mędrców swoje mądrości:  należy walczyć z terroryzmem, a nie z islamem bla bla bla bla, musimy przywyknąć do zamachów bla bla bla, należy oddzielić terrorystów od pokojowo nastawionych muzułmanów bla bla bla, wygramy wojnę z terroryzmem, jeżeli bla bla bla. Donald Tusk powtarza na Twitterze „Moje serce jest w (tu następuje nazwa miasta, w którym odbył się zamach)”. Ostatnio zdobył się na oryginalność i napisał „Cała Europa stoi razem z Barceloną”. Podobnie skonwencjonalizowane i równie oryginalne slogany wygłaszają europejscy politycy i wysocy urzędnicy z Brukseli. Im osobiście ten cały ten terroryzm nie zagraża, bo żyją w bezpiecznych enklawach otoczeni bandami ochroniarzy. Terroryści też dziwnie nie kwapią się do ataków na komisarzy czy ministrów. Przez dwa lub trzy dni media mają używanie, w czwartym dniu publiczność czuje się już znudzona, lans się kończy, media wracają do zwykłej codzienności opowiadając o zawodach sportowych, drogowych wypadkach, życiu uczuciowym i płciowym celebrytów, a co ambitniejszym o tym, co powiedział jeden polityk o drugim polityku, a drugi o trzecim…Aż do następnego zamachu.

 

A do Europy wciąż płyną muzułmanie

Tymczasem bez przerwy, dzień po dniu do Europy wlewają się muzułmanie. Młodzi mężczyźni bez dokumentów, bez wykształcenia i bez chęci do pracy. Nikt na to nie zwraca już uwagi, bo nie ma w tym napływie nic spektakularnego.  Jeszcze parę lat temu ich przybywanie na nasz kontynent było dramatyczne, bo płynęli przez Morze Śródziemne na tandetnych łódkach i pontonach, niekiedy tonących. Ich nieszczęście budziło współczucie. Publika witała ich z otwartymi ramionami, podobnie jak kanclerz Angela Merkel.

Od kiedy jednak arabscy przemytnicy ludzi podzielili się pieniędzmi z europejskimi organizacjami pozarządowymi, muzułmańscy przybysze podróżują wygodnie i bezpiecznie. Publiczność przestała się nimi interesować, politycy też, bo już nic na imigrantach ugrać się nie da.  Przybysze z afrykańskich i azjatyckich krajów muzułmańskich przedzierają się do Europy spontanicznie. Ale jest to spontaniczność organizowana i sterowana przez dwie sunnickie sekty: wahabitów i salafitów.  Wahabici – w krajach arabskich żyje ich około 20 milionów – wyznają proste zasady: obowiązkiem muzułmanina jest nawracanie odstępców, zabijanie niewiernych, szerzenie islamu oraz podporządkowywanie całego świata prawu szariatu. W Arabii Saudyjskiej wahabizm jest religią państwową, a w Katarze wyznawcy stanowią około 47 proc. mieszkańców. Podobne zasady wyznaje odłam muzułmanów zwących się salafitami. Jest ich około 50 milionów. Według ekspertów na uzbrojenie i szkolenie członków islamskich organizacji terrorystycznych oraz na propagandę wyjazdów muzułmanów do Europy wahabici i salafici wydali dotąd około 100 miliardów dolarów.  W meczetach Azji i Afryki mułłowie finansowani przez wahabitów z Arabii Saudyjskiej albo z Kataru, Kuwejtu czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich namawiają młodych ludzi do wędrówki ku Europie, zapewniając, że każdemu przybyszowi niewierni dadzą mieszkanie, samochód i pieniądze na życie. Każdy też będzie mógł po osiedleniu się w Europie sprowadzić rodzinę. Rodzina, która tam obejmuje nie tylko bliskich, ale i dalekich krewnych, składa się więc na koszta i wysyła w podróż najbystrzejszego i najenergiczniejszego młodego człowieka, żeby dotarł do Europy, sprowadził krewnych i żeby potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

 

Ani domu nie dali, ani auta

W Europie okazuje się, że niewierni samochodów nie dają, zamiast mieszkań przydzielają łóżka w kilkuosobowych pokojach, a zasiłki – nawet w Niemczech – ledwo wystarczają na życie. Przybysze czują się oszukani. Nie przez mułłów ze swych wiosek oczywiście, bo mułłowie – jak wiadomo – mówią wyłącznie prawdę, ale przez niewiernych. Dodatkowo muzułmańscy osadnicy widzą wokół bogactwo: piękne domy, samochody, kobiety z obnażonymi włosami i nogami, restauracje i sklepy, na które ich nie stać. To pogłębia poczucie krzywdy, bo przecież to bogactwo należy się muzułmanom, a nie niewiernym. Kiedy rozgoryczeni idą do europejskiego meczetu, żeby poskarżyć się Allachowi na tak jawną niesprawiedliwość, europejscy mułłowie – też finansowani przez Arabię Saudyjską albo Katar, Kuwejt czy Zjednoczone Emiraty Arabskie – mówią im, żeby czekali, bo już niebawem islam zwycięży, a wtedy muzułmanie zabiorą niewiernym domy i samochody, a ich kobiety uczynią niewolnicami. I tym właśnie – czekaniem na zwycięstwo islamu – zajmują się muzułmańscy przybysze. Chcą spokojnie i wygodnie żyć w Europie, jak twierdzi lewicowa propaganda. Ale są też przekonani – to lewicowa propaganda przemilcza – że spokojne i wygodne życie zapewni im tylko szariat. Wysłannicy muzułmańskich rodzin nie są żołnierzami w wojnie, którą islam toczy z zachodem. Są ofiarami tej wojny i zarazem bronią wycelowaną przez mułłów w Europę. Są świadomi swej roli w najeździe na Europę mniej więcej tak samo jak były świadome swojej roli słonie bojowe w armii Hannibala. Wahabicki plan podboju Europy polega na wykorzystaniu europejskiej demokracji: kiedy muzułmanów będzie wystarczająco wielu, opanują rządy i obejmą władzę. Z planu tego nie zdaje sobie sprawy przytłaczająca większość Europejczyków. Znakomicie go za to rozumieją lewicowi politycy, a oni właśnie rządzą Europą, poza Polską, Węgrami i Wielką Brytanią.

 

Wahabici, salafici i piąta kolumna

W wojnie islamu z Europą aktywną rolę pełni europejska piąta kolumna. Lewicowe partie rządzące krajami Europy i lewicowi politycy wspierają podbój, bo ich zdaniem muzułmańscy osadnicy przybliżają realizację socjalistycznej utopii: nowej Europy bez państw, religii, tradycji, kultury i tradycyjnie rozumianego prawa.

Przybyszów z krajów arabskich, z Afryki i z Azji lewicowi politycy i propagandyści nazywają uchodźcami, żeby z góry spacyfikować ewentualny opór przeciw ich przyjmowaniu. Opór jest zresztą niewielki, bo umysły europejczyków sparaliżowane są polityczna poprawnością. Zamachy terrorystyczne lewica wykorzystuje zgodnie z zamiarem ich organizatorów: do odwracania uwagi od najazdu. Inspirowane przez nią jałowe dyskusje o terroryzmie, demonstracje przeciw terrorystom, malowanie kredkami na chodnikach antyterrorystycznych kwiatków oraz tweety o wędrującym sercu – mają zająć i zajmują uwagę Europejczyków. A najważniejsze, że im bardziej Europejczycy boją się radykalnych islamistów, tym łatwiej pokochają pokojowo nastawionych muzułmanów z wdzięczności za to, że ci drudzy nie mordują, choć przecież mogliby. Ten społeczny wariant syndromu sztokholmskiego działa!

 

Kadrowe struktury islamu powstają też w Polsce. Rząd Rzeczpospolitej blokuje najazd muzułmanów argumentując, że wśród nich są zakamuflowani terroryści. To jednak nie zapewnia bezpieczeństwa Polsce i Polakom.  Wahabici nie zrezygnowali z podboju Rzeczypospolitej tylko dlatego, że aktualna władza zablokowała napływ osadników. Władza przecież w końcu się zmieni i osadnicy zaczną napływać. W naszym kraju poza oficjalnie budowanym meczetami, w domach albo mieszkaniach wykupywanych przez prywatne osoby powstają tajne muzułmańskie świątynie, w których nie tylko spotykają się muzułmanie, ale też trwa indoktrynacja Polaków. Według niektórych badaczy islamu w Polsce jest już tych meczetów prawie 600, ale liczba ta nie jest pewna.  Żadne wiarygodne statystyki nie podają liczby muzułmanów mieszkających w Polsce. Jeśli pominąć całkowicie zasymilowanych polskich Tatarów, żyje tu około 30 tysięcy napływowych muzułmanów. Nie można pominąć od 2 do 5 tysięcy Polek, które przeszły na islam pod wpływem arabskich mężczyzn, z którymi się formalnie lub nieformalnie związały. Znacznie mniej jest etnicznych polskich mężczyzn którzy stali się muzułmanami. Obecnie nie napływają wprawdzie masowo osadnicy, ale płyną wahabickie pieniądze. Część tych pieniędzy wypłacana jest jako żołd ludziom, którzy werbują kandydatów na muzułmanów, w tym Polakom, którzy przeszli na islam.  Mułłowie oficjalnie w Polsce działający głośno potępiają terroryzm, ale w ich meczetach zbierają się kadrowe organizacyjne struktury gotowe do wchłonięcia muzułmańskich osadników, kiedy zmieni się koniunktura polityczna i do władzy wróci lewica. Islamscy najeźdźcy ani na chwilę nie zrezygnowali z podboju Polski. Czekają cierpliwie, gotowi na masowy napływ muzułmańskich migrantów, a w rezultacie na objęcie władzy nad Polską.

 

Tekst pochodzi z 38. numeru kwartalnika „Myśl.pl”.

 

Wojciech Jankowskidziennikarz, wolny strzelec. W przeszłości związany z tygodnikiem NSZZ „Solidarność” „Odrodzenie”.  Przez niemal dekadę dziennikarz „Gazety Wyborczej”, a po odejściu z jej redakcji współpracownik regionalnych dzienników i tygodników na Dolnym Śląsku oraz m.in. „Najwyższego Czasu” i „Opcji na Prawo”.

 

 

Fot.: Wikimedia Commons

 

Osama bin Laden to najsłynniejszy z terrorystów ostatnich dziesięcioleci. Był on za życie przywódcą Al Kaidy- organizacji terrorystycznej, której do dziś się przypisuje przeprowadzenie niektórych z największych ataków terrorystycznych. Bin Laden został zabity w 2011 roku na terytorium Pakistanu. Teraz po latach zarówno od jego śmierci, a tym bardziej ataku na WTC, głos zabrała matka ówczesnego lidera dżihadystów Alia Ghanem.

 

Kobieta udzieliła wywiadu brytyjskiemu „The Guardian”. Matka Osamy bin Ladena nadal wspomina syna jako dobre dziecko. O sprowadzanie go na złą drogę, co miało doprowadzić do ataków z 11 września 2001 roku, obwinia ona ludzi ze znajdującego się w mieście Jeddah uniwersytetu im. Króla Abdulaziza. Znajduje się to miejsce w Arabii Saudyjskiej, czyli kraju z którego pochodzi cały bogaty ród bin Ladenów.

 

Na uczelni tej, młody Osama studiował co ciekawe ekonomię. Jak twierdzi Alia Ghanem, w tamtych czasach nie przyszłoby jej do głowy, że jej syn zradykalizuje się i zostanie terrorystą. Uważa, że na uniwersytecie zrobiono jej dziecku pewnego rodzaju „pranie mózgu”. Nasuwa się więc pytanie o poziom indoktrynacji na niektórych uczelniach w muzułmańskich krajach.

 

– Wszyscy, którzy go wtedy znali, szanowali go. My byliśmy z niego bardzo dumni. I wtedy pojawił się Osama – mudżahedin. Ludzie na uniwersytecie go zmienili. Był dobrym dzieckiem zanim ich poznał, a oni wyprali mu mózg – twierdzi i tłumaczy swego syna Alia Ghanem.

 

Jak uważa matka dawnego lidera Al Kaidy, bliscy Osamy martwili się widząc co się z nim dzieje. W domu, w którym „The Guardian” przeprowadził rozmowę do dzisiaj widać fotografie słynnego terrorysty z czasów kiedy był w różnym wieku. Wypowiedzieć zdecydowali się również inni członkowie rodziny Osamy bin Ladena.

 

– Winni wszystkich z jego otoczenia, ale nie jego. Nadal widzi w nim dobrego chłopca, jakim był, kiedy był mały. Nie widzi w nim dżihadysty – powiedział przyrodni brat Osamy Ahmad, wyjaśniając iż matka do dzisiaj nie potrafi winić go za przeprowadzane zamachy oraz kocha swojego syna, który stał się z czasem tak znaną postacią w świecie globalnego terroryzmu.

 

Hassan, drugi brat dawnego szefa Al Kaidy stwierdził, że bliscy od razu wiedzieli, kto jest odpowiedzialny za przeprowadzenie zamachu na WTC.

 

– Od najmłodszego do najstarszego – wszyscy się go wstydziliśmy. Wiedzieliśmy, że poniesiemy straszne konsekwencje – opowiedział Hassan.

 

Zdaniem bliskich Osamy, po raz ostatni widzieli się z nim w bazie w Afganistanie. Miało to miejsce w 1999 roku, czyli dwa lata przed atakami na Stany Zjednoczone Ameryki.

 

Obecnie najmłodszy syn słynnego terrorysty Hamza ma 29 lat. Uważa się go za następcę Egipcjanina Aymana al-Zawahiriego (widocznego na zdjęciu wyżej), który przejął władzę w organizacji po Osamie. Służby USA utrzymują, że Hamza to obecnie światowy terrorysta, który może stać się porównywalnie niebezpieczny jak jego ojciec. On sam również deklarował w ostatnich latach, że pomści śmierć swojego ojca oraz sprawi, że działania Al Kaidy przyćmią inne islamistyczne ugrupowanie- Państwo Islamskie. Takie treści Hamza bin Laden przekazywał w komunikatach skierowanych do muzułmanów.

 

Brat Osamy Hassan, będący wujkiem dla 29-latka stwierdził, że gdyby miał okazję przestrzegłby Hamzę przed naśladowaniem ojca.

 

– Gdyby dziś przede mną stanął, powiedziałbym mu, żeby się nie mścił, że nie chcemy znowu przez to przechodzić. Powiedziałbym mu: Zaufaj Bogu, On cię poprowadzi. Dwa razy pomyśl, zanim coś zrobisz. Nie idź w ślady swojego ojca – mówił w wywiadzie Hassan.

 

Ostatnim głośnym atakiem przeprowadzonym w krajach zachodnich przez członków Al Kaidy był ten przeprowadzony w Paryżu na początku 2015 roku, którego celem stała się redakcję Charlie Hebdo- francuskiego tygodnika kpiącego z ważnych dla wyznawców różnych religii wartości. Napastnikami okazali się wówczas bracia Said i Cherif Kouachi. Utrzymywali oni wówczas kontakty z terrorystą o nazwisku Amedy Coulibaly, który deklarował przynależność i sympatię wobec ISIS.

 

Przywódcy Państwa Islamskiego oraz Al Kaidy nadal mają jednak ze sobą wrogie relacje co doprowadza do walk pomiędzy ich bojownikami. Ewentualny sojusz tych motywowanych radykalnym islamem organizacji terrorystycznych skutkować mógłby sporym zagrożeniem dla bezpieczeństwa w skali globalnej.

 

Źródło: The Guardian ; rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

Do interesujących wniosków doszli autorzy zamieszczonego na łamach The Telegraph raportu z programu przeciwdziałania ekstremizmowi- CEP. Eksperci ci są zdania, że istnieje związek między funkcjami oferowanymi przez Facebook, a działalnością i tworzeniu się siatki terrorystów z Państwa Islamskiego.

 

Specjaliści z CEP postanowili dokładniej przyjrzeć się kwestią portalu społecznościowego Facebook pod kątem aktywności ok. tysiąca osób popierających samozwańczy kalifat. Wywnioskowali oni, że Facebook automatycznie pomagał w drodze do zostania dżihadystą.

 

Osoba zafascynowana danym tematem czy ideologią z reguły zostawia polubienia na fan page’ach związanych z zakresem jego zainteresowań. W związku z czym, osoby zaczynające się zajmować tematem radykalnego islamu i zaciekawione nim, „lajkują” strony propagujące działania oraz idee dżihadystów.

 

Takie wyrażanie swoich poglądów, fascynacji i sympatii przez polubienia na facebookowych stronach, powoduje w następstwie, że portal zaczyna nam wśród sugerowanych znajomych wyświetlać m.in. osoby o podobnych upodobaniach. To właśnie sprawia, że dżihadyści mogą sprawniej nawiązywać ze sobą kontakty.

 

– Porażka w efektywnym monitorowaniu działalności platformy sprawiła, że Facebook stał się miejscem, gdzie znaleźć można złożone sieci popierające Państwo Islamskie, islamistyczną propagandę oraz narzędzia służące do werbowania nowych członków – twierdzi Gregory Waters, który jest jedną z osób, które przyczyniły się do powstania raportu.

 

Jak informuje New York Times, w ubiegłym roku Facebook ogłosił iż usprawni usuwanie treści, które zostaną uznane za takie propagujące nienawiść. Nie jest wiadome do końca jak to się przekłada na funkcjonowanie i werbowanie wśród organizacji powiązanych z radykalnym islamem. Wiele osób, również w Polsce, zarzuca jednak władzom portalom, że kasowane i blokowane są na nim treści niepoprawne polityczne, które opierają się na promowaniu kontrowersyjnych czy patriotycznych wartości lub takie, które zbyt pochopnie zostają uznane za obrazę islamu czy szerzenie rasizmu.

 

W 2017 roku, zatrzymany został przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego nastoletni Dawid D. z Katowic, który nawiązał i utrzymywał kontakty z członkami Państwa Islamskiego. Miał on dzielić się z nimi informacjami oraz samemu rozpowszechniać treści świadczące o tym, że zamierza on przeprowadzić zamach terrorystyczny na terytorium Polski.

 

Zagrożenie ataki i zdecydowanie większy nacisk na zachowanie standardów bezpieczeństwa na ulicach miast to rzeczywistość, która stanowi codzienność w niektórych krajach europejskich na przełomie ostatnich lat.

 

Wszystko w związku z faktem, że po rozwinięciu się organizacji Państwo Islamskie oraz masowej migracji do Europy z Afryki i Bliskiego Wschodu, w poszczególnych miejscach na naszym kontynencie zwiększyła się ilość napaści na tle seksualnym, a także doszło do kilku głośnych ataków nożowników czy innych zamachów terrorystycznych.

 

Cała sytuacja może stać się dla zwykłych obywateli jeszcze straszniejsza, kiedy usłyszą o tym o ile więcej dochodziłoby do ataków ekstremistów, gdyby nie udaremnianie części z nich przez służby odpowiadające za bezpieczeństwo. W ostatnich dniach po raz kolejny mieliśmy przykład sytuacji, w której agresor groził przypadkowym ludziom, zw. na różnice religijne.

 

Jak donoszą media, sytuacja miała miejsce w ostatnich dniach minionego tygodnia. We Francji, a dokładniej wewnątrz paryskiego metra, spore zamieszanie wywołał 23-letni Egipcjanin Emad F. Był on uzbrojony w nóż i potrzebna była interwencja służb.

 

Było południe, przed godziną trzynastą. Wówczas na stacji metra Anvers, Emad F. wywołał panikę, Zademonstrował on ludziom znajdującym się wokół niego, że ma przy sobie nóż i groził przeprowadzeniem ataku. Egipcjanin wykrzykiwał, że „zamorduje wszystkich katolików”.

 

Nożownik został na szczęście zatrzymany i nikomu nic się nie stało przy okazji tego zajścia. Jak się okazało, 23-latek był poszukiwany przez francuskie służby. Co warte podkreślania, był on wcześnie karany za zachowania tego typu.

 

Dżihadysta tłumaczył później, iż motywował się faktem, że jest wyznawcą islamu, w związku z czym chce on zabijać innowierców. Stąd też jego pogardliwe słowa o chęci mordowania katolików skierowane do przypadkowych osób.

 

Po tym zdarzeniu, akurat ulice Francji (a szczególnie Paryża) zaczęły być wyjątkowo mocno strzeżone. Na ulice wyszło ponad 100 tysięcy funkcjonariuszy policji oraz żandarmów. W samym Paryżu porządku pilnowało ok. 12 tysięcy policjantów wspieranych przez wojsko. Wszystko ze względu na narodowe święto- Dzień Bastylii oraz finał mundialu, przy okazji którego zorganizowano dużą strefę kibica w centrum stolicy, w pobliżu Wieży Eiffela. Zamieszek i tratowania się ludzi jednak i tak nie udało się uniknąć.

 

Brytyjskie służby udaremniły zamach terrorystyczny przygotowywany przez nastolatkę. 18-letnia Safaa Boular chciała dokonać aktu terroru w samym centrum Londynu przy użyciu grantów, broni lub pojazdu samochodowego. 

 

Jak informuje londyńska policja, młoda Brytyjka była bliska finalizacji zamachu, jednak w porę ją aresztowano. Tuż po tym funkcjonariusze objęli monitoringiem siostrę i matkę kobiety. Jak się okazało Panie przejęły plany swojej poprzedniczki i chciały doprowadzić do ataku w okolicach British Museum, gdzie zawsze przebywa mnóstwo przechodniów i turystów. Nieopodal brytyjskiego muzeum znajdują się najliczniej uczęszczane ulice handlowe i główne atrakcje turystyczne. Zamach mógł sparaliżować miasto i zebrać krwawe żniwo. Tę wiadomość podała Polska Agencja Prasowa.

 

Jak informuje PAP, po skazaniu przez sąd Safy Boular na karę więzienia, plany zamachu kontynuowały jej matka i siostra. Porozumiewając się z osadzoną kobietą koordynowały dalszą organizację zamachu posługując się przy tym szyfrem. Policja udaremniła także i  te plany. Przedstawicielka londyńskiej policji przyznaje w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że kobiety „chciały zabijać” – pada wprost.

 

Warto nadmienić, iż przypadek Safy to klasyczny przykład szybkiej radykalizacji. Jak informuje brytyjskie „The Times”, w 2015 roku kobieta zainteresowała się radykalnym islamem, zaś rok później poślubiła wojownika Państwa Islamskiego szerzącego dżihadystyczne idee w internecie. Fotografia ilustrująca artykuł zamieszczona przez The Times, obrazuje wizerunkową przemianę Safy – od spokojnej nastolatki po islamskiego radykała.

 

Niemiecki dziennikarz Eren Güvercin oświadczył, że ramadan, czyli święty miesiąc w islamie należy do jednej z najważniejszych niemieckich tradycji, a także, że jest ważniejszy niż Oktoberfest.

 

Mężczyzna jest między innymi twórcą stowarzyszenia muzułmanów w Europie, Allhambra. Jak powiedział redaktor, ramadan należy do najpopularniejszych uroczystości w Niemczech. Uważa również, że muzułmańskie święto jest „starym niemieckim zwyczajem” oraz jest o wiele bardziej znane i rozpowszechnione od Oktoberfestu.

 

Güvercin jest zdania, że to właśnie przeciwnicy islamu, a także osoby sfrustrowane zapewniają, że muzułmanie nie należą do społeczności niemieckiej. Dziennikarz przekonuje również, że Niemcy i wyznawcy islamu nie stanowią sprzeczności.

– Ojczyzna to coś, co powinno łączyć, a nie dzielić

– mówi.

 

Mężczyzna powiedział również, że „duch ramadanu” jest niesamowicie istotny podczas panującej niechęci wobec islamu. Co więcej, dodał, że muzułmański święty miesiąc „od dawna jest częścią niemieckiego krajobrazu religijnego” – poinformował portal dorzeczy.pl.